
W Zwojach 34/2003 zamiescilem wspomnienia serdecznie zaprzyjaznionej za mna Pani Marii Wolskiej z Montrealu o Warszawie roku 1945. Interesujace, dosc dramatyczne, ale w koncu byl to jeden z wielu tekstow w Zwojach.
Tymczasem, w trzy lata pozniej w Krakowie doszedl mnie list od Pana Marka Jacobsona, nieznanego mi wtedy czytelnika Zwojow ze Szwajcarii. I tu zaskoczenie: odnalazl on swoich Bliskich w tej historii – historii, ktora znal od strony wlasnie tych swoich Bliskich. Podalem mu adres Pani Marii Wolskiej i… potoczyla sie bardzo interesujaca korespondencja, ktora przy czynnym udziale i zgodzie wszystkich zainteresowanych zamieszczam ponizej niemal w calosci.
Tak to "gora z gora nigdy, ale czlowiek z czlowiek czasem" zeszlo sie dwoje ludzi w Zwojach. Ludzi, ktorzy, choc bedac w roznym wieku, byli wciagnieci w te same wydarzenia.
Na poczatku zamieszczam raz jeszcze fragment owego wspomnienia Pani Marii Wolskiej, istotny dla przedstawionej tu historii, a nastepnie obszerne fragmenty wspomnianej korespondencji.Andrzej Kobos
WARSZAWA WCZESNYM ROKIEM 1945
Maria Jagowd Wolska
Zwoje 1 (34), 2003
[…]13 kwietnia 1945 r., aby uzyskac uprawomocnienie zaswiadczenia o zdaniu przeze mnie podczas okupacji matury na tajnych kompletach, udalam sie razem z moim ojcem, do przedwojennego, ocalalego z Powstania Warszawskiego mieszkania, a zarazem kancelarii rejenta czy adwokata, mecenasa Kulczyckiego, przy ul. Mokotowskiej, rog Koszykowej. Tam wpadlismy w "kociol" sowieckiej NKWD. (Byl to juz okres po aresztowaniu Delegatury Rzadu Londynskiego na Kraj.)
NKWD-dzisci zatrzymywali wewnatrz wszystkich, ktorzy przychodzili do tego mieszkania, zatrzymali nawet mleczarke i listonosza. W pewnym momencie, po kilkunastu godzinach, przyszla jakas kobieta, ktorej dwie siostry zostaly na ulicy, czekajac na nia. Gdy po godzinie siostra nie wyszla na ulice, druga z siostr tez udala sie do kancelarii mec. Kulczyckiego. Kiedy i ta po godzinie nie wrocila, trzecia z siostr poszla na milicje, oswiadczajac tam, ze na mieszkanie mec. Kulczyckiego jest wlasnie napad bandycki.
Po przyjezdzie milicji przy drzwiach mieszkania wywiazala sie strzelanina. NKWD-zista w cywilu, ktory otworzyl drzwi, zostal zabity albo ciezko ranny. Ludzie znajdujacy sie w mieszkaniu przerazeni polozyli sie na podlodze. Jednemu mlodemu czlowiekowi w zamieszaniu udalo sie wyskoczyc przez okno na podworze – bylo to mieszkanie na pierwszym pietrze, a pod oknem lezala gora gruzow z okresu Powstania – i sluch o nim zaginal.
W kilka minut po strzelaninie zajechal uzbrojony, umundurowany oddzial NKWD, ktory po sprawdzeniu dokumentow zatrzymanych osob, wyprowadzil nas wszystkich na podworze domu z rekami podniesionymi do gory i ustawil pod murem, twarzami do sciany. Na ul. Koszykowej, ladujac nas do "bud", zgromadzonym i ciekawym ludziom NKWD-zisci mowili: "to sa znalezieni Volksdeutsche i Gestapowcy, ktorzy sie ukrywali". Ludzie cos wrogo wykrzykiwali, pluli na nas i rzucali w nas kamieniami.
Przewieziono nas na Annopol – polnocno-wschodnia dzielnice Pragi - do domkow robotniczych, zarekwirowanych przez NKWD. Wyrzucono z nich mieszkancow a w piwnicach tych domkow wieziono wielu ludzi, o czym nikt nie wiedzial.
