W piecdziesieciolecie smierci Profesora Tadeusza Banachiewicza (1882-1954),
wielkiego astronoma z Krakowa.





TADEUSZ BANACHIEWICZ   –   MISTRZ I NAUCZYCIEL





ADAM STRZALKOWSKI






Profesor Tadeusz Banachiewicz, 1946.

W marcu 1946 r. odbylo sie pierwsze po wojnie spotkanie wladz Miedzynarodowej Unii Astronomicznej (MUA) w Kopenhadze,
w ktorym wzial udzial Profesor Banachiewicz. Lecial wtedy przez Sztokholm, gdzie ktos zrobil mu to zdjecie.
Profesor byl prezesem Komisji Ruchu i Figury Ksiezyca MUA.
(Fotografia ze zbiorow Adama Strzalkowskiego, otrzymana niegdys od Dr. Janusza Pagaczewskiego.)




Jestem zapewne jednym z ostatnich, ktorzy moga twierdzic, ze Profesor Tadeusz Banachiewicz byl ich Mistrzem. Z tego wzgledu moj artykul bedzie mial w duzej mierze charakter osobistych wspomnien.

Przygotowujac niedawno sesje Polskiej Akademii Umiejetnosci poswiecona Profesorowi Wladyslawowi Natansonowi przeczytalem z pewnym zdziwieniem we wspomnieniach Leopolda Infelda i Arkadiusza Piekary, ze jakkolwiek Natanson nie mial uczniow – jedynym jego doktorem byl Infeld, ale i on promowal sie na podstawie pracy wykonanej w Berlinie – to obaj uwazali go za swojego Mistrza.

Czym innym jest bowiem nauczyciel, a czym innym mistrz. Nauczyciel przekazuje swym uczniom wiedze, kieruje ich pracami naukowymi, dba o kolejne kroki w ich naukowej karierze, czesto tworzy to co nazywamy "szkola", Mistrz natomiast wplywa na ich formacje cala swa postawa zyciowa, swymi szerokimi pogladami, calym swoim zyciem i dzialaniem.

Tadeusz Banachiewicz byl na pewno naszym i Nauczycielem i Mistrzem.




Profesor Tadeusz Banachiewicz w czapeczce jak Gauss, ktora zwykle nosil.
Profesor zawsze byl pod ogromnym urokiem Gaussa.
(Fotografia ze zbiorow Adama Strzalkowskiego, otrzymana niegdys od Dr. Janusza Pagaczewskiego.)


Byl naszym Nauczycielem w pierwszym rzedzie przez swoje wyklady. Byly to wyklady znakomite. Nie tylko przez swoja tresc, dobre przygotowanie i wygloszenie, ale przede wszystkim dlatego, ze stawial w nich Banachiewicz przed sluchaczami nowe problemy naukowe do rozwiazania. Czesto zaraz po wykladzie bieglismy do naszych pracowni i staralismy sie te problemy zaatakowac. Wiele prac naukowych w Obserwatorium Astronomicznym w Krakowie powstawalo w ten wlasnie sposob. Tak na przyklad narodzilo sie rozwiazanie postawionego przez Profesora na wykladzie z geodezji wyzszej problemu odwracania szeregow potegowych w dwoch zmiennych. Dla jednej zmiennej rozwiazanie bylo znane – algorytm byl skomplikowany ale znany. Dla dwoch zmiennych nikt nie podal jeszcze takiego rozwiazania. W Obserwatorium rozwiazanie takie znaleziono w algorytmie krakowianowym, a glowne zaslugi polozyl w tym Tadeusz Kochmanski 1).

Profesor traktowal swe wyklady niezwykle powaznie. Wykladal zawsze we czwartki i w soboty od godz. 6 do 8 i byl to dzien, w ktorym pod zadnym warunkiem nie wolno mu bylo zawracac glowy. Nawet nie mozna bylo do niego zatelefonowac. Wykladal bardzo porzadnie, systematycznie. Pamietam, ze gdy raz sie pomylil przy wyprowadzaniu wzorow byl tym niezwykle zdenerwowany. Nie lubil pytan przerywajacych mu tok wykladu, ale zawsze staral sie na nie odpowiadac. Gdy nie znal odpowiedzi, to nie zbywal pytajacego, jak to sie czesto wykladowcom zdarza, ale odkladal wyjasnienie do nastepnego wykladu, gdy mogl juz odpowiedz przygotowac.

