
NIE ZAPOMINAJCIE O TYCH,
KTORZY W GORACH ZOSTALI
ANDRZEJ SKUPINSKI (1936–2005)
3 stycznia 2005 w Calgary, Alberta, Canada, zmarl nagle w snie Dr Andrzej Skupinski – "Maharadza". Mial 68 lat. Byl geologiem, wspinaczem i narciarzem. Jako geolog byl autorem pierwszej szczegolowej geologicznej mapy Tatr Zachodnich. Taternik od roku 1952, jako wspinacz zaslynal w roku 1967 pierwszym (zespolowym) wejsciem na szczyt Sniezna Cerkiew (ok. 4100 m) i wejsciem na szczyt Chujten (4356 m), oba w Mongolskim Altaju.Od wielu lat mieszkal w Calgary w Albercie, w Kanadzie, gdzie mial swoja firme analiz petrograficznych. Nazwal ja, jakze by inaczej, Tatra Mineralogical. Pelen niespozytej energii, znany ze swoich umiejetnosci polemicznych, cietego jezyka i stanowczych pogladow na niemal wszystko, do konca pozostal bardzo popularny w polskim srodowisku wspinaczkowym. Utrzymywal zywy kontakt z przyjaciolmi w Polsce. Byl zaprzyjazniony z wieloma wybitnymi taternikami, alpinistami i himalaistami, z ktorych wielu juz nie ma wsrod nas, ze wymienie tylko Jana Dlugosza, Andrzeja Zawade i Stanislawa Worwe.
Andrzej Zawada, Stanislaw Worwa i Andrzej Skupinski.
Zaden z nich juz nie zyje.
Andrzej chodzil, juz turystycznie, po pobliskich Canadian Rockies – kanadyjskich Gorach Skalistych. Intensywnie jezdzil na nartach, niezrazony zlamaniem przy okazji reki.Fotografowal przez cale zycie, przede wszystkim gory. Pisal o gorach, wspinaczkach, wyprawach w Altaj i Himalaje. Publikowal w klubowych pismach taternickich. Zbieral ksiazki o Napoleonie. Domowym sposobem robil swietne piwo, ktore wieczorami popijal w Calgary, przed wszystkimi z Ryskiem Szafirskim, niegdys bardzo znanym wspinaczem i himalaista.
Ryszard Szafirski i Andrzej Skupinski, Calgary, maj 2000.
(fot. Andrzej Kobos).
W roku 2004 Andrzej napisal o sobie:"W zimie [2003/2004] dzielilem czas miedzy narty a jakies tam niemrawe zarabianie pieniedzy, w czym narty oczywiscie przeszkadzaly. W ciagu sezonu odbylem przeszlo 40 wyjazdow narciarskich. Kupilem skaner do filmow 35 mm Nikon Coolscan i bede mogl wysylac w dobrej jakosci zdjecia z dawnych lat. Ma on specjalny program ICE4, pozwalajacy retuszowac wszystko, lacznie z plamami i zadrapaniami, jest tez mozliwosc ozywiania wyblaklych kolorow. [...]"* * *
Andrzej Skupinski byl moim serdecznym przyjacielem. Od roku 1998 stal sie entuzjasta Zwojow. Jako jeden z pierwszych docenil antyksenofobiczny profil mojego internetowego pisma i szczerze mnie za to chwalil. W Zwojach zamiescilem pare Jego tekstow. Jego artykul o wyprawie w Mongolski Altaj cieszy sie nadal duzym zainteresowaniem. Ciagle otrzymuje maile zwiazane z tym tekstem – niedawno od mlodych ludzi, ktorzy planowali tam wyprawe.W goscinnym domu Andrzeja i Bogny i ich syna Wiktora w Calgary bywalem i nocowalem kilkakrotnie. Ciagle mam w uszach nasze glosne, niekiedy spierajace sie, lecz zawsze bardzo serdeczne rozmowy, w ustach smak Andrzejowego piwa i w pamieci czar tych wieczorow do pozna w noc.
Ostatni raz widzialem Andrzeja i Bogne w lipcu 2001 w domu Jurka i Rozy Janiakow w Calgary. Z moja zona Barbara, jej corka Ania i moim przyjacielem Rafalem Dymarzem wracalismy z Banff. Byli wowczas u Janiakow rowniez Rysiek i Bozena Szafirscy. Dlugi byl ten wieczor.
Potem wyjechalem do Szwecji. Przed wyjazdem podarowalem "Maharadzy" kilka ksiazek napoleonskich. Nadal utrzymywalismy dosyc czesty kontakt e-mailowy. Andrzej interesowal sie moimi losami w Szwecji. Ostatni e-mail od Andrzeja dostalem 31 grudnia 2004. Chwalil moj artykul o wyprawie Andree'go balonem do Bieguna Polnocnego, zamieszczony w Zwojach 41. Odpisalem Mu dopiero 2 stycznia 2005. I zamiast odpowiedzi, 4 stycznia dostalem juz tylko zawiadomienie od Jego syna Wiktora o smierci Ojca.
Zostales Andrzeju blisko Rockies, ktore pokochales. Twoj duch znajdzie tam na zawsze spokoj i majestat gor. A moze w Tatrach?...
Bognie i Wiktorowi sle serdecznosc i cieplo wspolczucia i pamieci po Andrzeju.
