
Referat wygloszony na sesji poswieconej pamieci Wladyslawa Natansona w Polskiej Akademii Umiejetnosci w dniu 18. czerwca 2004 r.
Tekst referatu bedzie wydrukowany w ksiazce o Wladyslawie Natansonie w serii wydawniczej PAU "W sluzbie nauki".
DZIALALNOSC LITERACKA WLADYSLAWA NATANSONA
MARIA PODRAZA-KWIATKOWSKA
Wladyslaw Natanson
Profesor fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Jagiellonskim i – literatura. Badacza literatury takie polaczenie nie zaskakuje. Mniej wiecej w tym czasie co Natanson zyl przeciez i dzialal Ludwik Bruner, profesor chemii na tymze uniwersytecie. Byl on jednoczesnie – pod pseudonimem Jan Sten – znanym literatem, autorem tomikow poetyckich i szkicow literackich.Wladyslawowi Natansonowi nie udalo sie – jak jego koledze z chemii – zajac osobnego miejsca w historii literatury polskiej. Nie tworzyl poezji (w kazdym razie nic o tym nie wiadomo). Oglaszal natomiast w "Czasie" i "Przegladzie Wspolczesnym" (przedrukowane potem w ksiazkach 1)) portrety literackie i szkice niemal wylacznie o pisarzach obcych: Szekspirze, Shelley’u, Danielu Defoe, Dostojewskim i innych. Najbardziej osobiste i moze dlatego niezwykle cenne sa notatki, marginalia, nazwane przez Natansona greckim terminem Scholia; sa one czesto pisane proza poetycka. Swoista wartosc poetycka przedstawiaja takze portrety wielkich fizykow: Faraday'a, Cavendish'a i – zwlaszcza – obszerny portret Jamesa Clerk'a Maxwell'a, a takze nekrologi, przemowienia, listy. Nie jest to zatem tworczosc literacka sensu stricto. Jest to tworczosc humanisty, ktory w teksty o fizykach wplata cytaty z Whitehaed'a, ale takze z Szekspira czy Milton'a, i ktory z rowna latwoscia pisze o Francis'ie Bacon'ie, jak o Shelley'u, o profesorze literatury starozytnej Kazimierzu Morawskim, jak o Pradach umyslowych w dawnym Islamie.
Na rozlegle zainteresowania Natansona wplynela zapewne m.in. przyjazn z wybitnymi owczesnymi humanistami: Kazimierzem Morawskim, Karolem Potkanskim, Janem Rozwadowskim, ks. Stefanem Pawlickim oraz z poeta, historykiem sztuki Konstantym Maria Gorskim 2). Mozna jednak dopatrzyc sie przyczyn wazniejszych: niewatpliwie specjalizacja, ktora w naszych czasach doprowadzila do dezintegracji srodowiska, nie byla jeszcze w Dwudziestoleciu miedzywojennym posunieta az tak daleko. W wiekszym tez stopniu ceniono wtedy literature i sztuke, ktorej znajomosc wyraznie dodawala splendoru przedstawicielom nauk tzw. scislych i medycznych. Jednakze najwazniejsza przyczyne laczenia ze soba roznych dziedzin widzialabym w swiatopogladzie Wladyslawa Natansona. W swiatopogladzie, w ktorym
c a l o s c jest wazniejsza niz szczegol, synteza przedkladana jest nad analize. Pisal Natanson w roznych swoich tekstach: "Swiat byl dla niego [Schelley'a] caloscia" (370) 3); "Mysl ludzka pragnie lacznosci, ciaglosci, jednosci, ktorych nie ma w zjawiskach." (334). I dalej, w zwiazku z owczesnymi metodami badawczymi: "analiza odebrala nam radosc" (115). "Mysl ludzka zdobywa swiat Stworcy, gdy uogolnia nagromadzona wiedze, wykrywa w niej wiazania i spojnie, gdy tworzy z niej calosc." (283). I jeszcze tak, z niepokojem: "Swiat nie wydaje sie dzisiaj caloscia, moze raczej zametem, gdzie wszystko stoi nierzadem. Mysl cofa sie jednak przed zgoda na ocean przypadku; wzdryga sie wobec widma slepej nocy trafu i nieogarnionej anarchii bez zwiazkow." (296).Wykrywajac