
Zamieszczamy niezwykle istotny artykul o obecnych stosunkach polsko-rosyjskich piora Profesora Jerzego Pomianowskiego, rusycysty, eseisty i tlumacza, wybitnego znawcy Rosji, kultury rosyjskiej i stosunkow polsko-rosyjskich.
Serdecznie dziekuje Panu Profesorowi Jerzemu Pomianowskiemu za zgode na zamieszczenie tego artykulu w Zwojach. – Andrzej Kobos.
GRA NAD URWISKIEM
JERZY POMIANOWSKI
Problem naszych stosunkow z najblizszym Wschodem stanowil od 1989 roku klopot najwiekszy, a zarazem stale odsuwany na skraj stolu obrad. W programach wszystkich partii politycznych brakowalo planu ulozenia tych relacji. Zastepowaly go pobozne zyczenia – przyjazni i pokoju.Dzialania polskiej dyplomacji mialy charakter dorazny i sprowadzaly sie z reguly do reakcji na inicjatywy cudze. Biernosc byla cecha tej polityki najbardziej znamienna. Zwazmy, ze dzialo sie to w okresie wyjatkowo waznych przemian w naszym kacie Europy. Doszlo oto do takiej zmiany sytuacji geopolitycznej kraju, ktora trzeba nam bylo utrwalic za wszelka cene. Mialo sie natomiast wrazenie, ze politycy polscy zaskoczeni sa zmianami, do ktorych sami sie walnie przyczynili. Wrazenia tego nie mogly zmienic te dorywcze i wzajemnie sprzeczne dzialania, jakie przedsiebrali w kluczowych chwilach.
* * *
Kiedy 1 grudnia 1991 r. Ukraincy ogromna wiekszoscia opowiedzieli sie w referendum za niepodlegloscia i wystapieniem ich kraju z ZSRR, polski minister spraw zagranicznych powital ten akt deklarujac gotowosc nawiazania stosunkow dyplomatycznych z Ukraina. Tuz potem prezydent RP oznajmil, ze Polska pozostaje wierna paktom zawartym ze Zwiazkiem Sowieckim, uznajac nienaruszalnosc jego granic i obszaru.Podobny charakter (i te same powody) mialy wahania kancelarii prezydenckiej w sierpniu 1991, podczas puczu Janajewa, jak tez zwlekanie z uznaniem niepodleglosci Litwy. Nie byly to proste gafy ani akty przemyslnej ostroznosci, lecz dowody niepewnosci co do wlasnych celow, a takze braku wyobrazni; toc jasne bylo, ze Zwiazek Sowiecki i jego lad maja dni policzone i ze w interesie Polski na pewno nie jest przedluzanie mak ich agonii. Nie warto byloby wspominac dzis minionych bledow, gdyby nie dwa uderzajace zjawiska.
Pierwszym jest niewatpliwa skutecznosc polskiej polityki wobec Zachodu, polityki, prowadzonej w tym samym czasie i przez tych samych ludzi. Tworcy Trzeciej Rzeczypospolitej, od Walesy, Mazowieckiego, Balcerowicza, Bartoszewskiego, Geremka poczynajac – mimo ogromnych przeciwnosci politycznych i gospodarczych, mimo obecnosci (zwrocmy na to szczegolna uwage) wojsk sowieckich na terenie kraju i za jego zachodnia granica – zdolali w krotkim czasie zyskac solidarnosc i uznanie wszystkich panstw Zachodu i organizacji miedzynarodowych nie dla jakichs mglistych aspiracji, ale dla konkretow tak masywnych, jak nienaruszalnosc naszej granicy zachodniej, redukcja dlugu zagranicznego, perspektywa czlonkostwa w NATO. Do sukcesu przyczynilo sie nie tylko poparcie wszystkich niemal polskich stronnictw i zacheta ze strony Zachodu, ale takze istnienie powszechnie wyznawanej idei, zakladajacej przynaleznosc Polski do swiata zachodniego i potrzebe zwiazania sie z jego instytucjami. Idee zamienili w program i korzystali – jeszcze w PRL – z kazdej okazji, aby glosic go, zarowno hierarchowie Kosciola, jak dzialacze polityczni z wyobraznia, od konspiratorow wszystkich odcieni do pragmatykow, ze przypomnimy tu tylko niestrudzonego Stanislawa Stomme. Zaczeli z miejsca od sprawy najtrudniejszej, ale decydujacej, iscie kluczowej – pojednania z Niemcami; wielkodusznosc oplacila sie obu stronom.
