ANDRZEJA PLOSKIEGO
ILUSTRATORSKIE POJMOWANIE KAFKI






ANDRZEJ   KOBOS



Ilustracje Andrzeja Ploskiego do utworow literackich Franza Kafki nie sa w zaden sposob przypadkowe. Wynikaja z jego fascynacji Kafka, ktora trwa od jego mlodosci. A jako, ze od wczesnych lat rysowal, a pozniej stal sie artysta-grafikiem, w naturalny sposob wielokrotnie przelewal swoj odbior Kafki na rysunkowy papier.

To, co zamieszczone jest na "kafkowskich" stronach internetowych Ploskiego, jest tylko czescia jego "Kafkowskiej" tworczosci graficznej Andrzeja Ploskiego. Wiekszosc jego wczesnych prac z tej tematyki nie zachowala sie lub rozeszla wsrod ludzi.

Powiesci Kafki, Proces, Zamek, Ameryke, Andrzej pierwszy raz przeczytal we wczesnych latach 1960., w poczatkach swych lat gimnazjalnych, kiedy to zaczal czytac "ksiazki dla doroslych" z biblioteki swojego ojca, adwokata w Kielcach.

Potem studiowal w Akademii Sztuk Pieknych w Krakowie. Metafizyczna wydala mu sie historia, opowiedziana mu przez Profesor Janine Kraupe-Swiderska, o tym, jak na spacerze z jej synem Iwo, w trakcie rozmowy o Kafce, uporczywie towarzyszyl im podskakujac ptak – kawka. (W kilka lat pozniej sam przezyl podobne zdarzenie, ktore opisal w swoich komentarzach do ilustracji zamieszczonych w sasiednim tekscie).

Wspomina tez, ze kiedys uslyszal od jednego ze swych profesorow iz "Kafka jest nie do ilustrowania".

Nadal czytal Kafke, wracal ciagle do Procesu, Zamku...

"...w komunistycznej Polsce, w ktorej sie wychowalem i przezylem mlode lata, Kafka byl dla mnie pocieszycielem, stykalem sie bowiem z absurdem i biurokracja, z podobnym w istocie swiatem, ktory byl w jakis sposob niszczacy, destruktywny poprzez absurd, swoj niemal surrealizm. Na przyklad fascynujace sa interpretacje w Zamku, gdy bohater czyta list i ten sam list interpretuje w rozny sposob. Albo chodzi o wladze, ktora gdzies tam jest, w zamku, do ktorej nie mozna dotrzec. Dostaje sie jakies sygnaly, ale nigdy nie wie sie, co ta wladza z toba zrobi."

W ramach jednej z dwoch swoich prac dyplomowych Andrzej Ploski zaprojektowal plakaty do adaptacji teatralnych trzech powiesci Kafki: Proces, Zamek i Ameryka.

Na studiach ozenil sie ze Szwedka, Margareta Rystad. W roku 1975, Andrzej Ploski z zona i dwoma malymi synami przeniosl sie do Szwecji. Ploscy zamieszkali w Lund w Skanii, starym miescie uniwersyteckim, uchodzacym za jedno z kilku szwedzkich centrow kulturalnych.

Pierwsze dziesiec lat w Lund byly dla Andrzeja Ploskiego traumatyczne. Mial trudnosci jezykowe. Szwedzi bardzo zle przyjmowali jego problemy komunikacyjne. Znowu, jak w Zamku, rozumieli go i on ich rozumial i tak i tak i tak. Byl sprzataczem, pracowal u ogrodnika, potem dopiero w bibliotece miejskiej. Zyli w biedzie. Nie stac go bylo nawet na papier rysunkowy. Wspomina:

"Tu nie istnialem... Osiem godzin ciezkiej pracy, glownie rekami, palcami, z przerwa na lunch. Wracalem wykonczony fizycznie, nie moglem rysowac. To bylo dla mnie bardzo ciezkie, bo cale zycie rysowalem. I ta potworna oszczednosc. W Polsce bylem rozpuszczony jako student Akademii Sztuk Pieknych, moi profesorowie, asystenci, wszyscy interesowali sie tym, co ja robilem. Byla pomoc uczelni; gdy bylo sie dobrym studentem, dostawalo sie farby, odpowiedni papier. A tu przyjezdzam i nie mam pieniedzy by kupic szkicownik... Rysowalem na papierze pakunkowym."
W tej deprymujacej sytuacji, Andrzej wraca do Kafki. Znowu wspomina:
"Kafka stwarza dystans do absurdalnej, ponurej rzeczywistosci. Gdy mialem moje ciezkie okresy w zyciu, Kafka uczyl mnie, jak uzyskac dystans do mojej sytuacji, ktora wygladala tak czarno. Pisarstwo Kafki daje pocieszenie przez to, ze jednak czlowiek nie czuje sie samotny, bo poprzez ksiazke odbiera drugiego czlowieka, ktory jest w podobnej, beznadziejnej sytuacji."

W tamtych latach na papierze pakunkowym Andrzej podejmuje proby ilustrowania Zamku i Procesu. W przypadku Zamku byly to rysowane pedzlem czarne sywetki na sniegu. Nie ma juz tych rysunkow. Do Zamku juz (jak dotad) nie wrocil...

W roku 1983 nawiazal wspolprace z wydawanym wowczas w Lund pismem literackim Insikt & Handling. Dla tego pisma wykonal serie rysunkow do Glodomora. Sam, jak mowi, byl wowczas faktycznie glodny. Bardzo ascetyczne, czarno-biale rysunki byly wiec zwiazane z historia jego zycia. Wkrotce potem pismo przestalo istniec. Pozostaly tylko unikalne dzis egzemplarze. Oryginaly tych rysunkow do Glodomora przepadly.

W latach 1984-85 Andrzeja Ploskiego znowu pociagnal Proces. Zaczal ilustrowac na nowo ten utwor. Bylo to juz bardziej systematyczne. Wspomina:

"Robilem ilustracje, w ktorych wiecej uwagi poswiecalem sytuacji, tej kafkowskiej scenografii, atmosferze. Atmosfera i sytuacja sa waznymi aspektami u Kafki.

Myslalem o ilustracjach do ksiazki, ktora bylaby wedrowka przez strychy. W Procesie pracownia malarza sadowego znajdowala sie w ciagu strychow. Z reguly strychy sa duszne, z warstwami kurzu. Gdy probowalem ilustrowac Proces, uznalem, ze najstosowniejsza technika bedzie rysunek weglem, bo nie daje tak precyzyjnej kreski, jak rysowany piorkiem. To jest technika, ktora daje poczucie otoczki kurzu. Zainteresowalo mnie owo dominujace poczucie dusznosci. Nie chodzilo nawet o to, co rysunek przedstawial, lecz bardziej o czysto wizualne oddanie dusznosci pomieszczen, uczucia slabosci i bezsilnosci ludzi w sadzie. Chodzilo o atmosfere, ktora probowalem oddac sama technika.

Probowalem nawet rekonstruowac obrazy malowane w powiesci przez malarza sadowego, zarowno portrety sedziow, jak i pejzaze, jednakowe, smutne pejzaze. Nie mam juz tych moich rysunkow.

Przy pomocy tych rysunkow stworzylem wowczas dosyc Kafkowska sytuacje. W roku 1985, na dziesieciolecie pobytu w Lund, zrobilem w mieszkaniu, w moim pokoju wystawe, otwarta dla publicznosci. Wystawe stanowily ilustracje do Procesu w formie tapety i monumentalny rysunek na papierze pakunkowym. Jako podkladu ilustracji uzylem makulatury – roznych absurdalnych zaswiadczen; uzbieralo sie tego sporo w szufladach. Oczywiscie, rozmyslnie posluzylem sie urzedowymi papierami szwedzkimi i polskimi ilustrujac Proces."

Po tej prywatnej wystawie Andrzej Ploski niespodziewanie otrzymal stypendium lundenskie, jednorazowo 10 000 szwedzkich koron. Niezbyt wiele, ale jednak cos... I wtedy wydrukowal trzy rozne broszurki ze swoimi rysunkami do Procesu. Kilka z tych rysunkow weglem do Procesu zostalo zreprodukowane w jedynej zachowanej z tych broszurek.

