Zamieszczam tekst wykładu, który wygłosił profesor dr hab. Andrzej Zoll na posiedzeniu Walnego Zgromadzenia Polskiej Akademii Umiejętności w dniu 24 czerwca 2006 r. w Krakowie.
Dziękuję serdecznie Panu Profesorowi Andrzejowi Zollowi za udostępnienie mi dla Zwojów tego niezwykle istotnego społecznie tekstu.Andrzej Kobos
CZY POLSKA JEST PAŃSTWEM PRAWA?
ANDRZEJ ZOLL
Stawanie się państwem prawnym jest pewnym procesem rozłożonym w czasie. Obowiązuje to szczególnie w odniesieniu do tych państw, które, tak jak Polska, zmieniły ustrój i rozpoczęły budowę państwa prawnego. Trudno jest określić jednoznaczny punkt w tym procesie, po przejściu którego można stwierdzić, że dane państwo jest już państwem prawa. Odróżnić trzeba także przynajmniej dwie warstwy: warstwę normatywną od warstwy empirycznej.
W warstwie normatywnej należałoby udzielić odpowiedzi twierdzącej. Rzeczpospolita Polska od 31 grudnia 1989 r., czyli od czasu wejścia w życie noweli Konstytucji z 1952 r., jest demokratycznym państwem prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej (art. 1 wprowadzony ustawą z 29 grudnia 1989 r. o zmianie Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, Dz. U. Nr 75, poz. 444). Obowiązująca Konstytucja z 1997 r. w art. 2 powtórzyła tę podstawową normę ustrojową. Zgodnie więc z Konstytucją, Rzeczpospolita Polska jest państwem prawnym. Można jedynie wyrazić zdziwienie wobec kpiącego tonu niektórych polityków na temat wprowadzenia do przepisów konstytucyjnych zasady demokratycznego państwa prawa. W pełni zgadzam się z panem Tadeuszem Mazowieckim stwierdzającym, że właśnie wtedy Polska otrzymała busolę pozwalająca na określenie kierunku koniecznych zmian. Z wagi tej busoli mogłem zdawać sobie w pełni sprawę orzekając na początku lat dziewięćdziesiątych w Trybunale Konstytucyjnym. Bez zasady demokratycznego państwa prawnego w przepisach konstytucyjnych Trybunał Konstytucyjny nie mógłby wnieść tak istotnego wkładu w transformację polskiego porządku konstytucyjnego.
Także na płaszczyźnie normatywnej nie można zapomnieć, że interpretacja zasady demokratycznego państwa prawnego, jej treść, ulega ewolucji, nie stanowi niezmiennej skamieliny. Szczególnie była ona płynna przed wejściem w życie Konstytucji z 1997 r. Wtedy bowiem treść normy art. 1 Konstytucji z 1952 r. musiała być wypełniana stopniowo przede wszystkim orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego. Obecnie wiele z wypracowanych wtedy zasad weszło do treści obowiązującej Konstytucji, jako jej normy szczegółowe. Znacznie więcej możemy więc dzisiaj, w oparciu o Konstytucję, powiedzieć, co składa się na treść demokratycznego państwa prawnego. Możemy również porównać wzorce polskiej Konstytucji ze standardami państwa prawnego obowiązującymi np. w Unii Europejskiej lub w jej państwach członkowskich. Dokonując tego porównania możemy, bez ryzyka większego błędu, stwierdzić, że Konstytucja z 1997 r. przyjęła wzorce dla państwa prawa przynajmniej odpowiadające standardom przyjmowanym w umocnionych demokracjach. Można byłoby wskazać polskie rozwiązania idące dalej w zabezpieczeniu praworządności, niż przyjmowane są w konstytucjach państw europejskich lub w części II Traktatu Konstytucyjnego Unii Europejskiej. Z punktu widzenia przyjętego wzorca konstytucyjnego Polska jest demokratycznym państwem prawnym.
