HARRY MARTINSON

– wedrowka do ciemnego kresu





LEONARD NEUGER



I

To byla wyjatkowa epoka w dziejach szwedzkiej poezji: prawie rownoczesnie pisali tworcy tej miary, co Artur Lundkvist, Karin Boye, Hjalmar Gullberg, Gunnar Ekelöf, Harry Martinson. Artur Lundkvist nie starzal sie nigdy; jego poezja tryskala gejzerami obrazow w latach trzydziestych, w czasie II wojny swiatowej i po wojnie... Swiat byl niewyczerpany, zaskakujacy swym bogactwem, kuszacy; Lundkvist – zawsze gotowy do podboju, mlodzienczy, zauroczony. Martinson starzal sie, przysiegal, ze nigdy wiecej za pioro nie chwyci, milczal przez wiele lat, potem wracal do poezji; coraz bardziej obcy, nieufny, zrzedliwy. Kochanek Muz, wielbiony przez cala Szwecje czytajaca i przez te sama Szwecje brutalnie odtracony, zwlaszcza po otrzymaniu literackiej Nagrody Nobla w 1974 roku. Odtracony do tego stopnia, ze wlasciwie dopiero teraz [lata 1990.], po dwudziestu latach, wypada o Martinsonie pisac z zachwytem (mam na mysli piekna ksiazke Staffana Söderbloma: Harry Martinson, wydana z koncem 1994 roku). To juz nie tylko come back poety, to wlasciwie rehabilitacja! Mam, rzecz jasna, na mysli "oficjalne" mniemania o Martinsonie; na czytelnikow, tych wiernych, nie ma rady, ci czytaja i kochaja swoich poetow bez wzgledu na oficjalna gielde literacka. Takze niektorzy krytycy literaccy, i to wybitni (Kjell Espmark) pozostali poecie wierni. Ale pokolenie 1968 roku, ktore ksztaltowalo i nadal ksztaltuje do jakiegos stopnia hierarchie literackie w Szwecji, zawinilo w stosunku do poety bardzo i, rehabilitujac go teraz, dokonuje takze autorehabilitacji.

Ataki na Martinsona z koncem lat szescdziesiatych i na poczatku siedemdziesiatych byly okrutne na kilku planach: wypowiadali sie mlodzi – przeciw staremu; wypowiadali sie ideowcy – przeciw ponuremu apostacie; wypowiadali sie nowoczesni – przeciw konserwatyscie... Coz, to sie zdarza, nie tylko w Szwecji. W tym jednak wypadku byla to istna detronizacja: Martinson byl dotad przez publicznosc uwielbiany, byl uosobieniem poezji (i poety) Mlodej, Ideowej, Nowoczesnej; byl symbolem calej Szwecji. I oto okazalo sie, ze to bylo wmowienie, uluda; ze Martinson dla mlodej generacji znaczy cos calkiem innego, ze nastapilo odwrocenie o 180o wartosci spolecznych, ideologicznych, estetycznych. Powiedzmy to tak: okolo 1968 roku narodzila sie nowa Szwecja; niekoniecznie lepsza, niekoniecznie madrzejsza, niekoniecznie piekniejsza; po prostu inna. Ta nowa Szwecja potrzebowala dwadziescia lat, zeby zaakceptowac Martinsona. Zeby go wchlonac. Zeby go pojac.

Jest jeszcze inny wymiar tego zjawiska: wymiar ludzki. Otoz Martinson nie byl czlowiekiem walki, niechec spoleczna go nie uskrzydlala; przeciwnie, dusil sie w atmosferze niecheci, nie umial zyc bez "swojej" publicznosci, bez pozytywnego rezonansu spolecznego na swoja tworczosc, bez uznania. Poza tym byl bardzo chory: dusila go astma.




