
HARRY MARTINSON
WIERSZE
Jalowiec
Cicho stoi przy glazie,
z wrzosem w zgodzie.
Wsrod klujacego igliwia
tkwia jagody rojno
jak uwieziony strzal ze srutu.
Jego to nic nie zmoze.
I wiatry polnocne szczotkuje ochoczo.
Galezie ma zawziete jak sciegna.
Chocby jalowizna, to wytrzyma,
a jeszcze pachnie, jeszcze ma powaby.
Grobom i podlogom zgotowal wysciolke
i dobra wodka zapachnial
tam gdzie stal, silny i przyjazny,
wcisniety miedzy szare glazy w Thule.
"Enbusken", Passad ("Pasat"; 1945)
Przelozyl ze szwedzkiego
Leonard Neuger
Cicho stoi przy glazie,
z wrzosem w zgodzie.
Mal. Andrzej Ploski, 2005.
Li Kan zegna sie pod drzewem
Przybylem z Taikalan, zeby sie pozegnac.
Jesien powiala w wietrze, pewno na wedrowca.
Wiele lat minelo, jak tutaj siedzielismy ostatnio.
Drzewo nie ma juz tych samych lisci.
My nie mamy juz tych samych wlosow ani skory.
Co najpierw uderza w oczy, to nieobecnosc i zmarli.
Nasze grono, to teraz tylko trzech.
Wsrod tych, ktorzy wywedrowali przez przelecze,
jest Li Ti.
Malowal piekne obrazy rzek i strug na Gorach Deszczow.
Odszedl w czasie podrozy przez przelecz Lao-hu-Nan.
Utonal w sniegu.
Sam uslyszalem o tym dopiero po trzech latach.
Moja malzonka Tien Fang, ktora byla jeszcze wtedy przy zyciu,
weszla i opowiedziala ostroznie o wypadku.
Myslalem, ze spadam w przepasc.
Postanowilismy tego dnia nie jesc.
Rok pozniej w miesiacu dobrej pogody
odwiedzilismy te przelecz, gdzie odnaleziono Li Ti.
Teraz byly tam tylko skaly i pustynny wiatr.
Zlozylismy trzy swiete galezie, ktore zabralismy z soba.
Mowie o tym,
albowiem wspomnienia o przyjaciolach, ktorzy odeszli,
i pamiec ukochanej zony
wiecej sa nizli madrosc.
Coz po madrosci,
skoro zostalo nas tylko trzech.
Skoro zebralismy sie tutaj my trzej, ktorzy przezylismy,
niech madrosc odpoczywa.
Niech odbite wspomnienia zadzwiecza na lutni.
Wypijmy powoli wino i zagrajmy melancholijna piesn
o samotnej Latarni Wodnej na rzece Lu.
Vagnen ("Woz"; 1960)
Przelozyl ze szwedzkiego
Leonard Neuger
Wsrod tych, ktorzy wywedrowali przez przelecze,
jest Li Ti.
Malowal piekne obrazy rzek i strug na Gorach Deszczow.
Odszedl w czasie podrozy przez przelecz Lao-hu-Nan.
Mal. Andrzej Ploski, 2005.
* * *
Gdy lato jest juz dostatecznie zdarte,
nie ukrywa swoich czulych miejsc.
Jego liscie i ogonki
obluzowuja sie i wyruszaja w droge.
Drzewa zaczynaja szeptac miedzy soba
w rozpoczynajacym sie lisciopadzie.
Spracowany trzmiel
traci nagle oparcie
i opada zuzyty
przezroczysta skorka chitynowa
z burzowego kapelusza jesieni, na ziemie.
"Regnsommaren", Tuvor ("Deszczowe lato", "Kepy"; 1973)
Przelozyl ze szwedzkiego
Leonard Neuger
Spracowany trzmiel
traci nagle oparcie
i opada zuzyty
Mal. Andrzej Ploski, 2005.
* * *
Mech sie puszysciejaca wilgocia nasycal.
Wierzba lowila ryby w ciemno znad jeziora.
Na przyladku przecietym ulica ksiezyca
glaz sie ciezko na swej wyspie oparl.
Noc przeminela niczym jakis sen prastary
pomiedzy skamielina a mglistoscia lsnienia.
Smugi ksiezyca na strumieniu czasu graly.
Fale na harfach z kamienia.
"Septembermorgon", Tuvor ("Poranek wrzesniowy", "Kepy"; 1973)
Przelozyl ze szwedzkiego
Leonard Neuger
Noc przeminela niczym jakis sen prastary
pomiedzy skamielina a mglistoscia lsnienia.
Mal. Andrzej Ploski, 2005.
