W lutym 2005 r. w malym krakowskim antykwariacie "Verbum" znalazlem Wieczory florenckie. Juliusz II – pieknie ilustrowany i wydany tom dwoch najslawniejszych dziel Juliana Klaczki, zwiazanych ze sztuka, lecz nie tylko ze sztuka (Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1965). Szukalem tej ksiazki przez wiele lat...

Ta wspaniala ksiazka sklonila mnie do przypomnienia szkicu Zbigniewa Barana, krakowskiego historyka cywilizacji i idei, o Julianie Klaczcze, opublikowanego w paryskiej Kulturze przed dziesieciu laty.

Jako odredakcyjny supplement zamieszczam fragment poslowia wybitnego historyka sztuki Jana Bialostockiego do "Juliusza II" w tejze ksiazce.

Andrzej Kobos






JULIAN KLACZKO   –   PORTRET WYGNANCA





ZBIGNIEW BARAN





Julian Klaczko.



Tadeuszowi Dedowi Chrzanowskiemu


Czym jest wygnanie? Pojecie to posiada konotacje wyraznie negatywna. Jednak Leszek Kolakowski w przekornie napisanym eseju "Pochwala wygnania" twierdzi, ze rozwoj cywilizacji europejskiej bylby trudny do wyobrazenia bez udzialu emigracji. Wygnancy polityczni czy religijni wnosili do krajow przybycia nieodzowny, zywy impuls, a sami stojac nierzadko wobec ekstremalnych sytuacji wyzwalali swoje talenty i umiejetnosci. Przyklad narodu zydowskiego jest tutaj symptomatyczny. Z "wygnania zydowskiego" cywilizacja europejska skorzystala najwiecej.

Poglad Kolakowskiego pozwala nam obiektywniej spojrzec na problem wygnania u Juliana Klaczki (1825-1906), jednego z pierwszych znaczacego formatu zasymilowanych Zydow w kulturze polskiej. Byl on wygnancem w podwojnym znaczeniu: przez to, ze odszedl od zydostwa, jezyka hebrajskiego i macierzystej religii, ale rowniez przez to, ze wybral narod nie mniej od zydowskiego tulaczy i pielgrzymujacy. Stad – jak bede sie staral pokazac – jego wewnetrzne dramaty, poczucie niestabilnosci, ale zarazem umiejetnosc wyczucia polskiej psychiki i niebywala – jak na spolonizowanego w tym czasie Zyda – publiczna kariera.

Kim byl Julian Klaczko? Jest to postac nieznana i kuriozalna. Czeslaw Milosz zaskoczyl wszystkich zebranych, kiedy podczas uroczzystosci nadania mu honorowego obywatelstwa miasta Krakowa, odczytal wiersz poswiecony Klaczce wlasnie, utozsamiajac sie z jego wygnaniem. Krzysztof Penderecki natomiast swoja publiczna mowe z okazji przyznania mu doktoratu honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego rozpoczal od pieknych slow Klaczki o Iliadzie i Odysei. Julian Klaczko istnieje w swiadomosci waskiego kregu historykow idei, literatury, sztuki. Pisali o nim Henryk Wereszycki, Jan Bialostocki, Wojciech Karpinski, Jerzy Borejsza, Jerzy Zdrada, Zofia Trojanowiczowa, Jacek Wozniakowski. Z cudzoziemcow m.in. Benedetto Croce, wspolczesny historyk niemiecki Hans Henning Hahn. Nie ma jednak nadal powaznej, nowoczesnej monografii, ktora ustalalaby realne miejsce Klaczki w kulturze polskiej i mysli europejskiej XIX w. Monografie piora Ferdynanda Hoesicka i Stanislawa Tarnowskiego traca myszka. Wystarczy jednakowoz przypomniec kilka lakonicznych faktow, by przyznac, ze nie jest to postac tuzinkowa. Klaczko pisal po hebrajsku, po polsku, niemiecku, francusku, z rowna sprawnoscia i sukcesem uprawial krytyke literacka, publicystyke polityczna, historie sztuki. Uznawano go za znakomitego styliste i eseiste. Dostapil zaszczytow i slawy: czlonek-korespondent Akademii Francuskiej (za Wieczory florenckie otrzymal nagrode Akademii), czlonek Akademii Umiejetnosci, doktor honoris causa Uniwersytetu Jagiellonskiego, posiadal Francuska Legie Honorowa, tytul hofrata dworu austriackiego, byl wspolwydawca emigracyjnych Wiadomosci Polskich, wazna postacia paryskiej emigracji, czlonkiem Biura Hotelu Lambert, autorem glosnych rozpraw o Bismarcku, swietnym znawca kultury wloskiego Renesansu. Liste osiagniec i zaslug Klaczki daloby sie ciagnac dalej. Wydaje mi sie jednak, ze tematem uniwersalnym, o ktory mozemy sie ciagle spierac i dyskutowac, jest jego asymilacja. Klaczko jako jeden z modeli psychologiczno-socjologicznych wyjasniajacych trudny proces polonizacji Zydow.


* * *


Oto trzy wybrane glosy w sporze o "zydostwo" Klaczki: Romana Brandstättera, Juliana Stryjkowskiego i Marka Bienczyka.

Brandstätter znany z licznych utworow o tematyce biblijno-chrzescijanskiej nalezal przed wojna do wplywowego nurtu pisarzy zydowskich, ktorzy przy jednoczesnym otwarciu sie kulturowym i uprawianiu tworczosci w jezyku polskim glosili koniecznosc zachowania tradycji zydowskiej i duchowej niezaleznosci. Romana Brandstättera mozna by uplasowac gdzies pomiedzy Isaakiem Bashevisem Singerem piszacym w jidysz, a kosmopolita Antonim Slonimskim. Otoz Brandstätter na lamach Miesiecznika Zydowskiego w r. 1932 podjal rozprawe z konwersja Klaczki, piszac studium pod wymownym tytulem "Tragedia Juliana Klaczki". Brandstätter niczym wytrawny psychoanalityk analizuje w detalach zydowski tragizm Klaczki: uczucie niedowartosciowania, kompleks nizszosci tzw. Minderwertigkeitsgefühl, stany samoudreczenia. Wszystko po to, aby w stylu moralitetu udowodnic jaka wygorowana cene trzeba zaplacic za asymilacje i zmiane religii. Dla Brandstättera Klaczko pozostaje do konca Zydem. W opisie katolickiego namaszczenia "odszczepienca" nie chce byc do konca konsekwentny. W wyimaginowanej scenie Klaczko na lozu smierci uzyskuje symboliczny akt przebaczenia od swej zydowskiej matki oraz – cytuje za Brandstätterem – "naszego przebaczenia".

