DOKUMENTACJA SOWIECKIEGO LUDOBÓJSTWA
Tomasz Kizny: GULAG. Życie i śmierć w sowieckich obozach koncentracyjnych
ANDRZEJ M. KOBOS
30 maja 2005, zaraz po moim przyjeździe do Edmonton, mój serdeczny przyjaciel Rafał Dymarz powiedział mi: "Musisz iść do [księgarni] Chapters i obejrzeć nowy, wielki album autentycznych, dawnych zdjęć z Gułagu". Poszedłem, ściągnąłem z półki dużą, ciężką książkę i zacząłem ją oglądać. Uderzyło mnie natychmiast polskie nazwisko autora Tomasz Kizny. Tytuł książki-albumu brzmi: GUŁAG. Life and Death Inside the Soviet Concentration Camps 1).Spędziłem w księgarni dłuższy czas z tą książką, niemal nie wierząc własnym oczom. Oto miałem przed sobą kilkaset autentycznych zdjęć z obozów Gułagu, zdjęć w jednolitej tonacji, w dużym, jak na książkę, formacie, zdjęć, których nigdy wcześniej nie widziałem. Potem stwierdziłem, że mimo mojego ponad czterdziestoletniego zainteresowania tą tematyką (od Doktora Żiwago Pasternaka a potem Archipelagu Gułagu Sołżenicyna), wcześniej widziałem kiedyś tylko jedno z tych zdjęć, z budowy Kanału Białomorskiego. Zaskoczyła mnie nie tylko zupełnie wstrząsająca treść tych zdjęć i ich liczba (w sumie ponad 550), ale przede wszystkim fakt, że takie zdjęcia istniały i zachowały się, nie tylko w dużej liczbie, ale, że w ogóle ktoś kiedyś zrobił je w obozach Gułagu. Z tego nigdy wcześniej nie zdawałem sobie sprawy. Zdjęcia, które dotąd widziałem w kilku nowych albumach o Syberii, pokazują niekiedy kilka miejsc porzuconych łagrów, tak jak teraz wyglądają. I to właściwe wszystko.
Zamówiłem wysyłkowo tę książkę. Pod koniec sierpnia 2005 dostałem ją z Kanady do domu w Szwecji. Niesamowite wrażenie zdjęć z Gułagu nie osłabło i dlatego postanowiłem napisać coś o tej książce i nieco ją streścić 2).
* * *
Książka, podzielona na siedem rozdziałów (w chronologii powstania łagrów), jest krótką historią oraz fotograficzną dokumentacją pięciu, być może najważniejszych, najbardziej znanych i najcięższych rejonów Gułagu: Wysp Sołowieckich (Sołówek), budowy Kanału Białomorskiego, Kołymy, Workuty i Drogi Śmierci, tj. konstrukcji, już po wojnie, arktycznej linii kolejowej od północnego Uralu po ujście rzeki Jenisej, nigdy nie ukończonej i potem zupełnie porzuconej w północnosyberyjskiej tajdze. Ponadto książka mówi o ekspedycji na arktyczną Wyspę Wajgacz, zorganizowanej przez OGPU 3). oraz o teatrach w obozach Gułagu – rozrywce dla komendantury i strażników a dla więźniów-aktorów możliwości przetrwania. Nawet pomijając dokumentalne fotografie, podczas gdy dziś mniej lub bardziej szeroko wiadomo jest o Kołymie, Workucie, Sołówkach i Kanale Białomorskim, to niewielu wie cokolwiek o owej Drodze Śmierci, czy o arktycznych ekspedycjach geologicznych OGPU, które obejmując od początku kontyngenty więźniów politycznych, były fortpocztą zakładająca w sowieckiej Arktyce nowe obozy niewolniczej pracy.Każdy z rozdziałów (poza rozdziałem o teatrach w Gułagu), obok zdjęć przynosi zwięzłą historię, lub raczej chronologię latami, danego zespołu łagrów, wraz z liczbami więźniów w nich, szkicowe mapy oraz niewielki wybór krótkich fragmentów dokumentów, takich jak np. rozkazy szefów OGPU Jeżowa i Jegorowa, raporty o wykonaniu wyroków śmierci na więźniach, a także fragmenty relacji byłych więźniów (w tym także Polaków, głównie więźniów Workuty) o okrucieństwach i warunkach życia i śmierci w sowieckich łagrach. Niekiedy obszerne podpisy pod zdjęciami uzupełniają tę tragiczną historię może pełniej niż suche liczby.
