LITERATURA WCIAZ JEST PODSTAWA KULTURY





Rozmawiaja :

Profesor Dr Grzegorz Gazda

i   Andrzej Kobos





Grzegorz Gazda
(fot. Andrzej Kobos, 2005)


O drodze do literatury

Grzegorzu, czy mozesz cos opowiedziec o swojej drodze do literatury?

– Prawde mowiac nie jest mi latwo to zrekonstruowac, bo nie mialem dotad okazji o tym mowic. A po drugie, sprawa jest z jednej strony banalna, a z drugiej dosyc skomplikowana. Oczywiscie, wywodze sie, jak i Ty, z pokolenia, dla ktorego literatura byla fundamentem edukacji, poznawania zycia i swiata. Nie istniala prawie wowczas telewizja, kino w czasach, kiedy dorastalismy bylo dosyc zgrzebne, dopiero pozniej nabralo znaczenia, wiec ksiazka stanowila dla mnie naturalne i najwazniejsze zrodlo intelektualnych inicjacji i poznawczych emocji.

W latach szkolnych, zwlaszcza licealnych czytalem mnostwo. Moja domowa biblioteka nie byla zbyt wielka, bo mozna powiedziec, ze wywodze sie z rodziny robotniczo-chlopskiej. Ojciec moj mial jednak ambicje kulturalne i dzieki niemu bylo w domu kilkadziesiat ksiazek, lecz bylem pozostawiony sam sobie i wlasciwie bez ukierunkowania, jezeli nie liczyc szkoly i jej biblioteki.

Byly w domu jakies tomy Balzaka, Dickensa Oliver Twist, Zola, ksiazki Fenimore'a Coopera, z moim ulubionym Ostatnim Mohikaninem, nawet duze wybory wierszy Puszkina, Schillera i Byrona, ktore Ojciec otrzymywal od znajomych na imieniny. Czyli lektury przypadkowe. Jednakze liceum, cokolwiek by o tamtych czasach nie mowic, budowalo pewien kanon literacki z literatury polskiej i obcej. Ten kanon nie byl oczywiscie dla mnie wystarczajacy. Ale wazne byly plynace z tego kanonu inspiracje do innych lektur.

Pamietam, ze pierwsza moja samodzielnie kupiona ksiazka, wyblagana u Mamy, byl Sienkiewicz, wlasciwie subskrypcja dwunastotomowego wydania jego powiesci i opowiadan. Wprawdzie Trylogie przeczytalem juz wczesniej w jakims podartym egzemplarzu, ale wspomniana subskrypcja, to byly ksiazki, ktore rozpoczely moja swiadoma i dorosla biblioteke. W naszych latach licealnych, czyli w poznych latach 1950., po Pazdzierniku 1956, zaczely w Polsce ukazywac sie przeklady wielkiej literatury europejskiej i swiatowej, ale wtedy jeszcze nie bardzo umialem to dostrzec. Poznawalem te ksiazki dopiero na studiach.

Pamietam, gdy ukazalo sie Komu bije dzwon Hemingwaya w polskim tlumaczeniu Bronislawa Zielinskiego i pamietam emocje przy czytaniu tej ksiazki w moich latach gimnazjalnych, bodajze w 1958 r.

– Przeciez jestesmy rowiesnikami nie tylko w doslownym tego slowa znaczeniu, ale i w sensie edukacji kulturalnej czy literackiej, wiec z cala pewnoscia czytalismy te same ksiazki i przezywalismy te same emocje zwiazane z ich lekturami.

Czy polonistyke studiowales w Lodzi?

– Tak, w Lodzi. Przed wojna Lodz byla miastem przede wszystkim robotniczym, chociaz istnialy tu rozmaite tradycje artystyczno-kulturalne. Dopiero po wojnie stworzono Uniwersytet Lodzki, ktory zaczal pelnic znakomita role kulturotworcza w miescie z duzym procentem naplywowej ludnosci z okolicznych miasteczek i wsi.

Na studiach polonistycznych w Lodzi mialem dobrych nauczycieli – dobrych przewodnikow po literaturze. Polonistyke w Lodzi tworzyli w znacznym stopniu nauczyciele akademiccy z lwowskiego Uniwersytetu Jana Kazimierza. Po wojnie, wraz z Uniwersytetem, powstala tu Katedra Teorii Literatury dla profesor Stefanii Skwarczynskiej. Na polonistyce wykladali takze profesorowie Stefan Kawyn, Boleslaw Lewicki; jezykoznawca Karol Dejna oraz Jan Trzynadlowski, pozniejszy profesor Uniwersytetu Wroclawskiego.

Studiowalem od 1961 do 1966 r. Dla kultury literackiej w Polsce byly to lata wazne. Niekiedy przedstawia sie je w negatywnych i podczernionych barwach, ale trzeba powiedziec, ze po roku 1956, wczesne lata 1960. byly dobrymi latami kontaktu z literatura swiatowa. z kultura europejska i wspanialym filmem Ukazywaly sie przeklady wielkiej literatury amerykanskiej – wspomniales tu Hemingwaya – rozpoczeto dwie wazne serie wydawnicze PIWu : "Powiesci XX Wieku" i "Biblioteka Arcydziel". Na studiach kupowalismy te ksiazki z naszych niskich stypendiow, wymienialismy sie nimi i czytalismy na wyscigi. Pierwszymi meblami, jakie wstawilem do mojego pierwszego, bardzo skromnego mieszkania, byly dwa regaly, ktore powoli zapelnialy sie ksiazkami. To bylo doswiadczenie czytelnicze i bibliofilskie, ktore pozostalo mi do dnia dzisiejszego, choc dzis coraz czesciej nabieram swiadomosci, ze nie jestem w stanie juz wszystkiego przeczytac, co bym chcial, zgromadzic, czy trzymac wciaz czujnie reke na ksiegarskim pulsie, nawet ograniczajac sie tylko do tematyki zwiazanej z moja uniwersytecka specjalnoscia i moimi hobbystycznymi zainteresowaniami literaturami europejskimi.

Wiesz, tak sobie mysle, moze nieprawdziwie, ze my, Andrzeju, nalezymy do ostatniego pokolenia, albo przedostatniego, ktore gromadzi ksiazki, tworzy swoje prywatne biblioteki, szpera po antykwariatach i cieszy sie z kazdego nabytku.



O przyszlosci literatury

Hm... No wlasnie, jaka jest przyszlosc? Telewizja, komputery, wirtualne biblioteki, internet i czytanie ksiazek na ekranie?

– Uczestniczylem w roznych dyskusjach na temat "Czy literatura przetrwa XXI wiek?". Konkluzja jest taka, by uprzedzic caly tok rozumowania: przetrwa z cala pewnoscia, bo dopoki czlowiek opowiada i lubi sluchac cudzych opowiesci, czyli egzystuje i weryfikuje sie w tym zywiole narracyjnym, to literatura bedzie wciaz trwala.