Na ironie losu uszczypliwi krytycy przepowiedzieli Brandstätterowi pojscie w slady konwertyty. I rzeczywiscie, podczas II wojny swiatowej przebywajac w Tel-Avivie jako korespondent wojenny AK, Brandstätter doznal pod wplywem sw. Franciszka z Asyzu religijnego przelomu. Akurat swietym tym fascynowal sie autor Wieczorow florenckich. U schylku zycia napisal piekne studium z pogranicza historii sztuki i religii: Swiety Franciszek z Asyzu i gotycyzm wloski.

Julian Stryjkowski, znakomity pisarz obsesyjnie penetrujacy problematyke zydowska, przywoluje Klaczke w Wielkim Strachu, powiesci rozgrywajacej sie w okresie II wojny swiatowej na terenach wschodniej Polski okupowanych przez wojska sowieckie. Jeden z bohaterow Wielkiego Strachu nosi wyrazne znamiona konwertyty Klaczki, wyrafinowanego intelektualisty z oportunizmu rezygnujacego z jezyka hebrajskiego.

"Gold – pisze Stryjkowski – odrzucal jezyk hebrajski, odgrywajacy role narzedzia w reku zacofania i kleru... Pierwszy wiersz Artura nazwal Dudaim to znaczy fiolki, potem dowiedzial sie, ze tak samo nazwal swoj tomik wierszy hebrajskich Julian Klaczko. Niestety wyparl sie swojej tworczosci, zaczal pisywac w innych jezykach. W koncu wyparl sie wiary swoich ojcow. Takie sa stopnie zdrady".
W wydanej niedawno ksiazce-wywiadzie z Piotrem Szewcem Stryjkowski wyjasnia blizej przyczyny zainteresowania sie asymilacja Klaczki. Na jego przykladzie wykazuje jednostronny charakter kulturowej osmozy pomiedzy Zydami i Polakami.
"Dan zydowska – konkluduje Stryjkowski – Polsce byla hojna. Nieraz niechetnie, a nawet wrogo przyjeta. Zydowski geniusz uzyznil nie tylko polskie pola. Najwybitniejsi synowie narodu zydowskiego stawali sie slugami swiata. Postac Juliana Klaczki posluzyla mi jako symbol nieskonczonego pocztu idacego przez wieki i trwajacego po dzis dzien, symbol niezwykly, ekstremalny".
I ostatni glos – wedlug mnie najbardziej kontrowersyjny – Marka Bienczyka, autora szkicu zamieszczonego w Zeszytach Literackich. Bienczyk wskrzesza Juliana Klaczke jako niespelnionego zydowsko-polskiego mesjasza, ktoremu dane bylo stac sie "czwartym wieszczem", prekursorem historycznego pojednania obu narodow. Autor sugeruje sie znanym wykladem Mickiewicza o mesjanizmie dwoch narodow zydowskiego i polskiego, w ktorym to wykladzie Mickiewicz wspomina o istnieniu wsrod Izraelitow – nie wymienionego z imienia – poety piszacego po polsku. 13-letni Izraelita Klaczko wzbudzal nie tylko w rodowitym Wilnie sensacje, ze zdolny jest tworzyc po polsku (pisal wiersze w tym jezyku, tlumaczyl m.in. Ballady Mickiewicza). Wiesc o nim rozeszla sie w prasie warszawskiej i petersburskiej, trafila tez do emigracyjnego Paryza. Autor szkicu oczarowany "wilenskim" Klaczka pisze z emfaza:
"Klaczko majac 13, 14, 15, 16, 17 lat skupia na sobie uwage wielkiego swiata idei, jego debiut jest Swiatlem na Wschodzie, mlodziencza forma do wypelnienia".
Ignoruje natomiast to, co "forme" te wypelnilo – dojrzala tworczosc Klaczki. Dla Marka Bienczyka odejscie Klaczki od poezji i zydostwa oznacza zaprzepaszczenie jego wyjatkowej szansy, Klaczko zdradza samego siebie, skazuje na tragizm niespelnienia; jako zasymilowany Zyd musi uciekac od swojego pochodzenia, wciela sie w rozne role, przybiera rozne, coraz lepiej pasujace kostiumy (romantyczny, antyczny, rzymski, wloski), ale – i tu tkwi jego tragizm – im bardziej jest "ubrany", zaadaptowany, tym bardziej odslania swoja nagosc, swoja ukrywana zydowskosc.

W tej psychoanalizie mozna isc jeszcze dalej – dobijajac Klaczke. Mnie chodzi o cos innego. Oczywiscie Klaczko cierpial, mial kontrowersje, jednak osiagnal w zyciu to, czego sam pragnal, w swoich tworczych poszukiwaniach ekscytowal, bulwersowal, niemal przekraczal granice mozliwosci. Zaistnialo nieodzowne sprzezenie zwrotne: nieprzymuszona potrzeba asymilacji i potwierdzenie w srodowiskach, w ktorych dzialal. Jego fenomen polega na tym, ze zasymilowal sie juz w pierwszym pokoleniu i zdolal wejsc do elity polskiej, a u szczytow swej slawy byl uznany w salonach polityczno-literackich Europy. Z tego wzgledu Jakob Forst-Battaglia uwaza go za jedna z ciekawszych postaci polskiego zycia duchowego w XIX w. Wsrod spolonizowanych Zydow trudno znalezc kogos odpowiedniego pasujacego do Klaczki. Nie byl nim dzialajacy na emigracji Jan Czynski – radykalny demokrata, gloszacy cywilizacyjny imperatyw uobywatelnienia Zydow, nie byl nim z pewnoscia sekretarz Mickiewicza, francuski Zyd Armand Levi, ktory mial ponoc u schylku zycia powrocic do judaizmu. Dopiero pod koniec XIX w. spotykamy zydowskich konwertytow porownywalnych z Klaczka talentem i sila oddzialywania na kulture polska. Nasuwaja sie dwa nazwiska Zydow wywodzacych sie z krakowskiej inteligencji zydowskiej: Wilhelma Feldmana, wszechstronnego krytyka i historyka literatury oraz Ludwika Gumplowicza, publicysty politycznego i teoretyka socjologii i prawa.

Czy odejscie od zydostwa bylo dla Klaczki zdrada samego siebie?