* * *
Patrząc na postawione pytanie z punktu widzenia empirycznego, musimy zbadać, czy polska legislacja, polska administracja i polskie sądownictwo odpowiadają konstytucyjnym wzorcom państwa prawa. Czy porządek prawny tworzony przez polskiego prawodawcę, decyzje wydawane przez urzędy i orzeczenia wydawane przez sądy są zgodne z zapisanym w Konstytucji standardem państwa prawnego.
Zacznę od kilku problemów związanych z obowiązującą Konstytucją. Stwierdziłem już, że przyjęte w niej wzorce realizują nawet wysoko postawione standardy demokratycznego państwa prawa. Nie oznacza to jednak, że także do Konstytucji nie należy w przyszłości wprowadzić poprawek likwidujących pewien deficyt w zabezpieczeniu pełnego przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela. Mam tu na myśli przede wszystkim instytucję skargi konstytucyjnej.
W art. 79 skarga konstytucyjna została ujęta zbyt wąsko. Brak jest w polskim systemie prawnym instrumentu służącego usunięciu z porządku prawnego prawomocnej decyzji lub prawomocnego orzeczenia sądu, w tym także orzeczenia Sądu Najwyższego, naruszającego wolności i prawa chronione Konstytucją. Skarga konstytucyjna może być skierowana jedynie przeciwko normie prawnej mającej naruszać wolności i prawa chronione Konstytucją. Nie może być skierowana przeciwko aktowi stosowania prawa. Można wskazać nie jedno prawomocne rozstrzygniecie władz administracyjnych lub sądowych naruszające wolności i prawa obywatela chronione Konstytucją.
Jeszcze raz chcę podkreślić jednak, że – szczególnie w zakresie dotyczącym wolności i praw człowieka i obywatela – polska Konstytucja spełnia standardy państwa prawa, budując ochronę tych wolności i praw na silnym fundamencie przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka (art. 30).
Zasada państwa prawa oznacza, że państwo rządzone jest w sposób demokratyczny tzn., że każdy dorosły obywatel ma równe prawa, ma dostęp do urzędów, ma możliwość wpływania, chociażby poprzez uczciwie przeprowadzane wybory na skład najwyższych organów w państwie. Decyzje w organach kolegialnych zapadają większością głosów, w państwie obowiązują procedury demokratyczne. To państwo demokratyczne ma być jednak także państwem prawnym, a to oznacza, że przede wszystkim władza publiczna może działać tylko na podstawie prawa i w jego granicach. Obywatel natomiast nie może ponosić żadnych ujemnych konsekwencji jeśli nie postąpił w sposób przez prawo zakazany. Obywatel z reguły korzysta więc z gwarantowanej prawnie wolności, ograniczanej jedynie ze względu na wolność innych osób i konieczność troski o dobro wspólne. Władza publiczna nie ma obszaru wolnego działania. Korzysta jedynie z nadanych jej prawnych kompetencji.
Uważam, że w państwie prawnym obywatel powinien mieć prawo do dobrze funkcjonującego państwa tzn. do:
- jednoznacznej, spójnej i stabilnej legislacji;
- opartych na takiej legislacji, a więc na prawie i wydawanych w ramach prawa, decyzji administracji rządowej oraz samorządowej, traktującej obywateli podmiotowo, z pełnym poszanowaniem zasady równości, administracji przyjaznej obywatelowi;
- sprawnie funkcjonującego i w pełni niezależnego sadownictwa oraz do rozpatrzenia sprawy przez w pełni niezawisłych sędziów w rozsądnym terminie.
Realizacja zasady demokratycznego państwa prawa oznacza realizację w praktyce prawa obywatela do dobrze funkcjonującego państwa.
