"SEN" JOHANNESA KEPLERA
ANDRZEJ KOBOS
Fragmenty Snu Keplera
Niedawno ukazała się w Polsce niezwykła książka.Johannes Kepler: Sen, czyli wydane pośmiertnie dzieło poświęcone astronomii księżycowej
(Somnium, seu opus posthumum de astronomia lunari).
Przełożyli z łaciny Dorota Sutkowska i Jarosław Włodarczyk.
Wstępem i komentarzem opatrzył Jarosław Włodarczyk.
Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2004.
Używam tu określenia "niezwykła książka" z kilku istotnych przyczyn:Po pierwsze: autor, Johannes Kepler (1571–1630), był jednym z dosłownie pierwszych nowoczesnych astronomów, jednym z pierwszych uczonych, którzy myśleli o Księżycu w kategoriach fizyki. Był człowiekiem, który stworzył nowoczesną astronomię i uchodzi za twórcę pierwszego naukowego, matematycznego modelu zjawisk w przyrodzie. Żył w epoce pokopernikańskiej, ale przed Descartes'm, Leibnitz'em, Huyghens'em, Newton'em, tj. przed twórcami nowoczesnej matematyki i fizyki.
Po drugie: książka ta miała we wczesnym XVII wieku cele edukacyjne. Kepler napisał w Uwadze nr 4 do Snu:
"Celem mego Snu jest przedstawienie dowodu na ruch Ziemi albo raczej próba odparcia, na przykładzie Księżyca, zarzutów biorących się z powszechnego sprzeciwu rodzaju ludzkiego. Uznałem, że owa dawna Niewiedza wystarczająco już zanikła i została wykorzeniona z pamięci ludzi wykształconych, choć jej Dusza wciąż jeszcze walczy w więzach mocno zaciskanych przez tak liczne ręce w ciągu tych stuleci i wiekowa matka, po dziś dzień żyje na uniwersytetach; lecz tak żyje, że śmierć powinna uznać za lepszą od życia."
Po trzecie: mimo niewątpliwej wielkiej i długotrwałej wartości edukacyjnej tej książki, jest to – co jest trudne do uwierzenia – pierwsze w ogóle polskie wydanie tej książki. Za to należą się słowa wielkiego uznania dla tłumaczy. Współczesna polszczyzna przekładu czyni go łatwym do czytania.Po czwarte: chociaż książka Keplera Sen, jest relacją z tego, co on widział we śnie, w tym opisem podróży na Księżyc (z pomocą demonów i czarów), i czyta się ją jak pierwsze w historii science–fiction, to jest ona sensu stricto traktatem naukowym, oczywiście w ówczesnych standardach, a nawet wyższych, bo Kepler był uczonym niezwykle ścisłym. Książka przynosi opis Księżyca i astronomicznego "widoku" z niego; rzeczywiście jest to traktat o astronomii księżycowej.
Kepler swój Sen napisał w pierwszej wersji około roku 1609, a po roku 1620 zaopatrzył go 223 krótszymi lub dłuższymi Uwagami, które w niczym nie ustępują dzisiejszym naukowym przypisom. W przypisach tych (nieomal czterokrotnie obszerniejszych niż sama opowieść), Kepler wykłada swój punkt widzenia uczonego astronoma i matematyka, jak również dyskutuje kilka dzieł innych uczonych, między innymi swych mistrzów, Tycho Brahe i Michaela Mästlina. Rygorystycznie stawia też zagadki intelektualne, które często po prostu są stawianiem naukowych problemów. Taka technika pisania prac naukowych zasadniczo nie zmieniła się do dzisiaj
Warto tu przypomnieć, że koncepcja Keplera astronomii spoza Ziemi doczekała się naukowej realizacji dopiero w 350 lub więcej lat po jego śmierci. Mam tu na myśli astronomię uprawianą przy pomocy pojazdów kosmicznych, przede wszystkim orbitującego Ziemię Hubble Space Telescope.
Po piąte: Somnium Keplera jest drugim, obok wiekopomnego dzieła Mikołaja Kopernika De revolutionibus orbium coelestium, wielkim dziełem astronomicznym ukończonym na ziemiach polskich, lub z Polską związanych, konkretnie w mieście Żagań, w dzisiejszym Zielonogórskiem.
