
Zamieszczamy rozmowe z Markiem Rostworowskim z roku 1991, na piec lat przed Jego smiercia.
Jest zdumiewajace jak wiele z opinii Marka Rostworowskiego, wybitnego krytyka sztuki, zachowalo aktualnosc po 15 latach. (AMK)
CZEKAJAC NA SIEBIE
z MARKIEM ROSTWOROWSKIM rozmawia Kazimierz Targosz
(z archiwum Marii Rostworowskiej)
KT : – Minelo 15 lat od pana glosnej wystawy Polakow portret wlasny. Byl to – jak pamietamy – zmierzch dekady gierkowskiej i bolesny koniec snow o potedze. Wystawa wynikala z pewnego stanu ducha, w jakim znalezli sie Polacy i Polska. Co chcial pan osiagnac, organizujac tamta wystawe?MR : – Przyszlo mi na mysl, ze nasza autentyczna osobowosc zbiorowa tak bardzo sie rozni od zmanipulowanej przez system, ze nalezy siegnac do tego, jak Polacy sami siebie wyobrazaja. A ten autentyczny obraz istnieje w sztuce. Chodzilo mi o pokazanie aspiracji Polakow. Wystawa miala ogromne powodzenie. A co zapadlo w swiadomosc ogladajacych? Rozne byly zdania na ten temat, od tych wypowiadanych przez dygnitarzy partyjnych, ze byla to wystawa antysocjalistyczna, bo socjalizm zostal zgnojony, do wypowiadanych pozniej, ze byla jednym z impulsow Solidarnosci. Mimo uplywu lat wciaz wraca przy roznych okazjach, stala sie juz toposem.
KT : – Termin: "Portret wlasny" uzyty zostal jako metafora, bo nie chodzi o autoportret, ale o uchwycenie tego, co pojedynczy czlowiek czy srodowisko wnosza do obrazu rzeczywistosci.MR : – Oczywiscie, termin ten mozna rozumiec bardzo szeroko, w pewnym sensie kazde dzielo sztuki jest portretem wlasnym artysty.
KT : – Od tamtego czasu wiele sie w Polsce zmienilo. jak dzisiaj skonstruowalby pan Polakow portret wlasny?MR : – To pytanie sam sobie zadaje i wiele razy juz mi je zadawano. Przysluchiwalem sie niedawno dyskusji "Kultura po komunizmie". Rzecz dotyczyla glownie sztuk plastycznych. Tenor wypowiedzi byl taki, ze w tej chwili panuje wsrod artystow ucieczka od wlasnego podworka. Polskosc jest raczej skazana na banicje. Przewazaja tendencje wyjscia poza, co swiadczyloby o tym, ze artysci swiadomie nie szukaja portretu wlasnego. Ale to, co robia artysci swiadomie, a co nieswiadomie – to trudna sprawa. Czasem te nieswiadome wypowiedzi sa bardziej wymowne niz to, co maja w programach.
KT : – A co maja?MR : – Otoz to! Chcialoby sie powiedziec, ze porzucanie wlasnego podworka to nihil novi sub sole. Podobno ten "paw i papuga", nasladowanie obcych bylo i wciaz jest bardzo polskie. Juz Mickiewicz pisal: "Mieszkajac na zyznej litewskiej rowninie, malujesz tylko jakies skaly i pustynie". A Norwid tesknil: "Zeby sie polski duch z nazwy tlumaczyl", albo ten jego genialny wiersz: "Jak Slowianin, gdy brak mu nasladowac kogo, duma w szerokim polu, czekajac na siebie..." Obecna niechec do rodzimosci jest jakby objawem tego samego.