Harry Martinson (1904–1978) pod koniec zycia.
(fot.   Arne Forsberg)


II

Staffan Söderblom tak zaczyna swoja ksiazke: "Czy jestes poeta?". Tak bowiem brzmiala pierwsza kwestia Martinsona na oficjalnej scenie literackiej, wygloszona wczesna jesienia 1927 roku do dwudziestojednoletniego Artura Lundkvista w redakcji lewicowego czasopisma Den Arbetslöse ("Bezrobotny").

Wyobrazmy sobie to dziwaczne spotkanie dwu wielkich w przyszlosci poetow w obskurnej salce Domu Ludowego przy Bamhusgatan w Sztokholmie. Barczysto-kanciastego Lundkvista, sprzedajacego swiezo napisane wiersze, i niewiele starszego eks-marynarza z dopiero co podleczona gruzlica, w kaszkiecie gleboko nasunietym na czolo, spod ktorego wyzieralo otwarte jak morze i jak ono niebieskie spojrzenie. Dodajmy do tego wyswiechtany notatnik z wierszami pisanymi nierownymi prostymi literami... (Gwoli prawdy trzeba zaznaczyc, ze na Lundkviscie, ktoremu zawdzieczamy opis tego spotkania, ta "rymowana romantyka dzikiej przestrzeni" nie zrobila szczegolnego wrazenia.)

Tak to sie zaczynalo. Rewolucja poetycka byla juz wlasciwie wczesniej dokonana: tradycyjny wiersz – rozbity, rymy – odlozone do lamusa, gniew spoleczny – ujawniony. A jednak to wlasnie Martinson, przede wszystkim Martinson, wykorzystal pozniej te zdobycze najpelniej, dodal do nich wlasne odkrycia poetyckie i wypowiedzial poetycko cala Szwecje.

Zapytajmy, z czym przychodzil do Lundkvista? Z niezwyklym talentem poetyckim – to jasne, i Lundkvist rychlo sie w tym zorientowal – i... z biografia. Ba, i to jaka! Wykorzystal ja przede wszystkim w utworach prozatorskich. Zaczynal, jak widzielismy, od romantyki i ideologii. Rychlo jednak z tego zrezygnowal. Narodzil sie wielki poeta.


III

Rewolucjonisci poetyccy z poczatku stulecia odkryli wielka kosmiczna perspektywe, i tam ekspresjonisci i futurysci lokowali wielkie wszechmocne "ja"; na ten kosmiczny ekran surrealisci rzucali potoki bardziej lub mniej kontrolowanych obrazow. Wiersz eksplodowal rownie artykulowana wola mocy, anarchiczna wolnoscia, potega nadczlowieka, triumfem panowania nad swiatem. Kosmos byl miejscem, z ktorego sie na ziemie patrzy, miejscem wywyzszenia, sakralizacji Poety i Poezji.

Rewolucjonisci spoleczni nasycali swiat nowej poezji, caly swiat, glosami zbiorowosci, potepienczym chorem kolektywnego "my", obdarzajac owo "my" mesjanistycznym powolaniem i, czesto, otaczajac je mityczno-archaiczna aura. Perspektywa nadal byla kosmiczna i ponadczasowa.

Pozornie Martinson powiela te tendencje. Jego Albatros szybuje ponad calym swiatem, jego wiersze zarysowuja uniwersalna, kosmiczna makroperspektywe; przed nami, nad nami czy pod nami otwiera sie nieskonczonosc:

Chlodnieje –
letniemu wieczorowi wysklepiaja spokoj
mlecznobiale niebiosa
          (Wieczor, tlum. LN)