* * *
Dr. Jarosław Włodarczyk napisał do książki Keplera Sen obszerny, bardzo interesujący Wstęp oraz 399 obszernych naukowych przypisów do Snu i Uwag Keplera, jak również zestawił kalendarium życia Keplera oraz obszerną bibliografię.Ze Wstępu można na przykład dowiedzieć się, iż Hiszpan Eugenio Toralba w 1528 r. przyznał się hiszpańskiej inkwizycji, że odbył był lot na księżyc. Ma ów "lot" Toralba swoje odbicie w Don Kiszocie Miguela Cervantesa.
Nadzwyczaj istotną częścią Wstępu Włodarczyka jest obszerny życiorys Johannesa Keplera, Nie będę tu streszczał życiorysu Keplera, lecz wspomnę, że większość swego naukowego życia spędził on w Czechach, w protestanckiej ale liberalnej Pradze, zaproszony tam przez Tycho Brahe (wypędzonego z duńskiej wyspy Hven – dziś swedzkiej Ven), u którego pracował. Po śmierci Tycho Brahe w 1601 r., Kepler został cesarskim matematykiem Rudolfa II w Pradze, a później Ferdynanda II w Linzu.
Poniżej wypunktuję kilka aspektów życiorysu Keplera.
Johannes Kepler urodził się 27 grudnia 1571 w miasteczku Weil der Stadt, w Wirtembergii, na zachód od Stuttgartu w Niemczech, w prostej rodzinie wędrownego, najemnego żołnierza.
Z punktu widzenia najważniejszych jego dokonań naukowych, Kepler w roku 1604 obserwował supernową; w latach 1602–1618 wykrył (dla Marsa) ważne do dzisiaj trzy prawa ruchu planet, w tym równanie Keplera dla ruchu planet po eliptycznych orbitach heliocentrycznych; jako pierwszy (jeszcze przed wprowadzeniem teleskopów) w roku 1607 obserwował plamy słoneczne przy pomocy skonstruowanej przez siebie camera obscura, obserwował też kometę, nazwaną później kometą Halley'a; był autorem geometrycznej koncepcji kosmologicznej opartej na harmonii niebiańskich sfer platońskich; opracował tablice astronomiczne położeń planet, dokładne nawet w porównaniu z obliczeniami dzisiejszej mechaniki nieba.
Johannes Kepler.
Miedzioryt Jakoba von Heyden'a, 1620/1621.
(Z portretu olejnego Keplera, z 1620 r.)
Kepler, był autorem wielu dzieł astronomicznych, z których kilka miało podstawowe znaczenie dla astronomii. Wśród jego dzieł należy wymienić:
- Mysterium cosmographicum (1596) – pierwszą po dziele Kopernika jawną obronę systemu heliocentrycznego na gruncie astronomii; wersję uzupełnioną tej pracy wydał w r. 1621;
- De stella nova (1606) – rozważania o supernowej z 1604 r.;
- Bericht von dem neulich erschiene Haarstern oder Cometen (1608) – rozprawa o komecie (Halley'a) z roku 1607;
- Astronomia nova (1609) – zawierająca pierwsze dwa prawa Keplera ruchu planet;
- Dissertatio cum nuncio sider (1610) – rozprawa o wynikach obserwacji Galileusza;
- Strena (1611) – praca o kształcie płatków śniegu;
- Bericht vom Geburstsjahr Christi – rozważania atronomiczne o "Gwiaździe Betlejemskiej" i roku narodzin Jezusa;
- Nova stereometria doliorum vinariorum (1615, "Nowa stereometria beczek wina" – istotny (wbrew tytułowi) traktat matematyczny;
- Epitome astronomiae Copernicanae (księgi I-III, 1618);
- Epitome astronomiae Copernicanae (księga IV, 1618), gdzie zamieścił swoje trzecie prawo ruchu planet;
- Harmonices mundi libri V (1619) – traktat o harmonii wszechświata;
- Epitome astronomiae Copernicanae (księgi V-VII,1621);
- Chilias logarithmorum (1624) – swój własny system logarytmów;
- Tabulae Rudolphinae (1627) – najdokładniejsze tablice astronomiczne XVII wieku;
- Ephemerides novae (1630) – efemerydy planet za lata 1621–1639;
- Somnium ("Sen", 1630, 1634) – traktat o astronomii księżycowej.