Wilno. Porzucone getto

Wilno poczatku XIX wieku bylo przedziwna kresowa cosmopolis, gdzie zyly obok siebie rozne nacje, pilnie strzegac jednak swojej odrebnosci. Na niewielkim obszarze Starego Miasta sasiadowaly ze soba koscioly: katolikow, zydow, protestantow, muzulmanow. W samym centrum tego roznorodnego swiata znajdowala sie dzielnica zydowska. Zydzi przewazali liczebnie. Wedlug statystyki Balickiego z 1832 r. na niemal 36 000 mieszkancow okolo 20 000 stanowili Zydzi. Getto zydowskie zwane bylo Czarnym Miastem. Z pozostawionych z tego czasu opisow i relacji napotykamy na wymowne okreslenia: nieznosne przeludnienie, tumult, chaos, smierdzaca nedza. Jest to jednak – jak zawsze – sprawa gustu i punktu widzenia. Dla Zydow Wilno bylo miastem swietym – Jeruzalem Polnocy, gdzie akurat tutaj mistycyzm Wschodnich Zydow pod postacia chasydyzmu scieral sie silnie z ruchem oswiecenia zydowskiego (Haskala), przenikajacym z Niemiec. W obrebie getta wilenskiego istniala arystokracja zydowska, ktora poprzez Haskale otwierala sie na kulture europejska. Prowadzenie interesow na szersza skale wymagalo od Zydow ucywilizowania sie: europeizacji stroju, oglady towarzyskiej, znajomosci jezykow i literatury obcej.

W takiej wlasnie rodzinie, bogatych, dobrze skoligaconych, oswieconych Zydow rodzi sie w roku 1825 Jehuda Lejb Klaczko. Hebrajskie imie Jehuda, inaczej Juda – to odpowiednik uzywanego pozniej przez Klaczke polskiego imienia Julian. Nazwisko jest zaskakujace, gdyz niezydowskie, klasycznie kresowe, z typowa bialoruska koncowka. W ktorym pokoleniu nastapila zmiana nazwiska swiadczaca o zamiarach przystosowania sie do niezydowskiego otoczenia, trudno dociec. Klaczkowie zaistnieli w XIX wieku. Wiadomo, ze zaliczali sie wraz z Natansonami i Rosenthalami do miejscowej arystokracji zydowskiej. Prawdopodobnie bratem stryjecznym Jehudy byl Levi Jerachmiel (ur. 1840), pisarz religijny, autor haskalistycznych rozpraw o przykazaniach, pisanych w jezyku hebrajskim i rosyjskim, stryjem Mordechaj Ascher przydomek Meltzer, postepowy rosyjski rabin i mysliciel. Wielopokoleniowa rodzine Klaczkow sportretowal, pod zmienionymi imionami i nazwiskiem Bialostockich, Jozef Ignacy Kraszewski w Powiesci bez tytulu. Znal on Klaczkow osobiscie, mial byc ponoc – w czasie odbywanych studiow w Wilnie – nauczycielem prywatnym siostry Jehudy. Kraszewski oddaje dramaturgie starc w lonie rodu, wywolanych oburzeniem starszego pokolenia wobec zagniezdzajacego sie w rodzinie swietokradztwa. Jest tam portret ortodoksyjnego Zyda, patriarchy rodu dziadka Abrahama, rzucajacego klatwe na goima-nauczyciela, co obca nauka kala jego dom, jest portret oswieconego Zyda, ojca Dawida, czlowieka nowoczesnego i kontrowersyjnego, targanego rozlicznymi watpliwosciami.

Ojciec Jehudy – Hersz Klaczko byl majetnym kupcem sukna, czlowiekiem o wysokich ambicjach intelektualnych i publicznych. Nalezal on w gminie zydowskiej do grona reformatorow, zagorzalych propagatorow Haskali. Z niemieckimi przedstawicielami tego ruchu spotykal sie w czasie swych czestych podrozy handlowych do Krolewca. Kiedy – sam wnioslszy odpowiednia sume – rozpoczal akcje zbierania abonamentow na wydanie Biblii w tlumaczeniu i z komentarzem Mojzesza Mendelssohna, wzburzyl miejscowych ortodoksyjnych Zydow, ktorzy okrzykneli go pogardliwie "Berlinczykiem". Wyzwolony styl, wzorowany na wyemancypowanych Zydowkach niemieckich, reprezentowala matka. Tauba Lea z domu Grünberg byla kobieta piekna i wyrafinowana. Orientowala sie w kulturze i sztuce europejskiej, znala swietnie francuski, niemiecki i polski. W zamieszkiwanej kamienicy przy ulicy Niemieckiej prowadzila salon towarzysko-literacki, w ktorym przyjmowala miejscowa elite: Polakow i Rosjan. Glosny byl jej romans z Waclawem Pelikanem, rektorem Uniwersytetu Wilenskiego, oslawionym lowca kobiecych serc. Zlosliwi rozpowszechniali pogloski, ze maly Jehuda jest owocem tegoz zwiazku. W zachowaniu rodzicow Jehudy wystepowaly – jak widzimy – wyrazne oznaki odstepstwa od tradycyjnej obyczajowosci zydowskiej.

Impulsy do emancypacji tkwily juz wiec w wolnomyslicielskiej atmosferze, w ktorej wyrastal Klaczko. Dla niego nie jest to zwyczajne zamkniete getto. Jehuda otrzymuje wszechstronne wyksztalcenie. Rodzice moga sobie pozwolic na prywatnych nauczycieli. Uczy go m.in. wybitny wilenski Maskil Jozef Fin. 13-letniego Jehude obwolano genialnym dzieckiem. Jest kims, kto przelamuje granice getta, syntetyzuje rozne pierwiastki kulturowe. Jego juwenilia hebrajskie drukowano w oficynie zydowskiej w Wilnie i Lipsku, wiersze w jezyku polskim w Tygodniku Petersburskim i poznanskim Tygodniku Literackim. Z okazji bar-micwa, zydowskiej uroczystosci wstapienia w wiek dojrzalosci, dedykuje ukochanej matce wiersz "Moja pierwsza ofiara". Tekst wiersza wygloszony pierwotnie w hebrajskim, publikuje po polsku. Symbolika dedykacji i jezyk druku sa wymowne. Polski staje sie dla Jehudy mowa duszy.

