STANISLAW   MATEUSZ   GASIOROWSKI


WIERSZE







*

Pamietam, dzieckiem – bardzo dawne czasy –
Widzialem gwiazdy podszedlszy do okna.
Tak czas sie spieszy z poczatkiem istnienia.
Tak goni sam siebie przez szyby pokoi,
Rzuca sie na dwor by do wewnatrz wrocic,
I na dwor rzuca sie by wrocic do wewnatrz,
I na dwor sie rzuca do wewnatrz by wrocic.

*

Pisze historie mojego zycia.

Bylas pod reka przed poczatkiem:
Przez ciebie jestem nieskonczony.

Potem sie stalas ogniem i wrzatkiem,
Regula i wyjatkiem,
Przestrzenia i zakatkiem:
Wszystkim z czego bylem zrobiony.

Jednak istnienie sie placze.
Wreszcie sie w ksztalcie pokazalas,
Kiedy sie stalo za pozno.
Z soba sie samym juz nigdy nie zlacze.


*

Drzewo sie gnie
Od wiatru lub od stolarza,
A naokolo trawa
Wysoka po kolana
Do drzewa sie pochyla.
Dlaczego?

*

Przez szybe okna deszczem zalana
Widac rosliny nieostre, wygiete.
Miedzy oddechem a zasnieciem
Ogladasz mysli swego Przeznaczenia.

*

Zbiegaja sie cmy do swiecy zagrozone switem,
Slychac trzepotanie skrzydel, ich ogien trzeszczy od pylu.
Tak wybor swiatla jest w kazdej istocie,
Nie jestem wyjatkiem.

*

Im bardziej sie spiesze, tym szybciej czas mija.
Juz swit mi gasi lampe – jak ja, za slaba –
Oswietla rzedy niepelnych slownikow,
Blednych gramatyk.
Przekladam jeden tekst na wiele jezykow,
I gdy o swiecie podejde do okna
Dawnymi oczyma ogladnac swiat nowy
Mysle: jeden jest jezyk, a w nim jedno slowo.

*

Sa ludzie, ktorzy szukaja gwiazd jasnych,
Ich niebo pelne ciagnie tak jak milosc.
Ja, wole widok slabych konstelacji,
Te strony nieba prawie ciemne.
Nim sie zakochalem, co tam bylo?
Pora, kiedy niz poludnie
Swity i zmierzchy sa jasniejsze,
Niepewnosc konca, niepewnosc jutra
Siedzi za biurkiem. To ja siedze.
Piszacy dzielo bardzo dlugie.
Od lewej ze stosu ksiazek czasem kot zlapie za pioro,
Od prawej z podlogi czasem pies reke traci nosem,
Lecz zaraz z powrotem pismo sie staje wyrazne.

*

Od nieba tylko dach mnie oddziela,
Spac mi sie nie chce.
Slysze oddech, lzy i westchnienia,
Lecz inne.
Na poddaszu nie ma sie wyrzutow sumienia.

*

Jak miekkie sa cmy przed switem pyl niosace na sobie.
Wole nie dotykac,
Wole nie wiedziec co dotyk
W pyle pulsu nieznanym,
Z obu stron domu swita, przeze mnie nie dotykanym.

*

Zwierzeta dziksze w wietrze silniejszym,
Ksiezyc wiekszy predzej kwadry zmienia.
Trwa co niezmiennie. Prozna jest nadzieja.

*

Gdy lipiec kocha pola
W zbozu czekaja kosy
Blawatki, maki, kakole.
O gwiazdy, chwasty nieba,
Nadchodza zniwa.
Bedzie jedna przestrzen, jedno pozegnanie.

*

Jeszcze raz ogien piecow zstapil wraz z jesienia
Na wszystkie pola widoczne przez okna.
Gdziekolwiek przystanac w domu, widac ten sam ogien
Z bliska lub z daleka.

*

Od kropli wody po kwiat szalwi
Nie widze rzeczy naprawde bezbarwnej.
Porzadek w jakim znikaja kolory
O zmroku,
Czy taki sam jest, gdy sie umiera
Powoli?
O daj mi Boze smierc gwaltowna.
Znikaja, wiedna, gasna, nie ma.

*

Podrosly drzewa a swiatlo sciemnialo,
Cicho splowialy meble i dywany,
I kroki mniej slychac gdy chodze w pokoju,
I kolor twych oczu pozostaje zywy.

*

Czekamy, az sie zrobi cicho,
Wtedy szukamy razem Raju,
Idac na palcach polami
By sie nie sploszyc, bo jestesmy
Para zajecy drzacych od mysli
Ze beda pola pelne kapusty.

*

Zamkniete oczy zmeczone oczami.
W swietle tych obu moglbym zobaczyc
Zamkniete oczy oczami zmeczone.

*

Niebo szare zamiast rozleglego
I deszcz owocny,
Mysle, ze wracam do miejsca przeszlego,
Do srodka.

*

Gdy rzuce w ogien listy nie wyslane,
Czy slowo "kocham" ostatnie sie spali?
Siegam po plomien. Nic nie ocalisz.

*

Kiedy sie stalo tak ciemno,
Ze kazda gwiazda miala kolor wlasny
Bliski mi z czasow dawnych,
Poszedlem do stajni, ubrany czarno,
Z czarnymi na noc ostrogami.
Przez okno gwiazdy w butach sie odbijaly,
W swietle tych odbic, prawie po omacku,
Osiodlalem karego konia.
"Czemu poczulem zar na rece,
Wedzidlo w pysku masz czerwone?"
"Jestem Ares": odparl "uwazaj gdy na mnie wsiadziesz,
Jesli mnie dotkniesz nimi, rozzarza sie i ostrogi".
"Nie wiem, czy chrzescijaninowi
Przystoi trzymac w stajni poganskiego bozka".
"To dawne czasy, gdy ja bylem bozkiem,
A tys mnie siodlal pozno w nocy".





Tekst o Stanislawie Mateuszu Gasiorowskim zamieszczony w Zwojach:





Copyright © 1997-2005 Zwoje