* * *
Drugim z tych zjawisk jest rozpowszechnione przekonanie, ze polityka wschodnia Polski rowniez opierala sie na przemyslanej koncepcji – i to od pierwszej chwili po ustrojowym przelomie.Jak to stwierdza Andrzej Ananicz (w znakomitym studium o polityce Polski wobec Rosji w latach 1991–1996) sporo kwestii szczegolowych udalo sie nam na tym obszarze uregulowac. Bywalo tak zwykle w okolicznosciach niepomyslnych dla tych kol politycznych w Rosji, ktore skrotowo nazwiemy stronnictwem sowieckim. Tak wiec, po zalamaniu sie coup d'etat Janajewa zdolalismy dojsc do porozumienia z rzadem Jelcyna w sprawie wzajemnego uznania suwerennego prawa do swobodnego wyboru aliantow. Pare miesiecy wczesniej okazalo sie, ze dywizje radzieckie, stojace posrodku kontynentu i stacjonujace w Polsce, nadaja sie do militarnego skansenu. W rezultacie zostal gwaltownie przyspieszony ich powrot do ojczyzny i ewakuacja z Polski. Rozwiazano Uklad Warszawski i Zjednoczone Dowodztwo Sil Zbrojnych. W istocie – dopiero wtedy zdobylismy pelna suwerennosc i swobode decyzji politycznych. Skadinad jednak, proby spiesznego improwizowania wlasnej, godnej wolnego kraju formuly strategicznej, obliczonej nie tylko na przypadki – i to cudze – przyniosly raczej straty niz zyski.
Tymczasem zas mielismy na podoredziu koncepcje znakomita, gotowa do zastosowania, dajaca solidna nadzieje na zachowanie owej suwerennosci i swobody decyzji nie na dwudziestoletnia chwile, ale wreszcie na nowa epoke. Byla dzielem smialego namyslu Jerzego Giedroycia. Da sie ona latwo odczytac z pism Juliusza Mieroszewskiego, wiernego porte-parole Redaktora. Byli zdania, ze szanse zdobycia i zachowania przez Polske niezawislosci sa znikome, jezeli nie zmienia sie dwa czynniki. Po pierwsze – zmienic sie musi dotychczasowa sytuacja geopolityczna Polski – miedzy dwoma potezniejszymi i zwartymi panstwami, skazujaca nas na bycie lennem jednego z nich albo lupem obu. Po drugie – musi ulec zmianie stosunek samych Polakow do ludow sasiedzkich, do ich praw, do ich granic, do ich niezaleznosci od panstw osciennych – z Polska wlacznie. To maja byc nasi pierwsi sojusznicy, nie zas zdobycz wojenna czy towar zamienny.
Warunkiem spelnienia sie obu tych zmian mogl byc tylko rozpad Zwiazku Sowieckiego. Nie da sie zmienic pozycji geopolitycznej Polski, przenoszac kraj na jakas inna mape; nadzieja polegala na takiej metamorfozie ustroju i politycznej konfiguracji obu osciennych panstw, ktora chronilaby Polske przed zamachami na jej byt. Imperatywem polskiej polityki stawalo sie zatem utrwalenie spodziewanych przemian na Wschodzie, nade wszystko zas – umacnianie niepodleglosci, bezpieczenstwa i pomyslnosci Ukrainy, Litwy i Bialorusi, nawet kosztem preferencji, ktore sobie Rosja mogla warowac w spadku po ZSRR. Rosja, jako panstwo, nie zas Rosjanie; Giedroyc zadal od nas tego rozroznienia. Zadnej wasalskiej uleglosci – i zadnej rusofobii.
Powodzenie koncepcji wymagalo wiec zbiegu takich okolicznosci, z ktorych kazda wydawala sie nieprawdopodobna. Giedroyc postawil jednak wszystkie swoje nadzieje i rachuby na jedna karte, twierdzac, ze cala reszta talii jest dla Polski czarna. Nie zawiodla go ta karta, spelnily sie wszystkie jego przewidywania. Zawiedli go za to nieomal wszyscy polscy partnerzy w tej grze.
