Pamięci Jana Nowaka-Jeziorańskiemu w hołdzie
DAR ŻYCIA DLA RZECZPOSPOLITEJ
JAN NOWAK-JEZIORAŃSKI (1913-2005)
ANDRZEJ M. KOBOS
O Janie Nowaku-Jeziorańskim można powiedzieć, że Polskę nosił, miał w sobie. Polska była Jego życiem. Wolna Polska.Po ucieczce z niewoli niemieckiej w 1939 r., podczas okupacji niemieckiej najpierw działał w antyniemieckiej propagandowej Akcji N, potem jako kurier Armii Krajowej dwukrotnie "wyniósł" Polskę Walczącą w wolny, też walczący świat. Pierwszą, dramatyczną podróż kurierską do Wielkiej Brytanii odbył w roku 1943 przez Szwecję.
Naczelny Wódz RP Gen. Kazimierz Sosnkowski
Dekoruje Jana Nowaka Orderem Wojennym Virtuti Militari, 1944.
(www.swp.org.pl)
W lipcu 1944 wrócił do Polski brytyjskim samolotem, który przyleciał po zdobytą przez AK niemiecką rakietę V1. Powstanie Warszawskie przeżył w Warszawie, a po upadku Powstania, z żoną Jadwigą-"Gretą" wywiózł w grudniu 1944 pociągiem z Polski przez Niemcy do Szwajcarii a stamtąd do Anglii pierwsze oficjalne raporty Podziemia o Powstaniu. Tę część swego życia opisał potem w swoich wspomnieniach zatytułowanych Kurier z Warszawy (Odnowa, Londyn 1978).
Jan Nowak (z prawej) na jednym z lotnisk wojskowych,
prawdopodobnie pprzed odlotem do Polski, wiosna 1944.
(www.swp.org.pl)
Po wojnie, gdy Polską zawładnął powolny Sowietom komunistyczny, dyktatorski reżim, o wolną Polskę Jan Nowak walczył z oddali – niezwykle skutecznie w eterze przy pomocy fal Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Przez ponad dwadzieścia dalszych lat zabiegał o interesy wolnej Polski w centrum potęgi wolnego świata – w Waszyngtonie.Do wolnej Polski wrócił na stałe po 47 latach, wiosną 2002, i w wolnej Polsce umarł.
Otrzymał był dar życia nie tylko dobrego, ale niezłomnego i rozumnego, bez reszty poświęconego Rzeczpospolitej, Jej – naszemu wspólnemu dobru. Służenie Polsce było dobrowolnie przyjętą misją Jego długiego życia i tę misję zakończył w Warszawie w nocy 20/21 stycznia 2005.
Jeżeli kpt. Jan Nowak, VM, meldował niedawno swoje przybycie Najwyższemu, zapewne, z pełną wiarygodnością powiedział: "Mission accomplished" – "Misja spełniona".
A wśród nas, pozostałych tutaj, trafne podsumowanie jego misji w imieniu Rzeczypospolitej wypowiedział 26 stycznia 2005 w Katedrze Warszawskiej Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski:
"Jan Nowak Jeziorański był człowiekiem, który w każdych warunkach pełnił służbę. Obywatelem, który daje świadectwo i rozpala w ludziach nadzieję. Polska była jego obsesją. Polska była jego wielkim marzeniem i codziennym wyzwaniem. W ogromnym stopniu to właśnie jemu zawdzięczamy naszą dzisiejszą wolność, niepodległość i bezpieczeństwo".* * *
Wśród szeregu wybitnych ludzi, z którymi dane mi było zetknąć się osobiście i bliżej przez pewien okres czasu był Jan Nowak-Jeziorański. (Jego rodowe nazwisko Zdzisław Jeziorański pojawiło się publicznie dopiero stosunkowo niewiele lat temu.)Moje kontakty i pewna współpraca przez prawie dziesięć lat i, śmiem powiedzieć, przyjaźń z Janem Nowakiem-Jeziorańskim były jednym z najwartościowszych wydarzeń mojego życia.
Poniżej spróbuję w skrócie spisać moje dalsze i bliższe z Nim spotkania. Będzie to wspomnieniowy zapis, niezupełnie chronologiczny, z dygresjami i opisami tła niektórych naszych kontaktów.Dla mnie osobiście jest swoistym i dobrym zrządzeniem losu, że to moje wspomnienie o Janie Nowaku-Jeziorańskim zacząłem pisać w Polsce, w tak moim Krakowie. Przed wyjazdem w styczniu 2005 ze Szwecji do Polski, planowałem odwiedzić w Warszawie ciężko chorego Pana Jana. Już nie zdążyłem...
- Głos Wolnej Polski
Jan Nowak wygłasza pierwsze przemówienie do Kraju
w audycji inauguracyjnej Głosu Wolnej Polski RWE 3 maja 1952 r.
(Wojna w eterze)
Jan Nowak-Jeziorański, a raczej po prostu Jan Nowak, był człowiekiem, którego głos po raz pierwszy usłyszałem przez Radio Wolna Europa – Głos Wolnej Polski w roku 1953. Niespełna 10-letniego chłopaka, mój Ojciec uznał mnie już za tak rozsądnego, że pozwolił mi słuchać razem z nim Głosu Wolnej Polski, którego dyrektorem był Jan Nowak. Choć niemiłosiernie zagłuszana, Wolna Europa była jednak słyszalna w naszym przedwojennym szwedzkim aparacie radiowym Electric, oczywiście lampowym. Najpierw wysyłał mnie Ojciec na zewnątrz, pod okna naszego domu na Iwańskiego 24 w Wadowicach, bym sprawdził, czy na ulicy nie słychać, czego on słucha przez radio.Treści tamtych audycji oczywiście już nie pamiętam, lecz dobrze pamiętam zapowiedzi spikera: "Teraz do naszych słuchaczy przemówi dyrektor naszej rozgłośni Jan Nowak" – i Jego raczej niski i lekko chrypliwy głos, który bezpośrednio miałem usłyszeć dopiero w roku 1992. Pamiętam np., że co roku Jan Nowak wygłaszał swego rodzaju noworoczne orędzie do słuchaczy.
I tak słuchałem Głosu Wolnej Polski Radia Wolna Europa przez cały okres szkolny i gimnazjalny, rzadko tylko zagłuszanego zupełnie skutecznie. Pamiętam audycje RWE w roku 1955, w jakiś czas po ucieczce wysokiego dygnitarza UB Józefa Światły, potem audycje o powstaniu w Poznaniu w czerwcu 1956 oraz w okresie Października 1956, nawołujące Polaków do umiaru. Potem, audycje RWE w okresie gomułkowskim i odejścia Gomułki od haseł Październikowych broniące Październikowych zdobyczy a w kilka lat później informujące o pierwszych inicjatywach opozycyjnych w komunistycznej Polsce.
Jan Nowak-Jeziorański, lata 1960.
