Referat wygłoszony na sesji poświęconej pamięci Władysława Natansona w Polskiej Akademii Umiejętności w dniu 18. czerwca 2004 r.
Tekst referatu będzie wydrukowany w książce o Władysławie Natansonie w serii wydawniczej PAU "W służbie nauki".
DZIAŁALNOŚĆ LITERACKA WŁADYSŁAWA NATANSONA
MARIA PODRAZA-KWIATKOWSKA
Władysław Natanson
Profesor fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim i – literatura. Badacza literatury takie połączenie nie zaskakuje. Mniej więcej w tym czasie co Natanson żył przecież i działał Ludwik Bruner, profesor chemii na tymże uniwersytecie. Był on jednocześnie – pod pseudonimem Jan Sten – znanym literatem, autorem tomików poetyckich i szkiców literackich.Władysławowi Natansonowi nie udało się – jak jego koledze z chemii – zająć osobnego miejsca w historii literatury polskiej. Nie tworzył poezji (w każdym razie nic o tym nie wiadomo). Ogłaszał natomiast w "Czasie" i "Przeglądzie Współczesnym" (przedrukowane potem w książkach 1)) portrety literackie i szkice niemal wyłącznie o pisarzach obcych: Szekspirze, Shelley’u, Danielu Defoe, Dostojewskim i innych. Najbardziej osobiste i może dlatego niezwykle cenne są notatki, marginalia, nazwane przez Natansona greckim terminem Scholia; są one często pisane prozą poetycką. Swoistą wartość poetycką przedstawiają także portrety wielkich fizyków: Faraday'a, Cavendish'a i – zwłaszcza – obszerny portret Jamesa Clerk'a Maxwell'a, a także nekrologi, przemówienia, listy. Nie jest to zatem twórczość literacka sensu stricto. Jest to twórczość humanisty, który w teksty o fizykach wplata cytaty z Whitehaed'a, ale także z Szekspira czy Milton'a, i który z równą łatwością pisze o Francis'ie Bacon'ie, jak o Shelley'u, o profesorze literatury starożytnej Kazimierzu Morawskim, jak o Prądach umysłowych w dawnym Islamie.
Na rozległe zainteresowania Natansona wpłynęła zapewne m.in. przyjaźń z wybitnymi ówczesnymi humanistami: Kazimierzem Morawskim, Karolem Potkańskim, Janem Rozwadowskim, ks. Stefanem Pawlickim oraz z poetą, historykiem sztuki Konstantym Marią Górskim 2). Można jednak dopatrzyć się przyczyn ważniejszych: niewątpliwie specjalizacja, która w naszych czasach doprowadziła do dezintegracji środowiska, nie była jeszcze w Dwudziestoleciu międzywojennym posunięta aż tak daleko. W większym też stopniu ceniono wtedy literaturę i sztukę, której znajomość wyraźnie dodawała splendoru przedstawicielom nauk tzw. ścisłych i medycznych. Jednakże najważniejszą przyczynę łączenia ze sobą różnych dziedzin widziałabym w światopoglądzie Władysława Natansona. W światopoglądzie, w którym
c a ł o ś ć jest ważniejsza niż szczegół, synteza przedkładana jest nad analizę. Pisał Natanson w różnych swoich tekstach: "Świat był dla niego [Schelley'a] całością" (370) 3); "Myśl ludzka pragnie łączności, ciągłości, jedności, których nie ma w zjawiskach." (334). I dalej, w związku z ówczesnymi metodami badawczymi: "analiza odebrała nam radość" (115). "Myśl ludzka zdobywa świat Stwórcy, gdy uogólnia nagromadzoną wiedzę, wykrywa w niej wiązania i spójnie, gdy tworzy z niej całość." (283). I jeszcze tak, z niepokojem: "Świat nie wydaje się dzisiaj całością, może raczej zamętem, gdzie wszystko stoi nierządem. Myśl cofa się jednak przed zgodą na ocean przypadku; wzdryga się wobec widma ślepej nocy trafu i nieogarnionej anarchii bez związków." (296).Wykrywając