Moga natomiast zmienic sie nosniki tej literatury. Ksiazka w swojej tradycyjnej formie zdaje sie juz dusic, jakby decydowala sie przejsc na kulturowa emeryture. Tak sie wydaje, choc inne doswiadczenie mialem niedawno we Frankfurcie nad Menem na Targach Ksiazki, gdzie rok w rok wystawia sie setki tysiecy ksiazek, ktore przeciez ktos musi czytac, sprzedawac, kupowac i tak dalej. Ten ogromny rynek wciaz istnieje. Ale z drugiej strony, coraz czesciej ksiazki nagrywa sie na dyski, rysuje, wymyslnie modeluje, przemienia w gry wirtualne, literature adaptuje sie na ekrany duze i mniejsze, media "podkradaja" co lepsze fabuly i pomysly. Od kiedy wynaleziono film czy kino, literatura musi wciaz sie bronic, szukac innych mozliwosci przetrwania. Fabuly juz stracila na rzecz kina, bo kino te fabuly opowiada atrakcyjniej i latwiej.

No tak, ale na potrzeby filmu, fabule powiesci czesto uzupelnia sie, przerysowuje watkami sensacyjnymi, przygodowymi, erotycznymi – najrozmaitszymi, byle atrakcyjnymi dla widza…

– Z tym roznie bywa. Jezeli scenarzysta i rezyser podchodza z szacunkiem do dziela, ktore przenosza na ekran, to powstaja takie arcydziela, jak chociazby Ziemia Obiecana Wajdy. Przykladow udanych adaptacji literatury swiatowej mozna by wymienic dziesiatki, jesli nie setki. W licznych przypadkach kino nie tylko nie obnizylo wartosci oryginalu i nie pomniejszylo jego wymowy, ale literature w znakomity sposob upowszechnilo. Czy np. Japonczycy kiedykolwiek slyszeliby o Jerzym Andrzejewskim, gdyby nie adaptacja filmowa Popiolu i diamentu Andrzeja Wajdy?

Albo na odwrot, czy my uslyszelibysmy o jakichs japonskich historiach samurajskich?

– Wlasnie. Kino bylo i wciaz jest waznym wehikulem dla literatury. Choc wlasciwie mozna powiedziec, ze budujac swoja tozsamosc i w pogoni za widzem, w ostatnich dekadach kino bardzo sie zmerkantylizowalo, literatura stala sie dla niego tylko pretekstem, nawet balastem, ktory sie minimalizuje. Przykladowo, hollywoodzcy scenarzysci najwyrazniej wychodza z zalozenia, ze lepiej potrafia opisac historie wymyslone przez Aleksandra Dumas'a, i manipuluja nim na fatalne sposoby – a przeciez jego historie sa niedoscignionym wzorem literackiej, pasjonujacej opowiesci.



O teorii literatury

Wrocmy do literatury. Czym zajmujesz sie w literaturoznawstwie czy komparatystyce literackiej?

– Konczylem studia polonistyczne, ale prace magisterska napisalem u filmoznawcy. I ta dwoistosc pozostala we mnie do dnia dzisiejszego. Mowie zartem, ze jestem Dr Jekyll od literatury i Mr Hyde od kina. I tak wlasciwie jest, bo po studiach zaproponowano mi prace w Katedrze Teorii Literatury, a nie w Zakladzie Wiedzy o Filmie. I prawde mowiac, odczulem to jako pewna niesprawiedliwosc losu, bo wtedy chcialem byc filmoznawca.

Jednak dzisiaj, z dlugiej perspektywy jestem przekonany, ze los zdecydowal znakomicie, poniewaz literatura, cokolwiek by mowic o jej dalszym rozwoju i przetrwaniu, wciaz na szczescie jest podstawa kultury. Bez literatury trudno sobie wspolczesna kulture wyobrazic. Uswiadomilem to sobie nie gdzieindziej, tylko na Targach Ksiazki we Frankfurcie nad Menem, o czym juz wspomnialem. Gdy tam nagle zobaczylem pol dzielnicy zamienione w ogromna ksiegarnie, to uswiadomilem sobie, ze te wszystkie dywagacje na temat konca ksiazki, mozna miedzy bajki wlozyc. Bo jezeli jest tyle nowych ksiazek, to musza na nie czekac miliony czytelnikow, gdyz inaczej nikt by ich nie pisal, nie drukowal i nie sprzedawal. Przynajmniej za mojego zycia i paru nastepnych pokolen mozna sie spodziewac, ze kultura bedzie wciaz poslugiwac sie literatura, jako swoja niezbywalna podstawa Ten, kto zajmuje sie literatura – powiem pompatycznie – zajmuje sie calym swiatem. Wiec, nie zaluje, ze mam takie obowiazki!

– Tyle, ze ta literatura staje sie wartoscia coraz bardziej elitarna. Jak zdefiniowalbys termin "teoria literatury", ktory jest etykietka Katedry, ktora kierujesz?

– Teoria literatury to – pogladowo mowiac – walizeczka z instrumentami. Od Arystotelesa i Platona kompletowane instrumentarium, ktore pozwala te literature otworzyc, rozpoznac, rozlozyc na czynniki pierwsze, analizowac, poznawac jej mechanizmy, psychologie jej powstawania, socjologie odbioru, pozwala ja lepiej rozumiec i zrozumiec.

Jednakze, jest to cos innego niz krytyka literacka, nieprawdaz?

– Mozna tak powiedziec. Jesli odnosimy sie do najnowszej literatury, to krytyka literacka jest nawet uzyteczniejsza od teorii literatury, poniewaz reaguje natychmiast, wlasciwie nie dbajac o konsekwencje, nie dbajac o racjonalizacje, o scislosc swoich opinii. Jednakze, krytyka, cokolwiek bysmy nie mowili, ma – powiedzmy – date waznosci na ogol kilkunastu miesiecy. Odnosi sie natychmiast do tego, co wlasnie sie ukazalo, i z tym czyms traci swoja aktualnosc.

Tym bardziej, ze krytyk nie musi byc obiektywny. Czym lepszy krytyk, tym bardziej subiektywnie podchodzi do literatury, bo przy okazji pisania o literaturze, kreuje wlasna tozsamosc, przedstawia siebie. Natomiast teoretyk literatury chowa sie za swoim tekstem, chce, zeby to, co mowi o literaturze bylo obiektywne, zracjonalizowane, przedstawialo pewne uogolnienia, ktore mozna odniesc nie tylko do jednego, konkretnego dziela, czy jednego pisarza, ale do pradow literackich, calej epoki, do literatury w ogolnosci.



O Awangardzie w literaturze i sztuce

– Jako teoretyk literatury, jaka literatura sie zajmowales i zajmujesz?

