Zamieszczam bardzo interesujący szkic Profesora dr hab. Franciszka Ziejki z Jego książki pt. Miasto poetów. Universitas, Kraków 2005.

Serdecznie dziękuję Panu Profesorowi Franciszkowi Ziejce za pozwolenie mi na zamieszczenie tego artykułu w Zwojach.

Andrzej Kobos





KSIĄŻKA PIELGRZYM





FRANCISZEK ZIEJKA


1

Na przełomie 1925/1926 roku (ale z datą 1925) z inicjatywy i staraniem Towarzystwa Artystów Polskich "Sztuka" ukazał się – w nakładzie 2500 egzemplarzy – piękny album poświęcony Dziełom malarskim Stanisława Wyspiańskiego. Był to tom II wydawnictw Towarzystwa, które redagowali: Władysław Jarocki oraz Ignacy Pieńkowski. Obszerny tom zawierał: tekst pióra Stanisława Przybyszewskiego i Tadeusza Żuka-Skarszewskiego, a nade wszystko 193 ryciny, z czego – 105 w tekście, 86 na tablicach (z tego 23 kolorowe!). Wydawnictwo spotkało się z dobrym przyjęciem ze strony krytyki literackiej i artystycznej, a nade wszystko czytelników. Tadeusz Sinko pisał na łamach "Czasu", iż tym albumem Towarzystwo Artystów Polskich "Sztuka" spłaciło dług zaciągnięty wobec jednego ze swych założycieli a zarazem jednej ze swoich chlub i ozdób 1). Mieczysław Treter w "Warszawiance" z mocą podkreślał, iż Dzieło to (...) o Wyspiańskim, takie, jakim ono jest już dzisiaj, umożliwia po raz pierwszy ogarnięcie całej plastycznej działalności wielkiego twórcy 2). Władysław Kozicki przekonywał czytelników "Słowa Polskiego", że Nie można było pamięci genialnego artysty złożyć hołdu bardziej odpowiadającego jego wielkości, jak przez wydanie tego imponującego dzieła 3). Natomiast Mieczysław Dąbrowski autorytatywnie stwierdzał na łamach "Kuriera Literacko-Naukowego" (dodatek do IKC), że jest to dzieło pod względem typograficznym jedynym w swym rodzaju w Polsce, które się winno znaleźć we wszystkich zbiorach oficjalnych i wielbicieli genialnego plastyka i poety 4). Dzieło zyskało pochlebne przyjęcie także wśród innych autorów 5).

Ta dobre przyjęcie wydawnictwa nie powinno dziwić, było to bowiem – jak na ówczesne czasy – przedsięwzięcie imponujące. Stanisław Przybyszewski, który za życia jeszcze stał się legendą, w otwierającym album tekście, zatytułowanym: Exegi monumentum..., nie szczędził słów uznania dla swego kolegi, z którym przez blisko dwa lata redagował krakowskie "Życie". Wspomnienie swoje z owych heroicznych dni walki o nową literaturę opatrzył wieloma celnymi uwagami o dziele Wyspiańskiego – poety i malarza w jednej osobie. O kartonach witraży wawelskich pisał z największym zachwytem:

Nie znam nic równie potężnego, przerażającego ogromem grozy, wielkości, majestatu śmierci, a równocześnie wiekuistego bytowania. Żaden Pantheon, żadne Mauzoleum nie byłoby mogło się mierzyć z katedrą na Wawelu, gdyby te jedyne w swoim rodzaju witraże były znalazły pomieszczenie w tej jednej z najbogatszych katedr, – i to nie tylko w Polsce 6).

Przybyszewski nie skąpił także innych pochwał autorowi "Wesela". Trzeba też mu przyznać rację, gdy dowodził, iż

Nie było w Polsce przykładu, by którykolwiek z artystów mógł się w równie doskonałej mierze posługiwać dwoma środkami artystycznymi: słowem i formą czysto malarską, a więc dźwiękiem, linią i barwą. W duszy Wyspiańskiego dokonał się ten zdumiewający cud, że słowo stało się linią, w jej najróżnorodniejszych przejawach, a na odwrót linia słowem! 7).

Śladem Przybyszewskiego poszedł Tadeusz Żuk-Skarszewski w obszernym szkicu biograficzno-krytycznym, który znakomicie wprowadza czytelnika w tajniki warsztatu artystycznego Wyspiańskiego. Cennym dopełnieniem tekstów obu wzmiankowanych autorów jest obejmujący ponad 550 pozycji katalog dzieł malarskich Wyspiańskiego, który opracował Stanisław Świerz.

Bogaty, niezwykle starannie wydany album szybko znalazł nabywców. Już w okresie międzywojennym należał do prawdziwych rzadkości na rynku księgarskim. Okazuje się, że jednym ze szczęśliwych nabywców tego dzieła był Jan Gawroński (1892-1983), zawodowy dyplomata polski, który w latach 1933-1938 reprezentował Polskę w Wiedniu. Nie wiadomo, kiedy Gawroński zakupił książkę. Najprawdopodobniej stało się to bezpośrednio po jej wydaniu, czyli w 1926 roku, zarazem w roku, w którym zawarł związek małżeński z Włoszką Lucianą Frassati. Odtąd księga ta stała się "towarzyszką" licznych podróży Gawrońskich po różnych stolicach Europy. Trzeba bowiem pamiętać, że Gawroński od lat dwudziestych pracował w kilku placówkach dyplomatycznych polskich: w Bemie, Berlinie, Hadze i Ankarze. Dopiero w 1933 roku osiadł na kilka lat w Wiedniu. Z chwilą jednak, gdy w 1938 roku wojska niemieckie zajęły Austrię (Anschluss), Gawroński opuścił Wiedeń i powrócił do Warszawy. Wraz z jego biblioteką powróciła do Polski także księga poświęcona malarstwu Wyspiańskiego. Powróciła nie na długo. Wkrótce miała opuścić granice kraju po raz drugi.

