
Wstep Normana Daviesa do dokumentalnego albumu: Tomasz Kizny, GULAG. Life and Death Inside the Soviet Concentration Camps.
Firefly Books, Richmond Hill, 2004.Uprzejmie dziekuje Profesorowi Normanowi Daviesowi za zezwolenie mi na zamieszczenie przekladu tego wstepu w Zwojach.
Tytul ponizszego "Wstepu" pochodzi ode mnie. – Andrzej Kobos
JEDNO ZDJECIE, KTOREGO BRAKUJE...
NORMAN DAVIES
GULAG, jak i GLASNOST’ czy PERESTROJKA, jest jednym z tych zaciekawiajacych terminow, ktore wydaja sie czynic rosyjska historie barwniejsza dla cudzoziemcow. Slowo to weszlo do ogolnego obiegu dzieki powiesci Aleksandra Solzenicyna Archipelag Gulagu; jego pochodzenie jako akronim od nazwy Glawnoje Uprawlienije Lagierow (Glowny Zarzad Obozow) jest dosyc szeroko znane. Jednakze, jest ten termin prawie ze pozbawiony przerazajacego ladunku emocjonalnego, ktory niosa z soba podobne terminy, jak "nazistowski oboz koncentracyjny" lub "pola smierci" ("Killing Fields") Pol Pota. Co gorzej, nazwy najwazniejszych z miejsc zarzadzanych przez Gulag – Solowki, Bielomor, Workuta, Wajgacz czy Kolyma – nie znacza nic dla wiekszosci wyksztalconych postronnych ludzi. Zaszeregowanie tych miejsc w konwencjonalnym katalogu ludzkiej niedoli XX wieku pozostaje peryferyjne. Ogromna wiekszosc ludzi bedzie zaskoczona, gdy dowie sie, ze odpowiadaja one za wieksza liczbe ofiar ludzkich niz Ypres, Somma, Verdun, Auschwitz, Majdanek, Dachau i Buchenwald razem wziete.Przyczyny takiej nieswiadomosci sa wielorakie. Po pierwsze, chociaz Gulag dzialal od lat 1920. do lat 1980., prawdziwy zakres i istota tej operacji pozostawaly pilnie strzezona tajemnica nawet w samej Rosji. Systematyczne opisy i statystyki zaczely pojawiac sie nie wczesniej, niz w erze Chruszczowa, kiedy to juz zaprzestano najgorszych okrucienstw, w tym szeroko rozpowszechnionego wykorzystywania pracy niewolniczej. Po drugie, dobrze zawarowana grupa politycznie motywowanych sowietologow konsekwentnie zaprzeczala zarowno skali jak i morderczej istocie politycznych represji sowieckich. Najwazniejsze byc moze jest to, iz zachodnia opinia publiczna, ktora zostala starannie (i dobrze, ze tak) wyksztalcona co do horroru nazistowskiego Holocaustu, nie jest sklonna przyjac i strawic informacji o masowych zbrodniach popelnionych przez rezim, ktory byl aliantem zachodnich mocarstw w wojnie przeciwko Hitlerowi. Rzeczywiscie glosny segment tej opinii sprzeciwia sie robieniu porownania jakiegokolwiek rodzaju miedzy Gulagiem a Holocaustem.
Oczywiscie, system nazistowskich obozow koncentracyjnych i system sowieckiego Gulagu wykazywaly wazne roznice ale i wiele podobienstw. W ten pierwszy, na przyklad, wchodzila pewna liczba wyspecjalizowanych obozow smierci, jak Treblinka, Sobibor i Belzec, gdzie ogromna wiekszosc wiezniow byla zabijana tuz po przywiezieniu tam. Hitlerowskie Niemcy zorganizowaly takze caly lancuch obozow dla jencow ze wschodniego frontu, w ktorych nie zapewniano im wyzywienia, schronienia lub zajecia. W przeciwienstwie do tego, Gulag skladal sie z o wiele rozleglejszej sieci obozow koncentracyjnych, rozrzuconych na wiekszosci krancow Europy i Azji, ktore oficjalnie zostaly wyznaczone jako miejsca pracy. Jak w Auschwitz, wchodzilo sie czesto do nich przez brame triumfalna, wychwalajaca solidna prace.
