Wyklad wygloszony na polsko-wegierskiej sesji naukowej, zatytulowanej: "Wierchy. Gory w historii kultury i cywilizacji Europy Srodkowej" w Polskiej Akademii Umiejetnosci w Krakowie, 21-22 pazdziernika 2005.

Dziekuje serdecznie Panu Dr. hab. Stanislawowi Sroce za udostepnienie mi tego wykladu i ilustracji kopii listu zbojnikow do publikacji w Zwojach.

Andrzej Kobos





JANOSIK I JEGO POPRZEDNICY
W ZBOJNICKIM RZEMIOSLE W KARPATACH





STANISLAW A. SROKA



18 marca 1713 r. na rynku w Liptowskim Mikulaszu powieszono na haku za lewe zebro zbojnika, Jerzego Janosika. W chwili smierci mial zaledwie 25 lat i niecale dwa lata zbojowania za soba. Niewiele wiemy o jego dzialalnosci jako zbojnika, a mimo to Janosik uchodzi za narodowego bohatera na Slowacji, jego biogramy mozna spotkac prawie we wszystkich encyklopediach, nawet w renomowanej Encyklopedii Larousse'a. W jego rodzinnej wsi Terchova wybudowano mu olbrzymi pomnik, a kinematografia zarowno slowacka jak i polska poswiecila mu niejeden film. Na poczatku XX wieku pomiedzy muzealnikami slowackimi i wegierskimi rozgorzal prawdziwy miedzynarodowy konflikt o czapke Janosika, ktora do dzisiaj mozna podziwiac w muzeum w Ruzomberku. Etnografowie i historycy od dluzszego czasu usiluja znalezc przekonywujace argumenty, ktore by tlumaczyly dlaczego akurat ten zbojnik, niczym nie rozniacy sie od innych, stal sie tak slawny, a jego slawa daleko wykroczyla poza granice panstwa.




Wladyslaw Skoczylas: Glowa Janosika.
Drzeworyt na gruszce, 1923, 21.7 x 21.2 cm.


Zanim jednak zajme sie blizej historyczna postacia Janosika, przyjrzyjmy sie jego poprzednikom w zbojeckim rzemiosle w Karpatach, glownie na owczesnym pograniczu polsko-wegierskim. Pogranicze to bylo bardzo niespokojne, a wszelakim rozbojom na tym terenie sprzyjal chaos panujacy w XV wieku na terenie polnocnych Wegier. Rowniez sasiednie tereny nie byly wolne od wszelkiej masci rozbojnikow. Tytulem przykladu mozna wymienic grasujacego w tym czasie na Zywiecczyznie i w okolicach Barwaldu Wlodka Skarzynskiego, ktory swoja dzialalnosc uprawial, co ciekawe, wraz ze swoja zona Katarzyna.

Na pogranicznym polsko-wegierskim, rozboje byly wyjatkowo liczne. Bardzo preznie rozwijajacy sie handel pomiedzy Bardiowem a pogranicznymi miastami polskimi powodowal, ze liczne karawany kupieckie podazaly kretymi, gorskimi drogami. To wlasnie one na przestrzeni XV wieku na tym terenie byly ulubionymi obiektami dokonywanych przez rabusiow napadow. Doszlo do tego, ze szczesliwa wyprawa kupca jednego z pogranicznych miasteczek do Bardiowa lub z powrotem nalezala do rzadkosci. Rozbojem na tym terenie trudnili sie nie tylko pospolici przestepcy, ale rowniez wysocy tamtejsi urzednicy. Mam tutaj na mysli przede wszystkim braci Piotra i Mikolaja Komorowskich, zupanow Liptowa i Orawy. Wykorzystujac panujaca anarchie zapewniali bezpieczenstwo roznym bandom zlodziei i rabusiow. Wsrod ich poplecznikow byli rowniez tzw. bratczycy, czyli bandy zoldactwa wynajmujace sie za pieniadze.

