Akademia Umiejętności w Krakowie (od 1918 r. Polska Akademia Umiejętności) w roku 1889 rozpoczęła wydawanie serii "Biblioteka Pisarzów Polskich", w której głównie publikowano wydania krytyczne mniej znanych utworów literatury staropolskiej, poczynając od wczesno-XVI-wiecznej. Wydawcami byli znani filologowie. Do wybuchu II wojny światowej, liczba tomów wydanych w tej serii osiągnęła prawie sto.

Niedawno w jednym z krakowskich antykwariatów kupiłem wydane w 1910 r. w tej serii Pisma Jana Dzwonowskiego, wczesno-XVII-wiecznego sowizdrzalskiego poety. Tak mi się spodobały, że zdecydowałem się zamieścić kilka wierszy Dzwonowskiego i fragmenty krytycznego "Wstępu" Karola Badeckiego do tej książeczki. Zamieszczam przy tym tylko te przypisy, które odnoszą się do wybranych fragmentów tego wstępu. Pisownia we "Wstępie" Karola Badeckiego została dostosowana do obecnie używanej.

Andrzej Kobos





PISMA JANA DZWONOWSKIEGO (1608-1625)

Fragmenty





KAROL BADECKI



Jednym z sowizdrzałów polskich jest Jan Dzwonowski, którego broszury już to dla wielkiej rzadkości, już to dla treści ciekawej, zasługują na wydobycie z kurzów bibliotecznych.

Czy jednak istniał rzeczywiście ów Jan Dzwonowski (a nie Dzwonkowski, jak go niektórzy przezywają) 1) dziś trudno na to kategorycznie odpowiedzieć. Brückner powiada, że osoby tak nazywającej się stanowczo nie było, że to najprawdopodobniej pseudonim jakich używano więcej w owym czasie, np. Jan z Kijan, Jan z Wychylówki, Januarius Sowizralus, i dlatego skłonny jest przypuścić nawet, że to jeden i ten sam autor, ukrywający się pod tyloma pseudonimami 2). Zdanie to jest prawdopodobne, bo najpierw, skądżeby sowizdrzali mieli takie szczęście, że wszystkich przy chrzcie Janami nazywano, po wtóre, cóżby miały znaczyć słowa zamieszczone na końcu dziełka p.t. "Sejmu domowego artykułów sześć" (które jest utworem Dzwonowskiego) brzmiące: "Januarius Sovisralus pede propria". Najprawdopodobniej to pseudonim Dzwonowskiego.

Zgadzam się więc, z przypuszczeniem Brücknera, że pseudonimy wyżej wymienione t.j. Jan z Kijan, Jan z Wychylówki, Januarius Sowizralus itd. ukrywać mogą jednego autora, nie mogę się jednak zgodzić, żeby nazwa "Dzwonowski" stanowczo była pseudonimem. Przypuszczam, że był istotnie jakiś Dzwonowski, który z razu wydaje swe dziełka pod pseudonimem wzwyż wymienionym, a później je podpisuje własnym nazwiskiem. Do poparcia tego przypuszczenia, znalazłem dwa fakty: najpierw, że nazwisko to zamieścił Tomasz Święcki w swym zbiorze: "Historycznych pamiątek znamienitych rodzin i osób dawnej Polski" i po wtóre, że mamy wiadomość o jakimś Zacharyaszu Dzwonowskim, który był malarzem, żył w pierwszej połowie XVII w., i był krakowianinem, podobnie jak i nasz Dzwonowski 3). Mógł więc być Jan jakimś krewniakiem Zacharyasza.

Kwestię tę będzie można jeszcze gruntowniej zbadać inną drogą, mianowicie przez porównanie języka i stylu dzieł Jana Dzwonowskiego z dziełami, jakie wyszły pod wyżej wymienionymi pseudonimami, Janami głównie, czego dziś wobec rzadkości i niedostępności tych broszur uczynić nie mogę. Dziś niemal stanowczo śmiem twierdzić, że istniał rzeczywiście jakiś Dzwonkowski i o dziełach tu przedrukowanych mówić będę, Dzwonowskiego (nigdy Dzwonkowskiego).

