Zamieszczam bardzo interesujacy szkic Profesora dr hab. Franciszka Ziejki z Jego ksiazki pt. Miasto poetow. Universitas, Krakow 2005.

Serdecznie dziekuje Panu Profesorowi Franciszkowi Ziejce za pozwolenie mi na zamieszczenie tego artykulu w Zwojach.

Andrzej Kobos





KSIAZKA PIELGRZYM





FRANCISZEK ZIEJKA


1

Na przelomie 1925/1926 roku (ale z data 1925) z inicjatywy i staraniem Towarzystwa Artystow Polskich "Sztuka" ukazal sie – w nakladzie 2500 egzemplarzy – piekny album poswiecony Dzielom malarskim Stanislawa Wyspianskiego. Byl to tom II wydawnictw Towarzystwa, ktore redagowali: Wladyslaw Jarocki oraz Ignacy Pienkowski. Obszerny tom zawieral: tekst piora Stanislawa Przybyszewskiego i Tadeusza Zuka-Skarszewskiego, a nade wszystko 193 ryciny, z czego – 105 w tekscie, 86 na tablicach (z tego 23 kolorowe!). Wydawnictwo spotkalo sie z dobrym przyjeciem ze strony krytyki literackiej i artystycznej, a nade wszystko czytelnikow. Tadeusz Sinko pisal na lamach "Czasu", iz tym albumem Towarzystwo Artystow Polskich "Sztuka" splacilo dlug zaciagniety wobec jednego ze swych zalozycieli a zarazem jednej ze swoich chlub i ozdob 1). Mieczyslaw Treter w "Warszawiance" z moca podkreslal, iz Dzielo to (...) o Wyspianskim, takie, jakim ono jest juz dzisiaj, umozliwia po raz pierwszy ogarniecie calej plastycznej dzialalnosci wielkiego tworcy 2). Wladyslaw Kozicki przekonywal czytelnikow "Slowa Polskiego", ze Nie mozna bylo pamieci genialnego artysty zlozyc holdu bardziej odpowiadajacego jego wielkosci, jak przez wydanie tego imponujacego dziela 3). Natomiast Mieczyslaw Dabrowski autorytatywnie stwierdzal na lamach "Kuriera Literacko-Naukowego" (dodatek do IKC), ze jest to dzielo pod wzgledem typograficznym jedynym w swym rodzaju w Polsce, ktore sie winno znalezc we wszystkich zbiorach oficjalnych i wielbicieli genialnego plastyka i poety 4). Dzielo zyskalo pochlebne przyjecie takze wsrod innych autorow 5).

Ta dobre przyjecie wydawnictwa nie powinno dziwic, bylo to bowiem – jak na owczesne czasy – przedsiewziecie imponujace. Stanislaw Przybyszewski, ktory za zycia jeszcze stal sie legenda, w otwierajacym album tekscie, zatytulowanym: Exegi monumentum..., nie szczedzil slow uznania dla swego kolegi, z ktorym przez blisko dwa lata redagowal krakowskie "Zycie". Wspomnienie swoje z owych heroicznych dni walki o nowa literature opatrzyl wieloma celnymi uwagami o dziele Wyspianskiego – poety i malarza w jednej osobie. O kartonach witrazy wawelskich pisal z najwiekszym zachwytem:

Nie znam nic rownie poteznego, przerazajacego ogromem grozy, wielkosci, majestatu smierci, a rownoczesnie wiekuistego bytowania. Zaden Pantheon, zadne Mauzoleum nie byloby moglo sie mierzyc z katedra na Wawelu, gdyby te jedyne w swoim rodzaju witraze byly znalazly pomieszczenie w tej jednej z najbogatszych katedr, – i to nie tylko w Polsce 6).

Przybyszewski nie skapil takze innych pochwal autorowi "Wesela". Trzeba tez mu przyznac racje, gdy dowodzil, iz

Nie bylo w Polsce przykladu, by ktorykolwiek z artystow mogl sie w rownie doskonalej mierze poslugiwac dwoma srodkami artystycznymi: slowem i forma czysto malarska, a wiec dzwiekiem, linia i barwa. W duszy Wyspianskiego dokonal sie ten zdumiewajacy cud, ze slowo stalo sie linia, w jej najroznorodniejszych przejawach, a na odwrot linia slowem! 7).

Sladem Przybyszewskiego poszedl Tadeusz Zuk-Skarszewski w obszernym szkicu biograficzno-krytycznym, ktory znakomicie wprowadza czytelnika w tajniki warsztatu artystycznego Wyspianskiego. Cennym dopelnieniem tekstow obu wzmiankowanych autorow jest obejmujacy ponad 550 pozycji katalog dziel malarskich Wyspianskiego, ktory opracowal Stanislaw Swierz.

Bogaty, niezwykle starannie wydany album szybko znalazl nabywcow. Juz w okresie miedzywojennym nalezal do prawdziwych rzadkosci na rynku ksiegarskim. Okazuje sie, ze jednym ze szczesliwych nabywcow tego dziela byl Jan Gawronski (1892-1983), zawodowy dyplomata polski, ktory w latach 1933-1938 reprezentowal Polske w Wiedniu. Nie wiadomo, kiedy Gawronski zakupil ksiazke. Najprawdopodobniej stalo sie to bezposrednio po jej wydaniu, czyli w 1926 roku, zarazem w roku, w ktorym zawarl zwiazek malzenski z Wloszka Luciana Frassati. Odtad ksiega ta stala sie "towarzyszka" licznych podrozy Gawronskich po roznych stolicach Europy. Trzeba bowiem pamietac, ze Gawronski od lat dwudziestych pracowal w kilku placowkach dyplomatycznych polskich: w Bemie, Berlinie, Hadze i Ankarze. Dopiero w 1933 roku osiadl na kilka lat w Wiedniu. Z chwila jednak, gdy w 1938 roku wojska niemieckie zajely Austrie (Anschluss), Gawronski opuscil Wieden i powrocil do Warszawy. Wraz z jego biblioteka powrocila do Polski takze ksiega poswiecona malarstwu Wyspianskiego. Powrocila nie na dlugo. Wkrotce miala opuscic granice kraju po raz drugi.