Rozboje na pograniczu polsko-wegierskim mozemy dokladnie zbadac w oparciu o archiwum w Bardiowie, ktore przetrwalo do naszych czasow w nietknietej postaci od Sredniowiecza. Posiada ono ponad trzy tysiace dokumentow sredniowiecznych oraz ponad sto ksiag z tego czasu. Mozemy zatem czytac nie tylko prosby o zwrot skradzionych towarow, niekiedy z bardzo dokladnym opisem okolicznosci rozboju, ale rowniez poswiecic sie lekturze spisu krow z polowy XV wieku Takich zrodel badacz dziejow miast malopolskich moze tylko pozazdroscic. Dla wspolczesnego czytelnika stanowia one prawdziwe bogactwo na temat zycia kupcow, ktorym przyszlo handlowac na polsko-wegierskim pograniczu. Wydawac by sie moglo, ze teren ten powinien byc bardzo spokojny z uwagi na przyjacielskie wiezy laczace Polske i Wegry (przyslowie: "Polak, Wegier dwa bratanki i do szabli i do szklanki" ; restauracja "Szabla i szklanka"). Jednakze owe przyjacielskie kontakty pomiedzy tymi krajami trudno odniesc do polowy XV wieku oraz do drugiej polowy tego stulecia. Poza tym pogranicze rzadzilo sie innymi prawami anizeli oficjalne kontakty pomiedzy panujacymi dynastiami.

W archiwum w Bardiowie zachowal sie swoistego rodzaju sredniowieczny list zbojnikow, skierowany do Bardiowa, a bedacy wypowiedzeniem przez grupe zbojnikow wojny temu miastu za to, ze ci powiesili czterech ich wspolbraci. Grozili Bardiowowi zemsta na jego mieszkancach, jesli do trzech tygodni nie otrzymaja 400 florenow. Okup ten miasto mialo zlozyc badz w klasztorze w Mogile pod Krakowem, badz u kartuzow w Lechnicy na Spiszu (tzw. Czerwony Klasztor). Na dole dokumentu widac po lewej stronie szubienice z powieszonymi, i napisami nad nimi, ze byli niewinni. Autorzy tego dziwnego listu pod jego trescia nakreslili tez szable, miotle, ogien, rusznice oraz nazwy szesciu miejscowosci: Orawy, Murania, Dunajca, Sanoka, Rymanowa i Przemysla. Pod kazda z tych nazw widac wypalona dziure. Nakreslone przedmioty mialy symbolizowac rodzaj zemsty na bardiowskich mieszczanach. Na samym dole dokumentu, w miejscu gdzie zazwyczaj wisi lub jest odcisnieta pieczec wystawcy, zbojcy przywiazali niewielka miotle.




Sredniowieczny list zbojnikow do miasteczka Bardiow
Archiwum w Bardiowie


Przewazajaca liczba zachowanych w archiwum w Bardiowie dokumentow wspomina o malych rozbojach, kradziezach czy tez bojkach. Dla zilustrowania tego typu przestepstw warto posluzyc sie tutaj kilkoma przykladami. W 1452 roku soltysowi z Czergowej grasanci zabrali konie. Zwierzeta te stanowily nie tylko w Sredniowieczu duza wartosc dla swoich wlascicieli. W rece rozbojnikow wpadaly wszelkiego rodzaju towary wiezione przez kupcow. Dosyc czesto bylo to wino, sprowadzane z Wegier do pogranicznych polskich miasteczek. Na przyklad Andrzej Stadnicki sprowadzal wino dla swojej bedacej w pologu zony. Napastnicy nie gardzili tez miedzia i zelazem. Zlodzieje kradli tez inne towary: motki przedzy, ryby, ubrania, pieniadze, futra; nie gardzono tez zywym inwentarzem w postaci swin. Rozbojnicy nie wahali sie nawet napasc na kosciol w Zmigrodzie, do czego doszlo w 1474 roku. Pleban zmigrodzki Jakub wyslal potem do Bardiowa posla z pieniedzmi celem wykupienia wyposazenia obrabowanej swiatyni. Tak sie bowiem zlozylo, ze jeden mszal oraz kielich z tegoz kosciola znajduja sie u proboszcza w Bardiowie. Trudno przypuscic, aby byl on w jakikolwiek sposob zamieszany w napad na kosciol w Zmigrodzie, raczej zlodzieje po dokonaniu rabunku sprzedali mu skradzione koscielne paramenta.