Klaczko fascynuje sie kultura polska. Mickiewicza stawia wyzej od Goethego i poetow francuskich. Pisze wiersze wzorowane na polskich romantykach, cwiczy sie w tlumaczeniach na hebrajski (utwory Mickiewicza, dramat Korzeniowskiego Mnich). Jak na przyszlego rabina – ktorym mial zostac wedlug oczekiwan ojca – ujawnia on niebezpieczne sklonnosci do herezji. W ogloszonym w Tygodniku Literackim poemacie "Izraelita na gruzach Jerozolimy", w nastroju przypominajacym poezje ruin i grobow Krasinskiego, mlodzienczy Klaczko podwaza podstawowe dogmaty zydowskie: o narodzie wybranym, o sensie istnienia diaspory. Dystansuje sie od swojej nacji, uzywajac charakterystycznej formy "wy": (–) "Wy, zmarlych wiekow, zyjace Mumije!" (–) "Wy dawnego kosciola ostatki!" (–) "Wy, nieme bytu i nicestwa swiadki (–)". Ciazy ku srodowisku polskiemu – intelektualnej elicie Wilna. Wsrod sympatykow zydowskiego chlopca znajdujemy dwoch wybitnych ksiezy: przyszlego biskupa Wilna ks. Adama Krasinskiego, znanego z prekursorskich badan jezykoznawczych oraz rektora Pijarow ks. Antoniego Moszczynskiego, krytyka literackiego Biblioteki Wilenskiej. Jehuda odwiedza okoliczne dwory polskie, zaprzyjaznia sie z marszalkowa Justyna Czudowska, z domu hr. Holynskich, ktorej po smierci poswieca wiersz elegijny w jezyku polskim. W tym obrazie kulturowych inicjacji Izraelity–Klaczki, ocieramy sie niemal o idylle, mamy koegzystencje kulturowa, swoista tolerancje. Co w takim razie niepokoi? Wydaje sie, ze stosunek wilenskich Polakow do mlodzienczego Klaczki nie jest do konca rownoprawny. W relacji Polak – Zyd, Zyd stoi wyraznie nizej. W nawet najbardziej przychylnych, drukowanych o Klaczce opiniach jest on "czlonkiem oddzielnej kasty".


Niemiecka lekcja: Krolewiec, Heidelberg

Wyjazd Klaczki na studia do Krolewca to wkroczenie na odmienna orbite. Z rodzinnego Wilna trafia na jeden z najbardziej wolnych uniwersytetow w Europie. Byl to uniwersytet Kanta, przyjaciela Mojzesza Mendelssohna. Klaczko doswiadcza tutaj swiatlej tolerancji. Podlega uniwersalnym kryteriom: wiedzy i rozumu. Gdy bankrutuje ojciec i nie ma na czesne, co wiecej nie moze przedluzyc paszportu (jest na czarnej liscie rosyjskiej ochrany za udzial w nielegalnej misji TDP na Litwe), wladze uniwersytetu czynia wobec niego nadzwyczajne gesty. Uznaja, ze ten wybijajacy sie student nie powinien utracic szansy zrobienia dalszej kariery. W drodze absolutnego wyjatku nadano mu doktorat z filozofii na podstawie dwoch ostatnich prac seminaryjnych z zakresu historii XV-wiecznej Francji. Uniwersytet zwalnia Klaczke z wszelkich oplat i umozliwia bezpieczne przeniesienie sie do odleglego Heidelbergu w Wielkim Ksiestwie Badenskim. Styka sie on tam z wplywowym srodowiskiem heidelberskich liberalow, ktorzy urabiali w duchu proeuropejskim niemiecka opinie publiczna, wydajac od lipca 1847 dziennik Deutsche Zeitung. Do tegoz renomowanego pisma wciaga Klaczke jego wydawca i redaktor naczelny, glosny w Niemczech historyk literatury i szekspirolog – Georg Gervinus.

W ksiestwach niemieckich w okresie poprzedzajacym wybuch rewolucji marcowej, okreslanym przez historiografie niemiecka specjalnym terminem Vormärz, zachodzi niespotykany wczesniej w takiej skali proces uobywatelniania spoleczenstwa: powstaja rozliczne stowarzyszenia, uaktywnia sie ruch demokratyczny i liberalny. Idea jednosci niemieckiej uzyskuje wymiar europejski. Wolnosc dla siebie wiazana jest z wolnoscia dla innych narodow: Polakow, Grekow, Wlochow. Gervinus ma kontakty z ks. Adamem Czartoryskim i Hotelem Lambert, mysli o zjednoczeniu sil konstytucyjnych i liberalnych w Europie. Kazde owczesne rozwiazanie w Niemczech zmierzajace do jednosci, rewolucyjne czy tez konstytucyjne, wywolywalo obawe przed interwencja Rosji. W imie dobrze kalkulowanego interesu politycznego nalezalo upatrywac w Polakach ewentualnych sprzymierzencow, uwzgledniac ich aspiracje narodowe.

Niespelna 22-letni Julian Klaczko odgrywa wazna w tym kontekscie role komentatora spraw polskich i rosyjskich. Redaguje na lamach Deutsche Zeitung stala rubryke "Russland und Polen" oraz publikuje serie artykulow opatrzonych wspolnym tytulem "Die polnische Verschworung" ("Polskie sprzysiezenie"). Cykl ten liczy ponad 20 odcinkow. Daje sie w nim poznac jako wytrawny publicysta i eseista. Formuluje filozofie przymierza niemiecko-polskiego. W tym jest swietny, ze udowadnia wspolzaleznosc geopolityczna Niemcow i Polakow. W doborze argumentow pomaga mu rosyjski miecz Damoklesa zwisajacy nad liberalno-konstytucyjnymi Niemcami. Caly czas prezentuje sprawe polska na roznych plaszczyznach: politycznej i kulturalnej, by w konkluzjach wykazywac, ze pomimo negatywnych cech Polakow (anarchizm, sklonnosc do spiskow, maksymalizm), pozostali oni narodem chrzescijanskim i rycerskim.


