8 czerwca 2006 minęło pięćdziesiąt lat od śmierci Jana Lechonia w Nowym Jorku.





JÓZEF ŻYWINA




Na śmierć Lechonia


O świcie nagle wyjęto z ram
spopieloną zieleń
 
Niebo spłynęło w otwarte jamy ścian
Runęło z domem
Przywalonym gryzącym dymem
 
Pozostali umarli
w sąsiedztwie wysokich ptaków
kreślących skrzydłami zatoki śmierci
 
Z oczu umarłych sypie się żółty piach
jak z klepsydr –
 
O świcie załzawionym pustka wypływa z okien
głuche milczenie i strach
w którym lata na proch nas starły
 
W sąsiednim domu stukają na alarm
– s.o.s. rozbitków rzuconych w pustkę
 
Ale rozpacz jest szybka
już nas dopadła – podmywa  
Żałobnym ptactwem w niebo biją klątwy i krzyki
i widma plamiące ludzką pamięć
jak chusta
świętej Weroniki
 
Nad snami Starców – ręka bezowocnej śmierci
gdy noc barami w jałowy dom się wparła
 
W świszczącym oddechu wpadniętej piersi
wygnańca na przedmieściach obcych stolic
jałowa noc pokrywa resztki snów umarłych
– wyrwanych z tkniętych paraliżem dłoni
 
W nierównym tętnie fabrycznych olbrzymów
szeleści łowiecka sieć pająka;
nim nas przysłoni śmiertelnym całunem –
porazi pamięć – ubezwładni
i gdy noc już dobrze cierpieniem nasiąknie
– pozwoli bezowocnie zginąć
 
Widziałem tę śmierć z wysoka
chwytającą was za gardła
 
W urnach wyschniętych czaszek
przesypywały się żywe prochy
bo żyliście jeszcze
a już nie żyli
mówiący językiem martwych
myślący coraz zawilej
 
Mówiono – Tęsknota
trąbiono do Czynu
ale dźwięki były fałszywe
słowa zgrzytały jak piasek
w zapienionych ustach
ludzi jeszcze żyjących
a już nie żywych
 
Widziałem tę śmierć z wysoka
dymiła z rumowisk idei
 
Nie chciałem taką śmiercią umierać
więc runąłem jak u Norwida
fortepian trumna
 
Niech serce pęka wysokim tonem
zerwanej struny.
 

Kultura, 9/107, 1956, Paryż.






Roman Kramsztyk:   Portret Jana Lechonia, 1919,
olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Warszawie.




Józef Żywina, zm. 1989, poeta, mieszkał na emigracji.





Wiersze Jana Lechonia i teksty o nim zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2006 Zwoje