Sluchaczy nie mial wielu. Byli to przede wszystkim "sluchacze platni" – jak sam ich nazywal, to znaczy pracownicy Obserwatorium. Za moich czasow chodzili jeszcze na wyklady Banachiewicza matematycy, Krzysztof Tatarkiewicz i Zdzislaw Krzystek, pojawiali sie tez dosc dziwni sluchacze, jak wykladowca spawalnictwa na AGH Inz. Syryjczyk, czy Inz. Wladyslaw Kucharski, starszy pan, prezes Polskiego Towarzystwa Milosnikow Astronomii, przemyslowiec i minister pierwszych rzadow u progu II Rzeczpospolitej. W pewnym okresie na wyklady Banachiewicza uczeszczala i to dosc regularnie dobrze juz starsza pani. Profesor uwazal, ze chodzi jej o kartki zywnosciowe, my przypuszczalismy, ze po prostu kocha sie w Profesorze. Pozniej dopiero pojawili sie pierwsi studenci astronomii, Maciej Mazur, Edward Dobrowolski i Zbigniew Kowalski.

Poniewaz Profesor wykladal tylko dwa razy w tygodniu nie bylo moznosci wysluchac w czasie studiow wszystkich wykladow koniecznych do egzaminow z astronomii. Nalezalo sie uczyc z notatek prowadzonych w latach poprzednich przez ktoregos z "platnych sluchaczy". Pamietam takie notatki w wykladow z wyznaczania orbit czy rachunku krakowianowego prowadzone przez Dr Lidie Stankiewicz, pozniej Piegzowa. W pierwszych latach powojennych przedmiotem wykladow Banachiewicza byly: geodezja wyzsza, podstawy statystyki, astronomia praktyczna i sferyczna, wyznaczanie orbit i mechanika nieba.

Egzamin u Banachiewicza nie byl przyjemny. Profesor uwazal, ze nalezy dac studentowi szanse, zatem zadawal pytanie i czekal – potrafil czekac bardzo dlugo – ale nie pomagal, nie staral sie naprowadzic studenta na wlasciwa odpowiedz.




Zdjecie, ktore ja zrobilem w roku 1947 lub 1948 –
sa na nim niemal wszyscy pracownicy Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Jagiellonskiego;
brakuje Dr. Karola Koziela, ktory dojezdzal z Cieszyna i nie bylo go wtedy w Krakowie, oraz mnie, ktory robilem to zdjecie.
Od prawej:   Tadeusz Banachiewicz, Kazimierz Kordylewski, Lidia Stankiewicz, Helena Jasko, Jozef Ryzner,
Aldona Szczepanowska, Stefan Piotrowski, Irena Kocyan.
(Fot.   Adam Strzalkowski)


Waznym elementem zycia naukowego Obserwatorium byly cotygodniowe zebrania naukowe z piatki. Mialy swoj jeszcze z przed wojny rytual. Latem byla na zebraniach cassata, zima ciastka. Zaczynaly sie o godzinie 6, konczyly zawsze punktualnie o 8 i). Zwiazane to bylo z przedwojennym asystentem Obserwatorium, Kania, ktorego denerwowaly przedluzajace sie zebrania, gdy tymczasem on mial umowiona randke. Zaproponowal zatem godzine 8 jako nieprzekraczalny limit czasowy. I to trwalo – rowniez po wojnie, juz bez Kani, bylo scisle przestrzegane. Wystarczylo, ze o 8 ktos przypomnial : Lex Kania! – i nawet Profesor przerywal w polowie zdania i konczyl zebranie.

Zebrania zaczynaly sie zwykle omawianiem korespondencji, ktora otrzymywal Banachiewicz, biezacych spraw naukowych Obserwatorium, czasem byl referat kogos z zespolu lub zapraszanego wykladowcy zewnatrz. Wiele zagadnien naukowych nad ktorymi pozniej pracowalismy, wylanialo sie na tych zebraniach.