więc "wiązania i spójnie" łączy Natanson np. aleksandryjską astronomię i Ptolemeusza z poetą Johnem Miltonem, podając cytat z jego Uranii (91). Albo pisze: "Szekspir odrywa, upraszcza, idealizuje, zagarnia, podobnie jak czyni to Newton, jak Maxwell, jak pokolenie myślicieli współczesnych." (334). Takie ukazywanie podobieństw, także np. między historią i fizyką (w szkicu Don Juan Pedanta) można znaleźć u Natansona częściej. Przeciwnik specjalistycznej izolacji, tworzenia nieprzekraczalnych granic między poszczególnymi dziedzinami ludzkiej myśli, nawet poezję rozumiał w sposób szczególny. Otóż poezja dla Profesora to nie przywilej fachowców. Jej możliwość widzi wszędzie:
Trzeba oczywiście przypomnieć, że Natanson miał w swoim postępowaniu wielkiego poprzednika. To James Clerk Maxwell, wysoko ceniony przez polskiego fizyka, zachwycał się Szekspirem, cenił Burns'a i Browning'a, Tennyson'a i Shelley'a, a nawet sam pisał wiersze. Przekładała je na język polski Maria Konopnicka.w zabawie dzieci i w równaniach całkowych, w sukience dziewczyny i w analizie na niebiosach dróg mlecznych, w budowaniu rachunkiem atomów chemicznych i w budowaniu państw w obliczu historii. (369)Przeciwnik, i to na wszelkich szczeblach, dzielenia całości, ostro i skutecznie zareagował Natanson na ówczesny pomysł podziału wydziału filozoficznego na matematyczno-fizyczny i humanistyczny. Na tym przykładzie widać doskonale, jak daleko zaszliśmy obecnie w dezintegracji, rozproszeni wśród licznych wydziałów.
*
Za twórcę portretu literackiego, którym chętnie posługiwał się Władysław Natanson, uważany jest francuski krytyk z XIX w. Charles Augustin Sainte–Beuve. W części przedstawiającej życiorys stosuje się Natanson do wzorca takiej właśnie biografii psychicznej, jaką prezentował Sainte–Beuve, używając przy tym rozlewnej narracji z dziewiętnastowiecznej powieści rodem. Np. o ojcu Shelley'a pisał:Natomiast w części omawiającej dzieło odchodzi Profesor od metody Sainte–Beuve'a. Nie trudno zauważyć tu pogłosy jednego z ważnych odłamów krytyki młodopolskiej: tzw. krytyki impresjonistycznej. Takiego zatem sposobu pisania, w którym autor pragnie wyrazić własne odczucia w zetknięciu z dziełem i przekazać je odbiorcy; w którym stara się stworzyć emocjonalny i – nie rzadko – poetycki ekwiwalent swoich wzruszeń. O Szekspirze np. pisze Profesor tak:Jak las ów przepyszny, który bujnym wieńcem okalał jego rodowitą dziedzinę, równie był krzepki i prosty, równie zdrowy, rzetelny; ale też równie nieporuszony, roślinny, równie w swój grunt, w kraj i w obyczaj wrośnięty. (357)Tonacja zmienia się, kiedy autor – nb. wykorzystując swój dar bogatego słownictwa – pisze o delikatnej poezji Shelley'a:Jego krzyk wydobywa coś niewypowiedzianie strasznego z głębin ludzkiej istoty. [...] Poprzez strzępy ckliwych sielanek, przez gmatwaninę nieporozumień, pomyłek, [...] przez bufonadę miłą gawiedzi, poprzez sztuczki i efekty sceniczne [...] geniusz, szalony geniusz nagle wypada jak dziki zwierz z klatki. (335).Trudno domyślić się, że te mało precyzyjne poetyckie ekwiwalenty wrażeń z lektury wyszły spod pióra przedstawiciela nauk tzw. ścisłych. Sam autor zdawał sobie sprawę z nienaukowego charakteru swojej interpretacji. Zaraz po cytowanym tu fragmencie pisze o różnicy między wiedzą a wzruszeniem, natchnieniem; są to bowiem jego zdaniem "prawdy