Pozna wiosna 1939 roku Gawronski wyslal swoja zone, Luciane Frassati-Gawronska, z trojka mlodszych dzieci do Rzymu. Sam – z pozostala trojka dzieci (w wieku 13, 12 i 10 lat) – w pierwszych dniach czerwca udal sie w objazd po kilku krajach europejskich, by poznym latem dolaczyc do zony w Rzymie. Dziela malarskie Wyspianskiego powedrowaly do Rzymu zapewne wraz z mloda i piekna zona Gawronskiego wiosna 1939 roku. Staly sie tez na pewien czas ozdoba prywatnej biblioteki Gawronskich. Ale tylko na pewien czas...


2

W Europie nastapilo tymczasem gwaltowne zaostrzenie sytuacji politycznej. W dniu 1 wrzesnia 1939 roku wojska niemieckie z rozkazu Hitlera przekroczyly granice Polski. Rozpetala sie II wojna swiatowa. Do Krakowa, dawnej stolicy Polski, wojna dotarla juz w pierwszym dniu jej trwania. Miasto zostalo zbombardowane (dworzec, koszary, lotnisko), a w walce powietrznej zginal pilot, kpt. Mieczyslaw Medwecki. W dniu 6 wrzesnia do opuszczonego przez wladze cywilne miasta 8) wkroczyly pierwsze oddzialy Wehrmachtu. W dniu 12 pazdziernika 1939 roku Hitler wydal dekret, na mocy ktorego z czesci ziem okupowanych (wojewodztwa: krakowskie, kieleckie, zachodnia czesc lwowskiego, wschodnia lodzkiego, i znacznej czesci warszawskiego) utworzyl Generalne Gubernatorstwo ze stolica w Krakowie. W dniu 26 pazdziernika, generalny gubernator dr Hans Frank proklamowal przejecie pelni wladzy cywilnej nad terytorium zamieszkanym przez okolo 12 milionow ludzi.

Jedna z pierwszych decyzji nowych wladz niemieckich bylo aresztowanie profesorow Uniwersytetu Jagiellonskiego. W dniu 3 listopada1939 roku rektor UJ, prof. Tadeusz Lehr-Splawinski, zostal wezwany do siedziby gestapo, gdzie SS-Sturmbannführer Bruno Miiller polecil mu zorganizowanie za trzy dni, w dniu 6 listopada, zebrania pracownikow, w czasie ktorego sam Sturmbannführer mialby wyglosic odczyt na temat stosunku Niemcow do spraw nauki i szkolnictwa wyzszego. Na zwolane przez rektora zebranie przybylo ponad stu pracownikow UJ. W samo poludnie gestapo otoczylo budynek Collegium Novum i w brutalny sposob aresztowalo 183 osoby: 144 pracownikow Uniwersytetu Jagiellonskiego, 21 profesorow Akademii Gorniczej (wobec zajecia gmachu AG przez Niemcow, profesorowie ci obradowali w jednej z sal Collegium Novum), 3 – z krakowskiej Akademii Handlowej, 1 – z Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie, 1 – z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz 13 innych osob 9). Uwiezionych przewieziono najpierw do wiezienia przy ul. Montelupich, nastepnie zas – do dawnych koszar przy ul. Wroclawskiej. Po trzech dniach odtransportowano ich do Wroclawia, a stamtad do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen.

Aresztowanie profesorow krakowskich odbilo sie szerokim echem w calym swiecie. W pierwszej kolejnosci zabiegi o ich uwolnienie podjely rodziny aresztowanych, a takze pozostali na wolnosci ich koledzy. Wobec braku skutecznosci bezposrednich interwencji u wladz okupacyjnych podjeto zabiegi o pozyskanie pomocy z zagranicy. W pierwszej kolejnosci chodzilo o naglosnienie sprawy na Zachodzie Europy oraz w Stanach Zjednoczonych. Wiele obiecywano sobie przede wszystkim po ewentualnej interwencji rzadu wloskiego oraz Watykanu.

Pod koniec listopada 1939 roku wiadomosc o uwiezieniu profesorow krakowskich podala prasa francuska i angielska. W sprawie tej w radiu francuskim wystapil gen. Wladyslaw Sikorski, premier i naczelny wodz wojsk polskich. Rozpoczela sie szeroko zakrojona akcja dyplomatyczna prowadzona przez polskich dyplomatow w Londynie, Paryzu, Ottawie, Montrealu i Nowym Jorku. Do akcji w obronie aresztowanych profesorow wlaczyla sie Stolica Apostolska, a takze przedstawiciele kilku rzadow. Co naturalne – do akcji tej wlaczyli sie takze przebywajacy zagranica uczeni polscy (Uniwersytet Polski Za Granica, Stacja PAU w Paryzu). Wkrotce dolaczyli do nich uczeni francuscy, brytyjscy, serbscy, greccy, austriaccy, wloscy, a takze niemieccy 10).