– Tym rzadzi przypadek. Zajalem sie przede wszystkim rozmaitymi XX-wiecznymi innowacjami, rozmaitymi eksperymentami literackimi i pozostaje temu wierny do dnia dzisiejszego. To dlatego, ze dostrzeglem w literaturze XX wieku – na tle epok przeszlych – nieslychana dynamike, przyspieszenie jej procesow ewolucyjnych, daznosc do istotnej odmiany, wrecz rewolucji artystycznej czy estetycznej. Dostrzeglem takze u pisarzy niezwyczajna swiadomosc swoich celow, warsztatu, dazen artystycznych. Przeciez – zauwaz – ilez w wieku XX powstalo rozmaitych manifestow, programow tworczych, zapowiedzi, opisow intencji literackich czy kulturowych…

Tak, chociaz jedne okazaly sie trwalym sukcesem, lecz inne zostaly zapomniane niemal natychmiast…

– Tak jest. Te rozne programy czasem wydawaly sie wazniejsze, niz sama tworczosc. W wielu takich programach czy manifestach w XX wieku znajdujemy przejawy odkryc teoretycznych i eksperymentatorskiego geniuszu, ale to sie nie wyrazilo w konkretnej tworczosci – na zapowiedziach poprzestawano…

Przyklady tego wlasnie widac chociazby z Twojego obszernego Slownika europejskich kierunkow i grup literackich XX wieku 1).

– Pewnie tak. Napisalem w nim ponad 350 hasel dotyczacych literatury europejskiej i europejskiego kregu kulturowego, takze z literatura polska i zydowska, w jezyku jidysz, na ogol nieobecna w syntezach typu "dzieje literatur europejskich", a takze ich wplywow pozaeuropejskich. Sa w tym Slowniku informacje o dzielach, autorach, manifestach i zwiazkach poszczegolnych literatur narodowych. To jest, mysle, moje duze, wazne dzielo, ktore mozna kontynuowac, bo juz wymaga uzupelnien i pewnych zmian – jednym slowem przydaloby sie nowe wydanie.

W XIX wieku zacznijmy od romantyzmu, jako pewnej uczuciowej klasy rozumowania. Potem przyszedl pozytywizm, chyba uwarunkowany, wrecz wymuszony, przynajmniej na ziemiach polskich, okolicznosciami polityczno-ekonomicznymi. I dalej, nagle zaczal sie i szeroko w Europie symbolizm, modernizm, te wszystkie Mlode Polski, Mlode Niemcy, Mlode Belgie…, a potem awangardy…

– Oczywiscie, ze tak. Mozna powiedziec, ze to, co dzialo sie w XIX wieku, od romantyzmu, bylo zapowiedzia tego, co stalo sie w XX wieku. Mimo, ze XX-wieczni awangardzisci przekreslali tradycje, cala przeszlosc…

Futurysci chcieli w ogole niszczyc muzea…

– Tak. Niszczyc muzea, palic ksiazki itd., twierdzili, ze karabin maszynowy jest piekniejszy od Nike z Samotraki. To jednak byly tylko slowa, utopie awangardowe, bo nie mozna przekreslic przeszlosci – to sie nigdy nie uda. Aby przekreslic przeszlosc, trzeba by wynalezc nowy jezyk, nowe tworzywo, nowe funkcje, uksztaltowac nowych odbiorcow. To awangardysci probowali robic. Na ogol bezskutecznie

To, wobec tego, co konkretnie zrobila Awangarda, powiedzmyu trwalego?

– Awangarda inaczej uhierarchizowala przeszlosc. To, co bylo powszechnie uwazane za wysokowartosciowe, oni odrzucili jako mieszczanskie, jako cos, co obezwladnialo literature i sztuke. Z XIX-wiecznej tradycji literackiej wybrali to, co wczesniej bylo nieakceptowane, wyklete, niedostrzegane, niepopularne, uznane za brzydkie, odrzucane przez mieszczanska publicznosc, jak na przyklad dokonania francuskiego symbolizmu, tworczosc Rimbaud'a, czy innych tzw. poetow wykletych, wczesniej Baudelaire'a. Nowoczesni tworcy zatem nie odrzucili wszystkiego, o czym glosno wykrzykiwali, tylko wydobyli i przetworzyli na nowo te wartosci, ktore budowaly modernizm. Romantyzm i symbolizm francuski, ktory najpierw byl podstawa dla mlodopolakow, stal sie rowniez fundamentem dla polskiej awangardy XX wieku – ale oni ten symbolizm na nowo tlumaczyli. Iwaszkiewicz, skamandryci i inni poeci, tlumaczyli wedle wlasnych zasad poezje Rimbauda, Baudelaire'a i innych francuskich symbolistow, wydobywajac to, co w przeszlosci bylo niedostrzegane. Z tego stworzyli swoj program estetyczny, swoja poetyke. Tak samo bylo z surrealizmem. Surrealisci przekreslili przeszlosc, ale – mimo tego – z tej przeszlosci dokonali bardzo glebokiego wyboru wartosci, ktore zaakceptowali, poczynajac od malarstwa Giotta, poprzez rozmaite dziela Renesansu i pozniejszych epok, z nich tworzac zrodlowy zasob swojej wyobrazni, swoich poetyk, swojej nowej estetyki.

Uscislijmy jeszcze termin "awangarda". Dzisiaj, ktos moze robic cos nowego i rowniez nazwac sie awangarda. Czy w historii literatury i sztuki termin "awangarda" dotyczy tylko okresu wczesnego XX wieku?

– Otoz, Andrzeju, sa rozne punkty widzenia na ten temat. Wedlug mnie, "awangarda" to jest wlasnie ta – inicjujaca przemiany w XX wieku – formacja, uksztaltowana w pierwszych dekadach XX wieku, powiedzmy w przyblizeniu od roku 1910 do lat 1930., ktora zmienila obraz literatury w sposob absolutnie rewolucyjny i jednoznaczny. Od tamtego czasu, nie mozemy juz aktywnie, a nie tylko "historycznie", wracac i odnosic sie do dawnych wartosci poprzednich epok, bo awangardysci przeformulowali te przeszlosc po swojemu i to stalo sie jednym z najwazniejszych wezlowych momentow w dziejach literatury i sztuki nie tylko w obrebie XX wieku.

Wymieniles, Grzegorzu, kilka nazwisk i grup w literaturze polskiej. Jak w tym wszystkim miesci sie ten, ktorego tu nie wymieniles, a ktorego zalicza sie do awangardy, tj. Stanislaw Ignacy Witkiewicz – Witkacy?

