
EUROPA SRODKOWA JAKO ZRODLO CIERPIEN
LEONARD NEUGER
Sezamie, otworz sie! Ja chce wyjsc!
Stanislaw Jerzy Lec
Pod koniec XIX wieku pojawilo sie w Niemczech pojecie Mitteleuropy, dyskursywnie kolonialne, w intencjach niecne. Warto tu jednak przypomniec, ze slowo "kolonia" (i jego derywaty) pochodzi z laciny, gdzie colonia znaczylo: zagroda wiesniacza, osada, by pozniej, przez francuskie colonus (ten kto uprawia role, osadnik) wejsc w XVIII wieku do slownikow europejskich w dzisiejszym, raczej pejoratywnym a w kazdym razie szeroko dyskutowanym, znaczeniu. Zachowalo ono jednak w dyskursie kolonialnym pewna heroiczna aure, woli on bowiem osadnikow od Nomadow i tych co uprawiaja cokolwiek od ignorantow. Lacinska kolonia spotyka sie tu z bliska jej kultura (od lacinskiego cultus – uprawa, pielegnowanie, hodowla) w zrodlowo rolniczym przywiazaniu do tego co stabilne, osiadle, fachowe i poddawane troskliwosci. Trzeba jednak wspomniec, ze Mitteleuropa byla nie tylko wyrazem swoistej nacjonalistycznej megalomanii niemieckiej, ale tez wpisywala sie latwo w oswieceniowy model swiata, gdzie, wedlug Larriego Wolffa 1) dotychczasowa, wywodzaca sie od Rzymian, fundamentalna dla renesansowych wloskich panstw-miast, os polnoc–poludnie oddzielajaca dzicz (barbarie) od cywilizacji, skompletowana zostala nowa konstrukcja geograficznie-kulturowa, osia wschod–zachod. Granica cywilizacji pokrywala sie tutaj najpierw z granica z Polska, po 1795 roku zas z granica z Rosja, w tym, rzecz jasna, z ziemiami polskimi przez Rosje okupowanymi. Owszem, nie kwestionowano wlasnej wspolnoty z arystokracja, ze Stanislawem Augustem Poniatowskim, czy caryca Katarzyna, ale traktowano ich jako przyczolek czy wyspe cywilizacji na morzu barbarii.Przykladem niech beda Przygody barona Münchhausena, chocby w wersji Teofila Gautier. Otoz przygody te z reguly rozgrywaja sie poza granica cywilizacji, w Turcji, czy na ksiezycu, ale tez w Rosji, w tym na polskich terenach zaboru rosyjskiego, gdzie w czasie niebywale ostrej zimy (sygnal dominacji Natury), baron spotyka polnagich zdziczalych chlopow w dzikim, opanowanym przez Nature pejzazu.
Zabor pruski natomiast postrzegano jako obszar dziki ale graniczny, podatny bardziej lub mniej na zabiegi cywilizatorskie. Pod koniec XVIII wieku (1791) Johann Gottlieb Fichte, odwiedzajac ten zabor dobitnie wyrazal swoj narastajacy dyskomfort. Na Slasku (Schlesien), gdzie zglebial prawdziwie slaski charakter zobaczyl [cytuje za Wolffem]: "wsie gorsze od saskich, ktore juz wygladaja jak polskie", wszechobecnych Zydow, "wszystko inaczej niz w Saksonii". Jadac dalej, za Breslau, Fichte zwrocil uwage na problemy ekonomiczne, etniczne jak tez na krajobraz: pola wydaly mu sie "gorzej uprawiane", ludnosc "bardziej slowianska", a jezyk "bardziej chropawy" (przypominam, ze chodzi tu o jezyk niemiecki), prawie niezrozumialy. Przekroczywszy granice Slaska Fichte notuje:
Na dobre juz na terenach polskich (Slask to dla Fichtego teren pograniczny) Fichte poczynil – jak pisze Wolff – obserwacje na temat Polek. Wszystkie mialy dlugie czarne wlosy, a szczegolnie jedna byla "tak niechlujna (schlumpig), jak wszystkie Polki: tak wlasnie wygladala, tak byla wyzywajaca, i tak brudna." Pozniej zauwazyl, ze Polki wykazywaly "silniejsze popedy seksualne niz Niemki" 3).Pierwsza wies to Ponikowo, niemiecka, ale wzdrygnalem sie, szczegolnie na widok wielkich psow biegajacych swobodnie dokola… Ubrania, jakie wkladaja na siebie tutejsi chlopi, juz w tej pierwszej wsi sa dzikie i zaniedbane 2).Otoz, jak sadze, wlasnie ta konstrukcja dzielaca obszary na podatne na zabiegi cywilizatorskie i obszary calkowicie dzikie, niemozliwe do ucywilizowania, legla u zrodel koncepcji Mitteleuropy, powtorzmy, z konca XIX wieku, mozna ja zatem uznac za pewna rame nowoczesnosci. Geograficznie byla to granica plynna, zawsze jednak wyrazista. Fichte zarysowuje pewien obszar przygraniczny, swoisty teren niczyj, gdzie dzicz co prawda rzuca sie w oczy, lecz przynalezy, przynajmniej formalnie, do swiata Zachodu.