Zacznę od prawa obywatela do dobrej legislacji. Mówiłem to już wielokrotnie i powtarzam znowu, że stan polskiej legislacji wymaga natychmiastowych reform. Jak trafnie stwierdziła prof. Wronkowska–Jaśkiewicz,
"system prawa powinien być spójny i stabilny, znajdować uzasadnienie w zespole powszechnie uznanych wartości, być funkcjonalny i przejrzyście skonstruowany. Polski system prawa (...) nie spełnia żadnego z wymienionych warunków w stopniu, który moglibyśmy uznać za zadawalający. Przeciwnie, nadmiar regulacji prawnych i ich niesharmonizowanie, nietrafność rozwiązań prawnych, ich skomplikowanie, nieczytelność osiągnęły taki stopień, że nawet sądy przestały sobie z prawem radzić i otwarcie o tym mówią".Prawo zatraciło, ze względu na liczbę obowiązujących przepisów, ich niespójność, wieloznaczność i niestabilność, funkcję motywującą podmioty do nakazanego w normach prawnych zachowania. Adresat normy prawnej nie jest w stanie zapoznać się z jej treścią, nie jest więc w stanie, bez pomocy fachowców, określić zakresu swoich praw i obowiązków wynikających z obowiązujących norm. Stan majątkowy dużej części obywateli uniemożliwia korzystanie z profesjonalnej pomocy prawnej. Obywatele ci, przez swą nieznajomość obowiązującego prawa, skazani są na dobrą, ale także często jeszcze złą wolę urzędników. Brak jest w Polsce rozwiniętych służb doradztwa prawnego traktowanego jako pomoc społeczna.
Na stan polskiej legislacji niebagatelny wpływ ma sytuacja polityczna w parlamencie. Brak stabilnej większości, konieczność poszukiwania kompromisów, prowadzi do niespójności aksjologicznej stanowionego prawa. Ostatnio doszło wyraźne dążenie do postawienia realizacji celów politycznych ponad ramami wynikającymi z norm prawnych, w tym w szczególności norm konstytucyjnych. Tę tezę ilustruje bardzo dobitnie uchwalenie tzw. ustawy medialnej uznanej w zasadniczych punktach przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodną z Konstytucją. Powołanie przez Sejm komisji śledczej do zbadania działalności banków jest dalszym dowodem lansowania przez opcję dominującą w Sejmie tezy, że polityka nie musi być podporządkowana prawu. Odrzucana jest więc w takich wypadkach podstawowa zasada demokratycznego państwa prawa wyrażona w art. 7 Konstytucji – zasada legalizmu.
Uważam za konieczną reformę procesu legislacyjnego zapoczątkowanego opracowaniem projektu przez służby rządowe po jego opublikowanie w Dzienniku Ustaw. Konieczne jest ograniczenie możliwości zmiany ustawy, a także zgłaszania na każdym etapie procesu legislacyjnego poprawek do tekstu przedstawionego przez rząd. Powinno się wymagać od projektodawcy uzasadnienia, dlaczego założone cele nie mogą być osiągnięte przy zachowaniu obowiązujących przepisów. Dlaczego nie można uniknąć nowelizacji przez zastosowanie wykładni obowiązujących przepisów w lepszym stopniu dostosowującej rozumienie ich treści do aktualnych potrzeb. Konieczne jest też wymaganie uzasadnienia rzeczywistych kosztów proponowanych zmian.
Niepokój budzi uchwalanie przepisów, których realizacja nie ma pokrycia w budżecie państwa. Dotyczy to szczególnie niedoszacowania potrzeb pomocy społecznej. Uchwalana co roku ustawa budżetowa od kilku już lat zabezpiecza środki pokrywające w jedynie około 75 % potrzeby na pomoc społeczną wynikających z innych ustaw. Nie muszę w tym miejscu tłumaczyć, jak taki stan wpływa na pracę ośrodków pomocy społecznej i ocenę funkcjonowania państwa w oczach obywateli, którym ustawy przyznały, może zbyt pochopnie, określone świadczenia. Zwracam na to uwagę, gdyż obecnie w parlamencie dosyć beztrosko dochodzi do uchwalania ustaw przyznających różne świadczenia społeczne. Zachodzi wysokie prawdopodobieństwo niedoszacowania ich kosztów.