wiec "wiazania i spojnie" laczy Natanson np. aleksandryjska astronomie i Ptolemeusza z poeta Johnem Miltonem, podajac cytat z jego Uranii (91). Albo pisze: "Szekspir odrywa, upraszcza, idealizuje, zagarnia, podobnie jak czyni to Newton, jak Maxwell, jak pokolenie myslicieli wspolczesnych." (334). Takie ukazywanie podobienstw, takze np. miedzy historia i fizyka (w szkicu Don Juan Pedanta) mozna znalezc u Natansona czesciej. Przeciwnik specjalistycznej izolacji, tworzenia nieprzekraczalnych granic miedzy poszczegolnymi dziedzinami ludzkiej mysli, nawet poezje rozumial w sposob szczegolny. Otoz poezja dla Profesora to nie przywilej fachowcow. Jej mozliwosc widzi wszedzie:
Trzeba oczywiscie przypomniec, ze Natanson mial w swoim postepowaniu wielkiego poprzednika. To James Clerk Maxwell, wysoko ceniony przez polskiego fizyka, zachwycal sie Szekspirem, cenil Burns'a i Browning'a, Tennyson'a i Shelley'a, a nawet sam pisal wiersze. Przekladala je na jezyk polski Maria Konopnicka.w zabawie dzieci i w rownaniach calkowych, w sukience dziewczyny i w analizie na niebiosach drog mlecznych, w budowaniu rachunkiem atomow chemicznych i w budowaniu panstw w obliczu historii. (369)Przeciwnik, i to na wszelkich szczeblach, dzielenia calosci, ostro i skutecznie zareagowal Natanson na owczesny pomysl podzialu wydzialu filozoficznego na matematyczno-fizyczny i humanistyczny. Na tym przykladzie widac doskonale, jak daleko zaszlismy obecnie w dezintegracji, rozproszeni wsrod licznych wydzialow.
*
Za tworce portretu literackiego, ktorym chetnie poslugiwal sie Wladyslaw Natanson, uwazany jest francuski krytyk z XIX w. Charles Augustin Sainte–Beuve. W czesci przedstawiajacej zyciorys stosuje sie Natanson do wzorca takiej wlasnie biografii psychicznej, jaka prezentowal Sainte–Beuve, uzywajac przy tym rozlewnej narracji z dziewietnastowiecznej powiesci rodem. Np. o ojcu Shelley'a pisal:Natomiast w czesci omawiajacej dzielo odchodzi Profesor od metody Sainte–Beuve'a. Nie trudno zauwazyc tu poglosy jednego z waznych odlamow krytyki mlodopolskiej: tzw. krytyki impresjonistycznej. Takiego zatem sposobu pisania, w ktorym autor pragnie wyrazic wlasne odczucia w zetknieciu z dzielem i przekazac je odbiorcy; w ktorym stara sie stworzyc emocjonalny i – nie rzadko – poetycki ekwiwalent swoich wzruszen. O Szekspirze np. pisze Profesor tak:Jak las ow przepyszny, ktory bujnym wiencem okalal jego rodowita dziedzine, rownie byl krzepki i prosty, rownie zdrowy, rzetelny; ale tez rownie nieporuszony, roslinny, rownie w swoj grunt, w kraj i w obyczaj wrosniety. (357)Tonacja zmienia sie, kiedy autor – nb. wykorzystujac swoj dar bogatego slownictwa – pisze o delikatnej poezji Shelley'a:Jego krzyk wydobywa cos niewypowiedzianie strasznego z glebin ludzkiej istoty. [...] Poprzez strzepy ckliwych sielanek, przez gmatwanine nieporozumien, pomylek, [...] przez bufonade mila gawiedzi, poprzez sztuczki i efekty sceniczne [...] geniusz, szalony geniusz nagle wypada jak dziki zwierz z klatki. (335).Trudno domyslic sie, ze te malo precyzyjne poetyckie ekwiwalenty wrazen z lektury wyszly spod piora przedstawiciela nauk tzw. scislych. Sam autor zdawal sobie sprawe z nienaukowego charakteru swojej interpretacji. Zaraz po cytowanym tu fragmencie pisze o roznicy miedzy wiedza a wzruszeniem, natchnieniem; sa to bowiem jego zdaniem "prawdy innego