
Nie jest fantazja uwazac, ze Zachod mogl cos zrobic...
Z Profesorem Normanem Daviesem
rozmawia Andrzej Kobos
(Tekst autoryzowany)
Norman Davies
(fot. Andrzej Kobos)
Andrzej M. Kobos : – Normanie, szesnascie lat temu powiedzialem Ci, ze przywracasz historie Polski historii Europy. Od roku 2003 widac to najlepiej z Twojej ksiazki Rising '44 albo Powstanie '44. Wydaje sie, ze nie tylko przywracasz, ale zwracasz uwage na braki w historiografii Drugiej Wojny Swiatowej. Wypelniasz te luki, oferujesz nowe interpretacje. Czy spodziewales sie takiego sukcesu Rising '44 zarowno w swiecie, jak i w Polsce?Norman Davies : – Nigdy nie spodziewalem sie takiego sukcesu. Pracuje, pisze, bo jestem przekonany, ze cos jest potrzebne, ale nie mysle wczesniej o efektach mojej pracy. Owszem, tym razem Powstanie '44 wywolalo wybuch zainteresowania. Nie mysle, ze wczesniejsze moje ksiazki, jak Boze Igrzysko czy Europa, pociagnely az taka wulkaniczna eksplozje zainteresowania.
AMK : – Twoje Powstanie '44 ma jeszcze wiekszy efekt niz Twoja Europa...ND : – Tak, lecz przede wszystkim w Polsce. Mysle, ze na szersza skale Europa jest wazniejsza ksiazka, ale Powstanie dotyczy najwazniejszego wydarzenia w najnowszej historii w Polsce.
...Na szersza skale «Europa» jest wazniejsza ksiazka...
(fot. Andrzej Kobos)
AMK : – Najbardziej traumatycznego...ND : – Tak, oczywiscie... Jednakze, tak duzego efektu tej ksiazki nie przewidzialem...
AMK : – Chcialbym zadac Ci kilka pytan o samym Powstaniu Warszawskim. Zacznijmy od decyzji o wybuchu powstania, dotad bardzo kontrowersyjnej. Piszesz, slusznie, ze Komenda Glowna Armii Krajowej nie miala, ani nawet nie mogla miec informacji o rozkazach sowieckich wstrzymania ofensywy, ani o niemieckim rozkazie stawienia oporu Armii Sowieckiej w Warszawie. Kazda decyzja w tej sytuacji byla decyzja zla, jak to podkreslal potem przez lata Jan Nowak-Jezioranski; chodzilo o rozpaczliwa probe ratowania niepodleglosci panstwa polskiego po wojnie. Jednakze, czy KG AK mogla postawic wszystko na jedna karte? Planu "B" nie bylo. Nie zrobili zadnego rachunku, nawet oszacowania strat, ani co do strat wojskowych, a przede wszystkim wsrod ludnosci cywilnej i zniszczenia miasta, dzis nazwalibysmy to – collateral damage. Czy powinni, czy wolno im bylo tak dzialac?ND : – Mozna by duzo o tym mowic. Historycy, szczegolnie Polacy, moga spedzac cale zycie, mowiac o tej jednej decyzji, a nie o calosci. Lecz tu trzeba powiedziec kilka rzeczy. Po pierwsze, 31 lipca 1944, kiedy ta decyzja zostala podjeta, nie bylo jeszcze sowieckiej decyzji zatrzymania Armii Czerwonej. Ta przyszla najmniej w tydzien lub dziesiec dni pozniej. Co do tego nie znamy jednak dokumentow. Wiemy, ze Rokossowski mial rozkaz, by zajac Warszawe najpozniej 2 sierpnia. Troche sie spoznil, byl kontratak niemiecki, itd. Wiemy dalej, ze 8 sierpnia Rokossowski i Zukow jeszcze zamierzali zajac Warszawe. W tym kontekscie decyzja Armii Krajowej byla bardzo sluszna. Wybuch powstania 1 sierpnia wieczorem, kiedy Armia Sowiecka miala wkroczyc do miasta 2 sierpnia, to byl majstersztyk, good timing. Po drugie, to nie Armia Krajowa w podziemiu powziela podstawowa decyzje o powstaniu w Warszawie, ale to rzad polski w Londynie podjal taka decyzje, zostawiajac kierownictwu w kraju termin, metody, itp. Po trzecie, to nie bylo lekcewazenie konsekwencji tego czynu, ale wtedy, liczac na to – i bardzo slusznie – ze moga walczyc przez kilka dni i wowczas wkroczy Armia Czerwona, uznali, ze gorsze konsekwencje moglyby powstac z braku takiego czynu powstanczego.