Andrzej Kobos
Dwa z ostatnich gorskich tekstow Andrzeja Skupinskiego z roku 2004.
15 LAT TEMU NA LHO LA
27 i 28 maja 1989 r. w Himalajach na przeleczy Lho La (6026 m) rozegrala sie najwieksza tragedia w calej historii alpinizmu polskiego: smierc ponioslo pieciu czlonkow wyprawy na Mount Everest. Droga wspinaczki wiodla przez poludniowa czesc (6408 m) Khumbutse i przez Lho La, a w gorze przez Kuluar Hornbeina (oboz V). Po probach Carlosa Carsolia oraz dwojki Dasal – Gardzielewski (do 8500 m), do akcji przystapili Eugeniusz Chrobak i Andrzej Marciniak. 24 maja o godz. 1 w nocy opuscili oni oboz V (8000 m) a szczyt Everestu osiagneli dopiero o godz. 20. Poslugiwali sie sprzetem tlenowym i rozpinali poreczowki. Schodzili w nocy i do obozu V wrocili o godzinie 3 nad ranem. Na Lho La czekali na nich obydwaj Mirkowie – Dasal i Gardzielewski. Nastepnego dnia z dolu doszli Zygmunt A. Heinrich i Waclaw Otreba. 27 maja cala szostka opuscila Lho La i o godz. 10 weszla w kuluar w dolnej czesci stokow Khumbutse.Okolo godziny 13 kuluarem zeszla wielka lawina, ktora pozrywala poreczowki i zniosla wszystkich wspinaczy. Dasal, Gardzielewski i Otreba zgineli na miejscu, w pol godziny pozniej nie zyl takze Zygmunt Heinrich. Genek Chrobak ze zlamana noga i w szoku oraz ocalaly Marciniak zabiwakowali na miejscu tragedii. Nazajutrz rano Chrobak zmarl, natomiast Marciniak dotarl do wyposazonego w zywnosc i gaz obozu I (5850 m) – osleply, gdyz w lawinie stracil okulary. Niezwlocznie powiadomil o wypadku baze.
Akcja ratunkowa ruszyla 29 maja, grupa cofnela sie jednak z powodu lawin. Inicjatywe przejal przebywajacy w Katmandu Artur Hajzer, ktory zorganizowal maly zespol ratowniczy. Tworzyli go – oprocz niego – Nowozelandczycy Rob Hall i Gary Ball oraz trzej znajacy rejon Rongbuku Szerpowie. W zalatwianiu formalnosci dopomogl Reinhold Messner. Po 55 godzinach podrozy i podejscia, ratownicy dotarli pod przelecz Lho La i do Andrzeja Marciniaka. 2 czerwca byl on juz w Katmandu. Dzieki lacznosci radiowej, w kraju srodki masowego przekazu wydarzenia z Everestu mogly przekazywac biezaco jako wiadomosci dnia.
Eugeniusz Chrobak (z lewej) i Zygmunt A. Heinrich.
(Fot. Jozef Nyka)
Dramat pod Everestem okryl zaloba caly alpinizm polski, a pustki, jaka pozostala po naszych przyjaciolach do dzis – mimo uplywu 15 lat – zycie nie zdolalo wypelnic. Zly los zrzadzil, ze rowniez Hall i Ball – swietni alpinisci i wspaniali ludzie – pozostali w 1989 r. Himalajach na zawsze: Hall na Everescie a Ball na Dhaulagiri.
Andrzej Skupinski
2004* * *
MONTE CASSINO (519 m)
60-lecie bitwy o Monte Cassino (11–18 maja 1944) bylo w tym roku swiecone bardzo uroczyscie, jako ostatnia okragla rocznica za zycia wiekszej liczby bohaterow tego wydarzenia. Przypomnijmy z tej okazji, ze w kalendarzu American Alpine Club na r. 2002 w swiatowym przegladzie wielkich czynow gorskich wymieniono cztery sukcesy polskie, w tym zdobycie opactwa Monte Cassino "with heavy casualties, by Polish troops". W r. 1969 25-lecie bitwy nie bylo obchodzone w Polsce, pamietaly jednak o nim osrodki polonijne. Harcerze andynisci z Buenos Aires, w wiekszosci corki i synowie bohaterow bitwy, zorganizowali jubileuszowa wyprawe we wczesniej omijany przez alpinistow lodowcowy rejon Cordillera de Santa Clara w Andach Centralnych, na polnoc od Tupungato. Weszli na cztery dziewicze szczyty, a najwyzszy z nich (wg altymetru 5220 m), zdobyty 14 stycznia 1969 przez Ryszarda Czerniawskiego, nazwali "Monte Cassino". Podsumowanie wyprawy zawarto w Biuletynie Informacyjnym HKT Tatry 1/1969, ukazal sie rowniez artykul w Taterniku. Przypomnijmy tez, ze pod Monte Cassino walczylo kilku naszych starszych kolegow klubowych, wsrod nich Wiktor Ostrowski, Czeslaw Wrzesniak, Ludwik Januszewicz i Tadeusz Pawlowski. Liczne zdjecia Ostrowskiego opublikowal Melchior Wankowicz w swej trzytomowej monografii Bitwa o Monte Cassino, przy czesci przemilczajac nazwisko ich autora.
Andrzej Skupinski
2004

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||