Prawo do dobrej administracji zostało zapisane w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej i weszło wraz z nią w skład Traktatu Europejskiego, którego los został zawieszony.
Realizacja prawa do dobrej administracji wymaga kompetentnej kadry, służącej państwu, społeczeństwu i obywatelowi, który jest stroną postępowania administracyjnego. Kadra ta powinna być dobierana na podstawie konkursu, dostępnego dla wszystkich posiadających wymagane kwalifikacje i którego kryteria rozstrzygnięcia muszą być jawne. Niepokój wzbudza zmiana ustawy o służbie cywilnej, ponownie umożliwiająca do niej dostęp bez konkursu na zasadzie protekcji i niejasnych kryteriów.
Konkursy o przejrzystych kryteriach i regułach rozstrzygania powinny być stosowane bardzo szeroko także poza służbą cywilną. Dotyczy to zarówno administracji centralnej, jak i administracji samorządowej. Dotyczy to konkursów na stanowiska profesorskie na wyższych uczelniach i konkursów na dyrektorów szkół. Od 1996 r. nie udało się zbudować w Polsce niezależnego od wpływów politycznych, opartego na kompetencjach, korpusu służby cywilnej. Naruszeniem Konstytucji, potwierdzonym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, było wprowadzenie do ustawy o służbie cywilnej, przez jej nowelizację ustawą z 21 grudnia 2001 r., artykułu 144a zezwalającego do dnia 31 grudnia 2002 r. na obejmowanie stanowisk w służbie cywilnej bez zachowania obowiązujących procedur, w tym bez konkursu. Szkoda, że opcja polityczna sprawująca dzisiaj władzę całkowicie zlekceważyła nauki płynące z tego orzeczenia. Przyjmowany obecnie projekt ustawy nie tylko powtarza błędy już zdyskwalifikowane przez Trybunał Konstytucyjny, ale zawiera nowe, prowadząc de facto do likwidacji korpusu służby cywilnej. Nie stać Polski na wymianę kadry administracyjnej po każdych wyborach dających zwycięstwo dotychczasowej opozycji. Nie chodzi tylko o olbrzymie koszty związane z wdrażaniem nowych urzędników do obowiązków. Niewspółmiernie wielki jest koszt społeczny. Urzędnik w Polsce wysokiego i średniego, a nawet najniższego szczebla wie, że jego praca ma charakter prowizoryczny. Brak jest stabilizacji kadry. Umacnia się przekonanie o służbie na rzecz określonej opcji politycznej, a nie o służbie dla państwa, społeczeństwa i obywateli.
W dalszym ciągu występują zjawiska nie wypełniania przez administrację swoich obowiązków w stosunku do obywatela. Bardzo często spotykamy się ze zjawiskiem bezczynności ze strony organu administracji. Stan taki jest dla obywatela znacznie gorszy, niż uzyskanie negatywnej decyzji, o której możliwości zaskarżenia zostaje pouczony. Wobec bezczynnej administracji obywatel czuje się z reguły bezradny.
Ilość spraw, w których przed Naczelnym Sądem Administracyjnym dochodzi do uchylenia decyzji, świadczy o nadal słabym merytorycznym przygotowaniu kadry urzędniczej. Jest to jednak problem, o którym już była mowa. Bez radykalnej zmiany sposobu rekrutacji nie uzyskamy poprawy w funkcjonowaniu administracji.