Po oddzieleniu kobiet od mezczyzn, wszystkich nas umieszczono w malych, niskich piwnicach. Ojciec moj byl mezczyzna wysokiego wzrostu; jak wielu innych mezczyzn, nie mogl stanac prosto w tak niskiej piwnicy. Golymi rekami wydrapali wiec dziure w klepisku piwnicy, by choc na chwile moc sie wyprostowac.
Piwnice byly przeludnione wiezniami. Nie bylo wystarczajaco miejsca na to, by wszyscy rownoczesnie mogli usiasc lub polozyc sie na ziemi. Oczywiscie, w piwnicach nie bylo ani wody, ani ubikacji. Dwa razy dziennie wyprowadzano nas na podworko do prowizorycznej ubikacji. Jedzenie przynoszono nam tez dwa razy dziennie, w duzej, metalowej misce bez lyzek, wiec wszyscy musielismy jesc rekami z tej samej miski. Przesluchania przeprowadzal po rosyjsku oficer NKWD. Poniewaz ja nie znalam rosyjskiego, byl tlumacz, takze oficer NKWD, mowiacy czysta polszczyzna, bez zadnego akcentu.
Po dziesieciu czy jedenastu dniach zwolniono wiele osob, miedzy nimi mnie i ojca, ale bylo to juz po godzinie policyjnej. Poniewaz wojna jeszcze trwala, chodzenie po ulicach po godzinie policyjnej bylo zabronione pod grozba smierci. W nocy dotarlismy z ojcem do znajomych mieszkajacych na Pradze, ktorzy nas przyjeli i zaopiekowali sie nami. Odwszyli nas, umyli i nakarmili. Mecenas Kulczycki i jego zona zostali zwolnieni pozniej, bodajze po kilku tygodniach, dokladnie nie pamietam. Co sie potem z nimi dzialo – nie wiem. On byl w wieku mojego ojca, czyli wowczas mial okolo 63 lat.
Maria Wolska
* * *
SZESCDZIESIAT LAT POZNIEJ
MAREK JACOBSON i MARIA WOLSKA
25 lutego 2006, Marek Jacobson do Andrzeja Kobosa:Szanowny Panie,
Z wielkim wzruszeniem przypadkowo przeczytalem na Internecie wspomnienie Marii Jagowd-Wolskiej, zatytulowane "Warszawa wczesnym rokiem 1945", opublikowane w Zwojach 1 (34), 2003. Jestem blisko spokrewniony z mecenasem Michalem Kulczyckim, a dokladniej z jego zona Elzbieta. Historie, ktora Pani Wolska przezyla, slyszalem wielokrotnie jako maly chlopiec w mieszkaniu na pierwszym pietrze przy ulicy Koszykowej 24 m. 1, rog Mokotowskiej w Warszawie, gdzie spedzilem dziecinstwo, u ciotki i wuja mojej mamy, Elzbiety i Michala Kulczyckich, u ktorych sie wychowalem. Traktowali mnie jak syna.
Opowiadano mi, ze kociol NKWD byl zorganizowany, aby zlapac przedstawiciela rzadu z Londynu, ktory, na jego szczescie, byl wtedy w mieszkaniu pietro wyzej. Ciotka Elzbieta (ciotka mojej Mamy) opowiadala, ze w piwnicach na Pradze, gdzie ja wieziono na stercie wegla, calkowicie stracila poczucie czasu i miejsca. W momencie, gdy po wielu dniach uwolniono ja wczesnym rankiem, nie wiedziala gdzie sie znajduje i przestraszala ludzi swoim wygladem, uczerniona weglem, nie umyta i zdezorientowana. Historia, ktora przytacza pani Wolska jest dokladnie taka, jak mi ja niegdys opowiadano.