Profesor sugerowal swym wspolpracownikom zadania naukowe, ktorymi maja sie zajac. Byly to niekiedy problemy, ktorymi on jeszcze zajmowal sie w dawnych latach, w Kazaniu, czy w Getyndze. Tak zasugerowal nam zajecie sie problemem transferu promieniowania w atmosferach planet. Stefan Piotrowski mial zajac sie teoretycznym rozwiazaniem rownania transferu, ja obserwacjami. Powstala wtedy znakomita praca Piotrowskiego, w ktorej podal on analityczne rozwiazanie tego rownania 2).





Zanim zrobilem grupowe zdjecie (to powyzej),
Dr. Kazimierz Kordylewski pobiegl do swojego mieszkania na I pietrze budynku Obserwatorium,
przyniosl swoj aparat i zrobil mi – fotografujacemu – to zdjecie.
Jest to moje pierwsze zdjecie kolorowe – jak zdumiewajaco dobre sa kolory mimo uplywu ponad 50 lat!
(Fot.   Kazimierz Kordylewski)


Ja mialem wykorzystac wyprowadzone przez Piotrowskiego wzory do interpretacji moich wynikow obserwacyjnych. Otoz zasada, ktora Banachiewicz sam stosowal i nas tego uczyl, bylo przeliczanie rachunkow teorii, ktora mialo sie w swej pracy stosowac. Sam dzieki temu wykryl w roznych teoriach bledy i uzyskal nowe wyniki teoretyczne.

Musialem przeliczyc wzory Piotrowskiego i przedstawic te rachunki Profesorowi. To nie bylo jeszcze takie trudne, bo jak twierdzi Prezes PAU Profesor Andrzej Bialas, nie ma wiekszego problemu z wyprowadzeniem wzorow, gdy sie wie, co ma wyjsc.

Gorzej bylo z innym problemem zwiazanym juz bezposrednio z moja praca obserwacyjna. Mialem obserwowac fotometrycznie Wenus. Poza Sloncem i Ksiezycem jest ona najjasniejszym obiektem na niebie, nie jest zatem latwo nawiazac jej jasnosci do jakiegos standardu. Narzuca sie tu Slonce, ale roznica jasnosci wynosi przeszlo 20 wielkosci gwiazdowych! Banachiewicz zasugerowal mi porownywanie jasnosci Wenus z jasnoscia Slonca zredukowana przez odbicie w kuli. I oczywiscie kazal mi wyprowadzic potrzebne do tego wzory. Gdy pokazalem Profesorowi wyniki, ten zaprowadzil mnie do biblioteki i w jakims czasopismie wyszukal rozwiazanie tego problemu. Bylem troche zly ale i dumny, bo wzory sie zgadzaly.

Dobralem i zdobylem kule do tych obserwacji i zawiesilismy je na kopule Zakladu Lubomirskich (obecnie Wyzszej Szkoly Ekonomicznej – do niedawna tam wisiala i zostala usunieta dopiero niedawno przy remoncie tej kopuly), na wiezy kosciola Jezuitow (powinna tam jeszcze wisiec), a trzecia juz nie pamietam gdzie.

Niestety niewiele wyszlo z tych pomiarow dla Wenus. Obserwowalem dosc duzo na niebie wieczornym, ale brakowalo mi faz Wenus, gdy przed Sloncem pojawiala sie na niebie porannym. Wymagalo to wstawania i udawania sie do Obserwatorium w srodku nocy, a nigdy nie mozna bylo byc pewnym, jaka bedzie pogoda.

Ale Banachiewicz nie mial do mnie o to pretensji. Podejrzewam, ze sam mial podobne problemy w swoich obserwacjach w Kazaniu. Zaaprobowal zajecie sie przeze mnie transferem swiatla w naszej ziemskiej atmosferze 3).

Zawsze interesowal sie postepami naszych prac. Nie znosil tylko pytan. Mowil wtedy lekko poirytowanym glosem:

– Niech sie Pan nie pyta! Niech Pan cos zaproponuje, a ja to skrytykuje.

Lagodnie traktowal nasze niepowodzenia i bledy. Mawial w zwiazku z naszymi zmylkami – tak sie u niego nazywaly bledy rachunkowe:

Nie myli sie tylko ten, kto nie liczy.

