Przytaczamy wazny glos wybitnego socjologa na temat teraz "goracy" we wszystkich srodowiskach w Polsce, w siedemnascie lat po zmianie systemu politycznego. Choc zakres spoleczny przeszlej kolaboracji z UB i SB w Polsce wydaje sie przerazajacy, skala i roznorodnosc tej wspolpracy wymaga trzezwego zrozumienia, nie tylko jako obraz ponurej przeszlosci, ale i, mimo wszystko, ostrzezenie na przyszlosc. Niestety z tego, co obserwuje z bliska, w Polsce takiej rzeczowej dyskusji jest o wiele za malo, stosuje sie do niej, przede wszystkim oficjalnie, podwojne miary, szafuje sie niesprawdzonymi domyslami i oskarzeniami. Wynikiem tego i roznych innych posuniec, jest po prostu rozszerzajaca sie bardzo nieprzyjemna atmosfera spoleczna w Polsce.

Ponizszy tekst zostal po raz pierwszy opublikowany w Rzeczpospolitej z 7 czerwca 2006. Serdecznie dziekuje Profesorowi Dr. hab. Piotrowi Sztompce za chetna zgode na publikacje tego tekstu w Zwojach.

Andrzej Kobos





DEKALOG LUSTRACJI





PIOTR SZTOMPKA



Wydarzenia ostatnich dni sprawily, ze lustracja stala sie znow glownym tematem debaty publicznej. Rownoczesnie w Sejmie trwaja prace nad nadaniem coraz bardziej zywiolowemu procesowi lustracji wyraznych ram prawnych. Moze jest to wlasciwy moment, zeby przypomniec pewne prawdy oczywiste – tak oczywiste, ze niestety najczesciej w debacie ignorowane.

Cywilizacja, w obrebie ktorej zyjemy – zachodnia, chrzescijanska – zdefiniowala swoiste standardy cywilizacyjne, powszechnie dzis uznane w krajach tego kregu kulturowego. Niektore z nich odnosza sie wprost do problemu lustracji i pozwalaja latwo odroznic lustracje "dzika" od cywilizowanej. Znalazlem ich dziesiec i dlatego nazywam ich zbior dekalogiem lustracji.


* * *

I

Zasada odroznienia czynu i winy. Stwierdzenie czynu, np. wspolpracy z SB, nie jest jeszcze tym samym, co okreslenie winy. Bo istotne sa okolicznosci, w jakich do czynu doszlo – znane doskonale prawnikom okolicznosci lagodzace, a nawet niekiedy wylaczajace wine. Albo przeciwnie – okolicznosci obciazajace, np. pospolite, niegodne intencje sprawcy. Na przyklad, czyz moze byc obojetne, czy ktos kontaktowal sie ze Sluzba Bezpieczenstwa, bo chcial zarobic, czy dlatego, ze chcial zdobyc cement na budowe kosciola? A poza tym istotne sa rzeczywiste skutki czynu, rozmiar szkody, naruszenia czyichs dobr, pogwalcenia czyichs praw. Tymczasem "dzika lustracja" nie odroznia czynu i winy. Publikacja list "agentow" – zalozmy nawet, ze wiarygodnych i potwierdzonych – oznacza tylko, ze ktos wspolpracowal


II

Zasada proporcjonalnosci kary do winy. Wlasnie do winy, a nie samego czynu. Wiemy, jak szerokie "widelki" kar przewiduje kodeks dla kazdego czynu przestepczego i wiemy z praktyki orzecznictwa, jak rozne kary – wlasnie po ustaleniu stopnia winy – wymierzaja sady za te same czyny. Tymczasem publikacja nazwisk "agentow" oznacza kare jednolita, taka sama dla wszystkich i do tego nie byle jaka. Badania socjologiczne wsrod osob skazanych przez sady pokazuja, ze dotkliwosc infamii bywa czesto wieksza, niz odebranie wolnosci. Szafowanie kara "smierci cywilnej" w kraju, ktory szczyci sie zniesieniem kary smierci – to jakis bolesny dysonans.


III

Zasada wymierzania kary po ustaleniu winy, a nie przedtem. Tymczasem sensacja prasowa, oparta na donosie, plotce, przecieku, przypadkowym "odkryciu" w aktach Instytutu Pamieci Narodowej, oznacza kare, zanim jakakolwiek procedura sprawdzajaca zostala wszczeta.