Upraszczajac sprawe, mozna zatem powiedziec tak: miejscem przed ktorym zatrzymuje sie dyskurs kolonialny jest granica Wschod–Zachod. Wschod mozna odwiedzac ze wzgledu na jego bardziej lub mniej perwersyjne powaby, osobliwosci czy bogactwa, ktore jednak pozwalaja Zachodowi skrystalizowac, potwierdzic czy tez umocnic wlasna tozsamosc. Tozsamosc ta budowana jest na opozycjach cywilizacja – barbaria, czystosc – brud, kultura – natura, nieokielznane zadze, zwierzecosc, ilosc pigmentu (dlugo- i czarnowlose Polki, wszechobecni Zydzi Fichtego), zrozumialosc – niezrozumialosc, jezyk – narzecze. Atrakcyjnosc/awersja (do) zanurzania sie w barbarii, brudzie, naturze, w tym co niepojete, zle zagospodarowane (zatem zle kultywowane, jak pola na Slasku u Fichtego), zwierzecosci jest jednak najczesciej bardziej lub mniej zamaskowana forma aneksji, podboju, przyswojenia, uczynienia swoim. Wschod zatem bylby obszarem dziczy nadajacej sie tylko do podboju (a nie do kolonizacji).
Co innego tereny graniczne, w taki czy inny sposob oderwane od Wschodu, te ani zewnetrzne, ani dostatecznie uwewnetrznione. One nadaja sie dyskursywnie do kolonizacji, cywilizowania, modernizacji. Sa to obszary geograficznie zmienne, w przeciwienstwie do Wschodu trudne do jednoznacznego umiejscowienia, zdefiniowania i opanowania. Te wlasnie obszary okreslano, moim zdaniem, mianem Europy Srodkowej.
Dziki Wschod, wciaz przeciez pokutujacy w mysleniu o Europie, byl jednak dosc rozciagliwy: obejmowal takze Finlandie, Balkany, Bulgarie, Wegry i Albanie, a dzielem najdobitniej o tym przekonywujacym jest Dracula Brama Stokera z 1897 roku, gdzie w nocnym, dzikim i nieludzkim pejzazu pojawiaja sie chlopi-zwierzeta, krwiozercze potwory, nie-ludzie.
Tak oto doszlismy do pierwszej koncepcji Europy Srodkowej: jest to konstrukcja wypowiadajaca sie w dyskursie kolonialnym, wyprowadzona z oswieceniowego ostrego podzialu swiata na cywilizowany i dziki, niejako ten podzial lagodzaca. Europa Srodkowa bylaby tu obszarem pomiedzy Wschodem a Zachodem, obszarem nawracania, cywilizowania, modernizacji, zas jej mieszkancy, zrodlowo inni, obcy, na wpol zwierzecy, byliby obiektami operacji uczlowieczania. Krzyzuja sie tutaj rozne konstrukcje obcosci, czy innosci
Jak latwo zauwazyc krancowym Innym bylby tu brudny, bliski naturze chlop plci zenskiej, obdarowany przez nature spora iloscia pigmentu (nieomal, o zgrozo, Murzyn!), oczywiscie, jak przystalo na zwierze, dajacy publicznie upust swym nieokielznanym popedom i belkocacy cos w niezrozumialym narzeczu. Cos takiego zobaczyl na wlasne oczy Fichte, ktorego przeciez trudno posadzac o nieroztropnosc. Rachunek jest jeszcze nierowny, mowimy caly czas o kolonizowanym Innym, ktory, jesli tylko da sie okielznac, ma wszystko do zyskania. Ba, ale coz zyskuje kolonizator? Otoz uzyskuje on, na podobienstwo Heglowskiego Pana, wlasnie dzieki swej pozycji w dyskursie, mocna tozsamosc. Subiekt takiego dyskursu jest bowiem w sposob oczywisty okreslony, nawet gdyby to okreslenie bylo tylko niemym zalozeniem (inaczej dzikus nie bardzo by wiedzial ku czemu zdazac). Zatem to kolonizator posiada/zyskuje tozsamosc, natomiast Europejczyk srodkowy zrodlowo jej nie ma, jednak w wyniku edukacji-cywilizacji-adaptacji uzyska (ale to tylko obietnica) tozsamosc rozumiana jako proces, zatem bedzie coraz bardziej podobny do pierwowzoru. Nigdy jednak jego tozsamosc nie bedzie tozsama z kolonizatorem, im blizej granicy z barbaria, czyli im dalej od metropolii, tym belkotliwszy bedzie jego jezyk, suknia plugawsza, a obyczaje naganniejsze.