W roku 1628, Kepler przeniósł się do miasta Żagań (niemiecki Sagan), na dwór nowomianowanego Księcia Żagańskiego Wallensteina, słynnego wodza z Wojny Trzydziestoletniej. Otworzył tam drukarnię. W Żaganiu wydrukował parę mniejszych dzieł, m.in. przepowiednię lub raczej zapowiedź (pośmiertnie spełnioną!) nigdy przedtem nie oglądanego przejścia planety Merkury w poprzek tarczy Słońca 7 listopada 1631.
Johannes Kepler.
Fragment frontyspisu dzieła Keplera Tabulae Rudolphinae, Ulm 1627.
W Żaganiu, Kepler ukończył rękopis Somnium – "Snu, czyli astronomii księżycowej" i towarzyszących Uwag. Jak już wspomniałem powyżej, rozpoczął on to dzieło w roku 1608 a pierwszą jego wersję ukończył w r. 1609. W 1611 r. rękopiśmienna kopia Somniun została wywieziona z Pragi do Tybingii i dostała się w rozmaite ręce. Kepler nie miał wątpliwości (o czym mówi w Uwadze 8 do Snu), że rękopis ten spowodował w roku 1615 oskarżenie jego matki o czary. W Śnie bowiem matka bohatera, Fiolxhilda, jest islandzką czarownicą. W sierpniu 1620 matka Keplera została uwięziona w niemieckim mieście Güglingen, na północ od Stuttgartu w Wirtembergii. Co prawda, dzięki długiej obronie napisanej przez Keplera, jego obecności na procesie oraz protekcji księcia Wirtembergii nie poddano jej torturom i zwolniono ją w październiku 1621, lecz po pół roku zmarła.Z początkiem roku 1630 Kepler i jego współpracownik i zięć Jakob Bartsch rozpoczęli w Żaganiu druk Somnium (pierwsze sześć arkuszy), równocześnie z Efemerydami, czyli tablicami ruchu planet na lata 1621–1639.
8 października 1630 wyruszył z Żagania w konną podróż do Ratyzbony (dzisiejszy Regensburg) w Bawarii w sprawach pieniężnych. 15 listopada 1630, ciężko przeziębiony w podróży Kepler zmarł w Ratyzbonie.
Po śmierci Kepplera, Jakob Bartsch doprowadził do końca w Żaganiu druk Snu, choć bez strony tytułowej i listu dedykacyjnego Filipowi II, Księciu Hesji, dobroczyńcy rodziny Keplerów. Niewielka liczba wydrukowanych egzemplarzy została dosłownie zaczytana przez licznych czytelników. W 1634 r. książka została wznowiona we Frankfurcie nad Menem przez syna Keplera, Ludwika.
* * *
Trudno mi powstrzymać się przed zacytowaniem ze Wstępu dwóch fragmentów z wczesno-XVII-wiecznych pism Keplera, jakże trafnych i naukowo uzasadnionych.O książkach i wiedzy
Narodziny druku sprawiły, że książki stały się dostępne. Dlatego wszyscy mieszkańcy Europy poświęcili się studiowaniu literatury. Dlatego powstało wiele uniwersytetów i niemal z dnia na dzień pojawili się liczni uczeni mężowi, tak że ci, którzy uparcie trwali przy barbarzyńskich zwyczajach, stracili na znaczeniu. [...] Co roku [...] liczba dzieł opublikowanych w każdej dziedzinie jest większa niż liczba ich wszystkich wydanych w minionym tysiącleciu. Dzięki nim dziś stworzona została nowa teologia i nowe prawo; zwolennicy Paracelsusa sformułowali od nowa medycynę, a Kopernik na nowo odbudował astronomię. Gorąco wierzę, że wreszcie świat żyje, kipi [...]
O relacji fizyka–astronomia:[...] fizykę uważa się powszechnie za niepotrzebną astronomowi, lecz w istocie jest ona w najwyższym stopniu powiązana z celami tej gałęzi filozofii i doprawdy astronom nie może się bez niej obyć. Albowiem astronomowie nie mogą mieć nieograniczonej swobody wymyślania wszystkiego, co zadowala ich umysły. Przeciwnie, powinieneś być w stanie podać uzasadnione przyczyny proponowanych przez siebie hipotez jako prawdziwe przyczyny zjawisk i w ten sposób zawczasu ustanowić zasady swej astronomii w wyższej nauce, mianowicie fizyce lub metafizyce, choć nie przeszkadza to wykorzystaniu tych geometrycznych, fizycznych i metafizycznych rozważań [...], które stanowią wyposażenie poszczególnych dyscyplin [...]* * *
Poniżej zamieszczam początkowe, krótkie fragmenty Snu. Na potrzeby Zwojów pominąłem odnośniki do Uwag Keplera i treść tych uwag. Chodzi tutaj tylko o pewną próbkę "smaku" tej wczesno-XVII-wiecznej naukowej książki, która ze wszech miar godna jest pełnego i uważnego przeczytania na początku wieku XXI.