Drugą ważną przyczyną złego funkcjonowania władzy wykonawczej oraz organów samorządów terytorialnych jest stan prawa. Urzędnik powinien mieć jednoznaczną podstawę prawną dla jego decyzji. Tą podstawą ma być obowiązująca norma stanowiąca źródło prawa, a nie instrukcja, czy dyrektywa przełożonego. Na ocenę realizacji prawa do dobrej administracji ma niewątpliwie istotny wpływ daleko posunięta bezkarność urzędników. Chodzi mi o zindywidualizowaną odpowiedzialność za popełnione błędy funkcjonariuszy publicznych wszystkich szczebli, począwszy od szczebla najwyższego. Odróżnić trzeba wyraźnie podstawę odpowiedzialności funkcjonariusza publicznego jako polityka od odpowiedzialności funkcjonariusza jako urzędnika. Często słyszy się o braku podstaw do odpowiedzialności polityka z powołaniem się na zasadę domniemania niewinności. Zasada ta ma znaczenie jedynie w postępowaniu karnym. Nie odnosi się jednak do podstaw odpowiedzialności politycznej. Brak ponoszenia konsekwencji politycznych przez funkcjonariuszy najwyższego szczebla stwarza atmosferę bezkarności przenoszącą się na szczeble niższe ograniczające się już tylko do odpowiedzialności prawnej. W bardzo ograniczonym zakresie funkcjonuje w Polsce postępowanie dyscyplinarne. Jeśli już nawet jest wszczęte, to trwa w sposób nieusprawiedliwiony bardzo długo, często kończąc się umorzeniem postępowania z powodu przedawnienia. Zatraciliśmy w naszych środowiskach zawodowych potrzebę samooczyszczania się, uległo degradacji znaczenie przestrzegania w postępowaniu nie tylko norm prawnych, ale także norm etycznych. Jest wprawdzie moda na tworzenie coraz to innych kodeksów etycznych; zanikła niestety moda na egzekwowanie od siebie i od innych przyzwoitego zachowania.
Nie mogą przy omawianiu prawa do dobrej administracji pominąć naszego największego zagrożenia, jakim jest korupcja. Liczne badania niezależnych organizacji pokazują, że zjawisko korupcji w Polsce jest właściwie nadal powszechne, spychając nasz kraj na nie przynoszące nam zaszczytu miejsce w siódmej dziesiątce rankingu państw, najgorsze spośród państw przyjętych w 2004 r. do Unii Europejskiej. Myślę, że przyczyna tak rozprzestrzenionej korupcji tkwi w dużym stopniu w wymienionych już przeze mnie wyżej brakach w funkcjonowaniu państwa. Brak jednoznacznych podstaw prawnych podejmowanych decyzji, niejasne procedury, zbyt duży margines swobodnego uznania ze strony urzędnika, niskie kompetencje merytoryczne i niski poziom etyczny urzędników, brak poczucia służenia obywatelowi i państwu i brak odpowiedzialności są – moim zdaniem – zasadniczymi powodami dzisiejszego stanu rzeczy. Bardzo ważnym i do dzisiaj niedostatecznie wykorzystanym instrumentem, do walki z korupcją jest wynikająca z Konstytucji (art. 61) i z ustawy z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz. 1198) jawność, co do zasady, życia publicznego, a więc też jawność motywów podejmowanych decyzji i to zarówno o charakterze generalnym, jak i indywidualnym. Jawność postępowania przyczyni się znacznie lepiej i prędzej do opanowania korupcji, niż tworzenie nowych służb o charakterze policyjnym. Pamiętać trzeba, że ochrona danych osobowych musi być rozumiana jako wyjątek od zasady jawności życia publicznego i nie może dotyczyć spraw publicznych. Osoba stająca np. do konkursu na stanowisko w administracji musi godzić się na to, że informacja o jej kwalifikacjach będzie publicznie dostępna, firma biorąca udział w przetargu na inwestycję, w której zaangażowane są środki publiczne musi godzić się na to, że po rozstrzygnięciu przetargu zostaną ujawnione złożone oferty. Nie można w takim wypadku zasłaniać się tajemnicą handlową. Jeżeli nie zacznie się likwidować wspomnianych tu przyczyn tak rozwiniętej korupcji, to nie pomoże, należy to jeszcze raz podkreślić, w jej zwalczeniu powołanie Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
Przechodzę obecnie do trzeciej dziedziny, w której realizuje się prawo obywatela do dobrego państwa – prawo do sprawnego, niezależnego wymiaru sprawiedliwości i do rozpatrzenia sprawy przez niezawisłego sędziego w rozsądnym terminie.