IV

Zasada prawa do obrony. Pomysl, ze osoby z raz publicznie ogloszonej listy "agentow" dopiero potem beda mogly bronic swojego dobrego imienia w sadach, jest z ta zasada jawnie sprzeczny. Jest to tylko pozor prawa do obrony. Jaka gazeta zechce nawet na ostatniej stronie zamiescic po latach postepowania sadowego notke, ze osoba kiedys zdobiaca swoim zdjeciem jej pierwsza strone jako "agent", oczyscila sie w koncu z zarzutow? I jakie to w ogole bedzie mialo znaczenie dla zlamanego zycia takiej osoby?


V

Zasada domniemania niewinnosci. Otoz, dopoki wina nie zostanie prawomocnie stwierdzona i wywazona, nawet przyznanie sie do czynu nie powinno prowadzic do publicznej identyfikacji sprawcy i jego potepienia. Zabojca czy gwalciciel do momentu prawomocnego wyroku to tylko Stefan S. albo Jan K., a jego wizerunek w prasie czy telewizji jest starannie zamazywany. U nas domysl, donos, plotka czy prywatna lektura akt IPN przez osobe pokrzywdzona – a wiec najczesciej daleka od bezstronnosci – wystarcza, zeby na pierwszych stronach gazet ukazywaly sie nazwiska i wielkie zdjecia domniemanych "agentow".


VI

Zasada niezawislych sedziow. Oznacza ona, ze tak ogromnie wazna sprawe, jak ustalanie winy i wymierzanie kary, powierza sie tylko tym, ktorzy posiadaja szczegolne kompetencje i kwalifikacje moralne, a niezaleznosc zawodowa pozwala wierzyc w ich niezawislosc i obiektywnosc. Poniewaz nawet w tych wyjatkowych warunkach ludzie bywaja omylni, zapewnia sie jeszcze wieloinstancyjna kontrole, mozliwosc odwolania od wyrokow. Tymczasem u nas w procesie lustracji role sedziow – i to w majestacie dotychczas obowiazujacego prawa lustracyjnego – przejmuja dziennikarze i historycy. Rola zawodowa dziennikarza nie jest rola sedziego, a swiat ostro konkurujacych mediow moze jeszcze dodatkowo sprzyjac poszukiwaniu goracej sensacji, raczej niz zimnej, w pelni obiektywnej i malo ciekawej prawdy.

Z kolei historycy posiadaja zawodowe kompetencje i pelna legitymacje dla ujawniania mechanizmow spolecznych czy politycznych zniewolenia, penetracji srodowisk przez peerelowskie sluzby specjalne itp., natomiast gdy natrafiaja "przypadkiem" w aktach IPN na jakies znane nazwisko i biegna z tym do prasy, to dokonuja uzurpacji, bo wystepuja w zupelnie innej roli. Pomysl oddania roli sedziow ustalajacych wine masom zwyklych obywateli przez pelne, publiczne otwarcie teczek czy "zawieszenie" ich w Internecie, stoi z moja piata zasada w jeszcze wiekszej sprzecznosci.


VII

Zasada przedawnienia win. Zastanawia mnie, dlaczego pospolici przestepcy po pewnym czasie moga juz spac spokojnie, bo karalnosc ich czynu ulegla przedawnieniu albo kara "zatarciu", a w procesie lustracji sciga sie za grzechy – wieksze czy mniejsze bez roznicy – popelnione iles dziesiatkow lat temu. Na jakiej podstawie sadzimy, ze jak ktos bardzo dawno temu "doniosl" – chocby ze sklonnosci do plotkarstwa – to jakas niezmywalna skaza pozostaje na nim na cale zycie? I dlaczego ma to go do konca zycia dyskwalifikowac zawodowo, srodowiskowo? Czyzby kazdy kontakt z SB kwalifikowano jako zbrodnie przeciwko ludzkosci, a wiec te kategorie, co do ktorej nie obowiazuje przedawnienie?


VIII

Zasada odkupienia win.. Uznajac nawet, ze kilkadziesiat lat temu ktos zachowal sie nagannie czy haniebnie, czy mamy przekreslic to, co potem uczynil dobrego? Domniemani "agenci", ktorych nazwiska i wizerunki trafiaja na pierwsze strony gazet, stali sie slawni dlatego, ze cos spolecznie wartosciowego, szeroko znanego i uznanego robili pozniej, juz w czasach wolnosci. Czy wiele lat nienagannej moralnie, waznej, wyrozniajacej sie aktywnosci nie powinno sklaniac do wybaczenia, a nawet zapomnienia dawnych win? Przeciez za dobre sprawowanie w wiezieniu nawet zbrodniarz jest przedterminowo zwalniany..