Andrzej Kobos
Dr Jarosław Włodarczyk jest historykiem astronomii (adiunktem w Instytucie Historii Nauki PAN w Warszawie) oraz popularyzatorem astronomii i jej dziejów. Obecnie zajmuje się przede wszystkim astronomią XVII i XVIII wieku. Jest członkiem 41. Komisji Międzynarodowej Unii Astronomicznej.Jego prace o dawnych metodach obserwacyjnych i o starożytnych katalogach gwiazd (publikowane w Journal for the History of Astronomy) zyskały uznanie w międzynarodowym środowisku historyków astronomii, co zaowocowało zaproszeniem go do napisania rozdziału "Ancient Star Catalogues" do pierwszego tomu The General History of Astronomy (Cambridge University Press). Jest autorem kilku popularyzatorskich książek i licznych artykułów popularnonaukowych na temat dziejów astronomii.
SEN, CZYLI ASTRONOMIA KSIĘŻYCOWA
JOHANNES KEPLER
Gdy w roku 1608 trwała kłótnia między cesarzem Rudolfem i jego bratem arcyksięciem Maciejem, a ich czyny, jak zewsząd słyszałem, przypominały przykłady znane z historii czeskiej, poruszony powszechną ciekawością sięgnąłem po czeskie legendy. A kiedy natrafiłem na historię Libuszy, bohaterskiej niewiasty, bardzo sławnej ze sztuki magicznej, zdarzyło się pewnej nocy, że po obserwacjach gwiazd oraz Księżyca mocniej usnąłem, leżąc w łóżku. I ujrzałem we śnie, że czytam przyniesioną z targu księgę o następującej treści:
Nazywam się Durakotusl, moją ojczyzną jest Islandia, którą starożytni zwali Thule. Matką moją była Fiolxhilda, której niedawna śmierć dała mi wreszcie upragnioną swobodę pisania.[...]
Chciałabym zwłaszcza, byś wraz ze mną przyjrzał się tej krainie, o której tyle razy mi mówił: bardzo bowiem dziwne rzeczy o niej opowiada. Tu wymieniła Lewanię.
Natychmiast się zgodziłem, by wezwała swego mistrza, i zasiadłem, gotów do wysłuchania całego planu podróży, jak również opisu tego regionu. Nastała już wiosna, sierp Księżyca zaczynał świecić, gdy tylko Słońce skryło się za horyzont, i był w koniunkcji z planetą Saturn w znaku Byka. Matka oddaliła się na najbliższe rozstaje dróg, wykrzyczała kilka słów, w których przedstawiła swoją prośbę, i, odprawiwszy stosowne obrzędy, powróciła. Wyciągnęła prawą dłoń, nakazała milczenie i siadła obok mnie. Ledwo okryliśmy głowy szatami (jak należało), gdy dało się słyszeć stłumione, niewyraźne chrząknięcie, a zaraz potem głos, który w ten sposób przemówił po islandzku.
- Demon z Lewanii
Pięćdziesiąt tysięcy mil niemieckich w głąb nieba leży wyspa Lewania.
Lewania.
Księżyc.
Photo: William Anders, Apollo 8, grudzień 1968. Courtesy NASA.