* * *
Tomasz Kizny (ur. 1958), fotografik i dziennikarz, spędził nad dokumentowaniem byłych sowieckich koncentracyjnych obozów Gułagu siedemnaście lat, od roku 1986. Wtedy to w Polsce zetknął się z kilkorgiem byłych więźniów Gułagu, dawnych żołnierzy Armii Krajowej i dowiedział się, że przechowali oni szereg zdjęć z łagrów, zrobionych przed lub po ich zwolnieniu z obozów w 1956 roku. Kizny zafascynował się tematyką Gułagu, zapewne dostrzegł w niej pewną swoją misję. W latach 1986-1991 pracował nad tym projektem korzystając z pomocy Instytutu Literackiego Jerzego Giedroycia a w latach 1992-1998 z pomocy Ośrodka "Karta" w Warszawie.Oczywiście najważniejsze były jego podróże do Rosji. Podczas podróży w latach 1990-1991 Kizny, z pomocą rosyjskich przyjaciół odbył własną ekspedycję szlakiem Drogi Śmierci, różnymi sposobami – od wędrówki z plecakiem przez tajgę do przelotów na nią helikopterem, nad porzuconymi torami i lokomotywami. Trzykrotnie był w Workucie, za pierwszym razem w 1990 r. konspiracyjnie; dopiero po czterech dniach został wyśledzony i wydalony do Moskwy 4). Pojechał również na Wyspy Sołowieckie, Kanał Białomorski i przede wszystkim w kraj białej śmierci – na Kołymę.
Wszędzie fotografował. Fotografował resztki obozów, porzucone szopy, tory i lokomotywy. Fotografował ludzi, którzy to wszystko przetrwali, na ogół już starszych, w młodości więźniów Gułagu od Wysp Sołowieckich, przez Workutę, po Kołymę.
Fotografował prawosławnych mnichów, którzy znowu wrócili na Wyspy Sołowieckie. Nad Kanałem Białomorskim fotografował ludzi obsługujących szczątkowe operacje kanału i byłych więźniów, którzy po zwolnieniu osiedlili się tam i pracują przy kanale, a także miasteczko drewnianych szop i duchów – Biełomorsk. W Workucie fotografował dzisiejszych górników i kobiety sortujące węgiel. Na Wyspie Wajgacz fotografował Neneców, pozostałą jeszcze garstkę tubulczych mieszkańców wyspy. Fotografował surowy krajobraz Kołymy z resztkami obozów, kolczastych drutów i prymitywnego, kopalnianego sprzętu. W Magadanie u wrót Kołymy, również sfotografował tych kilkoro, którzy przeżyli i tam, "na wolności", zostali z konieczności; np. Władysława Chrystuka, któremu nigdy nie zezwolono wrócić do Polski.
Współczesne zdjęcia Kiznego zostały zintegrowane w albumie w formie podrozdziałów "Memories" (Wspomnienia) i znakomicie go uzupełniają.
W podróżach przez ogrom Rosji pomagali Kiznemu rosyjscy przyjaciele, odważni ludzie z organizacji Memoriał i jej Ośrodków Informacji i Oświaty w Moskwie i St. Petersburgu. Obywatelska organizacja Memoriał, powstała jeszcze w Związku Sowieckim w roku 1988. Jej celem jest rozpowszechnianie historycznej prawdy o terrorze i zbrodniach sowieckiego reżimu, opracowywanie i publikowanie dokumentów – rzecz można – zachowanie pamięci o ofiarach i o tamtych strasznych czasach oraz pomoc żyjącym jeszcze byłym więźniom.
Z pomocą członków Memoriału, Kizny dotarł do wielu zdjęć dokumentalnych ze źródeł prywatnych i oficjalnych, włączając niezwykłe, kompletne, rodzinne albumy w rękach prywatnych, jak np. album z ekspedycji na Wyspę Wajgacz, przechowany przez córkę szefa ekspedycji, czekisty Eichmansa. Znalazł grupowe zdjęcia strażników z różnych obozów – zadowolonych, w szpiczastych, czekistowskich czapach. Dotarł do oficjalnych zdjęć i filmów nakręconych w latach 1927-1928 przez Czeka i OGPU na Wyspach Sołowieckich i w punkcie tranzytowym więźniów w Kem oraz parę lat później na budowie Kanału Białomorskiego. Dotarł również do filmu propagandowego o Kołymie z lat 1930 i do zdjęć z Kołymy z lat 1950. Nawet Centralne Archiwum KGB (obecnie Ministerstwo Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej) udostępniło mu wybór typowych, rejestrowych, więziennych zdjęć ofiar rozstrzelanych w Wielkiej Czystce. Z powiększeń tych małych fotografii Kizny urządził w 1994 r. wystawę w Warszawie.
* * *
Tomasz Kizny, podczas stanu wojennego w Polsce założyciel konspiracyjnej agencji fotograficznej Dementi, zrobił rzecz niezwykłą. Zebrał, a przez to utrwalił i rozpowszechnił w świecie obszerny, fotograficzny zapis sowieckiego ludobójstwa, które ilościowo przekroczyło ludobójstwo nazistowskie. Różniło się od niego ideologicznie, ale jakościowo różniło się tylko sposobem zabijania. Wolniejszym. Cel i skutek były podobne: eksterminacja całych grup społeczeństwa po wykorzystaniu do końca jako niewolniczą siłę roboczą.Gławnoje Uprawlienije Łagierow, czyli Gułag, rozwiązano w Związku Sowieckim 25 stycznia 1960 r. Łączna liczba łagrów w ZSRR w okresie prawie czterdziestoletniego istnienia Gułagu sięgała 30 000. Książka Kiznego zawiera (ze źródeł organizacji Memoriał) spis 482 centralnych i regionalnych jednostek administracyjnych Gułagu w różnych latach, z których każdej podlegało do kilkuset obozów.