[…]

Jan Dzwonowski zwał się sam i podpisywał się na dziełach swoich żartobliwie "generałem pilzińskim " (a także "pilznińskim"), podobnie jak Jurkowski, który znów tytułuje siebie "bakalarzem pilzieńskim", dlatego, że w mieście Pilźnie gromadził się podczas odpustów koczowniczy żywioł lirników, frantów, kuglarzów, błaznów, wydrwigroszów ludowych 4). Dzwonowski przebywał przeważnie w Małopolsce, w Krakowskiem i na Rusi Czerwonej, jeżdżąc po dworach i dworkach bogatej szlachty, zabawiając ją swym dowcipem i humorem. Bliższe szczegóły z życia jego dziś niewiadome. Tyle pewne, że żył za czasów Zygmunta III i między latami 1608-1625 wydawał swe dziełka, które się cieszyły wielkim powodzeniem i doczekały się licznych wydań. Pisma jego należą dziś do białych kruków literatury naszej, co świadczyć może o tym, że były chciwie czytane. Do rzadkości ich przyczynił się także wystosowany do drukarzy przez oficjała krakowskiego edykt, potępiający utwory Dzwonowskiego, jako szkodliwe dla religii i obyczajów; niektóre palono nawet na rynku krakowskim 5). Dziwne, że o żadnym jego dziełku, a przynajmniej o wydanych w r. 1608. "Sejmu artykułach sześciu" nie wspomina indeks Szyszkowskiego z r. 1617.

Cała spuścizna literacka Dzwonowskiego ogranicza się do kilku dziełek, z których najwcześniejszym jest: Sejmu domowego artykułów sześć z r. 1608, z podpisem przy końcu: Januiarius Sovisralus pede propria, Annus Dominus 8061.

Pierwszą wiadomość o tym wydaniu "Sejmu domowego" podał nam W. Aleks. Maciejowski w Piśmiennictwie polskiem (t. III, str. 542), gdzie powiada, że natrafił na to dziełko w Dzikowie 6). i że "zawiera tłuste dowcipki".

Notatka Maciejowskiego o tyle jeszcze ciekawa, że daje nam zakończenie tego utworu w cytacie, który tu przytaczam z tego powodu, że brak go we wszystkich wydaniach późniejszych, mnie znanych:

"Tym zamknęli sejmową wszystką konkluzyją,
Wszyscy źli gospodarze niechaj w dudy wyją,
A niechaj nie trzymają sejmowej ustawy,
Próżnoć to, trzeba przecie domowej naprawy.
Zarobki słabe mamy, gęba wina woła
Przecieć każdy dzień, na nie ledwie mieszek zdoła.

By nam nie miało zostać i grosza jednego,
Tedy my nie odstąpim obyczaju swego". 7)

"Sejm" z r. 1608 jest najprawdopodobniej pierwszą drukowaną broszurą Dzwonowskiego, którą autor wydał jeszcze pod pseudonimem: "Januarius Sovisralus".

Z tego wydania dopiero, nieznanego dziś, przedrukował Dzwonowski "Sejm" kilka razy w r. 1625. Nie trzeba jednak sądzić, aby między latami 1608-1625 nie było innych wydań; musiały być, ale zaginęły 1ub gdzieś się jeszcze ukrywają. Z roku 1625 znalazłem trzy odmienne wydania "Sejmu", z których dwa pierwsze wydane anonimowo.

Pierwsze z nich, najkompletniejsze, na którem opieram się w przedruku, wyszło pod takim tytułem:

SEYM
Albo
CONSTYTV
TlE
DOMOWE
Gdźie te zàrty práwdę pokàzuią
Ktorych iest Artykułow seść
Ktore Drukowano w oleśnicy
Ná pácánowskiej vlicy
Roku Tyśiąc Sześć Set dwudźiestego Piątego
Kiedy było obfitość zuru owśiánego
Tak hániebnie dźiewki od niego tyły
Iako od mięsá pękáćiuchne były.

Egzemplarz wydania tego posiada biblioteka Z. N. Ossolińskich pod S. 15.255; nie dziw, że nie wymienia go Estreicher pod Dzwonowskim bo wyszło anonimowo.




Seym albo Constytutie Domowe Jana Dzwonowskiego
(ilustracja z wydania Badeckiego)


[…]

"Sejm" powstał, jak się zdaje, pod wpływem dziełka innego autora sowizdrzała, wielce formą podobnego tj. "Sejmu białogłowskiego" 8) (jest w Ossolineum pod S. 15.256), na którą to zależność wskazał już Al. Brückner 9). Anonimowy wydawca "Sejmu białogłowskiego" występuje w obronie niewiast, popierając ją 20 artykułami. Dzwonowski natomiast bierze w obronę mężczyzn: występuje ostro przeciw kobietom, podaje w 6 artykułach rady mężom, w jaki sposób mają postępować z żonami, a dalej jak mają troszczyć się o swój dom (rzecz pospolitą) i gospodarstwo. Szczegółowy rozbiór "Sejmu" Dzwonowskiego podaje Windakiewicz 10).