Bardzo ciekawy w tym kontekscie jest meldunek gen. Okulickiego do NKWD, w ktorym mowil on o obawach, ze jesli nie bedzie powstania, moze nastapic walka frontowa miedzy Niemcami a Sowietami w samym miescie i wtedy straty wsrod ludnosci bylyby tak ogromne, jak np. w Minsku bialoruskim, gdzie w podobnej sytuacji zginelo 40 000 ludzi. O tym wiedziano w KG AK...
Na pewno wtedy nie bylo to lekcewazenie konsekwencji czy obojetnosc wobec strat cywilnych. Nie... Moim zdaniem – i to jest wazne – ta jedna decyzja o wybuchu nie zadecydowala o losie powstania. Ci ludzie, ktorzy 90% swego atramentu poswiecaja temu jednemu tematowi, przyjmuja jakoby wszystko bylo stracone juz od samego poczatku. Oczywiscie, tak nie bylo. Rozne rzeczy wkrotce potem sie zmienily, istotne bylo, co zrobilo ZSSR i koalicja. Jest czystym nonsensem, by tyle uwagi poswiecac tej jednej decyzji.
AMK : – Ale ciagle mowi sie, np. mowil to juz tuz po Powstaniu gen. Anders, ktory dobrze znal byl Sowiety, ze od poczatku naiwnoscia bylo spodziewanie sie, ze Sowieci zrobia cokolwiek, by pomoc Powstaniu.ND : – To jest ciekawy argument, ale znowu, historycy, ktorzy argumentuja, ze Stalin nie mial zadnego zamiaru pomoc Warszawie, a raczej wkroczyc do Warszawy, nie maja na to dowodow. Podkreslam, Armia Krajowa nie liczyla na pomoc Sowietow, Armia Krajowa liczyla na wkroczenie Sowietow wymuszone konkretnym przebiegiem wojny w tym miejscu – Bor-Komorowski oczekiwal, ze po tygodniu znajdzie sie w wiezieniu sowieckim – wiec to nie bylo naiwnoscia, czyms takim, ze teraz robimy powstanie, pomoc przyjdzie od Rosjan i wszystko bedzie ladnie... Nie, tak nie bylo. Ale wszyscy, ktorzy tak argumentuja i wiedza co Stalin by zrobil lub nie zrobil, nie maja kropli dowodu na takie czy inne myslenie Stalina w tamtym okresie, bo nie mamy zadnego dokumentu. Ja podejrzewam – nie moge wiecej powiedziec – ze Stalin wahal sie, czekal na reakcje; przeciez Polska byla tylko jedna karta w tej calej grze. To pewien straszny polonocentryzm, aby przypuszczac, ze Stalin by ryzykowal cala koalicje, wyniki wojny, po prostu za Warszawe. Nie wiemy tego na pewno, ale sa powody by myslec, ze Stalin bylby zdolny zmienic swoja postawe w obliczu pewnych warunkow, ale tych warunkow mu nie postawiono.