Szkoda wielka, że jak dotychczas nie ma polskiego wydania tej książki. Zupełnie nie wiem z jakich przyczyn. Nie mogę tu zamieścić licznych zdjęć z tej książki. W ramach przywileju recenzenta zamieszczam jedno, z Kołymy. Jedno, które trudno mi było wybrać. Ale proszę, niech ten mój tekst zostanie potraktowany przez czytelników jako apel o rychłe opublikowane albumu Tomasza Kiznego o Gułagu w Polsce.
* * *
Album Tomasza Kiznego poprzedzony jest trzema krótkimi wstępami. Ich autorami są kolejno: Norman Davies, znany historyk brytyjski; Jorge Semprum, były więzień Buchenwaldu i były minister kultury Hiszpanii; oraz Sergiej Kowalew, były więzień Kołymy a obecnie działacz ruchu o prawa człowieka w Rosji. Dzięki uprzejmemu pozwoleniu udzielonemu mi przez Profesora Normana Daviesa, (zamieszczam obok mój polski przekład jego wstępu.)Są w książce, tuż po wstępie Daviesa, dwa szczególne zdjęcia. Pierwsze, z 1946 r., mogłoby być ilustracją Epilogu Doktora Żiwago Pasternaka. Więźniowie z tobołkami na ramionach idą, chyba latem, przez pustkowie Karelii do obozu. U Pasternaka, więźniów wysadzają z pociągu pod konwojem, w zimie na śnieżnej pustyni pod lasem; mają oni zbudować z niczego swój łagier. Drugie jest zdjęciem więźniów na piętrowych narach w 1946 r. w obozie Mołotow. Nic, że upiększająco pozowane. Przypomina znane, nieco wcześniejsze zdjęcie wnętrza baraku, zrobione natychmiast po wyzwoleniu nazistowskiego obozu śmierci w Bergen-Belsen.
* * *
- Sołówki (1923–1939)
Pierwszy rozdział dotyczy pierwszego obozu Gułagu na Wyspach Sołowieckich na Morzu Białym w Arktyce, założonego na terenie dużego XV-XVI-wiecznego prawosławnego kompleksu klasztorno-pustelniczego. Jednymi z pierwszych więźniów byli tutaj prawosławni mnisi tegoż klasztoru, zaś szczątki świętych pustelników, założycieli klasztoru, wysłano do Leningradu do muzeum ateizmu (!!!). Trafili tu też i tu zginęli członkowie różnych wspólnot religijnych, np. tzw. Starowiercy.
Istotę i symbolikę łagru sołowieckiego najlepiej oddaje pierwsze zdanie tekstu tego rozdziału (cytat w moim tłumaczeniu z angielskiego – amk):
"Bardziej niż jakiekolwiek inne miejsce, klasztor na Wyspach Sołowieckich na Morzu Białym symbolizuje tragedię wyrządzoną Rosji przez rewolucję bolszewicką roku 1917. W latach 1920. to wspaniałe sanktuarium wiary prawosławnej zostało zamienione w obóz koncentracyjny, który zapoczątkował cały system Gułagu. Sołówki, jak mówi się o nich w codziennym rosyjskim, były świadkiem cierpień tysięcy niewinnych ludzi i całej religii o wielowiekowej tradycji. Są uosobieniem zrujnowania rosyjskiej kultury duchowej i materialnej w imię komunistycznej ideologii."
Początkowo więźniami Sołówek byli intelektualiści, artyści, pisarze, poeci, naukowcy, oficerowie, popi i arystokraci. To bodajże gdzieś u Sołżenicyna czytałem przed laty, że damy w balowych sukniach i bucikach na obcasach Czeka wiozła wprost z balów na Wyspy Sołowieckie. Sołówki były początkiem systematycznej eksterminacji przez "dyktaturę proletariatu" rosyjskiej inteligencji jako "wroga klasowego". W ciągu 16 lat, przez Sołówki przeszło co najmniej 840 000 więźniów. Zamieszczony w książce Kiznego rejestr więźniów za rok 1927 wg narodowości wymienia np. 353 Polaków. Ostrożne oszacowanie liczby ofiar na miejscu wynosi najmniej 15 000. (Wielu więźniów przeniesionych z Sołówek rozstrzelano w następnych latach lub wymarli oni w innych łagrach.) Oficjalnym zadaniem obozu była reedukacja więźniów poprzez "radosną" pracę. To stąd Maksym Gorki napisał w roku 1929 znany, entuzjastyczny raport o zdrowych więźniach i o wspaniałych wynikach pracy wychowawczej, za który osobiście pochwalił go Stalin. To tu powstała podstawowa filozofia Gułagu, podnoszenia norm pracy nad siły, związania ich niewykonania z redukowaniem codziennych racji żywnościowych, zamykania w karcerach i zagłodzenia więźniów niewykonujących norm. To tu Naftali Frenkel, gangster rewolucji z Odessy, późniejszy szef budowy Kanału Białomorskiego, wymyślił zasadę działania obozów Gułagu: "Musimy wycisnąć z więźnia wszystko w pierwszych trzech miesiącach – po tym jest już dla nas bezużyteczny". To stąd system Gułagu rozszedł się na cały ogromny rosyjski ląd, jak komórki rakowe, jak to określił Sołżenicyn w Archipelagu Gułagu.W roku 1990 rosyjski Kościół Prawosławny odzyskał zrujnowany klasztor na Wyspach Sołowieckich. Rekonsekrowany i rekonstruowany, wpisany został na listę UNESCO "World Heritage List". Ciekawy jestem czy tylko jako unikalny zabytek sakralny, czy również jako miejsce kaźni? Tego nie wiem...