gatunku" anizeli te, ktore rozgarnia "powolny, pracowity plug mysli". Przed armia robocza mysli "biegnie straz lotna". "Nazywamy ja intuicja." (376).W jego wierszu tesknoty graja i dzwonia, usmiechaja sie, blyszcza; w jego wierszu marzenia kolysza sie, chwieja i rozsnuwaja sie w smugi; w jego wierszu przeczucia jak cienie wyrywaja sie z mroku i pomykaja jak widma; (375)Owa "straz lotna" pojawia sie u Natansona nie tylko w tekstach mowiacych o literaturze. Nieslychanie poetycko przedstawia Profesor np. w portrecie Maxwell'a dwie koncepcje rozwoju wszechswiata: ewolucji, tego wielkiego "nielitosciwego" rozmachu i – to koncepcja przeciwstawna – obiegu po kole (Uroboros), "wsrod wiekuistych regeneracyj, powrotow, zjawisk zamknietych". (295-6). Jakze poetycko brzmi takze zakonczenie szkicu o Henry'm Cavendish'u, mowiace o kosmosie (trzeba zreszta przyznac, ze jest to temat niezwykle poezjogenny):
"Biegniemy [...] ku przeznaczeniom nieznanym." Taka refleksja, wienczaca nieslychanie bogata sekwencje poetyckich okreslen kosmosu, jest charakterystyczna dla pisarstwa Wladyslawa Natansona. Nie tylko bowiem – jak sie wolno domyslac – tworcze obcowanie z literatura i dar swobodnej rozrzutnosci slownej kierowaly Profesora w strone ujec literackich. Co najmniej rownie istotny wydaje sie gleboki namysl nad czlowieczym losem. Wlasnie temu problemowi poswiecone zostana dalsze rozwazania.Poza kresami Galaktydy, daleko w nocy Kosmosu, klebia sie inne i znow inne migoty gwiezdzic, trzesawiska mglawic szalonych. [...] wory zwichrzone slonc rozgorzalych, pierscienie, wiry, kregi, nieprzeliczone mgly i wezly jasnosci [...] bezksztaltne pazdzierze i puchy bezimiennej materii – przez taki chaos biegniemy, w orszaku gwiazdy mdlej, niepozornej, ku przeznaczeniom nieznanym. (204).*
W portrecie literackim Shelley'a znalezc mozna fragment mowiacy o celu naszych duchowych poszukiwan. Sa tam m.in. takie slowa:Tego rodzaju konstatacje, rozsiane nie tylko po portretach pisarzy, ale i fizykow, nie tylko po przemowieniach, ale i Scholiach zasluguja na uwage. Chec uchwycenia – jak pisze Profesor – "tresci bytu", momenty, kiedy fizyk zbliza sie do metafizyka, sa jednoczesnie momentami zblizenia sie do poezji. Jakze podobnie np. do poetyckich wypowiedzi Tadeusza Micinskiego brzmi takie zdanie Natansona o niepoznawalnosci istoty bytu (ten typ obrazowania nazwalam kiedys "pulapka epistemologiczna"):chcemy uchwycic tresc bytu, ktora jak widmo zdaje sie majaczyc we mgle i znika znowu natychmiast przed niezmeczonym poscigiem pokolen. (376).lub takie:mysl czlowieka, jak ptak niespokojny, uderza wciaz o sciany zamykajacej ja klatki. (392)Zadziwiajaco wspolbrzmia z ambitna poezja np. Boleslawa Lesmiana, rozwazania o prozni lub takie slowa, wyrazajace chec odnalezienia naszej tozsamosci:Jakiez byloby szczescie w proroczej mgle ostatnich tu godzin istote zycia zrozumiec, tresc bytu. (78).I jeszcze tak:Czemze jestesmy, jesli nie szczegolem przeobrazen dziwacznych na powierzchni kruszyny porwanej wichrem przestrzennym? (79)I jeszcze mocniej:Moze jestesmy pobrzmiewajacym w ciszy wiekow odglosem czegos dalekiego, niepojetego, co najtkliwsze nasze wyrazy prozno usiluja uchwycic? (354)"Zgubieni srod bezmiaru pozorow". To wazne sformulowanie. Pozor, zludzenie, uluda – te slowa stale towarzysza epistemologicznym uwagom Natansona; pisarza, ktory wyraznie wpisuje sie w nurt rozumienia rzeczywistosci jako zjawiska psychicznego. Pisze np.:Czemze jestesmy i czy w ogole jestesmy, zgubieni srod bezmiaru pozorow? Czujemy sie echem Przedwiecznej Tworczej Potegi, Mocy Bozej. (153). 