Przestepcy grasujacy na polsko-wegierskim pograniczu grabili nie tylko kupieckie towary, ale porywali tez ludzi, starajac sie pozniej uzyskac za nich odpowiedni okup. Grasanci atakujacy ludzi na terenach pogranicznych pomiedzy Polska a Wegrami nie robili wyjatkow dla przedstawicieli bogatych moznowladczych rodow, ani tez dla krolewskich poslancow. W 1479 roku Kazimierz Jagiellonczyk zwrocil sie do Bardiowa z prosba o naprawienie krzywd Janowi Ossolinskiemu w zwiazku z ograbieniem go podczas powrotu z Wegier do Polski. Niebezpieczenstwa kupieckich peregrynacji spowodowaly, ze co bardziej zapobiegliwi przed wyruszeniem w podroz zapewniali sobie w drugim kraju glejt bezpieczenstwa dla siebie i wiezionych towarow.

Najwieksze zagrozenie dla kupcow handlujacych pomiedzy pogranicznymi miasteczkami stanowily zamki w Makowicy i Brzozowicy, polozone na drodze z Bardiowa do Zmigrodu. Z nich dokonywano najwiecej rozbojow, a tamtejszy burgrabia najwyrazniej byl w zmowie z grasantami, udzielajac im schronienia, i nie reagujac na wszelkie monity i upomnienia dotyczace poczynionych rozbojow. Doszlo nawet do tego, ze poddani z Makowicy zawiesili na bramie miasta Zmigrodu list z pogrozkami, w ktorym domagali sie zadoscuczynienia za zabicie ich towarzysza. Ton tego listu jest podobny do wspomnianego wyzej listu grupy zbojnikow wyslanego do Bardiowa.

Obok pojedynczych rabusiow czyhajacych na ograbienie podrozujacych kupcow, na pograniczu polsko-wegierskim dzialaly zorganizowane grupy zbojeckie, liczace nawet do stu ludzi. Ich przywodcy sa dobrze znani. Do najwiekszych rozbojnikow na tym terenie zaliczyc mozna: Tomasza z Tarczy i Lipan, Pobude oraz Ratkowicza. Na poczatku lat 1460. duze zgromadzenie rabusiow znajdowalo sie na gorze Homola, niedaleko Kroscienka. Stanowili oni zagrozenie zarowno dla Bardiowa, jak i pogranicznych polskich miast. W ich zwalczanie zaangazowal sie podskarbi koronny Jakub z Debna, obiecujac radzie miejskiej w Bardiowie wyslanie odpowiednich posilkow.

Plaga rozbojow dokonywanych na pograniczu polsko-wegierskim, zwlaszcza okolo polowy XV wieku, sklonila osoby odpowiedzialne za bezpieczenstwo tego obszaru do podjecia dzialan. O roznych krokach sluzacych wytepieniu zloczyncow slyszymy juz od poczatku lat 1450. W 1463 r. odbyly sie rokowania pomiedzy Niedzica i Czorsztynem – zatem na samej owczesnej granicy polsko-wegierskiej – pomiedzy Jakubem z Debna a starosta Gornych Wegier Stefanem Zapolya. Jakub z Debna zobowiazal sie tepic rozbojnikow na podlegajacym mu terenie, a Zapolya na swoich ziemiach. Wbrew jednak zawartemu porozumieniu dalej dokonywal rozbojow Tomasz z Tarczy, na co skarzyli sie mieszczanie sadeccy. Sam Debinski przypuszczal, ze tym napadom sprzyjal Zapolya, co tym bardziej poddawalo w watpliwosc dopiero co zawarte porozumienie. Wydaje sie, ze sami dostojnicy nie byli sklonni do jakis bardziej zdecydowanych dzialan albo w trosce o swoje bezpieczenstwo, albo dlatego, ze byli mniej lub bardziej w zmowie ze zbojnikami, czerpiac z tego oczywiscie profity.