Przelom. Rewolucja 1848

Zauroczenie Klaczki Niemcami niebawem minie. Przystepuje do rewolucji w idealistycznej wierze, ze Niemcy spelnia w Europie polityczna misje. Jako wyslannik heidelberskich liberalow wyjezdza via Berlin do Wielkiego Ksiestwa Poznanskiego, by zaciagnac sie do oddzialow Mieroslawskiego szykujacych sie do wojny z Rosja. Bieg wydarzen tzw. Wiosny Ludow zaprzecza jednak wznioslym idealom, ktore legly u jej poczatkow. Wszystko dzieje sie jakby na opak: demokracje przeistaczaja sie w dyktatury, wolnosc w terror, solidarnosc narodow w nieokielznany nacjonalizm. Przewidywana krucjata przeciw Rosji okazuje sie w rzeczywistosci tragiczna farsa. Brak natychmiastowej i zdecydowanej reakcji Rosji na rewolucje w Berlinie i zamanifestowane w niej niemieckie dazenia zjednoczeniowe – powoduja zmiane w stosunku do sprawy polskiej. Niemcy usiluja teraz pospiesznie rozbroic oddzialy polskie w Wielkim Ksiestwie Poznanskim. Fobia antyrosyjska przeksztalca sie w antypolska. Historia kpi z Klaczki. Zamiast sprawdzenia sie w "swietej wojnie" redaguje po niemiecku protesty polskiego Komitetu Narodowego do rzadu w Berlinie, a jego niedawni przyjaciele z Gervinusem na czele przescigaja sie w basowaniu nacjonalistycznej propagandzie. Czuje sie zdradzonym i wygnanym ze spoleczenstwa niemieckiego. Kurczy mu sie Europa. On z pochodzenia Zyd, ktory najlepiej odnajdowal sie w liberalnej przestrzeni politycznej, gdzie o wartosci czlowieka nie decydowala narodowosc, lecz indywidualne predyspozycje i profesjonalizm, po doswiadczeniach rewolucji 1848 – uzmyslawia sobie potrzebe zupelnego utozsamienia sie z polskoscia.

Czy jest jednak w stanie odejsc calkowicie od zydostwa? Na ile spelnia sie w polskosci? Jakie reakcje przyjmuja wobec niego Polacy?


Kainowy znak

W Poznanskiem wiedziano, ze jest Zydem. W czasie narodowej rewolty sprawdzil sie, byl nieodzowny i lojalny, bral udzial w tajnych posiedzeniach Komitetu Narodowego, powierzano mu specjalne zadania w podrozach do Berlina. Wsrod arystokratow poznanskich zabiega sie o Klaczke. Jest on podobnie jak w Wilnie, ale na inny sposob objawieniem. Potwierdza sie pozniejsza teza Hannah Arendt, ze arystokracja europejska, nie spelniona we wlasnym kregu, poszukiwala w asymilowanych Zydach cech nadzwyczajnych, laczac w jedno – to co wydawaloby sie nie do pogodzenia – filosemityzm z antysemityzmem. Mlody Klaczko wypelnia terapeutyczne funkcje. Leczy Poznaniakow z niemieckich kompleksow. Jest tym, ktory zrobil blyskotliwa kariere publicysty w Niemczech. Jak wspomina w swoich pamietnikach gen. Wladyslaw Zamoyski: "Najpierw miedzy Niemcami pisarz znamienity" (sic!). Gdy sprawa polska w rewolucji 1848 jest pogrzebana i w zasadzie nie warto juz podnosic glowy; ma on odwage cywilna przeciwstawic sie bylemu swojemu protektorowi Georgowi Gervinusowi. W Berlinie pisze i wydaje w formie listu otwanego zjadliwa rozprawe "Die deutschen Hegemonen". Tym samym sciaga na siebie grozbe wiezienia i banicji. W tej sytuacji nie ma wlasciwie innego wyjscia jak udanie sie na emigracje do Paryza.

Ma swiadomosc, ze pojawi sie tutaj w masie innych wychodzcow rewolucji 1848. W polskim Paryzu istnieja zadawnione emigracyjne reguly gry i ustalona hierarchia. Liczy sie "polistopadowa" awangarda, czyli oficerskie epolety i blizny z czasow wojny z Rosja 1830/31. Klaczko posiada wprawdzie najlepsze protekcje od arystokratow poznanskich, dostrzega sie go w salonach polityczno-literackich, ale on sam zachowuje sie jak outsider. Jest rozdwojony ideowo i politycznie. Nigdzie nie moze znalezc miejsca, demokraci polscy porazaja go radykalizmem, konserwatysci Hotelu Lambert pycha gloszonych zasad. Najlepiej czuje sie wsrod emigrantow z Litwy, lubi podkreslac swoja litewskosc. Stal sie Polakiem – z Judy przeobrazil sie w Juliana. Wcale to jednak nie daje mu spokoju. W jednym z pierwszych listow slanych z Paryza do zaprzyjaznionego z nim w Poznanskiem Jana Kozmiana, tak ocenia swoj stan duchowej niepewnosci: "Wiele rzeczy, wiem, razi Cie we mnie – a przede wszystkiem moja niedecyzja [chodzi tu zapewne o przyjecie chrztu – Z.B.]. Racz jednak i na to uwage swa zwrocic, ze cale moje zycie tak religijne, jak socjalne i polityczne, pietnem kainowym polowicznosci jest naznaczone". Trudnosci bytowe w Paryzu, pierwsze niepowodzenia wzmagaja w nim obsesje na punkcie wlasnego pochodzenia. Wystepuje to na przyklad przy pierwszym spotkaniu z ksieciem Adamem Czartoryskim: "Ks. Czartoryskiemu – relacjonuje Janowi Kozmianowi – oddalem wizyte i list od Henryka Wodzickiego; wiecej u niego nie bylem; przyjal mnie bardzo zimno; traktowal z gory; pewno wiedzial o moim pochodzeniu".

W tym stanie psychicznego rozdwojenia nawiedza go wuj Grünberg. Postarajmy sie zrekonstruowac te dramatyczna historie. Wuj Grünberg, bogaty Zyd mieszkajacy w Paryzu, chce wybawic siostrzenca z jego mlodzienczych fanaberii i sprowadzic jego zablakana dusze na lono rodziny i judaizmu. Gra trwa ponad rok. Proponuje siostrzencowi wydobycie go z nedzy "diogenesowego polozenia". Nie moze patrzec na jego liche mieszkanie i niemodny stroj. Chce pomoc wyleknionemu kandydatowi na przechrzte, obiecujac wprowadzenie go do domow Rothschilda i Foulda – roztaczajac perspektywe rzeczywistej kariery. Wuj Grünberg – znany dobroczynca rodziny – wyciagnal z bankructwa ojca Klaczki, czyniac go przedstawicielem swojej agencji w Wilnie. W sprzyjajacych okolicznosciach moglby sprowadzic do Paryza cala rodzine. Oczywiscie pod warunkiem, ze krnabrny synowiec nie odrzuci jego wspanialomyslnej reki. Klaczko waha sie i odmawia.