4)Stad takie np. rozwazania:Rzeczywistosc jest psychicznym zjawiskiem; nauka bedzie kiedys zjednoczona analiza jednego jedynego faktu: poznawania ludzkiego. (404).I jeszcze taka wypowiedz, pelna watpliwosci:gdyby rzeczywistosc istniala, nie wiedzielibysmy o tym; nie dowiedzielibysmy sie nigdy, ze swiat, ktory rozsadnie wypada poczytywac za zludzenie, przeciez jest prawda. (392)Jezeli w twierdzeniu: "Jestem", zawiera sie najpierwsze i najgrubsze z ludzkich zludzen i zbladzen, czemuz tak okropnie mylimy sie wszyscy? (393).*
Klopoty z istnieniem to nie jedyne trudne problemy Natansona. Gnebi go "dzika rzeczywistosc" i dalekie od zasad etyki postepowanie ludzi. Stanem pozadanym wydaje mu sie samotnosc:Zderzenie z ludzka niegodziwoscia nie prowadzi jednakze Natansona do mizantropii i pesymizmu. Poszukujac antidotum pamieta o przebaczeniu ("Dlugo piecze ran krzywda, az ukolysze nas przebaczenie niezmierne, az na wieki bol i dole ukoi.", 343). I – przede wszystkim – lekarstwo na wszystkie niedole i krzywdy znajduje w wierze w "potege uczciwych dusz ludzkich" (232). Stad twarde zadania wobec siebie i innych:W samotnosci osmiela sie mysl i wybiega nad gwiazdy. W samotnosci dusza tezeje i wydzwania wlasna melodie. Tylko z dala od ludzi mozna byc lepszym od ludzi; (344).I dalej:Nie w kamieniu, nie w brazie, lecz na dnie serc wszystkich winnismy wyryc nakazy sumienia. (232)Przedstawiajac rozmaite postacie nieslychanie czesto podkresla Profesor dodatnie cechy ich charakteru. Chyba tylko Voltaire'owi, Katarzynie Wielkiej i Fryderykowi Wielkiemu odmawia takich cech. Wszyscy inni: Faraday czy Maxwell, Szekspir czy Rozwadowski sa szlachetni, prawi, czysci, madrzy, dobrzy itp. Zapewne duza role odgrywala owczesna konwencja, ktorej udzial mozna podejrzewac zwlaszcza w okolicznosciowych przemowieniach czy nekrologach. Jednakze taka ocene mozna spotkac nawet w Scholiach. Byc moze – w ten wlasnie sposob – ujawnial Natanson swoja tesknote do idealnego, prawego Czlowieka. Jakze zdumiewajaca w latwo zauwazalnej przesadzie jest apoteoza uniwersytetu Cambridge (Scholia IV). Czytamy tam:Sumienie narodu jest jego gleboka istota i trescia; bez zbiorowego sumienia tlum ludzki jest stadem, ale narodem stac sie nie moze. (232).To po prostu wymarzona utopia Profesora, ktory stawial bardzo wysokie wymagania nauce. Pisal przeciez:Z Cambridge nie moze powierzchownosc wypelzac, niedbalstwo lub klamstwo. [...] W Cambridge nie moze wyhodowac sie lekkomyslnosc i zarozumialosc oraz zaslepienie namietne [...] (332).(Nb. zaraz do tych slow dodaje, ze rzeczywistosc jest inna: straszna.)Nauka wzmacnia i uzacnia czlowieka; zada przeciez od niego bezstronnej czci prawdy, panowania nad grubym popedem; kaze kochac cel idealny stokroc bardziej anizeli siebie samego. (78)Wymieniona w tym fragmencie "prawda" odgrywa szczegolna role w mysleniu Profesora, ktory poswiecil jej piekny aforyzm:
Nie uniknal jednak watpliwosci co do prawdy w swojej dziedzinie nauki. Zacytowal Pascala: "Prawda jest ostrzem tak bardzo subtelnym, ze nasze tepe przyrzady nie moga jej dokladnie dotknac." (280).Uczciwe, otwarte dazenie do prawdy jest nasza wielbiaca modlitwa. (330)*