Późną wiosną 1939 roku Gawroński wysłał swoją żonę, Lucianę Frassati-Gawrońską, z trójką młodszych dzieci do Rzymu. Sam – z pozostałą trójką dzieci (w wieku 13, 12 i 10 lat) – w pierwszych dniach czerwca udał się w objazd po kilku krajach europejskich, by późnym latem dołączyć do żony w Rzymie. Dzieła malarskie Wyspiańskiego powędrowały do Rzymu zapewne wraz z młodą i piękną żoną Gawrońskiego wiosną 1939 roku. Stały się też na pewien czas ozdobą prywatnej biblioteki Gawrońskich. Ale tylko na pewien czas...


2

W Europie nastąpiło tymczasem gwałtowne zaostrzenie sytuacji politycznej. W dniu 1 września 1939 roku wojska niemieckie z rozkazu Hitlera przekroczyły granice Polski. Rozpętała się II wojna światowa. Do Krakowa, dawnej stolicy Polski, wojna dotarła już w pierwszym dniu jej trwania. Miasto zostało zbombardowane (dworzec, koszary, lotnisko), a w walce powietrznej zginął pilot, kpt. Mieczysław Medwecki. W dniu 6 września do opuszczonego przez władze cywilne miasta 8) wkroczyły pierwsze oddziały Wehrmachtu. W dniu 12 października 1939 roku Hitler wydał dekret, na mocy którego z części ziem okupowanych (województwa: krakowskie, kieleckie, zachodnia część lwowskiego, wschodnia łódzkiego, i znacznej części warszawskiego) utworzył Generalne Gubernatorstwo ze stolicą w Krakowie. W dniu 26 października, generalny gubernator dr Hans Frank proklamował przejęcie pełni władzy cywilnej nad terytorium zamieszkanym przez około 12 milionów ludzi.

Jedną z pierwszych decyzji nowych władz niemieckich było aresztowanie profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. W dniu 3 listopada1939 roku rektor UJ, profesor Tadeusz Lehr-Spławiński, został wezwany do siedziby gestapo, gdzie SS-Sturmbannführer Bruno Miiller polecił mu zorganizowanie za trzy dni, w dniu 6 listopada, zebrania pracowników, w czasie którego sam Sturmbannführer miałby wygłosić odczyt na temat stosunku Niemców do spraw nauki i szkolnictwa wyższego. Na zwołane przez rektora zebranie przybyło ponad stu pracowników UJ. W samo południe gestapo otoczyło budynek Collegium Novum i w brutalny sposób aresztowało 183 osoby: 144 pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego, 21 profesorów Akademii Górniczej (wobec zajęcia gmachu AG przez Niemców, profesorowie ci obradowali w jednej z sal Collegium Novum), 3 – z krakowskiej Akademii Handlowej, 1 – z Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie, 1 – z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz 13 innych osób 9). Uwięzionych przewieziono najpierw do więzienia przy ul. Montelupich, następnie zaś – do dawnych koszar przy ul. Wrocławskiej. Po trzech dniach odtransportowano ich do Wrocławia, a stamtąd do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen.

Aresztowanie profesorów krakowskich odbiło się szerokim echem w całym świecie. W pierwszej kolejności zabiegi o ich uwolnienie podjęły rodziny aresztowanych, a także pozostali na wolności ich koledzy. Wobec braku skuteczności bezpośrednich interwencji u władz okupacyjnych podjęto zabiegi o pozyskanie pomocy z zagranicy. W pierwszej kolejności chodziło o nagłośnienie sprawy na Zachodzie Europy oraz w Stanach Zjednoczonych. Wiele obiecywano sobie przede wszystkim po ewentualnej interwencji rządu włoskiego oraz Watykanu.

Pod koniec listopada 1939 roku wiadomość o uwięzieniu profesorów krakowskich podała prasa francuska i angielska. W sprawie tej w radiu francuskim wystąpił gen. Władysław Sikorski, premier i naczelny wódz wojsk polskich. Rozpoczęła się szeroko zakrojona akcja dyplomatyczna prowadzona przez polskich dyplomatów w Londynie, Paryżu, Ottawie, Montrealu i Nowym Jorku. Do akcji w obronie aresztowanych profesorów włączyła się Stolica Apostolska, a także przedstawiciele kilku rządów. Co naturalne – do akcji tej włączyli się także przebywający zagranicą uczeni polscy (Uniwersytet Polski Za Granicą, Stacja PAU w Paryżu). Wkrótce dołączyli do nich uczeni francuscy, brytyjscy, serbscy, greccy, austriaccy, włoscy, a także niemieccy 10).