* * *
Koncepcja Kultury nie zostala pojeta ani podjeta przez zadna z polskich partii. Mija sie z prawda, kto twierdzi, ze jej wlasnie byly wierne kolejne rzady Trzeciej Rzeczypospolitej. Przejela sie nia za to umyslowa czolowka spoleczenstwa i opiniotworcza funkcja inteligencji z czasem okazala swoj wplyw. Na kijowski plac Polacy przyszli nie z musu i nie po to, aby zadac zwrotu Lwowa. Klasa polityczna natomiast trzymala sie dwoch zasad, odzywajacych sie czkawka po dzis dzien.Pierwsza pochodzila z importu. Wyborcze haslo Clintona – "Gospodarka, frajerze!" – uznane zostalo za panaceum na klopoty, zwlaszcza w stosunkach z Rosja. Podobalo sie politykom chlopskim, liczacym na rynki rosyjskie. Liberalna prawica widziala w nim zachete dla inwestycji i przeszczepu przedsiebiorstw. Lewica wierzyla, ze nowe wiezy handlowe przyniosa najwieksze zyski jej zaprawionej kadrze. Tymczasem rzad ZSRR juz w 1990 r. wypowiedzial umowe barterowa, zadajac twardej waluty za kazda transakcje. Import z Polski skurczyl sie; zachodnie towary lepszej jakosci zapelnily rosyjskie sklady. 45 miliardow dolarow gotowkowej pomocy wydano, rzecz prosta, na import od darczyncow, reszta zasilila szwajcarskie konta posrednikow i decydentow, cos nie cos trafilo na stoly prostych obywateli. Zbiory jednak wzrosly, choc dopiero w roku 2002 prawo do pogardzanego "kupczenia ziemia" dalo Rosji dostatek ziarna i chleba. W rezultacie obrot z Rosja wkrotce juz kosztowal Polske kilka miliardow dolarow deficytu rocznie – bo przeciez strategiczne surowce trzeba bylo importowac; w 1993 roku wicepremier, chadek Goryszewski podpisal z Gazpromem kagancowy kontrakt jamalski, a po paru latach kontrasygnowal go Marek Pol, minister z lewicy. Polska wrocila do stanu zupelnej niemal zaleznosci od obcego mocarstwa, tym razem bez wojny i zaboru: bron palna zastapil gaz palny. Tylko gdanski Naftoport z Rafineria zapewnialy jeszcze mozliwosc zroznicowania zrodel dostaw.
Tak oto uznanie hasla "Gospodarka, frajerze!" za uniwersalny srodek, a pienieznego zysku za jedyny cel polityki, doprowadzilo do wystawienia na przetarg bagatelki, znanej jako interes narodowy. Czym jest ow interes i gdzie sie zaczyna, nie okreslil zaden rzad. Golym okiem widac w tym punkcie nie tylko zrodlo korupcji, ale nade wszystko – najwieksze z niebezpieczenstw politycznych. Alarm, jaki podnieslismy wtedy w paryskiej Kulturze (p. nr 1-2,1997, "Dwie Rosje") nie byl glosem wolajacego na puszczy. Mimo to dzis Roman Giertych osmiela sie grac role pierwszego i wylacznego obroncy polskiej suwerennosci przed Rosja – podczas gdy jego poslowie w Strasburgu glosuja tak, jakby antyukrainskie instrukcje dostawali wprost z Kremla.
Wybory parlamentarne w 1993 roku daly wladze lewicowej koalicji, co mialo ten skutek, ze szefom tzw. prezydenckich resortow (obrona, sprawy wewnetrzne i MSZ) trudno bylo o zgode z premierem i reszta gabinetu. Resort spraw zagranicznych narazil sie na krytyke za "wyrazna dominacje celow politycznych nad interesem gospodarczym". Rozumne propozycje Wladyslawa Bartoszewskiego i konstruktywne wnioski Andrzeja Olechowskiego (plan "Wokulski" i 13 innych projektow wspolpracy z Rosja) pozostaly na papierze nie tylko dlatego, ze polityce zagranicznej Moskwy ton nadawal Jewgenij Primakow, ktory wprowadzil na nowo pojecie stref wplywow do jezyka dyplomacji.
Druga zasada pochodzila z remanentu. Mawialo sie z nawyku – "Po co draznic niedzwiedzia?", ale najjasniej ujal rzecz profesor Stomma: "We wszystkich spornych sprawach Europy Wschodniej powinnismy byc naprawde neutralni. Nie mozna dopuscic, aby uprawdopodobnione zostaly wszelkie antyrosyjskie, separatystyczne tendencje, jakie sie w Europie Wschodniej pojawiaja...". Mialo to sens, gdy za cene takich deklaracji w niemym Sejmie PRL kolo "Znak" moglo markowac istnienie w kraju pragmatycznej opozycji. Ale ten cytat pochodzi z marca 1994, kiedy nie bylo w Polsce sowieckich wojsk, zniknela RWPG, sam ZSRR juz sie rozpadl, a pierwsza odpadla od niego Ukraina. Skadinad owa przestroga zasadzala sie na przekonaniu, ze Polsce nic do tego, co dzieje sie z glazem, ktory ja miazdzyl – czy rozlupal sie, czy tez znowu ktos go spaja. Podobna podstawe miala doktryna minimalizmu, ukuta nieco pozniej. Zakladala, ze Polsce brak sil i srodkow, aby wtracac sie do spraw najblizszego Wschodu i wchodzic Moskwie w szkode na Ukrainie. Dzis trudno znalezc jej autorow.