innego gatunku" aniżeli te, które rozgarnia "powolny, pracowity pług myśli". Przed armią roboczą myśli "biegnie straż lotna". "Nazywamy ją intuicją." (376).W jego wierszu tęsknoty grają i dzwonią, uśmiechają się, błyszczą; w jego wierszu marzenia kołyszą się, chwieją i rozsnuwają się w smugi; w jego wierszu przeczucia jak cienie wyrywają się z mroku i pomykają jak widma; (375)Owa "straż lotna" pojawia się u Natansona nie tylko w tekstach mówiących o literaturze. Niesłychanie poetycko przedstawia Profesor np. w portrecie Maxwell'a dwie koncepcje rozwoju wszechświata: ewolucji, tego wielkiego "nielitościwego" rozmachu i – to koncepcja przeciwstawna – obiegu po kole (Uroboros), "wśród wiekuistych regeneracyj, powrotów, zjawisk zamkniętych". (295-6). Jakże poetycko brzmi także zakończenie szkicu o Henry'm Cavendish'u, mówiące o kosmosie (trzeba zresztą przyznać, że jest to temat niezwykle poezjogenny):
"Biegniemy [...] ku przeznaczeniom nieznanym." Taka refleksja, wieńcząca niesłychanie bogatą sekwencję poetyckich określeń kosmosu, jest charakterystyczna dla pisarstwa Władysława Natansona. Nie tylko bowiem – jak się wolno domyślać – twórcze obcowanie z literaturą i dar swobodnej rozrzutności słownej kierowały Profesora w stronę ujęć literackich. Co najmniej równie istotny wydaje się głęboki namysł nad człowieczym losem. Właśnie temu problemowi poświęcone zostaną dalsze rozważania.Poza kresami Galaktydy, daleko w nocy Kosmosu, kłębią się inne i znów inne migoty gwieździc, trzęsawiska mgławic szalonych. [...] wory zwichrzone słońc rozgorzałych, pierścienie, wiry, kręgi, nieprzeliczone mgły i węzły jasności [...] bezkształtne paździerze i puchy bezimiennej materii – przez taki chaos biegniemy, w orszaku gwiazdy mdłej, niepozornej, ku przeznaczeniom nieznanym. (204).*
W portrecie literackim Shelley'a znaleźć można fragment mówiący o celu naszych duchowych poszukiwań. Są tam m.in. takie słowa:Tego rodzaju konstatacje, rozsiane nie tylko po portretach pisarzy, ale i fizyków, nie tylko po przemówieniach, ale i Scholiach zasługują na uwagę. Chęć uchwycenia – jak pisze Profesor – "treści bytu", momenty, kiedy fizyk zbliża się do metafizyka, są jednocześnie momentami zbliżenia się do poezji. Jakże podobnie np. do poetyckich wypowiedzi Tadeusza Micińskiego brzmi takie zdanie Natansona o niepoznawalności istoty bytu (ten typ obrazowania nazwałam kiedyś "pułapką epistemologiczną"):chcemy uchwycić treść bytu, która jak widmo zdaje się majaczyć we mgle i znika znowu natychmiast przed niezmęczonym pościgiem pokoleń. (376).lub takie:myśl człowieka, jak ptak niespokojny, uderza wciąż o ściany zamykającej ją klatki. (392)Zadziwiająco współbrzmią z ambitną poezją np. Bolesława Leśmiana, rozważania o próżni lub takie słowa, wyrażające chęć odnalezienia naszej tożsamości:Jakież byłoby szczęście w proroczej mgle ostatnich tu godzin istotę życia zrozumieć, treść bytu. (78).I jeszcze tak:Czemże jesteśmy, jeśli nie szczegółem przeobrażeń dziwacznych na powierzchni kruszyny porwanej wichrem przestrzennym? (79)I jeszcze mocniej:Może jesteśmy pobrzmiewającym w ciszy wieków odgłosem czegoś dalekiego, niepojętego, co najtkliwsze nasze wyrazy próżno usiłują uchwycić? (354)"Zgubieni śród bezmiaru pozorów". To ważne sformułowanie. Pozór, złudzenie, ułuda – te słowa stale towarzyszą epistemologicznym uwagom Natansona; pisarza, który wyraźnie wpisuje się w nurt rozumienia rzeczywistości jako zjawiska psychicznego. Pisze np.:Czemże jesteśmy i czy w ogóle jesteśmy, zgubieni śród bezmiaru pozorów? Czujemy się echem Przedwiecznej Twórczej Potęgi, Mocy Bożej. (153). 