JAN BLATON I FIZYKA SPRZED LAT...






Z Profesorem Dr Wiesławem Czyżem

rozmawia   Andrzej Kobos


(Tekst autoryzowany)






Wiesław Czyż,
na ścianie portret Jana Blatona.
(fot.   Andrzej Kobos)



O Janie Blatonie


Andrzej M. Kobos :   – Panie Profesorze, chciałbym Pana poprosić o opowieść o Profesorze Janie Blatonie, fizyku oraz o fizyce sprzed lat, tj. we wczesnym okresie powojennym. Zacznijmy od Jana Blatona. Przyjechał Pan do Krakowa z Lublina po wojnie, bodajże z Blatonem...

Wiesław Czyż :   – Blaton przyjechał do Krakowa nieco wcześniej niż ja, w roku 1947. Był znacznie starszy ode mnie, o dwadzieścia lat, miał wtedy 40 lat. Po wojnie najpierw był w Lublinie i ja znałem go z Lublina.

Jan Blaton był pierwszym profesorem fizyki, który się zjawił w Lublinie w 1944 roku. Podczas okupacji niemieckiej mieszkał w Warszawie, ale Powstanie Warszawskie zastało go w prawobrzeżnej Warszawie, a właściwie pod Warszawą, po wschodniej stronie Wisły. I gdy w jesieni 1944 w Lublinie powstał Uniwersytet im. Marii Skłodowskiej-Curie (UMSC), zaproszono go do objęcia Katedry Fizyki. To była po prostu Katedra Fizyki na Wydziale Przyrodniczym. W październiku 1944 wygłosił na tym wydziale wykład inauguracyjny pt. "Od naturalnej do sztucznej promieniotwórczości". Zajmował się teorią jądra. Od razu sprowadził do Lublina kilku fizyków-teoretyków, bo sam był teoretykiem. Jednym z jego asystentów był wtedy Jacek Prentki, a drugim Jan Rzewuski. W roku 1946 Blaton objął na UMSC nowopowstałą katedrę fizyki teoretycznej.

Jacek Prentki znalazł się potem we Francji, a następnie w CERN-ie pod Genewą. Przed 50 laty był jednym z pierwszych pracowników CERNu w grupie teorii. A Jan Rzewuski został później profesorem fizyki we Wrocławiu i tam zmarł kilka lat temu.

Nie byłem asystentem Blatona. Ja fizyki nie kończyłem. Wtedy był system trymestralny studiów. Dosyć szybko skończyłem matematykę. Po dziewięciu trymestrach, czyli trzech latach, miałem wszystko zdane. W 1947 roku przyjechał do Lublina Profesor Jan Mikusiński i ja zostałem na matematyce jego chyba pierwszym asystentem, zresztą na krótko, bo on pozbył się mnie dosyć rychło. Wtedy dopiero zostałem przez bardzo krótko asystentem na fizyce, ale wówczas profesorem fizyki był już Stanisław Ziemecki, eksperymentator. Gdy tylko zrobiłem magisterium z matematyki (można było je zrobić dopiero po dziesięciu trymestrach, więc musiałem przeczekać zimę 1947/1948), wyjechałem z Lublina do Krakowa.

Jan Blaton był już wtedy w Krakowie. Człowiekiem, który go tu ściągnął, jako teoretyka, był chyba Profesor Henryk Niewodniczański, który przyjechał był do Krakowa z wiosną roku 1946. W Krakowie jedynym wówczas profesorem fizyki teoretycznej był Jan Weyssenhoff. Blaton został kierownikiem Zakładu Mechaniki Teoretycznej.

Niestety wkrótce potem Jan Blaton nieszczęśliwie zginął w Tatrach. Było to w maju 1948, niedługo po moim przyjeździe do Krakowa. Wyjechali w kilka osób na Kasprowy Wierch. Blaton miał znikome doświadczenie w chodzeniu po Tatrach i nieodpowiednie buty, pogoda była zła. Niewodniczańscy i Marian Mięsowicz cofnęli się, już nie wiem pod jakimi pretekstami, w każdym razie nie poszli dalej. Blaton z żoną poszli sami na Świnicę. W żlebie pod Świnicą leżał śnieg. Blaton poślizgnął się na nim i zjechał w dół tym żlebem ponad 100 m, uderzył gdzieś głową w kamień. Jego żona, Olena, zawiadomiła o wypadku.


AMK :   – Wróćmy do wcześniejszych lat Jana Blatona...

WCz :   – Blaton był fizykiem, uczniem Wojciecha Rubinowicza, który był profesorem fizyki na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie. Naukowo Blaton najpierw działał we Lwowie, będąc współpracownikiem Rubinowicza na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza. Najważniejsze swoje prace przed wojną zrobił we Lwowie, można powiedzieć "pod okiem" Rubinowicza.