Grzegorz Kostrzewa-Zorbas utrzymuje z kolei, ze juz w roku 1989 MSZ wypracowalo niezawodna metode dwutorowosci w stosunkach z Rosja i Ukraina. Oba te kraje widzialy w owej taktyce raczej przejaw dwulicowosci, dla nas zas jest ona tylko dowodem niezdolnosci do wyboru politycznych priorytetow. Znawca przedmiotu, Bohdan Osadczuk, wykazuje, ze ta polska taktyka z punktu zrazila prezydenta Krawczuka, ojca ukrainskiej niezawislosci i utrudnila tak procesy naszej wspolpracy, jak poszukiwania przez Ukraine innego oparcia poza Rosja. Praktyka potwierdzila diagnoze Osadczuka. Premier Suchocka wkrotce minela sie w Kijowie zarowno z prezydentem, jak premierem Ukrainy. Podobnie wygladala kijowska wizyta Olechowskiego, ministra spraw zagranicznych w rzadzie Pawlaka. Polskie inwestycje na Ukrainie nie przekraczaly w tym czasie sumki 50 milionow dolarow. Skadinad zas, to na Ukrainie trzeba szukac klucza do calej kwestii wschodniej.
Zamiast kontynuowac ten przeglad blednych rachub, starczy przypomniec, ze i Kissinger, i Brzezinski zgodnie uznali sojusz z niepodlegla Ukraina za nie mniej wazny dla Polski od czlonkostwa w NATO. Ale polscy politycy, od lewa do prawa, stawiali stosunki z Rosja na pierwszym miejscu listy wschodnich priorytetow. Byl w tym rezon, poki jeszcze jaltanskiego podzialu kontynentu strzegly cudze wojska. Pozniej – powinnismy byli zrozumiec, ze nie wolno nam placic za owe dobre stosunki rezygnacja z troski o suwerennosc Ukrainy.
* * *
Ukraina byla ta koscia niezgody, o ktorej posiadanie najwiecej krwi przelaly w ciagu wiekow Rzeczpospolita i carat rosyjski. To chec dominacji nad Ukraina najglebiej dzielila te panstwa i wszystkie te trzy narody. Niepodleglosc Ukrainy uniewaznia sam przedmiot sporu; logika i polityka wydaja sie tu byc w zgodzie. Co wiecej – kto boi sie recydywy imperialnej febry w Rosji, moze sie uspokoic. Bez Ukrainy nie ma imperium, znika przynajmniej mozliwosc ekspansji terytorialnej, a sklonnosc do niej odroznia imperia od innych organizmow panstwowych. Wsrod wskazan Juliusza Mieroszewskiego jedno z wazniejszych brzmi bardzo prosto: Rosja przestanie byc panstwem imperialistycznym, gdy straci imperium.Otoz stracila je wlasnie, Polska zas przestala byc orzechem w zarnach; niemiecki kamien mlynski nie obraca sie juz przeciw Polsce, kamien zas sowiecki rozlamal sie na czesci naturalne. Wydaje sie, ze starania o utrwalenie tego stanu rzeczy powinny stac sie pierwsza troska, nadrzednym zadaniem kazdego rzadu polskiego.
Wczesniej niz politycy polscy, zrozumieli to rosyjscy. Ale pojeli rzecz opacznie i anachronicznie, widzac w rozpadzie Zwiazku Sowieckiego najwieksza katastrofe geopolityczna XX wieku, podczas gdy wszystkie, ale to wszystkie imperia swiata wyrzekly sie swoich dominiow, swoich kolonii i nieswoich ziem zdobycznych z ulga i korzyscia, bo rzecz okazala sie nieoplacalna dobre pol wieku temu.
W istocie – rowniez Rosja juz wiedziala, ze wiele korzystniejszy od konkwisty cudzych krajow moze byc handel z nimi, zwlaszcza sprzedawanie im nosnikow energii. Aleksander Solzenicyn twierdzil, ze imperium bylo kula u nogi Rosji. Ale, w przeciwienstwie do innych mocarstw, wyciagnela z tego wnioski polowiczne i archaiczne – nie zadowalajac sie zyskami z dostaw, lecz dazac dalej do politycznej dominacji nad klientami. To prawda, ze nie chce i nie moze uzywac w tym celu sily zbrojnej; musi miec w danym kraju swoich ludzi. Bez ich pomocy bylaby bezradna; to jest jednak novum.
Ukraina byla pierwszym terenem, na ktorym nastapilo testowanie tej nowej metody dominowania. Przypomnijmy: jezeli 1 grudnia 1991, za niepodlegloscia Ukrainy glosowalo w plebiscycie 92 proc. wyborcow, to juz jesienia 1994 za wejsciem kraju do Wspolnoty Niepodleglych Panstw opowiedzialo sie 82 proc. glosujacych. Po drodze zaszly bowiem znamienne fakty – w koncu 1992 roku Gazprom podniosl cene gazu, zas w marcu 1993 w ogole przykrecil kurki o polowe. Ziab wtargnal do szkol, szpitali i mieszkan, ale pamiec o tej sprawie na pewno pomogla tlumom, koczujacym na kijowskim placu zima 2004 roku, oprzec sie i mrozom, i moskiewskim naciskom.