Zachowala sie kopia z powielacza tylko jednego z rysunkow z roku 1984, wyklejonych wowczas w tapecie na scianach tamtego pokoju. Jest to ilustracja do Procesu – ostatnia scena, egzekucja Jozefa K, narysowana weglem. Samo zakonczenie, gdy dwoch smutnych panow prowadzi Jozefa K. na stracenie. «Jak psa!» ...




Proces.   Egzekucja Jozefa K.
Rys. weglem   Andrzej Ploski, 1984.


W ilustracjach Ploskiego do Procesu ludzie, lacznie z bohaterem, nie maja twarzy, ich glowy przypominaja lepki zapalek. Twarzy pozbawil ich totalitarny system sadowy. Andrzej Ploski nie uwaza (w przeciwienstwie do niektorych "kafkologow"), ze Kafka byl prorokiem totalitaryzmu. Nie mniej wierzy, ze Kafka mial wielka wrazliwosc artysty.
"Czasami okazuje sie, ze artysta, poeta wie wiecej, odczuwa i potrafi to sformulowac, ostrzegac, nawet niedoslownie 'przepowiedziec przyszlosc'. Na pewno juz za zycia Kafki istnialy pewne tendencje, oznaki, leki. Trzeba bylo miec specjalna wrazliwosc... Antysemityzm istnial juz od wiekow ale nikt nie spodziewal sie, ze przyjmie tak barbarzynskie formy w XX wieku. Okazalo sie tragicznie inaczej... Na swoje wlasne szczescie Franz Kafka nie dozyl nazizmu, ale jego siostra Ottla zginela Auschwitz-Birkenau z transportem dzieci z Terezina w pazdzierniku 1942. Dwie pozostale siostry, Elli i Valli, zginely ponoc w getcie w Lodzi. Milena Jesenska, jego milosc, zginela w Ravensbrück."

* * *


We wszystkich nastepnych latach Andrzej Ploski nie rozstawal sie z lektura Kafki. Czytal tez ksiazki o Franzu Kafce, jego biografie i ksiazki krytyczno-interpretacyjne. Lektura Kafki pozostala jednak dla niego bardzo osobistym doswiadczeniem. Mowi:
"Mysle, ze konfrontujac swoje przezycia z literatura, w tym wypadku z Kafka, odnajdujac w niej swoje odbicie, rozpoznajac swoje leki, czytelnik moze doznac pocieszenia, czuc sie mniej samotnym, odnalezc drugiego czlowieka, ktory jest w podobnej sytuacji. «Nie jestem sam» – mimo, ze Kafka umarl dawno temu. Literatura, sztuka – to pomost rzucony w czasie.

Dla mnie w wielu wypadkach byl to rowniez rodzaj terapii: to wracanie do Kafki, odnajdywanie samego siebie.

Dochodzi aspekt humoru Kafki, moze, jak to mowia, wisielczego. Odgaduje u Kafki satyre. Gdy, jeszcze w Polsce jako mlody czlowiek, czytalem Proces, rozpoznawalem sytuacje, choc moze nie wszystkie, nie te same, lecz podobne. Mnie to bawilo, bo rozpoznawalem te ogolna atmosfere. Na przyklad, gdy Kafka opisuje adwokatow... Moj ojciec, ktory byl adwokatem w Kielcach, bynajmniej nie przypominal adwokatow z Procesu, a jednak te sterty zakurzonych akt sadowych, klienci (nierzadko chlopi z okolicznych wsi) stloczeni w korytarzu, ta prawnicza terminologia, rytualy...

Dzisiaj, po latach, Proces zilustrowalbym zapewne inaczej..."


* * *


W roku 1990 Andrzej Ploski narysowal wizerunek Kafki. Zachowane podobienstwo szczuplej twarze i bardzo intensywne spojrzenie, dla mnie spojrzenie tropiacego wilka.




Franz Kafka
Rys.   Andrzej Ploski, 1990.