Sam skarzyl sie czesto na swoje wlasne zmylki. Uwazal, ze najistotniejsze jest nie unikanie lecz znalezienie popelnionych bledow. Sam robil to wrecz znakomicie. Gdy przychodzilo sie do niego z wynikami obliczen, to przez chwile sie w nie wpatrywal, potem pokazywal palcem i mowil:

Tu jest blad!

Poczatkowo nie moglem zrozumiec, jak on to robi i zajelo mi troche czasu nim to odkrylem.

Tolerowal bledy, ale bezwzglednie tepil tych, ktorzy do bledow sie nie przyznawali i starali sie je ukryc. Znany byl z tego nie tylko w kraju, ale i w skali miedzynarodowej. Na te rzetelnosc w nauce zwracal szczegolna uwage i nas tego nauczyl.

Nauczyl nas uznania dla rachunkow numerycznych i techniki ich wykonywania. Sam duzo liczyl i rozwijal metody rachunkowe przede wszystkim w postaci rachunkow krakowianowych 4). Jako ilustracje chcialem tu tylko powiedziec, ze jeszcze dzisiaj moge przeprowadzic wyrownanie pomiarow metoda najmniejszych kwadratow w algorytmie krakowianowym bez zagladania do podrecznika, podczas gdy jest to zupelnie niemozliwe w algorytmie Gaussa. Raz tylko probowalem przeprowadzic taki rachunek, ale ciagle sie mylilem i w koncu go nie skonczylem.

Zwracal nam Banachiewicz uwage na szereg aspektow waznych w pracy naukowej. Wymagal znajomosci jezykow obcych. Sam wladal kilkoma i mawial, ze najtrudniej jest nauczyc sie pieciu pierwszych jezykow. Mnie kazal kiedys zreferowac prace Rebera o radioastronomii napisana po hiszpansku, nie pytajac w ogole czy potrafie. Zrodzila sie z tego zreszta krakowska radioastronomia 5).

Ale to wymaganie znajomosci jezykow obcych mialo u Profesora pewne granice. Wyslal mnie kiedys do Warszawy z poleceniem przeczytania artykulu o krakowianach w czasopismie znajdujacym sie w bibliotece NOT-u. Z przerazeniem stwierdzilem, ze praca jest po wegiersku i niewiele rozumiem. Gdy zawiadomilem o tym Profesora po powrocie do Krakowa, ten powiedzial:

– No, tak tez przypuszczalem. Ale czy mogl Pan przynajmniej dojsc do tego, czy oni tam chwala, czy gania krakowiany?

Mial Banachiewicz wielu uczniow. Czesto uwaza sie, ze podstawowa cecha dobrego nauczyciela i mistrza jest stworzenie szkoly. Czy Banachiewicz taka szkole stworzyl? Mozna odpowiedziec, ze nie jedna. Przede wszystkim stworzyl szkole rachunkow numerycznych rozwijajaca metody krakowianowe 6). Nalezalo do niej nie tylko wielu polskich astronomow, geodetow i matematykow, ale takze wielu uczonych zagranica. Gdy w koncu lat 1950-tych przebywalem na stazu w Anglii musialem wykonac pewne rachunki na najwiekszej wowczas w Europie maszynie cyfrowej ATLAS w Manchesterze. Zapytalem tamtejszych rachmistrzow, czy znaja krakowiany. Okazalo sie, ze tak.

Druga stworzona przez Banachiewicza szkola zajmowala sie badaniami obserwacyjnymi i teoretycznymi gwiazd zmiennych zacmieniowych 7). Krakow stal sie na swiecie jednym z przodujacych osrodkow w tej dziedzinie i ta tradycja na szczescie trwa.

Trzecia wreszcie szkole Banachiewicza stanowily prace nad ruchami Ksiezyca 8). Rozpoczely sie jego pracami jeszcze w Kazaniu. Oddzialywal w tej dziedzinie nie tylko na swych uczniow i z kolei ich uczniow w Krakowie, ale i w skali miedzynarodowej jako prezydent Komisji Ksiezycowej Miedzynarodowej Unii Astronomicznej.