* * *
- Kanał Białomorski (1931–1933)
W sierpniu roku 1702 podczas Wojny Północnej, car Piotr I (Wielki) "przepłynął" z flotą białomorską z Karelii na jezioro Ładoga i zdobył na zaskoczonych Szwedach twierdzę Nötenburg u ujścia Newy. To nic, że nie istniała nieprzerwana droga wodna dla statków przez bagna i lasy. Tysiące rosyjskich chłopów pańszczyźnianych w dwa miesiące wygładziło i umocniło 180-kilometrowy szlak po którym przeciągnięto dwa okręty wojenne z carem i jego synem i po którym przeszło 4000 żołnierzy. W następnym roku na rozlewisku Newy Piotr I założył St. Petersburg, późniejszy Leningrad.
1 maja 1933 r., Stalin, Kirow i Woroszyłow przepłynęli ten sam w przybliżeniu szlak niewielkim parowcem Anochin. Lecz tym razem prawdziwym, wodnym Kanałem Białomorsko-Bałtyckim im. Stalina. Ponoć Stalin ustnikiem swej fajki wyznaczył na mapie trasę kanału, a wybudowało go w ciągu dwudziestu miesięcy 65 000 do 100 000 więźniów Gułagu. Priorytetowa, szybka, niewolnicza robota mężczyzn, kobiet, dzieci i starców. Prymitywnymi, ręcznymi narzędziami, jak łopaty, kilofy, siekiery, piły, taczki zrobione na miejscu, młoty, łomy, nieco dynamitu, minimum stali i betonu. Nawet ogromne śluzy wykonane zostały z drewnianych bali z drzew wyciętych w pobliskich lasach. Niewolniczej pracy przygrywała orkiestra dęta czekistów (można to obejrzeć na jednym ze zdjęć w książce). To pewnie stąd w kilka lat później naziści ukradli ten kulturny pomysł...
Budowie Kanału Białomorskiego towarzyszyła ogromna propaganda na cały Związek Sowiecki. Nazywano ją "pierwszą wielką budową komunizmu", perekowką – "przekuwaniem" przestępców (głównie politycznych) w świadomych obywateli socjalistycznego państwa sowieckiego, przykładem humanitarnej polityki karnej "ojczyzny światowego proletariatu". Brygady wygłodzonych więźniów musiały współzawodniczyć w pracy, wybrani podkarmieni więźniowie, tzw. agit-brydady, występowali publicznie, chwaląc to, jak praca odmieniła ich "społeczną świadomość". W 1934 r. wydano entuzjastyczną i panegiryczną książkę Biełomorsko-Bałtijskij Kanał imieni Stalina. Istorija Stroitielstwa, napisaną przez 36 autorów (z Maksymem Gorkim i Aleksym Tołstojem na czele), z których większość (wśród nich Gorki i Polak Bruno Jasieński) nie przeżyło następnych pięciu lat. Opublikowano wówczas, jako propagandę, szereg zdjęć z prymitywnie wykonywanej pracy więźniów, w tym owo jedyne zdjęcie z Gułagu, które ja widziałem przed książką Kiznego.
Stalin dorównał wielkiemu carowi. To nic, że bardzo rychło to gigantyczne przedsięwzięcie okazało się praktycznym fiaskiem, zupełnie bezużytecznym i bezsensownym, również strategicznie. Późniejsze plany Stalina poszerzenia i pogłębienia kanału nie zostały już wykonane ze względu na krwawe czystki i wojnę. W latach 1970. pogłębiono kanał do 6 m, niektóre śluzy zastąpiono stalowymi a filary betonowymi. Ale nadal kanał jest bez znaczenia, przyjmuje tylko małe statki, do 3000 ton. Pozostały popularne papierosy białomory i nieme wspomnienie po tysiącach więźniów, którzy przepłacili tę budowę komunizmu życiem. Pamiętam z mojej młodości makabryczną zagadkę-ostrzeżenie: "Kto budował Biełomor Kanał?" – "Ci, co opowiadali dowcipy polityczne".
* * *
- Ekspedycja na Wyspę Wajgacz (1930–1936)
W lipcu 1930 r. dwa parowce OGPU, Metel i Gleb Boki, prowadzone przez dwa lodołamacze, przypłynęły z Archangielska nad Morzem Białym, przez Morze Barentsa, do zatoki Warnek na Wyspie Wajgacz, pomiędzy Półwyspem Jugorskim a Archipelagiem Nowa Ziemia. Było na tych statkach ponad stu więźniów, strażnicy, geologowie i dowódca wyprawy, zasłużony czekista Fiodor Ejchmans, Łotysz, były komendant Sołówek. Na wyspie więźniowie wybudowali małą osadę, składającą się z domu komendanta, baraków dla straży, piekarni, kuchni, łaźni, laboratorium chemicznego w kształcie wielkiej beczki, kuźni, baraku dla więźniów i... karceru. Celem tej ekspedycji, zorganizowanej przez OGPU, było poszukiwanie i wydobywanie na Wyspie Wajgacz cynku, ołowiu i być może również złota.
