
Recenzja nowego tomiku Leszka Dlugosza pt. Na rynku usiasc w Kazimierzu z ilustracjami Jerzego Gnatowskiego, artysty z Kazimierza nad Wisla (Wydawnictwo-Drukarnia L-PRINT, Lublin 2004). (AMK)
LUBELSKA (KAZIMIERSKA) OJCZYZNA "NIEJAKIEGO L.D."
ELZBIETA MORAWIEC
Polska od zawsze rodzi poetow. Mozna by wrecz powiedziec, ze jednym z naszych najwazniejszych bogactw naturalnych jest poezja. Tak bylo w I i II Rzeczpospolitej, tak jest i dzis. Byc moze nawet wiecej jest dzis regionow, "okolic poetow", urodzajnych artystycznie niz kiedykolwiek bywalo. Bo to i Sanok Szubera, Gdansk Wencla, Nowy Sacz – Kudyby braci Biesiagow, Piwniczna Wandy Lomnickiej-Dulak, Barbary Paluchowej i Krynica Murianki-Trochanowskiego i wiele, wiele innych.Leszek Dlugosz, "niejaki L.D", piesniarz (niegdys z Piwnicy pod Baranami), poeta, swietny popularyzator dawnej poezji polskiej w TV, a i przyjaciel ze studenckich czasow, od wielu lat zwiazany jest z Krakowem. Ale jego poetycka "mala ojczyzna" lezy na dzisiejszych "Kresach" Polski, na Lubelszczyznie. Tam urodzony, z natchnien tamtej ziemi, jej spokojnej, slonecznej urody, jasnej architektury renesansu czerpie inspiracje. Najczesciej wyrazajaca sie wewnetrzna radoscia ducha i pochwala swiata, nieczesto tak odkryta, jak w ostatnim tomie wierszy "Na Rynku usiasc w Kazimierzu..." (Wydawnictwo-Drukarnia L-Print, 2004).
Okladka tomiku Leszka Dlugosza Na rynku usiasc w Kazimierzu, 2004.
Na okladce obraz Jerzego Gnatowskiego.
Dlugosz ma juz za soba kilkanascie tomow wierszy, z nich wszystkich ten wlasnie wydaje mi sie najdojrzalszy, "zraly", jakby powiedzial przed wiekami pobliski sasiad Dlugosza z Czarnolasu, ziemi radomskiej. Przenikniety Horacjanska nuta, jest zatrzymaniem chwil, por roku i czasow roznych Kazimierza Dolnego, z malym akcentem lubelskim na koncu.Kazimierz (ktory kochamy chyba? wszyscy) jawi sie w tym zbiorze w calej urodzie. Dlugosz napisalby moze "krasie", jako ze nie boi sie slow troche staroswieckich, a nawet uznanych za poetycko zuzyte... "Cud", cudne", a i piekno moze wcale nie omijaja jego wierszy, ale sa tam na miejscu, zgodne ze sluchem poety-muzyka i jego biografia. Zawsze oprawione w kontekst, ktory dzwiga na poziom nowych znaczen ich nieco juz zetlala materie. Dlugosz jest zbyt dobrze wyksztalconym polonista – co znaczy tyle, ze zna swietnie i czyta poezje polska : Kochanowskiego, Mickiewicza – ale Milosza i Herberta, Dymnego i Szymborska – aby nie znac zasady gry slowem poetyckim. Zbyt czule, jako muzyk ma ucho, aby sie falszu na slowie dopuscic. Nie udaje tez w swoim pisaniu
n i k o g o, kim nie jest. Zaledwie o pare lat starszy od "nowej fali" nigdy sie do poetow z tego kregu nie dopisal, a latwo moglby. To samo przeciez mial z nimi, jako mlody czlowiek, doswiadczenie w zyciorysie: ponury r.1968. Byc moze warto sie tu odwolac do Miloszowej maksymy z Ocalenia: "zostawcie poetom chwile radosci / bo zginie wasz swiat". W tamten bunt, w tamta poetycka publicystyke nie wlaczyl sie, nigdy nie trzymal za sztandar "mlodej kultury", osobny i rozwazny – i co do sensu owego "buntu mlodych", i co do skali wlasnego poetyckiego glosu.A jest to glos jasny i radosc przepowiadajacy nieustannie, aby o poranku – kazdy czytelnik mogl wspomniec fraze, co pozwoli mu na chwile bodaj – poczuc sie szczesliwym, poczuc dar istnienia jako cudu wlasnie. Stad i Kazimierz – nie jest to tylko poetyckie olsnienie uroda miasta, ale pejzaz duchowej, wewnetrznej pogody, szansa dla kazdego czytelnika wejscia w maly Eden. Ktory niekoniecznie lezy w Kazimierzu... Czy wisnie kwitna bialo tylko tam? Czy tylko tam jest zima – niczym z Breugla? "Badzcie uwazni", jak pisal wielki Poeta.
Z tymi wszystkimi, wazniejszymi pytaniami – Dlugosz jest caly zatopiony w Kazimierzu, kronikarz jego por roku, zmiennych swiatel i mroku, odleglego czasu niepowrotnych Kazimierskich Zydow i dzisiejszego zgielku "pub-kultury", dwu ksiezycow Marii Kuncewiczowej i pogawedki nad "piwkiem", pod przyjaznym ksiezycem z przyjacielem, malarzem.
Ten przyjaciel, kazimierski malarz, Jerzy Gnatowski – jest zreszta wspoltworca urody tomu wierszy Leszka Dlugosza. Ze "szkoly" kolorystow polskich. ma w swoich obrazach te sama mgle swietlistej barwy "miejscowej", jaka odnajdziemy w obrazach kapistow, z Paryza i Krakowa slynnych. Gnatowski, acz nie kazimierzanin z urodzenia, nie wyemigrowal ani do Warszawy ani do Paryza, wierny moze swojej pierwszej milosci do pieknego miasta nad dolna Wisla. Reprodukcje jego plocien i rysunkowych szkicow zdobia i "oprawiaja" tom wierszy Dlugosza.
A calosc jest przedsiewzieciem trojki przyjaciol:
Poety, Malarza i Drukarza, Zbigniewa Lemiecha, ktory ukryl sie pod skromna nazwa – wydawca–drukarz.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||