- Kulturowo-cywilizacyjne
- Klasowe
- Genderowe.
Dyskurs oswieceniowy nie byl jednak az tak jednorodny. Probowal mu sie oprzec Jean-Jacques Rousseau i niemieccy pisarze Burzy i Naporu tak czy inaczej wpatrujacy sie z nadzieja w dzikusa, jego naiwnosc, nie nadszarpnieta perwersyjnymi miazmatami kultury. Oczywiscie dalej poszli tu romantycy, nie zawsze, jak Fichte, przekraczajacy swym esencjalizmem granice rasizmu. I rzecz ciekawa: struktura oswieceniowego modelu wlasciwie nie ulegla u nich radykalnej zmianie, tylko znaki zostaly przemieszczone. Oto wlasnie za granica cywilizacji, z dala od metropolii, uniwersalnego jezyka (czyli francuskiego, angielskiego i niemieckiego w ich elitarnej wersji) i obyczaju ulokuja oni swoje prymarne wartosci i nadzieje. Innymi slowy to wlasnie za granica cywilizacji, w sercach (bo juz nie w jednym sercu) barbarii (rozumianej w tej wersji jako rezerwuar Gombrowiczowskiego dziewictwa, naiwnosci, autentyzmu) ulokuja oni dyskursy emancypacyjne. No, w kazdym razie nadzieje na nie. Wszyscy udadza sie w teren, do Orientu, ktory zreszta zajmowal wtedy spora czesc Europy, lub na rubieze cywilizacji, na przyklad na bezkresne pola Ukrainy, w poszukiwaniu wartosci przez cywilizacje wypartych. Europa Srodkowa, jako obszar graniczny, takze w tej wersji grzeszyla niedookreslonoscia. Za malo dzika, zbyt cywilizowana zeby sie w niej psychoanalizowac, wystarczajaco rozna, by zwrocic na siebie uwage. Prawda, mogla dostarczyc i dostarczala przykladow buntu uzasadnianego politycznie, metafizycznie i religijnie, kusic odmiennoscia, w tym takze jezykowa (tutaj: bardzo pozadana, na tyle jednak idiomatyczna, ze az nieprzekladalna) a takze niezgoda na nowoczesnosc kupiecka i kapitalistyczna. Gdzie jej jednak bylo do zmyslowosci Orientu, czy wywolujacej wrecz erotyczne dreszcze radykalnej w kazdym calu Rosji. Nie, to byl obszar nadal podatny na kolonizacje, tylko ze kolonizacja w tej wersji cos zupelnie innego znaczyla: to byl obszar na tyle dziewiczy, by moc wchlonac w siebie Zachod nie tracac jednak nic ze swej niewinnosci i dziczy. To mial byc Zachod po psychoanalizie. Tak wiec, mlodziutki Heinrich Heine, mniej wiecej 30 lat po Johannie Fichtem (dokladnie w 1822 roku), notowal z uznaniem i nadzieja:
Czy, jeszcze dobitniej, ogladajac Zydow:Polak bedzie tak samo dobrze wladal piorem, jak wladal lanca, i okaze sie rownie dzielnym w dziedzinie wiedzy, jak byl nim na slynnych polach bitew. Wlasnie dlatego, ze umysly przez tak dlugi czas lezaly odlogiem, rzucone w nie ziarno siewne zrodzi tym roznorodniejszy plon. U wielu narodow europejskich z przyczyny zuzywania sie duch znacznie stepial, a tu i owdzie odnioslszy tryumf swych dazen, poznawszy siebie wydal sie na zniszczenie. Procz tego Polacy moga korzystac z wielusetletnich wysilkow umyslowych reszty Europy i brac jedynie dodatnie wyniki, gdy wiec narody, ktore dotychczas trudzily sie pracowicie przy budowie wiezy babilonskiej, zwanej kultura europejska, obecnie czuja sie wyczerpane, to nasi nowi przybysze swa zrecznoscia, wlasciwa Slowianom, i niezuzyta energia poprowadza dalej dzielo 4).Na razie, jak widac, Zydzi Heinego przypominaja Slazakow i Polakow Fichtego, sa brudni, niechlujni i mowia jakims okropnym zargonem, jakkolwiek Heine darzy ich swoista sympatia. Oto dlaczego:Zewnetrzny wyglad