Rozboje na pograniczu polsko-wegierskim stanowily powazny problem dla obu krajow. Napady i lupiestwa na kupcach handlujacych pomiedzy pogranicznymi miasteczkami nie sprzyjaly rozwojowi gospodarczemu tego regionu. Z drugiej strony rabusie znajdowali schronienie w zamkach dostojnikow, zarowno polskich jak i wegierskich, ktorych zadaniem bylo zapewnienie bezpieczenstwa na tym terenie. Przyczyna takiego stanu rzeczy byl niewatpliwie chaos na terenie Gornych Wegier poczawszy od polowy XV wieku, ktory sprzyjal dzialalnosci roznej masci rozbojnikow i grup zbojeckich. Brak silnej wladzy politycznej i administracyjnej musial prowadzic do rozprzezenia, w wyniku ktorego rabusie czuli sie prawie bezkarnie na tym gorzystym terenie. Zarowno proby rozprawienia sie z nimi sila, jak tez proby nawiazania z nimi rozmow pokojowych konczyly sie fiaskiem. Ta rozbojnicza dzialalnosc znajdowala w wiekach nastepnych nasladowcow, sposrod ktorych najwieksza slawe zdobyl slowacki rozbojnik Janosik, ktorego rozboje przeszly do legendy wsrod ludnosci polsko-wegierskiego pogranicza.


* * *

Janosik przyszedl na swiat w 1688 roku we wsi Terchova na Liptowie. Otrzymal imie Jerzego i tak tez jest znany na Slowacji, u nas natomiast bardziej popularna i zarazem jedyna forma jego imienia jest Janosik, czyli jego nazwisko. Niewiele wiemy o dziecinstwie i mlodzienczych latach Janosika. Prawdopodobnie wzial udzial w powstaniu kurucow, ktore w 1703 roku wybuchlo na ziemiach wegierskich. Bylo to powstanie antyhabsburskie, a jego wodzem zostal magnat Franciszek Rakoczy. Przypuszcza sie, ze Janosik zaciagnal sie dobrowolnie do wojska kurucow gdzies w latach 1706-1708, majac okolo 18-20 lat. Nie pobyl w nim zbyt dlugo, skoro w 1711 roku byl juz zbojnikiem.

Po opuszczeniu wojsk powstanczych Janosik powrocil do rodzinnej wsi. Na razie nic nie wskazywalo na to, ze za kilka lat wstapi on na rozbojnicza droge, ktora przyniesie mu z kolei niesmiertelna slawe. Zajal sie rodzinnym gospodarstwem prowadzac je wraz ze swoim bratem. Najwyrazniej jednak mloda krew burzyla sie mocno kierujac mysli mlodego Janosika ku zolnierskiej przygodzie. Postanowil on opuscic Terchova i wstapil tym razem do armii cesarskiej. Ten krotki pobyt w wojsku habsburskim byl, jak sie okazalo, decydujacym okresem w zyciu Janosika. Zostal on przydzielony do oddzialu stojacego na zamku w Bytczy. Sam zamek, majacy dawny sredniowieczny rodowod, sluzyl takze jako wiezienie, w ktorego lochach trzymano roznych przestepcow. Janosikowi przypadlo w udziale pilnowanie groznego zbojnika, Tomasza Uhorczika, ktory siedzial w tamtejszym wiezieniu od 1710 roku. I wlasnie wowczas pomiedzy wiezniem a jego straznikiem nawiazala sie jakas blizsza nic przyjazni. Nic wiecej na ten temat nie wiemy, ale ta znajomosc okazala sie byc decydujacym momentem w zyciu Janosika. Gdy bowiem rodzicom mlodego Janosika udalo sie wykupic go z wojska, aby mogl powrocic w rodzinne strony i gospodarowac na ojcowiznie, to wlasnie tam, w Terchovej, odnalazl go Tomasz Uhorczik, ktory – prawdopodobnie z pomoca Janosika – zbiegl z wiezienia w Bytczy. Jak wynika z protokolow przesluchania Janosika i Tomasza Uhorczika, do wybrania zbojnickiej drogi namowil Janosika Uhorczik przedstawiajac mu szerokie mozliwosci latwego dorobienia sie. Sam Uhorczik przed sadem zaprzeczal takiemu przebiegowi wydarzen twierdzac, ze nikogo do zbojnictwa nie namawial, a jedynie widzac wole Janosika zostania zbojnikiem, zaproponowal mu, aby poszedl z nim razem na Morawy, obiecujac mu zarazem nieduzy zarobek na tej wyprawie. Janosik udal sie wraz z Uhorczikiem na Morawy, gdzie zrabowali plotno na koszule. Byl to pierwszy zbojnicki lup Janosika.