(www.swp.org.pl)
Od jesieni 1961 w Krakowie, w okresie moich studiów uniwersyteckich, u pp. Olesiów na Sobieskiego 14, gdzie mieszkałem, radio było po prostu stale nastawione albo na muzykę, albo na Rozgłośnię Polską Radia Wolna Europa. Przed końcem studiów i w pierwszych latach po studiach regularnie słuchałem RWE w moim już mieszkaniu przez odbiornik radiowy Turandot. Pamiętam wrażenie, z jakim wysłuchałem pożegnalnego przemówienia radiowego Jana Nowaka 31 grudnia 1975, gdy po nieomal 24 latach odchodził na emeryturę z dyrektorowania Sekcji Polskiej RWE.* * *
W roku 1979 w Anglii przeczytałem słynne wojenne wspomnienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego pt. Kurier z Warszawy, napisane przez Autora w domku na przełęczy Pass Thurn w Alpach w 1976 r., a wydane w roku 1978. (Kieszonkowe wydanie Kuriera z Warszawy przeszmuglowałem wtedy do Polski i tam potem zostawiłem.) Już po pozostaniu na stałe na Zachodzie, po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, przeczytałem tom jego esejów pt. Polska pozostała sobą i dwa tomy jego wspomnień z okresu pracy w RWE, zatytułowane Wojna w eterze i Polska z oddali.
- Wróg Nr 1 reżimu PRL
Jan Nowak-Jeziorański odszedł z Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, ale nie zniknął ze świadomości ludzi w Polsce i poza Polską. Wiadomo było, że był bardzo czynny politycznie w Waszyngtonie.
Przez ponad 45 lat propaganda PRL rozprzestrzeniała rozmaite fałszywki i jadowite ataki osobiste na Jana Nowaka-Jeziorańskiego a nawet anonimowe pogróżki wykonania wyroku śmierci, który zresztą formalnie nigdy nie został wydany w PRL. Były np. słynne opowieści kpt. Czechowicza (też musiał być to kapitan!), agenta peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa działającego przez kilka lat w RWE w Monachium; były wyjątkowo perfidne twierdzenia, że Zdzisław Jeziorański podczas okupacji niemieckiej był niemieckim agentem wzbogacającym się na dobytku wymordowanych Żydów; były paszkwile publikowane przez kilku nienawistnych i niespełnionych współpracowników Jana Nowaka w RWE, np. Kazimierza Zamorskiego.
Faktem jest, że Jan Nowak był szefem twardym, bardzo wymagającym i dominującym, niekiedy apodyktycznym – rzecz konieczna w takiej eksponowanej instytucji, pracującej w takich warunkach "oblężenia", jak RWE. Nie mniej, Jan Nowak dawał wszystkim współpracownikom szansę dobrej pracy, a licznym z nich dopomógł życiowo. Działał w ciągłym stresie, w atmosferze ciągłego zagrożenia swojej instytucji i swojej osoby ze strony służb specjalnych PRL i innych krajów bloku sowieckiego.
Bodajże ostatnia publiczna wypowiedź Jana Nowaka Jeziorańskiego późną jesienią 2004 w Warszawie dotyczyła ujawnienia przez Instytut Pamięci Narodowej z archiwów bezpieki, że Wiktor Trościanko, w RWE zajadle antykomunistyczny autor stałej audycji "Odwrotna strona medalu", był (prawdopodobnie niepłatnym) informatorem UB/SB a nawet nienawistnym inspiratorem ich fałszywek i potencjalnie groźnych prowokacji wobec ówczesnego dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE. Teraz, Jan Nowak-Jeziorański był tym prawdziwie zaszokowany, ale przypomniał, że RWE była przez kilkadziesiąt lat na pierwszej linii frontu walki z komunistycznym reżimem w Polsce.
Z pewnej perspektywy, zaciekłość komunistycznych ataków na Jana Nowaka-Jeziorańskiego jest sama w sobie dowodem na to, jak wielkie szkody jego działalność wyrządzała reżimowi komunistycznemu w Polsce.
- W Waszyngtonie, DC
Jan Nowak-Jeziorański i jego żona Jadwiga – b. łączniczka Akcji N Jadwiga Wolska ps. "Greta" – poślubieni w Warszawie podczas Powstania, mieszkali w Annandale, Virginia, pod Waszyngtonem. Nie mieli dzieci.
Przez wszystkie te lata (do roku 1992) Jan Nowak-Jeziorański funkcjonował w mojej świadomości jako człowiek bardzo wybitny, niezwykle zasłużony dla Polski i jej niepodległości, choć ta przez wiele lat wydawała się przecież sprawą beznadziejną do zrealizowania.
Od roku 1977, przez szesnaście lat, Jan Nowak był jednym z ekspertów US National Security Council przy administracji trzech kolejnych prezydentów Stanów Zjednoczonych (Jimmy Cartera, Ronalda Reagana i George’a Busha (Sr.)). Później, w podeszłym już wieku, miał łatwy dostęp do Prezydenta Clintona. Bardzo żarliwie zabiegał w Waszyngtonie o interesy Polski. W okresie "Solidarności" i stanu wojennego nieprzerwanie orędował za Polską w administracjach Prezydentów Cartera i Reagana. Stał się bardzo sprawnym politykiem. Przyjaźnił się ze Zbigniewem Brzezińskim.
Publikował artykuły polityczne w polskiej prasie emigracyjnej i niekiedy amerykańskiej. Przyjaźnił się z wieloma wybitnymi politykami, politologami i byłymi żołnierzami Armii Krajowej. Spośród tych ostatnich wymienię tutaj nazwiska takie jak: Andrzej Pomian, Jerzy i Janina Zapadko-Mirscy, Stefan i Zofia Korbońscy. Bliskie kontakty łączyły go z czołowymi amerykańskimi działaczami żydowskimi; dążył do wzajemnego zrozumienia i pojednania Polaków i Żydów. Ściągnęło to na niego gniew i nienawistne pomówienia, szczególnie ze strony prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej, Edwarda Moskala.
- Głos z Waszyngtonu
Po czerwcu 1989 zaczął często bywać w Polsce. Przyleciał do Warszawy wkrótce po utworzeniu rządu Tadeusza Mazowieckiego i zadeklarował mu poparcie. Istotnie dopomógł w uzyskaniu przez Polskę znacznej redukcji długów, szczególnie wobec Stanów Zjednoczonych. W Waszyngtonie był jakby nieoficjalnym protektorem odradzającej się Rzeczpospolitej, a w Polsce wartościowym i rozsądnym głosem z Waszyngtonu.
Był zwolennikiem Lecha Wałęsy, popierał go w Stanach Zjednoczonych, a potem i w Polsce. W roku 1995, w grupie Prezydenta Wałęsy, był obecny podczas debaty telewizyjnej Lecha Wałęsy z Aleksandrem Kwaśniewskim przed wyborami prezydenckimi. Opowiadał mi, że później ktoś zapytał go, dlaczego w pewnym momencie miał tak ponurą minę. Odpowiedział wtedy: "Zdałem sobie sprawę, że w tym momencie Wałęsa przegrywał wybory". Nie mniej, Jan Nowak, rozumny i odpowiedzialny, szybko zorientował się, że Prezydent Aleksander Kwaśniewski okazuje się być bardzo dobrym i pożytecznym dla Polski politykiem. Stanął twardo po stronie Prezydenta. Powiedział mi kiedyś, że ogromnie cenił Prezydenta Kwaśniewskiego.