Od dawna panuje opinia, że wymiar sprawiedliwości jest najsłabszym filarem, na którym ma się opierać budowa państwa prawnego. Obawiam się, że opinia ta nie jest już aktualna, a to przez to, że pozostałe dwa filary legislacja i administracja uległy znacznemu osłabieniu. Natomiast, co do wymiaru sprawiedliwości można obserwować ostatnio oznaki pewnej poprawy. Następuje bardzo powolne, ale jednak, nadrabianie zaległości i skracanie tym samym czasu oczekiwania na prawomocne rozstrzygnięcie sprawy.
Trzeba podkreślić, że zarówno normy konstytucyjne, jak i przepisy ustawowe dobrze zabezpieczają niezależność sądów i niezawisłość urzędu sędziowskiego. Ta niezawisłość zależy oczywiście nie tylko od uregulowania ustawowego, ale od osobowości sędziego, przyjętego przez niego systemu wartości. Najwyższy niepokój muszą budzić wypowiedzi polityków podważające zasadę niezależności sądów i niezawisłości sędziowskiej. Myślę tu także o wysoce niepokojących wypowiedziach dotyczących Trybunału Konstytucyjnego i planów uzyskania wpływu na podejmowane przez Trybunał rozstrzygnięcia.
W funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości występuje wiele spraw, które rzutują na ocenę realizacji prawa do dobrego państwa.
Dostępność do sądu jest utrudniona przez stosunkowo wysokie koszty postępowania, a decyzja o zwolnieniu od ponoszenia kosztów ma w wysokim stopniu charakter arbitralny. Człowiek w trudnej sytuacji materialnej, a takimi jest większa część polskiego społeczeństwa, ma zasadnicze trudności w korzystaniu z fachowej pomocy prawnej przy wszczynaniu postępowania i w trakcie trwania procesu. Nakłada się na to także bardzo niski poziom świadomości prawnej obywateli, o którego przyczynach była już wcześniej mowa.
W dalszym ciągu problemem sądownictwa jest przewlekłość postępowania, wyznaczanie wielu terminów rozpraw dzielonych długimi okresami czasu. Stawia to pod znakiem zapytania realizację jednej z podstawowych zasad procesowych, zasadę koncentracji materiału dowodowego. Dotykam w tym miejscu istotnego zagadnienia, jakim jest przygotowanie rozprawy, organizacji jej przebiegu. Sąd powinien korzystać przy tym z pomocy dobrze funkcjonującego sekretariatu, a także asystentów sędziów. Sąd musi mieć także wsparcie w instytucjach zewnętrznych, np. w dobrze funkcjonującej poczcie. Na sprawność pracy sądów rzutuje też stopień wiarygodności zaświadczeń lekarskich wydawanych stronom postępowania i świadkom. Do stopnia wiarygodności tych zaświadczeń można mieć niestety nadal bardzo poważne zastrzeżenia.
Ujemnie rzutuje na ocenę pracy sądów niska, przeciętnie rzecz biorąc, kultura rozprawy. Stale jeszcze autorytet sądu próbują niektórzy, szczególnie młodzi sędziowie i asesorzy, budować przez traktowanie z góry stron postępowania i świadków a nawet też adwokatów lub, co już rzadziej ma miejsce, prokuratorów. W tym wypadku także podstawowym źródłem autorytetu sądu musi być kompetencja i nienaganna postawa moralna sędziego.