Drugą najważniejszą broszurą Dzwonowskiego, a zarazem najlepiej znaną, to: "Statut, to jest artykuły prawne jako sądzić łotry i kuglarze jawne", jedyne dziś znane prawa frantowe w literaturze naszej. Mówiąc o literaturze frantowej, o frantach w ogóle, nie trzeba sądzić za Windakiewiczem jakoby franci tworzyli jakiś odrębny cech albo stowarzyszenie, ale należą oni do sowizdrzałów i literatura ich stapia się z literaturą sowizdrzalską, jak słusznie za tym oświadcza się A. Brückner 11). Dążenie frantów było ogólnosowizdrzalskie, zamknąć je można w słowach: nigdy się nie smucić, zawsze być wesołym. Aby jednak dążenie to doprowadzić do skutku, niektórzy przebieglejsi franci, sowizdrzali układają prawa frantowe, które mają ich towarzyszom wskazać drogę wesołości i szczęśliwości.

Powiedziałem przedtem, że jedynie dziś znane w literaturze naszej, są prawa frantowe ułożone przez Dzwonowskiego; mamy jednak wiadomości, że już w pierwszej połowie XVI w. były jakieś "Frantowe prawa" – "Jus Frantorum". Inwentarz księgarza krakowskiego M. Scharfenberga (z r. 1547) po dwakroć wymienia dzieło, raz na str. 9 p.t. "Jus Frantorum" drugi raz znowu na str. 32 p.t.: "Frantowe prawa" 12). Inny znowu inwentarz księgarza lwowskiego H. Brickyera (z r. 1573) wymienia znów "Frantowskie Prawa" 13). Wreszcie w inwentarzu Baltazara Hubnera (z r. 1591) również zaznaczono: "Frantowe Prawa". Żaden jednak z tych wymienionych druków nie jest znany. Pod tym względem szczęśliwsi od nas są Czesi bo mają swoje "Frantowa Práva", wydane niedawno przez Č. Zibrta 14).

Estreicher wymienia tylko trzy dochowane egzemplarze "Statutu"; jeden w bibliotece hr. Tarnowskich w Dzikowie, drugi posiada biblioteka Jagiellońska w Krakowie (o czym wspomina i Zibrt, we wstępie do swego wydania czeskich praw frantowych na str. XXXII.), a trzeci znajduje się w bibliotece Ord. hr. Krasińskich w Warszawie 15). Odnalazłem jeszcze dwa inne, jeden w bibliotece hr. Zygmunta Czarneckiego w Rusku a drugi w bibliotece Akademii Umiejętności w Krakowie.

Egzemplarza jagiellońskiego (Nr. III b. 37.) tytuł pełny brzmi:

STATVT
JANA
DZWONOWSKIEGO
To iest /
ARTYKVLY PRAWNE
Jáko sądzić Lotry / y Kuglarze iáwne.
Roku suchomokrego ná pełni mieśiącá /
Gdy ząb zębá nie doszedł / z wielkiego gorącá/
W ten cżás nástępowáły gwałtowne powodzi /
A żaden nie vtonął
co sie wiśieć godzi.

Pisano go przy szynkwáśie /
Ták rok iákoś o tym cżáśie.



Statut Jana Dzwonowskiego
(ilustracja z wydania Badeckiego)


Książeczka ta w 4-ce, 8-mio kartkowa (czyli 2 arkusze druku) druk gocki, lichy, papier również lichy; kustosze A2-B3; oprawa z cienkiej kompaturki brązowej. Z karty czwartej dochował się tylko mały skrawek. Na karcie tytułowej brak miejsca druku, nazwy drukarni i roku.

[…]

Czas powstania i ogłoszenia "Statutu" wyjaśnia mniej więcej inne, będące w posiadaniu hr. Zygmunta Czarneckiego (S. 6842) wydanie, na którego karcie tytułowej mamy wyraźnie wydrukowany u dołu r. 1611; może jest to nawet wydanie pierwsze 16).

[…]

Trzecie pisemko Dzwonowskiego wyszło pod takim tytułem:

NIEPOSPOLITE
RVSZENIE
Abo
G Ę S I A   W O Y N A.
Trudno iuż w Polscze o kiy / bo zá sześć Mieśięcy /
Wynieśli ich ná Woynę do kilku tyśięcy.
Turczyn się srodze lękał / bali się Tatarzy /
Strászliwać to / gdy Polak w polu kiiem párzy.
JANA DZWONOWSKIEGO GENERALA
Pilźińskiego.
W Krákowie / Roku 1621.