W roku 1991 Jan Nowak Jeziorański otrzymał Doktorat Honoris Causa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. (Jakże trafnie, gdyż, choć pochodził z Warszawy, w Poznaniu przed wojną studiował i tam robił doktorat, który przerwał mu wybuch wojny.) Z tej okazji wygłosił na UAM piękny wykład doktorski zatytułowany "Pokolenie wielkiego dramatu" (Tygodnik Powszechny 22/1991). Jeśli już mowa o pochodzeniu, to jeden z jego przodków w bocznej linii, Jan Jeziorański, podczas Powstania Styczniowego był członkiem Rządu Narodowego Romualda Traugutta i z nim został powieszony przez Rosjan w warszawskiej Cytadeli w roku 1864.
Od roku 1991 Jan Nowak Jeziorański publikował swoje eseje historyczne i polityczne w Tygodniku Powszechnym. Szczególnie istotna i trafna była jego rozmowa z Piotrem Mucharskim i Andrzejem Romanowskim w Tygodniku Powszechnym pt. "Długi cień PRL-u" (TP 37, 12 września 1993). Wskazał tam, że "zamazaniu ulega cezura między Polską wasalną a Polską suwerenną".
Kilkakrotnie pisał o kłamliwych tłumaczeniach gen. Jaruzelskiego o rzekomej konieczności wprowadzenia stanu wojennego. W kilka lat później, bodajże w 1999 r., wziął udział w konferencji na temat stanu wojennego w Polsce, na której byli obecni dawni wysocy wojskowi sowieccy. Powiedział mi, że nie potwierdzili oni twierdzeń Jaruzelskiego (ku niezadowoleniu tegoż) o nieuchronnej inwazji sowieckiej na Polskę w grudniu 1981. Nie mniej, już w 1993 r. Jan Nowak podkreślał "zachowanie się bez zarzutu" Jaruzelskiego po tym, gdy został on pierwszym prezydentem III Rzeczpospolitej
* * *
Niebagatelnej wartości dla obecnych i przyszłych historyków, jest to, że w roku 1996, Jan Nowak-Jeziorański dopomógł w wynegocjowaniu przekazania kopii tysięcy oryginalnych audycji Rozgłośni Polskiej RWE do Państwowego Archiwum w Warszawie. Z tej okazji, w czerwcu 1996, Prezydent Stanów Zjednoczonych Bill Clinton powiedział:"During some of the darkest hours of contemporary Polish history, Radio Free Europe served as a beacon of hope that enabled many of Poland's greatest leaders and artists to broadcast words of inspiration to their fellow citizens.""Podczas jednych z najciemniejszych chwil współczesnej polskiej historii, Radio Wolna Europa była światłem przewodnim nadziei, które umożliwiało największym przywódcom i artystom Polski nadawać słowa inspiracji do swoich rodaków".
W roku 1999 Jan Nowak-Jeziorański przekazał część swojego osobistego archiwum do Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. Później do Ossolineum przekazał również swój i żony duży zbiór "poloników".
- Początek naszych kontaktów
W jesieni 1992 roku nastąpiła fundamentalna zmiana jakościowa w moim, dotąd pośrednim, rzec można medialnym, postrzeganiu Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Zaczęły się moje osobiste kontakty z Janem Nowakiem-Jeziorańskim, trwające praktycznie do jego powrotu do Polski w roku 2002.
Latem 1991 w Kanadzie, gdy mieszkałem i pracowałem w Kingston, Ontario, poznałem w Ottawie Pana Henryka Kozłowskiego. Por. Henryk P. Kozłowski ps. "Kmita", był podczas okupacji żołnierzem Batalionu "Zośka" w Warszawie. W Powstaniu Warszawskim walczył w ramach Zgrupowania "Radosława" AK. Po upadku Powstania, ranny nie poszedł do niewoli. Wkrótce potem stał się aktywnym członkiem tzw. "Drugiej Konspiracji", najpierw w organizacji NIE, a później w Delegaturze Sił Zbrojnych. 24 grudnia 1948 jako jeden z trzech pierwszych byłych żołnierzy Zgrupowania Radosława został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Po ciężkim śledztwie został skazany na karę śmierci, której nie wykonano. W więzieniach Mokotowskim i we Wronkach przesiedział osiem lat. Wyszedł w roku 1957. W latach 1960. wyjechał do Kanady.
Z Henrykiem Kozłowskim i Panią Haliną Kozłowską zaprzyjaźniłem się natychmiast i to bardzo blisko. Bardzo często jeździłem do nich na weekendy do Dunrobin pod Ottawą. W okresie kilku lat, ta przyjaźń to było wielkie moje intelektualne, życiowe i emocjonalne doświadczenie, niezwykle pouczające. Z "Kmitą", człowiekiem o ogromnej dyscyplinie myślowej, przegadaliśmy dosłownie setki godzin. W większości o okresie okupacji niemieckiej w Warszawie, późniejszym terrorze komunistycznym w Polsce, więzieniach, ofiarach... O zbrodniach stalinowskich w Polsce, o konkretnych ludziach zamordowanych przez UB lub, częściej, niewinnie straconych w więzieniach przez komunistów. Jedyną ich "winą" był niezłomny patriotyzm. "Kmita" szczególnie często powracał wspomnieniami do Janka Rodowicza-"Anody", VM, żołnierza Batalionu Zośka, zamordowanego przez UB na Koszykowej 7 stycznia 1949. "Kmita" miał poczucie swego rodzaju porzucenia rannego towarzysza broni na polu bitwy. Świadomość bezkarności stalinowsko-bierutowskich oprawców przez kilkadziesiąt lat nie dawała mu spokoju. Ja z kolei w tym okresie opracowywałem wspomnienia pani Janiny Fieldorfowej, wdowy po Generale Emilu Fieldorfie-"Nilu", VM, dowódcy Kedywu KG AK, straconym w więzieniu Mokotowskim w Warszawie 24 lutego 1953.
* * *
I tak wczesną jesienią 1992 roku, pewnego sobotniego wieczoru, w kuchni pp. Kozłowskich w Dunrobin, ON, podczas dyskusji Henryka Kozłowskiego i mojej, zrodził się wspólny pomysł napisania listu otwartego do najwyższych władz Rzeczpospolitej Polskiej, dopominającego się o wymierzenie spóźnionej sprawiedliwości żyjącym jeszcze bestialskim oprawcom stalinowskim i "prawnikom" tego terroru. Henryk jednakże słusznie zauważył, że nasze nazwiska nie były dość znane w Polsce, aby zapewnić właściwy odbiór i oddźwięk takiego listu. I natychmiast wymyślił wciągnięcie w to Jana Nowaka-Jeziorańskiego. W jednej rozmowie telefonicznej z nim uzyskał jego pełne zaangażowanie w tej sprawie. Odtąd sprawy praktyczne i komunikację z Janem Nowakiem przejąłem ja.Na początku listopada 1992 Jan Nowak przyjechał do Toronto. Osobiście poznałem go 8 listopada 1992 na jego spotkaniu z torontońską Polonią. Następnego dnia spędziłem z nim kilka godzin w domu jego przyjaciół na Grenadier Road. Rozmawialiśmy o projektowanym liście, ale nie tylko o tym.