Daleko w niezmierny krysztal bezczasowosci,
gdzie przerazona mysl
spadac moze wiecznie przez tysiaclecia,
szly gazowe zlociste luki harfiane,
dymiac w Strzelcu.
          (Widok, tlum. LN)

ale roznice daja sie latwo zauwazyc. Po pierwsze, nie ma u Martinsona mowy o swobodnym przeplywie obrazow. Po drugie, "ja" pojawia sie w jego poezji nader rzadko. Wreszcie mamy tu nowa, odwrocona perspektywe: spojrzenie biegnie z ziemi w nieskonczonosc. Wiersz staje sie sposobem wyrazu istotnego doswiadczenia ludzkiego, doswiadczenia bardzo konkretnego i sensualnego; nie ma w tej liryce miejsca na ideologiczna abstrakcje czy spekulacje filozoficzna. Swiat jawi sie w postaci pojedynczych, w calej swej zmyslowosci doznawanych fenomenow. To zolnierzom Armii Zbawienia objawiaja sie harfy niebieskie w wierszu Widok, to poprzez ich oko siegamy nieskonczonosci. To doznanie chlodu wieczornego i towarzyszacych mu zjawisk buduje warstwe obrazow w wierszu Wieczor. Podobnie w wierszach "marynarskich", gdzie tlem jest szerokie morze i nieskonczonosc widnokregu; nadwrazliwe oko Martinsona natychmiast koncentruje sie na zmyslowym przedmiocie. Krotko mowiac: swiat poetycki Martinsona budowany jest z tego, co doznane, i to w dwoch znaczeniach.
  1. Przedmiotem opisu jest to, czego poeta naprawde doznal w sensie biograficznym.
  2. Kazdy segment wypowiedzi poetyckiej stanowi opis doznawanych zmyslowo, z natury rzeczy niepowtarzalnych fenomenow:
    "Wschody ksiezyca za chmurami nie sa nigdy jednakie,
    nawet gdyby policzyc wszystkie czasy"
              (Jest nowy wieczor...).
Nie jest to jednak tak, ze te zmyslowe fenomeny spoczywaja na pustym poetycko ekranie wielkich przestrzeni. Przeciwnie, typowy wiersz Martinsona wykorzystuje napiecie miedzy tym, co poszczegolne, a tym, co uniwersalne; tym, co male, a tym, co nieskonczone; tym, co uchwytne zmyslowo, a tym, co nieuchwytne. Te wielkie przestrzenie budza kosmiczny lek, niepokoj, poczucie zagubienia i zagrozenia, witalistyczne poczucie wolnosci niekiedy; sa zagadka i niewiadoma; sa biernym tlem i napierajaca sila. Podstawowa wielka figura poetycka Martinsona jest wedrowka, wloczega bezdomnego i samotnego czlowieka, Nomady Swiata.

Oto glowne napiecia tej poezji: nadwrazliwe oko i tajemnica wszechswiata; chlopak z Blekinge i niezmierzone przestrzenie; marynarz i cale bogactwo swiata. Po jednej stronie doznajace medium; po drugiej – niepokojaca obcosc. Mysle, ze w powyzszym znalezc mozna uzasadnienie popularnosci Martinsona. On po prostu wyrazil swoja Szwecje. Szwecje wiecznych nomadow, ludzi wywodzacych sie z nedzy, rzuconych w swiat, patrzacych na ow swiat raczej z maszynowni statku niz z pokladu dla podroznych; pariasow walczacych o przetrwanie; chlopow doznajacych swiata poprzez rosliny, zwierzeta – zjawiska w calej ich konkretnosci, a nie poprzez abstrakcje mysli czy pamiec kultury. Na wszelka ideologie bedzie Martinson patrzyl podejrzliwie. Owszem, Martinson pamieta, skad wyszedl, ale jest to, paradoksalnie, pamiec bezczasowa, wieczne "teraz" istnienia, automatyczny odruch oka, ucha, dotyku (Dziewki). Mysle, ze Martinson byl dla swego pokolenia sprawdzalny, ze oni czytali go soba, musieli mowic: "No tak, tak to jest naprawde". Jego jalowiec musial urastac dla nich do rangi symbolu; napierajaca wroga przestrzen... i butny, uparty w swym poskrecanym istnieniu krzak. Mowiac o sobie – mowil o nich. W 1968 roku przyszla generacja ukonstytuowana przez zupelnie inne doswiadczenia, zbuntowana przeciw Szwecji nomadow. Zreszta Martinson pisal juz wowczas gorzkie elegie kleski.