Standardowy rosyjski slogan czieriez trud domoi (przez prace do domu) byl prekursorem i bliskim ekwiwalentem zlej slawy niemieckiego Arbeit macht frei (praca robi wolnym). W Zwiazku Sowieckim masowe eksterminacje, ktore byly czyms powszechnym w czasach Stalina, na ogol byly dokonywane przez rozstrzeliwania w wiezieniach lub lasach a takze przez rozne jednostki sluzb bezpieczenstwa. Jedynymi tzw. obozami smierci w systemie Gulagu byly instalacje w kopalniach uranu lub w elektrowniach atomowych, gdzie pozbawieni zabezpieczen wiezniowie nie mogli spodziewac sie, ze przezyja dlugo. Praca byla czyms zasadniczym w koncepcji Gulagu. Mimo to, rzeczywistosc byla taka, ze najczesciej "goscie" Wielkiej Bialej Niedzwiedzicy gineli i to gineli w najstraszniejszych warunkach. Surowosc arktycznego klimatu, wyzywienie na poziomie glodowania, dlugoletniosc wyrokow, karny charakter norm pracy, ciagla brutalnosc i zdeprawowanie straznikow, brak wlasciwej opieki lekarskiej, odpowiedniego ogrzewania i odziezy oraz brak jakiejkolwiek nadziei, nieuchronnie powodowaly niszczycielska smiertelnosc. Dziesiatki milionow zekow (zakliuczonnych), tj. skazancow, czy to politycznych czy kryminalnych, zamarzalo, bylo zaglodzonych, zapracowanych, bitych, albo zagnebionych na smierc. Niektorzy mlodzi, zdrowi i odporni nauczyli sie przetrwac. Ale srednio mozna bylo spodziewac sie, ze przezyje sie nie dluzej niz jedna zime. Przez dziesiatki lat, Gulag nadzorowal smierc wiekszej liczby ludzi, niz ktorykolwiek z "rywali" tegoz.
Biorac pod uwage zaslone tajemnicy, ktora okrywala Gulag przez tak dlugo, obszerny zapis fotograficzny nie jest czyms, czego latwo mozna sie spodziewac. Nie mniej, poprzez cierpliwe posukiwania i podroze po miejscach bylych obozow, Tomasz Kizny zebral niezwykla kolekcje fotografii. Wielka pomoc otrzymal przy tym zarowno od czlonkow rosyjskiego Stowarzyszenia Memorial jak i ze strony grup ocalalych wiezniow, ktore od czasu upadku Zwiazku Sowieckiego moga dzialac otwarcie. Fotografie te siegaja od oficjalnych archiwalnych fotek, przedstawiajacych tak wiezniow jak i pewnych siebie straznikow, do scen z kolosalnych przedsiewziec konstrukcyjnych lub przysypanych sniegiem ruin oraz portretow tych, co przezyli, a teraz dozywaja swych dni w nedzy. Moze dziwic, ze wielu ocalalych ciagle mieszka w cieniu swoich dawnych obozow. Nie majac krewnych, ani gdzie wrocic, sa skazani na bezterminowe, lodowate zeslanie.
Kizny zrobil dobry uzytek z wielu fotografii, ktore znalazl w Polsce. Polacy stanowili duzy kontyngent doplywu wiezniow do Gulagu w latach 1939-41 i powtornie w latach 1944-48. Byli takze jedna z nielicznych kategorii wiezniow, ktorym zezwolono na opuszczenie ZSSR po odsiedzeniu wyrokow. Niektorzy z nich byli dosc zaradni, by zdobyc aparat fotograficzny i, co niezwykle, przeszmuglowac z soba fotografie.
Trudno powiedziec, ktore z fotografii robia najwieksze wrazenie. Ktos moglby wybrac zdjecia panoramy robot na kanale bialomorskim, z mrowkowatymi figurkami wiezniow zagonionymi wsrod gigantycznego morza blota i rusztowan. Ktos inny moglby probowac zajrzec w twarz i umysl Matwieja Bermana, szefa zarzadu Gulagu w 1932 r. i wyobrazic sobie, co on i jego koledzy wtedy mysleli. Albo ktos mogby zadumac sie nad niedawnym zdjeciem Kiznego zgruchotanej i zasypanej sniegiem lokomotywy – ciagle na Drodze Smierci, ktora miala polaczyc dwa arktyczne porty odlegle o 1200 km, i ktora, mimo zatracenia niezliczonych robotnikow, nigdy nie zostala ukonczona. Wiekszosc pracy w Gulagu byla nie tylko beznadziejna. Byla bezsensowna.
Fragment jednego z dziewieciu odcinkow budowy Kanalu Bialomorskiego.
(Z ksiazki: Tomasz Kizny, GULAG. Life and Death Inside the Soviet Concentration Camps)
Jedno zdjecie, ktorego brakuje, a takiego, w erze przedfleszowej, nie mozna bylo latwo zrobic, przedstawialoby widok normalny we wszystkich obozach Gulagu. Pokazywaloby ogromne sterty wychudlych trupow, sztywno zamarznietych, ulozonych wysoko w stos i zawinietych w szmaty, oczekujacych na koniec arktycznej nocy i krotka szanse odwilzy i anonimowego pochowku.
Z angielskiego tlumaczyl Andrzej Kobos
sierpien 2005

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||