KT : – Ale dlaczego wlasnie teraz, kiedy – jak mozna by mniemac – spelnily sie nasze aspiracje, tak trudno uchwycic wizerunek wspolczesnego Polaka? Czy to, co sie zdarzylo, nie jest dobrym zrodlem inspiracji? Czy nie pociaga pana mysl zorganizowania wystawy, ktora by to dokumentowala?MR : – Bardzo trudno by mi bylo udokumentowac dzielami sztuki wizje Polakow lat 1990. Nawet Solidarnosc nie potrafila skonstruowac w plastyce swojego duchowego rusztowania, z wyjatkiem filmu, fotografii, dokumentu. W 1985 roku zorganizowalem wystawe: "Niebo nowe, ziemia nowa?", w ktorej probowalem przedstawic wizje tego, jak chcialbym, zeby sie nasz kraj urzadzal w nowej rzeczywistosci, To sie nie bardzo sprawdzilo, bo on sie wciaz jeszcze nie urzadza na miare naszych oczekiwan.
KT : – Moze dzieje sie tak dlatego, ze Polacy czuja sie soba w momentach cierpienia narodowego, w niewoli. Kiedy ten czas minal, kiedy wielu artystow stworzylo juz ow martyrologiczny portret Polakow, stracili oni orientacje i nie bardzo wiedza, w ktora strone sie zwrocic.MR : – Moze. Poza tym nie bardzo wierze w profesorskie generalizowanie, w programowosc, ocene sztuki wedlug tego, jaki program realizuje. Bardzo dobrym przykladem jest tu Tadeusz Kantor, ktory przeciez tak dlugo szlifowal forme obca, tak sie uczyl sztuki, rozgladal, ale naprawde wielki stal sie wowczas, gdy wszedl obiema nogami na wlasne podworko. Wielu polskim artystom, oczywiscie nie wszystkim, brakuje smialosci, autentyzmu, osobistego tonu oraz naprawde wlasnej, wypracowanej formy. Jest w tym zapewne pewien kompleks nizszosci wobec Europy, do ktorej ciagle, werbalnie, wchodzimy. A moze taki jest duch czy raczej automatyzm czasu?
KT : – Moze wiec latwiej byloby o portret Polaka-Europejczyka? Bardzo lubimy przeciez poprawiac sobie samopoczucie owym "wchodzeniem do Europy", tym, ze zawsze w niej bylismy.MR : – Na temat Europy odbywa sie teraz wiele takich frazeologicznych dyskusji przypominajacych to, co kiedys przezywalismy jako "frazeologie PRL". Mnostwo slow, retoryki. Z naszej perspektywy spotkanie z Europa bywa nawet rozczarowujace.
KT : – Ani kapitalu, ani natchnienia?!MR : – No wlasnie.
KT : – Co zatem z naszymi aspiracjami?MR : – To jest skomplikowana sprawa. Wielu ludzi ma w nowej Polsce kaca, bo wprawdzie spelnilo sie to, o co chodzilo, ale to, co nastapilo potem, dopiero sie uklada – w trudnych warunkach ekonomicznych, politycznych, w czasach kryzysu kultury europejskiej, wyrazajacym sie upadkiem przewodniej roli wyobrazni, psychiki, indywidualnosci. Coraz czesciej mamy do czynienia z wielkim rozziewem miedzy aspiracjami a mozliwosciami. Nie panujemy psychicznie nad masowa, techniczna oferta cywilizacyjna. Jest to glowna przyczyna naszych frustracji.
KT : – Polakow portret wlasny byl konfrontacja nas samych jako narodu, o czym mowilo lustro umieszczone na koncu wystawy. Co dzisiaj zobaczylibysmy w tym lustrze?MR : – W krzywym: moze np. Mercedesa lub "biznesmena" pozujacego na Amerykanina na tle okazalej willi lub w living roomie? Bo co dzisiaj jest aspiracja ludzi? Niewatpliwie dobrobyt, a u niektorych – luksus.
KT : – Czy takie aspiracje sa naganne takze wsrod artystow? Czy artysta musi byc biedny, musi cierpiec zeby byc wielki?MR : – Nie, bylo wielu artystow, ktorzy zyli w luksusie. Chodzi tylko o to, zeby ten luksus nie zapanowal nad kora mozgowa. Artysci naprawde tworczy sa ludzmi, ktorych glownym celem nie jest powodzenie zyciowe, ale skupienie sie na idei. Dzisiaj duzo mysli sie o tym, zeby zdobyc powodzenie, inwestuje sie nie w "glowe", ale w interesy.