Jednym z najtrudniejszych problemow, z ktorymi usilowal sie zmagac Natanson, byla obecnosc cierpienia:Gdzie jest na ziemi potega, ktora zdola ulzyc ludzkiemu cierpieniu? I od razu odpowiada na zadane przez siebie pytanie:
Scholia z nr XI to tekst w calosci poswiecony rozwazaniom na temat, jak nalezy sie zachowac wobec nieuchronnosci cierpienia. Podsumowanie zgodne jest z moralna postawa Profesora. Pisze on mianowicie, ze wszystkie pomysly zwalczania rozpaczy plynacej z istnienia cierpienia jednocza sie:W czujnej rozwadze umyslow mozemy ja znalezc, w czystosci serc, w prawosci sumienia. (356).Umieszczenie na pierwszym miejscu dobroci warte jest specjalnego podkreslenia. Dwudziestowieczne teksty – niestety – raczej unikaly tej kategorii, a juz na pewno nie przyznawaly dobroci – jak to uczynil Natanson w portrecie Shelley'a – "niezmierzonej potegi".w przykazaniu dobroci, ktora poprawia, ogrzewa, podnosi; w porywie milosierdzia, tej najglebszej madrosci; w dalekim spojrzeniu rozumu, ktory dostrzega to samo, co przeczulo serce: moc i mus ludzkiego braterstwa. (66).Interesujace jest zetkniecie takiego typu mysliciela z dzielem Dostojewskiego. Zbrodnia i kara rosyjskiego pisarza wzbudza w Profesorze fascynacje ale i groze. Bardzo trafnie pisze o tkwiacych w duszy ludzkiej "tajemnych czelusciach", "zamknietych przez stuletnie praktyki". Dostojewski wywlokl z tych czelusci "oblakanie, niemal dech samobojstwa". Natanson, doskonale swiadom grozy tego, co w nas doglebnie ukryte, opowiada sie za "zludzeniem", majac na mysli – jak sie wolno domyslac – apollinska zaslone Fryderyka Nietzschego. Na zakonczenie krotkich rozwazan o Dostojewskim pisze:
zycie musi byc zludzeniem, albowiem ze zludzen czerpie przecudne swoje rozpedy. Zbrodnia i kara jest przeblyskiem wiedzy, do ktorej nie starczy nam ani slow, ani sil. (388)*
Nie zawsze jednak udawalo sie Profesorowi pozostawac w bezpiecznym cieniu zaslony utkanej ze zludzen. Dwa teksty sposrod Scholiow: XVI i XVII uderzaja swoim pesymizmem. Pierwszy z nich to skarga czlowieka, ktory nie moze pogodzic sie z przemijaniem, ze smiercia, z zaglada; ktory nie rozumie gry "Wiekuistej Potegi" wolajacej do zycia i owo zycie zabijajacej. Pisze Profesor (stosujac literackie chwyty wyliczenia i anafory, a takze – obraz teatrum mundi):Drugi tekst Scholia XVII przynosi przerazajacy, wylacznie negatywny obraz – widzianej z gory – naszej ciemnej, drobnej, blotnistej planety, "ktora jak bak zataczajac sie smiesznie, unosi na sobie narody i panstwa." (378). Ludzkie mrowisko, male watle istoty otoczone sa przez niebezpieczenstwa, ale takze przez brud, pasozyty i bakterie. "Wszystko czlowiekowi jest nieprzyjazne" czytamy: „Jego umysl jest ociezaly [...] jego wola jest slaba; [...] Jego dusza jest chwiejna;" Pojawia sie w tym tekscie sformulowanie wrecz niepokojace:wszystko pragnie radosci istnienia i wypija zaglade, wszystko na chwile otrzymuje dar bytu i musi go zwrocic natychmiast nastepujacym w szeregu jestestwom, wszystko jak we snie przesuwa sie przez wielka widownie i ginie niebawem w mroku nicosci. (79).Takze ten tekst konczy sie mysla o najwiekszym zlu:Na kazdym kroku towarzyszy ludziom niepokoj i troska, obawa i trwoga, ktora wypija sily; gdzies daleko, moze blisko, ukrywa sie upior obledu.Jest rzecza wysoce znamienna, ze te dwa