Droga prowadząca do niej stąd albo z niej do tych ziem niezmiernie rzadko stoi otworem. A kiedy staje się dostępna, nam nie sprawia kłopotów, dla ludzi zaś, którzy chcieliby tam dotrzeć, jest niezwykle trudna i wiąże się z niebezpieczeństwem utraty życia. Nie bierzemy na towarzyszy nieruchawych, grubych czy zniewieściałych, lecz wybieramy tych, którzy życie trawią na konnych polowaniach albo którzy często pływają na okrętach do Indii, nawykli żywić się sucharami, czosnkiem, rybami suszonymi i innym wstrętnym pokarmem. Szczególnie odpowiednie są żylaste staruchy, które od dzieciństwa przywykły jeździć nocą na kozłach, widłach albo na wytartych płaszczach i podróżować przez ogromne połacie ziemi. Żadni mężowie z Germanii nie są zdatni, nie gardzimy natomiast wychudłymi ciałami Hiszpanów.Na przebycie całej drogi, od początku do końca, potrzeba najwyżej czterech godzin. Albowiem my, zawsze bardzo zajęci, nie myślimy o podróży dopóty, dopóki Księżyc nie zaczyna zaćmiewać się od wschodu. Gdyby odzyskał pełny blask, a my pozostawalibyśmy wciąż w drodze, nasza podróż okazałaby się daremna. Ze względu na wielkie ryzyko zabieramy ze sobą tylko nielicznych przedstawicieli rodzaju ludzkiego, jedynie tych, którzy darzą nas największym szacunkiem. A zatem w takiego człowieka wchodzimy gromadą i wszyscy od dołu się natężając, unosimy go w górę. Wprawienie w ruch jest dla niego zawsze bardzo przykre. Nie inaczej bowiem się obraca, niż jak gdyby prochem armatnim wyrzucony przebywał góry i morza. Dlatego zaraz na początku trzeba podróżnika za pomocą narkotyków i opiatów wprowadzić w stan odrętwienia i kawałek po kawałku rozciągać, żeby tułów nie był unoszony przez zadek, a głowa przez tułów, lecz by siła została rozdzielona na poszczególne członki. Następnie pojawiają się nowe trudności: straszliwe zimno i kłopoty z oddychaniem. Z pierwszą radzimy sobie naszą przyrodzoną siłą, z drugą – przykładając do nozdrzy zwilżone gąbki. Po przebyciu początkowej części drogi lot staje się łatwiejszy. Wówczas wystawiamy ich ciała na wolne powietrze i zabieramy nasze ręce. A ciała zwijają się w sobie, jak czynią to pająki, przybierając kształt kulisty; my zaś przenosimy je niemal wyłącznie siłą woli, aż w końcu ciężar ciała samodzielnie skłania się ku miejscu przeznaczenia. Owa dążność jest jednak dla nas mało pożyteczna, ponieważ zbyt powolna. Tak więc, jak już powiedziałem, siłą naszej woli poruszamy ciało, a następnie wyprzedzamy je, aby przez twarde lądowanie na Księżycu nie doznało żadnej szkody.
Gdy ludzie się budzą, zazwyczaj skarżą się na niewypowiedziane osłabienie wszystkich członków, po którym nieprędko przychodzą do siebie, tak by mogli się poruszać.
Napotykamy poza tym liczne inne trudności, o których długo by opowiadać. Nam nie przydarza się nic złego. Zamieszkujemy bowiem gromadnie cienie Ziemi w całej ich rozciągłości. I gdy tylko dotrą one do Lewanii, zjawiamy się tam, jakby schodząc z okrętu na ląd. Szybko chronimy się w jaskiniach i ciemnych miejscach, aby nieco później światło słoneczne nie zalało nas na otwartej przestrzeni, nie wypędziło z upragnionego schronienia i nie zmusiło do podążania za ustępującym cieniem. Odpoczywamy tam, oddając się ćwiczeniom umysłowym wedle własnego życzenia; układamy się poufnie z demonami tej prowincji i zawarłszy przymierze, skoro tylko miejsce zaczyna być wolne od Słońca, rozbiegamy się połączonymi hufcami do cienia. A gdy cień swym końcem dotknie Ziemi, co często się zdarza, najeżdżamy ją sprzymierzonymi wojskami. Możemy tak czynić tylko wtedy, gdy ludzie widzą zaćmienie Słońca. Dlatego też budzi ono taki lęk.
Tyle o podróży na Lewanię.
Teraz powinienem opowiedzieć o wyglądzie samej krainy, zaczynając, obyczajem geografów, od tych rzeczy, które wiążą się z niebem.
Jeśli nawet gwiazdy stałe wyglądają na całej Lewanii tak samo jak u nas, to ruchy planet i rozmiary zupełnie się różnią od tego, co tu obserwujemy, i z tej przyczyny odmienny jest tam cały system astronomii.