* * *
Pozno narodzone roje latajacych istot
pra naprzod pod odlistnionymi drzewami.
Zatrzymuja sie w oslonietych miejscach
i zdaja sie tanczyc w dol i w gore,
tam gdzie slonce jesienne jeszcze przygrzewa.
Nikt nie wypowie ich nazw i rodzajow,
dopoki wiatr jesienny nie wydmie ich z tego roku,
hen na bezdomne powietrzne odmety.
Gdyby kazda z nich mogla nazwac sie slowem,
to z wiatrem ulatywalaby mowa zycia.
Zycie i smierc, tych dwoje wielkich rozrzutnikow,
gra tej nocy krociami.
Niezliczone i niezmierne prawie wszystko, co widzimy,
zawsze wywirowuje, na wieczne roztrwonienie.
"Septembermorgon", Tuvor ("Poranek wrzesniowy", "Kepy"; 1973)
Przelozyl ze szwedzkiego
Leonard Neuger
Pozno narodzone roje latajacych istot
pra naprzod pod odlistnionymi drzewami.
Mal. Andrzej Ploski, 2005.
* * *
Swiatlo pada na wyblakle kepy,
trafia na zycie w korzeniach,
laskocze poczwarke, wywoluje owady
z zimowego snu do wiosny i poranka.
Pora przygotowac sie do porannych cwiczen,
napiac czulki,
ogrzac swoj instynkt,
znalezc wlasciwe znaki swego bytu,
zwiazac to co bylo z tym co bedzie.
Teraz skoro swit powrocila bieglosc.
Teraz jest cieplo, teraz jest czas.
Przezroczyste skrzydelko uklada sie delikatnie
i wydany rozbudzonym instynktom
o brzasku owad unosi sie do slonca.
"Gungflyer", Tuvor ("Mokradla", "Kepy"; 1973)
Przelozyla ze szwedzkiego
Barbara Kobos-Kaminska
Przezroczyste skrzydelko uklada sie delikatnie
i wydany rozbudzonym instynktom
o brzasku owad unosi sie do slonca.
Mal. Andrzej Ploski, 2005.
Korona wierzby
Ten kto widzial wielka wierzbe brzmiaca i kwitnaca
spotkal sie z podniosloscia wiosennego slonca i korony drzewa.
Czesto bywa, ze ludzie zwlekaja chwile
i sluchaja choru wierzbowych pszczol,
ktore spiewaja z jej zlocisto puchatej korony.
Wielu, co widzieli ten widok idzie do domu,
szczesliwi jakby zbawieni.
Nadal blogoslawieni godzinami pozniej
rozmawiaja tylko o cudzie korony wierzby.
Tuvor ("Kepy"; 1973)
Przelozyla ze szwedzkiego
Barbara Kobos-Kaminska
Ten kto widzial wielka wierzbe brzmiaca i kwitnaca
spotkal sie z podniosloscia wiosennego slonca i korony drzewa.
Mal. Andrzej Ploski, 2005.
Olchy
W deszczowe tygodnie wiosny
olchy kapia sie spokojnie
wokol potoku.
Ustawiaja sie w strumieniu wody i ocieniaja go
powaznymi marzeniami.
Olcha oczekuje wiosny takiej jaka przychodzi,
zwleka, ustaje w ostrym wietrze.
W blekitnym blasku galezi raz po raz czuc wiosne
podobna do dymu z ukrytego skislego ognia.
Z pomarszczonym pniem olcha ciagle czeka,
az powoli zazieleni sie nad potokiem
i zjawi sie pierwszy blask kaczency.
Wtedy powazna mina olchy z wolna wslizguje sie
w powage letniej olchy.
Tuvor ("Kepy"; 1973)
Przelozyla ze szwedzkiego
Barbara Kobos-Kaminska
W deszczowe tygodnie wiosny
olchy kapia sie spokojnie
wokol potoku.
Mal. Andrzej Ploski, 2005.
* * *
Kepa przyciaga slonce
i uwalnia cicho i powoli
zmarzline z wnetrza ziemi.
Z wiosennym westchnieniem przetrzymanym cieplem zacheca sie
sama by rosnac.
Pobliskie przebisniegi trzymaja sie mocno, kurcza sie
wyraznie na wiosennym wietrze.
Kapanie z dachu zaczyna wybijac takt o beczke.
Tuvor ("Kepy"; 1973)
Przelozyla ze szwedzkiego
Barbara Kobos-Kaminska
Kepa przyciaga slonce
i uwalnia cicho i powoli
zmarzline z wnetrza ziemi.
Mal. Andrzej Ploski, 2005.
Harry Martinson, Dikter 1953-1973.
Albert Bonniers Förlag, 1998.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||