Po roku, na Przylądku Razdielny wyspy, wybudowano prymitywne kopalnie cynku i ołowiu, a potem fluorytu w głębi wyspy. W 1932 r., na kutrze transportowym, 24 ludzi zamarzło w zamieci. W 1934 r. liczbę więźniów zwiększono do 1500. Zaczęto wydobywać rudę, którą podczas letniego sezonu nawigacyjnego statki odwoziły na ląd. Złota nie znaleziono a złoża rudy metali okazały się być mniejsze, niż oczekiwano.
Początkowo, jak pisze Kizny, "osada na wyspie wyglądała jak miasteczko poszukiwaczy na Alasce czy w Yukon w Kanadzie". Tyle, że większość jej 'mieszkańców' była więźniami, chociaż panujący tam reżim był dość liberalny; więźniowie mogli nawet sprowadzić rodziny. Odbywało się to w ramach ówczesnej sowieckiej polityki kolonializacji Północy. Komendant Eichmans ożenił się z Galiną Nikołajewną, córką więźnia, który mimo tego służył jako oficer na lodołamaczu Małygin.
W roku 1932 Fiodor Ejchmans wrócił z ciężarną żoną do Moskwy. Przeżyli katastrofę po starcie małego samolotu, którym wracali do Archangielska. Potem rozwiedli się. W 1938 r. Fiodor Ejchmans został rozstrzelany podczas czystek. Jego żona uniknęła represji. Ich córka Elwira przechowała po ojcu obszerny album fotografii, z których wiele zreprodukowanych jest w książce Kiznego, dając obraz nie tylko czegoś całkiem wyjątkowego w historii Gułagu, ale i nielicznego plemienia Neneców, tubylczych mieszkańców tej wyspy, i ich szamańskich bożków.
* * *
- Teatr w Gułagu
Cały jeden rozdział tej książki-albumu poświęcony jest oryginalnym, nawet podkolorowanym, fotografiom z teatrów i działalności rozrywkowej w Gułagu. W obozach odbywały się regularne przedstawienia teatralne i kukiełkowe, koncerty (nawet jazzowe!), występy rozrywkowe – po prostu dla przyjemności szefów obozów, komendantury, strażników oraz ich rodzin. Nawet na Sołówkach funkcjonował teatr i orkiestra symfoniczna. W 1929 r. na jednym z koncertów i występów akrobatów obecny był Maksym Gorki, który potem z zachwytem opisał to w znanym artykule Sołowki.
W obozach przejściowych z bezimiennej masy więźniów z całego kraju wyławiano aktorów i artystów, najczęściej z Moskwy i Leningradu. Niektórzy z nich byli znani a selekcji dokonywali więźniowie-aktorzy z uprawnieniami od OGPU, czy potem NKWD. Dla tych artystów-więźniów teatr oznaczał wtedy życie; nie musieli przez 12 godzin dziennie, w śniegu, ścinać drzew, ani pracować w kopalni albo przy załadunku. Mniej groziła im cynga, potworna, powolna, choć najczęściej śmiertelna choroba wyczerpanych, zagłodzonych i przemarzniętych więźniów w łagrach. Sztuka aktorska znaczyła pełniejszy żołądek, cieplejsze miejsce, odsunięcie załamania psychicznego. To było najlepsze miejsce w tym piekle. Na Kołymie np. występowała więźniarka, balerina Teatru Bolszoj z Moskwy, Nina Gamilton. Po dziesięciu latach, dopiero po śmierci Stalina, pozwolono jej wrócić do Moskwy. Kilku ocalałych artystów Kizny sfotografował teraz po latach.
Jednakże wielu artystów, muzyków, kompozytorów, aktorów, reżyserów, malarzy, poetów, pisarzy, dramaturgów nie przeżyło łagrów, lub zostało rozstrzelanych. Niektórzy o bardzo znanych nazwiskach.
* * *
- Kołyma (1931–1955)
W naszej obecnej świadomości słowo Kołyma stało się jednym kilku z głównych symboli piekła zgotowanego człowiekowi przez człowieka, piekła w istocie nie mniejszego niż Auschwitz, choć różniącego się w piekielnej aranżacji.
Kołyma jest pustą, skalistą ziemią, zaśnieżoną, zalodzoną, lodowato-wichrową, przeraźliwie zimną, dosłownie na krańcach świata. W tamtych stronach zwykle umiejscawia się ziemski biegun zimna. Pierwszym tam Europejczykiem był podróżnik po Syberii, Jan Czerski, Polak, oficer przymusowo wcielony do carskiej armii po Powstaniu Styczniowym. Została po nim na Kołymie nazwa rozległych Gór Czerskiego. W roku 1928 w górach tych, na brzegach rzeki Kołyma, odkryto bogate złoża złota. I to był początek kołymskiej tragedii.