4)Stąd takie np. rozważania:Rzeczywistość jest psychicznym zjawiskiem; nauka będzie kiedyś zjednoczoną analizą jednego jedynego faktu: poznawania ludzkiego. (404).I jeszcze taka wypowiedź, pełna wątpliwości:gdyby rzeczywistość istniała, nie wiedzielibyśmy o tym; nie dowiedzielibyśmy się nigdy, że świat, który rozsądnie wypada poczytywać za złudzenie, przecież jest prawdą. (392)Jeżeli w twierdzeniu: "Jestem", zawiera się najpierwsze i najgrubsze z ludzkich złudzeń i zbłądzeń, czemuż tak okropnie mylimy się wszyscy? (393).*
Kłopoty z istnieniem to nie jedyne trudne problemy Natansona. Gnębi go "dzika rzeczywistość" i dalekie od zasad etyki postępowanie ludzi. Stanem pożądanym wydaje mu się samotność:Zderzenie z ludzka niegodziwością nie prowadzi jednakże Natansona do mizantropii i pesymizmu. Poszukując antidotum pamięta o przebaczeniu ("Długo piecze ran krzywda, aż ukołysze nas przebaczenie niezmierne, aż na wieki ból i dolę ukoi.", 343). I – przede wszystkim – lekarstwo na wszystkie niedole i krzywdy znajduje w wierze w "potęgę uczciwych dusz ludzkich" (232). Stąd twarde żądania wobec siebie i innych:W samotności ośmiela się myśl i wybiega nad gwiazdy. W samotności dusza tężeje i wydzwania własną melodię. Tylko z dala od ludzi można być lepszym od ludzi; (344).I dalej:Nie w kamieniu, nie w brązie, lecz na dnie serc wszystkich winniśmy wyryć nakazy sumienia. (232)Przedstawiając rozmaite postacie niesłychanie często podkreśla Profesor dodatnie cechy ich charakteru. Chyba tylko Voltaire'owi, Katarzynie Wielkiej i Fryderykowi Wielkiemu odmawia takich cech. Wszyscy inni: Faraday czy Maxwell, Szekspir czy Rozwadowski są szlachetni, prawi, czyści, mądrzy, dobrzy itp. Zapewne dużą rolę odgrywała ówczesna konwencja, której udział można podejrzewać zwłaszcza w okolicznościowych przemówieniach czy nekrologach. Jednakże taką ocenę można spotkać nawet w Scholiach. Być może – w ten właśnie sposób – ujawniał Natanson swoją tęsknotę do idealnego, prawego Człowieka. Jakże zdumiewająca w łatwo zauważalnej przesadzie jest apoteoza uniwersytetu Cambridge (Scholia IV). Czytamy tam:Sumienie narodu jest jego głęboką istotą i treścią; bez zbiorowego sumienia tłum ludzki jest stadem, ale narodem stać się nie może. (232).To po prostu wymarzona utopia Profesora, który stawiał bardzo wysokie wymagania nauce. Pisał przecież:Z Cambridge nie może powierzchowność wypełzać, niedbalstwo lub kłamstwo. [...] W Cambridge nie może wyhodować się lekkomyślność i zarozumiałość oraz zaślepienie namiętne [...] (332).(Nb. zaraz do tych słów dodaje, że rzeczywistość jest inna: straszna.)Nauka wzmacnia i uzacnia człowieka; żąda przecież od niego bezstronnej czci prawdy, panowania nad grubym popędem; każe kochać cel idealny stokroć bardziej aniżeli siebie samego. (78)Wymieniona w tym fragmencie "prawda" odgrywa szczególną rolę w myśleniu Profesora, który poświęcił jej piękny aforyzm:
Nie uniknął jednak wątpliwości co do prawdy w swojej dziedzinie nauki. Zacytował Pascala: "Prawda jest ostrzem tak bardzo subtelnym, że nasze tępe przyrządy nie mogą jej dokładnie dotknąć." (280).Uczciwe, otwarte dążenie do prawdy jest naszą wielbiącą modlitwą. (330)*