Janosik, po zlozeniu odpowiedniej przysiegi, przystal do zbojnickiej bandy okolo dnia sw. Michala, tj. 29 wrzesnia 1711 roku. W miesiacu nastepnym, 5 pazdziernika, jego kompan Tomasz Uhorczik ozenil sie i osiadl na stale we wsi Klenovec, gdzie bacujac prowadzil spokojny zywot pod przybranym nazwiskiem Marcina Mrowca, co mialo uchronic go przed aresztowaniem przez wojska cesarskie. Nie zerwal on jednak kontaktu ze swoimi towarzyszami, a wrecz przeciwnie udzielal im chetnie gosciny i razem z nimi spedzal dlugie zimowe wieczory. Po osiedleniu sie Tomasza Uhorczika w Klenovcu komende nad zbojnicka banda objal Janosik. Byla to zatem wyjatkowo szybka kariera wsrod zbojnikow. Widocznie Uhorczik mial do Janosika wyjatkowe zaufanie, ktorego najwyrazniej nabral podczas pobytu w wiezieniu w Bytczy. Janosik, jako nowy przywodca bandy, czesto zreszta bywal w Klenovcu, gdzie wraz z gospodarzami trwonil zdobyte lupy.

Wszystko, co wiemy o zbojnickich wyczynach Janosika opiera sie na lekturze jego zeznan zlozonych przed sadem w Liptowskim Mikulaszu, jak rowniez na zeznaniach jego kompana Tomasza Uhorczika. Dokonane przez bande Janosika napady trudno dokladnie oznaczyc w czasie i uszeregowac wedlug chronologii. Wiemy tylko, ze mialy miejsce w okresie od wrzesnia 1711 roku do marca 1713 roku. Do wielu z tych rozbojow Janosik przyznal sie podczas procesu. Zilustrujmy to kilkoma przykladami. W gorach w okolicach Kremnicy banda Janosika zlapala pocztowego, ktory ich najpierw poczestowal tytoniem, a potem ujawnil im, ze niebawem pojedzie tedy do Turca na pogrzeb pana Petrycego Jan Radvanszky. Zbojnicy zabrali pocztowemu tyton, a napadnietemu Radvanszky'emu zbrabowali juki. Na Zarach w poblizu Turca napadnieto na hrabiego Pawla Révaia i zabrano mu m.in. srebrna szable, ktora Janosik poczatkowo zatrzymal dla siebie. Nie cieszyl sie nia jednak zbyt dlugo, bo ukradl mu ja niebawem jakis kompan, ktory udawal sie do Polski. Natomiast zrabowane Révaiowi flinty dostaly sie w rece Uhorczika. Do kolejnego rozboju Janosikowej bandy doszlo pod zamkiem Streczno, gdzie napadnieto na plebana z Orawy, ktoremu zabrano kapelusz oraz mantylke. Kapelusz sprzedal niebawem Janosik Uhorczikowi, ktory z kolei zatrzymal dla siebie mantylke. Przy przeprawie przez rzeke Wag w okolicach Sokola ponizej Kralovian, banda Janosika napadla na zone proboszcza z Liptowskiego Jana, ktora poszla nad rzeke po wode. Janosik przed sadem nie pamietal albo nie chcial pamietac, czy zabrano tej kobiecie jakies pieniadze. Zeznal jedynie, ze mantylke napadnietej wzieli Szutkowie. Dwukrotnie Janosik z kompanami dokonal napadu na bogatego kupca z Žyliny, Jana Šipoaa.

Dnia 26 pazdziernika 1712 roku Janosik wraz z Uhorczikiem dostali sie do rak cesarskich hajdukow i zostali osadzeni w wiezieniu na zamku w Hrachovie. Jak wskazuja wspolczesne zrodla hajducy otrzymywali za kazdego zlapanego zywcem zbojnika 50 zlotych, a za zabitego 25 zlotych. Oplacalo im sie zatem dostarczyc zbojnika do najblizszego wiezienia. Pobyt w murach hrachowskiego zamku nie trwal jednak zbyt dlugo, bowiem wstawil sie za nimi podzupan komitatu liptowskiego, Lani. Byl to dobry znajomy Uhorczika, a ten ostatni nadto wystawil Janosikowi alibi twierdzac, ze Janosik przez caly czas byl u niego w Klenovcu i nie trudnil sie rozbojem. Dzieki temu zbojnicy unikneli niechybnie szubienicy i wrocili na wolnosc, do swoich zbojnickich zajec. Z wdziecznosci podarowali podzupanowi piec lisich skorek oraz siedem serow. Podzupan posiadal tez od jakiegos czasu piekna stara flinte, otrzymana od Uhorczika. To ta sama flinta, ktora zbojnicy zrabowali Pawlowi Révaiowi.