Jedyny dostęp na dużą skalę do tych zupełnie odciętych terenów możliwy jest koleją transsyberyjską do Władywostoku, a stamtąd na północ statkiem przez Morze Ochockie do przystani Magadan nad Zatoką Taujską/Nagajewo i dalej najczęsciej piechotą setki kilometrów w głąb górzystego lądu. W latach 1932-1957 przywieziono na Kołymę setki tysięcy więźniów. Po latach wrócili stamtąd bardzo nieliczni, którzy przeżyli i to, jeżeli im pozwolono i mieli dokąd wrócić. Średni czas życia więźnia na Kołymie szacowano na mniej niż dwa lata, po prostu przez jedną zimą. Najcięższy klimatycznie był obóz Sopka w pustych, powulkanicznych górach.
W roku 1931 Stalin osobiście zlecił Eduardowi Berzinowi zorganizowanie wydobywanie kołymskiego złota. Berzin był wytrawnym czekistą. Wcześniej był osobistym ochraniarzem Lenina, zaufanym Dzierżyńskiego i budowniczym kombinatu papierniczego na Syberii, gdzie niewolniczo pracowało 70 000 więźniów. Berzin został szefem Dalstroju, gospodarczego zarządu Kołymy i sowieckiego dalekiego wschodu, "carem" północno-wchodniej Syberii, terytorium około 400 000 km2 nad rzeką Kołymą.
4 lutego 1932 r, statek OGPU przywiózł do Magadanu Berzina, strażników i grupę więźniów, w większości inżynierów górniczych. W pierwszym roku przywieziono tam 10 000 więźniów. Wybudowali oni budynki administracji i straży, obozy dla więźniów, miasto Madagan, sieć dróg, w tym tzw. Kołymskają awtodorogę, mosty i odcinki torów kolejowych. Uruchomili odkrywkowe kopalnie złotonośnej rudy i zbudowali drewniane pluczki, tzw. butary, do wypłukiwania złota. W krótkim czasie na Kołymę przywieziono dziesiątki, a nawet setki tysięcy więźniów, niemal wyłącznie politycznych. Czekały na nich niewolnicza praca, niewykończone, zatłoczone do granic pojemności baraki, głodowe posiłki na otwartym powietrzu, nawet w zimie, cynga, masowe egzekucje w odkrywkowych kopalniach po sfingowanych doraźnych łagrowych procesach, a nade wszystko niewyobrażalne zimno – do -55oC.
Pierwszego roku wysłano do Moskwy 500 kilogramów złota, a w 1936 r., 33 tony i 62 tony w 1938 r. W 1933 r. dzienna norma urobku złotonośnego gruntu i skały wynosiła mniej niż 1 m3 na więźnia, dwa lata później 2 m3, a w 1936 r. 4-6 m3, za tę samą rację żywności. Kto tyle nie urobił, dostawał zmniejszone porcje i bardzo szybko umierał z wycieńczenia. Były próby ucieczek więźniów w tajgę. Psy wytropiły niemal wszystkich zbiegów. Transport urobku odbywał się latem przy pomocy kilku tysięcy koni, a zimą reniferów i psów.
O Berzinie mówiono, że przemienia drut kolczasty w złoto. Ile setek tysięcy czy milionów ludzi zapłaciło za to życiem – tego nikt nie wie. Warłam Szałamow, dawny bolszewik, przeżył jako więzień na Kołymie 17 lat, a potem napisał wstrząsające Opowiadania Kołymskie, świadectwo z zimnego piekła 5). Berzin jeździł na inspekcje kopalni złota przysłanym mu z Moskwy Rolls Royce'm, którym poprzednio wożono towarzyszkę życia Lenina, Nadieżdę Krupskają. W domu słuchał Czajkowskiego, Schuberta i Griega, płyt orkiestry filadelfijskiej, które przywiózł z Ameryki w 1930 r. Miał teatr, w którym występowali więźniowie. Przed willą Berzinów prowadzono transporty więźniów z portu do obozu przejściowego w Magadanie. To wlaśnie w Magadanie po raz ostatni widziano Osipa Mandelsztama w grudniu 1938, już po straceniu w Moskwie Berzina.
W 1938 r. Berzin został aresztowany i skazany w Moskwie na śmierć za trockizm i rzekome szpiegostwo na rzecz Japonii, Wielkiej Brytanii i Niemiec. 1 sierpnia 1938, po krótkim procesie, został rozstrzelany. Jego żona spędziła w łagrach 10 lat, syn zginął potem w Stalingradzie, córką zajęła się babka.
W 1948 roku rozpoczęto na w kopalniach cyny na Kołymie kopanie wydobywanie uranowej i prymitywne wzbogacanie uranu. Więźniowie oczywiście nie wiedzieli co kopią ani co ładują po odwirowaniu, nie mieli żadnej osłony przed promieniowaniem i wdychaniem pyłu uranonośnych, radioaktywnych skał. Śmiertelność wśród tych więźniów była najwyższa. Umierali szybko na nieznaną im chorobę popromienną.
Jedna z kopalni cyny i uranu w górach Butugiczang, w południowo-zachodniej Kołymie, na przełomie lat 1940-1950.