To właśnie wydanie pierwsze posiada biblioteka Ossolińskich, pod S. 3.988. Jest to mała broszurka czterokartkowa (1 ark. druku) w 4-ce, druk gocki większy; pierwsze trzy kartki dość dobrze dochowane, ostatnia tj. czwarta zniszczona, podziurawiona, w połowie podklejona starym papierem, przez co został zasłonięty drzeworyt umieszczony na końcu tekstu, podobny do drzeworytu na karcie tytułowej.

[…]

Treść i rozbiór "Niepospolitego ruszenia" podali: Wójcicki i Windakiewicz; dodam, że to intermedium osnute nie na tle rokoszu Zebrzydowskiego, jak to dotychczas błędnie mniemano 17), ale na tle wyprawy wołoskiej pod Chocim w r. 1621. przeciw Turkom i Tatarom, jak to słusznie odgadł Kondratowicz 18). Widać to choćby z licznych wzmianek w ciągu utworu o Turkach i Tatarach, prócz tego jednak wyraźny dowód ścisłej łączności utworu tego z wyprawą pod Chocim znajdujemy u Marcina Paszkowskiego, współczesnego Dzwonowskiemu, w dziełku p.t. "Chorągiew sauromacka w Wołoszech, to jest pospolite ruszenie i szczęśliwe zwrócenie Polaków z Wołoch, w roku teraźniejszym 1621.", w którym autor w przedmowie "Do łaskawego czytelnika" tak powiada 19):

"Ja dwu autorów przydłuższe zabawy
Wciąż przeczytawszy, tej marsowej sprawy
Obróciłem też na wiersz pióro moje,

Lecz nie tak jak ktoś pisał gęsie boje;
Jasną rzecz głoszę, bom też patrzył na to,
Gdy wojska swoje Mars stawił czubato.
Przeto com widział, to piórem swym głoszę,
A z tym bądź łaskaw, po staremu proszę."
i w dalszym ciągu kreśli nam Paszkowski główne wypadki wojny chocimskiej, przedstawiając wszystko w sposób poważny. Dzwonowski natomiast traktuje w swym "Niepospolitem ruszeniu" rzecz całą z komicznego punktu widzenia; wybierając sobie jeden motyw niehistoryczny, ale czysto obyczajowy, przygodny, za temat swego intermedium.

Ostatnia broszura Dzwonowskiego, która dotychczas uważaną była za trzecie dziełko jego, wyszła, pod takim tytułem, na pierwodruku podwójną ramką obramowanym:

SEYMV WALNEGO
Domowego
ARTYKVŁOW
S Z E S C.

Które są bárzo potrzebne wszelákim Stanom / á
zwłásczá gospodárstwem 20) sie zabáwiáiącym : y
tym na ktorych żony ieżdzą / aby ie vmieli v-
skramniáć / żeby im powolniuchne były.
Przydano do tego y insze rzeczy
śmieszne ku czytániu.
Przez I A N A   D Z W O N O W S K I E G O
Prędko ná świát wydane.
Drukowano w Oleśnicy /
Na Páczánowskiey vlicy.
Roku tyśiąc sześćset dwudźiestego piątego /
Kiedy było obfitość żuru owśianego.
Ták haniebnie dźiewki od niego tyły /
Jako od mięsá pękáćiuchne były.

Jest to tylko zbiorowa edycja niektórych pisemek Dzwonowskiego już przedtem osobno wydanych, z dodaniem dwóch nowych zupełnie rzeczy.


* * *

[…]

Ogółem wziąwszy, całą tę drobną spuściznę Dzwonowskiego cechuje dowcip wesoły, posuwający się niekiedy poza granice estetyki i przyzwoitości, co głównie było powodem tego, że oficjał krakowski potępił je jako szkodliwe religii i obyczajom, a "Statut" nawet palono na rynku krakowskim. Wiersz na ogół słaby, rym w wielu miejscach kulawy, ale nie brak też tej spuściźnie Dzwonowskiego pewnych nowych wyrażeń ważnych dla leksykografii polskiej, pełno również w niej materiału obyczajowego, folklorystycznego, dziś w zupełności nie wyzyskanego. Niektóre szczegóły dotyczące dawnej naszej obyczajowości wyzyskali Maciejowski 21) i Wójcicki 22), ale najpierw nie zupełnie, po wtóre nie znają oni wcale trzeciej broszury Dzwonowskiego, t.j.: "Sejmu walnego" (czyli: "Sejmu albo konstytucyi domowych"), w której pełno pierwiastka kulturalnego.