Paradoksalny ten skutek strategii, ktora dla wygody nazwiemy w skrocie polityka Gazpromu, powinien byl dac do myslenia wladzom nowej Rosji. Jak dotad, nie widac tego. Obserwujemy kontynuacje tej samej polityki, tyle ze prowadzonej coraz twardsza reka przez prezydenta FR, Putina. Z drugiej jednak strony, przekonalismy sie, ze zdal sobie sprawe z istoty problemu Aleksander Kwasniewski, Prezydent RP od grudnia 1995.
* * *
Swoje pelnomocnictwa w zakresie polityki, takze zagranicznej, prezydent sam nieopatrznie ograniczyl jeszcze jako przewodniczacy komisji konstytucyjnej parlamentu – w oczywistej obawie przed arbitralnym i zarazem kaprysnym sprawowaniem wladzy przez poprzednika. Lech Walesa mial na powtorny wybor znaczne szanse, ale zrazil zbyt wielu dawnych towarzyszy walki, po drodze niweczac to, co bylo tajemnica sukcesu "Solidarnosci" – sojusz robotnikow z inteligencja, zjawisko bez precedensu.Mimo konstytucyjnych ograniczen, wplyw Kwasniewskiego na polityke zagraniczna, zwlaszcza wschodnia, byl znaczny i szybko wzrastal. W trakcie jego prezydentury Polska stala sie czlonkiem NATO i weszla do Unii Europejskiej. Rychlo sie okazalo, ze to nie wystarcza, aby spac spokojnie, i ze znowu mial racje Giedroyc: nasza pozycja w swiecie zachodnim zalezec bedzie od naszego wplywu na sytuacje na najblizszym Wschodzie.
Nowy prezydent zastal nasza polityke wschodnia w stanie bliskim impasu. Jak sie rzeklo, powszechnie sadzono, ze jej pierwszym i glownym zagadnieniem sa stosunki z Rosja. Jedni wierzyli w to z nawyku, inni dla interesu, ale wiekszosc ufala w mozliwosc porozumienia, bosmy sa nareszcie rownoprawni. Przy pertraktacjach okazywalo sie zas, ze nasi oficjalni rozmowcy widza w Polsce – jak to nazwal Bartoszewski – ziemie utracone. Juz pierwsze kontakty z Jelcynem, a tym bardziej pozniejsze – z Putinem, wykazaly, ze doktryna strategiczna nowej Rosji nie ma oparcia w zadnej nowej idei, zakladajacej przyjazne wspolzycie z niepodleglymi sasiadami, lecz postuluje przywrocenie Rosji mocarstwowej pozycji przez reintegracje sowieckich niegdys republik i odbudowe stref wplywow.
Narzedzi dla osiagniecia tego ostatniego celu szukano dlugo w lamusie dyplomacji i dezinformacji. Szykany sa instrumentem uzywanym w braku argumentow. Polska poznala ich sporo. Minister Kozyriew ani razu nie zlozyl oficjalnej wizyty w naszym kraju. Fatalny, lecz w koncu mialki wypadek na warszawskim Dworcu Wschodnim (gdy policja obila napadnietych Rosjan, nie zas napastnikow, tez zreszta rosyjskich) zostal w Moskwie rozdety do wymiarow kuli z car-puszki. Wejscie Polski do NATO minister Primakow okreslil jako katastrofe.
* * *
W swiadomosci Rosjan istotnie zaszla wtedy zastanawiajaca zmiana. Utrwalony juz stereotyp Polski jako krnabrnej ofiary, moze i niewinnej, ale koniecznej dla dobra Rosji i calej Slowianszczyzny, zostal z duzym staraniem zastapiony zapomnianym obrazem Polski, jako odwiecznego rywala. Otoz Polska nie przyczynila sie do renowacji tego obrazu. Nie uszczknela ani piedzi ziemi b. ZSRR w chwili jego naglej implozji, nasze zadania ograniczaly sie do otwarcia Ciesniny Pilawskiej dla zeglugi miedzynarodowej, zwrotu paru nieruchomosci i powiedzenia calej prawdy o zbrodni katynskiej. Naprawde powazny punkt sporny mial sie dopiero pojawic: wyskoczyl z rury, ale trudno samych Rosjan o to winic.Nasze opory przeszkodzily w gruncie tylko jednej inicjatywie: przebiciu przez polskie terytorium tzw. korytarza suwalskiego z Grodna do Kaliningradu. Rzecz uzgodniono juz na poziomie lokalnym i dopiero weto najwyzszej wladzy udaremnilo transakcje. Slowem, na rosyjsko-polski protokol rozbieznosci wystarczala wtedy kartka papieru formatu A4. Mimo to Polske obsadzono w roli dyzurnego wroga, a w prasie nacjonal-bolszewickiej zaroilo sie od napasci.