(Z książki: Tomasz Kizny, GULAG. Life and Death Inside the Soviet Concentration Camps)
W 1943 r. Madagan liczył 30 000 mieszkańców. W rejonie tym niewolniczo pracowało i umierało setki tysięcy więźniów. Po wojnie na Kołymę Rosjanie przywieźli transporty Polaków, byłych żołnierzy Armii Krajowej. Jednemu z nich, kpt. Władysławowi Chrystukowi z Lidy nie pozwolono wyjechać z Kołymy po odsiedzeniu wyroku w 1949 r., ani nawet wrócić do Polski w 1956 r. Ożenił się w Magadanie z Rosjanką, pracował jako cieśla, mieszka tam (przynajmniej do niedawna) przy ulicy Berzina 22...Po śmierci Stalina wielu zwolnionych więźniów osiedliło się w Madaganie. Obozy na Kołymie istniały jeszcze około 1960 r. W obozie nad rzeką Tarasową po więźniach pozostały sterty butów. Jak w Auschwitz... (Można te buty obejrzeć na jednym ze zdjęć w książce.)
W 1989 r. wnuczka Berzina odsłoniła jego pomnik w centrum Madaganu, który stoi do dziś dnia. Jest ironią losu, że na jednym ze wzgórz nad Madaganem stoi wysoki pomnik ofiar Kołymy. Wyrzeźbione twarze więźniów są skierowane na północ, w kierunku długotrwałego marszu kolumn zeków w głąb Kołymy. Na zatracenie...
* * *
- Workuta (1931–1956)
Jest to rejon na północnym Uralu, 160 km na północ od Kola Polarnego. W 1930 r. poszukiwacza ekspedycja OGPU odkryła w tzw. Basenie Peczory, na brzegach rzeki Workuta, płytko zalegające złoża węgla. Utworzone tam wkrótce łagry były rezerwuarem niewolniczych robotników dla okolicznych kopalni węgla. Kopalnie Workuty funkcjonują do dziś dnia. To więźniowie we wczesnych latach 1930. wybudowali ten kompleks kopalniany, w którym jeszcze w roku 1956 pracowało 50 000 więźniów. Obozów było tam wiele, każdy po około 2000 więźniów. Jak i w innych łagrach, strzelano do więźniów za wystąpienie z kolumny podczas marszu, lub zbliżenie się do drutów.
Obozy Workuty były tym rejonem Gułagu, do którego Rosjanie wywieźli w latach 1940-1941 wielu Polaków z polskich Kresów wschodnich, zajętych we wrześniu 1939. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, niektórych polskich więźniów zwolniono w latach 1941-1942 po tzw. "amnestii" dla Polaków; wielu z nich dołączyło do tworzonej wtedy w Związku Sowieckim, w Uzbekistanie, polskiej armii pod dowództwem gen. Władysława Andersa.
W latach 1944-1947 Rosjanie wywieźli do Workuty tysiące Polaków, byłych żołnierzy Armii Krajowej i powojennego antykomunistycznego podziemia. W 1951 roku, w obozach Workuty siedziało w sumie ponad 193 000 więźniów. Kilku więźniów Polaków próbowało ucieczki. Sowieccy strażnicy zastrzelili ich. W lipcu 1953 siedem z siedemnastu kopalni Workuty rozpoczęło strajk, zakończony ostrzelaniem strajkujących przez sowieckich żołnierzy z karabinów maszynowych. Zabito wówczas około 70 więźniów.
Rosjanie nie pozwalali więźniom-Polakom wrócić do Polski po odsiedzeniu wyroków. Dopiero w latach 1956-1957 wielu z nich wróciło do Polski w ramach repatriacji. Przed wyjazdem do Polski niektórzy zakupili aparaty fotograficzne. Jeden z polskich więźniów sam zrobił sobie kamerę. Przywieźli z sobą do Polski zdjęcia, które Kizny po latach zebrał i teraz zamieścił w rozdziale o Workucie.
* * *
- Droga Śmierci (1947–1953)
Ostatni rozdział albumu Kiznego o Gułagu zawiera dokumentację fotograficzną tzw. "Drogi Śmierci" – porzuconej budowy linii kolejowej w tajdze, na bagnach. Setki kilometrów już ustawionych torów tzw. Wielkiej Północnej Magistrali Kolejowej miało prowadzić do planowanego po wojnie strategicznego portu na arktycznym wybrzeżu Syberii. Początkowo Stalin planował lokalizację tego portu u ujścia rzeki Ob, ale morze tam okazało się za płytkie. Przez rok jednak więźniowie po pas w wodzie pracowali już u ujścia Ob i spędzili zimę w namiotach i lepiankach. Lokalizację zmieniono, bo Stalin z kolei wybrał ujście rzeki Jenisej, 1300 km na wschód.
W roku 1947 pospiesznie rozpoczęto budowę linii kolejowej z Salechard nad Obem do osad Igarka nad Jenisejem i Dudinka u ujścia tej rzeki. Konstrukcją kierował osławiony Naftali Frenkel, główny nadzorca sowieckiej pracy niewolniczej, doświadczony budowniczy komunizmu z Sołówek i Kanału Białomorskiego, który, w przeciwieństwie do innych najwyższych rangą czekistów i szefów Gułagu, uniknął egzekucji podczas Wielkiej Czystki późnych lat 1930. Niewolnicza praca postępowała w zupełnej dziczy lasów i bagien, na nie skartografowanym terenie. Na trasie budowanej magistrali, pomiędzy rzekami Ob i Jenisej istniały zaledwie cztery wioski myśliwsko-rybackie, liczące po kilka domostw.