– Wydaje mi sie, ze z Witkacym sytuacja jest taka oto. Awangarda byla okresem dzialan zespolowych, grupowych; byla domena grup literackich, kolektywow. Samotni indywidualisci byli poza tymi grupami. A Witkacy byl genialnym samotnikiem; probowal sie przypisac do rozmaitych ugrupowan, czy srodowisk literackich i plastycznych, tu i tam cos wydrukowal, ale wlasciwie zadnego z tych srodowisk nie akceptowal, bo byl ponad te wszystkie programy, ktore polska awangarda prezentowala. Trzeba tez tu najogolniej powiedziec, ze polska awangarda byla dosyc wtorna.

Czyli Witkacy byl tak indywidualny, ze nie miescil sie w zadnej z tych ram…

– Tak jest. Witkacy nie miescil sie w zadnym programie. Nawet jego narkotyki byly elementem artystycznego eksperymentu, oddzialywania na wlasne emocje i swiadomosc; byl ciekawy, jak odzwierciedlaja sie w tworczosci.

Tak, te uszy-"baranie rogi" w portretach malowanych po peyotlu…

– Wlasnie.. Prosze jednak zauwazyc, ze w dwudziestoleciu miedzywojennym Witkacy funkcjonowal wlasciwie na marginesach owczesnego zycia literackiego czy kulturalnego, choc trzeba by te marginesy okreslic jako nadzwyczaj elitarne.

– Alez zawsze tak bylo z wieloma wielkimi tworcami, chocby w XIX wieku z Norwidem...

– Otoz to! Dopiero z dalszej perspektywy tego, co sie potem stalo – przede wszystkim od polowy lat 1950. po lata 1970., kiedy odkryto teatr absurdu oraz wiele innych tendencji do tamtej pory przeciez niedostrzeganych – Witkacy stal sie jedna z najwazniejszych postaci polskiej literatury i sztuki. Jesli z dzisiejszej perspektywy mowimy o wielkosciach polskiej awangardy, to z cala pewnoscia na pierwszym miejscu wymienimy Stanislawa Ignacego Witkiewicza, a nie Anatola Sterna, o ktoryms kiedys bylo glosno; Gombrowicza, a nie Brunona Jasienskiego, Brunona Schulza a nie Stanislawa Mlodozenca. Glosne wowczas postaci przeszly na dalszy plan. Tworza ogolne tlo, by tak rzec.

Czyli licza sie bardziej indywidualnosci niz grupy…

– No tak. Podobnie jest z Lesmianem. Istnieje pewna literaturoznawcza konsternacja, gdzie Lesmiana umiescic. Profesor Artur Hutnikiewicz opisal tworczosc Lesmiana w swoim podreczniku Mloda Polska, chociaz wiadomo, ze wszystkie najwazniejsze zbiory i tomy Lesmiana zostaly wydane znacznie pozniej. Mozna powiedziec, ze Lesmian jest jedna z wielkich indywidualnosci Dwudziestolecia, ktore odegraly istotna role w ksztaltowaniu wyobrazni poetyckiej w literaturze polskiej; mimo ze nie nalezal do wojujacej, glosnej, dynamicznej awangardy. Czas zmienia hierarchie i odbior.



O Secesji

Lesmian jest do tej pory swego rodzaju atrakcyjna enigma dla historykow literatury. Odejdzmy jednak nieco od literatury. Pasjonujesz sie Secesja albo inaczej Art Nouveau, tworczoscia Alfonsa Muchy. Czy istnialo literackie odbicie Secesji, albo na odwrot, czy literatura wplywala na Secesje?

– Secesje moglibysmy okreslic jako troche abstrakcyjna urode tworzywa graficznego. To sa w zasadzie abstrakcje nie odnoszace sie do rzeczywistosci, jest to piekno, ktore wlasciwie niczemu nie sluzy, ktore nie ma pragmatycznych intencji. Jest to, mozna powiedziec, piekno samo w sobie. Zreszta w swoim czasie uwazane za kicz; teraz to piekno potrafimy odczuc. Secesja byla tendencja, ktora zrodzilo malarstwo w swoim dziewietnastowiecznym rozwoju, na koniec swoich dekadenckich estetyk.

Mysle, iz Secesja nie odbijala sie znaczaco w literaturze. Natomiast inspiracji literackich mozna szukac przede wszystkim w "opowiadanych" graficznie fabulach, mitach, w pewnych legendowych postaciach, ktore graficy czy malarze secesyjni chetnie podejmowali. Gdy obserwuje sie secesje czeska, praska w szczegolnosci, to w secesyjnej rzezbie, grafice, czy malarstwie widac tam istotna, inspirujaca role mitologii literatury.

– Czy jednak nie wiaze sie to z niezwykla, ornamentacyjna stylistyka prozy, np. mlodopolskiej? W sztuce secesyjnej jest tez niezwykle dopracowanie ornamentacyjnych szczegolow…

– Mysle, ze nie. Mowie tu, ze ta grafika, chocby Muchy, byla takim pieknem samym w sobie. Alfons Mucha byl mistrzem plakatu, grafiki uzytkowej, pojawiajacej sie w czasopismach 2), wiec to nie tylko byla pewna forma sztuki dla sztuki, ale jakby sztuka takze dla ozdoby zycia. Wlasnie w Pradze mozna dostrzec, ze Mucha takze uczestniczyl w projektowaniu architektonicznym rozmaitych gmachow uzytecznosci publicznej.

Jednakze, gdy chodzi o styl literacki z jednej strony a sztuke wizualna i uzytkowa z drugiej, to sa dwa tak rozne tworzywa, ze co najwyzej mozemy metaforycznie mowic o pewnych podobienstwach. Secesja przy tym wszystkim wydaje mi sie nurtem, szczegolnie w malarstwie, jakby to okreslic – empatycznym, znaczy akceptowalnym przez ludzi. Tu nie podejmowalo sie jakis dramatycznych motywow i mocnych tematow.

– Nie trzeba bylo specjalnie myslec, aby dostrzec atrakcyjnosc zarowno motywu, rysunku, jak i kolorystyki…

– Tak. Natomiast, w literaturze, chocby u Stanislawa Przybyszewskiego, dramat czlowieka i dynamika jego emocji wyrazaly sie bardzo silnie i czesto symbolicznie. Stad, mysle, ze po prostu istniala zbieznosc czasowa modernizmu i secesji. Nie znam prac naukowych, ktore bylbym w stanie zaakceptowac, ktore by probowaly Secesji poszukiwac w literaturze. Moga to byc co najwyzej spostrzezenia oparte na emocjach, a nie na podstawach racjonalistycznych.

– Jestesmy tu w Lodzi i przed chwila widzielismy na Piotrowskiej, choc tylko z zewnatrz, pieknie odnowione, bogato zdobione palacyki, czy kamienice secesyjne. Ta secesja, powiedzmy fasadowa, oddawala swietnosc wlasciciela. Jak patrzec na Secesje lodzka?