W Rzymie akcję w obronie profesorów krakowskich podjęła spora grupa osób, w tym obaj polscy ambasadorzy: Kazimierz Pappé – ambasador Polski przy Stolicy Apostolskiej oraz gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski – ambasador Polski przy rządzie włoskim. Na przełomie 1939/1940 roku w stolicy Włoch kilku uczonych polskich powołało do życia specjalny Komitet, który postawił sobie za cel walkę o uwolnienie profesorów. Komitet powstał przy czynnym udziale o. Józefa Bocheńskiego OP, przedwojennego docenta UJ, który był pierwszym naocznym świadkiem wydarzeń z 6 listopada. Po dramatycznych przejściach w kampanii wrześniowej o. Bocheński dotarł na początku listopada 1939 roku do Krakowa. Jak pisze we "Wspomnieniach" 11), tylko przypadek (spotkanie nie widzianej od początku wojny siostry Aleksandry na Plantach i dłuższa z nią rozmowa!) zdarzył, iż nie dotarł na czas na spotkanie w Collegium Novum z SS-Sturmbannführerem Müllerem. W kilka dni później udało się mu – via Katowice – dotrzeć do Włoch. Po przybyciu do Rzymu zwrócił się do ks. Waleryana Meysztowicza, radcy kanonicznego ambasady polskiej przy Watykanie i profesora Uniwersytetu Wileńskiego, z prośbą o pomoc dla uwięzionych profesorów krakowskich. Ks. prof. Meysztowicz natychmiast zaprosił do współpracy kilku przebywających w Rzymie uczonych i w ten sposób powstał Komitet Rzymski, którego pracami sam kierował, a w skład którego weszli m.in. o. Józef Bocheński (jako sekretarz), ks. dziekan Zygmunt Obertyński, prof. Aleksander Turyn (przed wojną pracował w uczelniach amerykańskich), Józef J. Michałowski – dyrektor Biblioteki Polskiej przy Stacji Naukowej PAU w Rzymie, o. prof. Paweł Siwek. Komitet ten spotykał się kilka razy w styczniu 1940 roku, przygotowując m.in. listę aresztowanych, którą powielono i rozesłano – za pośrednictwem przyjaciół – szeroko w środowisku naukowym oraz dyplomatycznym, a także specjalny memoriał skierowany do premiera Włoch. Z Komitetem nawiązał kontakt także wzmiankowany tu ambasador Jan Gawroński, który m.in. wyraził gotowość przekazania memoriału w sprawie profesorów krakowskich premierowi Włoch – za pośrednictwem żony, Luciany Frassati-Gawrońskiej.

O udziale znanej w środowisku warszawskim a także i krakowskim pisarki, autorki m.in. głośnej książki o wyniesionym później na ołtarze przez Jana Pawła II bł. Pier Giorgio Frassati 12), w akcji zmierzającej do uwolnienia krakowskich profesorów pisało już kilkoro autorów, m.in. Józef Mayer 13), Leopold Kielanowski 14), a także Zofia Sikorska-Ratschka 15). Wiadomo, że korzystając z włoskiego paszportu, odbyła ona w czasie wojny kilka wypraw do Polski. W okresie świąt Bożego Narodzenia 1939 roku wywiozła z okupowanej Warszawy do Rzymu – a następnie – do Paryża żonę gen. Władysława Sikorskiego, Helenę (jako bonę do dzieci). W styczniu 1940 roku na prośbę gen. Sikorskiego przewiozła do Warszawy – dla organizującego się do walki z okupantem niemieckim ruchu oporu – walizkę wypełnioną milionami banknotów polskich. W czasie pobytu w Krakowie w pierwszych dniach lutego 1940 roku udzieliła ona rodzinom aresztowanych profesorów krakowskich pomocy finansowej 16).

W czasie, gdy w Rzymie trwały narady Komitetu nad sposobami, które mogłyby prowadzić do uwolnienia profesorów krakowskich, w Berlinie u Göringa interweniował książę Janusz Radziwiłł, który przekazał memoriał w sprawie uwolnienia profesorów pióra abp. Adama Sapiehy. W tej sprawie – jak dowodzi Józef Buszko – list do Hitlera wysłał także Benito Mussolini. Dyktator Włoch w styczniu 1940 roku przyjął dwa razy (ósmego i dziewiątego) Lucianę Frassati-Gawrońską, która przedstawiła mu sytuację w Warszawie i Krakowie. Być może, iż to właśnie także za jej namową – na co zdają się wskazywać szczegółowe notatki z rozmów autorki z dyktatorem ogłoszone we wzmiankowanej tu książce – Duce osobiście interweniował w sprawie krakowskich profesorów u Hitlera, na którą to interwencję powoływał się Hans Frank w dniu 13 marca 1940 roku w czasie wizyty we włoskiej ambasadzie w Warszawie 17).

Rozliczne zabiegi o uwolnienie profesorów krakowskich po kilku miesiącach przyniosły określone owoce. W dniu 8 1utego 1940 roku zwolniono z obozu w Sachsenhausen 101 profesorów, a nadto dołączonego do grupy uniwersyteckiej Stanisława Klimeckiego – prezydenta m. Krakowa oraz profesora Akademii Górniczej, Antoniego Hoborskiego, który jednak był już umierający i zmarł w obozie nazajutrz po otrzymaniu wiadomości o uwolnieniu. Łącznie zwolniono zatem teraz 103 osoby. Pozostały w obozie jeszcze 54 osoby, które przewieziono do Dachau 18).

W Rzymie wiadomość o uwolnieniu profesorów krakowskich z obozu przyjęto z wielką ulgą. Powszechnie uważano, że do uwolnienia krakowskich uczonych przyczynił się w znaczący sposób Mussolini. Zdecydowano zatem wyrazić mu wdzięczność za okazaną pomoc. Materialnym dowodem owej wdzięczności stał się wzmiankowany tu album Dzieła malarskie Wyspiańskiego. Księgę wręczyła dyktatorowi Włoch Luciana Frassati-Gawrońska. Działo się to w Palazzo Venezia w Rzymie, w dniu 241utego 1940 roku.