Mieszkalismy w tym mieszkaniu do 1958 lub 1959 roku. Wuj, tak go nazywalem (a byl wujem mojej mamy), byl uczestnikiem strajku szkolnego w Warszawie w 1905 roku, i zostal wyrzucony z wilczym biletem ze szkoly za udzial w tym strajku. Z tego powodu ukonczyl studia prawnicze w Dorpacie (dzisiejsze Tartu w Estonii), poniewaz ksztalcenie sie w Polsce (w gubernii Warszawskiej) bylo mu zabronione. Przed wojna mial swoja kancelarie adwokacka w Warszawie, w opisywanym mieszkaniu. Po wojnie pracowal jako radca prawny elektrowni warszawskiej i jako adwokat w zespole adwokackim na Placu Zbawiciela. Byl prezesem naczelnej rady adwokackiej, znany ze swojej wielkiej prawosci, ogolnie szanowany przez srodowisko adwokackie a nawet przez swoich wrogow politycznych, ktorzy w tamtych latach byli u wladzy. Jako ciekawostke moge dodac, ze po wojnie do naszego mieszkania dokwaterowano "przypadkowo" do jednego pokoju szofera z UB, jako "aniola stroza".
Wuj zmarl w polowie lat 1960. Ciotka Elzbieta, ktora pracowala jako lektorka na SGPiS zmarla na emeryturze okolo roku 1977; obydwoje sa pochowani na Powazkach obok ich jedynego syna Andrzeja, zolnierza Armii Krajowej.
Jezeli jest to mozliwe, chcialbym nawiazac kontakt z Pania Wolska. Jezeli Pan moze, prosze Jej przekazac tych kilka slow. Jej tekst bardzo mnie poruszyl.
Z wyrazami szacunku,
Marek Jacobson,
Genewa, Szwajcaria* * *
27 lutego 2006, Andrzej Kobos do Marka Jacobsona:Szanowny Panie,
Bardzo Panu dziekuje za zaskakujacy list. Wzruszyla mnie cala ta historia. Jakiez zbiegi okolicznosci! Takie "spotkania" potwierdzaja mi, ze to, co robie, tzn. Zwoje, ma sens.
W tej chwili jestem w Krakowie do polowy kwietnia, potem bede robil nowe Zwoje. Bardzo chetnie zamiescilbym w nastepnym numerze cala te historie, opisana przez Pana. Moze zechcialby Pan to troche rozbudowac i przyslac mi tekst do Zwojow?
Co do kontaktu z Pania Maria Wolska 1) w Montrealu, to najlepiej byloby, gdyby Pan sam do niej napisal. Ponizej podaje Panu wszystkie jej adresy i numer telefonu. Nie mialem z Nia kontaktu przez ponad rok, nie bardzo wiem co sie u nich teraz dzieje. Byl okres, kilkanascie lat temu, kiedy czesto bywalem u Panstwa Wolskich, przyjmowali mnie bardzo serdecznie i bylismy blisko zaprzyjaznieni. Nie wiem, czy Pani Wolska czyta teraz e-maile.
[...]
Serdecznie Pana pozdrawiam i sciskam dlon,
Andrzej Kobos
* * *
27 lutego 2006, Marek Jacobson do Andrzeja Kobosa:Szanowny Panie,
Serdecznie dziekuje za szybka odpowiedz i adres Pani Wolskiej. Napisze do niej kilka slow.
Panska inicjatywa publikacji tego w Zwojach ma oczywiscie sens, poniewaz jest to ostatni moment utrwalenia swiadectwa generacji, ktora odchodzi, lub juz odeszla. Wszyscy moi bliscy juz odeszli i wiele pytan pozostanie bez odpowiedzi. Wiele dokumentow zostanie bez komentarzy.
Jedyne pytanie, ktore mozna postawic jest: czy warto odgrzebywac przeszlosc i czy ta przeszlosc kogos interesuje? Tsunami historii i ludzkiego szalenstwa zmiotlo te czesc Europy bezpowrotnie. Nowe zycie wyrasta na resztkach dawnego.
Osobiscie mysle, ze warto i sam jestem najlepszym przykladem osoby, ktora przezyla moment glebokiego wzruszenia odkrywajac kogos, kto przezyl sytuacje, ktora jest mi znana. Czasami odnalezione dokumenty sa bolesne, okrutne, moze lepiej by bylo zostawic je w zapomnieniu na korzysc mitow czy legend rodzinnych albo narodowych. Kto wie, co jest sluszniejsze?