Jan Nowak-Jeziorański i Andrzej Kobos,
Grenadier Road, Toronto, ON, 9 listopada 1992.
Tego dnia Jan Nowak serdecznie zadedykował mi egzemplarz Kuriera z Warszawy.
Dedykacja Jana Nowaka-Jeziorańskiego Andrzejowi Kobosowi w książce Kurier z Warszawy.
Opowiedział mi sporo o swoich dawniejszych kontaktach z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim i Jerzym Giedroyciem. O Redaktorze Jerzym Giedroyciu i jego polityce publicystycznej po 1989 roku powiedział mi: "Giedroyc położył ogromne zasługi, ale to, co robi obecnie jest nie do przyjęcia. ... Herling-Grudziński musi bardzo boleć nad tym" [cytat z moich notatek – amk]. Nie wierzył, że Giedroyc mógł niegdyś powiedzieć do Gen. Andersa: "Piłsudskim Pan nie jest, Panie Generale". Według Jana Nowaka, gen. Anders był tego typu człowiekiem, że natychmiast powiedziałby na to Giedroyciowi, "Panie poruczniku, proszę wyjść". Wspomniał też o gen. Władysławie Andersie i gen. Klemensie Rudnickim i ich zrealizowanym potem planie bitwy o Monte Cassino.Opowiedział mi również, jak wkrótce po wojnie w Londynie, pracując równocześnie w BBC, spisywał i redagował wspomnienia gen. Tadeusza "Bora"-Komorowskiego. W roku 1951, Gen. "Bór"-Komorowski miał zresztą, obok BBC, spory udział w rekomendowaniu Jana Nowaka do Radia Free Europe. Opowiadał mi o cichych sponsorowaniach przez Rozgłośnię Polską RWE kilku emigracyjnych polskich instytucji kulturalnych, np. londyńskich Wiadomości za czasów Redaktora Mieczysława Grydzewskiego i później, oraz paryskiej Kultury, mimo wielokrotnych ataków Kultury na Rozgłośnię Polską RWE i na niego osobiście.
* * *
W roku 2001 Ossolineum wydało wybór dwustronnej korespondencji Nowak-Giedroyc z lat 1952-2000, którą Jan Nowak przekazał tam w roku 1999. Wiadomo było od lat, że ich wzajemne stosunki miewały bardzo trudne okresy. Mimo dawnych sporów i trudności, w liście do Jerzego Giedroycia z 15. 08. 2000, Jan Nowak widzi ich przeszłe stosunki jako "pouczający przykład kultury politycznej dla pokolenia ich następców". Dwa ostatnie ich listy, Jana Nowaka 23. 08. 2000 i Jerzego Giedroycia z 06. 09. 2000 (wysłany faksem) dyskutowały możliwość ich bliskiego spotkania w Maisons Laffitte. W tydzień później, 14 września 2000 r. Jerzy Giedroyc zmarł.Mimo różnic poglądów i, czego nie da się ukryć, napastliwości Giedroycia wobec niego, Jan Nowak-Jeziorański po śmierci Redaktora napisał ciepły artykuł o ich kontaktach, pt.. "Jerzy Giedroyc – współpraca i konflikty". Przysłał mi wtedy rękopis i zamieściłem ten tekst w Zwojach.
- List Otwarty "O sprawiedliwość i prawdę"
12 listopada 1992 r. wróciłem do Edmonton, po czterech latach pobytu i pracy we wschodniej Kanadzie. Zacząłem pracować na University of Alberta. Ważnym dla "sprawy" elementem był mój łatwy dostęp do faksu.
Wkrótce wysłałem Janowi Nowakowi pierwszy szkic listu, szereg informacji i nazwisk. W ciągu kilku następnych tygodni wspólnie zredagowaliśmy ostateczną wersję listu otwartego, który Jan Nowak zatytułował "O sprawiedliwość i prawdę". List zwięźle przedstawiał problem zbrodni stalinowskich w Polsce i dotychczasowy brak odpowiedzialności zbrodniarzy. Przykładowo opisywał trzy zbrodnie stalinowskie w Polsce: zamordowanie gen. Emila Fieldorfa-"Nila", por. Jana Rodowicza-"Anody" i rtm. Wiloda Pileckiego, bohatera z Auschwitz i Powstania Warszawskiego.
Jan Nowak asugerował, żeby pierwszą listę sygnatariuszy ograniczyć do kilkudziesięciu byłych żołnierzy Armii Krajowej o znanych nazwiskach (w większości kawalerów Orderu Wojennego Virtuti Militari) i do historyków Armii Krajowej i terroru komunistycznego oraz dziennikarzy piszących o stalinowskim terrorze. Wspólnie wybraliśmy na początek około 30 nazwisk. Jan Nowak sam uzyskał szereg podpisów znanych ludzi związanych z AK i kilku historyków. Listu nie podpisał Jan Karski, przedstawiając Nowakowi argument, że od dawna już nie był obywatelem polskim. Ja, za pośrednictwem Jana Nowaka, nawiązałem kontakt z Dr. Andrzejem Przewoźnikiem, wówczas Sekretarzem Rady Ochrony Pomników Walki i Męczeństwa w Warszawie, a obecnie jej Przewodniczącym. Nawiązałem też kontakt z historykiem konspiracji Andrzejem Kunertem. Andrzej Przewoźnik zebrał w Warszawie szereg podpisów pod Listem, kierując się sugestiami Jana Nowaka i moimi. Jan Nowak kierował całą sprawą. Wymienialiśmy stale faksy na linii Nowak-Kobos-Przewoźnik. (Przy okazji poznałem znakomitą umiejętność Jana Nowaka: zwięzłość sformułowań – dyscyplinę, której nauczył się był w RWE i później, pisząc memoranda do US National Security Council.) 14 grudnia 1992 Jan Nowak wygłosił nawet audycję w telewizji polskiej pt. "Zbiorowa odpowiedzialność czy zbiorowa nieopowiedzialność?" (w serii "Polska z oddali", nagraną w Waszyngtonie).
Pod koniec stycznia 1993 przesłałem Andrzejowi Przewoźnikowi ostateczny tekst Listu Otwartego "O sprawiedliwość i prawdę" i listę sygnatariuszy. Lista ta zawierała 30 nazwisk, w tym Henryka Kozłowskiego i moje. Andrzej Przewoźnik zaniósł ten list do Gazety Wyborczej, która opublikowała go 28 stycznia 1993 (nr 23/1102). (W Gazecie Wyborczej "omyłkowo" opuszczono spośród sygnatariuszy nazwisko Józefa Garlińskiego. A mnie później dostało się nieco od Władysława Bartoszewskiego za zamieszczenie przy jego nazwisku sygnatariusza jego ówczesnego stanowiska: "Ambasador RP w Austrii").
W okresie kilkunastu następnych dni nasz List Otwarty przedrukowało kilka najpoważniejszych gazet w Polsce. Gazety publikowały również nazwiska nowych, spontanicznie dołączających się sygnatariuszy, publicznie znanych i mniej znanych, oraz solidaryzujące się listy od Czytelników. Natomiast Stefan Bratkowski opublikował w Gazecie Wyborczej aż dwa dyskusyjno-krytyczne artykuły o Liście (GW 27, 2 lutego 1993 i GW 54/ 5 marca 1993). Otrzymałem później z Polski spory materiał prasowy dotyczący Listu, który do dzisiaj przechowuję w moim archiwum.