Prawo do dobrego państwa w aspekcie funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości oceniane jest też przez skuteczność działania organów wymiaru sprawiedliwości w zapewnieniu bezpieczeństwa obywateli. Chodzi więc o realizację odpowiedniej polityki karnej przez sądy i prokuraturę. Nie zgadzam się z ocenami obowiązującego prawa jako liberalnego. Obowiązujący kodeks pozwala na prowadzenie racjonalnej polityki karnej, na wymierzanie kar także surowych i bardzo surowych. Wymaga jednak od władzy wykonawczej, szczególnie ministra sprawiedliwości zbudowania systemu probacyjnego, który jest w Polsce zupełnie w powijakach.
Tak, jak można zauważyć poprawę działań sądownictwa, tak niepokój budzi sytuacja w prokuraturze. Zbyt częste są zarzuty dotyczące kierowania się przez prokuraturę względami politycznymi. Brak jest konsekwentnej polityki prokuratury w zakresie występowania z wnioskami o zastosowanie aresztu tymczasowego. Nadużywana jest też podstawa umorzenia postępowania karnego z powodu znikomego stopnia społecznej szkodliwości czynu. Widoczny jest w niektórych sprawach oportunizm prokuratorski, przewlekłość w prowadzonym postępowaniu, w innych natomiast gorliwość w wszczęciu postępowania i jego intensywność budzą wątpliwości co do obiektywizmu prowadzącego sprawę prokuratora. Wydaje się konieczne rozdzielenie urzędów Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego. Prokurator Generalny nie może być urzędem politycznym, członkiem rządu.
Przedstawiłem próbę odpowiedzi na pytanie, czy realizujemy w Polsce zasadę demokratycznego państwa prawnego. Uwzględniając empiryczny aspekt tego pytania odpowiedź nie może być jednoznacznie pozytywna. Brakuje nam bardzo dużo do wypełnienia standardów państwa prawnego. Niestety muszę stwierdzić, że w ostatnich miesiącach poziom przestrzegania przez władze publiczne zasady demokratycznego państwa prawa znacznie się obniżył. Zostały zagrożone obszary dotychczas bardzo pewne. Mam na myśli na przykład wolność mediów. Coraz częściej stosowaną autocenzurę przez redakcje w obawie przed ujemnymi konsekwencjami dla redakcji. Budowa państwa prawnego wymaga szczególnej troski o wolność mediów, o ich pluralizm polityczny, o wolność słowa pracujących w mediach dziennikarzy. Wszelkie próby ograniczania tej wolności powinny być od razu likwidowane, nie zapominając oczywiście o koniecznej odpowiedzialności za słowo. Niezmiernie ważnym elementem państwa prawnego jest prawo wyborcze. Od początku istnienia III Rzeczpospolitej mamy wolne i uczciwe wybory. Odpowiedź na postawione pytanie, nie może być też z tego względu, pomimo wielu braków, jednoznacznie negatywna. Trwa budowa państwa prawnego. Od nas samych zależy, jak długo będzie jeszcze trwała i czy zgodzimy się na demontowanie już osiągniętych rezultatów.
Andrzej Zoll
(fot. Andrzej Kobos, 2006)Andrzej Zoll, ur. 1942 r., dr praw, dr hab. w zakresie prawa karnego, prof. zwycz. w Katedrze Prawa Karnego Materialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek czynny Polskiej Akademii Umiejętności (od r. 1966; członek korespondent od r. 1993).
Były ekspert "Solidarności" w dziedzinie prawa, były przewodniczący stałej Państwowej Komisji Wyborczej, były członek Rady Legislacyjnej przy premierze RP, były Rzecznik Praw Obywatelskich RP (2000-luty 2006).
Przewodniczący Rady Programowej Centrum im. Jana Pawła II "Nie lękajcie się" w Krakowie.
|
|
|
|
|
|
|