Blaton był zawsze człowiekiem lewicującym. To nie tylko były jego lewicowe poglądy, lecz również — jak mówiono — kochał się przed wojną w pewnej pani, która była członkinią Komunistycznej Partii Polski. Kolportował dla niej, nie będąc sam członkiem KPP, jakąś komunistyczną bibułę. I nakryli go na tym kolportażu bibuły. Został na krótko zatrzymany; nie wiem, co stało się z ową panią. Ale wtedy Blaton "był już stracony", można tak powiedzieć, na uniwersytetach w Polsce. Uznano, że nie mógł dalej pracować na uniwersytecie. Nie mniej, wtedy było na tyle liberalnie, że zrobiono go dyrektorem Państwowego Instytutu Meteorologicznego w Warszawie. Był więc dyrektorem PIMu, mając stąd bardzo korzystną sytuację dla uprawiania nauki. Miał czas zająć się nauką. Po pierwsze, nie miał żadnych zajęć dydaktycznych, za wyjątkiem dyrektorskich, które najwyraźniej nie były bardzo obciążające. Po drugie, ponieważ PIM należał wówczas do Ministerstwa Komunikacji, miał wolny bilet kolejowy na całą Europę. Wobec tego jeździł pierwszą klasą wagonu sypialnego do Monachium, do Sommerfelda na seminaria z fizyki, na dwa dni.


AMK :   – W Internecie znalazłem facsimile jedenastu listów Arnolda Sommerfelda z Monachium do Wojciecha Rubinowicza, po niemiecku, z lat 1932-1937, 1940, 1942 i 1950, więc ten ostatni już po śmierci Blatona. Sommerfeld wielokrotnie wspomina w nich Blatona, choćby przesyłając mu tylko pozdrowienia czy dopytując się o niego w roku 1940!.

WCz :   – To ciekawe! Sommerfeld, Rubinowicz i Blaton dobrze się znali.


AMK :   – Czego dotyczą najważniejsze prace naukowe Blatona?

WCz :   – Najważniejsze, przedwojenne prace Blatona dotyczą optyki, przejść multipolowych w atomach. Dzisiaj to nie wygląda bardzo fascynująco, każdy wie, że są przejścia dipolowe. Ale wówczas to były początki. Mechanika kwantowa była wtedy czymś świeżym. Blaton podał różne reguły dla przejść multiplowych w atomach, reguły wyboru, itd. Na przykład, przewidział, że powinno istnieć magnetyczne przejście dipolowe. Właśnie Henryk Niewodniczański był tym, który wykrył to przejście, jeszcze przed wojną. Blaton przepowiedział to przejście teoretycznie a Niewodniczański potwierdził jego istnienie doświadczalnie. To było ważne polskie odkrycie z fizyki przed wojną.


AMK :   – Kilka dni temu Profesor Adam Strzałkowski nazwał do mnie Jana Blatona genialnym fizykiem. Jako dowód wymienił jego powojenne prace z relatywistycznej kinematyki.

WCz :   – Blaton opracował bardzo ładnie kinematykę relatywistyczną. Chodziło o zasady zachowania, o to, jakie są ograniczenia kinematyczne w skomplikowanych reakcjach, gdzie coś wlatuje, a coś innego wylatuje. On to zrobił bardzo ogólnie i bardzo pięknie. To zostało opublikowane w Proceedings Duńskiej Królewskiej Akademii Nauk, bodajże w 1947 roku. Blaton był wtedy w Danii, przez jakieś trzy miesiące.

Jest może przesadą twierdzić, że Blaton był genialnym fizykiem. Ale na pewno był bardzo wybitnym fizykiem. Może nawet nie bardzo wypada mówić, że to było genialne, na przykład ta praca kinematyczna. Najważniejsze wyniki z kinematyki relatywistycznej były bowiem opublikowane chyba wcześniej w podręczniku Landaua i Lifszyca. Tam teoria względności zaczyna się od kinematyki. U Blatona jest to znacznie obszerniejsze, bardzo zgrabne i można powiedzieć "na wysoki połysk". Ale jednak Blaton chyba nie był tu pierwszy, pierwszy był Lew Landau.


AMK :   – Czyli jednak wkrótce po wojnie były wyjazdy naukowe na Zachód, mimo reżimu stalinowskiego?

WCz :   – W dwa czy trzy lata po wojnie, reżim w Polsce nie był jeszcze taki twardy, zamknięty od wewnątrz. W 1947 roku Blaton wyjechał na dość krótko do Kopenhagi.