Oczywiscie zgadzam sie na opublikowanie tej historii w Zwojach. Trudno mi jest dodac cos wiecej do tego, co Panu juz wyslalem – napisalem wszystko lub prawie wszystko, co o tym wiem. Ci, co mogliby rozwinac kilka elementow tej historii, juz nie zyja; na przyklad nic wiecej nie wiem na temat osoby, na ktora NKWD zorganizowala ten kociol. Nie pamietam rowniez nazwiska naszych sasiadow z drugiego pietra, wydaje mi sie, ze byli starsi od mojego wuja. Zrodlo informacji o tych trudnych latach wysycha. Zostalo zaledwie pare kropli do zebrania.
Osobiscie dziekuje Panu za Panska inicjatywe i zycze powodzenia w kontynuowaniu Zwojow.
Z wyrazami szacunku,
Marek Jacobson
* * *
18 marca 2006, Marek Jacobson do Marii Wolskiej:Szanowna Pani,
Wedlug naszej rozmowy telefonicznej, zalaczam Pani tekst opublikowany w miesieczniku Zwoje przez pana Andrzeja Kobosa. Kopia jest w formacie Word, ktora Pani bedzie mogla otworzyc podwojnym kliknieciem mysza. […]
A teraz wracam do naszej rozmowy, ktora mnie poruszyla raz jeszcze do glebi z tej prostej przyczyny, ze dzieki Pani odzyly dawne i liczne wspomnienia. Wszyscy moi bliscy juz odeszli i miejsca i nazwiska, o ktorych mowimy nic nie mowia mojej zonie i moim dzieciom. Czas zrobil swoje i pamiec mojej generacji nie jest dostepna generacji nastepnej.
Urodzilem sie w Warszawie w 1942 roku i wydarzen, o ktorych mowimy nie przezylem swiadomie. Bylem jeszcze bardzo maly, z wojny zostalo mi kilka obrazow zarejestrowanych w pamieci. Wczesne lata powojenne zaznaczyly sie duzo glebiej, niz mozna by sie spodziewac. Wychowalem sie w cieniu tej wojny i smierc Andrzeja Kulczyckiego i Jurka Wakulinskiego, dwoch chlopcow osiemnastoletnich z mojej najblizszej rodziny, naznaczyla cale moje dziecinstwo. Wychowywalem sie w Warszawie u wuja Michala Kulczyckiego w mieszkaniu na Koszykowej 24, rog Mokotowskiej na pierwszym pietrze. Precyzuje, ze wuj i ciotka byli wujostwem mojej mamy, ale ja ich tak nazywalem. Traktowali mnie jak syna, ale to jest juz inna historia.
Zajmowalem dawny pokoj Andrzeja. W pokoju tym stalo jego pianino, jego biurko, przy ktorym sie uczylem, jego szafa a na szafie jego wypchana kaczka. Dzwieku jego pianina moi wujostwo nie mogli sluchac, wiec nigdy nie nauczylem sie grac na fortepianie. W pokoju wujostwa wisial portret Andrzeja i stala gablota z pamiatkami harcerskimi, odznakami etc. Andrzej byl absolwentem Liceum im. Krola Stefana Batorego. Czesto z ciotka Elzbieta ogladalismy albumy fotografii sprzed wojny, ktore sa teraz u mnie w Genewie. Czesto tez odwiedzalismy groby na Powazkach, gdzie Andrzej i Jurek sa pochowani.
Wielkie spotkanie odbywalo sie co roku przy grobach na Zaduszki. W mieszkaniu na Koszykowej odbywaly sie spotkania Matek. Byly to Matki chlopcow poleglych w czasie okupacji i powstania. Miedzy innymi przychodzila pani Zofia Rodowiczowa, matka "Anody" 2). Pani Rodowiczowa bardzo mnie lubila i czasami chodzilismy z Ciotka Lilka (to bylo domowe imie Elzbiety Kulczyckiej), z wizyta do Pani Rodowiczowej na ulice Lwowska. Nasz kontakt przedluzyl sie na wiele lat, poniewaz jako student Wydzialu Architektury Politechniki Warszawskiej chodzilem do niej na pogawedki do jej gabinetu. Przez wiele lat Pani Rodowiczowa pracowala w bibliotece wydzialu i gdy tylko widziala mnie nad ksiazkami, zapraszala mnie zawsze na pogawedke.