AMK : – Wlasnie o to mam nastepne pytanie, to jest przeciez istota Twojej ksiazki. Napisales w Powstaniu '44 i potem w liscie do mnie, ze zachodni alianci mogli probowac naciskow na Stalina, lecz w sposob oczywisty tego nie zrobili. Nie wiadomo, jak mowisz, jak Stalin by zareagowal, ze to jest polonocentryzm, przyjac, ze zaryzykowalby wszystko za Warszawe czy Polske. Ale czy Ty masz jakies konkretne poszlaki, by sadzic, ze moglo to bylo odniesc skutek, a np. nie doprowadziloby do odrebnego pokoju Stalina z Hitlerem, czego zachodni alianci bardzo obawiali sie?ND : – Po prostu nikt niczego nie wie o tym, jakie byly dyskusje na Kremlu od samego poczatku sierpnia, do polowy sierpnia 1944, kiedy Stalin podjal wyrazna decyzje, by rzucic Armie Czerwona na Balkany. Nikt tego nie wie. Ale jest oczywiste, ze rozwazal on reakcje Zachodu, bo przeciez z Ameryki i Wielkiej Brytanii przychodzily ogromne dostawy dla Armii Czerwonej. Po drugie juz wtedy Stalin byl zaangazowany w przygotowywanie urzadzenia Europy po wojnie. I kto wie... Jesli przede wszystkim Roosevelt chcialby grac, oczywiscie spokojnie, presja... Zachod mial bardzo powazne karty dyplomatyczne. Mogli byli grac spokojnie, politycznie, dyplomatycznie, i zobaczyc jaka bylaby reakcja Stalina. Dlaczego nawet nie sprobowali?
Stalin wiedzial, chocby od Churchilla – Churchill nie kryl swego niezadowolenia i na skale dyplomatyczna uzywal wobec Stalina jezyka dosyc brutalnego... Musialo wiec byc rozwazane na Kremlu, co bedzie, jesli Roosevelt wezmie strone Churchilla?
Powtarzam, dotad nie znamy zadnych sowieckich dokumentow o tym. Wiemy natomiast od strony amerykanskiej, ze rozni wysocy amerykanscy politycy, np. Harriman, ktory byl amerykanskim ambasadorem w Moskwie, mowili Rooseveltowi o potrzebie uzycia takiego argumentu, ze "my wam dostarczamy te wszystkie dostawy, teraz przyszedl czas, ze wy musicie cos dla nas zrobic". Wiec to nie jest fantazja uwazac, ze Zachod mogl cos zrobic. Niektorzy politycy na Zachodzie bardzo dobrze o tym wiedzieli i nawet byli za tym.
AMK : – No dobrze. To dlaczego nic nie zrobili? Bali sie? Nie chcieli komplikowac sytuacji?ND : – Podstawowym podejsciem Amerykanow bylo, ze oczywiscie nie mozemy draznic Stalina, ze nie mozemy ryzykowac, ze Zwiazek Sowiecki przestanie walczyc z taka determinacja, jaka dotad mial od lata 1941. Istnieje argument, ze jesli Roosevelt powiedzialby Stalinowi cos bardzo twardo o Powstaniu, to Stalin zareagowalby bardzo negatywnie, ale tego nie wiemy, nie mamy na to dokumentow. Choc oczywiscie, z punktu widzenia Rosji, Polska byla drugorzedna w porownaniu z dobrymi stosunkami z Waszyngtonem.
AMK : – Mowisz kilkakrotnie o braku dokumentow z owczesnych narad na Kremlu na temat Powstania i mozliwej reakcji zachodnich aliantow. Czy gdy byles w Moskwie w kwerendzie za dokumentami o Powstaniu, czy ktos tam zrobil do Ciebie jakas aluzje do tego, ze takie dokumenty istnieja, lecz nie moga ich pokazac?ND : – Nie. Nie mialem szerokich kontaktow z Rosjanami, z historykami rosyjskimi. Archiwisci nie wykazali jakiejs specjalnej wiedzy o tym, co mi pokazali i nie pokazali. Ja mialem dostep tylko do dokumentow pochodzacych z NKWD, poza tym do raportow gen. Teliegina, glownego politruka pod Warszawa. To bylo specyficzne okno i widac, ze nie bylo dla Rosjan jasne, co sie dzieje w Warszawie; ktora grupa ma gore w podziemiu; jaki udzial maja Brytyjczycy, itd. Nie mialem, jak i zaden dotad historyk, dostepu do jakichkolwiek sowieckich politycznych dokumentow.
AMK : – Wrocmy do reakcji na Twoja ksiazke Rising '44. Najpierw na swiecie, reakcji anglosaskich, rosyjskich, a potem polskich.ND : – Reakcje sa w duzej mierze bardzo pozytywne. Ukazalo sie mnostwo recenzji, rozne male krytyki – jak mozna sie bylo spodziewac, ale i lawina pochwal.
