ILUSTRACJE DO OPOWIADAŃ KAFKI
w interpretacji autora
ANDRZEJ PŁOSKI
- "Przemiana" Kafki w kawkę
Dziwnym trafem doświadczyłem bardzo podobnej sytuacji, jak ta opowiedziana mi na studiach przez Panią Profesor Kraupe-Świderską. Po latach, już w Szwecji, byłem na wakacjach na wsi, w letnim domu mojego teścia. Właśnie, gdy w ogrodzie czytałem Kafkę, nadleciała
k a w k a – ptak. Nagle usiadła mi na głowie – dosłownie! Byłem niemalże przestraszony. To musiał być ptak, którego ktoś hodował. Prześladowała mnie przez parę dni, nie tylko zjadała mi śniadania, które jedliśmy w ogrodzie, ale wcinała wszystko, m.in. kradła mi papierosy gauloisy, które wtedy paliłem, i zajadała je. Myślałem, że się wykończy tymi gauloisami, ale jakoś nic jej nie zaszkodziło.Od tego czasu, gdy patrzę na kawki, to przychodzi mi na myśl Kafka, a kiedy czytam Kafkę, to widzę tamtą kawkę. Stąd ta moja metamorfoza Kafki w ptaka w małym cyklu rysunków.
Te rysunki są w stosunku do Kafki trochę niesprawiedliwe. Kafka, wiadomo to ze zdjęć, był bardzo przystojny, wiadomo też, choćby z jego listów, że był człowiekiem bardzo delikatnym i wrażliwym. W tej mojej karykaturalnej interpretacji nabiera on agresywności, nachalności ptaka, który mnie niegdyś nawiedził.
Na moich rysunkach wygląda on drapieżnie, co być może wynika z obawy przed ckliwością, z ryzyka, że mógłbym go "przesłodzić". Czytając Kafkę, dalecy jesteśmy od takich skojarzeń; Kafka jest gorzki i czarny, choć ma duże poczucie humoru. Jeśli przesadzam, to raczej w tym czarnym kierunku, by odbić w jego twarzy scenografię zewnętrznego, drapieżnego świata. Uważam, że to mniej fałszuje Kafkę-autora, niż niektóre jego zdjęcia – Kafka jako przyjemny "amant".
W odstępie ponad dwudziestu lat wykonałem dwie wersje ilustracji do Głodomora.
- Głodomór
Nie ma już oryginałów ilustracji, które zrobiłem w roku 1983. Pokazane w tej internetowej wersji rysunki tuszem zostały zeskanowane ze szwedzkiego pisma literackiego Insikt & Handling, gdzie w 1983 r. Zamieszczono szwedzkie tłumaczenie Głodomora z tymi ilustracjami.
Głodomór to asceza. Dlatego użyłem tutaj najskromniejszych środków: czerni-bieli oraz prostych linii i formy. Ilustracje te mają podłoże autobiograficzne, związane są z moimi doznaniami w Szwecji w tym i wcześniejszym okresie. Cienko wtedy prządłem.
* * *
Nową wersję ilustracji do Głodomora zrobiłem niedawno, w marcu 2005. Spróbowałem innych środków ilustratorskich. Jeszcze niedawno uważałem, że ilustracje do Głodomora muszą być bez koloru, a tu moja nowa wersja ilustratorska niemalże mieni się od kolorów. Muszę to wyjaśnić.Jako podłoża do ilustracji użyłem makulatury – nieudane akwarele, które, ze względu na jakość papieru, używam jako palet gdy maluję nowe obrazki. Ascetyzm Głodomora został więc zachowany, chociaż wyrażony w inny sposób – podkreślają to także porwane arkusze w szeregu ilustracji. Kolorowe plamy rozmijają się z rysunkiem, Głodomór pozostaje poza tym barwnym światem (świat jednak jest kolorowy!), jest w nim osadzony, lecz jednocześnie przebywa w świecie innym. Jest artystą głodowym skazanym na dystans od smakowitego świata kolorów, gdyż – jak sam to wyjaśnia na końcu – nic mu tak naprawdę nie smakuje. Widok strażników – rzeźników jedzących obfite śniadania sprawia mu radość, może również zazdrości im tego zdrowego apetytu? W każdym razie, czuje się winny. Jest podziwiany za to, co właściwie nie wynika z jego silnego charakteru, niezłomnej postawy, lecz za to, na co został skazany, co wynika z samej jego natury – czuje się więc oszustem.