Kierowniczka biblioteki na Wydziale Architektury byla jej przyjaciolka, ktora z nia mieszkala, jezeli sie nie myle, pani Golkowska. Obydwie stracily bliskich w czasie wojny i okupacji. Mialem trudnosci z przypomnieniem sobie nazwiska pani Golkowskiej, ale w koncu przypomnialem sobie. Pamiec moja powraca mimo wszystko z "biblioteki", ktora zmagazynowana jest gdzies w glebi.
To byly juz lata 1960. i nastepne.
Te wspomnienia przyciagaja i nastepne. Moja profesorka angielskiego w Liceum Slowackiego przy ul. Wawelskiej, gdzie zrobilem mature w 1960 roku, byla pani Tabecka. Profesor Tabecka ofiarowala mi w 1956 albo 1957 r. ksiazke "Kamienie na szaniec"; mysle, ze Pani powinna znac postac jej syna, Jacka Tabeckiego 3). Strofa Testamentu Mojego Juliusza Slowackiego: "…Jak kamienie przez Boga rzucone na szaniec…", ktora dala tytul ksiazce Aleksandra Kaminskiego, odzwierciedla rzeczywistosc dwoch tragicznych pokolen: Matek i Dzieci. Jedyna rzecz, ktora zostala tym wspanialym kobietom po ich dzieciach, to byly wspomnienia i groby. Tymi wspomnieniami zyly do ich ostatnich dni. Ciezkie dziedzictwo na dziesiatki lat.
Dziekuje Pani serdecznie za rozmowe telefoniczna. Ten nasz kontakt nie bylby mozliwy bez Internetu. Myszkujac motorem poszukiwan Google znalazlem nieoczekiwanie Pani wspomnienia i po nitce do klebka, dzieki Panu Andrzejowi Kobosowi moglismy nawiazac kontakt.
Teraz Pani wie troche wiecej o losie Mecenasa Kulczyckiego i jego rodziny.
Zycze Pani wszystkiego najlepszego.
Z wyrazami szacunku,
Marek Jacobson.
Genewa, 18 marca 2006. Szescdziesiat lat pozniej.
* * *
19 marca 2006 , Marek Jacobson do Andrzeja Kobosa:Szanowny Panie,
Po rozmowie z Pania Maria Wolska, zastanowilem sie nad Panska propozycja opublikowania tej historii w Zwojach i nad forma, ktora mozna by jej nadac. Najprostszym rozwiazaniem bylaby publikacja wymiany naszych e-maili, ktora odzwierciedla przebieg wydarzenia. Zebralem je razem w formie tekstu Word i zalaczam do tego e-mailu.
Heroizm konspiracji i Powstania zywil moja wyobraznie chlopca i mlodego czlowieka. To, co dla mnie jest oczywiste nie jest wcale oczywiste dla dzisiejszej mlodziezy. Ma ona dzisiaj inne problemy, tak jak caly swiat. Czas jest bezlitosny.
Serdecznie pozdrawiam, z wyrazami szacunku,
Marek Jacobson
* * *
24 marca 2006, Marek Jacobson do Andrzeja Kobosa:Szanowny Panie Andrzeju,
Dziekuje za e-mail.
Rozmowa z Pania Maria Wolska sprawila mi wielka przyjemnosc. Odnalazlem nastroj rozmow rodzinnych i "powiew" glebokiej kultury Pani Wolskiej - to co bylo charakterystyczne dla polskiej inteligencji.
Z powazaniem.
Marek Jacobson
* * *
27 marca 2006, Marek Jacobson do Marii Wolskiej i Andrzeja Kobosa:Szanowna Pani Mario, Szanowny Panie Andrzeju,
Jako ciekawostke, bez zwiazku z wydarzeniami 1945 r., zalaczam zdjecie Elzbiety Kulczyckiej i mojej mamy, Natalii Wakulinskiej, uczennicy gimnazjum Plater-Zyberkowny w Warszawie. Nie znam dokladnej daty tego zdjecia, moze 1937.
Natalia Wakulinska, matka Marka Jacobsona (z lewej) i Elzbieta Kulczycka,
Warszawa 1937 (?).
(ze zbioru Marka Jacobsona)
Co jest interesujace, to styl ubioru i widok ulicy warszawskiej z kioskiem papierosowym i mieszkancami miasta w tle. Ogladam to zdjecie ze wzruszeniem, jako obraz swiata, ktory minal.