KT : – Duch narodu ulokowal sie gdzie indziej?MR : – Na to wyglada, choc pojecie ducha narodu jest dosc rozciagliwe. Nie potepiam dynamizmu gospodarczego, ale trudno sie cieszyc, ze mniej dzis oryginalnych artystow.
KT : – Mowi pan gorzkie rzeczy, a przeciez tak bardzo chcielibysmy zobaczyc w lustrze cos, co poprawialoby nasze samopoczucie.MR : – Wie pan, samopoczucie Polakow to dziwna rzecz. Prosze zauwazyc, jak bardzo Polacy lubia Wesele Wyspianskiego, a przeciez jest to ciezka satyra na nasz narod. Polacy interesuja sie soba nawet wtedy, gdy zle mowia o sobie i... jakby ciesza sie z tego.
KT : – Nie da sie wiec pan namowic na Polakow portret wlasny – w 15 lat pozniej?MR : – Nie mam owego blysku oswietlajacego perspektywe, jesli idzie o probe stworzenia portretu wlasnego Polaka z lat 1990. I byc moze pewnym usprawiedliwieniem jest to, ze zbyt malo sie rozgladam, nie penetruje pracowni artystow. Ale moze tez jest tak, ze brak oryginalnosci jest swiatowa choroba, bo sztuka nie znajduje odpowiedzi na nowa rzeczywistosc. Natomiast chcialbym zrobic cos innego – chcialbym na nowo spojrzec na polska sztuke, w tym takze wspolczesna.
KT : – To znaczy jak?MR : – Na nowo, to znaczy, ze dzisiaj nie towarzyszylyby mi, jak wtedy, mysli wyzwolencze, ale wylacznie poszukiwanie samoafirmacji w sztuce, juz nie rewelacji poprzez bunt, lecz takich zjawisk, w ktorych sie okreslamy artystycznie. Mowiac o samoafirmacji, nie mam na mysli tylko pozytywnego obrazu. Chodzi o to, zeby to byla wypowiedz wlasna, chodzi o znalezienie kanonu polskiej sztuki poprzez to, co jest w niej wlasne. Te prace zrobili Francuzi, Amerykanie, my – tylko od strony tematow.
KT : – Nie braknie przykladow?MR : – Nie sadze. Jestem pewien, ze mozna znalezc w naszej sztuce polski ton, polska muzyke w malarstwie, a jesli sie to znajdzie, to wyniknie z tego takze pewien stosunek do najnowszej rzeczywistosci. Wszyscy wiemy, ze byli tacy artysci, ktorzy to zrobili, wypowiadali sie wlasnym glosem. Nie bylo ich tak wielu, ale byli. A wiec nasi sarmaci: Piotr Michalowski – mimo swej "francuskosci" i "velazquezowosci", Matejko niepodobny do nikogo, na pewno Jacek Malczewski, Stanislaw Wyspianski, Ferdynand Ruszczyc, Witold Wojtkiewicz, Witkacy, Tadeusz Kantor, Tadeusz Brzozowski, Jerzy Beres. To sa przyklady – nie jedyne.
KT : – To sa artysci, o ktorych mozna powiedziec, ze nie uciekali od wlasnego podworka?MR : – Otoz to. Gdybym byl tworca, nie zastanawialbym sie, jak mam wyrazic polskosc, tylko jak siebie wyrazic. Chyba, ze ktos nie chce byc Polakiem. Sa tacy. Ale to jest glupota. Mozna nie chciec zyc w tym kraju, ale postawa, ze zyjac tu, nie ma sie nic do powiedzenia, jest nie do przyjecia, bo to nieprawda. Nie ma miejsca na swiecie i pomiedzy ludzmi, gdzie by artysta nie mial nic do znalezienia. Kantor wlasnie ze swoim miasteczkiem wyszedl w swiat. Stal sie wielki i slawny w chwili osobistego wyznania.
1991

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||