polskich Zydow jest okropny. Ciarki mnie przechodza, kiedy przypominam sobie, jak za Miedzyrzeczem po raz pierwszy ujrzalem polska wies, zamieszkala przewaznie przez Zydow [...] obdartych, brudnych postaci, a gornolotna mowka uczniaka trzeciej klasy [...] nie umeczylaby tak okropnie moich uszu jak zargon Zydow polskich. Jednakze wstret ustapil wkrotce miejsca wspolczuciu, gdym sie przypatrzyl blizej polozeniu tych ludzi i gdy ujrzalem nory podobne do chlewow, w ktorych mieszkaja, szwargocza, modla sie, szachruja i klepia biede 5).Rzecz jasna, Heine dostrzega tez Polki i pisze o nich entuzjastycznie (bo sa nieprzewidywalne, zmienne, dziecinne i kaprysne), by zakonczyc w ten sposob:A jednak mimo barbarzynskiej czapy futrzanej, ktora okrywa jego [Zyda] glowe, i jeszcze bardziej barbarzynskich idei [chodzi o to, ze zydowski "swiat duchowy zabagnil sie przykrymi zabobonami" czyli o tradycje talmudyczne], ktore te glowe wypelniaja, cenie polskiego Zyda znacznie wyzej od niejednego Zyda niemieckiego [...] Polski Zyd w brudnym kozuchu, zawszona broda, zapachem czosnku i szwargotem jest mi zawsze milszy anizeli niejeden z tamtych [niemieckich] Zydow. Z ich wspanialymi zbiorami obligacji pozyczek panstwowych 6).Warto tu zwrocic uwage na to, ze mimo zamiany miejsc na skali wartosci, zasadnicza diagnoza kulturowa oraz budujace ja jednostki sa u Fichtego i Heinego zbiezne. Po prostu, to co dla Fichtego odrazajace bo dzikie, dla Heinego jest pozadane, sympatyczne lub przynajmniej korzystne, z tego samego powodu.W slonecznej, pokrytej kwiatami dolinie [zatem na romantycznym cywilizowanym Poludniu] obralbym Polke za towarzyszke; w oswietlonym ksiezycem gaju lipowym [zatem na romantycznej Polnocy] wybralbym Niemke. W podrozy przez Hiszpanie, Francje i Wlochy [Poludnie!] zyczylbym sobie miec u boku Polke, do podrozy przez zycie [zgodnie z zasadami symetrii zycie dla Heinego przynalezaloby do dzikiej Polnocy!] – wybralbym Niemke. Niewiele znajdzie sie wsrod Polek wzorow gospodarnosci, umiejetnosci wychowania dzieci, poboznej pokory i wszystkich tych cichych cnot kobiet niemieckich. [...] Uczucie religijne glebsze jest u Niemek anizeli u Polek. Te zyja raczej zyciem zewnetrznym niz wewnetrznym; sa to pogodne dzieci, zegnajace sie przed swietym obrazem, przebiegajace przez zycie jak przez piekna sale redutowa, przy czym figluja, smieja sie, tancza i pelne sa wdzieku. […] co sie tyczy czystosci obyczajow, jestem przekonany, ze Polki wcale nie ustepuja pod tym wzgledem Niemkom. Rozpusta kilku polskich magnatek wybujaloscia swa zwracala roznymi czasy na siebie uwage […] Trzeba tez wziac pod uwage, ze Polki sa bardzo urodziwe, a piekne kobiety z wiadomych przyczyn najbardziej narazone sa na szpetna obmowe i nie unikna jej nigdy, jesli – jak Polki – zyja wesolo, w lekkiej, powabnej prostocie 7).Fichte i Heine... Zapewne mozna bylo znalezc dobitniejsze i lepsze przyklady, chocby francuskie, bardziej zniuansowac obraz. Nie taki jest jednak cel tego eseju. Te dwie skrajne odmiany tego samego dyskursu buduja ciekawy obraz Europejczykow. Jeden z nich, nazwijmy go za Heglem Pan, potrzebuje Srodkowej Europy by nasycic sie tozsamoscia, ktora bez Heglowskiego Niewolnika traci racje bytu; drugi, nazwijmy go Pacjent, potrzebuje jej by odnalezc swa tozsamosc zagubiona, by w drodze swoistej