Pisał Dzwonowski może najlepiej ze wszystkich sowizdrzało-frantów i poczytywał sobie wprost za obowiązek pisanie takich na wskroś humorystycznych dziełek, jak to widać z osobistych jego wzmianek np. w "Statucie" (por. w. 23-24 i 167-180). Pisma jego miały pokup, drukarze chętnie dawali mu nakład, jak to widać z przedmowy, zawartej na wstępie do "Sejmu albo konstytucyi", gdzie tak powiada:

"Jeśli im nie uwierzysz, toć drugie napiszę,
Rad temu drukarz będzie, tak od niego słyszę".

O wielkiej poczytności dzieł jego świadczy także liczba wydań poszczególnych pism, z których nie jedno zostało zaczytane i nie doszło do naszych czasów.

[…]

Pisma Jana Dzwonkowskiego (1608-1625).
Wydał Karol Badecki.


Wydawnictwa Akademii Umiejętności w Krakowie. Biblioteka Pisarzów Polskich.
Kraków. Nakładem Akademii Umiejętności. 1910. 119s.




Przypisy:
  1. n. p. W "Bibliografii historyi polskiej" L. Finkla figuruje raz jako Dzwonowski (Nr. 7.920 i 17.577), drugi raz jako Dzwonkowski (Nr. 3635) ; podobnie T. Święcki w „Historycznych pamiątkach znamienitych rodzin i osób dawnej Polski", Warszawa 1858., zwie go Dzwonkowskim; i nawet Estreicher w swej chronologicznej "Bibliografii" w tomie VIII po dwakroć mówi o nim pod r. 1625 jako o Dzwonkowskim. Również też i K. Brodziński w swoich wykładach uniwersyteckich ("Pisma". Poznań. 1872, t. IV, str. 112) czyniąc krótką wzmiankę o tym poecie, zwie go mylnie Dzwonkowskim.   (powrót)

  2. "Pamiętnik literacki". We Lwowie 1905, str. 50.   (powrót)

  3. Ambroży Grabowski: "Okruszyny wiadomości z dziedziny sztuki i starożytności naszych". ("Biblioteka warszawska" r. 1854. t. I, str. 415).   (powrót)

  4. St. Windakiewicz: "Teatr ludowy w dawnej Polsce". Kraków 1902, s. 212.   (powrót)

  5. Wiszniewski: "Historya lit. pols.", t. VII, s. 171.   (powrót)

  6. Broszurę tę wymienia także: "Katalog biblioteki Tarnowskich w Dzikowie przepisany dla Stanisława Przyłęckiego w r. 1850" (Rkp. Z. N. I. Ossolińskich S. 1.830.). Oryginał dziś nie znany. Bardzo skrupulatne poszukiwania p. Ludwika Kuryłły (przeprowadzone na prośbę p. Dr. Stanisława Kossowskiego) nie odniosły skutku, dziś podać mogę jedynie sygnaturę: "Szafa XVI. pułka 6. futerał 52".   (powrót)

  7. Wyjątek ten podaję w pisowni zmodernizowanej.   (powrót)

  8. Tytuł pełny, zbliżony nieco do tytułu broszury Dzwonowskiego brzmi: "Seym białogłowski, ktory w sobie zamyka wszelakie swobody pokoie z Męzami, waruiąc to wszytko sobie do lat pewnych, poko swego nie przewiodą, według vporu. SPISANY Roku niedawno przeszłego, Dnia pierwszey Niedźiele, niektorego Mieśiąca iasnomodrego. Za pozwoleniem rekodaynym wszytkich Białych głow iasno rumianych", w 4-ce druk gocki. 12, k. nlb.   (powrót)

  9. "Pamiętnik literacki". We Lwowie 1905. s. 50.   (powrót)

  10. St. Windakiewicz: "Teatr ludowy". Rozdz. XI: "O błaznach i frantach", s, 206-221.   (powrót)

  11. "Frantowe prawa". "Pamiętnik literacki". We Lwowie 1905, s. 44-51.   (powrót)

  12. Artur Benis: "Materyały do historyi drukarstwa i księgarstwa w Polsce. I. Inwentarz księgarń krakowskich Macieja Scharfenberga i Floryana Unglera (1547-51)". ("Archiwum do dziejów literatury i oświaty w Polsce". Kraków. 1892, t. VII, s. 9 i 32).   (powrót)

  13. Wł. Łoziński: "Księgarstwo lwowskie" (Kwartalnik historyczny. Lwów 1890. t. VI, s. 454 i 455).   (powrót)

  14. Frantova Práva, Text prvotisku Norimberského z r. 1518 vydává Dr. Ćeněk Zibrt (Sbirka pramenuv etc. s. l, r. II, c. 6,
    v Praze. 1904.   (powrót)