Kwasniewski staral sie tej kampanii wytracic z rak blaszana bron metodami z gornej polki. Pierwsza jego wizyta (w kwietniu 1996) u Jelcyna miala z natury rzeczy charakter oficjalny, ale jej naczelnym punktem byl wyklad na Uniwersytecie Moskiewskim, calkiem niekonwencjonalny, pelen literackich aluzji i nazwisk – od Brodskiego do Chodasiewicza i Okudzawy. Po kilku tygodniach pojechal do Niznego Nowogrodu na spotkanie z Niemcowem, gubernatorem okregu, ale przede wszystkim – liberalem, liderem reformatorow.
Tymczasem jednak znaleziono w Moskwie sposob perswazji powazniejszy od szykan i grozb, bo rzeczowy i masywny. Byla nim rura. Dostawy gazu i ropy staly sie dla Rosji najwazniejszym narzedziem w polityce zagranicznej.
26 maja 1997 r. przybyl do Warszawy prezes Gazpromu Rem Wiachiriew i odtad zadna rozmowa polsko-rosyjska na najwyzszym szczeblu nie obeszla sie bez udzialu Wiachiriewa – az do jego dymisji. O manierach prezesa Babel moglby powtorzyc to, co napisal o starym Mendlu Krzyku – ze nawet wsrod tragarzy uchodzil za grubianina. W Polsce zaslynal zwierzeniem, ze jak mu sie ktos oprze, to potrafi go targac po szczekach.
Widocznie trafil u nas na jakis opor, bo w sierpniu 1999 roku w swietnie poinformowanym i niezaleznym tygodniku Nowoje Wremia pojawil sie artykul "Kwasniewski rozczarowal Kreml".
Prezydent odpowiedzial przyjazdem do Katynia 17 wrzesnia, w 60. rocznice najazdu. Ale musial juz zdac sobie sprawe, ze przypominanie czarnych dat nie zastapi w politycznych rokowaniach z Rosja mocnej pozycji przetargowej. Okazalo sie, ze Polsce jej brak.
Nasze wolne rzady nie zadbaly zawczasu o solidarnosc krajow Europy Zachodniej w sprawie wrecz gardlowej. O renegocjacji umowy jamalskiej i calej kwestii naszej suwerennosci energetycznej trzeba bylo mowic nie tylko z dostawca, ale takze z odbiorcami, do ktorych gaz i ropa plynely przez Polske tranzytem. Mowa nie tylko o rzadach lewicy. Jezeli dostawy z rosyjskich zrodel stanowia dzisiaj okolo 90 proc. ropy i jej pochodnych na naszym rynku, to mamy do czynienia z monopolem, a wiec zjawiskiem sprzecznym z wymogami UE, gospodarki, polityki i zdrowego rozsadku. Dojsc do tego moglo tylko dlatego, ze nawet glosy tak znakomitych szefow MSZ, jak Bartoszewski i Geremek, mniej znaczyly w kwestii racji stanu od opinii resortow gospodarczych i poteznego lobby, ktore na tych opiniach zarabialo.
* * *
9 pazdziernika 1997 r. prezydent jedzie do Giedroycia, do Maisons-Laffitte. Nie sadze, aby to bylo pierwsze jego zetkniecie z Kultura i jej projektami. Mienia sie dzis jej wychowankami nawet ci, ktorzy nie mieli w reku zadnego z 637 numerow miesiecznika, ale fakty swiadcza, ze Kwasniewski czytal pismo uwaznie. Jest w kazdym razie pierwszym z polskich praktycznych politykow, ktory pojal role Ukrainy jako najwazniejszego z naszych mozliwych sojusznikow. Inna rzecz, ze pomogly mu w tym zniechecajace doswiadczenia z Rosja.Porozumieniu z Ukraina i Ukraincami przeszkadzalo bodaj wiecej zlych wspomnien i zaszlosci, niz ich bylo miedzy Polska a Rosja. Przyznajmy, ze rachunek krzywd wcale nie jest tu dla Polakow latwy. Nie baczac na to, udaly sie rzeczy bez precedensu. Ukraincy zyskali swobode decydowania o wlasnym losie, uczynili to bez rozlewu krwi, dowiedzieli sie, ze maja u boku Polakow i ze polskie pany wcale nie chca panowac nad nimi. Stali obok nich na mrozie Walesa, Kaczynscy, Komorowski, Staniszewska. Okazali im dowodnie solidarnosc Kuron, Wujec, Berdychowska, a zwlaszcza – tu nie moze byc dwoch zdan – Kwasniewski. Doprowadzil do umiedzynarodowienia konfliktu, sciagnal do Kijowa Javiera Solane, a wiec szefa dykasteru spraw miedzynarodowych UE, wciagnal do wspoldzialania prezydenta Litwy Adamkusa. Odegral decydujaca role w rozstrzygajacym momencie: zapobiegl masakrze na placu kijowskim, gdy wojsku i milicji rozdano juz ostre naboje i czekano tylko na rozkaz zwierzchnika sil zbrojnych, prezydenta Kuczmy. Przydalo sie nie tylko to, co Polak powiedzial mu wtedy, ale tez podczas 34 poprzednich spotkan z obowiazkowym poklepywaniem po plecach.