- Przed Prawem
Tymi ilustracjami, rozpocząłem Andrzeja Kobosa i moje "zamierzenie Kafkowskie"...
U Kafki odnajduję wiele znaków i wskazówek, ale znaki te są kombinacją drogowskazu z wiatromierzem. Obracający się wiatromierz nie jest jednoznacznym drogowskazem... Ów chłop, bohater Przed Prawem, z heroicznym uporem dąży do prawa, ale nawet jego śmierć niczego czytelnikowi nie wyjaśnia. Kafka nie bawi się we wszystko wiedzącego proroka, dzieli się tym co wie, a wie niewiele więcej niż jego bohater.
Ilustrując Przed prawem zastanawiałem się jaką formę nadać bramie prowadzącej do prawa. Wybrałem monumentalną dziurkę od klucza.
Wszyscy wiedzą jaki efekt daje dziurka od klucza, gdy w ciemnym pokoju jest ona jedynym źródłem światła – zaciekawia, przyciąga. Monumentalizacja budzi respekt, podkreśla potęgę, olśniewa, oślepia i przytłacza. Niełatwo przekroczyć taką bramę. Gra przeciwnych sił, przyciągającej i odpychającej.
Paragraf symbolizuje prawo; próbowałem powiązać te elementy, ale nazbyt komplikowało to formę bramy, utrudniało czytelność rysunku. Nie będę tutaj omawiać wszystkich motywów, które wtedy próbowałem używać. Z jednych trzeba było zrezygnować na rzecz czytelności, inne były zbyt odległe w treści albo, po prostu, banalne.
- Przemiana
Przemiana może być odczytywana, interpretowana na różne sposoby. Może być też tak, że człowiek – bohater opowiadania – budzi się i wydaje mu się, że jest insektem, nie może się podnieść, jest po prostu chory.
Czytałem, że na okładce pierwszego wydania Przemiany ilustrator narysował tylko uchylone drzwi i ojca. Kafka sam napisał instrukcję, żeby nie pokazywać głównego bohatera jako przemienionego w chrząszcza. Kafka, jako autor, nie chciał, by zostało to w jakiś sposób wizualnie określone.
Dobrze rozumiem obawy Kafki. Ilustracje mogłyby zawęzić doznanie czytelnika. Sądzę, że dzisiaj sytuacja nieco się zmieniła. Od czytelnika oczekuje się większej tolerancji w stosunku do wizualnej strony książki. Ilustracje to nie wyjaśnienie utworu a raczej propozycja interpretacji, którą można przyjąć lub odrzucić. (Podobnie, choć na dużo większą skalę, jest z filmowymi adaptacjami literatury pięknej.)
U Kafki było ważniejsze, że budząc się można nagle poczuć się jako chrząszcz. Czy była to więc przemiana dosłowna, czy tylko przemiana psychiczna?
Zdecydowałem się jednak rysować chrząszcza. W moich ilustracjach staram się, by ten owad był bardzo ludzki, tzn. szuka on kontaktu, patrzy przez okno, itd. Odwołuję się do bardzo starej tradycji (np. Bajki La Fontaine'a), gdzie mówiąc o ludziach używa się wizerunku zwierząt a nawet niekiedy przedmiotów. Pod ograniczającą, chitynową skorupą ukrywa się człowiek. Sądzę, że Kafka by mi to wybaczył.
W moich ilustracjach do Przemiany nie ma ludzi. Ani siostry, ani ojca, ani matki, ani lokatorów. Ograniczyłem się do świata, co prawda widzianego przez ludzi, ale świata chrząszcza. Chciałem zaakcentować istotny aspekt tego utworu – odmienność od otoczenia powodującą izolację, osamotnienie, mimo obecności najbliższej rodziny. Bohaterowi odebrany został głos, nie może mówić "po ludzku"; w konsekwencji, otoczenie nabiera przekonania, że on także nie czuje ani nie cierpi.