AMK : – Od historykow wojny?ND : – Tak. Trzeba powiedziec, ze glowne zainteresowanie jest wsrod historykow drugiej wojny swiatowej. I wsrod nich – wojskowych, nie tylko politycznych. I oni, jakby wszyscy, uznaja, ze Powstanie Warszawskie bylo dotad slabo ukazane, niezrozumiane.
AMK : – A czy nie chodzi im o to, ze za bardzo oskarzasz Zachod o biernosc wobec losu Warszawy?ND : – Nie, nie mialem defensywnych reakcji od Anglikow czy Amerykanow. Byly takie glosy, ze ja niepotrzebnie krytykuje Roosevelta i Churchilla – glosy, o dziwo, od Polakow, od roznych, mozna powiedziec desperatow, ktorzy szukali amunicji przeciwko mojej tezie.
Teraz mozna juz krytykowac polityke Roosevelta i Churchilla bez wrogich reakcji. Natomiast bardzo ciekawe jest, ze srodowiska zydowskie milcza o jednym waznym elemencie ksiazki – o fakcie dwoch powstan w Warszawie. Wiemy np., ze wiekszosc Amerykanow nie slyszalo o drugim powstaniu i myla Powstanie Warszawskie z Powstaniem w Getcie Warszawskim. To jest zwiazane ze schematem Holocaustu, gdzie ofiarami sa wylacznie Zydzi. Natomiast nikt z powaznych recenzentow nie zrobil nawet uwagi o tym waznym, moim zdaniem, aspekcie ksiazki. Nie bylo reakcji rosyjskiej, nie widzialem zadnej recenzji rosyjskiej. Moge tylko powiedziec, ze uslyszalem tylko od sowietologow, ktorzy czesto sa bardziej prorosyjscy, niz sami Rosjanie, ale oni tez podziwiali powstanie, powiedzieli, ze dotad nie rozumieli, co to byl za ogromny wysilek, zas z punktu widzenia wojskowosci jaki to byl niesamowity sukces. Instrukcje byly przeciez, by wytrzymac przeciwko Niemcom do jednego tygodnia. I jesli powstancy wytrzymali prawie dziesiec razy dluzej, osiagniecie czysto wojskowe bylo nieslychane.
AMK : – A jakie jeszcze polskie reakcje, oprocz tego, jak powiedziales, ze broniono Roosevelta.ND : – Wiec, bardzo duzo szumu, masa pochwal, uznanie dla ksiazki, nagrody. I to wszystko jest, moim zdaniem, uznaniem dla szacunku, jaki ja wykazuje dla Armii Krajowej, dla Powstancow, ktorzy przegrali bitwe, ktorzy straszliwie cierpieli, przeszli straszne represje po wojnie itd. Dla mnie wazniejszy niz sam opis Powstania jest szacunek dla Powstania i Powstancow.
AMK : – Jak to pieknie mawial Jan Nowak-Jezioranski, Oni uratowali dusze narodu...ND : – Wlasnie. Ja jestem pod wrazeniem Jana Nowaka-Jezioranskiego, ktory niekiedy byl zaliczany do krytykow Powstania – ktory pierwszy, tuz przed powstaniem powiedzial w KGAK, ze powstanie nie moze liczyc na poparcie Zachodu – ale z drugiej strony bardzo cenil dziedzictwo Powstania, twierdzil, ze te ogromne straty nie byly zupelnie na marne.
Ale ja chcialem przede wszystkim zmienic te sytuacje, w ktorej ludzie w Polsce normalnie moga pluc na Powstanie, powtarzaja idiotyzmy i naiwnosci, oskarzaja dowodcow o czysty nacjonalizm.
Nadal istnieja marginalne glosy, ktore jeszcze teraz probuja utrzymac te dawna krytyke...