Tak jak na podstawie zjawisk niebieskich nasi geografowie dzielą sferę Ziemi na pięć stref, Lewania składa się z dwóch półkul: Podwolwy i Bezwolwy. Ta pierwsza stale cieszy się swoją Wolwą, którą ma w miejsce naszego Księżyca, druga zaś widoku Wolwy jest zawsze pozbawiona. A okrąg, który rozgranicza półkule na kształt naszego koluru równonocy, przechodzi przez bieguny świata i nazywa się dzielącym.
Zacznę od wyjaśnienia cech wspólnych obu półkul.
[...]
- O półkuli Bezwolwian
Rozważając teraz to, co dotyczy obu półkul oddzielnie, stwierdzimy, jak wielka jest między nimi różnica. Nie tylko bowiem z obecności i nieobecności Wolwy wynikają odmienne widoki, lecz te same zjawiska mają tu i tam zupełnie różne skutki. Dlatego też byłoby zapewne słuszniej półkulę Bezwolwian nazywać półkulą nieumiarkowaną, a Podwolwian – umiarkowaną. Otóż u Bezwolwian noc trwa przez naszych piętnaście lub szesnaście naturalnych dni, a ponieważ nie rozświetlają jej żadne promienie Wolwy, straszne są panujące wtedy ciągłe ciemności, jak u nas w noc bezksiężycową. Tak więc wszystko jest ścięte lodem i mrozem, omiatane bardzo srogimi i niezwykle silnymi wiatrami. Potem następuje dzień długi na czternaście naszych albo nieco mniej. Słońce jest wówczas większe, porusza się wolno na tle gwiazd stałych, a wiatry przestają dąć. A zatem mamy ogromny upał. I tak w odstępie naszego miesiąca, czyli dnia lewańskiego, w jednym i tym samym miejscu występują upał piętnaście razy gorętszy niż w Afryce i mróz bardziej nieznośny niż w Quivirze.
Wschód Wolvy nad granicą Bezwolwy i Podwolwy.
Wschód Ziemi nad Kraterem Ritza na Księżycu.
Photo: Ronald Evans, Apollo 17, grudzień 1972. Courtesy NASA.
Należy podkreślić, że czasami Bezwolwianie widzą planetę Mars prawie dwukrotnie większą niż my; ci, którzy znajdują się w centrum Bezwolwy – o północy, pozostali zaś o różnych porach nocy.
- O półkuli Podwolwian
Przechodząc do tej półkuli, zacznę od jej pogranicznych mieszkańców, którzy żyją wokół okręgu dzielącego. Wyróżnia ich to, że obserwują Wenus i Merkurego w znacznie większym oddaleniu od Słońca niż my. Poza tym w określonych porach Wenus jawi się dwa razy większa niż nam, szczególnie tym, którzy mieszkają pod biegunem północnym.
Ze wszystkiego zaś najprzyjemniejsze jest na Lewanii oglądanie jej Wolwy.
Wolva.
Ziemia.
Photo: Apollo 10, maj 1969. Courtesy NASA.
Ten cieszący oko widok zastępuje im nasz Księżyc, którego zarówno oni sami, jak i mieszkańcy Bezwolwy są całkowicie pozbawieni. A od całorocznej obecności Wolwy region ów jest nazywany Podwolwą, tak jak pozostały obszar ze względu na jej brak zwany jest Bezwolwą, gdyż nie można dojrzeć zeń Wolwy.
Wschód Wolvy nad Lewanią.
Pierwszy sfotografowany wschód Ziemi nad Księżycem.
Photo: William Anders, Apollo 8, grudzień 1968. Courtesy NASA.
Mieszkańcom Ziemi nasz Księżyc, kiedy jest w pełni, wschodząc i przesuwając się ponad odległymi domami, wydaje się równy obręczy beczki; gdy wstępuje na środek nieba, szerokością przypomina zaledwie ludzkie oblicze. Średnica Wolwy pośrodku nieba (położenie to zajmuje ona na niebie Podwolwian, którzy mieszkają w centrum albo pępku tej półkuli) jest niecałe cztery razy większa od średnicy naszego Księżyca, gdy zatem porównamy tarcze, ich Wolwa staje się piętnastokrotnie większa niż nasz Księżyc. Ci zaś, którzy widzą Wolwę stale tkwiącą na horyzoncie, postrzegają ją jako odległą ognistą górę.
[...]
|
|
|
|
|
|
|