W Rzymie akcje w obronie profesorow krakowskich podjela spora grupa osob, w tym obaj polscy ambasadorzy: Kazimierz Pappé – ambasador Polski przy Stolicy Apostolskiej oraz gen. Boleslaw Wieniawa-Dlugoszowski – ambasador Polski przy rzadzie wloskim. Na przelomie 1939/1940 roku w stolicy Wloch kilku uczonych polskich powolalo do zycia specjalny Komitet, ktory postawil sobie za cel walke o uwolnienie profesorow. Komitet powstal przy czynnym udziale o. Jozefa Bochenskiego OP, przedwojennego docenta UJ, ktory byl pierwszym naocznym swiadkiem wydarzen z 6 listopada. Po dramatycznych przejsciach w kampanii wrzesniowej o. Bochenski dotarl na poczatku listopada 1939 roku do Krakowa. Jak pisze we "Wspomnieniach" 11), tylko przypadek (spotkanie nie widzianej od poczatku wojny siostry Aleksandry na Plantach i dluzsza z nia rozmowa!) zdarzyl, iz nie dotarl na czas na spotkanie w Collegium Novum z SS-Sturmbannführerem Müllerem. W kilka dni pozniej udalo sie mu – via Katowice – dotrzec do Wloch. Po przybyciu do Rzymu zwrocil sie do ks. Waleryana Meysztowicza, radcy kanonicznego ambasady polskiej przy Watykanie i profesora Uniwersytetu Wilenskiego, z prosba o pomoc dla uwiezionych profesorow krakowskich. Ks. prof. Meysztowicz natychmiast zaprosil do wspolpracy kilku przebywajacych w Rzymie uczonych i w ten sposob powstal Komitet Rzymski, ktorego pracami sam kierowal, a w sklad ktorego weszli m.in. o. Jozef Bochenski (jako sekretarz), ks. dziekan Zygmunt Obertynski, prof. Aleksander Turyn (przed wojna pracowal w uczelniach amerykanskich), Jozef J. Michalowski – dyrektor Biblioteki Polskiej przy Stacji Naukowej PAU w Rzymie, o. prof. Pawel Siwek. Komitet ten spotykal sie kilka razy w styczniu 1940 roku, przygotowujac m.in. liste aresztowanych, ktora powielono i rozeslano – za posrednictwem przyjaciol – szeroko w srodowisku naukowym oraz dyplomatycznym, a takze specjalny memorial skierowany do premiera Wloch. Z Komitetem nawiazal kontakt takze wzmiankowany tu ambasador Jan Gawronski, ktory m.in. wyrazil gotowosc przekazania memorialu w sprawie profesorow krakowskich premierowi Wloch – za posrednictwem zony, Luciany Frassati-Gawronskiej.

O udziale znanej w srodowisku warszawskim a takze i krakowskim pisarki, autorki m.in. glosnej ksiazki o wyniesionym pozniej na oltarze przez Jana Pawla II bl. Pier Giorgio Frassati 12), w akcji zmierzajacej do uwolnienia krakowskich profesorow pisalo juz kilkoro autorow, m.in. Jozef Mayer 13), Leopold Kielanowski 14), a takze Zofia Sikorska-Ratschka 15). Wiadomo, ze korzystajac z wloskiego paszportu, odbyla ona w czasie wojny kilka wypraw do Polski. W okresie swiat Bozego Narodzenia 1939 roku wywiozla z okupowanej Warszawy do Rzymu – a nastepnie – do Paryza zone gen. Wladyslawa Sikorskiego, Helene (jako bone do dzieci). W styczniu 1940 roku na prosbe gen. Sikorskiego przewiozla do Warszawy – dla organizujacego sie do walki z okupantem niemieckim ruchu oporu – walizke wypelniona milionami banknotow polskich. W czasie pobytu w Krakowie w pierwszych dniach lutego 1940 roku udzielila ona rodzinom aresztowanych profesorow krakowskich pomocy finansowej 16).

W czasie, gdy w Rzymie trwaly narady Komitetu nad sposobami, ktore moglyby prowadzic do uwolnienia profesorow krakowskich, w Berlinie u Göringa interweniowal ksiaze Janusz Radziwill, ktory przekazal memorial w sprawie uwolnienia profesorow piora abp. Adama Sapiehy. W tej sprawie – jak dowodzi Jozef Buszko – list do Hitlera wyslal takze Benito Mussolini. Dyktator Wloch w styczniu 1940 roku przyjal dwa razy (osmego i dziewiatego) Luciane Frassati-Gawronska, ktora przedstawila mu sytuacje w Warszawie i Krakowie. Byc moze, iz to wlasnie takze za jej namowa – na co zdaja sie wskazywac szczegolowe notatki z rozmow autorki z dyktatorem ogloszone we wzmiankowanej tu ksiazce – Duce osobiscie interweniowal w sprawie krakowskich profesorow u Hitlera, na ktora to interwencje powolywal sie Hans Frank w dniu 13 marca 1940 roku w czasie wizyty we wloskiej ambasadzie w Warszawie 17).

Rozliczne zabiegi o uwolnienie profesorow krakowskich po kilku miesiacach przyniosly okreslone owoce. W dniu 8 1utego 1940 roku zwolniono z obozu w Sachsenhausen 101 profesorow, a nadto dolaczonego do grupy uniwersyteckiej Stanislawa Klimeckiego – prezydenta m. Krakowa oraz profesora Akademii Gorniczej, Antoniego Hoborskiego, ktory jednak byl juz umierajacy i zmarl w obozie nazajutrz po otrzymaniu wiadomosci o uwolnieniu. Lacznie zwolniono zatem teraz 103 osoby. Pozostaly w obozie jeszcze 54 osoby, ktore przewieziono do Dachau 18).

W Rzymie wiadomosc o uwolnieniu profesorow krakowskich z obozu przyjeto z wielka ulga. Powszechnie uwazano, ze do uwolnienia krakowskich uczonych przyczynil sie w znaczacy sposob Mussolini. Zdecydowano zatem wyrazic mu wdziecznosc za okazana pomoc. Materialnym dowodem owej wdziecznosci stal sie wzmiankowany tu album Dziela malarskie Wyspianskiego. Ksiege wreczyla dyktatorowi Wloch Luciana Frassati-Gawronska. Dzialo sie to w Palazzo Venezia w Rzymie, w dniu 241utego 1940 roku.