Zalaczam pozdrowienia, z wyrazami szacunku,
Marek Jacobson
* * *
27 marca 2006, Marek Jacobson do Marii Wolskiej i Andrzeja Kobosa:Szanowna Pani Mario, Szanowny Panie Andrzeju,
Zalaczam kilka zdjec z albumu 1939 roku: W sierpniu 1939 roku w Warszawie, na balkonie mieszkania na pierwszym pietrze, od strony ulicy Mokotowskiej, mieszkania (w ktorym w 1945 r. odbyly sie wydarzenia opisywane przez Pania Marie Wolska), stoja Andrzej Kulczycki i Jerzy Wakulinski.
Andrzej Kulczycki, uczen Liceum im. Krola Stefana Batorego,
i Jerzy Wakulinski, uczen Szkoly im. Wawelberga (z prawej),
na balkonie domu przy ul. Koszykowej 24 (od strony ul. Mokotowskiej) w Warszawie,
Warszawa, sierpien 1939.
(ze zbioru Marka Jacobsona)
Na drugim zdjeciu ich Matki; Nina Wakulinska moja babcia i Elzbieta Kulczycka, jej siostra.
Nina Wakulinska (babka Marka Jacobsona; z lewej) i Elzbieta Kulczycka, jej siostra (z prawej) – Matki Jerzego i Andrzeja
na balkonie domu przy ul. Koszykowej 24 (od strony ul. Mokotowskiej) w Warszawie,
Warszawa, sierpien 1939 (?).
(ze zbioru Marka Jacobsona)
Na innym zdjeciu stoja Andrzej Kulczycki i jego ojciec – mecenas Michal Kulczycki.
Michal Kulczycki (z lewej) i Andrzej Kulczycki, jego syn.
Raba Wyzna, zima 1938/39 (?).
(ze zbioru Marka Jacobsona)
Zalaczam rowniez dwa zdjecia z obozu harcerskiego nad Bugiem i jedno z gor.
Modlitwa mlodziezy na obozie harcersko-wypoczynkowy mlodziezy nad Bugiem,
pozne lata 1930.
(ze zbioru Marka Jacobsona)
Na narty w gorach!.
Po lewej, na skraju grupy, Natalia Wakulinska, uczennica liceum Platerowny-Zyberek, matka Marka Jacobsona)
Raba Wyzna, zima 1938/39 (?).
(ze zbioru Marka Jacobsona)
Ta wspaniala mlodziez jest jeszcze nieswiadoma nadchodzacych wydarzen, wojny, ktora zrujnuje ich zycie, podczas ktorej wielu z nich zginie. Miedzy nimi Jurek i Andrzej.
Z serdecznymi pozdrowieniami i wyrazami szacunku,
Marek Jacobson
* * *
31 marca 2006, Maria Wolska do Marka Jacobsona:Drogi Panie Marku !
Dziekujemy z mezem za bardzo za mily list i za zdjecia rodzinne.
Ja i moja siostra, Krystyna chodzilysmy do tej samej szkoly, co Pana matka, to jest do Gimnazjum Cecylii Plater-Zyberkowny przy ulicy Pieknej 24.
Moja siostra, starsza ode mnie o kilka lat, w 1936 roku przeniosla sie do innej szkoly; mature zdala w 1938 roku. Ja mature zdawalam u Platerowny, w czasie wojny, w czerwcu 1944 roku, na kompletach.
Bardzo mozliwe, ze Pana mama chodzila do szkoly razem z moja siostra.
Z serdecznymi pozdrowieniami,
Maria
* * *
1 kwietnia 2006, Marek Jacobson do Marii Wolskiej i Andrzeja Kobosa:Szanowna Pani Mario, Szanowny Panie Andrzeju,
Raz jeszcze pozwalam sobie przeslac e-mail Pani Marii Wolskiej Panu Andrzejowi do uzupelnienia calosci korespondencji. Przedziwne spotkanie w Zwojach – losy, ktore sie przeplataja, krzyzuja, rozchodza i znow przeplataja.