Zapytalem Andrzeja o to spojrzenie. Odpowiedzial mi:
"Tak, jest jakies podobienstwo do wilka, ale wiekszosc zdjec Kafki, to ow lagodny usmiech. Czytajac jego listy, widac ze zupelnie nie byl agresywny. Z relacji jego znajomych wynika, ze byl czlowiekiem bardzo delikatnym. Jesli przesadzam, to raczej w tym czarnym kierunku. Uwazam, ze to mniej falszuje Kafke-autora, niz niektore jego zdjecia – Kafka jako przyjemny "amant". Stad w moich rysunkach Kafki jest pewna drapieznosc, ktorej nie widac, gdy patrzy sie na jego fotografie.

Moj stosunek do Kafki jest dosc zazyly, bez konwenansow, przypomina stara znajomosc, ktora wiele toleruje. Ta drapieznosc tropiacego spojrzenia byc moze pochodzi stad, iz Kafka niemalze mnie przesladuje, a raczej nie tyle Kafka, co jego wizja swiata. Chociaz mnie ten rysunek raczej przypomina zaszczutego wilka, wilka zdesperowanego, ale ktory potrafi sie odgryzc, pokazac pazury. Sztuka Kafki jest drapiezna. Mowie "sztuka", bo, jak Gombrowicz, uwazam, ze pewna literacka tworczosc, przekracza forme pisarska – staje sie sztuka.


* * *


W innej sytuacji Andrzeja Ploskiego, juz uznanego artysty, w 2003 roku zaczelismy nasz projekt ilustrowania Kafki na nowo, wiekszosci jego opowiadan, dla mojego internetowego periodyku kulturalnego Zwoje, http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje/. Zaczelo sie to niewinnie, wlasnie od owych dawnych ilustracji Andrzeja do Glodomora, wyciagnietych z rzadkiego juz dzis egzemplarza szwedzkiego pisma Insikt & Handling. Konsekwentnie i systematycznie rozroslo sie to zamierzenie ogromnie...

Zapytalem Andrzeja Ploskiego co pociagnelo go w tym projekcie tak konsekwentnie i czy widzi celowosc tego. Odpowiedzial:

"To, ze ekonomicznie mam inna sytuacje, nie zalatwia radykalnie sprawy. Dla mnie Kafka nadal jest autorem, ktorego potrzebuje na codzien. Pracuje dosc intensywnie. Moje ilustracje do Kafki powstaja na marginesie mojej pracy zarobkowej, sa mi potrzebne jako oddech w tej pracy, jak kojacy oklad.

Ja nie wiem czy widze w tym jakas celowosc. Co by Kafka powiedzial na te "celowosc"? Byl bardzo surowym sedzia swoich utworow, dokonywal wielokrotnych przerobek i selekcji. Radykalnej redukcji dokonal w swoim testamencie. Umierajac zwatpil w celowosc swojego pisarstwa.

Jezeli znajdzie sie ktos, komu te ilustracje cos dadza, to bedzie to bardzo wiele. Rysuje je z nadzieja, ze tak jest".


Gdy Andrzej Ploski zilustrowal juz prawie wszystkie dluzsze opowiadania Kafki, zapytalem go o jego filozofie jako ilustratora, o to, co chce wyrazic; wszak, jak mu powiedzialem, wrysowac w Kafke mozna wiele rzeczy... Oto credo Andrzeja Ploskiego, ilustratora utworow Franza Kafki:
"«Wrysowac w Kafke mozna wiele rzeczy...» – dobrze powiedziane. Pisarstwo najwyzszego lotu, poczynajac od Biblii jest otwarte. Od czytelnika wymaga sie reakcji tworczej, wspoltworczej nawet. Kafke czytam przez cale moje dorosle zycie i ciagle widze w nim nowe aspekty, mozliwosci, ktorych wczesniej nie dostrzegalem. Sa ludzie, ktorzy ciagle wracaja do Biblii...

Co zapewne determinuje moje spojrzenie grafika na utwory Kafki, to to, ze ja uwazam jego utwory za w jakims sensie literackie 'potwierdzenie' mojej wizji artystycznej i mojej 'atmosfery' swiata i otoczenia. Jak swiat Kafki, moj swiat bywa absurdalny i trudno sie w nim odnalezc.