IX

Zasada zadoscuczynienia ofiarom przez krzywdzicieli. Stosuje sie ona oczywiscie tylko do takich sytuacji napotykanych w toku lustracji, w ktorych zaistnialy ofiary. Nie kazdy kontakt z SB prowadzil do czyjejs wymiernej krzywdy: nie kazda informacja byla donosem na kogos, a nawet nie kazdy donos sprowadzal na kogos klopoty czy przesladowania. Tymczasem w procesie lustracji tego rozroznienia nie dokonuje sie, przyjmujac, ze wszyscy domniemani "agenci" byli czyimis krzywdzicielami i kara "smierci cywilnej" czy zanegowania dorobku zycia przez publiczne potepienie jest wyrownaniem zadawnionych rachunkow. A rownoczesnie zupelnie jakos zapomina sie, ze rzeczywistymi krzywdzicielami byli przewaznie nie tyle "tajni wspolpracownicy", co calkiem jawni oficerowie prowadzacy, funkcjonariusze sluzb specjalnych uciekajacy sie do grozb, naciskow, szantazu, a dzisiaj pobierajacy mundurowe emerytury. Paradoksalnie, domniemani agenci, to takze czesto ofiary systemu, czasow, w ktorych zyli, presji, ktora przekroczyla ich odpornosc. Moze zasluguja choc troche na wspolczucie, a nie tylko odwet. I moze warto sie takze zastanowic, czy rzeczywistymi krzywdzicielami nie staja sie czasami zbyt gorliwi lustratorzy.


X

Zasada bilansowania dalekosieznych skutkow spolecznych. Wymog ten dotyczy oczywiscie wszelkich poczynan politycznych. W przypadku lustracji chodzi o wnikliwe rozwazenie, jaka jej forma przyniesie najmniejsze szkody dla atmosfery w stosunkach miedzyludzkich, wiezi moralnych spajajacych ludzkie wspolnoty, w tym wspolnote narodowa czy religijna. Wzajemne zaufanie, lojalnosc i solidarnosc obywateli to warunek dobrego panstwa, sprawnej gospodarki i dajacego satysfakcje zycia codziennego. To takze ogromna, stale obecna potrzeba ludzi, ktora tak wyraznie ujawnia sie w tych wspanialych, a rzadkich momentach uniesien zbiorowych, ktorych niedawna okazja byla wizyta Benedykta XVI. W dniach powszednich mamy jednak w Polsce silny deficyt trwalych wiezi moralnych. W moim przekonaniu pranie brudow sprzed kilkudziesieciu lat nie sprzyja ich umocnieniu.


* * *

Porownajmy nastroj niedzieli, kiedy zegnalismy Papieza, i poniedzialku, kiedy powrocilo od razu polskie pieklo. Skoro jednak lustracji nie da sie juz uniknac, bo przemawia za nia inna istotna wartosc spoleczna – ujawnienie prawdy o przeszlosci, to przynajmniej czynmy to bardziej dyskretnie, z rozwaga, umiarem, w mysl jasnych dla obywateli, sprawiedliwych i cywilizowanych procedur, ktore wezma pod uwage przynajmniej niektore z tych zasad, jakie wymienilem wczesniej.


Pierwodruk: Rzeczpospolita, 7 czerwca 2006.






Piotr Sztompka
(fot. Andrzej Kobos, 2006)

Piotr Sztompka, ur. 1944 r., dr nauk spolecznych, dr hab. w zakresie socjologii, prof. zwycz. Uniwersytetu Jagiellonskiego, kierownik Zakladu Socjologii Teoretycznej Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellonskiego, profesor Wyzszej Szkoly Europejskiej im. J. Tischnera w Krakowie. Czlonek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, czlonek czynny Polskiej Akademii Umiejetnosci (od 1992 r., czl. korespondent od 1991 r.), czlonek The American Academy of Arts and Sciences (Cambridge, MA) i Academia Europaea (Londyn). Prezydent International Sociological Association.

Wykladowca na szeregu uniwersytetach amerykanskich, europejskich i australijskich oraz w roznych organizacjach europejskich. Autor ponad dwustu prac naukowych i okolo dwudziestu ksiazek na tematy socjologiczne, opublikowanych glownie w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, oraz po polsku, m.in. znanego podrecznika Socjologia. Analiza spoleczenstwa, Wyd. Znak, Krakow 2002, przetlumaczonego na kilka jezykow.





Teksty Piotra Sztompki zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2006 Zwoje