W późnych latach czterdziestych Profesor Jan Weyssenhoff był przez cały rok w Szwajcarii u Wolfganga Pauli'ego. Jan Rzewuski był w Birmingham przez rok albo dłużej u Rudolfa Peierls'a. Jerzy Rayski był również u Pauli'ego w Zürichu. Te wyjazdy skończyły się na początku lat pięćdziesiątych; wtedy stalinizm w Polsce stał się najgorszy. Wyjazdy zaczęły się znowu po Październiku 1956.

Ja w 1957 roku wyjechałem na dwa lata do Kopenhagi, już z Instytutu Fizyki Jądrowej w Krakowie. Rządowi jakoś na tym zależało by Instytut Fizyki Jądrowej był w dobrym stanie. Co to znaczyło w praktyce, to inna sprawa, ale wyjazdy znowu były, życzliwie na to patrzono.



O fizyce lat 1950. i 1960.


AMK :   – Zapytam Pana o fizykę. Co się w tych późnych latach czterdziestych robiło w fizyce teoretycznej w Krakowie, bo przecież nie było jeszcze fizyki cząstek?...

WCz :   – Wtedy dla fizyka-teoretyka były niesłychanie atrakcyjne zagadnienia, bo np. wtedy powstawała współczesna kwantowa teoria pola. I to nie taka bardzo abstrakcyjna, ale bardziej konkretna, bo wówczas dopiero powstała renormalizowalna, czyli zbieżna kwantowa elektrodynamika. Przecież prace, za które Schwinger, Feynman i Tomonaga dostali potem Nagrodę Nobla, to był koniec lat czterdziestych, i początek lat pięćdziesiątych. Dla teoretyka to była oczywista rzecz do zajmowania się. Jerzy Rayski, na przykład, tym się zajmował jak również matematycznymi aspektami teorii pola.

Potem dopiero wypłynęła teoria cząstek. Na terenie Uniwersytetu Jagiellońskiego Andrzej Białas był inicjatorem, bardzo ważnym człowiekiem dla rozwoju tutaj fizyki cząstek. Miał on duże oparcie w Profesorach Marianie Mięsowiczu i Janie Weyssenhoffie, chociaż Weyssenhoff zajmował się głównie teorią względności. Dopiero uczestnicząc w seminarium Profesora Mariana Mięsowicza, Andrzej Białas przeszedł do teorii cząstek. Po moim powrocie z Kopenhagi pod koniec 1959 r., ja także zacząłem chodzić na seminaria u Mięsowicza, które szły pełną parą.


AMK :   – Kilka dni temu Profesor Andrzej Białas bardzo silnie podkreślał do mnie, że to wówczas była cała grupa ludzi, którzy rozwijali w Krakowie teorię cząstek.

WCz :   – To regularne seminarium u Profesora Mięsowicza ogniskowało tych ludzi, tak się to wykrystalizowało. Tam się wszyscy spotykaliśmy. W tym seminarium uczestniczyli też ludzie, którzy przenieśli się do Profesora Mięsowicza na AGH z Instytutu Fizyki UJ na Gołębiej 13. Byli wśród nich np. Oleg Czyżewski i Jerzy Gierula. Właśnie na tym seminarium spotkałem się z Andrzejem Białasem, który zresztą niedługo potem wyjechał do Genewy, do CERNu.


AMK :   – Pracował Pan w Instytucie Fizyki Jądrowej w Krakowie nieomal od jego powstania, gdzie kierował Pan Zakładem IV Fizyki Teoretycznej...

WCz :   – Tak. Dopiero gdy komunizm zaczął się walić, miałem szansę przejścia na Uniwersytet Jagielloński. Jestem tu na uniwersytecie formalnie od roku 1988. Wtedy odszedłem z Instytutu Fizyki Jądrowej.


AMK :   – Wiem, że nadal pracuje Pan naukowo...

WCz :   – Tak, trochę tak. To są już dosyć wolno idące rzeczy, ale coś jeszcze w tym "dyszy", tak można powiedzieć.




Wiesław Czyż
(fot.   Andrzej Kobos)


AMK :   – To znakomicie. Dziękuję Panu bardzo za ciekawą rozmowę.

WCz :   – I ja Panu dziękuję.

Kraków, 14 lutego 2005





Profesor Dr Wiesław Czyż, ur. 1926, fizyk-teoretyk, jest emerytowanym profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i Instytutu Fizyki Jądrowej w Krakowie. Od kilkudziesięciu lat pracuje naukowo w fizyce wysokich energii i cząstek elementarnych.






Rozmowy z fizykami opublikowane w Zwojach:





Copyright © 1997-2005 Zwoje