IV

W 1945 roku wyszedl tom Pasat, szczytowe, w moim mniemaniu, osiagniecie poety. Probowal w nim Martinson dokonac podsumowania swego doswiadczenia poetyckiego, takze – doswiadczenia wojny, w ktorej notabene wzial udzial jako ochotnik w 1940 roku w Finlandii (w wojnie sowiecko-finskiej). Mistrz miniatury poetyckiej wypowiedzial sie teraz takze w wielkich poematach (Li Kan mowi pod drzewem, Euklides i Hades oraz Pasaty). Z czym przystepowal do pisania? Wiemy: z olsnieniem zjawiskowoscia swiata, z pedem podroznym Wiecznego Nomady, z lekiem wielkich przestrzeni. Ba, ale swiat rozbity na poszczegolne fenomeny rozsypuje sie w bezlad, w szereg dodawanych do siebie doznan, w nieskonczonosc... Czy Wieczny Nomada skazany jest w swej wloczedze na bezsens lub, w najlepszym wypadku, na odczytywanie wyzierajacych z wielkich przestrzeni niejasnych znakow... tajemnicy, basni, mitu, Boga? Jak to wszystko scalic, pozostajac wiernym niecheci do wszelkiej abstrakcji? Pewnym wyjsciem byla liryka roli, jaka zastosowal w Li Kan mowi pod drzewem. Oto wypowiada sie filozof chinski (taoista) o pogladach bardzo bliskich autorowi, rzecz jasna wygnaniec i urodzony nomada. W dziesieciu wykladach bedzie nauczal swoich uczniow sztuki trzezwego empiryzmu, potrzeby opanowania i namyslu, dystansu do swiata, madrosci laczacej zmyslowosc z refleksja. To, co Li Kan mowi, jest oparte na wlasnych doznaniach, i wlasnie te doznania stanowia punkt oparcia calej jego filozofii. Przede wszystkim doznania wlasnego czlowieczenstwa: rozbicia na dusze i cialo, na zmysly i umysl; doznania wlasnej slabosci wobec tortur i przesladowan; doznania braku oparcia na czymkolwiek w chaosie jestestwa. To mowi czlowiek winny, skazony, niedoskonaly, ktory pogodzil sie ze swym czlowieczenstwem, ale nie godzi sie na jakakolwiek jego postac, przeciwnie – jest gniewnym moralista. Symbolicznym miejscem odnalezienia jednosci istnienia jest rzucajaca cien korona katalpy.