Robiąc te ilustracje identyfikowałem się do pewnego stopnia z bohaterem (tu trochę z moich dawnych doświadczeń emigranta, bez języka). Dlatego najbardziej interesowały mnie sytuacje wyizolowanego Gregora. A i zdarzało się, że ja także, w przenośnym sensie, leżałem na plecach i nie mogłem się odwrócić, czy chodziłem z jabłkiem w plecach... Jak Gregor Samsa. Lektura Kafki niesie w takich sytuacjach pocieszenie: uczucie osamotnienia może być przezwyciężone skoro już ktoś to tak sugestywnie opisał a zatem i doświadczył.
- Kolonia karna
Kafka żył w konkretnej epoce, był dzieckiem swojego czasu. Choć w jego dziennikach nie ma po tym śladu, jest prawdopodobne, że znał manifesty i wystąpienia futurystów jeszcze sprzed I wojny światowej, gloryfikujące maszynę. Z drugiej strony istniał dość powszechny lęk przed maszyną. Kafka musiał znać maszyny także i z innej, bardziej praktycznej strony i można przyjąć, że go przerażały. Pracował bowiem w firmie ubezpieczeniowej, która miała do czynienia z robotnikami okaleczonymi przez fabryczne maszyny. Poważne wypadki przy pracy z niezabezpieczonymi odpowiednio maszynami przemysłowymi były wówczas częste.
Kolonia karna, na przekór futuryzmowi, mogła być pewnym ostrzeżeniem przed maszyną, dezauwacją maszyny, która w końcu rozpada się, pożerając swojego wojskowego współwynalazcę, gloryfikatora i gorliwego, sadystycznego operatora.
Moje ilustracje do Koloni karnej są collage'm. Użyłem powiększonych kopii oryginalnych rysunków dawnej maszynerii (z kilku późno-XIX-wiecznych książek o maszynach i katalogów amerykańskich sklepów maszyn), kopiowanych w trakcie przesuwania oryginału po płycie, tak by uzyskać wrażenie ruchu części maszynerii. Zyskałem przez to, jak sądzę, na ekspresyjności ilustracji. W tym opowiadaniu Kafki, zresztą nie tylko w tym, moment rytmicznego ruchu jest ważny. Krew się leje a niemiłosierna maszyna robi swoje. Chciałem w jakiś sposób to wizualnie wyrazić. Stabilne ilustracje nie dałyby tej ekspresji, nie byłyby dostatecznie dramatyczne. Kopiując takie niepowstrzymane tryby maszyn (to były np. fragmenty starych zegarów lub maszyn rolniczych), uzyskałem efekt nieubłaganego ruchu.
Ta nowela jest wspaniała, wizjonerska, jeśli chodzi o niemiłosierność maszyny. Oczywiście dzisiaj maszyny wyglądają inaczej, są bardziej niewinne, niż tamte tryby, tym niemniej opowiadanie Kafki nie straciło na aktualności. Nie chodzi już o maszynę pełną zębatych trybów, lecz raczej o samą istotę mechaniczności. Maszyny nadal są, moim zdaniem, groźne. Narzucają nam tempo, nieraz zastępują bezpośredni ludzki kontakt, nadal są niemiłosierne.
W Kolonii karnej, użyłem jaskrawej czerwieni i czerni. Ograniczyłem się do podstawowych środków, pozwalających na ekspresję. Reagujemy na kolory asocjacjami związanymi z nimi, ich zestawieniem, proporcją. Kolory ilustrują emocje. Czerwień naturalnie wygląda dramatycznie.
- Wyrok
Podobnie, jak przy innych nowelach Kafki, które ilustrowałem, próbowałem wczuć się w atmosferę utworu. Ilustrując tę nowelę, w której bardzo ważnym elementem jest korespondencja, było naturalne, że użyję w jakiś sposób korespondencji. Mojej własnej korespondencji w sensie dosyć Kafkowskim.
Przed kilku laty robiłem małe poduszki w kształcie listów, zszywając je ze szmatek. Gdy się maluje albo rysuje piórkiem, w szmatki wyciera się pędzle czy piórka. Część mojej korespondencji stanowiły listy poduszkowe, które należało odczytywać bez słów. Nie opisując tego co robiłem, pozwalały one adresatowi odgadnąć co robiłem: czy rysowałem piórkiem, czy malowałem, w jakiej tonacji i nastroju.