Na zakonczenie zwiazana z tym anegdota. Uwazam, ze nic tak jak takie dykteryjki nie nadaje rumiencow historii. Uwagi o szkolach Banachiewicza chcialem zilustrowac informacjami o wypromowanych przez niego doktorach. Udalem sie w tym celu do Uniwersyteckiego Archiwum i tam mimo trwajacej jeszcze przeprowadzki udostepnione mi potrzebne materialy. Znalazlem w nich, ze Banachiewicz byl promotorem takich znanych astronomow jak Jan Gadomski (1925), Eugeniusz Rybka (1926), Karol Koziel (1945), Lidia Stankiewicz (1946). Ale ze zdumieniem stwierdzilem, ze promotorem takich bez watpienia uczniow i wspolpracownikow Profesora jak Jan Mergentaler, Junusz Pagaczewski, a przede najblizszy mu czlowiek Kazimierz Kordylewski, byl nie Banachiewicz a geograf, Profesor Jerzy Smolenski. Nie wiem czemu tak bylo, ale w jednym przypadku znam dobrze powod. Tuz przed wojna doktoryzowal sie Stefan Piotrowski. Rektorem byl wtedy Profesor Wladyslaw Szafer. Tradycyjnie, jak kazdy dyrektor obserwatorium astronomicznego mieszczacego sie w ogrodzie botanicznym, Banachiewicz byl w ostrym konflikcie z botanikiem Szaferem, dyrektorem Ogrodu Botanicznego UJ. Otoz Banachiewicz oswiadczyl, ze na promocji nie bedzie siedzial obok Szafera. Piotrowski prosil wtedy swego tescia, wlasnie Profesora Smolenskiego, aby ten namowil Szafera na delegowanie na te promocje prorektora. Szafer, gdy sie dowiedzial o przyczynie, oswiadczyl, ze wlasnie przyjdzie osobiscie na te promocje. No i Banachiewicz nie promowal Stefana Piotrowskiego.




Literatura:
  1. Tadeusz Kochmanski: Algèbre Nucléaire, Acta Astr. c5 (1952) 51.   (powrot)

  2. Stefan Piotrowski: The Planetary Problem of Radiative Transfer, Acta Astr. c4 (1947) 57.   (powrot)

  3. S. Piotrowski, A. Strzalkowski: The law of the darkening of clouds, Acta Astr. a4 (1949) ??.
    Adam Strzalkowski: Investigations on the Scattering of Radiation in the Earth’s Atmosphere, Acta Astr. c5 (1955) 95.   (powrot)

  4. Tadeusz Banachiewicz: Rachunek Krakowianowy, PWN Warszawa (1959).   (powrot)

  5. Jozef Maslowski, Adam Strzalkowski: 50 lat krakowskiej radioastronomii, Prace Komisji Historii Nauki PAU 7 (2005).   (powrot)

  6. Jan Mietelski: Tadeusz Banachiewicz i jego krakowiany, Prace Komisji Historii Nauki PAU 4 (2002) 5.   (powrot)

  7. T. Zbigniew Dworak: Krakow – centrum obserwacji gwiazd zacmieniowych, Prace Komisji Historii Nauki PAU 5 (2003) 5.   (powrot)

  8. Jan Mietelski: Prace nad ruchami i figura Ksiezyca w Obserwatorium Krakowskim, Prace Komisji Historii Nauki PAU 8 (2006).   (powrot)


  1. W obserwatorium krakowskim, jak w calym swiecie astronomicznym rachube godzin zaczynano w poludnie.
    Chodzilo po prostu o to, zeby w nocy podczas obserwacji nie zmieniac daty   (powrot)



Nota edytorska:   Powyzszy tekst byl referatem wygloszonym na sesji w Polskiej Akademii Umiejetnosci poswieconej Tadeuszowi Banachiewiczowi w dniu 29 pazdziernika 2004 r. Tekst tego referatu ukaze sie w poswieconej Tadeuszowi Banachiewiczowi ksiazce w serii wydawniczej Polskiej Akademii Umiejetnosci zatytulowanej "W sluzbie nauki".




Teksty Adama Strzalkowskiego zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2004 Zwoje