– W Lodzi rzeczywiscie jest sporo wpadajacej w oko, dekoracyjnej secesji, ale pamietajmy, ze te wszystkie domy, palacyki, wille, powstawaly na przelomie czy w poczatkach XX wieku, gdy secesja byla po prostu moda. Secesje spotykalo sie w Wiedniu, w Pradze, w Paryzu, w Berlinie czy we Lwowie, wiec, naturalna koleja rzeczy, lodzka architektura probowala te mode nasladowac. Dzialali tutaj przyjezdni architekci na zamowienie bogatych przemyslowcow. Zapewne tu w Lodzi nie znalezlibysmy niczego oryginalnego, choc sa tu trzy lub cztery przyklady, ktore pojawiaja sie w ksiazkach poswieconych europejskiej secesji, dla przykladu w znanej ksiazce Mieczyslawa Wallisa. W zachodnich dzielach o secesji w Lodzi czyta sie rzadziej.

Sa w Lodzi liczne przyklady secesji, choc moze nie tak kompleksowo i – powiedzielibysmy dzisiaj – kompaktowo wykorzystanej, jak np. w "Domu Miejskim" w Pradze, gdzie architektura, wystroj, malarstwo, freski, mozaiki – wszystko jest przyporzadkowane jednej secesyjnej konwencji stylistycznej. W Lodzi jest kilka pieknych secesyjnych fasad z rozmaitymi dekoracjami, balkonami, ksztaltem okien itd., ale wnetrza nie zostaly wtedy dopracowane az tak secesyjnie.

– Byc moze w Lodzi jest obecnie najlepsza Secesja w Polsce, bo Warszawa zostala zniszczona, w Krakowie nie ma zbyt wiele Secesji, bo nie bylo wielkiej ku temu potrzeby z oczywistych wzgledow istnienia tam starszej architektury, Lwowa nie ma w Polsce…

– Mysle, ze zdolalibysmy zebrac calkiem niezly album poswiecony secesji i rozmaitym jej architektonicznym detalom w Lodzi.



O Franzu Kafce

– Zmienmy temat. Jak dotarles do Franza Kafki? Powiedz, prosze, cos o swoich zainteresowaniach Kafka.

– Prawde mowiac, Kafka zainteresowal mnie szczegolnie poprzez Prage, choc oczywiscie wczesniej znalem jego ksiazki, jak kazdy kulturalny odbiorca literatury. W Pradze bywalem od czasu do czasu i to miasto od samego poczatku zafascynowalo mnie swoim – rzeklbym – humanizmem, architektura i atmosfera – tam po prostu czlowiek czuje sie dobrze. Bo to miasto ma jakas swoja niezwykla dusze, powiedzialbym banalnie, ale zgodnie z tym co tam czuje. To Praga spowodowala, ze Kafke zaczalem traktowac glebiej, niz zwyczajny czytelnik. Poprzez Prage zaczalem na Kafke patrzec inaczej, bo jest tam mnostwo miejsc zwiazanych z jego biografia, tam sie urodzil, tam sa poszczegolne domy, w ktorych mieszkali jego rodzice i ona sam, jest tam jego grob. Ale jednoczesnie Pragi nie ma w jego utworach, chociaz z tego miasta nigdy na dluzej nie wyjezdzal.

– Sa tam przeciez te kamieniolomy, gdzie Jozefowi K. kaci wbijaja noz w serce, jest most, z ktorego skacze bohater Wyroku…

– Niby tak. Slabe jednak sa jakiekolwiek topograficzne przeslanki na ten temat,. Znawcy Kafki i Prazanie tocza spory, gdzie i co mogloby sie ewentualnie rozgrywac. Wspominasz te kamieniolomy. Rzeczywiscie, Proces konczy sie, gdy kaci prowadza Jozefa K. na kazn. Jedni z kafkologow objasniaja, ze ida przez most Karola, bo w ksiazce szli przez most, pod ktorym w dole majaczyly jakies krzewy. Wiec moze to Kampa, tam w dole. Inni twierdza, ze to most Legii i Wyspa Strzelecka, co chyba blizsze jest opisowi w powiesci,. bo potem ida ulicami Holeczkowa i Na Hrzebenkach, ktora prowadzi do miejsca, gdzie kiedys byly kamieniolomy. Wiec moze to byla ta trasa do kamieniolomow?

Wczesniej w Procesie jest scena rozgrywajaca sie w jakiejs swiatyni. Ale nie ma zadnego szczegolu. Jedni mowia, ze to jest katedra sw. Wita; inni, ze kosciol sw. Mikolaja na Malej Stranie, Inni jeszcze, ze to moze jedna z synagog.. Filmy, ktore powstaja o Kafce, np. Stephena Soderbergha (1991), jak gdyby na sile umieszczaja akcje jego powiesci, Procesu zwlaszcza, w architekturze Pragi, bo ta architektura jest malownicza i tajemnicza. Dzieki temu ten Proces mozna odczytywac w praskich realiach, choc mysle, ze calkiem nieslusznie, bo jest to powiesc paraboliczna, ktora nie jest konkretna historia w konkretnym miejscu, lecz dzieje sie poza przestrzenia i czasem. To oczywiste. Jezeli polaczymy Proces z biografia Kafki, to opowiadamy tylko historie porazajaca najwyzej swoim absurdem. Taki realizm absurdalny. A to jest przypowiesc, parabola i realizm magiczny!.

Moja pielgrzymka do grobu Kafki na zydowskim cmentarzu na Olszanach, zainspirowala mnie tym jeszcze, ze dostrzeglem, iz na jego grobie polozono dodatkowa tablice upamietniajaca jego trzy siostry, ktore – jak glosi napis – zginely w czasach nazizmu. I tyle tylko. Gdy wychodzilismy, opiekun cmentarza zapytal nas skad jestesmy. Powiedzialem mu, ze z Polski, z Lodzi. Na to on: – "O… z Lodzi… Mowi sie, ze siostry Kafki zginely w Lodzi w getcie".

Nie wiedzialem o tym wczesniej. Po powrocie zaczalem sprawdzac w rozmaitych biografiach Kafki, obejrzalem tez film z wykladem szwajcarskiego kafkologa, ktory mowil, ze siostry pisarza zginely w Auschwitz. Tu owdzie wspominano jednak, ze zginely w lodzkim getcie, choc podawano rozne daty i rozne okolicznosci. Przeczytalem na nowo Kafke, jego dzienniki i listy. Zagadki biografii jego trzech siostr, ktore odegraly przeciez w biografii pisarza istotna role, doprowadzily mnie do historii Lodzkiego Getta, o czym napisalem duzy artykul, drukowany w wielu miejscach, takze w Pradze. Rzeczywiscie, najmlodsza siostra Otla zginela w Auschwitz z transportem dzieci z Terezina, jak nasz Janusz Korczak. Z pelna swiadomoscia wybrala smierc. Byla zona Czecha, nawiasem mowiac nacjonalisty. Chciala ratowac swoje corki i meza i zaproponowala mu rozwod, uwazajac, ze oni wszyscy nie moga cierpiec z powodu jej zydowskiego pochodzenia. Sama, z transportem dzieci zydowskich z Terezina – zreszta dzieci z bialostocczyzny – znlazla smierc w komorach gazowych Auschwitz-Birkenau.