Tak wiec brakuje czlowiekowi, we wszystkim co czyni,
wlasciwej solidnosci.
Uspokojenie niesie, dopoki jest dzieckiem, piers matki
a doroslemu – cien drzewa.
          (Tlum. LN)
Jest to miejsce oddalenia. Jest to miejsce dystansu wobec siebie i wobec swiata. Jest to miejsce, gdzie czlowiek i przyroda spotykaja sie. I z takiej wlasnie perspektywy oglada Li Kan swiat znajdujac oczywistosci (zatem to, co rzuca sie w oczy), niekwestionowalne podstawy istnienia, chroniczne tautologie, ktore daja czlowiekowi upragniona jednosc ze swiatem i z soba.
Porownania sa po to, aby naprowadzac
na wlasna sile swiatla tego, co oczywiste.
Nie wznosi sie lampy, aby wskazac, gdzie jest slonce.
Nie spieszy sie tam rowniez z pozlota.
Slonce jest tym, czym jest.
Nie potrzebuje pozloty.
          (Tlum. LN)
Zwrocmy uwage na to, ze oprocz wymiaru metapoetyckiego, dydaktycznego i filozoficznego, poemat zawiera ostra krytyke cywilizacji europejskiej. Jeszcze wyrazniej widac to w poemacie o Euklidesie, mistrzu geometrii, ktory znalazl sie w Hadesie, gdzie panuja swoiste prawa planimetryczne. Nagle, a napisane jest to z niezwykla sila poetycka, napieraja na niego wsciekle i demoniczne sily plaskosci, jednowymiarowosci. Hades zmienia sie w napastliwe pieklo planimetrii. I to jest symboliczny obraz naszej cywilizacji. Po to, by zwyciezyc te upiory, by odnalezc glebie i wysokosc, Euklides czeka nasluchujac tysiace lat. Wreszcie slyszy
rowny i wysoki pasat,
ktory nadciagnal, zeby przewietrzyc,
ktory nadciagnal, zeby przebudzic –
do dojrzalosci i wzrostu, do wysokosci i glebi.
          (Tlum. LN)
Pasat daje wyzwolenie, ukojenie, poczucie pelni i bezpieczenstwa. Jak pisze Söderblom (z drobnymi skrotami, poczynionymi przeze mnie):
Pasaty wieja przez caly rok, po obu stronach kuli ziemskiej. Pomiedzy 8 a 30 rownoleznikiem na polkuli polnocnej wystepuje pasat polnocno-wschodni; pomiedzy rownikiem a 25 rownoleznikiem na polkuli poludniowej – pasat poludniowo-wschodni. Powstaja ze wznoszacego sie ruchu mas powietrza spowodowanego goracem przy rowniku, i naporem chlodniejszego powietrza z terenow okolicznych. O ich kursie decyduje tez skierowane na zewnatrz dzialanie ruchu obrotowego ziemi na prady powietrzne. Pasaty sa niezawodne. Maja wieczny zwiazek z kosmosem.

Pasat jest moze najbardziej znaczacym symbolem w utworach Martinsona. Wieje on w calej jego tworczosci, poczawszy od Statkow-widm: jest niezmordowanym nosicielem dobrej woli – zwiastunem podrozy odkrywczych, handlu, pokoju. Jest naraz zjawiskiem przyrody i sila duchowa. Martinson mial zamiar nazwac zbior wierszy, ktory pisal w latach wojny, "Monsun", lecz zmienil tytul. Jest to oczywiscie korzystna zmiana. Monsun jest wiatrem okresowym; pasat jest ruchem stalym. Pasat jest chyba tym fenomenem przyrodniczym, ktory najbardziej potwierdza inne z jego slow-kluczy: strojenie-wielkie wspolbrzmienie. Tak jak drozd szuka wieczorami pasma powietrza, ktore by go nioslo, pragnie nastroic sie jak struna jakiegos ogromnego instrumentu, tak obiezyswiaty na zaglowcach "dostrajali sie" do kosmosu, kiedy pozwalali sie przygarnac pasatom i niesc przez nieznane przestwory morskie. Pasat jest ta dobra, silna, tajemnicza energia, ktora przeplywa przez przyrode i czlowieka, a dla ktorej wiersz jest wehikulem mowy. Technologia, ktora pragnie uniezaleznic sie od "pasatu", "nastrojenia", czy jakkolwiek by to nazwac, staje sie dlatego infantylna, cynicznie niewinna, zla... W "krolestwie symboli" nie ma juz alegorii, ktore by wspieraly ludzka podroz. Zostaly zmienione na technologie bedaca swoja wlasna falszywa mitologia:

teraz sprofanowany jest ten juz dawno zdradzony ocean
przez wszystkich plotacych brednie o pokonanych odleglosciach
i dzinach szybkosci.
          (Tlum. LN)
Nie ma Itaki, i Gondwany, i morz Odyseusza. W przepasci miedzy starym, mitycznym obrazem swiata a nowoczesnym, technologicznym, czlowiek utracil dobra wole pasatu, mozliwosc jednosci i pokoju. To, co pozostalo, to swiat praktyczny i naukowy, ktory nazywa swiatem Robinsona i oceanem Empirii. Odyseusz, Robinson. Przeciwienstwa, z przeciwstawnych swiatow; jeden – zamierzchly, romantyczny, gdzie ziemia byla jeszcze nie znana przygoda; drugi – zbadany, uzasadniony, instrumentalny.