Dlaczego użyłem takich listów poduszkowych jako podłoża do ilustracji do Wyroku? Korespondencja, w sensie dosłownym, bohatera noweli z przyjacielem w Petersburgu najwyraźniej nie funkcjonuje. Nie funkcjonuje również korespondencja, w sensie zrozumienia, między ojcem a synem. Ojciec stale leży w łóżku, na poduszkach. Moje listy poduszkowe nie są tak konkretne jak słowo, zostawiają możliwość różnego ich interpretowania, komentowania. Kafka utrzymuje czytelnika w niepewności: w różny sposób można interpretować słowa, gesty. Chodzi o komunikację, a raczej jej brak. Wyrok traktuje o dramatycznym niezrozumieniu między bliskimi sobie ludźmi, gdy nie wystarczają już słowa i gesty. Okazuje się, że absurdalność nie jest taka absurdalna.
- Budowa chińskiego muru
Kafka był zainteresowany Dalekim Wschodem. Ja też jestem zainteresowany Dalekim Wschodem w tym sensie, że niezwykle imponują mi rysunki i malunki chińskie czy japońskie, gdzie obraz doprowadzony jest do syntezy znaku. Ilustrując Budowę chińskiego muru, myślałem o tym, że niezależnie od techniki jaką używam, staje się dla mnie coraz ważniejsze, by streścić się syntetycznie.
W tych ogromnie licznych narodach na Wschodzie, człowiek niewiele znaczy. Jest mrówką... Chciałem to podkreślić przez utożsamienie elementów budulca kolosalnego muru z niezmierzoną armią budowniczych. "Człowiek-mrówka" staje się cegiełką. Mur wznoszony jest z cegieł z człowiekiem zamkniętym w ich wnętrzu.
Jest to uderzające szczególnie dla nas, którzy przeżyli okres komunizmu, ideologii lansującej ideę człowieka-cegiełki, zużywanej dla realizowania pewnej wizji totalitarnej przyszłości.
Z drugiej strony jest to związane z religijnymi tradycjami Dalekiego Wschodu. My na Zachodzie jesteśmy ciągle indywidualistami. Trudniej jest nam zaakceptować chorobę, śmierć, to roztopienie się w cegiełkach, niekoniecznie typu "soc"..., co jednakże mogłoby złagodzić problem egzystencji.
Jedna ilustracja jest inna: gdy cesarz umiera, posłaniec z wyciągniętą ręką przedziera się przez tłum, by przenieść wiadomość od umierającego cesarza. W tym rysunku jest już pewien element zachodniej kultury. Ów posłaniec jest, moim zdaniem, bohaterem typu bardziej zachodniego. Jest wyraźnym indywiduum. W tej scenie, Kafka był bardziej zachodni, gdyż gest tego typu – przedzieranie się przez tłum – przynależy do tradycji zachodniej. Tradycje i zindywidualizowanie, pochodzące od judaizmu i chrześcijaństwa, nadają kulturze Zachodu wielką dynamikę, ocalają nas od bycia mrówkami, ale jednocześnie skazują nas na egzystencjalną rozterkę.
- Sprawozdanie dla Akademii
I tu, ilustrując przyjmuję rolę główną, tzn. w tym przypadku identyfikuję się z małpą. W wielu przypadkach, gdy człowiek niedostatecznie opanował język, a jednak mówi nim, jest traktowany jako dziecko albo jako istota niższa. Silnie odczułem to w Szwecji: "Że ja coś mówię?"... Nie zauważano treści, tylko samą formę. Niekiedy stawiano ich znak równości pomiędzy upośledzonym językiem, jakim się posługiwałem a moim poziomem intelektualnym, rozmawiano ze mną jak z dzieckiem albo jak z małpą. Myślałem o tym, gdy ilustrowałem Sprawozdanie dla Akademii.
Ręcznie pisany tekst Kafki w podłożu ilustracji jest dowodem moich kompetencji. Aczkolwiek, można też problem odwrócić: akademik również może być małpą...
- Lekarz wiejski
To jest najbardziej surrealistyczne opowiadanie Kafki, więc nieco surrealistyczne do niego ilustracje; wyjaśnię więc kilka szczegółów.
Gwiazda bolszewicka na komisarskiej czapce parobka nie wynika bezpośrednio z tekstu, lecz uznałem, iż miałem prawo do osobistej interpretacji. Mnie ten brutalny parobek kojarzy się z konkretnymi symbolami.