Lektura pamiętnika Luciany Frassati pozwala ustalić okoliczności tego wydarzenia. Okazuje się, że w dniu 18 1utego odwiedził autorkę owego pamiętnika o. Bocheński. W pamiętniku Frassati-Gawrońskiej czytamy:

W Rzymie złożył mi wizytę dominikanin Innocenty 19) Bocheński. Poznałam go już przedtem i zapamiętałam jako osobę chłodną i skrytą. Przyjęłam go jednak bardzo serdecznie i już po kilku minutach musiałam zmienić zdanie, przynajmniej jeśli chodzi o elokwencję mojego rozmówcy: mówił bowiem bez przerwy, prawie przez godzinę, wyrażając największą radość z powodu uwolnienia krakowskich profesorów; zaznaczył również, że konieczne jest jak najszybsze publiczne wyrażenie wdzięczności Mussoliniemu za to, co dla nich uczynił.

Jego pełnym oddania słowom nie towarzyszył jednak żaden konkretny dowód wdzięczności. Zaczęliśmy o tym rozmawiać i, ponieważ data mojej następnej wizyty w Palazzo Venezia 20) była już wyznaczona, duchowny poprosił mnie, żebym podarowała Duce, w imieniu Polaków, jakąś rzecz będącą aktualnie w moim posiadaniu. Znalazłam wspaniałe i rzadkie wydanie dzieł Stanisława Wyspiańskiego, najsłynniejszego przedstawiciela polskiego neoromantyzmu i opatrzyłam je (...) dedykacją, podpisaną później przez dominikanina 21).

Oto tekst owej dedykacji:

Y 103 professori dell'Universita di Cracovia ritomati dal martirio teutonico grazie a Voi Duce, rivolgano il loro pensiero costante e grato d'aver ancora una volta dimostrato al. mondo il valore, la fama, la reazione della cultura italiana. A nome dei collghi I M Bocheński dell'Universita Jagellonica di Cracovia.
18 Febhrario 1940 A. XVIII.
22).

Tak oto Dzieła malarskie Stanisława Wyspiańskiego znalazły się w prywatnej bibliotece Benito Mussoliniego. Los chciał, aby jednak ten piękny album niezbyt długo pozostawał w rękach dyktatora Włoch. Czekały go bowiem dalsze etapy pielgrzymki po szlakach Europy...


3

W dniu 30 lipca 1941 roku podpisano w Moskwie układ polsko-sowiecki, na mocy którego w ZSRR powstała Armia Polska. Jej dowódcą został gen. Władysław Anders, od jesieni 1939 roku więziony przez Sowietów: najpierw we Lwowie, a później w centralnym więzieniu NKWD na Łubiance w Moskwie. We wrześniu 1942 roku – na mocy porozumień emigracyjnego rządu polskiego z radzieckim – gen. Anders wyprowadził Armię Polską na Wschodzie do Iranu, by przez Palestynę dotrzeć na Półwysep Apeniński. Wsławiony walkami o Monte Cassino, II Korpus Wojska Polskiego szedł dalej na północ w stronę Bolonii. Pod koniec października 1944 roku dotarł w okolice Porli w północnych Apeninach. Polacy zbliżyli się do miasteczka Predappio, w którym urodził się Benito Mussolini 23). Gen. Klemens Rudnicki, który dowodził grupą operacyjną idącą na Predappio, w 1972 roku tak opisywał Leopoldowi Kielanowskiemu zajęcie Predappio – Mekki włoskiego faszyzmu 24): przez Polaków:

W jesieni 1944 roku, gdy Korpus szedł przez Apeniny, 5 Dywizja szła drogą na Predappio. W dniu 27 października w straży przedniej 5 Dywizji była 6 Lwowska Brygada, a w jej straży przedniej był 18 Lwowski Batalion Strzelców. Gdzieś koło południa, po krótkiej walce – nie była zacięta – 18 Batalion wszedł do Predappio. Był tam dom rodzinny Mussoliniego, gdzie on się urodził. Mały domek w samym środku miasteczka, przy drodze, a u góry ponad miastem w Rocca Caminata zameczek, który zdaje się był ofiarowany Mussoliniemu przez naród, i w tym zameczku pamiątki po nim, dary, które on dostał. Z ciekawością zaraz tam poszedłem by zobaczyć ten dom rodzinny Mussoliniego. Prosty, zwykły domek, a w przedsionku była duża księga, gdzie wpisywali się goście. Otworzyłem tę księgę i znalazłem tam cały szereg ciekawych wpisów.

Pamiętamy, że w 1939 roku Mussolini w swojej jakiejś wielkiej mowie powiedział: "Polonia liquidata" – koniec. Wobec tego wziąłem pióro i napisałem: "Polonia non e liquidata, 27 października, 1944, 18 Lwowski Batalion Piechoty zdobył Predappio" 25).