– To dzieci zydowskie z okolic Bialegostoku byly w obozie w Terezinie kolo Pragi?

– Tak. Transporty Zydow Niemcy wozili po calej niemal Europie, czasem tam i z powrotem. Jeszcze tego samego dnia, gdy dowieziono ich do Auschwitz-Birkenau, zagazowano Otle i caly transport. Natomiast jej starsze siostry w dwoch oddzielnych transportach z Pragi znalazly sie w getcie w Lodzi. Transportow Zydow z Pragi do Lodzi bylo piec. Nie bede o tym mowil szczegolowo, bo to opisalem, a Ty zamiesciles tez te opowiesc w swoich Zwojach. W kazdym razie, poprzez los siostr Kafki poznalem historie Lodzkiego Getta. Tak to poszlo niezwykla droga...

– Do Lodzkiego Getta zaraz przejdziemy. Czy oprocz historii smierci siostr Kafki – wsrod tego mnostwa kafkologow – zajmowalas sie jeszcze inna problematyka kafkowska?

– Nic waznego o Kafce nie napisalem, np. nieduzy artykul o historycznoliterackich porownaniach Kafki i Schulza, ale przy tej okazji zgromadzilem – dzieki podrozom do Pragi – troche roznych ksiazek o tym wielkim pisarzu, niektore tez recenzowalem w czasopismach.. Kiedys ktos mnie zapytal, czy nie napisalbym ksiazki o mojej fascynacji Kafka. Jestem jednak skromnym czlowiekiem: zwaz, ze biblioteka kafkologiczna, to sa tysiace ksiazek, ktore powstaly na calym swiecie. Do niektorych moge dotrzec, do innych nie. W tych dniach dostalem ksiazke, napisana w Stanach Zjednoczonych, poswiecona Dorze Diamant, ostatniej milosci Franza Kafki, ktora urodzila sie w Pabianicach, pod Lodzia, w wielodzietnej zydowskiej rodzinie. I tak dalej i tak dalej. Poza tym istnieje cos takiego, co mozna by nazwac "klanem kafkologicznym", sa pewne autorytety. Powiem, ze i dlatego nie podjalem pisania czegos wiecej o Kafce, bo nie znam jezyka niemieckiego, a mysle, ze bez znajomosci niemieckiego, o Kafce pisac nie mozna. Chocby dlatego, ze, przeklady Kafki na rozne jezyki sa niedoskonale, a niekiedy wrecz fatalne. Przykladowo, Kafka przelozony na francuski jeszcze przed wojna jest calkowicie sfalsyfikowany; stad Francuzi wlasciwie nie znaja prawdziwej tworczosci Kafki; kiedys pisal o tym szczegolowo Milan Kundera.

– Z polskim tlumaczeniem Procesu rzekomo przez Bruno Schulza tez jest niejasna sprawa. Ostatnio ukazaly sie nowe tlumaczenia niedokonczonego opowiadania Jama i Listu do Ojca przez Jaroslawa Ziolkowskiego.

Proces przelozyla przyjaciolka Bruno Schulza Jozefina Szelinska. To juz teraz jest powszechnie znana sprawa. Pisze o tym tez w tekscie na temat Schulz-Kafka, ktory ukaze sie niebawem. W tekscie tym probuje dezawuowac rozmaite stereotypy, ktore powstaly w polskiej krytyce, czy polskim literaturoznawstwie, takie jak ten, ktory jest praprzyczyna wszystkich pozostalych, ze "Schulz to polski Kafka". Ten stereotyp – nagminnie przywolywany – stworzyl Artur Sandauer, ktory chcial Schulza dobrze przedstawic krytykom  francuskim. Bywajac we Francji w latach 1950. na pytanie, "co to za jeden ten Schulz, ktorego Pan tak chwali?", odpowiadal, "to taki polski Kafka". Francuzi uwierzyli w to, my nie musimy. Bo ci pisarze to dwie absolutnie rozne osobowosci.

Znany Ci profesor Wlodzimierz Bolecki napisal ksiazke o prozie poetyckiej Dwudziestolecia i w niej w rozdziale o Schulzu nigdzie nie wspomina o Kafce, dlatego, ze rowniez widzi roznice miedzy jedna a druga tworczoscia. Nazbyt latwo te tworczosci bywaja porownywane i na tej podstawie wysnuwa sie rozmaite nieprawdziwe hipotezy.

Jedna z kotwic tego stereotypu Kafka-Schulz bylo to, ze Schulz przeciez przelozyl Proces. A przelozyla jego narzeczona, zas Schulz podpisal tylko przeklad swoim nazwiskiem, choc ta sprawa nie jest wyjasniona do samego konca. Zagladnalem do korespondencji Schulza i on w dwoch czy trzech przypadkach pisze do przyjaciol, ze wlasnie ma zamiar, czy wlasnie tlumaczy Proces Kafki. Mowi sie tez, ze podpisal przeklad swoim nazwiskiem, bo chcial podniesc autorytet autora, tj. Franza Kafki. Nie moglo tak byc! Schulz w Dwudziestoleciu byl pisarzem zbyt malo znanym, aby mogl kogos promowac. Owszem czytano i dobrze oceniano jego Sklepy cynamonowe i Sanatorium pod Klepsydra, ale tylko w waskich srodowiskach. Wiec nie mogl ten prawie nieznany pisarz budowac autorytetu pisarza, ktorym wtedy juz fascynowala sie Europa. Kafka byl juz w encyklopediach.

– Jest obecny np. juz w VII tomie duzej polskiej Encyklopedii Gutenberga, z przelomu lat 1930.

– Wlasnie. Malo jest rozpoznana recepcja Kafki w prasie zydowskiej w Polsce w jezyku jidysz – bo juz wtedy pisano o nim wiele, uznawano jego wielkosc. Schulz nie znal tej prasy; nigdzie nie znalazlem informacji, zeby Schulz znal jidysz. W polskojezycznej prasie zydowskiej rowniez pisano o Kafce. Powiedzialbym zatem, ze na odwrot: to wielkosc Kafki mogla byla budowac wtedy wielkosc Schulza.

O Kafce mozna by dlugo i rozmaicie. Ale jedna sprawa jest fascynujaca. Czy Kafka przewidywal faszyzm?

– Nie sadze. Choc tak sie latwo mawia – bo ex post – przy okazji uproszczonych interpretacji jego dziel.