  15. K. Estreicher: "Bibliografia polska". Kraków 1897, t. XV. og. zb. lit. D. s. 474-475.   (powrót)

  16. Egzemplarz ten pod względem treści niczym nie różni się od dwóch poprzednio opisanych (tj. jagiellońskiego i akademickiego). Znajdujemy w nim tylko różnice typograficzne i pewne odmiany tekstu. Karta tytułowa w koło obramowana ozdobnie, druk wyraźniejszy, egzemplarz pięknie dochowany.   (powrót)

  17. St. Windakiewicz: "Teatr ludowy w dawnej Polsce", Kraków 1902, s. 213; także: Biegeleisen: "Ilustrowane dzieje literatury polskiej", t. IV, s. 160.   (powrót)

  18. L. Kondratowicz: "Dzieje literatury polskiej", Warszawa 1875, tom III, s. 163.   (powrót)

  19. Mam pod ręką rzadki egzemplarz tej broszury z księgozbioru hr. Zygmunta Czarneckiego w Rusku (S. 9187.), pięknie dochowany.   (powrót)

  20. W pierwodruku błąd drukarski: gospogárstwem.   (powrót)

  21. Maciejowski: "Polska", t. II, s. 260, 406; t/ IV, s.157.   (powrót)

  22. Wójcicki: "Zarysy domowe", Warszawa 1842, t. I, s. 200 i 377.   (powrót)






WIERSZE SOWIZDRZALSKIE

Wybór





JAN DZWONOWSKI



Sejmu domowego artykułów sześć


PIERWSZY ARTYKUŁ.


Tak naprzód w artykule pierwszym stanowiono,
Aby szydłem nawarę, szwajcą barszcz jadano;
I na rożnie laskowym przypiekano gruce,
A skoro się upiecze, urzynać po sztuce.
Ktoby zaś nie chciał pragnąć po potrawach takich,
Niech zje dla ugaszenia śledziów leda jakich.
Kto też nic nie dał warzyć, pewnie nie będzie jadł,
Głodnym od stołu wstanie, jako i za stół siadł.
Potym się z tym dekretem prędko sejm ukwapił,
Kto piwa nie ma zacz pić, by się wody napił.
Czemu raczej do czasu nie każą borgować,
Żeby się człek zdłużywszy mógł precz powędrować.
U kogo tez kto gościem, niech się z nim nie swarzy,
Niech milczy, a przecię je, co dla niego warzy.
Po trzecie o tych rzeczach tajemnie radzili,
Kto w czyim wózku jeździ, by się nie wadzili.
Król potwierdził ten dekret, tym tego dowodził:
Kto swego konia nie ma, by piechotą chodził.
Majętność kto potera, niech odprawi sługi,
Bo mu już nie tak chętni będą do posługi.
Kiedy już nie masz co brać, trzymać było panie,
Widzisz, że ani tobie, ni sługom dostanie.
Będziesz potym u stołu siadał pacholczego,
Czemu ? - iżeś nie umiał szanować swojego.
Kto fortunę raz straci, trudno ją w tył chwytać.
Także kto miał, utracił, trudno o to pytać,
Dzisiejszy dzień lepszy jest, niźli wczora było,
Nie utyje nikt na tym, co już upłynęło.
W kropielnicy też włokiem niech nie łowią śledzi,
Orłem ich gonić mogą, bo ten wzgórę siedzi.
Karpi też na ugorze żeby nie łowiono,
Boby tam drób wszelaki barzo potłoczono.
Zakazano też łowić więcierzem jeleni,
Zimie, na wiosnę, lecie, jako i w jesieni.
I rybitwom wszelakim tego zabronili,
Żeby koni na trawie wędą nie łowili.
Kota w worze nie kupuj, na tym nie utyjesz,
Pamiętaj się tam przespać, kędy się upijesz.
Niechaj też każdy goły czapkę sobie kupi,
Czapnik jej nie da darmo, chybaby był głupi.
Uważaj każdy pilnie: takie zakazanie
Przestąpi-li, zarazem banitem zostanie.



ARTYKUŁ WTÓRY.

O rzeczypospolitej.