Kielanowskiemu udało się dotrzeć także do dowódcy Batalionu Strzelców Karpackich, ppłk. Jana Lechowicza (w 1972 roku był już w stopniu generała), któremu zawdzięczamy uratowanie albumu będącego bohaterem niniejszego tekstu. Oto relacja Lechowicza:

Do natarcia na te wzgórza i zdobycia Rocca della Caminate był użyty 6 Batalion Strzelców Karpackich pod dowództwem majora Mariana Jasińskiego. Zajęli bez strzału wzgórze, na którym znajdował się ten zameczek Mussoliniego, otoczony naokoło murem. Co 100 metrów może, albo mniej, były nisze w murze dla wartowników. Udałem się do tego zamku przez bramę, która już była rozwalona. Powiedzieli mi żołnierze, że jest ogromna biblioteka. Rzeczywiście była to ogromna sala. Dzisiaj nie mogę powiedzieć, jaki miała wymiar. Wzdłuż ścian byty półki, a na nich pełno książek. Kiedy chwyciłem jedną, okazało się, że są to oprawne kartki dzieci szkolnych z poszczególnych szkół we Włoszech. Dopiero później się dowiedziałem, że zameczek ten został odbudowany z ruin hrabiów Sforzów i podarowany przez dzieci szkolne Mussoliniemu 26). Wśród książek znalazłem japońskie, niemieckie, hiszpańskie, ale żadnej polskiej. Natomiast jeden z żołnierzy powiedział mi, że w kompanii karabinów maszynowych ktoś ma jednak polską książkę i to dosyć grubą. Zaciekawiło mnie to bardzo i odnalazłem tego żołnierza. – Patrzę – "Dzieła malarskie" Wyspiańskiego. Naturalnie nie chciałem jej żołnierzowi odbierać, ale zapytałem go się, czy mu ta książka przyniesie jakąś korzyść? On powiada: "Żadnej, wziąłem – mówi – może komuś daruję". – Podarujcie mi, ja tę książkę oddam do muzeum.

Kiedy przyjechałem na kwaterę, pokazałem książkę oficerom sztabu i uradziliśmy, że to jest "biały kruk" i że należałoby ją oddać generałowi Andersowi. Napisałem dedykację, a ponieważ osobiście nie mogłem jechać, w moim imieniu płk Bąkiewicz te "Dzieła malarskie" wręczył generałowi Andersowi 27).

Godzi się tu przywołać jeszcze jedną relację świadka zdobycia zamku Mussoliniego. Jak wspomniano, w dniu 20 lipca 2004 roku na łamach londyńskiego "Dziennika Polskiego" ukazał się artykuł Zofii Sikorskiej-Raschka poświęcony historii albumu Wyspiańskiego. W kilka dni później, 29 lipca, do redakcji "Dziennika Polskiego" nadesłał list bliżej nieznany Andrzej Grochowski z hrabstwa Kent, w którym czytamy, że on także był w dniu 27 października 1944 roku w zamku Mussoliniego:

Cenny album malarstwa Wyspiańskiego, ofiarowany Mussoliniemu w podzięce za interwencję w sprawie 103 profesorów, znaleźli żołnierze 2. Brygady Strzelców Karpackich (5. oraz 6. Baon DSK) w zdobytym zamczysku Rocca della Caminate koło Predappio. Jako artylerzysta wspierający naszych piechurów, wszedłem do tego zamku w kilka godzin po jego zdobyciu. Niemcy przed wycofaniem się zdemolowali archiwum i bibliotekę. Na parterze, na pięknej podłodze leżały porozrzucane setki albo nawet parę tysięcy fotografii, laurek, dyplomów, druków itd. ze zbiorów upominków ofiarowanych Mussoliniemu. Mój podoficer, bodajże kapral, magister praw Zygmunt Rappaport, pokazał mi i fotoportret Czangkaiszeka z własnoręczną dedykacją 28).

Ani Lechowicz, ani Grochowski nie podają nazwiska żołnierza, który znalazł album Wyspiańskiego. Nazwisko to podaje natomiast Władysław Sznarbachowski w liście do Rozgłośni Radia Wolnej Europy. Okazuje się, że opowieść o dziejach albumu z dziełami malarskimi Wyspiańskiego Kielanowski wygłosił na antenie Radia Wolna Europa na początku grudnia 1971 roku. W dniu 12 grudnia tego roku wzmiankowany Władysław Sznarbachowski sporządził Notatkę, którą przesłał do dyrektora Rozgłośni, Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Przypomniał w niej treść zapisków Luciany Frassati z jej książki Il destino passa per Varsavia, a także istotną informację, iż książkę odnalazł i ocalił porucznik Jan Bielatowicz, zmarły przed kilku laty pisarz polski, który brat udział w zdobyciu zamku Rocca delle Caminate, gdzie w swej bibliotece Mussolini umieścił dzieło Wyspiańskiego 29). Ta wersja kłóci się nieco z przedstawioną przez płk. Lechowicza, który pisał o żołnierzu, który jakoby nie zdawał sobie sprawy z wartości albumu i tylko dlatego bez żalu oddał go dowódcy. Jeśli to był w rzeczy samej Bielatowicz, to zapewne miał on pełną świadomość wartości księgi. Ale miał też świadomość wagi hierarchii w armii. Wiedział, że prostemu kapralowi nie godzi się pod żadnym pozorem odmówić prośbie podpułkownika. Toteż oddał album, choć z całą pewnością z wielkim żalem.

Warto tu przywołać choćby w największym skrócie sylwetkę Jana Bielatowicza. Urodził się w Tarnowie w 1913 roku. Po ukończeniu znanego I Gimnazjum im. Kazimierza Brodzińskiego w 1931 roku podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez pewien czas był prezesem Koła Naukowego Polonistów. Jeszcze w szkole średniej próbował sił jako publicysta w pismach: "Czyn" oraz "Nowe Życie". W czasie studiów nawiązał współpracę z "Głosem Narodu", "Prosto z mostu", a także poznańskim "Orędownikiem". W 1937 roku opracował antologię Poezja młodego Podhala (ze wstępem Stanisława Pigonia). Przez cały okres służby w armii polskiej (służył w 3 Batalionie Brygady Strzelców Karpackich), pisał do pism Armii Polskiej ("Gazety Polskiej", "Orła Białego", "Kuriera Polskiego w Bagdadzie", "Dziennika Żołnierza APW" [Armii Polskiej na Wschodzie] i innych). Po wojnie mieszkał w Londynie. Redagował tu kilka pism polonijnych. Ogłosił też parę tomów swoich prac, w tym popularną "Książeczkę" – tomik wspomnień z dzieciństwa. Zmarł w Londynie w 1965 roku, po kilkuletniej chorobie. To chyba zatem nie był przypadek, że właśnie on uratował album Wyspiańskiego. Ale też nie przypadek, że przekazał księgę dowódcy, który ją uratował, podejmując decyzję o przekazaniu jej gen. Władysławowi Andersowi a).