Co do samego chorego, który ma w boku okropną ranę z robakami, a może jej nie ma..., nie wiadomo czy on umrze, czy nie umrze..., pomyślałem, że człowiek jest zdrów, a jednak może chory, może gdzieś jest rana? Tu część czytelników, ta bardziej wrażliwa, odnajduje swoją sytuację: rana, choroba, może być fizyczna, ale i na duszy. To dotyczy nas wszystkich. W jakiś sposób jesteśmy chorzy, będąc zdrowi.
Moje skojarzenia gdy czytam Kafkę mają niekiedy związek z polską literaturą. Np. ów lekarz wiejski, postać pozytywna a potem całkiem zdesperowana, kojarzy mi się z Doktorem Judymem. Taki Judym, chętny by pomóc ludziom, przyjeżdża do chorego i jest bezsilny, nic nie wie na pewno. A to, że stracił wszystko?... To los ludzi, którzy uwierzyli w rewolucję, przemiany a potem byli ponoszeni przez molocha w sposób poza wszelką kontrolą.
Jeszcze o wpisywaniu tekstu. To mnie po prostu ośmiela. Jest taki moment, znają go rysownicy, ja go nadal mam, moment pewnego lęku przed postawieniem pierwszej kreski. Po moich wczesnych doświadczeniach w Szwecji, ciągle mam respekt do papieru, pewien lęk, że rysunek mi się nie uda i zmarnuję papier. Otwarciem jest cytat, który staje się sam z siebie podpisem do ilustracji. I tak, papier jest już załatwiony, wtedy już nie muszę się obawiać...
- Myśliwy Grakchus
Dla mnie to jest najbardziej zagadkowa nowela Kafki. Nie podaję recepty na Kafkę; to, jak ja interpretuję jego nowele, to jest moje osobiste doznanie. Ujęła mnie w tej noweli zatarta granica między śmiercią a życiem, stąd kolory poświaty zmierzchu, światła świec... Uderzył mnie aspekt surrealistyczny, w sensie dosłownym, nie jako związek z takim prądem w literaturze i malarstwie, tylko jako coś związanego z moimi snami. Bo tu jest tak, jak w snach: ktoś jest umarły, a w snach zjawia się jako żywy. Doznanie przy czytaniu tej noweli jest bardzo mocne: ludzie, którzy nie żyją nagle wracają, potrafią być żywi, w dodatku podają wytłumaczenie, że było to nieporozumienie, że jeszcze nie umarli... Przyznam, że dla mnie jest to jedna z bardziej przykrych noweli Kafki, bolesna w czytaniu.
- Jedenastu synów
To bardzo osobiste opowiadanie Kafki. Odebrałem je jako autoportret Kafki w różnych niuansach.
Kafka, jak wiadomo, nie miał dzieci. Przypuszczam, że wskutek fatalnych relacji ze swoim ojcem, bał się małżeństwa, założenia rodziny. Relacje rodzinne (choć miał trzy siostry, które kochał), konflikty z ojcem zaważyły negatywnie.
W noweli ojciec "jedenastu synów" prezentując każdego kolejnego syna, zaczyna od opisu, jaki ten syn jest wspaniały a zaraz potem okazuje się, że zupełnie nie jest tak i neguje go w zupełności. Jeżeli to jest autoportret w różnych niuansach, to podobizna Franza Kafki na rysunkach wszystkich jedenastu synów staje się logiczna.
Ostatni, "grupowy" portret synów, jedenaście podobnych twarzy, wszystkie przekreślone grubymi, skrzyżowanymi krechami, jest podsumowaniem: "mimo tylu alternatyw, nie mam szansy, jako osobowość". W tym Kafka był masochistyczny.
To jest tylko moja interpretacja. Ktoś inny, może mieć zupełne inne skojarzenia.
Lund, Szwecja, kwiecień 2005.
N.B. Ilustracje do opowiadań Kafki zostały wykonane techniką mieszaną.Tekst ten powstał w oparciu o zapis rozmów Andrzeja Kobosa z Andrzejem Płoskim.
Andrzej Płoski (ur. 1949) jest znanym polskim artystą-malarzem, grafikiem i ilustratorem książek. Wykształcony w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, od roku 1975 mieszka w Lund, w Szwecji.
|
|
|
|
|
|
|