W Genewie jest zupelnie normalne, ze kolejne pokolenia chodza do tych samych szkol i zyja w podobny sposob, od zawsze. Dwiescie lat wstecz jest jasne i znane. Nie ma niespodzianek. Zycie odpowiada terminowi "zwoj", rozwija sie naturalnie w sposob przewidziany i zaplanowany od poczatku do konca. Zycie Polakow z pokolenia na pokolenie urywa swoj bieg, wszystko sie zatrzymuje, a inne zycie rozpoczyna wszystko od poczatku – na pewien czas.
Strzepy raczej niz zwoje.
Z serdecznymi pozdrowieniami i wyrazami szacunku,
Marek Jacobson
* * *
5 sierpnia 2006, Marek Jacobson do Andrzeja Kobosa:Drogi Panie Andrzeju,
Pyta Pan o szczegoly smierci Jurka Wakulinskiego i Andrzeja Kulczyckiego oraz o szczegoly co do fotografii sprzed wojny, ktore Panu poslalem.
Postaram sie zwiezle odpowiedziec.
[...]
Jurek Wakulinski zostal zabity w walce ulicznej w Warszawie w 1943 roku na ulicy Okolskiej na Mokotowie podczas strzelaniny przed domem. Byl uzbrojony; nie wiemy w jakiej organizacji dzialal, niczego pewnego nie dowiedzielismy sie.
Andrzej Kulczycki, zolnierz AK, byl w powstanczej zandarmerii AK i zginal we wrzesniu 1944 podczas Powstania.
Okolicznosci smierci tych mlodych 18-letnich chlopcow sa niejasne i wchodza raczej w kadr losu ich generacji, niz indywidualnego bohaterstwa. Ich smierc pograzyla ich rodzicow w zalobie, z ktorej sie nie podniesli do konca zycia. Towarzyszylem przez lata mojej Babci i Ciotce w wizytach na grobach na Powazkach i jestem druga generacja, ktora do konca zycia naznaczona jest ich smiercia.
Co do mnie, urodzilem sie w 1942 roku w Warszawie w klinice na ulicy Lwowskiej 13, na przeciwko Wydzialu Architektury. Podczas Powstania byl w tej klinice szpital powstanczy. Po rozwodzie moich rodzicow w 1952 roku, 10-letni wtedy chlopiec zostalem przyjety w rodzinie mojej Ciotki, to znaczy w rodzinie Mecenasa Kulczyckiego w mieszkaniu przy Koszykowej 24, o ktorym pisze Pani Maria Wolska. Od dziecinstwa znam te historie kotla NKWD na pamiec. Dlatego bylem zaskoczony czytajac wspomnienia Pani Marii.
Zajalem miejsce Andrzeja Kulczyckiego przy rodzinnym stole, spalem i uczylem sie w jego pokoju, przy jego biurku, czytalem jego ksiazki i w witrynie ogladalem jego przedwojenne odznaki harcerskie, ulozone na wielobarwnej krajce.
Moja Ciotka i Babcia byly uchodzcami z Ukrainy w czasie wojny domowej 1920 roku, ze Zmerynki kolo Winnicy, pod Kijowem. Moja Babcia mieszkala z nami u Wuja Kulczyckiego. Nastroj w domu byl bardzo patriotyczny, jak to nastroj Polski okresu dwudziestolecia miedzywojennego.
Wuj, Michal Kulczycki, uczen Liceum Wladyslawa IV w Warszawie, uczestnik strajku szkolnego 1905 roku, majac zabronione przez wladze carskie ksztalcenie sie w rosyjskim zaborze Polski, studiowal prawo na uniwersytecie w Dorpacie, razem z Ojcem Pani Marii Wolskiej. Swiat jest maly.
Przychodzila czesto do Ciotki Elzbiety Kulczyckiej jej przyjaciolka, Pani Zofia Rodowiczowa, matka "Anody". Od dziecinstwa znalem szczegoly jego smierci, na tyle, na ile znala je jego matka. Byly to spotkania Matek chlopcow, ktorzy zgineli.
W liceum, moja profesorka angielskiego byla Pani Tabecka, z ktora mialem bardzo przyjazne stosunki. Ktoregos dnia podarowala mi Kamienie na szaniec.