4

Dzieła malarskie Wyspiańskiego powędrowały w 1944 roku wraz z gen. Andersem spod Predappio – przez Bolonię – do Londynu. W bibliotece Generała spoczywały przez całe 25 lat, aż do śmierci legendarnego wodza II Korpusu Polskiego, która nastąpiła w 1970 roku. Po jego śmierci album trafił – wraz z całą pozostałą zawartością prywatnej biblioteki Generała – do londyńskiego Instytutu Historycznego i Muzeum Generała Sikorskiego, do Sali im. gen. Andersa. Stąd w 1972 roku – za zgodą ówczesnego dyrektora Instytutu, Ryszarda Dembińskiego, wypożyczył go Leopold Kielanowski – znany na emigracji aktor i reżyser teatralny, pisarz i krytyk w jednej osobie.

Kielanowski był organizatorem i przez wiele lata kierownikiem artystycznym działającego w Londynie Polskiego Teatru na Obczyźnie. Przez dwadzieścia lat współpracował ściśle z Radiem Wolna Europa.

Delikatnością obejścia, dyplomatycznym taktem, bez którego nie ma kultury dyplomatycznej zjednywał sobie środowisko. (...) Ceniony przez gen. Andersa i ambasadora Edwarda Raczyńskiego, Pan Leopold stał się na emigracji i nie tylko, autorytetem w sprawach teatru 30).

Lwowianin z urodzenia, od wczesnej młodości był Kielanowski wielbicielem i twórczości Wyspiańskiego. Niejeden raz przenosił na deski teatru poszczególne dramaty uwielbianego pisarza. Teraz, u progu lat siedemdziesiątych, postanowił wystawić "Wyzwolenie". Dyrektor Instytutu Historycznego zwrócił mu uwagę na pozyskany właśnie do Sali im. gen. Andersa tom: Dzieła malarskie Wyspiańskiego. Co więcej, wypożyczył mu ów tom. Kielanowski wystawił sztukę Wyspiańskiego z wielkim powodzeniem jeszcze w 1972 roku. Zarazem na temat dziejów księgi wygłosił pogawędkę w Radiu Wolna Europa, którą zresztą wkrótce ogłosił drukiem na łamach pisma "Na antenie" 31). Jako człowiek, który od wczesnej młodości pokochał twórczość Wyspiańskiego, nie zdobył się na rozstanie z pamiątkowym tomem. Najprawdopodobniej za zgodą ówczesnego dyrektora Instytutu Historycznego pozostawił go też w swoim księgozbiorze. Pozostał tam aż do jego śmierci.

W dniu 8 listopada 2004 roku w gabinecie Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego stawił się prosto z Londynu dr Andrew Meeson-Kielanowski z Małżonką w towarzystwie pp. Mirosławy i Krzysztofa Moczuradów z Krakowa. Dr Meeson-Kielanowski, synowiec Leopolda Kielanowskiego, wręczył Rektorowi UJ tom Dzieł malarskich Wyspiańskiego z prośbą o złożenie go w Bibliotece Jagiellońskiej. Była to wola obecnych władz Instytutu Historycznego i Muzeum Władysława Sikorskiego a także rodziny Leopolda Kielanowskiego. Rektor spełnił wolę ofiarodawców.

Tak oto domknęła się długa pielgrzymka albumu wydanego przed 80 laty. Wędrował ów album po Europie różnymi drogami. Był w posiadaniu dyplomatów, dyktatora Włoch, prostego żołnierza, generała Andersa, człowieka teatru. Jego historia jest swoistym przyczynkiem do naszej historii ostatnich osiemdziesięciu lat. Przypomina dramatyczne losy narodu, budzi wspomnienia.

Pisał w III wieku rzymski pisarz, Terentianus Maurus: Habent sua tata libelli! Rzeczywiście. I książki mają swoje losy! Przywołana w tym szkicu historia Dzieł malarskich Wyspiańskiego w pełni to potwierdza. Należy życzyć sobie, aby księga pozostała już na zawsze w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej. Aby odtąd pełniła rolę, jaką przypisali jej wydawcy: aby radowała kolejne pokolenia czytelników. Fiat.

Franciszek Ziejka, Miasto poetów (s. 331-341), Universitas, Kraków 2005, 538s.