AMK : – Wobec tego, jesli chcesz o tym cos powiedziec: Jan Ciechanowski... Ciechanowski napisal w roku 1971, po angielsku, niezwykle krytyczna ksiazke o Powstaniu Warszawskim, The Warsaw Uprising. I ta ksiazka wyrobila, co najmniej w niektorych kregach, szczegolnie na Zachodzie, takie podejscie do Powstania, ze bylo to szalenstwo, sejmik generalow, zbrodnia... A obecnie Ciechanowski atakuje Cie bardzo ostro, bardzo osobiscie, nie przebierajac w oskarzeniach. Jest to rozpowszechniane nawet w Internecie.ND : – Tak, wiem o tym. Akurat przed momentem nie mialm na mysli Ciechanowskiego. Ja znam Jana Ciechanowskiego od lat. Ksiazka Ciechanowskiego nie jest zreszta o Powstaniu, lecz o polityce przed Powstaniem. Tylko. On sie nadal trzyma tej potepiajacej linii. Byl juz za to pod bardzo ostrym atakiem bylych powstancow w Londynie. Trzydziesci lat temu, kiedy jego ksiazka byla jedynym powaznym opracowaniem w jezyku angielskim, ja bylem pod wplywem jego argumentacji, argumentacji starszego kolegi, i dlatego w The God's Playground – w Bozym igrzysku, ktore przeciez bylo napisane w latach 1970. – ludzie o tym nie pamietaja – moje uwagi o Powstaniu Warszawskim byly bardziej krytyczne, niz moja opinia, ktora podtrzymuje teraz. Ja wtedy, piszac te zbiorcza historie Polski, nie przeprowadzilem glebszej kwerendy o Powstaniu. I pretensja Jana Ciechanowskiego o to, ze teraz zmienilem zdanie jest czyms niepowaznym. Ale nadal jest wsrod bylych powstancow pewna grupa, ktora ciagle nie chce slyszec niczego dobrego o Powstaniu. Jest to przykre dla mnie. Jestem zawsze gotow rozmawiac na poziomie argumentacji, ale nie na poziomie niepotrzebnych atakow osobistych. Tyle moge powiedziec o tym.
AMK : – Prosze, moze skomentuj to, co Ci juz wczoraj sugerowalem, abys teraz zajal sie okresem powojennym w Polsce, terrorem, systemem komunistycznym, czego zreszta dotykasz w Powstaniu '44. Powstanie jest dla wielu Polakow taka swietoscia, a trzeba bylo Normana Daviesa, zeby cos sie ruszylo wsrod historykow, zeby powstalo cos syntetycznego, cos wiecej niz cenne skadinad osobiste relacje. Moze tutaj tez by trzeba?ND : – Wiesz, ja od poczatku mialem zamiar pisac o Powstaniu w szerszym kontekscie. Kiedy budowalem te konstrukcje ksiazki, szybko zorientowalem sie, ze trzeba pisac od poczatku wojny i rowniez grubo po wojnie, zeby zrozumiec nie tylko los powstancow, ale kontekst w ktorym Powstanie bylo opisywane i rozumiane. Niestety PRL, bardzo dla Polakow szkodliwy okres, zostawila swoje dziedzictwo. Napisalem te ksiazke, bo w polowie lat 1990. zorientowalem sie, ze zaden historyk w Polsce nie przygotuje porzadnej syntezy Powstania. Na 50. rocznice Powstania nie bylo w zasadzie nic nowego. Duzo dobrych wspomnien i faktograficznych opracowan. Andrzej Kunert zrobil wspaniale rzeczy w tej ostatniej kategorii, tylko, ze to nie jest interpretacja, to nie jest synteza. I pomyslalem sobie, ze przykre byloby, gdyby do 60. rocznicy nie bylo powaznej syntezy.
AMK : – Ale dokladnie to samo dotyczy pozniejszego okresu terroru komunistycznego. Sa rozne wspomnienia wiezienne, Andrzej Kunert robi kalendaria terroru, ale znowu nie ma syntezy tego okresu.ND : – Tak jest, ale ja mam inne rzeczy na warsztacie. Jednakze bardzo potrzebne dla zdrowia narodu jest, by te czarne okresy byly dokladnie zbadane i pokazane, bo inaczej zostawiaja one trucizne w organizmie. Od momentu powrotu niepodleglosci, 15 lat temu, widac wyrazna niechec Polakow do oczyszczenia sie z tej trucizny. Przykladem sa teraz te teczki. Nikt chyba nie przezyl okresu PRLu bez ubrudzenia sie w tym w mniejszym lub wiekszym stopniu. Teraz przezyliscie juz 15 lat wolnosci, sa nowe czasy, nie ma obawy powrotu komunizmu, najwyzszy czas, zeby ktos zabral sie do takiej syntetycznej roboty.