Lektura pamietnika Luciany Frassati pozwala ustalic okolicznosci tego wydarzenia. Okazuje sie, ze w dniu 18 1utego odwiedzil autorke owego pamietnika o. Bochenski. W pamietniku Frassati-Gawronskiej czytamy:

W Rzymie zlozyl mi wizyte dominikanin Innocenty 19) Bochenski. Poznalam go juz przedtem i zapamietalam jako osobe chlodna i skryta. Przyjelam go jednak bardzo serdecznie i juz po kilku minutach musialam zmienic zdanie, przynajmniej jesli chodzi o elokwencje mojego rozmowcy: mowil bowiem bez przerwy, prawie przez godzine, wyrazajac najwieksza radosc z powodu uwolnienia krakowskich profesorow; zaznaczyl rowniez, ze konieczne jest jak najszybsze publiczne wyrazenie wdziecznosci Mussoliniemu za to, co dla nich uczynil.

Jego pelnym oddania slowom nie towarzyszyl jednak zaden konkretny dowod wdziecznosci. Zaczelismy o tym rozmawiac i, poniewaz data mojej nastepnej wizyty w Palazzo Venezia 20) byla juz wyznaczona, duchowny poprosil mnie, zebym podarowala Duce, w imieniu Polakow, jakas rzecz bedaca aktualnie w moim posiadaniu. Znalazlam wspaniale i rzadkie wydanie dziel Stanislawa Wyspianskiego, najslynniejszego przedstawiciela polskiego neoromantyzmu i opatrzylam je (...) dedykacja, podpisana pozniej przez dominikanina 21).

Oto tekst owej dedykacji:

Y 103 professori dell'Universita di Cracovia ritomati dal martirio teutonico grazie a Voi Duce, rivolgano il loro pensiero costante e grato d'aver ancora una volta dimostrato al. mondo il valore, la fama, la reazione della cultura italiana. A nome dei collghi I M Bochenski dell'Universita Jagellonica di Cracovia.
18 Febhrario 1940 A. XVIII.
22).

Tak oto Dziela malarskie Stanislawa Wyspianskiego znalazly sie w prywatnej bibliotece Benito Mussoliniego. Los chcial, aby jednak ten piekny album niezbyt dlugo pozostawal w rekach dyktatora Wloch. Czekaly go bowiem dalsze etapy pielgrzymki po szlakach Europy...


3

W dniu 30 lipca 1941 roku podpisano w Moskwie uklad polsko-sowiecki, na mocy ktorego w ZSRR powstala Armia Polska. Jej dowodca zostal gen. Wladyslaw Anders, od jesieni 1939 roku wieziony przez Sowietow: najpierw we Lwowie, a pozniej w centralnym wiezieniu NKWD na Lubiance w Moskwie. We wrzesniu 1942 roku – na mocy porozumien emigracyjnego rzadu polskiego z radzieckim – gen. Anders wyprowadzil Armie Polska na Wschodzie do Iranu, by przez Palestyne dotrzec na Polwysep Apeninski. Wslawiony walkami o Monte Cassino, II Korpus Wojska Polskiego szedl dalej na polnoc w strone Bolonii. Pod koniec pazdziernika 1944 roku dotarl w okolice Porli w polnocnych Apeninach. Polacy zblizyli sie do miasteczka Predappio, w ktorym urodzil sie Benito Mussolini 23). Gen. Klemens Rudnicki, ktory dowodzil grupa operacyjna idaca na Predappio, w 1972 roku tak opisywal Leopoldowi Kielanowskiemu zajecie Predappio – Mekki wloskiego faszyzmu 24): przez Polakow:

W jesieni 1944 roku, gdy Korpus szedl przez Apeniny, 5 Dywizja szla droga na Predappio. W dniu 27 pazdziernika w strazy przedniej 5 Dywizji byla 6 Lwowska Brygada, a w jej strazy przedniej byl 18 Lwowski Batalion Strzelcow. Gdzies kolo poludnia, po krotkiej walce – nie byla zacieta – 18 Batalion wszedl do Predappio. Byl tam dom rodzinny Mussoliniego, gdzie on sie urodzil. Maly domek w samym srodku miasteczka, przy drodze, a u gory ponad miastem w Rocca Caminata zameczek, ktory zdaje sie byl ofiarowany Mussoliniemu przez narod, i w tym zameczku pamiatki po nim, dary, ktore on dostal. Z ciekawoscia zaraz tam poszedlem by zobaczyc ten dom rodzinny Mussoliniego. Prosty, zwykly domek, a w przedsionku byla duza ksiega, gdzie wpisywali sie goscie. Otworzylem te ksiege i znalazlem tam caly szereg ciekawych wpisow.

Pamietamy, ze w 1939 roku Mussolini w swojej jakiejs wielkiej mowie powiedzial: "Polonia liquidata" – koniec. Wobec tego wzialem pioro i napisalem: "Polonia non e liquidata, 27 pazdziernika, 1944, 18 Lwowski Batalion Piechoty zdobyl Predappio" 25).

Kielanowskiemu udalo sie dotrzec takze do dowodcy Batalionu Strzelcow Karpackich, pplk. Jana Lechowicza (w 1972 roku byl juz w stopniu generala), ktoremu zawdzieczamy uratowanie albumu bedacego bohaterem niniejszego tekstu. Oto relacja Lechowicza:

Do natarcia na te wzgorza i zdobycia Rocca della Caminate byl uzyty 6 Batalion Strzelcow Karpackich pod dowodztwem majora Mariana Jasinskiego. Zajeli bez strzalu wzgorze, na ktorym znajdowal sie ten zameczek Mussoliniego, otoczony naokolo murem. Co 100 metrow moze, albo mniej, byly nisze w murze dla wartownikow. Udalem sie do tego zamku przez brame, ktora juz byla rozwalona. Powiedzieli mi zolnierze, ze jest ogromna biblioteka. Rzeczywiscie byla to ogromna sala. Dzisiaj nie moge powiedziec, jaki miala wymiar. Wzdluz scian byty polki, a na nich pelno ksiazek. Kiedy chwycilem jedna, okazalo sie, ze sa to oprawne kartki dzieci szkolnych z poszczegolnych szkol we Wloszech. Dopiero pozniej sie dowiedzialem, ze zameczek ten zostal odbudowany z ruin hrabiow Sforzow i podarowany przez dzieci szkolne Mussoliniemu 26). Wsrod ksiazek znalazlem japonskie, niemieckie, hiszpanskie, ale zadnej polskiej. Natomiast jeden z zolnierzy powiedzial mi, ze w kompanii karabinow maszynowych ktos ma jednak polska ksiazke i to dosyc gruba. Zaciekawilo mnie to bardzo i odnalazlem tego zolnierza. – Patrze – "Dziela malarskie" Wyspianskiego. Naturalnie nie chcialem jej zolnierzowi odbierac, ale zapytalem go sie, czy mu ta ksiazka przyniesie jakas korzysc? On powiada: "Zadnej, wzialem – mowi – moze komus daruje". – Podarujcie mi, ja te ksiazke oddam do muzeum.

Kiedy przyjechalem na kwatere, pokazalem ksiazke oficerom sztabu i uradzilismy, ze to jest "bialy kruk" i ze nalezaloby ja oddac generalowi Andersowi. Napisalem dedykacje, a poniewaz osobiscie nie moglem jechac, w moim imieniu plk Bakiewicz te "Dziela malarskie" wreczyl generalowi Andersowi 27).

Godzi sie tu przywolac jeszcze jedna relacje swiadka zdobycia zamku Mussoliniego. Jak wspomniano, w dniu 20 lipca 2004 roku na lamach londynskiego "Dziennika Polskiego" ukazal sie artykul Zofii Sikorskiej-Raschka poswiecony historii albumu Wyspianskiego. W kilka dni pozniej, 29 lipca, do redakcji "Dziennika Polskiego" nadeslal list blizej nieznany Andrzej Grochowski z hrabstwa Kent, w ktorym czytamy, ze on takze byl w dniu 27 pazdziernika 1944 roku w zamku Mussoliniego:

Cenny album malarstwa Wyspianskiego, ofiarowany Mussoliniemu w podziece za interwencje w sprawie 103 profesorow, znalezli zolnierze 2. Brygady Strzelcow Karpackich (5. oraz 6. Baon DSK) w zdobytym zamczysku Rocca della Caminate kolo Predappio. Jako artylerzysta wspierajacy naszych piechurow, wszedlem do tego zamku w kilka godzin po jego zdobyciu. Niemcy przed wycofaniem sie zdemolowali archiwum i biblioteke. Na parterze, na pieknej podlodze lezaly porozrzucane setki albo nawet pare tysiecy fotografii, laurek, dyplomow, drukow itd. ze zbiorow upominkow ofiarowanych Mussoliniemu. Moj podoficer, bodajze kapral, magister praw Zygmunt Rappaport, pokazal mi i fotoportret Czangkaiszeka z wlasnoreczna dedykacja 28).

Ani Lechowicz, ani Grochowski nie podaja nazwiska zolnierza, ktory znalazl album Wyspianskiego. Nazwisko to podaje natomiast Wladyslaw Sznarbachowski w liscie do Rozglosni Radia Wolnej Europy. Okazuje sie, ze opowiesc o dziejach albumu z dzielami malarskimi Wyspianskiego Kielanowski wyglosil na antenie Radia Wolna Europa na poczatku grudnia 1971 roku. W dniu 12 grudnia tego roku wzmiankowany Wladyslaw Sznarbachowski sporzadzil Notatke, ktora przeslal do dyrektora Rozglosni, Jana Nowaka-Jezioranskiego. Przypomnial w niej tresc zapiskow Luciany Frassati z jej ksiazki Il destino passa per Varsavia, a takze istotna informacje, iz ksiazke odnalazl i ocalil porucznik Jan Bielatowicz, zmarly przed kilku laty pisarz polski, ktory brat udzial w zdobyciu zamku Rocca delle Caminate, gdzie w swej bibliotece Mussolini umiescil dzielo Wyspianskiego 29). Ta wersja kloci sie nieco z przedstawiona przez plk. Lechowicza, ktory pisal o zolnierzu, ktory jakoby nie zdawal sobie sprawy z wartosci albumu i tylko dlatego bez zalu oddal go dowodcy. Jesli to byl w rzeczy samej Bielatowicz, to zapewne mial on pelna swiadomosc wartosci ksiegi. Ale mial tez swiadomosc wagi hierarchii w armii. Wiedzial, ze prostemu kapralowi nie godzi sie pod zadnym pozorem odmowic prosbie podpulkownika. Totez oddal album, choc z cala pewnoscia z wielkim zalem.

Warto tu przywolac chocby w najwiekszym skrocie sylwetke Jana Bielatowicza. Urodzil sie w Tarnowie w 1913 roku. Po ukonczeniu znanego I Gimnazjum im. Kazimierza Brodzinskiego w 1931 roku podjal studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellonskim. Przez pewien czas byl prezesem Kola Naukowego Polonistow. Jeszcze w szkole sredniej probowal sil jako publicysta w pismach: "Czyn" oraz "Nowe Zycie". W czasie studiow nawiazal wspolprace z "Glosem Narodu", "Prosto z mostu", a takze poznanskim "Oredownikiem". W 1937 roku opracowal antologie Poezja mlodego Podhala (ze wstepem Stanislawa Pigonia). Przez caly okres sluzby w armii polskiej (sluzyl w 3 Batalionie Brygady Strzelcow Karpackich), pisal do pism Armii Polskiej ("Gazety Polskiej", "Orla Bialego", "Kuriera Polskiego w Bagdadzie", "Dziennika Zolnierza APW" [Armii Polskiej na Wschodzie] i innych). Po wojnie mieszkal w Londynie. Redagowal tu kilka pism polonijnych. Oglosil tez pare tomow swoich prac, w tym popularna "Ksiazeczke" – tomik wspomnien z dziecinstwa. Zmarl w Londynie w 1965 roku, po kilkuletniej chorobie. To chyba zatem nie byl przypadek, ze wlasnie on uratowal album Wyspianskiego. Ale tez nie przypadek, ze przekazal ksiege dowodcy, ktory ja uratowal, podejmujac decyzje o przekazaniu jej gen. Wladyslawowi Andersowi a).