teksty nie przynosza propozycji remedium, ktora to propozycje – jak juz widzielismy – czesto ow moralista usilowal znalezc. Sprobujmy sami poszukac w jego innych utworach: czy zawsze tylko w ten skrajnie negatywny sposob mowi Profesor o smierci? Okazuje sie, ze nie. Bywa ona takze pojeta – by tak rzec – kwietystycznie, jako niekonczacy sie nigdy sen. Pisze Profesor (nb. po kilku zdaniach zaczynajacych sie od slowa wyrazajacego niepewnosc: "moze"):Ponad ludzkim plemieniem unosi sie smierc, widmo nicosci; a chociaz ona bywa nieraz stokroc litosciwsza niz zycie, przeciwko zagladzie wszystkie sily jestestwa podnosza sie w buncie. (378)Jednakze z poprzednio cytowanymi slowami o buncie wszystkich sil jestestwa przeciw zagladzie bardziej wspolbrzmi zakonczenie tekstu o Shelley'u. Pobrzmiewaja w nim nuty stracenczego heroizmu, ktory dzisiejszy czytelnik zna w wersji Alberta Camusa; sa w nim – nieoczekiwanie – zbieznosci z wierszem Czeslawa Milosza Sens. Otoz tym, co potrafi zwyciezyc smierc, jest wedlug Natansona, czlowieczy duch tworczy. Nie darmo powiedzial nad trumna Mariana Smoluchowskiego, ze "Czujemy sie echem Przedwiecznej Tworczej Potegi, Mocy Bozej" 5). Przytoczmy ow fragment o Shelley'u, w ktorym mowi sie o potedze tworczego ducha:Pustko wreszcie kojaca, samotnosci bezbrzezna. W tobie sprostuje, rozjasni sie umysl zdrozony, zmacony; zespoli sie w tobie z powszechnym kregiem stworzenia, nad ktory wynosi sie tu niedorzecznie. W tobie zablizni sie serce rozdarte, krwawiace; dzwieki w nim niezgluszone wplyna w wiekuista, gwiazdami grajaca harmonie. (254).jego siew plenny, trud czysty, ped gorny, lot lsniacy, chor jego marzen, zar jego prosby, rozlew szumiacy jego nadziei – to jedno rzucone zlosci i smierci wyzwanie, jeden protest ogromny przeciwko zagladzie, jeden krzyk nie milknacy odniesionego nad nia zwyciestwa. (377).* * *
Na zakonczenie warto przypomniec wazny fakt. Gleboki humanizm i piekna, niezwykle bogata polszczyzna Wladyslawa Natansona, profesora przeciez fizyki teoretycznej, spotkala sie z wysokim uznaniem kregow literackich: w roku 1936 otrzymal on Zloty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury.
- Przypisy:
- Przede wszystkim sa to publikacje: Drobiazgi, Krakow 1925, Oblicze natury. Odczyty, przemowienia, szkice, Krakow 1924 oraz Porzadek natury, Krakow 1928. Niewiele natomiast tekstow dotyczacych literatury mozna znalezc w ksiazce Widnokrag nauki, Lwow – Warszawa 1934. Niewielka zbiorowo publikacja Wincenty Pol jako krajoznawca, Krakow 1923 zawiera jedynie bardzo krotkie zdawkowe przemowienie Natansona jako rektora otwierajacego sesje. (powrot)
- Ta znaczaca w owczesnym Krakowie grupa intelektualistow dotychczas nie doczekala sie dokladniejszego opracowania. (powrot)
- Niemal wszystkie cytaty podaje wedlug wydania: Wladyslaw Natanson, Wspomnienia i szkice. Z przedmowa Arkadiusza H. Piekary, Krakow 1977. Liczba w nawiasie po cytacie oznacza strone tego wydania. (powrot)
- Przemowienie w dniu 6-ym wrzesnia 1917-go roku wypowiedziane nad trumna Mariana Smoluchowskiego. [w ksiazce:] Wladyslaw Natanson, Oblicze natury. Odczyty, przemowienia i szkice, Krakow 1924, s. 153. (powrot)
- Zob. przypis 3. (powrot)
Dr Maria Podraza-Kwiatkowska, jest Profesorem Uniwersytetu Jagiellonskiego w Instytucie Filologii Polskiej UJ.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||