– A jednak byl w komunizmie zakazany przez wiele lat, szczegolnie w Czechoslowacji i Sowietach, do lat 1960. bodajze.

– No tak, to prawda. Zmarly w 1924 r. pisarz byl uznawany przez dlugie dekady za wroga ideologicznego. To krytyk, György Lukács jako jeden z wielu, ustalil marksistowski paradygmat ocen literatury XX wieku i stad cala miedzynarodowa awangarda zostala przez marksistow ekskomunikowana, lacznie z dzielami Kafki, bo nie miescily sie w regulach realizmu socjalistycznego. Dlatego pozniej Roger Garaudy napisal swoja slynna ksiazke Realizm bez granic, gdzie duzo miejsca poswieca Kafce, bo przynajmniej nieortodoksyjni marksisci zrozumieli, ze jezeli wyrzucamy takie wielkie nazwiska poza krag naszej swiadomosci, to na wlasna niekorzysc, bo kulturze europejskiej odbieramy wielka tworczosc i wielkich pisarzy. Wiec Garaudy stanal w obronie Kafki, traktujac go jako realiste, co tez bylo na swoj sposob karkolomne. Ale takie to byly w on czas strategie...

– Gustaw Herling-Grudzinski dopatrywal sie w Kafce pisarza religijnego, to kafkowskie "twarde jadro" w czlowieku Ostatnio wyszla ksiazka Grözingera Kafka a Kabala…

– No nie… Chyba ze religie bedziemy traktowac ateistycznie, jako szacunek, wiare w zycie, w rzeczywistosc, w czlowieka, czy jako poszukiwanie tajemnicy czlowieka, tajemnicy zla itd. To moze wtedy jest w dziele Kafki jakas religia. Nie dostrzegam natomiast w biografii Kafki zainteresowania religia. Jezeli wracal do swoich zydowskich korzeni, to ze wzgledow kulturowych i poszukiwania swojej tozsamosci. Rodzina Kafkow chadzala do synagogi tylko w wielkie dla Zydow swieta, Franz byl obrzezany i urzadzono mu bar micwe, wiec jakies elementy religijnych obyczajow zydowskich byly wazne i szanowane, lecz nie ze wzgledow religijnych, ale raczej tradycji i obyczaju.

– Franz w dlugim Liscie do Ojca zarzuca mu oblude, ze z jednej strony chodzi do synagogi, a z drugiej postepuje tyransko wobec swojej rodziny i pracownikow.

– Tak, no wlasnie. Konflikt syn-ojciec byl w ich przypadku bardzo powazny, to widac takze z "Dziennikow" i listow Franza.



O Lodzkim Getcie

– Powiedziales, parabolicznie mowiac, ze siostry Kafki zaprowadzily Cie do Lodzkiego Getta. Wiem, ze zajmowales sie takze tworczoscia Zydow w Lodzkim Getcie. Czy moglbys powiedziec cos o tej tworczosci?

– Uwazam, ze to, co dotad wiadomo o tej tworczosci, to, mowiac banalnie, jest wierzcholek gory lodowej. Tu nalezaloby by cos powiedziec na temat historii Lodzkiego Getta, ale ogranicze sie do podkreslenia, ze wyjatkowosc Lodzkiego Getta polegala na tym, ze bylo nie tylko calkowicie zamkniete, ale i trwalo najdluzej – do sierpnia 1944, ze stworzono w sztuczny sposob pewna organizacje spoleczna, spolecznosc. Bylo tam i szkolnictwo i osrodki upowszechniania kultury, mimo, ze ludzie wokolo marli setkami; istnialy rozmaite sluzby socjalne itd. Bylo to swego rodzaju panstewko nawet z wlasna waluta i znaczkami pocztowymi, calkowicie zamkniete, egzystujace, rzadzone autorytarnie w strasznych, okrutnych warunkach. Ludzie nie tylko byli eksterminowani poprzez wywozki do obozow smierci – do Chelmna, a na koniec do Auschwitz, ale w samym getcie umierali z glodu i zimna, tam byli rozstrzeliwani. Istnial na dodatek mit getta warszawskiego, ze tam bylo o wiele lepiej. Zachowaly sie listy do Rumkowskiego z prosbami o przeniesienie do warszawskiego getta.

Istnialy tez w lodzkim gettcie formy aktywnosci kulturalnej. Tworzyly sie grupy literackie. Tworcy obdarzeni autorytetem skupiali wokol siebie piszaca mlodziez, odbywaly sie spotkania, dyskusje. W tym getcie znalezli sie wiezniowie, ktorzy juz przed wojna probowali pisac, jak np. Jeszajahu Szpigel czy Miriam Ulinower.

Postanowilismy w naszym Instytucie Teorii Literatury, Teatru i Sztuk Audiowizualnych UL , gdzie od lat prowadzi sie rozmaite badania nad kultura zydowska podjac tez temat literatury Litzmannstadt Ghetto. Napisalem tekst, ktory mozna by nazwac swoistym programem badan, ktory nazwalem Palimpsesty Zaglady, dlatego – co jest bardzo interesujace nie tylko dla historyka, ale i dla badacza literatury – ze stykamy sie w getcie z niezwyczajna rozmaitoscia tekstow – od oficjalnych, po najbardziej osobiste, ktorych autorami byly czesto te same osoby. W lodzkim getcie, jak wiadomo, powstal jeden z jeden z najwazniejszych dokumentow czasow Holocaustu, czyli Kronika Lodzkiego Getta, tj. codzienny zapis najwazniejszych wydarzen w czterech olbrzymich tomach. W Polsce ukazaly sie dotad dwa, teraz pracuje sie nad wydaniem calosci po polsku i po niemiecku. Tamte dwa tomy ukazaly sie przed 1968 rokiem, a potem sklad dalszych dwoch zostal rozrzucony.. W kazdym razie, istnieje ten nieoceniony dokumentarny zapis rzeczywistosci getta. Istnieja ponadto rozmaite pamietniki, dzienniki, z ktorych najslynniejszy jest Dawida Sierakowiaka w jidysz, ktory tez nigdy nie ukazal sie po polsku w calosci. Caly swiat zna piec zeszytow dziennika Dawida Sierakowiaka, a w Polsce ukazaly sie dawno temu tylko trzy.