Ja skonczylem w 1960 roku Liceum im. Juliusza Slowackiego w Warszawie i wstapilem na Wydzial Architektury Politechniki Warszawskiej ktory skonczylem w 1966 roku. Jak Pan widzi, moje liceum, matura i studia odbyly sie miedzy Pazdziernikiem i Marcem. Od 1978 roku mieszkam i pracuje w Genewie, w Szwajcarii. Jest to skrot bardzo syntetyczny, wiele, wiele wydarzen zdarzylo sie oczywiscie miedzy 1966 i 1978 ale to jest juz inna historia.
Koncze, sciskam dlon i przekazuje najserdeczniejsze pozdrowienia.
Marek Jacobson
- Przypisy:
- Maria Wolska, emerytowana lekarka, mieszka z mezem Andrzejem Wolskim w Montrealu, PQ, w Kanadzie. Andrzej Wolski, ps. "Jur", byl czlonkiem Szarych Szeregow i zolnierzem Batalionu "Zoska" Armii Krajowej. Uczestnik wielu akcji zbrojnych Kedywu KGAK. W Powstaniu Warszawskim w Batalionie "Zoska" Zgrupowania "Radoslawa". Walczyl na Woli, Starym Miescie i Czerniakowie. Mianowany podporucznikiem, odznaczony Krzyzem Walecznych. Po upadku Czerniakowa w niewoli niemieckiej. Aresztowany 3 stycznia 1949 przez Urzad Bezpieczenstwa, byl wieziony do roku 1955. (AMK) (powrot)
- Jan Rodowicz, ps. "Anoda", VM. Urodzony 7 marca 1923 r. Uczestnik konspiracji harcerskiej, zolnierz Armii Krajowej w Batalionie "Zoska". Bral udzial w wielu akcji dywersyjnych Kedywu KGAK (Arsenal, Celestynow, Sieczychy, Wilanow, Pogorzel, Rogozno). W Powstaniu Warszawskim w Batalionie "Zoska" Zgrupowania "Radoslawa". Walczyl na Woli, Starym Miescie i Czerniakowie. Mianowany porucznikiem, odznaczony Krzyzem Srebrnym Orderu Virtuti Militari i dwukrotnie Krzyzem Walecznych. Przed upadkiem Czerniakowa przeplynal Wisle na Prage; nie poszedl zatem do niewoli niemieckiej. W 1945 r. zolnierz Delegatury Sil Zbrojnych, tzw. Drugiej Konspiracji.
Aresztowany 24 grudnia 1948 przez Urzad Bezpieczenstwa, zginal w niewyjasnionych okolicznosciach w gmachu Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego przy ul. Koszykowej w Warszawie. Najpierw wyskoczyl (?) przez okno, byc moze probujac dostac sie na teren ambasady brytyjskiej, zlapany jednak i wciagniety z powrotem do budynku MBP, juz z niego nie wyszedl. Oficjalnie popelnil tam samobojstwo 7 stycznia 1949. Wydano rodzinie trumne z jego zwlokami bez prawa jej otwarcia. Bardzo pobiezne ogledziny zwlok w tajemnicy wskazaly, ze mial zmiazdzona klatke piersiowa, nie wyjasnily jednak okolicznosci jego smierci, ktore do dzis pozostaja nieznane. Jego meczenstwo jest jedna z "symbolicznych" spraw terroru komunistycznego w Polsce w okresie powojennym. (AMK) (powrot)
- Jacek Tabecki, absolwent Liceum im. Stefana Batorego w Warszawie, harcerz. Od jesieni 1939 w konspiracyjnym harcerstwie, przeksztalconym pozniej w Szare Szeregi, ps. "Czubek". Bral udzial w akcjach tzw. "Malego Sabotazu" w Warszawie. Bliski przyjaciel Tadeusza Zawadzkiego "Zoski". Aresztowany przez Niemcow jesienia 1941 r. przy zdzieraniu niemieckich plakatow w Warszawie, zostal wkrotce potem wywieziony do obozu Auschwitz, gdzie zostal zamordowany. (AMK) (powrot)
Teksty o podobnej tematyce zamieszczone w Zwojach:
- Maria Wolska: Warszawa wczesnym rokiem 1945, Zwoje 1/34, 2003
Copyright © 1997-2006 Zwoje