Trudno cokolwiek powiedziec o innych przestepstwach Janosika, gdyz do zarzucanych mu roznego rodzaju rozbojow sie nie przyznal lub twierdzil, ze sprawcami ich byli jego towarzysze z bandy. Niewatpliwie jednym z najciezszych przestepstw, jakiego dopuscila sie banda Janosika bylo zabicie proboszcza z Demanicy. Doszlo do tego kolo Faczkowa w poblizu zamku Streczno w momencie, gdy ksiadz pil wode ze studni. Zginal od kul wystrzelonych znienacka przez czlonkow bandy Janosika. Sam harnas nie przyznal sie do dokonania tej zbrodni, ale stwierdzil, ze do ksiedza strzelili jego koledzy, Plaucik z Dunajowa i Turjak Huncaga. To morderstwo niewatpliwie przewazylo szale wyroku sadowego na niekorzysc Janosika i przyczynilo sie do skazania go na kare smierci przez powieszenie na haku. Zabicie proboszcza z Dunajowa, aczkolwiek nie dokonane osobiscie przez Janosika, tylko czlonkow jego bandy, zostalo jako jedyne przestepstwo przytoczone w sentencji sadowego wyroku, ktory podkreslil obecnosc Janosika podczas zastrzelenia ksiedza. Morderstwo to jest to tym bardziej niezrozumiale, poniewaz zbojnicy unikali w swojej dzialalnosci rozlewu krwi, co podkreslal tez Janosik przed sadem. Nasz bohater nie przyznal sie tez do drugiej zbrodni zarzucanej mu przez sad, a mianowicie zabicia w 1712 roku syna kowala z Bobrowca. Na to pytanie Janosik nic nie odpowiedzial, nie wiemy zatem, kto byl sprawca tego czynu.

W troche innych kategoriach nalezy rozpatrywac napady Janosika i jego bandy na hale pasterskie i zabieranie pasterzom owiec, ktore stanowily glowne pozywienie zbojnikow. W trakcie tych napadow przewaznie nie dochodzilo do przemocy, bowiem pasterze byli czesto w zazylych stosunkach ze zbojnikami, a ponadto nieoczekiwana wizyta zbojeckiej bandy stanowila swietny pretekst do urzadzenia zabawy. Co ciekawe, pasterze tlumaczyli potem zaginiecie kilku owiec napadem zbojnikow. Z lektury zeznan zlozonych przez Janosika przed sadem w Liptowskim Mikulaszu wynika ponadto, ze sad interesowal sie rowniez czarami i zabobonami, oskarzajac o nie Janosika i jego towarzyszy.

Pomimo pytan w tym zakresie nie udalo sie uzyskac zadnej odpowiedzi. Rowniez bez echa pozostaly pytania sadu dotyczace bezczeszczenia hostii. Zarzucano zbojnikom, ze po dokonaniu kradziezy hostii przybijali ja do drzewa, a nastepnie po jej przekrwawieniu mieli smarowac nia bron w celu jej uodpornienia. Sad byl ciekaw, czy rzeczywiscie z hostii plynela krew i do czego jej zbojnicy uzywali, ale niestety Janosik na te pytanie nie udzielil zadnych odpowiedzi.

Tyle jestesmy w stanie powiedziec na temat zbojnickiej dzialalnosci Janosika. Trwala ona niecale dwa lata, od wrzesnia 1711 roku do wiosny 1713 roku, kiedy tez Janosik zostal schwytany w Klenovcu i osadzony w wiezieniu w Liptowskim Mikulaszu, gdzie oczekiwal na proces sadowy . Rzeczywisty czas dokonywania przez Janosika rozbojow byl oczywiscie krotszy bowiem okres zimy zbojnicy spedzali zazwyczaj w roznych miejscach ukrywajac sie przed hajdukami. Zima nie sprzyjala tez dokonywaniu rozbojow. Wiemy, ze Janosik bywal czestym gosciem w Klenovcu u Tomasza Uhorczika, ktory wiodl tam zywot spokojnego bacy ukrywajac sie pod przybranym nazwiskiem Marcina Mrowca. Bywal tez w rodzinnej Terchovej, gdzie m.in. obdarowywal miejscowe panny zdobyczami z rozbojow. Byc moze wlasnie te prezenty oraz przystojny wyglad Janosika przyczynily sie do jego slawy po smierci, w odroznieniu od wielu innych zbojnikow, ktorych nazwiska przechowaly sie jedynie w zakurzonych ksiegach sadowych protokolow.