Mozna w przenosni powiedziec, ze lodzkie getto wciaz pisze, bo co i raz odnajduja sie rozmaite teksty w archiwach, czy przypadkowo odkryte przy jakichs remontach czy wyburzeniach. W ten sposob odnaleziono dziennik Jehudy Lubinskiego. Jest oczywiscie tez bardzo znany dziennik Jakuba Poznanskiego, ktorego pelne wydanie ukazalo sie niedawno. Tych dziennikow jest wiecej, powstawaly one w jidysz, po polsku i po niemiecku. Sa tez teksty o charakterze wspomnien, ktore pisano po latach, ze swiadomoscia calej tragedii Holocaustu. Powstawala tez pozniej literatura sensu stricto o lodzkim getcie. Arnold Mostowicz wydal tom opowiadan, ktore powstaly na kanwie jego wlasnych doswiadczen, jako lekarza w getcie, ale to juz jest literatura wykreowana, choc nasycona najrozmaitszymi realiami. Przez teksty powiesciowe przebijaja przekazy, z Kroniki Lodzkiego Getta, z roznych dziennikow, itd. A na to wszystko nakladaja sie jeszcze dziesiatki tekstow poetyckich, ktore wciaz sa odnajdywane w archiwach w Izraelu, w Nowym Jorku, czy gdzie indziej. Nawet zbiory Zydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie nie zostaly jeszcze dokladnie wykorzystane.. Przykladem sa wiersze i notatki poetyckie Melanii Fogelbaum, ocalone przez pania Helene Zymler-Svantesson ze Szwecji, ktore Ty opracowales do polprywatnego wydania w Lodzi w 2004 r.

Te wszystkie teksty, jakby zapisane jeden na drugim, tworza wlasnie palimpsestowy tekst. Tworzy sie w ten sposob wielotekstowy zbior, na podstawie ktorego mozna nie tylko rekonstruowac wydarzenia w lodzkim getcie, ale poszukiwac w nich literackich, artystycznych form.

Moim ograniczeniem jest to, ze nie znam jidysz, ale jedna z moich studentek, Malgorzata Koziel, byla przez rok na stypendium w Izraelu, wrocila i pisze teraz prace o gettowej prozie Jeszajahu Szpigla, ktory przezyl Lodzkie Getto i w Izraelu dozyl do lat 1990., zostawiajac spora tworczosc w jidysz. Pani Malgorzata debiutuje teraz tez jako tlumaczka z jidysz (wkrotce ukaze sie w Midraszu opowiadanie Szpigla w jej przekladzie).

Poza tym z Pragi przywiozlem tekst opowiadania Frantiszka Kafki (zbieznosc nazwisk przypadkowa), Czecha, ktory byl w Lodzkim Getcie. Opowiadanie powstalo w getcie i nazywa sie Wigilijna legenda Litzmannstadt Ghetto. Jest to utwor paraboliczny o historii zmarlego w getcie Zyda, ktorego przyjmuje sw. Piotr. To w Polsce nieznany tekst.. Bedzie tez drukowany w Midraszu w przekladzie Leszka Engelkinga.

– Jak wspominasz obchody 60-lecia likwidacji Lodzkiego Getta w sierpniu 2004 r.?

– Nie wchodzac tu w bardzo istotna historie i role Zydow w Lodzi i historie Lodzkiego Getta, zwanego przez nazistow Litzmannstadt Ghetto, trzeba powiedziec, ze po wojnie lodzkie getto zniknelo z pamieci miasta Lodzi. Profesor Wladyslaw Bartoszewski obwinia za te dziure w pamieci, ideologie i ustroj komunistyczny. Mysle, ze to moglo miec jakies znaczenie, moze nawet istotne, ale istotniejsze bylo to, ze ludnosc miasta po 1945 r. w swojej znakomitej masie byla naplywowa. Rdzenni lodzianie po 1945 r. stanowili nieliczny procent mieszkancow miasta i wlasciwie nie mial kto przechowac pamieci o tym, co dzialo sie w Lodzi pod okupacja niemiecka podczas drugiej wojny swiatowej. To przede wszystkim zadecydowalo i Lodz na dlugie lata zapomniala o swojej, takze zydowskiej przeszlosci.

Stad obchody pod koniec sierpnia 2004 r., 60. rocznicy likwidacji Lodzkiego Getta, nagle uswiadomily mieszkancom Lodzi ich dramatyczna, tragiczna historie. Do Lodzi przyjechalo wtedy okolo 5000 Zydow, doslownie z calego swiata, w tym kilkuset jeszcze zyjacych, ocalalych z Holocaustu lodzkich Zydow. Widzialem wzruszenie na twarzach tych przybylych, ktorych przyjeto tu znakomicie. Wydaje mi sie, ze wladze miasta stanely na wysokosci zadania; to byl organizacyjny popis. Grupy mlodziezy z calej Europy oznaczyly teren bylego getta przy pomocy napisow na chodnikach i ulicach. Widac, nawet jeszcze teraz, ze przekraczasz pewna bariere, wchodzisz w teren, gdzie istnialo getto. Poproszono lokalna mlodziez, harcerzy, ktorzy w upale opiekowali sie przyjezdnymi; to mialo tez edukacyjne znaczenie. Roznosili wode, nikt nie zaslabl, mimo, ze bylo tylu starszych ludzi. Waznym wydarzeniem byl "Marsz Zywych" po uroczystosciach o charakterze religijnym – odmowiono m.in. Kadisz – ktore odbyly sie na zydowskim cmentarzu w Lodzi. Kilka tysiecy uczestnikow uroczystosci, ale takze i lodzian, przeszlo od cmentarza na Brackiej az do stacji Radogoszcz, skad 60 lat wczesniej deportowano do Auschwitz ostatnich Zydow z getta. Bardzo wielu uczestnikow tego marszu, takze lodzian, mialo jarmulki na glowach. To bylo nie tylko upamietnienie, ale wyraz solidarnosci w pamieci. Liczni inni lodzianie na trasie tego pochodu utworzyli ogromny szpaler i u nich tez widzialem emocje i wzruszenie. Kazdy z ocalalych zasadzil swoje drzewko – z imieniem i nazwiskiem. Te drzewka stworzyly "Park Ocalalych".

Podkreslam, Lodz uswiadomila sobie swoja historie: "w domu, w ktorym ja teraz mieszkam, ktos umarl z glodu – ja o tym nie wiedzialem/lam, bo i skad mialem/lam wiedziec". Lodz odzyskala swoja pamiec.


Rozmowa w Lodzi, 11 grudnia 2005;
tekst autoryzowany 19 czerwca 2006.




Przypisy:
  1. Grzegorz Gazda, Slownik europejskich kierunkow i grup literackich XX wieku. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2000. 768s.   (powrot)

  2. Por. np. Magdalena Czubinska, Grafika Alfonsa Muchy ze zbiorow Muzeum Etnografii i Rzemiosla Artystycznego we Lwowie oraz Muzeum Narodowego w Krakowie. Katalog wystawy w Muzeum Narodowym w Krakowie, czerwiec-sierpien 2006, Muzeum Narodowe w Krakowie, Krakow 2006. 64s.   (powrot)




Teksty Grzegorza Gazdy i teksty o podobnej tematyce zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2006 Zwoje