Gdy zawodza racjonalne argumenty, zrozpaczony wuj popada w smiesznosc, probujac kusic go jeszcze obietnica posiadania konia krwi arabskiej i pieknych kobiet! "Szczescie a szczescie i zawsze szczescie!! Ten czlowiek gotow mnie rozami udusic! (...) Stryj wedlug swego przekonania chce tylko mego dobra, ma najszlachetniejsze, najuczciwsze zamiary ze mna... a ja o malo com go nie przeklal w duszy za te dobroc, za te uprzejmosc!!" – zwierza sie Janowi Kozmianowi. Klaczko ma inna wizje szczescia. Najwazniejsza dla niego jest wolnosc osobista i intelektualna, zasada, "ze zycie moje religijne i polityczne mnie samemu tylko nalezy". Dla wuja Grünberga wybor ten oznaczal pewna pozycje w domu wariatow.




Julian Klaczko, 1861.
Medalion.


Klaczko opuszcza stary zakon, ale narod, ktory wybiera chcialby widziec na wzor zakonu nowego: stawia przed nim – jak przed soba samym – bardzo wysokie, rygorystyczne wymagania. Temu podporzadkowana jest jego publicystyka w jezyku polskim. Klaczko ma wzniosly ideal polskosci, ale Polacy en bloc go denerwuja – nie dorastaja do wielkosci, nie sa godni wybrania. W swojej glosnej publicystyce na lamach Wiadomosci Polskich (1856-1862) tepi narodowe grzechy: miekkosc, brak charakteru, nieumiejetnosc wykorzystywania zwyciestw, zbyt latwe wybaczanie zdrajcom, sklonnosc do frywolnego zycia, umyslowe lenistwo, brak odpowiedzialnosci.

Mozna by porownac Klaczke do proroka gromiacego czcicieli zlotego cielca, gdyby nie to, ze posluguje sie nie tylko patosem ale i ironia, jezykiem kaznodziei, ale i pamflecisty. Klaczko wnosi do krytyki nowy ton – zaczepia, bulwersuje. Mowia o nim, ze dobrze pisze, kiedy sie gniewa. Jego oponenci, rozbrajani celnoscia ataku, siegaja nierzadko po argument najlatwiejszy. Widza w nim Zyda, mysla jak antysemici. Przykladow mozna podawac wiele. Przytoczymy jedynie nieznany list Jozefa Bohdana Zaleskiego do Teofila Lenartowicza, w ktorym wspolczuje adresatowi z powodu miazdzacej krytyki jego poematu Gladiatorzy:

"Zgorszyl nas tu i oburzyl niewypowiedzianie artykul p. Klaczki o tobie w przedostatnim numerze Wiadomosci Polskich. Zgorszyl i oburzyl nie sad ostry o twoich poezjach, boc nie wzbroniony nikomu, ale nieprzyzwoity, uszczypliwy i drazniacy ton calej recenzji. (...) Oczywiscie ideal p. Klaczki tkwi w poezji hebrajskiej, na wyzynach swietych prorokow i panskich. Nasz ideal tkwi znowu gdzie indziej – w Zakonie Nowym. Ideal ten przewysoki, niedoscigly nigdy, nakazuje czystosc i pokore, do ktorych nam niestety daleko!" Zaleski konczy swoj list takim oto memento: "Jest doba w zyciu, kiedy i pycha zrzuca swe rogi. Na dobie tej p. Klaczko pozaluje gorzko dawnych cierpkich artykulow – owszem, sam sie zawstydzi swej gwaltownosci niechrzescijanskiej i niepolskiej".
Klaczki nie lubiano, irytowal swoja postawa 1), narazal sie. Ale jednoczesnie czekano na jego teksty, poruszal umyslami, byl nieodzowny.


Uniwersalizm

Klaczce nie wystarcza jednak pisanie wylacznie po polsku. Od momentu pojawienia sie w Paryzu jego wewnetrznym imperatywem jest rownoczesne uprawianie eseistyki w jezyku francuskim. Potrzebuje czterech lat, aby zaczac pisac do najlepszych pism ukazujacych sie w Paryzu: Revue de Paris, Revue Contemporaine i wreszcie Revue des Deux Mondes. Podobnie jak kiedys w Niemczech, wystepuje jako specjalista od spraw polskich i rosyjskich, teraz jeszcze niemieckich. Recenzuje ksiazki wychodzace w tych trzech jezykach (prowadzi stala rubryke "Livres allemands et slaves"), by jednoczesnie zwrocic na siebie uwage wiekszymi samo dzielnymi studiami: "Dante w oczach krytyki wspolczesnej", "Henryk Heine", "Polwysep Krymski w poezji", "Poezja polska w XIX wieku i poeta bezimienny".

Prawdziwy rozglos przynosza mu jednak dopiero studia dyplomatyczne drukowane na lamach Revue des Deux Mondes po upadku powstania styczniowego. Henryk Wereszycki oceniajac te czytane i tlumaczone na inne jezyki rozprawy pisze, iz "Klaczko byl na pewno najglosniejszym oredownikiem sprawy polskiej w publicystyce europejskiej owego pokolenia". Stanislaw Tarnowski nazwal wrecz Klaczke "mscicielem sprawy polskiej". Trzeba jednak miec swiadomosc, Ze obrona ta byla mozliwa tylko przy zachowaniu odpowiedniej perspektywy. Klaczko potrafil zuniwersalizowac polska problematyke. Doswiadczenia Polakow byly dla niego probierzem ogolnej sytuacji Europy.

Sila pisarstwa politycznego Klaczki polega na konsekwentnym obnazaniu hegemonizmu Prus i Rosji – tych dwoch zaborcow, ktorych dzialania prowadza do unicestwienia wartosci europejskich w ogole. Klaczko ma odwage zmierzyc sie intelektualnie z czolowymi aktorami sceny politycznej tego czasu – zwlaszcza z Bismarckiem, w ktorym polski publicysta widzi przyszlego zdobywce swiata. Klaczko mobilizuje wszystkie swoje zdolnosci, aby zdemaskowac tego "najbardziej pojetnego ucznia Machiavela". Trzezwy, analityczny umysl wspomaga wyobraznia niemal profetyczna i talentem literackim. Bismarck jawi sie jako postac szekspirowska, potwor, ktory w swej zadzy ekspansji nie zna granic. Ten "zdziczaly geniusz" potrafi wszystko odwrocic na swoja korzysc. Jest cyniczny i bezwzgledny. Rownie dobra dla niego pozywka jest liberalizm, jak rewolucja. Ale najwiekszy jego atut – to przekonanie o wielkosci i misji Niemiec oraz umiejetnosc sterowania spolecznymi emocjami. Klaczko przedstawia Bismarcka jako demonicznego boga wojny o nieprzecietnej sile woli. Fascynujac sie bez watpienia "zelaznym kanclerzem", Klaczko nie uwaza jednak – w odroznieniu od Burckhardta czy pozniej Nietzschego – aby wielkich jednostek nie obowiazywal wspolny dla wszystkich kodeks etyczny.