List wywołał w Polsce bardzo duży odgłos. Znany był tam pod nazwą "Listu Jana Nowaka-Jeziorańskiego". W marcu 1993, w Warszawie dwoje dziennikarzy Gazety Wyborczej przeprowadziło wywiad z Janem Nowakiem Jeziorańskim. Opowiadał mi potem Jan Nowak, że zaczęli dość agresywnym pytaniem: "Czy Pan kiedyś w życiu komuś wybaczył?" (Tak, jakby nie rozróżniali o co i kogo tu chodziło, zresztą to pytanie opuścili w wydrukowanej wersji wywiadu pt. "Boję się rehabilitacji przeszłości", GW 20-21 marca 1993). W każdym razie, w drugim akapicie swej wypowiedzi Jan Nowak-Jeziorański sprostował genezę listu:
"Co do listu. Interweniowałem u mojego przyjaciela Adama Michnika w sprawie jego publikacji: w "Gazecie", bez mojej zgody, ukazało się zdanie stwierdzające, że list został opublikowany na prośbę Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Wskutek tego powstało mylne wrażenie, że to jest list Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Stwierdzam, że to nie odpowiada prawdzie. Inicjatorami listu są panowie: Henryk Kozłowski ps. Kmita z KEDYW-u, który przebywa na terenie Kanady, wieloletni więzień, były członek WiN-u, i pan Andrzej Kobos – historyk amator, ale dobry historyk amator, który był wychowany już w Polsce Ludowej. Ja jestem jednym z sygnatariuszy i wszystko, o czym będziemy mówili, to mój osobisty pogląd. Inni sygnatariusze listu mogą się ze mną nie zgadzać.Ponoć później (informacja od Jana Nowaka) mówiło się w pewnych kręgach w Warszawie, że nasz List Otwarty "O sprawiedliwość i prawdę" przyśpieszył proces Humera i kilkunastu innych oprawców z UB (w 1994 r.), a także w dużym stopniu zmienił atmosferę i podejście społeczne i polityczne do problemu ukarania zbrodniarzy stalinowskich w Polsce.
Ja zaś, obok ciepłych wcześniejszych słów od Jana Nowaka w faksach, otrzymałem wspaniały list wspólnie od Jana Nowaka Jeziorańskiego i Henryka Kozłowskiego (datowany 19 marca 1993) z podziękowaniem za mój udział w inicjatywie, redagowaniu i zbieraniu podpisów Listu Otwartego "O sprawiedliwość i prawdę". Dostałem także list z wyrazami uznania od Zbigniewa Brzezińskiego.
List Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Henryka Kozłowskiego-"Kmity"
do Andrzeja Kobosa z 19 listopada 1993.
- Przyjaźń
Moje bliskie kontakty z Janem Nowakiem-Jeziorańskim trwały nadal. Rozmawialiśmy dość często przez telefon, co kilka tygodni. Jan Nowak przysłał mi kilka swoich książek, lub po prostu dedykacje do nich. 1 maja 1993 w dedykacji do swojej książki W poszukiwaniu nadziei napisał mi:
Dedykacja Jana Nowaka-Jeziorańskiego Andrzejowi Kobosowi w książce W poszukiwaniu nadziei.
"Andrzejowi Kobosowi ze słowami szczerego uznania i życzeniami, by spełniły się nasze wspólne nadzieje."Myślę, że te nadzieje w dużym stopniu spełniły się. Prawie 12 lat później w Warszawie, w homilii na pogrzebie Jana Nowaka-Jeziorańskiego Arcybiskup Józef Życiński dał pewną odpowiedź na tę dedykację Pana Jana dla mnie, mówiąc o Nim:"Odchodził od nas w poczuciu wielkiego życiowego spełnienia, jako ten, który oglądać mógł nową ziemię swych zrealizowanych marzeń".
Jan Nowak przysyłał mi na świeżo faksem z Annandale, VA, rękopisy swoich artykułów publicystycznych. Wymienialiśmy, choć rzadziej, listy. Pan Jan nie miał sekretarki, nawet faks obsługiwał sam. Przygotowywał wspomnienia ze swego waszyngtońskiego okresu. Spieszył się. Miał poczuciem umykającego mu czasu. Bardzo często latał do Polski, co przecież musiało dla niego wiązać się ze znacznym wysiłkiem fizycznym.Pod koniec lipca 1993 jechałem z Kanady do Polski, po raz pierwszy od wyjazdu z Kraju 12 lat wcześniej. Przed wyjazdem zadzwoniłem do Jana Nowaka.
Telefon odebrała jego Żona, która powiedziała mi: – "Mój mąż leży w szpitalu w Warszawie na Hożej. Złamał na schodach obie nogi." Zmartwiony powiedziałem do niej: – "Pan Jan chyba bierze za dużo na siebie." Na to odpowiedziała mi: – "On uważa pracę dla Polski za swoją misję. Do końca."
* * *
26 lipca 1993 r – pierwsze moje kroki w kilka godzin po przylocie do Warszawy kieruję do szpitala rządowego na Hożej. Leży tam Jan Nowak ze złamanymi obiema nogami w okolicy kolan po upadku ze schodów. Po drodze kupuję pudełko pączków u Bliklego na Nowym Świecie. W serdecznej rozmowie rzucam tę samą uwagę: "Panie Janie, może bierze Pan na siebie zbyt wiele... w tych latach..." – "Panie Andrzeju, ja Polskę uważam za moją misję. Jest to dla mnie najważniejsze, póki mam siły." Pączków nie je, bo cukier..., ale szczerze mówi mi, że zjedzą je inni odwiedzający go. Przed następną moją wizytą w szpitalu, Andrzej Zachara, u którego zatrzymałem się w Warszawie, daje mi swój, jeszcze podziemnie wydany egzemplarz Kuriera z Warszawy, bym poprosił Autora o dedykację. W ortopedycznym łóżku Pan Jan pisze Andrzejowi, powinowatemu Generała "Nila", dedykację w tej broszurowej, cyklostylowej książce na szarym papierze.
Jan Nowak Jeziorański w szpitalu w Warszawie dedykuje
podziemne wydanie książki Kurier z Warszawy Andrzejowi Zacharze, 27 lipca 1993.