4

Dziela malarskie Wyspianskiego powedrowaly w 1944 roku wraz z gen. Andersem spod Predappio – przez Bolonie – do Londynu. W bibliotece Generala spoczywaly przez cale 25 lat, az do smierci legendarnego wodza II Korpusu Polskiego, ktora nastapila w 1970 roku. Po jego smierci album trafil – wraz z cala pozostala zawartoscia prywatnej biblioteki Generala – do londynskiego Instytutu Historycznego i Muzeum Generala Sikorskiego, do Sali im. gen. Andersa. Stad w 1972 roku – za zgoda owczesnego dyrektora Instytutu, Ryszarda Dembinskiego, wypozyczyl go Leopold Kielanowski – znany na emigracji aktor i rezyser teatralny, pisarz i krytyk w jednej osobie.

Kielanowski byl organizatorem i przez wiele lata kierownikiem artystycznym dzialajacego w Londynie Polskiego Teatru na Obczyznie. Przez dwadziescia lat wspolpracowal scisle z Radiem Wolna Europa.

Delikatnoscia obejscia, dyplomatycznym taktem, bez ktorego nie ma kultury dyplomatycznej zjednywal sobie srodowisko. (...) Ceniony przez gen. Andersa i ambasadora Edwarda Raczynskiego, Pan Leopold stal sie na emigracji i nie tylko, autorytetem w sprawach teatru 30).

Lwowianin z urodzenia, od wczesnej mlodosci byl Kielanowski wielbicielem i tworczosci Wyspianskiego. Niejeden raz przenosil na deski teatru poszczegolne dramaty uwielbianego pisarza. Teraz, u progu lat siedemdziesiatych, postanowil wystawic "Wyzwolenie". Dyrektor Instytutu Historycznego zwrocil mu uwage na pozyskany wlasnie do Sali im. gen. Andersa tom: Dziela malarskie Wyspianskiego. Co wiecej, wypozyczyl mu ow tom. Kielanowski wystawil sztuke Wyspianskiego z wielkim powodzeniem jeszcze w 1972 roku. Zarazem na temat dziejow ksiegi wyglosil pogawedke w Radiu Wolna Europa, ktora zreszta wkrotce oglosil drukiem na lamach pisma "Na antenie" 31). Jako czlowiek, ktory od wczesnej mlodosci pokochal tworczosc Wyspianskiego, nie zdobyl sie na rozstanie z pamiatkowym tomem. Najprawdopodobniej za zgoda owczesnego dyrektora Instytutu Historycznego pozostawil go tez w swoim ksiegozbiorze. Pozostal tam az do jego smierci.

W dniu 8 listopada 2004 roku w gabinecie Rektora Uniwersytetu Jagiellonskiego stawil sie prosto z Londynu dr Andrew Meeson-Kielanowski z Malzonka w towarzystwie pp. Miroslawy i Krzysztofa Moczuradow z Krakowa. Dr Meeson-Kielanowski, synowiec Leopolda Kielanowskiego, wreczyl Rektorowi UJ tom Dziel malarskich Wyspianskiego z prosba o zlozenie go w Bibliotece Jagiellonskiej. Byla to wola obecnych wladz Instytutu Historycznego i Muzeum Wladyslawa Sikorskiego a takze rodziny Leopolda Kielanowskiego. Rektor spelnil wole ofiarodawcow.

Tak oto domknela sie dluga pielgrzymka albumu wydanego przed 80 laty. Wedrowal ow album po Europie roznymi drogami. Byl w posiadaniu dyplomatow, dyktatora Wloch, prostego zolnierza, generala Andersa, czlowieka teatru. Jego historia jest swoistym przyczynkiem do naszej historii ostatnich osiemdziesieciu lat. Przypomina dramatyczne losy narodu, budzi wspomnienia.

Pisal w III wieku rzymski pisarz, Terentianus Maurus: Habent sua tata libelli! Rzeczywiscie. I ksiazki maja swoje losy! Przywolana w tym szkicu historia Dziel malarskich Wyspianskiego w pelni to potwierdza. Nalezy zyczyc sobie, aby ksiega pozostala juz na zawsze w zbiorach Biblioteki Jagiellonskiej. Aby odtad pelnila role, jaka przypisali jej wydawcy: aby radowala kolejne pokolenia czytelnikow. Fiat.

Franciszek Ziejka, Miasto poetow (s. 331-341), Universitas, Krakow 2005, 538s.