Naczelnym przeslaniem pisarstwa politycznego Juliana Klaczki jest twarda prawda, ze kazdy gwalt zadany jakiemukolwiek narodowi – czy to sa Polacy, czy Dunczycy – narusza rownowage moralna i niesie zagrozenie dla calosci kontynentu. Przewidujac rosnace znaczenie polityki sily i rasy, Klaczko argumentuje jak prawdziwy konserwatysta, bon Européen, broniacy wartosci kultury judeochrzescijanskiej. W przetlumaczonej na jezyk polski i czeski rozprawie Kongres moskiewski i panslawistyczna propaganda (1867) pisze:

"Historia fizyczna bierze gore nad historia polityczna, religijna i cywilna, a zlowroga teoria Darwina o przymusowym znikaniu rodow slabych rozciaga swoje prawo nawet na moralna dziedzine chrzescijanskiej ludzkosci. W dziedzinie tej nie ma juz miejsca dla malych panstw, dla malych ludow, z ktorych przeciez kazdy ma odrebna historie, literature i indywidualnosc – ma swoj geniusz, ma dusze! Przyszlosc nalezy do ogromnych zjednoczen i do wielkich aglomeratow. (...) Jak gdyby to drobna Judea i ow niedostrzezony prawie punkcik, ktory Sokrates zaledwie zdolal odszukac na globie, a ktory jednak nazywal sie «Ateny», nie wiecej zdzialaly dla ludzkosci, anizeli potworne aglomeraty Assyryi i Babilonii, jak gdyby to roczniki jednego takiego miasteczka sredniowiecznej Italii, jak Florencja, Piza albo Syenna nie wartaly wiecej niz caly corpus Bisantinorum!"
Klaczko demaskujac polityke oparta na wylacznej racji sily moze byc uznany za jednego z prekursorow myslenia antytotalitarnego.

Erupcja jego aktywnosci publicystycznej przypada na okres, kiedy sytuacja w polityce europejskiej jest jeszcze otwarta i moze sie wydawac, ze istnieja ciagle szanse gry na rzecz najbardziej korzystnego dla Polakow ukladu sil. Z ta mysla przyjmuje Klaczko stanowisko hofrata u boku kanclerza Austrii von Beusta, wchodzac w sam srodek czynnej polityki. Marzy mu sie wojna kontynentalna, w wyniku ktorej mogloby dojsc do odbudowania Polski. Kiedy jednak Bismarck odnosi definitywne zwyciestwo, pokonujac pod Sedanem Napoleona III, Klaczko wycofuje sie stopniowo z zycia politycznego. Upadek Francji oznacza "zacmienie Europy". Klaczko przegral jako polityk, ale nie przegral jako intelektualista. Po triumfie Bismarcka nie boi sie skonfrontowania raz jeszcze z glownymi protagonistami sceny europejskiej, publikujac w Revue des Deux Mondes (1876) najwazniejsze dzielo polityczne Dwaj kanclerze. Ksiaze Gorczakow – Ksiaze Bismarck. Zamykajac swoj czas heroiczny, Klaczko probuje jednoczesnie znalezc inny jezyk i forme dla nurtujacych go idei. Powraca do porzuconych zainteresowan literackich i artystycznych. Chroni sie w swiecie literatury i sztuki, ale nie jest to bynajmniej ucieczka od rzeczywistosci.

Rozpoczete w roku 1872 Wieczory florenckie, ktore przyniosa ich autorowi laur Akademii Francuskiej, pomimo pozorow anachronicznosci sa dzielem aktualnym.

Utwor ten pomyslany jest jako dialog osmiu postaci – hrabiny Albani i jej gosci, spotykajacych sie w willi Bargello pod Florencja wczesna jesienia 1872 roku, by prowadzic wyrafinowane rozmowy o wloskim odrodzeniu, Dantem, Michale Aniele, Rafaelu. Patronuje im autor Boskiej Komedii, wszyscy bowiem sa w jakis sposob wygnancami.




Popiersie Dantego Alighieri.
Braz, szkola florencka, polowa XVI w.
Muzeum Narodowe w Warszawie.


Sa "wyrzuceni ze swojej kolei", musieli zrezygnowac z czynnego zycia publicznego z powodu niedawnych politycznych wypadkow. Do salonu hrabiny Albani przychodzi trzech Wlochow, w tym historyk sztuki, zwany Komandorem, dwoch Francuzow, akademik i eks-dyplomata, ktorego "swietnie rozpoczety zawod przerwal sie nagle skutkiem ostatnich wstrzasnien". Jest tam hiszpanski pralat i wreszcie Polak, ktory otrzymal nazwisko Bolski, "rozbitek z urodzenia". Ciekawe, ze kazdy z nich nosi jakis rys Klaczki, tworza jakby portret zbiorowy, z ktorym utozsamia sie autor. Maja swiadomosc swojej ekskluzywnosci, ale czyz ten wyrafinowany estetyzm nie jest forma protestu w epoce, ktora okresla epigram Michala Aniola, umieszczony na posagu Nocy:
Mentro che l'danno e la vergogna dura...?
(Dopoki u nas podlosc, bezwstyd grzechu...)
Polak mowi:
"(...) nie ma, nie powinno byc pozoru i usprawiedliwienia niby, dla zaparcia sie siebie, dla odstepstwa, dla apostazji. W epoce takiego, jak nasza, obnizenia charakterow i pomieszania umyslow, najpewniej jeszcze, najbezpieczniej trzymac sie wiernie tego, co przeszlosc kochala i czcila. Bo wtedy jedno przynajmniej ocalonym zostaje: godnosc, honor".
Komandor zas puentuje:
"A zreszta, czyz nie jestesmy juz «utopistami przeszlosci», przez to samo tylko, ze nas obchodzi, co piekne, co dobre, co prawda? ze mowimy o Dantem, o Rafaelu, o Michale Aniele w tych czasach «zelaza i krwi»?"