Jednym z najtrudniejszych problemów, z którymi usiłował się zmagać Natanson, była obecność cierpienia:Gdzie jest na ziemi potęga, która zdoła ulżyć ludzkiemu cierpieniu? I od razu odpowiada na zadane przez siebie pytanie:
Scholia z nr XI to tekst w całości poświęcony rozważaniom na temat, jak należy się zachować wobec nieuchronności cierpienia. Podsumowanie zgodne jest z moralną postawą Profesora. Pisze on mianowicie, że wszystkie pomysły zwalczania rozpaczy płynącej z istnienia cierpienia jednoczą się:W czujnej rozwadze umysłów możemy ją znaleźć, w czystości serc, w prawości sumienia. (356).Umieszczenie na pierwszym miejscu dobroci warte jest specjalnego podkreślenia. Dwudziestowieczne teksty – niestety – raczej unikały tej kategorii, a już na pewno nie przyznawały dobroci – jak to uczynił Natanson w portrecie Shelley'a – "niezmierzonej potęgi".w przykazaniu dobroci, która poprawia, ogrzewa, podnosi; w porywie miłosierdzia, tej najgłębszej mądrości; w dalekim spojrzeniu rozumu, który dostrzega to samo, co przeczuło serce: moc i mus ludzkiego braterstwa. (66).Interesujące jest zetknięcie takiego typu myśliciela z dziełem Dostojewskiego. Zbrodnia i kara rosyjskiego pisarza wzbudza w Profesorze fascynację ale i grozę. Bardzo trafnie pisze o tkwiących w duszy ludzkiej "tajemnych czeluściach", "zamkniętych przez stuletnie praktyki". Dostojewski wywlókł z tych czeluści "obłąkanie, niemal dech samobójstwa". Natanson, doskonale świadom grozy tego, co w nas dogłębnie ukryte, opowiada się za "złudzeniem", mając na myśli – jak się wolno domyślać – apollińską zasłonę Fryderyka Nietzschego. Na zakończenie krótkich rozważań o Dostojewskim pisze:
życie musi być złudzeniem, albowiem ze złudzeń czerpie przecudne swoje rozpędy. Zbrodnia i kara jest przebłyskiem wiedzy, do której nie starczy nam ani słów, ani sił. (388)*
Nie zawsze jednak udawało się Profesorowi pozostawać w bezpiecznym cieniu zasłony utkanej ze złudzeń. Dwa teksty spośród Scholiów: XVI i XVII uderzają swoim pesymizmem. Pierwszy z nich to skarga człowieka, który nie może pogodzić się z przemijaniem, ze śmiercią, z zagładą; który nie rozumie gry "Wiekuistej Potęgi" wołającej do życia i owo życie zabijającej. Pisze Profesor (stosując literackie chwyty wyliczenia i anafory, a także – obraz teatrum mundi):Drugi tekst Scholia XVII przynosi przerażający, wyłącznie negatywny obraz – widzianej z góry – naszej ciemnej, drobnej, błotnistej planety, "która jak bąk zataczając się śmiesznie, unosi na sobie narody i państwa." (378). Ludzkie mrowisko, małe wątłe istoty otoczone są przez niebezpieczeństwa, ale także przez brud, pasożyty i bakterie. "Wszystko człowiekowi jest nieprzyjazne" czytamy: „Jego umysł jest ociężały [...] jego wola jest słaba; [...] Jego dusza jest chwiejna;" Pojawia się w tym tekście sformułowanie wręcz niepokojące:wszystko pragnie radości istnienia i wypija zagładę, wszystko na chwilę otrzymuje dar bytu i musi go zwrócić natychmiast następującym w szeregu jestestwom, wszystko jak we śnie przesuwa się przez wielką widownię i ginie niebawem w mroku nicości. (79).Także ten tekst kończy się myślą o największym złu:Na każdym kroku towarzyszy ludziom niepokój i troska, obawa i trwoga, która wypija siły; gdzieś daleko, może blisko, ukrywa się upiór obłędu.Jest rzeczą