Przypisy:
  1. T. Sinko, Album malarskie Wyspiańskiego, "Czas" 1926, nr 36.   (powrót)

  2. M. Treter, Stanisław Wyspiański: "Dzieła malarskie", "Warszawianka" 1926, nr 93.   (powrót)

  3. W. Kozicki, Monumentalne wydawnictwo, "Słowo Polskie" 1926, nr 93.   (powrót)

  4. M. Dąbrowski, Z ostatnich nowości wydawniczych, "Kurier Literacko-Naukowy" 1926, nr 74 (dod. do IKC z 15 III 1926).   (powrót)

  5. Pisali o tym tomie także inni krytycy, m.in. T. Szydłowski ("Przegląd Współczesny" 1926, t. 17, nr 49), J. Kleczyński ("Kurier Warszawski" 1926, nr 53), P. Smolik ("Naprzód" 1926, nr 61).   (powrót)

  6. S. Wyspiański, Exegi monumentum..., w: S. Wyspiański, Dzieła malarskie, Warszawa-Bydgoszcz 1925, s. 10. Fragment tego teksu Przybyszewski ogłosił w tym samym czasie w piśmie: "Sztuki Piękne" r. 2 (1925/26), nr 1, s. 28-30. Później całość włączył do tomu wspomnień pt. Moi współcześni. Wśród swoich, Warszawa 1930.   (powrót)

  7. Tamże, s. 12.   (powrót)

  8. W związku z ewakuacją z Krakowa wszystkich władz cywilnych, a także garnizonu wojskowego, w dniu 4 września powołano do życia 20-osobowy Obywatelski Komitet Pomocy, na czele którego stanął metropolita krakowski, abp Adam Sapieha. Wiceprezesem został prof. Stanisław Kutrzeba, sekretarzem generalnym – prof. Ludwik Piotrowicz. Komitet powołał Straż Obywatelską. W tym samym dniu radni powołali na prezydenta miasta dr. Stanisława Klimeckiego.   (powrót)

  9. Por. J. Buszko i I. Paczyńska, Podstępne uwięzienie profesor6w Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Górniczej (6 XI. 1939 r.). Dokumenty, Kraków 1995, s. 17.   (powrót)

  10. Por. J. Buszko, Akcja solidarnościowa na rzecz profesorów krakowskich aresztowanych w ramach tzw. Sonderaktion, "Studia Historyczne", r. XXIV, 1981, z. 3, s. 441-470.   (powrót)

  11. Por. J. Bocheński, Wspomnienia, Kraków 1993, s. 144 passim.   (powrót)

  12. Por. L. Frassati, Pier Giorgio Frassati, człowiek ośmiu błogosławieństw, przekład B. Sieroszewskiej i St. W. Gaudyna, Warszawa 1980.   (powrót)

  13. Por. J. Mayer, O Stanisławie Pigoniu w pierwszym roku wojny – z zapomnianej książki włoskiej z 1949 roku, w: Cz. Kłak (red.), Wokół Stanisława Pigonia. Nad warsztatem naukowym i literackim Uczonego. Rzeszów 1983, s. 133-156.   (powrót)

  14. Por. L. Kielanowski, Dzieje pewnej księgi, "Na antenie" 1972, V, s. 18-20. Jest to zapis audycji radiowej nadanej w rozgłośni polskiej Radia Wolna Europa. Głównym tematem jest album Wyspiańskiego: Dzieła malarskie.   (powrót)

  15. Por. Z. Sikorska-Ratschka, Dzieje pewnego albumu, "Dziennik Polski" [Londyn], 20 VII 2004.   (powrót)

  16. Miała przekazać 800 dolarów dla owych rodzin w 1940 roku (por. J. Zaborowski, S. Poznański, Sonderaktion Krakau. W dwudziestą piątą rocznicę 6 listopada 1939, Warszawa 1964, s. 139-140).   (powrót)

  17. Por. J. Buszko, I. Paczyńska, Podstępne uwięzienie profesorów..., dz. cyt., s. 543.   (powrót)

  18. Niemcy zdecydowali, że podstawą upoważniającą daną osobę do zwolnienia z obozu było przekroczenie 40. roku życia. W praktyce nie we wszystkich przypadkach zastosowano ten zapis. Trzeba także pamiętać, że odmówiono zwolnienia profesorom pochodzenia żydowskiego.   (powrót)

  19. O. Bocheński nosił imiona: Józef Maria. W zakonie dominikanów przyjął imię Innocentego.   (powrót)

  20. Tzn. u Mussoliniego.   (powrót)

  21. L. Frassati-Gawrońska, Przeznaczenie nie omija Warszawy, przekład J. Tygielski, Warszawa 2003, s. 146. We włoskiej wersji wspomnień Luciany Frassati-Gawrońskiej, z 1949 roku Autorka podaje, że dedykację Mussoliniemu ułożyli oboje, a ona sama wpisała ją do albumu. Czy tak było, trudno dochodzić. Jedno jest pewne: całość dedykacji napisana została przez jedną osobę, najpewniej przez o. Bocheńskiego, natomiast włoski tekst zredagowała wcześniej Luciana Frassati-Gawrońska. O. Bocheński pisze w swoich Wspomnieniach, że to on osobiście opatrzył księgę dedykacją.   (powrót)

  22. Przekład: 103 profesorów Uniwersytetu Krakowskiego, uratowanych z teutońskiego męczeństwa dzięki Waszemu, Duce, wstawiennictwu, wyraża swoje oddanie i wdzięczność za ponowne ukazanie światu wartości i sławy włoskiej kultury. W imieniu kolegów J. M. Bocheński z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. 18 lutego 1940 r.   (powrót)

  23. Mussolini urodził się właściwie we wsi Dovia koło Predappio w dniu 291ipca 1883 roku. Istnieje sporo rozbieżności co do przodków dyktatora. Na tablicy umieszczonej w Dovia ojciec jego miał być wieśniakiem i pracować w kuźni. Tymczasem Andrzej Grochowski ("Dziennik Polski" [Londyn] 29 VII 2004) podaje, że jego dziadek był oficerem, a matka kierowniczką szkoły.   (powrót)