Goscie hrabiny Albani, broniac swoich utopii, probuja ocalic idee zagrozone przez totalizm polityki "sily i rasy". Z postawami takimi bedziemy miec do czynienia nieraz w naszym stuleciu. W Wieczorach florenckich moglby brac chocby udzial "ksiaze niezlomny", Benedetto Croce, za sprawa ktorego utwor ten zostal przetlumaczony na jezyk wloski. Do nich wszystkich pasuja slowa Gustawa Herlinga-Grudzinskiego o Wenecji ocalonej Simone Weil:
"Utopistami, blednymi rycerzami, wykolejencami, zdrajcami nazywa sie (zaleznie od okolicznosci) tych, ktorzy nie chca przyjac Racji Stanu wyposazonej w najwyzszy atrybut Sily. Jak gdyby nie bylo jasne, ze istota totalizmow i «snow sily» jest wlasnie ich brak poczucia rzeczywistosci! Mozna drwic (nic latwiejszego) z banitow i rozbitkow, wiernych obrazowi polis jaki nosza w umyslach i sercach na przekor losowi, lecz to oni sa realistami w najglebszym (bo moralnym) tego slowa znaczeniu".

Kultura, 4/571, Paryz 1995




Przypis:
  1. Ktorys ze wspolczesnych Julianowi Klaczce epistolografow napisal o nim, ze mial "niezbite przekonanie o swej madrosci i o nieuctwie drugich". Ale to i dobrze.   (AMK)   (powrot)



Zbigniew Baran, ur. 1955 w Czestochowie, historyk idei i krytyk. Autor licznych studiow i esejow o Julianie Klaczce, drukowanych m.in. w miesieczniku Znak, w Archiwum Historii Filozofii i Mysli Spolecznej PAN, Roczniku Krakowskim, paryskiej Kulturze, jak rowniez ksiazki Itaka Juliana Klaczki (International Editors, Krakow 1998). W ostatnich latach wydal pod swoja redakcja tomy esejow: Czartoryscy – Polska – Europa. Historia i wspolczesnosc (DjaF, Krakow 2003) i Pierscien Balladyny. Gra z Teatrem Podziemnym Tadeusza Kantora (Cricoteka, Krakow 2003).






Addendum


Fragmenty poslowia do Juliusza II

Jan Bialostocki



[...]
Klaczko atakowal problemy tak kluczowe dla przelomu cywilizacyjnego prowadzacego od wiekow srednich w nowsze czasy, ze nikomu z owczesnych filozofow kultury, historykow i myslicieli, pisma jego, publikowane najpierw w modnej Revue des deux mondes a pozniej w postaci ksiazek ukazujacych sie u paryskich wydawcow, nie mogly byc obce. Slawa Klaczki, powszechnie znanego i cenionego, jako znakomitego publicysty bieglego w sprawach europejskiej dyplomacji, ktoremu artykuly i ksiazki wylacznie przygotowaly powolanie na radce cesarskiego ministerstwa w Wiedniu, poszerzyla sie o obszar nowy: zaslynal jako eseista piszacy o ideach i idealach cywilizacji, o literaturze europejskiej i o sztuce wloskiego Odrodzenia. Slawy tej zewnetrznej wyrazem staly sie nagrody i honorowe wyroznienia. Opublikowane w 1881 r. w wydaniu ksiazkowym Wieczory florenckie zostaly uwienczone przez Akademie francuska. W r. 1887 Klaczko zostal czlonkiem Instytutu Francji, jako powolany na czlonka korespondenta Academie des Sciences Morales et Politiques. W r. 1896 otrzymal krzyz komandorski Legii Honorowej. Takze w kraju doceniono jego zaslugi. Od czasu zalozenia krakowskiej Akademii Umiejetnosci byl czynnym jej czlonkiem, a w r. 1887 zostal doktorem honoris causa Uniwersytetu Jagiellonskiego. W r. 1897, w piecdziesieciolecie doktoratu, Uniwersytet w Krolewcu, na ktorym byl uzyskal ten stopien, nadeslal Klaczce honorowy dyplom jubileuszowy.

Pisma Klaczki z zakresu historii kultury obejmuja szereg pisanych przez cale zycie szkicow i recenzji, ale w gruncie rzeczy tytul jego do slawy w tym zakresie stanowia dwa tomy: Wieczory florenckie i Juliusz II. Ksiazki te do dzisiaj pozostaly na miejscu honorowym, nie jako martwa pozycja, lecz jako zywa tresc, pozytywnie lub negatywnie cytowana, w bibliografiach prac dotyczacych Dantego, Michala Aniola, Rafaela lub Rzymu renesansowego.

Dialogi Wieczorow florenckich osnute sa wokol "zagadki" Dantego i jego "tragedii", na marginesie tylko, w pierwszej rozmowie, dotykajac "tragedii" Michala Aniola. Za to Juliusz II, nieukonczonej wiekszej calosci czesc zamknieta, caly niemal poswiecony jest zagadnieniom kultury artystycznej. Ale jak jedna, tak i druga ksiazka Klaczki nosi na sobie wyrazne pietno jego politycznej przeszlosci i pasji. Tragedia Dantego okazuje sie nie tragedia zycia emocjonalnego poety, jego milosci, rozszyfrowanej jako topos literackiej tradycji, lecz tragedia jego anachronicznej postawy politycznej, z ktorej wyniklo chimeryczne marzenie o cesarskiej przyszlosci Wloch i dramatyczny konflikt z wlasna ojczyzna-miastem.

A jakze w koncu inna ksiazka o sztuce jest Juliusz II niz dziesiatki dziel mu wspolczesnych. Nie jest to monografia artysty, ani monografia budowli, ani synteza dziejow jednego rodzaju sztuki, lecz monografia mecenasa i to jakiego mecenasa: czlowieka, w ktorego indywidualnosci zogniskowaly sie najbardziej zywotne problemy bytu politycznego Kosciola i Wloch; czlowieka, ktory zapusciwszy brode prowadzil osobiscie swe wojska, spal w namiotach i cudem unikal popadniecia w niewole wrogow. Zarazem byl to najbardziej niezwykly i najmozniejszy mecenas Renesansu, z ktorego idei i woli zaczely swoj byt dziela stanowiace dla nas podstawowe przyklady dojrzalego Odrodzenia.
[...]
Wieczory florenckie i Juliusz II sa wiec dzielami u nas wyjatkowymi, zarowno waga i glebokoscia podejmowanej historyczno-artystycznej problematyki, jak tez doskonaloscia i dojrzaloscia literackiej wypowiedzi. Ale przeciez nie sa one niestarzejaca sie fikcja poetycka, lecz dyskusja idei i faktow, ksiazkami gloszacymi pewne prawdy, zwalczajacymi inne, dzielami, dla ktorych oceny istotny jest takze ich stosunek do dzisiejszego stanu wiedzy i do dzisiejszego obrazu prawdy historycznej.
[...]

(1965, lub nieco wczesniej)

Julian Klaczko, Wieczory florenckie. Juliusz II.
Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1965.






Teksty o podobnej tematyce zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2005 Zwoje