AMK : – No to dobre pytanie na zakonczenie: Teraz jestes znowu przez dluzszy czas w Krakowie, po czterdziestu latach od Twojego pierwszego dluzszego tutaj pobytu. Stales sie tutaj pewnego rodzaju "celebrity". Jak teraz postrzegasz Polske?
...Nie wiem, czy ja mam tu dobry "punkt siedzenia", zeby wyrazic punkt widzenia...
(fot. Andrzej Kobos)
ND : – [smiech] Nie wiem, Andrzej, czy ja mam tu dobry "punkt siedzenia", zeby wyrazic punkt widzenia... Korzystam z wszystkiego co jest dobre i wygodne w Polsce, jestem emerytem, nie jestem bezrobotny, nie brakuje mi niczego. Ja widze pewne rzeczy, ale chyba nie czuje prawdziwego klimatu w Polsce. Powiedzialbym jednak, ze Polska, mimo wszystko, mimo tego cyrku politycznego, robi wyrazne postepy. Ze zycie jest lepsze dla wielu Polakow, choc nie wszystkich. Sa resyntymenty, jest ta dawna trucizna, ale mimo wszystkiemu Polska idzie do przodu. Polska ma ciagle problemy, ale Polska ma i duza szanse.Ja jestem historykiem dlugoterminowych pradow i zmian. Polska nie miala przez najmniej 350 lat takiego okresu bezpieczenstwa, gdy nikt Polsce nie zagraza, gdy dobrobyt idzie do przodu, a nie do tylu, i kiedy mlodsze pokolenie moze patrzec optymistycznie w przyszlosc. Dotychczas bylo odwrotnie.
AMK : – Czy nie wydaje Ci sie, jak mnie, ze znowu budzi sie ten polskie warcholstwo, pieniactwo, ze Polacy sa dobrzy tylko w momencie zbiorowego zagrozenia, a gdy jest w miare bezpiecznie, to sie kloca w skali narodowej? I to jest odrazajace.ND : – Wiesz, mozna tak powiedziec, ale inaczej nie mozna sie spodziewac. Kultura demokracji rosnie powoli, organicznie. To nie jest cecha tylko polska albo narodowa. To jest cecha wszystkich spoleczenstw, ktore przezyly bardzo dlugi okres represji i w ktorych brak jest owego civil society. Przyklad tego jest we Wloszech. Nie jest tam o wiele lepiej, a bylo znacznie gorzej przez dlugo po wojnie. Wlochy mialy niemal podobnie dlugi okres faszyzmu, jak Polacy komunizmu, a wczesniej wieki rozdrobnienia. Nie bylo solidnego panstwa wloskiego. W Polsce bylo podobnie. Ciekawa jest Hiszpania – wyglada, ze wyszla z tego marazmu faszyzmu. W Polsce, mowilismy juz to wczesniej, ciazy dziedzictwo PRLu i trzeba wyczyscic te rozne trucizny, falsz ze ideologia postkomunistyczna jest rownie zdrowa, jak inne demokratyczne ideologie. A tu przeciez nie ma porownania, czas by Polska wyszla z tych zludzen.
Na koniec, ja zawsze porownuje Polske z Irlandia. Za moich mlodych lat Irlandia byla jeszcze mala i biedna, byla krajem z ktorego co drugi Irlandczyk szukal pracy albo w Anglii albo w Ameryce, gdzie kultura byla pod pieta kosciola, itd. A teraz, w czterdziesci lat pozniej, Irlandia jest bogatsza per capita od Wielkiej Brytanii. Bezrobotni Anglicy szukaja pracy w Dublinie. Wszystko zmienilo sie w ciagu jednego pokolenia dzieki kontekstowi Unii Europejskiej.
Polska teraz ma podobne perspektywy. Czy z nich skorzysta – nie wiem. To juz pytanie nie do historyka...
...To juz pytanie nie do historyka...
(fot. Andrzej Kobos)
Krakow, 15 lutego 2005.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||