psychoanalizy odzyskac dla siebie jej wyparte zreby. Pan pragnie Europe Srodkowa kolonizowac, by w niekonczacym sie procesie edukacyjno-transformacyjnym sycic sie wlasna, mocna, tozsamoscia. Pacjent pragnie Europe Srodkowa zazywac, jak lekarstwo, by odrodzic sie w ozywczym zrodle energii libidinarnej. W 1822 roku byla to podroz poza granice cywilizacji, podroz widoczna na mapie, w konkretnej przestrzeni, podroz glownie horyzontalna, dzielaca przestrzen na "tu" i "tam". To sie w modernizmie troche zmienilo. Os horyzontalna zostala zrownowazona, ale nie zlikwidowana, przez os wertykalna: dzicz, chocby uspiona czy wyparta czai sie takze tuz kolo nas, czai sie w nas. Oczywiscie, najkonsekwentniej i najpelniej obudowal to teoretycznie oraz praktycznie Zygmunt Freud. Przykladow literackich jest tu bez liku od Franza Kafki, przez Eliasa Canettiego, Brunona Schulza po Witolda Gombrowicza. Posluze sie jednak cytatem innego koryfeusza modernizmu, ktory umiejscawia swoja powiesc, a jakze, na krancu cywilizowanego swiata (Morawy) i zaczyna tak:
Mlody bohater, Törless, przyszly pisarz, przybywa na te granice prosto ze swiata cywilizacji w celach zboznych: w tamtejszym internacie ma ulec dalszemu ucywilizowaniu, to znaczy edukacji. Oto udaje sie wraz z kolegami do internatu, prosto ze stacji:Mala stacyjka na trasie wiodacej do Rosji. Nieskonczone proste biegly w obie strony, miedzy zoltym zwirem szerokiego nasypu kolejowego, cztery rownolegle sznury torow [...] 8).Wlasnie tak: "lapczywie wdychal", a wraz z powietrzem wchlanial w siebie te, jakze dla Fichtego i Heinego oczywista, granice. Europa Srodkowa zostala, jak widac, uwewnetrzniona, wchlonieta. A cena? Pan, ktorego w tym eseju reprezentowal Fichte, utracil na zawsze swoja mocna tozsamosc, polknawszy Niewolnika, sfere niedookreslona, niepewna, niejasna, ulegl rozbiciu i juz chyba zlozyc sie na powrot nie da. Pacjent, ktorego reprezentowal tu Heine, takze wchlonal wymarzona dzikosc, i odtad, niestabilny i niespojny, nie posiada juz mocnej tozsamosci.Kiedy gromadka mlodych ludzi weszla pomiedzy pierwsze niskie, podobne do chat domki, gluche zadumanie ustapilo. Törless jakby z obudzonym nagle zainteresowaniem podniosl glowe i wytezajac uwage, patrzyl w duszne wnetrza niskich, brudnych zabudowan, obok ktorych przechodzili.Przed drzwiami wielu domow staly kobiety w kieckach i zgrzebnych koszulach – kobiety o szerokich, zawalanych blotem, bosych stopach i nagich, spalonych na braz ramionach.
Jesli byly mlode i jedrne, lecialo w ich strone niejedno tegie, slowianskie, zartobliwe slowko. Na widok "mlodych panow" szturchaly sie i chichotaly, tu i owdzie ktoras z nich krzyknela, gdy w przejsciu ktos otarl sie zbyt mocno o jej piersi lub na klasniecie w udo odpowiadala ze smiechem wyzwiskiem. Niektore spogladaly tylko z gniewna powaga za mlodziencami, chlop zas, jesli przypadkiem znalazl sie przed domem, usmiechal sie zaklopotany, na poly niepewnie, na poly dobrodusznie. [...]
Nagie prawie dzieci tarzaly sie w gnoju podworzy. Tu i tam spodnica pracujacej kobiety odslaniala kolana lub ciezka piers prezyla sie jedrnie pod faldami koszuli. I – jak gdyby to wszystko rozgrywalo sie w zupelnie innej, zwierzecej, przytlaczajacej atmosferze, z sieni domow plynelo ciezkie, duszne powietrze, ktore Törless lapczywie wdychal 9).