Jeszcze wcale nie jest pewne, ze sukces bedzie trwaly, ale juz dzisiaj okazalo sie, ze znaczenie Ukrainy osiagnelo mase krytyczna w polskiej polityce wschodniej. Powinno odtad byc jej priorytetem nie natretne kolatanie do kremlowskich wrot, lecz czynienie wszystkiego, co mozliwe, aby przemiany ukrainskie staly sie nieodwracalne. Okazalo sie, ze dla samej Rosji niepodleglosc Ukrainy moze stac sie zbawiennym znakiem drogowym, zakazujacym skrecania na stary szlak, wiodacy nad urwisko. Okazalo sie, ze przez niepodlegla Ukraine biec moze rurociag z zakaspijska ropa, co zapewni nam wreszcie zroznicowanie zrodel zaopatrzenia. Okazalo sie nadto, ze skutecznosc polskich dzialan moze poprawic nasza pozycje przetargowa w kazdych rokowaniach.
Chwilowo dzialania Kremla ogniskuja sie wlasnie na zapobieganiu tej mozliwosci. Z zalem widzimy, ze maja charakter toporny. Mniejsza o dezinformacje i obelgi w srodkach przekazu. W odpowiedzi na przykry, lecz blahy incydent – napasc bandy warszawskich ulicznikow na trojke latorosli rosyjskich dyplomatow – zabral glos sam prezydent Rosji, po czym nastapily akty czynne: ciezkie pobicie kilku pracownikow polskiej ambasady, w tym – jej sekretarza. Jesli byly to akty spontaniczne, to znaczy, ze dyktatura prawa, gloszona przez Putina, zostala w sferze zyczen. Jezeli spontaniczne nie sa, to kwalifikuja sie jako prowokacje, majace na celu wywolanie podobnych, kompromitujacych Polske, reakcji z naszej strony. Zobaczymy, kto u nas prowokatorom pomoze.
* * *
Rozdraznienie Kremla nie jest tylko nastepstwem kijowskiej porazki. Bierze sie ze zmiany wektorow polskiej polityki wschodniej. Zaczela ona wreszcie rymowac sie z koncepcja Giedroycia i Mieroszewskiego. Kwasniewski odwiedzil siedzibe Kultury w dniu, gdy Redaktor otrzymal honorowe obywatelstwo Litwy. Od solidnego sojuszu z ta republika do znalezienia w Ukrainie sojusznika – a nie dominium! – droga jest dluga, ale prosta. Kreml darowal sobie bezsensowna dyskredytacje osoby prezydenta na odchodnem i bije w sedno – w te polityke.Gleb Pawlowski, doradca Putina, powiedzial (w wywiadzie zamieszczonym przez "Plus Minus" 30 kwietnia – 1 maja): "Bedziemy traktowac tych, ktorzy prowadza podobna polityke, jako przeciwnikow". Wywiad nosi tytul "Kwasniewski nas obrazil". Na czym w istocie polegala owa obraza? – Wasz prezydent probowal dzialac, nie konsultujac sie z Rosja – wyznal Pawlowski z rozbrajajaca otwartoscia.
Czy tylko sprawa Ukrainy miala byc przedmiotem takich konsultacji? Wolno w to watpic. Kto widzial w TV Putina z Kwasniewskim po rozmowach w Moskwiewe wrzesniu 2004 (gdy o Ukrainie jeszcze mowy nie bylo), musial zauwazyc, ze rosyjski prezydent nie probuje nawet ukrywac pretensji do goscia; ma taka mine, jakby nie dostal od Polaka czegos, na czym mu wlasnie zalezalo.
Nie sadze, aby chodzilo o kwiaty czy butelke; judoka nie pije. Z duzym prawdopodobienstwem mozna przypuscic, ze chodzilo o cos, co na pierwszym miejscu pojawialo sie dotad we wszystkich takich rozmowach, jak waz morski – o rure. Scislej – o Rafinerie Gdanska i Naftoport, czyli ostatni skladnik polskiego gospodarstwa naftowego, ktorego Rosjanom brak do kompletu. Utrata tego gardla naszej gospodarki wyklucza jakakolwiek dywersyfikacje importu paliw.