Nie traktuje tresci utworow Kafki, jako proroctw, jednakze tworczosc jego nalezy do tego rodzaju sztuki, ktory niepokoi i inspiruje. Zaliczam sie do grona jego 'kabalistow'.

Sa rozne punkty widzenia co do ilustracji ksiazkowych. Istnieje opinia, ze ksiazki dla doroslych, np. wlasnie Kafki, nie powinny byc ilustrowane, bo to narzuca wyobrazni czytelnika pewien gotowy obraz. Dlatego literatura dla doroslych jest dzisiaj bardzo rzadko ilustrowana.

Normalnie, gdy pracuje jako ilustrator, musze zachowac wieksza dyscypline – tego najczesciej zadaja wydawcy. Natomiast tutaj, ilustrujac tylko dla przyjemnosci w tym naszym Kafkowskim 'projekcie', moge byc bardziej osobisty. Wybieram moj punkt widzenia, pewne zalozenia i potem staram sie byc konsekwentny w realizacji. Nie uwazam, ze to ogranicza wyobraznie czytelnika, ze cos wyklucza. Na kanwie tekstu, ktory jest najistotniejszy, dostaje czytelnik jakas wersje tego, jak mozna ten tekst odebrac. Nikogo nie pragne przymuszac do przyjecia mojej interpretacji; jest to tylko pewna propozycja.

Juz bardzo dawno zdecydowalem sie ilustrowac Kafke, uwazam, ze mam prawo do pewnej osobistej wizji, czasami zapewne odbiegajacej od tej dokladnie wizji Autora. Moje ilustracje traktuje jako pewne uzupelnienie, alternatywe. Kafke mozna odbierac na tak rozne sposoby. Nie sadze, aby moje ilustracje mogly szkodzic utworom, w koncu mozna oczekiwac, ze czytelnik Kafki ma swoja wyobraznie i pewna samodzielnosc w odbiorze tych utworow. Nie, nie chodzi o to, ze ja chce Kafke przetlumaczyc na jezyk obrazkowy, przerobic na komiks. To jest cos, co towarzyszy tekstowi. Moze zostac odrzucone albo moze zostac przez czytelnika przyjete, chocby krytycznie, stac sie pewna inspiracja, gdy czyta Kafke. Chce byc traktowany jako wspolczytelnik Kafki, absolutnie nie jako autorytatywny 'ekspert od Kafki'.

Latwo sie zorientowac, ze wizja literacka Kafki miala scisly zwiazek z jego biografia, przezyciami osobistymi i ich realnoscia. On jednak nie jest realista; na swoj sposob sposob przerabia ten material. I to jest fascynujace. Widze w tym dla siebie szanse, ze ilustrujac Kafke, moge ilustrowac tez i moje zycie, moje doswiadczenia. Tak do tego podchodze."

(Ilustracje Andrzeja Ploskiego do opowiadan Franza Kafki omowione sa krotko w drugim, towarzyszacym artykule).


* * *


Poprosilem Andrzeja Ploskiego o pewne podsumowanie naszego zamierzenia Kafkowskiego. Odpowiedzial mi na to:
"Jestem sceptycznie nastawiony do podsumowania, moze to jeszcze za wczesnie. Ja lece z wiatrem. Lecz zawsze jestem gotow wrocic do Kafki czy raczej mu towarzyszyc...

Wlasciwie jestem zaskoczony, ze z tego powstalo cos duzego, itd. Mnie nie o to chodzilo. Ilustrowanie Kafki jest dla mnie kontynuowaniem mojej pasji, wewnetrznym doswiadczeniem, czesto odpoczynkiem, lekcja jak codziennosc, nawet nie specjalnie zabawna, moze stac sie zrodlem inspiracji. To wazne i to chce to kontynuowac.


Mysle, ze rowniez wazne jest, iz te ilustracje Andrzeja Ploskiego do Kafki istnieja.


Andrzej M. Kobos

Lund, Szwecja, kwiecien 2005

Tekst ten powstal w oparciu o zapis rozmow Andrzeja Kobosa z Andrzejem Ploskim.





Teksty Franza Kafki i o Kafce zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2005 Zwoje