Odyseusz i Robinson – dwa proste, wyraziste i rozpaczliwe przeciwienstwa, ktore zawsze uwieraly w wierszach Martinsona: "nastrojeni" i "rzeczywistosc".

Tutaj znowu nadplywa ten utopiony marynarz. Nadplywa z poezji Statkow-widm, z Nomady... ale teraz nie tonie w glebinach, i nie uchodzi z zyciem... Nie jest juz obrazem zagrozenia, i nie jest obrazem rozpaczliwego wyjscia. Jest tym, kto "utrzymuje sie na wodzie / jakkolwiek utonal i umarl". Co jedynie mozna wyjasnic, ze to, co zyje, odchodzi w niebyt. On plynie w wierszu najzupelniej naocznie, z symbolami utrwalonymi na ciele, niesiony przez "bezsezonowe oceany". Utrzymuje sie wiecznie na wodzie, ponad "ratunkiem, ktory nie nadszedl"; umarly, ktory pokazuje porzucone znaki (mozna je odczytac z jego ciala), przyplynal z calkiem nowa trescia.

Jaka?

Kim jest teraz?

Jest tym Martinsonem, ktory rozbil w proch swoj wlasny jezyk, i ktory obstaje przy tym, by napisac wiersz. Albo lepiej: tym Martinsonem, ktory wlasnie pisze niemozliwy wiersz.

On jest tym martwym Odyseuszem oraz martwym Robinsonem.


Utrzymane zatem zostaja zasadnicze cechy poezji Martinsonowskiej: zjawiskowosc swiata, wieczna wedrowka nomady (marynarza, filozofa), pasaty jako zewnetrzne (przyrodnicze, mityczne, sakralne) miejsca bezpieczenstwa, a takze symboliczne miejsca oddalenia, gdzie osiagnac mozna namysl, jednosc wewnetrzna (drzewo). Zostana jednak poglebione i wpisane w wizje swiata zawierajaca ostra krytyke cywilizacji i kultury europejskiej oraz program pozytywny. Nie znajduje w poezji tuzpowojennej wielu utworow dorownujacych wymienionym sila wyrazu poetyckiego, szerokoscia perspektywy intelektualnej i kunsztem slowa. Z polskich poetow wymienic trzeba, rzecz jasna, Ocalenie Czeslawa Milosza i Niepokoj Tadeusza Rozewicza. Nie ulega kwestii, ze tom Martinsona i te dwa stanowia wzajem interpretujacy sie i oswietlajacy kontekst.




Harry Martinson, lata 1950.
(fot.   Lennart Nilsson)



V

W 1956 roku opublikowal Martinson Aniare, epos skladajacy sie z 103 piesni pisanych glownie bialym wierszem. W ramy opowiesci science fiction wpisana jest tu katastroficzna wizja zaglady swiata. Oto statek kosmiczny Aniara zabiera uchodzcow (to juz ostatnia wersja losu Swiatowych Nomadow) ze zniszczonej wojna atomowa Ziemi. Statek zbacza z kursu wskutek zderzenia z asteroidami i mknie naprzod i w nieskonczony wszechswiat w kierunku gwiazdozbioru Liry. Mknie ku zagladzie. Powrotu na Ziemie nie ma – o tym nomadzi dowiaduja sie dzieki Mimie, supertelewizji, nadajacej obrazy z Ziemi – zas zaloga staje sie symbolem ludzkosci, w ostatecznej chwili bezradnej, zamknietej w statku i porazonej beznadziejnoscia oraz nieskonczonym chlodem kosmicznym.




Harry Martinson:   Wolanie w «Aniarze».
1956. Tusz.