Potym radzili o tej pospolitej rzeczy,
Niechaj się w chleb przyczynia, kto ma siła dzieci.
Niech kasza w domu będzie i na klóski mąka,
Dla rzeczypospolitej i połeć u drąga,
Coby urznął do grochu, także do kapusty,
Faska masła, także też świni smalec tłusty.
Kto nie wierzy, niech sobie artykuły czyta,
Niewola, gdy jeść woła ta rzeczpospolita.
To altem, drugie basem, a trzecie dyskantem,
A co gorsza i matka zaśpiewa wagantem.
Gdy pocznie od klawisza, gamaut go zową,
I oktawy wyniesie swą gębą gotową,
Już tam będą walante, będą boże kaźni,
Z jadu rzeczpospolitą bez przestanku draźni:
Woła, kłóci, przeklina, niemasz żadnej rzeczy,
Coby się uwarzyło pospolitej rzeczy.
Wyciągłam się u ciebie, jak charcica chodzę,
Dźwigam ciężko, pijaku, a bękarty płodzę.
Dyabeł cię nie przepłaci na tę psią robotę,
Obróć na co lepszego tę twoją ochotę.
Wtenczas gospodarz smutny, źle więc sobie tuszy,
Zrzy na rzeczpospolitą, a sam czwartki suszy.
We wtorek nie ma co jeść, pości i niedziele,
Mówi: mało i Bóg da, choć bywa w kościele.
Przeto takim kazano na odpusty chodzić,
Kole ciosać, karcz kopać i ogrody grodzić.
Ogrodziwszy, marchew siać, nasadzić kapusty,
Czymby rzeczpospolitą żywił w mięsopusty.
Ba, i pościeby zjadły z jaki funt wędzonki,
Gryzłyby czasem głąby, gryzłyby i płonki.
Rozkazano też i tym obroku ujmować,
Co owo zwykli winem gęby swe napawać.
Zakazano im lecie odpoczywać w chłodzie,
Bo więc takowi zimie będą pościć w głodzie.
A komu lecie praca przychodzi niesnadnie,
Ten w głodzie zimę strawi, gdy nędza przypadnie.
Rób na rzeczpospolitą, i na żonę musisz,
Nie będziesz pierwej panem, aże nędze skusisz.
Więc się szkoda sejmowym dekretom przeciwić,
O rzeczpospolitą gra, czymby ją wyżywić.



ARTYKUŁ SZÓSTY.

Z strony rzemieśników.


Rzemieśnicy! wy strzeżcie swojej powinności,
Wtenczas najlepiej drżycie, gdy najwięcej gości.
Zwłaszcza na sejm w Warszawie, tamci wasze żniwo,
Kaczmarze, macie odbyt na wareckie piwo.
Szewcy powinni chodzić, jak w piekle szatani,
Krawcy w najgorszych sukniach, zewsząd odrapani.
Kuśnierczycy w magierkach niechaj zimie chodzą,
Garbarze skóry w zolach, niech jako psi głodzą.
Kupcy, by się zadłużyć, niechaj bankietują,
Na jarmarku w Lublinie tego powetują.
Cyrulicy, balwierze, nie leczą się sami,
A prokuratorowie bawią się fałszami.
Młynarze winni głód mrzeć, naczęściej bez chleba,
A tkaczom co nagorsze koszule mieć trzeba.
Czapnicy w szpetnych czapkach, kuśnierz bez kozucha,
Malarz dom najszpetniejszy, miasto złego ducha.
Mularz ma mieć dziurawy piec, a błoniarz błony,
Cieśla chałupę zgniłą dla dzieci, dla żony.
Nawet wszem rzemieśnikom mocnie przykazali,
Żeby w swym niedostatku innym dogadzali.
Chromym dziadom kazano, by nie tańcowali,
Ślepym, by przez spekuły oczu nie psowali.
Głuchym też pozwolono nie słuchać kazania,
Niemym zaś zakazano zbytniego wołania.
A do tego szatana by niewspominali,
Ale, żeby fasami, tysiącami mierzali.
O Walantem, jak dawno, niech o nim śpiewają,
Bowiem to za nawietszą rozkosz drudzy mają.



Ktoby z żoną źle mieszkał, fortel na to.


Któżkolwiekby miał z żoną niedobre mieszkanie,
Kij namniej nie pomoże, ni postronek na nie.
Rychlej ją tak ukarzesz, jak ja tobie powiem,
A w tym i je,j dogodzisz, ba, i sobie zdrowiem.
Tak wiedz, że ony wszytkie taką żyłę mają,
Którą zowią południk ci, co krew puszczają.
Próżno do niej z puscadłem do innych żył chodzisz,
Jeśliże jej w południe w samo nie dogodzisz.
Gdy się będzie nabarziej po domu kręciła,
Gniewając się, szukając, choć nic nie straciła,
Zrozumiejże natenczas, czego ona pragnie,
Nie będzieć się miotała, zgodzisz się z nią snadnie.
Jako obaczy, że jej raz w południe dogodzisz,
Wierz mi, że z nią nie blizu w przyjaźni pochodzisz.
Jeden mąż swoję żonę przepraszał konając,
Nie dawał jej obroku, widząc ją stękając,
Nie chciała mu odpuścić, choć już konać miała,
Ale jeszcze, by na złość, głosem zawołała:
0! niecnotliwy mężu! mogęć to rzec śmiele,
Dla ciebiem ja cierpiała chorób barzo wiele;
Tyś mi wielką przyczyną, nigdym nie stękała
Tak barzo, iżebymci wznak leżeć nie miała.