(fot. Andrzej Kobos)
List Otwarty otwiera przede mną wiele drzwi w Warszawie. Jestem gościem Profesora Aleksandra Gieysztora (jednego z sygnatariuszy) na Zamku Królewskim. Zaprzyjaźniam się z Andrzejem Kunertem i jego żoną Zosią. Przechodzimy na "ty". Z Andrzejem Przewoźnikiem też serdecznie przechodzimy na "ty". Poznaję osobiście Jerzego Zapadkę-Mirskiego, VM, ostatniego dowódcę Batalionu Parasol i jego żonę Janinę-"Scarlett", VM. Nawiązuje się między nami serdeczna przyjaźń, podtrzymywana później korespondencyjnie. Niestety w kilka lat później oboje po kolei nagle umierają, "Scarlett" w roku 1998, Jerzy Mirski w 1999. 49. rocznica Powstania Warszawskiego. W kwaterach powstańczych Cmentarza Wojskowego na Powązkach uroczystości. Tam i w następnych dniach spotykam się z kilkoma byłymi żołnierzami Zośki, Parasola i Miotły. Wśród nich ze szczególnie uroczym Stanisławem Sieradzkim-"Świstem" z "Zośki" i Drugiej Konspiracji, przyjacielem Henryka Kozłowskiego. Niektórzy z tych dawnych żołnierzy umrą w następnych kilku latach: Zygmunt Kujawski-"Dr Brom", Julian Deczkowski-"Laudański"...* * *
Wracam do Edmonton. Ponieważ równocześnie utrzymuję częsty kontakt telefoniczny z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim, rozmawiam z nim o Liście. Wcześniej już, Pan Gustaw w Dzienniku Pisanym Nocą z 1 kwietnia 1993 zrobił zapis o Liście Otwartym "O sprawiedliwość i prawdę" i o krytycznej reakcji Stefana Bratkowskiego. Jednocześnie opowiadam Janowi Nowakowi o moich kontaktach z Herlingiem, daję mu jego numer telefonu w Neapolu. Z mojej inicjatywy Jan Nowak nawiązuje znowu kontakt ze swym przyjacielem z dawnych lat Gustawem Herlingiem-Grudzińskim.* * *
W następnym roku, 1994, 50-lecie Powstania Warszawskiego. Jan Nowak-Jeziorański zaprasza mnie do Warszawy jako swego gościa na uroczyste obchody tej rocznicy. 29 lipca, w dzień po moim przyjeździe, w mieszkaniu Sławka Wycecha zrywa mnie telefon o 9. rano. Jan Nowak-Jeziorański: "Panie Andrzeju, za półtorej godziny spotykamy się w Zamku Królewskim. Spotkanie z Prezydentem Wałęsą". Z trudem zdążyłem. W portierni Zamku czeka już na mnie koperta z plikiem wejściówek i przepustek do sektorów rządowych na uroczystościach.Spotkanie byłych Powstańców z Prezydentem Wałęsą. Prezydent przemawia, dość bezbarwnie, dekoruje ich orderami. Po chwili dochodzi do jedynej mojej krótkiej rozmowy z Prezydentem Wałęsą. Mówię mu: "Panie Prezydencie, to już nie Powstaniec, ale za to dokładny rówieśnik Pana Prezydenta". – "Co to znaczy 'dokładny' rówieśnik?" – "Pan i ja mamy tę samą datę urodzenia." I tu błyskotliwa riposta Wałęsy: – "A o której godzinie się Pan urodził". – "O 10 wieczorem". – "A... to ja jestem starszy, bo o ..." Teraz już nie pamiętam, o której godzinie urodził się Lech Wałęsa, ale rankiem. Zamieniamy jeszcze kilka nic nie znaczących zdań o problemie odpowiedzialności zbrodniarzy stalinowskich.
Chodzę na wszystkie uroczystości rocznicowe, pokazy filmów, wystawy, promocje książek. Poznaję Adama Komorowskiego, syna Generała, i jego rodzinę. Później Pan Adam przysłał mi sporo odbitek materiałów z archiwum Ojca. 30 lipca popołudniu uroczystość na Placu Krasińskich. Są dawni chłopcy i dziewczęta z "Parasola". Jest Jan Nowak-Jeziorański ze Zbigniewem Brzezińskim i Ryszardem Kaczorowskim, ostatnim Prezydentem RP na Uchodźstwie.
Ryszard Kaczorowski i Jan Nowak Jeziorański
na Placu Krasińskich w Warszawie, 30 lipca 1994.
(fot. Andrzej Kobos)
Pan Jan przedstawia mnie Brzezińskiemu i Kaczorowskiemu. Robię kilka zdjęć, w tym zdjęcie Jana Nowaka z Brzezińskim.
Jan Nowak Jeziorański i Zbigniew Brzeziński
na Placu Krasińskich w Warszawie, 30 lipca 1994.
(fot. Andrzej Kobos)
Później, to zdjęcie tak spodoba się Janowi Nowakowi, że poprosi mnie o negatyw, by zrobić wiele powiększonych odbitek. Wbrew wszelkim regułom sztuki nie potrafię mu odmówić. I nie mam już tego negatywu.30 lipca rano nabożeństwo w kościele garnizonowym i pogrzeb prochów Gen Tadeusza Komorowskiego-"Bora" na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Nad grobem przemawia m. in. Jan Nowak-Jeziorański. W pięknej mowie cytuje m.in. zdanie z pamiętników adiutanta Goebbelsa von Ovena, w którym Goebbels jest pełen podziwu [sic!] dla walki i odradzania się Polski z popiołów i zgliszcz.
* * *
Pytam potem Pana Jana, skąd znał to zdanie Goebbelsa z pamiętników von Ovena? – "Od Andrzeja Pomiana". Już po powrocie do Edmonton, szukam tych pamiętników w bibliotece uniwersyteckiej. Okazuje się, że zostały wydane po niemiecku w Buenos Aires w roku 1950. I przez komputerowy katalog międzybiblioteczny znajduję tę książkę w jednej z bibliotek uniwersyteckich w Stanach Zjednoczonych. Sprowadzam ją przez "Interlibrary Loan". Plonem tego jest moja publikacja tego fragmentu (w tłumaczeniu Jacka Arkuszewskiego, z moim komentarzem) w Zeszytach Historycznych 122/1997 Instytutu Historycznego w Paryżu. A wcześniej, w 1995 r., w wydanym przez Czytelnik tomiku tekstów Jana Nowaka–Jeziorańskiego pt. Rozmowy o Polsce, pod tekstem swego przemówienia nad prochami Generała "Bora", Autor mógł zamieścić dokładny bibliograficzny odnośnik do owej książki Wilfreda von Ovena.* * *
Jan Nowak Jeziorański i Stanisław Broniewski-"Orsza"
po pogrzebie Gen. Tadeusza "Bora"-Komorowskiego,
Cmentarz Wojskowy na Powązkach, 30 lipca 1994.
(fot. Andrzej Kobos)
Po pogrzebie prochów Gen. "Bora"-Komorowskiego wracamy razem piechotą przez Cmentarz Wojskowy. Jan Nowak o lasce, Zbigniew Brzeziński i ja. Prowadzę ich na symboliczny grób Generała Emila Fieldorfa-"Nila". Symboliczny, bo nie ma szczątków straconego Generała. Nie wiadomo, gdzie wrzucili je komunistyczni kaci w 1953 roku. Nowak i Brzeziński stoją chwilę w zadumie po obu stronach grobu.
Zbigniew Brzeziński i Jan Nowak-Jeziorański
przy symbolicznym grobie Gen. Emila Fieldorfa-"Nila",
Cmentarz Wojskowy na Powązkach, 30 lipca 1994.