W dniach 16 i 17 marca 1713 roku w Liptowskim Mikulaszu odbyl sie sad nad Janosikiem. Jego przebieg jest nam dobrze znany z zachowanego protokolu. Sad skazal Janosika na kare smierci przez powieszenie na haku, ktory mial byc wbity w lewym boku. Oto jego tresc w tlumaczeniu:

"Poniewaz wyzej oznaczony Jerzy Janosik, nie baczac tak na przykazania Boskie, jak i na prawa ojczyste, przed dwoma laty oddal sie zbojnictwu i wodzem albo hetmanem takowym sie mianowal, i ze z tymi towarzyszami swoimi na drogach sie czajac, licznych ludzi z dobytku ograbial, jako tez, co sie z jego wlasnego wyznania okazuje, jego towarzysze, kiedy i on byl obecny, pana plebana z Demanicy przestrzelili i bezboznie zamordowali, jak rowniez i innych, co jest wyzej opisane, zlych uczynkow sie dopuscil: dlatego za te tak bardzo zle uczynki i przekroczenia przykazan ma byc na hak w lewym boku wbity i tak dla przykladu innych takich zloczyncow powieszony".

Nie wiemy dokladnie, kiedy zostal wykonany wyrok na Janosiku. Przyjmuje sie, ze mialo to miejsce nastepnego dnia, tj. 18 marca 1713 roku. Powieszono Janosika prawdopodobnie w Liptowskim Mikulaszu, gdzie odbywal sie jego proces. Smierc Janosika nie zmniejszyla aktywnosci innych zbojnikow. Nadal ten proceder byl powaznym problemem dla zapewnienia bezpieczenstwa w Karpatach, a jego ukroceniu nie sprzyjaly zarowno warunki naturalne, jak i slabosc wladz lokalnych, ktore niejednokrotnie byly w zmowie ze zbojnikami. Krete, gorskie drogi stanowily ulubione miejsce roznego rodzaju napadow nie tylko w XVIII wieku, ale juz kilka stuleci wczesniej. Janosik byl tylko jednym z licznej rzeszy zbojnikow uprawiajacych to rzemioslo nie tylko na terenie Karpat, ale i w wielu innych miejscach.

Jak stwierdzil niegdys Jozef Krzyzanowski: "totez kazde nieomal pasmo gorskie, kazda podkarpacka ziemia w dlugim lancuchu Karpat ma swego zbojnickiego bohatera, ktorego lud darzy sympatia, nadajac mu cechy rycerskie i szlachetne i akcentujac czestokroc spoleczny walor jego czynow".




Wladyslaw Skoczylas: Pochod zbojnikow.
Drzeworyt na gruszce, 1919, 29.5 x 25.0 cm.




Wladyslaw Skoczylas: Taniec zbojnikow.
Drzeworyt na gruszce, 1919, 22.6 x 29.5 cm.




Wladyslaw Skoczylas: Zbojnicy ze skarbem.
Drzeworyt na bukszpanie, 1918, 15.7 x 19.7 cm.





Dr hab. Stanislaw A. Sroka, historyk-mediewista, jest wicedyrektorem Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellonskiego. Zajmuje sie historia Europy Srodkowej ze szczegolnym uwzglednieniem stosunkow polsko-wegierskich w Sredniowieczu. Jest czlonkiem Komisji Polsko-Wegierskiej Polskiej Akademii Nauk i Komisji Srodkowoeuropejskiej Polskiej Akademii Umiejetnosci. Jest autorem m.in. ksiazki pt. Janosik. Prawdziwa historia karpackiego zbojnika. Wyd. Homini, Krakow 2004, 93s.







Teksty o podobnej tematyce zamieszczone w Zwojach:




Copyright © 1997-2006 Zwoje