wysoce znamienną, że te dwa teksty nie przynoszą propozycji remedium, którą to propozycję – jak już widzieliśmy – często ów moralista usiłował znaleźć. Spróbujmy sami poszukać w jego innych utworach: czy zawsze tylko w ten skrajnie negatywny sposób mówi Profesor o śmierci? Okazuje się, że nie. Bywa ona także pojęta – by tak rzec – kwietystycznie, jako niekończący się nigdy sen. Pisze Profesor (nb. po kilku zdaniach zaczynających się od słowa wyrażającego niepewność: "może"):Ponad ludzkim plemieniem unosi się śmierć, widmo nicości; a chociaż ona bywa nieraz stokroć litościwsza niż życie, przeciwko zagładzie wszystkie siły jestestwa podnoszą się w buncie. (378)Jednakże z poprzednio cytowanymi słowami o buncie wszystkich sił jestestwa przeciw zagładzie bardziej współbrzmi zakończenie tekstu o Shelley'u. Pobrzmiewają w nim nuty straceńczego heroizmu, który dzisiejszy czytelnik zna w wersji Alberta Camusa; są w nim – nieoczekiwanie – zbieżności z wierszem Czesława Miłosza Sens. Otóż tym, co potrafi zwyciężyć śmierć, jest według Natansona, człowieczy duch twórczy. Nie darmo powiedział nad trumną Mariana Smoluchowskiego, że "Czujemy się echem Przedwiecznej Twórczej Potęgi, Mocy Bożej" 5). Przytoczmy ów fragment o Shelley'u, w którym mówi się o potędze twórczego ducha:Pustko wreszcie kojąca, samotności bezbrzeżna. W tobie sprostuje, rozjaśni się umysł zdrożony, zmącony; zespoli się w tobie z powszechnym kręgiem stworzenia, nad który wynosi się tu niedorzecznie. W tobie zabliźni się serce rozdarte, krwawiące; dźwięki w nim niezgłuszone wpłyną w wiekuistą, gwiazdami grającą harmonię. (254).jego siew plenny, trud czysty, pęd górny, lot lśniący, chór jego marzeń, żar jego prośby, rozlew szumiący jego nadziei – to jedno rzucone złości i śmierci wyzwanie, jeden protest ogromny przeciwko zagładzie, jeden krzyk nie milknący odniesionego nad nią zwycięstwa. (377).* * *
Na zakończenie warto przypomnieć ważny fakt. Głęboki humanizm i piękna, niezwykle bogata polszczyzna Władysława Natansona, profesora przecież fizyki teoretycznej, spotkała się z wysokim uznaniem kręgów literackich: w roku 1936 otrzymał on Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury.
- Przypisy:
- Przede wszystkim są to publikacje: Drobiazgi, Kraków 1925, Oblicze natury. Odczyty, przemówienia, szkice, Kraków 1924 oraz Porządek natury, Kraków 1928. Niewiele natomiast tekstów dotyczących literatury można znaleźć w książce Widnokrąg nauki, Lwów – Warszawa 1934. Niewielka zbiorowo publikacja Wincenty Pol jako krajoznawca, Kraków 1923 zawiera jedynie bardzo krótkie zdawkowe przemówienie Natansona jako rektora otwierającego sesję. (powrót)
- Ta znacząca w ówczesnym Krakowie grupa intelektualistów dotychczas nie doczekała się dokładniejszego opracowania. (powrót)
- Niemal wszystkie cytaty podaję według wydania: Władysław Natanson, Wspomnienia i szkice. Z przedmową Arkadiusza H. Piekary, Kraków 1977. Liczba w nawiasie po cytacie oznacza stronę tego wydania. (powrót)
- Przemówienie w dniu 6-ym września 1917-go roku wypowiedziane nad trumną Mariana Smoluchowskiego. [w książce:] Władysław Natanson, Oblicze natury. Odczyty, przemówienia i szkice, Kraków 1924, s. 153. (powrót)
- Zob. przypis 3. (powrót)
Dr Maria Podraza-Kwiatkowska, jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Instytucie Filologii Polskiej UJ.
|
|
|
|
|
|
|