[…]





STATUT JANA DZWONOWSKIEGO

Fragmenty



Konstytucye nowe, generałowe,
Krótko zebrane, prędko wydane.


ARTYKUŁ I.

Ktoby piernął u stołu, kędy wiele gości,
Mają wszyscy czapki zdjąć dla tej uczciwości;
Że się nowy gość ozwał, jeszcze niebywały,
Bo jak wszyscy zamilkną, będzie wstyd niemały.

[...]

ARTYKUŁ VI.

Ktoby się zwał szlachcicem, a nie byłby takiem,
Powinna go opatrzyć jakimkolwiek znakiem.
Pół wąsa mu ogolić, iżeby wiedziano,
Iże go tu niedawno nobilitowano.

[...]

ARTYKUŁ VIII.

Kto by się chciał zalecać, a nie miał urody,
Kazać mu się umywać kilka raz u wody
Bo co się to zaleca, a oń nic nie dbają,
Może go onym nazwać, co niewiasty mają.


ARTYKUŁ IX.

Gdyby kto zwadę zaczął, a chciał kogo ranić,
Porwawszy go między sie, trzeba mu to zganić:
Gontem w zadek po razu, potym go przeprosić,
A broniej mu nie dawać do tegodnia nosić.


ARTYKUŁ X.

Grubego pijanicę, co owo łakomy
Kufle chwyta, nie godzien do posłania słomy,
Gdy się dobrze upije, położyć go w błocie,
Ciernia, kijów nań nakłaść ku tej jego cnocie.


ARTYKUŁ XI.

Gdyby kogo zastano na jakim nierządzie,
W kłodkę mu jądra zamknąć, ba i ono glądzie.
Niechaj tak za pokutę chodzi tydzień z kłodką,
Żeby więcej nie igrał z nadobną Dorotką.

[...]

ARTYKUŁ XVIII.

Gdy kto żupan krótki ma, a zagina przodki,
A to czyni dla Kaśki, abo dla Dorotki,
Żeby kwiat widać było, który dziatki rodzi,
Przeto ziela takiego zakryć się nie godzi.


ARTYKUŁ XIX.

Kto prędko zełgać umie pięknie, po frantowsku,
Abo sztukę pokazać, lub skoczyć po włosku:
Powinna go posadzić miedzy nami w rzędzie;
Kto u nas nic nie umie, dyabeł po nim będzie.

[...]

ARTYKUŁ XX.

Ktoby z naszych karty grał, a o nie się swarzył,
Niechajże takie pije, jakiego nawarzył.
Kiedy go za łeb porwą, nie wzdymać się za niem,
Będzie co raz skromniejszym, pewnie moim zdaniem.

[...]

Kryminał o cudzołostwo

Kiedyby kto cudzą żonę
Uwiódł gdzie w daleką stronę,
Uczynek to miłosierny,
Znać, że to przyjaciel wierny.
Ba, i jeździec znamienity:
Tak dogadza jako i ty;
Nie goń go i na ćwierć mile,
Niech ją chowa we złe chwile.
Jak potym dziatek narobi,
Familią twą ozdobi;
Wróci tobie i z przydatkiem
I daruje cie ostatkiem,
Proszę, byś się nie obrażał,
Ty byś tego nie dokazał;
Podjąłbyś pracej niemało,
I naczyniać by nie stało.
On musi i dzieci chować,
Z piętnaście lat pokutować;
A wżdy jednak czasu swego,
Przydziesz ty do gotowego.
Żonać nigdy nie uleci,
Przywiezieć dwa wozy dzieci;
Coś ty przestawał na male,
To będziesz miał swoje w cale.


Pisma Jana Dzwonkowskiego (1608-1625).
Wydał Karol Badecki.


Wydawnictwa Akademii Umiejętności w Krakowie. Biblioteka Pisarzów Polskich.
Kraków. Nakładem Akademii Umiejętności. 1910. 119s.








Copyright © 1997-2006 Zwoje