  24. Predappio już w latach dwudziestych XX wieku uznane zostało za stolicę włoskiego faszyzmu. W ciągu wielu lat odbywali do niego pielgrzymki faszystowscy fanatyczni wielbiciele Mussoliniego. Dom rodzinny dyktatora zamieniono na muzeum. Znamienne, że także i dziś do tego sześciotysięcznego miasteczka ciągną zastępy neofaszystów...   (powrót)

  25. L. Kielanowski, Dzieje pewnej księgi, dz. cyt., s. 20.   (powrót)

  26. Zamek ten miał swoją długą historię: zbudowano go w XI wieku na ruinach starożytnej fortyfikacji. Przez wieki był własnością rodu Sforzów. Zamek runął w gruzach w 1870 roku, w czasie trzęsienia ziemi. Odbudowany, w 1927 roku został ofiarowany na letnią rezydencję Benito Mussoliniemu. W tej swojej rezydencji odpoczywał Mussolini; to było ulubione miejsce wywczasów jego żony Racheli.   (powrót)

  27. L. Kielanowski, Dzieje pewnej księgi, dz. cyt., s. 20.   (powrót)

  28. Por. A. Grochowski, Listy do redakcji, "Dziennik Polski" [Londyn] 29 VII 2004.   (powrót)

  29. W. Sznarbachowski, Notatka. Maszynopis w zbiorach BJ.   (powrót)

  30. T. Nowakowski, Na tropach legendy [Przedmowa do:] L. Kielanowski, Odyseja Władysława Warneńczyka, Londyn 1991, s. 11. Szerzej na temat Leopolda Kielanowskiego: K. Fajcher-Akhart (red.), O Leopoldzie Kielanowskim. Wspomnienia – szkice teatralne – dokumenty, Londyn 1994.   (powrót)

  31. Por. przypis nr 14.   (powrót)


  1. Chodzi prawdopodobnie o Włodzimierza Sznarbachowskiego, nie Władysława. Mam pewne wątpliwości, co do uznania za prawdziwą wersję Włodzimierza Sznarbachowskiego, że znalazcą albumu Wyspiańskiego w zameczku Mussoliniego był Jan Bielatowicz. Otóż Jan Bielatowicz w swoich pismach nigdzie o tym nie wspomniał, w szczególności nie wspomniał o tym w zbiorze swoich szkiców Passeggiata. Szkice włoskie. Instytut Literacki, Rzym 1947. Była to dosłownie jedna z pierwszych książek wydanych przez Instytut Literacki, jeszcze wtedy w Rzymie.

    Jan Bielatowicz nie był zawodowym wojskowym, był intelektualistą i gawędziarzem (autorem m.in. gawęd o Uniwersytecie Jagiellońskim pt. Gaude Mater Polonia), a przy tym endekiem. Wydaje mi się, trudnym do wyobrażenia sobie, aby przez dwadzieścia lat po wojnie kierowała nim jakaś trudna do sprecyzowania i wyjaśnienia lojalność wobec wojska czy gen. Andersa (który nie był endekiem), która nakazałaby Bielatowiczowi przemilczeć właśnie fakt, że to on znalazł był tę książkę, co przecież nie miało nic wspólnego ze sprawami wojskowymi czy politycznymi. A ta słynna książka była przecież wtedy w Londynie, gdzie mieszkał.

    Z kolei Włodzimierz Sznarbachowski był zasłużonym dziennikarzem i publicystą Rozgłośni Polską Radia Europa, specjalizującym się tematyce zachodnich partii komunistycznych. Rzeczywiście znał doskonale Włochy i język włoski. Jako dziennikarz nie był kimś, kto zawsze badał podawane fakty ściśle i do końca. Notatka Sznarbachowskiego dla RWE istnieje, lecz nie wiadomo, jak dalece jest wiarygodna. Nie żyje już nikt z osób, których ona dotyczy, nie żyje również Jan Nowak-Jeziorański, ówczesny Dyrektor Rozgłośni Polskiej RWE. W swoim tomie pamiętników z RWE pt. Polska z oddali, Jan Nowak kilkakrotnie wspomina Sznarbachowskiego, jednak nie wspomina tej historii.

    Rozstrzygająca byłaby tylko jakaś notatka o tym pozostawiona przez Jana Bielatowicza. – (Andrzej Kobos)   (powrót)






Franciszek Ziejka
(fot. Andrzej Kobos, 2006)

Franciszek Ziejka ur. 1940, dr nauk humanistycznych, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, kierownik Katedry Historii Literatury Pozytywizmu i Młodej Polski w Instytucie Filologii Polskiej UJ. Były wykładowca języka i kultury polskiej na Uniwersytecie Prowansalskim w Aix-en-Provance, na Uniwersytecie w Lizbonie oraz w Institut National des Langues et Civilisations Orientales (Paris III – Nouvelle Sorbonne). W latach 1990-1993 dziekan Wydziału Filologicznego UJ; latach 1993-1999 prorektor ds. ogólnych, a w latach 1999-2005 rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Członek czynny Polskiej Akademii Umiejętności (od 2002 r. ; czł. korespondent od 1996 r.). Od 2005 r. Przewodniczący Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa.

Autor szeregu książek, m.in. : Studia polsko-prowansalskie. Prace Komisji Historycznoliterackiej Polskiej Akademii Nauk, Oddział w Krakowie, Nr 38. Zakład Narodowy imienia Ossolińskich. Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk, 1977. 122s. ; Złota legenda chłopów polskich. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1984, 422s. ; W kręgu mitów polskich. Wyd. II poszerzone, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997, 440s. ; Miasto poetów. Studia i szkice. Universitas, Kraków 2005. 538s. Laureat kilku nagród naukowych i literackich.








Copyright © 1997-2006 Zwoje