Przypisy:
  1. T. Sinko, Album malarskie Wyspianskiego, "Czas" 1926, nr 36.   (powrot)

  2. M. Treter, Stanislaw Wyspianski: "Dziela malarskie", "Warszawianka" 1926, nr 93.   (powrot)

  3. W. Kozicki, Monumentalne wydawnictwo, "Slowo Polskie" 1926, nr 93.   (powrot)

  4. M. Dabrowski, Z ostatnich nowosci wydawniczych, "Kurier Literacko-Naukowy" 1926, nr 74 (dod. do IKC z 15 III 1926).   (powrot)

  5. Pisali o tym tomie takze inni krytycy, m.in. T. Szydlowski ("Przeglad Wspolczesny" 1926, t. 17, nr 49), J. Kleczynski ("Kurier Warszawski" 1926, nr 53), P. Smolik ("Naprzod" 1926, nr 61).   (powrot)

  6. S. Wyspianski, Exegi monumentum..., w: S. Wyspianski, Dziela malarskie, Warszawa-Bydgoszcz 1925, s. 10. Fragment tego teksu Przybyszewski oglosil w tym samym czasie w pismie: "Sztuki Piekne" r. 2 (1925/26), nr 1, s. 28-30. Pozniej calosc wlaczyl do tomu wspomnien pt. Moi wspolczesni. Wsrod swoich, Warszawa 1930.   (powrot)

  7. Tamze, s. 12.   (powrot)

  8. W zwiazku z ewakuacja z Krakowa wszystkich wladz cywilnych, a takze garnizonu wojskowego, w dniu 4 wrzesnia powolano do zycia 20-osobowy Obywatelski Komitet Pomocy, na czele ktorego stanal metropolita krakowski, abp Adam Sapieha. Wiceprezesem zostal prof. Stanislaw Kutrzeba, sekretarzem generalnym – prof. Ludwik Piotrowicz. Komitet powolal Straz Obywatelska. W tym samym dniu radni powolali na prezydenta miasta dr. Stanislawa Klimeckiego.   (powrot)

  9. Por. J. Buszko i I. Paczynska, Podstepne uwiezienie profesor6w Uniwersytetu Jagiellonskiego i Akademii Gorniczej (6 XI. 1939 r.). Dokumenty, Krakow 1995, s. 17.   (powrot)

  10. Por. J. Buszko, Akcja solidarnosciowa na rzecz profesorow krakowskich aresztowanych w ramach tzw. Sonderaktion, "Studia Historyczne", r. XXIV, 1981, z. 3, s. 441-470.   (powrot)

  11. Por. J. Bochenski, Wspomnienia, Krakow 1993, s. 144 passim.   (powrot)

  12. Por. L. Frassati, Pier Giorgio Frassati, czlowiek osmiu blogoslawienstw, przeklad B. Sieroszewskiej i St. W. Gaudyna, Warszawa 1980.   (powrot)

  13. Por. J. Mayer, O Stanislawie Pigoniu w pierwszym roku wojny – z zapomnianej ksiazki wloskiej z 1949 roku, w: Cz. Klak (red.), Wokol Stanislawa Pigonia. Nad warsztatem naukowym i literackim Uczonego. Rzeszow 1983, s. 133-156.   (powrot)

  14. Por. L. Kielanowski, Dzieje pewnej ksiegi, "Na antenie" 1972, V, s. 18-20. Jest to zapis audycji radiowej nadanej w rozglosni polskiej Radia Wolna Europa. Glownym tematem jest album Wyspianskiego: Dziela malarskie.   (powrot)

  15. Por. Z. Sikorska-Ratschka, Dzieje pewnego albumu, "Dziennik Polski" [Londyn], 20 VII 2004.   (powrot)

  16. Miala przekazac 800 dolarow dla owych rodzin w 1940 roku (por. J. Zaborowski, S. Poznanski, Sonderaktion Krakau. W dwudziesta piata rocznice 6 listopada 1939, Warszawa 1964, s. 139-140).   (powrot)

  17. Por. J. Buszko, I. Paczynska, Podstepne uwiezienie profesorow..., dz. cyt., s. 543.   (powrot)

  18. Niemcy zdecydowali, ze podstawa upowazniajaca dana osobe do zwolnienia z obozu bylo przekroczenie 40. roku zycia. W praktyce nie we wszystkich przypadkach zastosowano ten zapis. Trzeba takze pamietac, ze odmowiono zwolnienia profesorom pochodzenia zydowskiego.   (powrot)

  19. O. Bochenski nosil imiona: Jozef Maria. W zakonie dominikanow przyjal imie Innocentego.   (powrot)

  20. Tzn. u Mussoliniego.   (powrot)

  21. L. Frassati-Gawronska, Przeznaczenie nie omija Warszawy, przeklad J. Tygielski, Warszawa 2003, s. 146. We wloskiej wersji wspomnien Luciany Frassati-Gawronskiej, z 1949 roku Autorka podaje, ze dedykacje Mussoliniemu ulozyli oboje, a ona sama wpisala ja do albumu. Czy tak bylo, trudno dochodzic. Jedno jest pewne: calosc dedykacji napisana zostala przez jedna osobe, najpewniej przez o. Bochenskiego, natomiast wloski tekst zredagowala wczesniej Luciana Frassati-Gawronska. O. Bochenski pisze w swoich Wspomnieniach, ze to on osobiscie opatrzyl ksiege dedykacja.   (powrot)

  22. Przeklad: 103 profesorow Uniwersytetu Krakowskiego, uratowanych z teutonskiego meczenstwa dzieki Waszemu, Duce, wstawiennictwu, wyraza swoje oddanie i wdziecznosc za ponowne ukazanie swiatu wartosci i slawy wloskiej kultury. W imieniu kolegow J. M. Bochenski z Uniwersytetu Jagiellonskiego w Krakowie. 18 lutego 1940 r.   (powrot)

  23. Mussolini urodzil sie wlasciwie we wsi Dovia kolo Predappio w dniu 291ipca 1883 roku. Istnieje sporo rozbieznosci co do przodkow dyktatora. Na tablicy umieszczonej w Dovia ojciec jego mial byc wiesniakiem i pracowac w kuzni. Tymczasem Andrzej Grochowski ("Dziennik Polski" [Londyn] 29 VII 2004) podaje, ze jego dziadek byl oficerem, a matka kierowniczka szkoly.   (powrot)

  24. Predappio juz w latach dwudziestych XX wieku uznane zostalo za stolice wloskiego faszyzmu. W ciagu wielu lat odbywali do niego pielgrzymki faszystowscy fanatyczni wielbiciele Mussoliniego. Dom rodzinny dyktatora zamieniono na muzeum. Znamienne, ze takze i dzis do tego szesciotysiecznego miasteczka ciagna zastepy neofaszystow...   (powrot)