Teraz moze tylko:
Otwiera sie jednak mozliwosc trzecia, niekiedy jakos, chocby peryferyjnie, obecna w dyskursie Pacjenta, otwarcia na Innego i przyjecia konsekwencji rozbicia 10). Wtedy mozna by probowac takiej oto definicji tozsamosci, ktora Michal Pawel Markowski traktuje jako deskryptywna, ale ktora, jak to u niego, jest wielkim projektem niegrabiezczego pragnienia:
- Albo ze zla wiara pompowac sie nadal dyskursem Pana, bo dyskursy sa niesmiertelne, i konstruowac granice cywilizacji i dziczy, nawracac i kolonizowac, przenoszac dawna Europe Srodkowa do Azji, Afryki, czy Ameryki Poludniowej, lub przeciwnie, traktowac Europe Srodkowa po staremu.
- Albo jako Pacjent kontestowac podle wyczyny Pana w nadziei napotkania utraconych naiwnych zrodel nadziei, zycia, sensu na jakichs rubiezach geograficznych, spolecznych, czy genderowych.
W takim rozumieniu Europa Srodkowa traci swa antropologiczna prawomocnosc: rozpada sie na nieskonczona ilosc, nie powiem, czego, bo nazywanie kusi zamknieciem, pelnia obecnosci, duszac pragnienie.[...] musze byc soba i tylko soba (tak przynajmniej wyglada tozsamosc w tradycyjnym ujeciu), ale nie moge byc soba nie otwierajac sie na to, co inne, a co okresla samo moje istnienie: na inne teksty, innych ludzi, inne rzeczy, w sumie: na innego jako radykalnie ode mnie roznego. Inny, dajac mi obietnice bycia roznym (od niego albo od niej, od jego albo jej tekstu, od takich a takich rzeczy), nie jest w jego lub jej roznicy wzgledem mnie zewnetrzny, lecz kumuluje cale moje bycie, dreczy mnie swoja nieporownywalnoscia czyniac moje pragnienie pelnej obecnosci mnie dla mnie w sumie zbednym. Ta innosc nie jest niczym, co mogloby nadejsc z zewnatrz, z innej przestrzeni, lecz czyms, co zamieszkuje mnie od wewnatrz i czyni mnie innym i obcym samemu sobie. Ten podzial wewnetrzny podmywa pragnienie wciagania wszystkiego w gre tego samego, czesto nazywanego tozsamoscia 11).
- Przypisy:
- Larry Wolff. Inventing Eastern Europe. The Map of Civilization on the Mind of Enlightment, Stanford University Press, 1994. (powrot)
- Johann Gottlieb Fichte. Briefvechsel. Vol, I. Ed. Hans Schulz (Hildesheim: Georg Olms Verlagbuchhandlung), 1967, s. 175. Cyt. za: Larry Wolff, op. cit. s. 334. Wszystkie cytaty z Wollfa tlum. L. N.) (powrot)
- Ibid., s. 335. (powrot)
- Henryk Heine, O Polsce, tlum. Waclaw Zawadzki, w: Henryk Heine, Dziela wybrane. Utwory proza, Warszawa 1956, s. 649. (powrot)
- Ibid., s. 634-635. (powrot)
- Ibid., s. 635, 636. (powrot)
- Ibid., s. 645-646. (powrot)
- Robert Musil, Niepokoje wychowanka Törlessa. Tlum. Wanda Kragen, Warszawa 1980, s. 5. (powrot)
- Ibid., s. 21-23. (powrot)
- Julia Kristeva rozwazajac dwie Ewangeliczne koncepcje znakow, Janowa i te przeciw ktorej Jan sie zwraca, mowi o dwoch modelach znaku, gdzie jeden bylby przezwyciezany, a drugi (Janowy) postulowany: dynamika wylaniania sie znaczenia w tym ostatnim bylaby "cyrkularna (od Tego Samego do Innego), heterogeniczna (sens i uczucie), nieskonczona (intepretacja w grze)". Julia Kristeva, Od znakow do podmiotu, w: Podmiot w procesie, Lubelskie Odczyty Filozoficzne, Zbior 7., Lublin 1999, tlum. Tomasz Kitlinski, s. 19. (powrot)
- Michal Pawel Markowski, Identity and Interpretation, Stockholm 2003, s. 11 (tlum. L. N.) (powrot)

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||