Jak pisze Kjell Espmark:
Martinsonowskie napiecie miedzy mikro– i makrokosmosem uzyskalo swoj najwspanialszy wyraz w tym obrazie "naszego losu w morzach galaktyk". Statek kosmiczny opisany jest jako malenka banka w skrajnie powolnej drodze przez "szklo Bozego ducha". Lecz, podobnie jak lasy karbonskie miescily sie w kawalku wegla w maszynowni u mlodego Martinsona, teraz ten ogromny obszar moze ulec zgeszczeniu w hiperczulym instrumencie, ktory nazywa sie Mima. Z jej pomoca przekazywana jest zagubionym na statku wiedza o zagladzie Ziemi. W kilku niezwyklych wierszach wystepuja same ofiary wybuchu ze swego oddalenia i swiadcza o sekundzie zaglady, kiedy kamienie wznosily wolania... Mima moze jednak nie tylko chwytac zdarzenia odlegle w przestrzeni o lata swietlne. Obejmuje tez czasy najbardziej odlegle:
Pamiec wraca znow w przeblyskach. Tu, w kosmosie,
nie ma przeszkod,
wszystkie czasy zestrzelone, i pamietam z roznych krolestw
stluczki z mej wedrowki dlugiej.
          (Tlum. LN)
Interpretowano ten epos w roznych plaszczyznach: politycznej, jako obraz zimnej wojny; antropologicznej, jako obraz ostatecznych konsekwencji kryzysu cywilizacji europejskiej; estetycznej, jako sume martinsonowskiej wizji swiata i mozliwosci wyrazu artystycznego poety. Jest to jeden z najczesciej analizowanych utworow literatury szwedzkiej. Dla wielu stanowi on arcydzielo Martinsona, spopularyzowane dodatkowo dzieki operze Aniara (1959) Karla Birgera Blomdahla, do ktorej libretto na podstawie eposu napisal Erik Lindegren (jeden z najwybitniejszych modernistow szwedzkich).


VI

Jezeli spojrzymy wstecz, a w skrocie sledzilismy poezje Martinsona od poczatku, to wszystkie fundamenty stworzonego przez niego swiata zostaly w tej tworczosci zaprzeczone: makrokosmos okazal sie inna przestrzenia, wciagajaca nas w swa czarna dziure; mikrokosmos – pozbawiony symboli, sensu prawdziwie ludzkiego, Boga – wypelniony zostal falszywym mitem technologicznym, prowadzacym nieuchronnie ku zagladzie (Aniara). Zegnajac swych uczniow w poznym wierszu poety, Li Kan powie: "Coz po madrosci, skoro zostalo nas tylko trzech", zatem ani namysl, ani dojrzalosc, ani dystans do swiata nie niosa ratunku. Gorzej, w wiecznej wedrowce zginela wiekszosc uczniow i przyjaciol. Martinson doszedl pod koniec zycia do kresu swojej wizji swiata. Wstrzasajacym dokumentem poetyckim tych lat sa wiersze, zwlaszcza z tomu Kepy. W 1968 roku oskarzano poete o eskapizm, katastrofizm, pesymizm, manieryzm. Prawda, sa to wiersze z chorego swiata. To sa chore wiersze. Czesto jakby nieskladne, zblizone do notatnika poetyckiego, to znow do wierszykow dla dzieci, prostych rymowanek. A wszystko splukuje wszechobecny, zatruty kwasny deszcz. Taki deszcz nie niesie oczyszczenia. Taki deszcz obnaza swiat jako wieczna umieralnie.


* * *

Pajak na sposob pajeczy
nad nedznym daniem sie meczy,
pajeczy wikt bez polotu:
muchy od wiosny do lodu.
Na nici drgajacej brzdaka,
na ile jest stac pajaka,
na jaki typ poczestunkow
tu, posrod wojny gatunkow.
Cwiczy, w swiatlo dnia spowity,
muchobojstwa harfie chwyty.
          (Tlum. LN)






Teksty zwiazane z Harry Martinsonem zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2005 Zwoje