70 000 więźniów pracowało na konstrukcją tej linii kolejowej, równocześnie z obu stron, od Salechard na zachodzie i od Igarki na wschodzie. Najpierw wybudowali w tajdze linię telefoniczną i około 100 mniejszych obozów, co 5-7 km. W tajdze nad rzeką Taz, na zachód od Jenisieju, wyładowali z barek lokomotywy i wagony, które już nigdy i nigdzie nie odjechały ze ślepych odcinków torów. W zimie, w gigantycznych zamieciach budowali prowizoryczne mosty i tory na zamarzniętych rzekach. Z wiosną i w lecie roztopy i powodzie porywały to wszystko. Rozmarznięta ziemia i bagna wykrzywiały już ustawione setki kilometrow torów. Wielka budowla komunizmu utknęła w bagnach albo śniegach, lecz Stalinowi donoszono o sukcesach, o otwieraniu nowych, fikcyjnych stacji kolejowych. Stalin – Gospodarz – już planował rozbudowę tej magistrali kolejowej przez całą arktyczną Syberię, od Uralu aż na Półwysep Czukotka.
25 marca 1953, trzy tygodnie po śmierci Stalina, zawieszono cały projekt. W tajdze zostały tory, lokomotywy, wagony, domy, obozy i miasteczko Jermakowo nad Jenisejem. Bezimienne groby więźniów z tabliczkami z ich numerami. Kości tysięcy niewinnych, zamordowanych niewolniczą pracą. Nawet gdyby jakimś cudem ukończono budowę tej linii kolejowej, nie byłoby co i dokąd nią przewozić. W latach 1965-1967 wschodnie odcinki torów w okolicy Jeniseju rozmontowano i przetopiono w hucie w Norilsku nad Jenisejem.
Jak pisze Kizny, "historia konstruowania tej linii jest świadectwem okrutności i absurdalności sowieckiego totalitaryzmu ... alegorią historii sowieckiego komunizmu ... trasą opłaconą milionami ofiar a prowadzącą donikąd".
- Przypisy:
- Tomasz Kizny, GULAG. Life and Death Inside the Soviet Concentration Camps. Firefly Books, Buffalo, NY and Richmond Hill, ON, 2004 (original edition: Editions Balland, Paris 2003). (powrót)
- Przeczytałem również ostatnio nową i niezwykle ciekawą książkę na temat terroru stalinowskiego: Donald Rayfield, Stalin and His Hangmen ("Stalin i jego kaci"), Viking & Random House, 2004. Jest to biografia Stalina i jego najważniejszych współpracowników, kierujących terrorem. Na podstawie ujawnionych niedawno dokumentów z moskiewskich archiwów, książka przedstawia aktualny stan wiedzy o mechanizmie i historii sowieckiego terroru komunistycznego. Jest bez wątpienia, najaktualniejszą, najistotniejszą i najbardziej źródłowo-informatywną pozycją z dotychczas istniejących biografii Stalina i opisów jego ludobójczego systemu. Dla mnie, książka Rayfielda jest bardziej informatywna niż znana książka Simona Montefiore z roku 2003 pt. Stalin. The Court of the Red Tsar (wydana również po polsku). Donald Rayfield jest profesorem rusycystyki i gruzińskiego na Uniwersytecie Londyńskim. (powrót)
- OGPU – Zjednoczony Zarząd Polityczno-Państwowy, sowiecka służba bezpieczeństwa, organizacja, która zastąpiła CZEKA; poprzednik NKWD. (powrót)
- Rozmowa Zofii Broniek z Tomaszem Kiznym pt. "Wyrok" (1994). (powrót)
- W 1950 r. w Londynie ukazały się wspomnienia Anatola Krakowieckiego (napisane w Jerozolimie i Londynie w 1947 r.), pt. Książka o Kołymie (Veritas, 1950, 1987).
Autor, przedwojenny krakowski dziennikarz, był więziony przez NKWD w obozach na Kołymie przez dwa lata, od maja 1940 do kwietnia 1942, kiedy został zwolniony na podstawie amnestii dla Polaków i dotarł do armii polskiej gen. Andersa.Opowieść Krakowieckiego jest wstrząsająca, pisze np., że na Kołymie w jednym baraku przez krótki okres czasu umarło 50 000 więźniów. W zakończeniu książki Krakowiecki rozmawia sam z sobą porównując Kołymę i Auschwitz. Kończy:
"Jeżeli szatan ma skrzydła, to są właśnie te skrzydła – jednego szatana!(powrót)
– Już nic gorszego nie może być niż Kołyma.
– A Oświęcim?Miliony ludzi, nakrytych tymi oboma skrzydłami szatana – cierpiało i cierpią, krwawiło i krwawią, męczą się, gniją za życia, a śmierć jest dla nich – wolnością!!!
Czynię przerażające odkrycie:NIE MA DNA W NIESZCZĘŚCIU LUDZKIM!"
|
|
|
|
|
|
|