(fot. Andrzej Kobos)
Idziemy do wyjścia. Po drodze, w Alei Zasłużonych mijamy ogromny grobowiec Bolesława Bieruta, zagrodzony dość wysokim parkanem z zielonej blachy. Jan Nowak wybucha uradowanym śmiechem: "No, choć po śmierci Bierut jest w więzieniu!" Przypadkowi, przechodzący ludzie chwytają Jana Nowaka za ramię – "Niech Pan zostanie z nami." I Jego odpowiedź: – "Tam lepiej służę Polsce." Wróci do Polski dopiero za siedem lat. Podobnie zatrzymują Zbigniewa Brzezińskiego: – "Niech Pan zostanie i będzie naszym prezydentem". Brzeziński z uśmiechem odpowiada: – "Nie mogę".1 sierpnia rano uroczyste nabożeństwo na Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego (dawniej Zwycięstwa, Saskim). Upał. Przed uroczystością robię wiele zdjęć byłym Powstańcom. W tym Janowi Nowakowi, Aleksandrowi Gieysztorowi, Mirskim. Nikt z nich już dziś nie żyje...
Aleksander Gieysztor, Jerzy Mirski, Jan Nowak Jeziorański, nierozpoznany,
Plac Marszałka Józefa Piłsudskiego, Warszawa, 1 sierpnia 1994.
(fot. Andrzej Kobos)
Jerzy Zapadko-Mirski, Janina Lutyk-Mirska-"Scarlett", Jan Nowak-Jeziorański,
Plac Marszałka Józefa Piłsudskiego, Warszawa, 1 sierpnia 1994.
(fot. Andrzej Kobos)
Jest jeszcze Zbigniew Ścibor-Rylski – kpt. "Motyl", dowódca batalionu Czata-49 w Powstaniu. Robię mu dobre zdjęcie. On jeden z nich wszystkich dożyje sprawny 60. rocznicy Powstania.Na tej uroczystości siedzę kilka metrów od Prezydenta Wałęsy. Po jednej stronie Prezydenta Jerzy Mirski, po drugiej Stanisław Broniewski-"Orsza", ostatni dowódca Szarych Szeregów.
Jan Nowak przedstawia mnie wszystkim, jest niezwykle dla mnie miły.
Wieczorem na Placu Krasińskich uroczystość oficjalna. Przemawiają: prezydenci Polski Lech Wałęsa i Niemiec Roman Herzog, premier Wielkiej Brytanii John Major, przedstawiciel prezydenta Rosji Borysa Jelcyna, Siergiej Fiłatow. A później wstrząsające przedstawienie typu "światło i dźwięk" o bohaterstwie Powstańców i tragedii Warszawy. Siedzę wówczas obok Jana Nowaka, Zbigniewa Brzezińskiego i państwa Komorowskich.
Jan Nowak-Jeziorański,
Plac Krasińskich, Warszawa, wieczorem 1 sierpnia 1994.
(fot. Andrzej Kobos)
Następnego dnia spotykam się z Jerzym i Janiną Mirskimi. To okaże się być ostatnim naszym spotkaniem twarzą w twarz.3 sierpnia idę do sądu na kolejną rozprawę w procesie Humera i kilkunastu innych oprawców z UB. Zeznają właśnie byli żołnierze "Zośki": Anna Jakubowska-"Paulinka", Stanisław Krupa-"Nita" i Julian Deczkowski-"Laudański". Jeden z oskarżonych, Tomporski, torturował ich w 1949 roku.
5 sierpnia odsłonięcie tablicy upamiętniającej wyzwolenie w Powstaniu obozu dla Żydów "Gęsiówka". Na Woli nie ma już po "Gęsiówce" śladu. Tablicę na bloku mieszkalnym przy ul. Anielewicza 34 odsłaniają m. in. Stanisław Broniewski-"Orsza", b. dowódca Szarych Szeregów, kpt. Wacław Micuta-"Wacek",VM, dowódca czołgu, którym wjechał do "Gęsiówki" i otworzył tak drogę natarciu żołnierzy "Zośki", i ambasador Izraela. Jednym z mówców na tej uroczystości jest Jan Nowak-Jeziorański.
Jan Nowak-Jeziorański przemawia po odsłonięciu tablicy
w miejscu obozu Żydów "Gęsiówka" w Warszawie, 5 sierpnia 1994.
(fot. Andrzej Kobos)
Po kilku dniach żegnam się z Janem Nowakiem-Jeziorańskim i wyjeżdżam do Krakowa. Także już nigdy więcej nie zobaczę Go twarzą twarz.* * *
Wracając z Warszawy do Kanady we wrześniu 1994 zatrzymałem się na kilka w Szwajcarii. Mój przyjaciel Jacek Arkuszewski i jego żona Teresa zawieźli mnie do Muzeum Polskiego w zamku w Rappersvilu. Ze wzruszeniem obejrzałem m. in. dokumenty, skrytki kurierskie i duży, taśmowy magnetofon z Radia Wolna Europa, złożone tam przez Jana Nowaka-Jeziorańskiego.Niedługo później Jerzy Giedroyc opublikował w paryskiej Kulturze niewybredny atak Andrzeja Korbońskiego na Jana Nowaka-Jeziorańskiego za jego opinie o Powstaniu Warszawskim. Jan Nowak napisał wtedy odpowiedź, którą Jerzy Giedroyc opublikował w Kulturze i która zamieszczona jest poniżej w Zwojach. Ja również napisałem wówczas mój komentarz do ataku Korbońskiego, rzecz prosta zajmując stronę Jana Nowaka, i wysłałem ten tekst do Kultury. Jak łatwo się domyśleć, Redaktor Jerzy Giedroyc odmówił opublikowania tego mojego artykułu.
* * *
Moje bliskie kontakty z Janem Nowakiem-Jeziorańskim trwały nadal. Znowu co kilka tygodni rozmawialiśmy przez telefon.Od sierpnia 1996 do sierpnia 1997 redagowałem w Edmonton, AB, drukowany miesięcznik kulturalny Panorama Polska. Jan Nowak był stałym autorem w Panoramie Polskiej. Przysyłał mi regularnie swoje teksty polityczne, historyczne i wspomnieniowe (np. o Tadeuszu Żenczykowskim, swoim dawnym dowódcy w Akcji N i współpracowniku w RWE). Teksty te z radością zamieszczałem w Panoramie. Co miesiąc wysyłałem pocztą do Jana Nowaka egzemplarz tej gazety. Panorama Polska natychmiast zdobyła Jego uznanie.
- The Presidential Medal of Freedom
Polska do NATOBył to okres, gdy w Waszyngtonie Jan Nowak i Zbigniew Brzeziński działali niesłychanie aktywnie na rzecz przyjęcia Polski do NATO.
Prezydent Bill Clinton i Jan Nowak-Jeziorański,
Biały Dom, po dekoracji Jana Nowaka Prezydenckim Medalem Wolności, 9 września 1996.
(www.swp.org.pl)
9 września 1996 Prezydent Stanów Zjednoczonych Bill Clinton odznaczył Jana Nowaka-Jeziorańskiego najwyższym cywilnym odznaczeniem amerykańskim "The Presidential Medal of Freedom". W pamiątkowej broszurce, w której Prezydent Clinton przedstawiał jedenaście odznaczonych w ten dzień osób, tak napisano o Janie Nowaku-Jeziorańskim:"The former National Director of the Polish-American Congress, Jan Nowak has devoted his life to the cause of freedom and democracy. During World War II, he risked his life as a member of the Polish underground, making numerous trips from Nazi-occupied Warsaw to London in order to inform Allied leaders. For 25 years, he directed Radio Free Europe's Polish Service, serving as the voice of democracy for a generation of Poles."