Otoz jest faktem, ze Naftoport i Rafineria nie zostaly sprzedane, mimo naciskow, komerazy i masywnej akcji polskich fanow Lukoilu & Co. Skoro tak, to jedno z dwojga: albo Kwasniewski mial na to wplyw, albo go nie mial. Jesli mial, to uzyl go nalezycie. Jesli nie mial – to caly pogrzeb na nic. Na nic cala krajowa kampania podejrzen i oskarzen, ktorej ofiara stal sie nie tylko ten inteligentny i energiczny polityk, ale powaga urzedu glowy panstwa.
Zrozumiale w tych warunkach sa rosyjskie pretensje i dasy, a takze nietakty i dlugie dreptanie przed kazda wizyta, jak to bylo nawet w rocznice wyzwolenia obozu w Auschwitz. Reakcja polska na te afronty byla wlasnie taka, jakiej oczekiwali ich projektanci: halasliwa i niecelna. Niezaleznie od orientacji politycznej tych glosow, brzmialy one jak chor zawiedzionych kochankow.
Wlasciwa i przykladna odpowiedz zostala jednak udzielona. 16 kwietnia tego roku, w katynska rocznice, prezydent RP w obecnosci calego rzadu z premierem na czele wreczyl najwyzsze ordery kilkudziesieciu obywatelom Rosji, ktorzy ofiarnie i odwaznie bronili prawdy i dobrego imienia swojej ojczyzny: zasluzyli sie wykryciem dowodow zbrodni stalinowskich i miejsc tajnego pochowku ich polskich ofiar.
* * *
Kryzys w stosunkach polsko-rosyjskich nie jest zjawiskiem nowym. Trwac moze dopoty, dopoki Rosja nie zaproponuje nam innego wyboru, niz miedzy grozba bojkotu a ulegloscia. Uwidocznil sie zas z taka wyrazistoscia wlasnie teraz z dwoch powodow, raczej dla Polski pocieszajacych.Po pierwsze – nie powiodly sie plany tego stronnictwa w Rosji, ktore mozna nazwac neoimperialnym. Nie udalo sie uzaleznic gospodarki paliwowej Polski do tego stopnia, by miec wplyw decydujacy na kierunek naszych krokow politycznych. Jest rzecza zrozumiala, ze wywolalo to w Rosji sprzeciw i gniew sil, ktore za przyjaciol uznaja tylko uleglych wasali. Na szczescie, nie sa to wszyscy Rosjanie i nie takie stanowisko zapewnic moze Rosji dobrowolne i korzystne sojusze.
Po drugie – pojawil sie na bliskim nam obszarze nowy, juz samodzielny podmiot polityczny, Ukraina. Polska wykorzystala szczesliwa okazje, aby okazac Ukraincom bezinteresowna pomoc i zasypac wreszcie row dzielacy oba narody, row, ktorym tyle krwi splynelo. Jest rzecza zrozumiala, ze wywolalo to w Rosji opor i gniew tych sil, ktore uwazaja sowiecki, centralistyczny i niwelujacy narody ustroj za ideal organizacji panstwowej, a nawet – miedzynarodowej. Nie zdaja sobie widocznie sprawy, ze perspektywa inwolucji wladzy federalnej w tym kierunku i lek przed utrata autonomicznych praw jest jednym z wazniejszych motywow ruchu odsrodkowego, ktory obserwujemy juz w niektorych dawnych republikach sowieckich.
Jest faktem nieco mniej zrozumialym gniew i opor – wobec fortunnej przemiany naszej ryzykownej sytuacji geopolitycznej – tych politykow, ktorzy nie chca widziec w Ukrainie pozadanego, niezbednego nam sojusznika. Wolimy raczej traktowac ich jako ofiary przesadow narodowych i zmurszalej ideologii, niz dopatrywac sie w tych ludziach jurgieltnikow i swiadomych szkodnikow. Ideologia owa to spadek po endecji, tej samej, ktora zniweczyla owoce zwyciestwa Pilsudskiego w 1920, wolac podzielic sie z Rosja sowiecka ziemiami Ukraincow i Bialorusinow, zamiast wesprzec ich dazenia narodowe. Od Mysli Polskiej do lewicowego Przegladu az po Niet rozlewaja sie po szpaltach strumienie tego samego jadu.
Trzydziestu poslow glosowalo przeciw uczczeniu pamieci Jerzego Giedroycia. Jesli marza o miejscu w nowym Sejmie, to my ich widzimy raczej w starym Sejmie Grodzienskim. Jezeli zas politycy tego gatunku dorwa sie do wladzy, to mozna sie obawiac serio, ze ich polityka wschodnia polegac bedzie na wywracaniu na nice wszystkiego, co jednak udalo sie Kwasniewskiemu.
Dzieje glupoty w Polsce tocza sie dalej.
Pierwodruk: Plus-Minus (Rzeczpospolita), 189
13. 08. 2005

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||