  25. L. Kielanowski, Dzieje pewnej ksiegi, dz. cyt., s. 20.   (powrot)

  26. Zamek ten mial swoja dluga historie: zbudowano go w XI wieku na ruinach starozytnej fortyfikacji. Przez wieki byl wlasnoscia rodu Sforzow. Zamek runal w gruzach w 1870 roku, w czasie trzesienia ziemi. Odbudowany, w 1927 roku zostal ofiarowany na letnia rezydencje Benito Mussoliniemu. W tej swojej rezydencji odpoczywal Mussolini; to bylo ulubione miejsce wywczasow jego zony Racheli.   (powrot)

  27. L. Kielanowski, Dzieje pewnej ksiegi, dz. cyt., s. 20.   (powrot)

  28. Por. A. Grochowski, Listy do redakcji, "Dziennik Polski" [Londyn] 29 VII 2004.   (powrot)

  29. W. Sznarbachowski, Notatka. Maszynopis w zbiorach BJ.   (powrot)

  30. T. Nowakowski, Na tropach legendy [Przedmowa do:] L. Kielanowski, Odyseja Wladyslawa Warnenczyka, Londyn 1991, s. 11. Szerzej na temat Leopolda Kielanowskiego: K. Fajcher-Akhart (red.), O Leopoldzie Kielanowskim. Wspomnienia – szkice teatralne – dokumenty, Londyn 1994.   (powrot)

  31. Por. przypis nr 14.   (powrot)


  1. Chodzi prawdopodobnie o Wlodzimierza Sznarbachowskiego, nie Wladyslawa. Mam pewne watpliwosci, co do uznania za prawdziwa wersje Wlodzimierza Sznarbachowskiego, ze znalazca albumu Wyspianskiego w zameczku Mussoliniego byl Jan Bielatowicz. Otoz Jan Bielatowicz w swoich pismach nigdzie o tym nie wspomnial, w szczegolnosci nie wspomnial o tym w zbiorze swoich szkicow Passeggiata. Szkice wloskie. Instytut Literacki, Rzym 1947. Byla to doslownie jedna z pierwszych ksiazek wydanych przez Instytut Literacki, jeszcze wtedy w Rzymie.

    Jan Bielatowicz nie byl zawodowym wojskowym, byl intelektualista i gawedziarzem (autorem m.in. gawed o Uniwersytecie Jagiellonskim pt. Gaude Mater Polonia), a przy tym endekiem. Wydaje mi sie, trudnym do wyobrazenia sobie, aby przez dwadziescia lat po wojnie kierowala nim jakas trudna do sprecyzowania i wyjasnienia lojalnosc wobec wojska czy gen. Andersa (ktory nie byl endekiem), ktora nakazalaby Bielatowiczowi przemilczec wlasnie fakt, ze to on znalazl byl te ksiazke, co przeciez nie mialo nic wspolnego ze sprawami wojskowymi czy politycznymi. A ta slynna ksiazka byla przeciez wtedy w Londynie, gdzie mieszkal.

    Z kolei Wlodzimierz Sznarbachowski byl zasluzonym dziennikarzem i publicysta Rozglosni Polska Radia Europa, specjalizujacym sie tematyce zachodnich partii komunistycznych. Rzeczywiscie znal doskonale Wlochy i jezyk wloski. Jako dziennikarz nie byl kims, kto zawsze badal podawane fakty scisle i do konca. Notatka Sznarbachowskiego dla RWE istnieje, lecz nie wiadomo, jak dalece jest wiarygodna. Nie zyje juz nikt z osob, ktorych ona dotyczy, nie zyje rowniez Jan Nowak-Jezioranski, owczesny Dyrektor Rozglosni Polskiej RWE. W swoim tomie pamietnikow z RWE pt. Polska z oddali, Jan Nowak kilkakrotnie wspomina Sznarbachowskiego, jednak nie wspomina tej historii.

    Rozstrzygajaca bylaby tylko jakas notatka o tym pozostawiona przez Jana Bielatowicza. – (Andrzej Kobos)   (powrot)






Franciszek Ziejka
(fot. Andrzej Kobos, 2006)

Franciszek Ziejka ur. 1940, dr nauk humanistycznych, profesor Uniwersytetu Jagiellonskiego, kierownik Katedry Historii Literatury Pozytywizmu i Mlodej Polski w Instytucie Filologii Polskiej UJ. Byly wykladowca jezyka i kultury polskiej na Uniwersytecie Prowansalskim w Aix-en-Provance, na Uniwersytecie w Lizbonie oraz w Institut National des Langues et Civilisations Orientales (Paris III – Nouvelle Sorbonne). W latach 1990-1993 dziekan Wydzialu Filologicznego UJ; latach 1993-1999 prorektor ds. ogolnych, a w latach 1999-2005 rektor Uniwersytetu Jagiellonskiego. Czlonek czynny Polskiej Akademii Umiejetnosci (od 2002 r. ; czl. korespondent od 1996 r.). Od 2005 r. Przewodniczacy Spolecznego Komitetu Odnowy Zabytkow Krakowa.

Autor szeregu ksiazek, m.in. : Studia polsko-prowansalskie. Prace Komisji Historycznoliterackiej Polskiej Akademii Nauk, Oddzial w Krakowie, Nr 38. Zaklad Narodowy imienia Ossolinskich. Wroclaw-Warszawa-Krakow-Gdansk, 1977. 122s. ; Zlota legenda chlopow polskich. Panstwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1984, 422s. ; W kregu mitow polskich. Wyd. II poszerzone, Wydawnictwo Literackie, Krakow 1997, 440s. ; Miasto poetow. Studia i szkice. Universitas, Krakow 2005. 538s. Laureat kilku nagrod naukowych i literackich.








Copyright © 1997-2006 Zwoje