Strona z pamiątkowej broszurki
z dekoracji najwyższym cywilnum odznaczeniem amerykańskim
"The Presidential Medal of Freedom
odnosząca się do Jana Nowaka-Jeziorańskiego
z Jego dedykacją Andrzejowi Kobosowi.
Z okazji tego odznaczenia Jana Nowaka wypowiedziało się kilku wybitnych ludzi. W moim archiwum mam dwie takie wypowiedzi:"Jan Nowak and his colleagues set the highest standards of reporting and commentary – they kept the hope of freedom alive among their fellow countrymen. ... The Presidential Medal of Freedom is fitting recognition of the lifetime work of Jan Nowak to bring freedom, independence, and democracy to his homeland."
David W. Burke, Chairman of the Board of Directors of Radio Free Europe/Radio Liberty.
"Jan Nowak i jego koledzy ustanowili najwyższe standardy relacjonowania i komentowania – podtrzymywali żywą nadzieję wolności u swoich rodaków. ... Prezydencki Medal Wolności jest właściwym uznaniem dla pracy Jana Nowaka przez całe życie, by przynieść wolność, niezależność i demokrację swojej ojczyźnie."
David W. Burke, Chairman of the Board of Directors of Radio Free Europe/Radio Liberty.
"[His] was a life dedicated to the single task of defending the Polish nation from destruction. Both as a courier from Warsaw, and later as head of the Polish Section of Radio Free Europe, demonstrated exemplary dedication, skill, and initiative. There is no doubt he has earned a special place in the pantheon of those who have made sacrifice a way of life."
Zbigniew Brzezinski, former National Security Adviser to President Carter."Jego życie było poświęcone jedynemu zadaniu obrony narodu polskiego przed zniszczeniem. Zarówno jako kurier z Warszawy a później jako dyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa wykazał wzorowe poświęcenie, umiejętności i inicjatywę. Bez wątpienia zasłużył sobie na specjalne miejsce w panteonie tych, którzy uczynili ofiarę sposobem życia".
Zbigniew Brzeziński
W Waszyngtonie Jan Nowak mistrzowsko wykorzystał swój odnowiony i podniesiony tym odznaczeniem prestiż w swej energicznej akcji lobbyingu w Kongresie USA za przyjęciem Polski do NATO. Była to ostatnia wielka polityczna misja Jego życia i wypełnił ją niezwykle skutecznie. Była to bez wątpienia "his finest hour".
25 października 1996 Jan Nowak-Jeziorański przysłał mi kurierem serdeczny list i egzemplarz pamiątkowej broszurki wydanej przez Biały Dom z okazji tej uroczystości odznaczenia.
List Jana Nowaka-Jeziorańskiego do Andrzeja Kobosa z 25 października 1996.
26 października 1996 odbyłem z Nim rozmowę telefoniczną typu wywiadu, którą za Jego zgodą nagrałem na taśmę. Była to wyjątkowa sytuacja, gdyż nigdy nie nagrywałem innych rozmów telefonicznych, w szczególności ani z Janem Nowakiem, ani z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim.Rozmowę tę, jako swego rodzaju dokument, po ponad ośmiu latach publikuję teraz oddzielnie w tym numerze Zwojów.
* * *
Panoramę Polską przestałem redagować w sierpniu 1997, i w ponad miesiąc później zacząłem wydawać w Internecie Zwoje. Jan Nowak dalej przysyłał mi faksem różne swoje teksty, które (częściej historyczne niż polityczne) zamieszczałem w Zwojach. Niestety do Zwojów w Internecie Jan Nowak już nie zaglądał. Nie oglądał Internetu, nie miał na to czasu, ani zapewne chęci. Miał coraz silniejsze poczucie kończącego się jego czasu, a tyle jeszcze pragnął napisać.* * *
W roku 1999 umarła w Annandale żona Jana Nowaka-Jeziorańskiego Jadwiga-"Greta". Jan Nowak został sam. Ich gosposia z Polski postanowiła wrócić do Gdańska.W pierwszej połowie 2002 r. Jan Nowak przeniósł się na stałe z Annandale, VA, do Warszawy. Ja w tym czasie najpierw poważnie się rozchorowałem, a wkrótce potem przeniosłem się z Edmonton, AB, do Szwecji. Nie znałem nowego adresu ani telefonu Jana Nowaka w Warszawie. Nie zdołałem nawiązać z Nim ponownego kontaktu.
- ...bo królom był równy
Dochodziły mnie wieści, że Jan Nowak, choć ciągle czynny w Warszawie a nawet Krakowie, choruje, coraz poważniej. Pisał i wypowiadał się o bieżącej sytuacji w Polsce. Dostrzegał niedobrą sytuację polityczną w Polsce, nie mówiąc już o braku kultury politycznej. Przestrzegał polskie społeczeństwo. Niekiedy polemizował, szczególnie z krytykami bliskiej współpracy politycznej Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Szarpały go słowem różne endeckie pismaki.
Mimo tego wszystkiego ciągle był optymistą co do Polski. Religijny transcendentalnie, wierzył w Polskę nieomal religijnie. Był w Polsce Autorytetem z dużej litery, choć niestety nie dla wszystkich.
60. rocznicę Powstania Warszawskiego obserwował już tylko z wózka inwalidzkiego.
Tuż przed Jego śmiercią, Znak (wydaje się w pośpiechu) wydał zbiór jego historycznych i politycznych esejów oraz wspomnień z ostatnich lat, napisanych już w Polsce. Tytuł tej książki brzmi ciepło: Polska z bliska. I rzeczywiście, Jan Nowak-Jeziorański przedstawił tam nawet kilka swoich pomysłów na poprawę sytuacji politycznej i społecznej w Polsce. Szkoda, że chyba nikt z rządzących w Polsce Go nie posłucha.
* * *
Umarł w pokoju w swojej Warszawie. 26 stycznia 2005, w dzień przed 60. rocznicą wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau pochowano Go w Warszawie w rodzinnym grobie na Starym Cmentarzu Powązkowskim. Pogrzeb miał niemal królewski. Zamkniętą trumnę z Jego ciałem, wystawiono najpierw na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie. Tysiące ludzi oddało Mu hołd. Przedziwnym zrządzeniem losu, pochowano go w tej samej trumnie, w której ponad dziesięć lat wcześniej miano pochować szczątki ostatniego króla Polski Stanisława Augusta. Jan Nowak zawsze chwalił Stanisława Augusta za Konstytucję 3 Maja.A ja będąc w ten dzień już na uroczystościach w Auschwitz, przypomniałem sobie słowa rozkazu Józefa Piłsudskiego kończące jego mowę na pogrzebie Juliusza Słowackiego na Wawelu w 1927 roku: "...bo królom był równy".
Również Jan Nowak-Jeziorański królom był równy.Odpoczywaj w Pokoju, Panie Janie.
Andrzej Kobos
Kraków, luty 2005 – Lund, Szwecja, marzec 2005.
|
|
|
|
|
|
|