CARL MICHAEL BELLMAN :
ISTNIENIE KARCZEMNE





LEONARD NEUGER






Carl Michael Bellman.
Mal. Per Krafft, 1779.


"Carl Michael Bellman przyszedl na swiat 4 lutego 1740 roku w Sztokholmie" – tak niewatpliwie powinno zaczynac sie kazde przyzwoite Poslowie do utworow Bellmana. Czytelnik swiadkiem, ze i my te powinnosc juz spelnilismy. A spelniwszy... zdumielismy sie. Uzmyslowilismy sobie bowiem, ze w tym pierwszym, najniewatpliwszym pod sloncem zdaniu, tylko jeden czlon, mianowicie: "przyszedl na swiat", moze byc dla polskiego czytelnika zrozumialy, a i to wylacznie dzieki temu, ze umieszczony zostal w ksiazce literackiej, gdzie akt urodzenia nie domaga sie wyjasnien. Coz jednak znaczylo pojawic sie na swiecie akurat w 1740 roku, w Szwecji, w jej stolicy, wlasnie dla czlowieka nazwiskiem Bellman i co to byl za czlowiek – to trzeba opowiedziec, i to w takiej kolejnosci, by opowiesc rozwijala sie przejrzyscie i z korzyscia dla jej bohatera.


4 lutego 1740, w Szwecji

Jesienia 1697 roku Riksdag uznal niespelna 18-letniego nastepce tronu Karola za pelnoletniego i powierzyl mu korone. Szwecja zegnala XVII wiek z nadzieja na demokratyzacje, zmiany w polityce wewnetrznej zapewniajace wszystkim stanom dobrobyt i zmiany w polityce zagranicznej dajace szanse pokoju. Mniej wiecej wtedy przybyl do Szwecji niemiecki prapradziadek Bellmana w linii meskiej, pewnie skuszony jakimi takimi perspektywami.

Rachuby te okazaly sie nietrafne. Karol XII byl wladca despotycznym, obciazenia podatkowe utrzymal, a nawet zwiekszyl, wojna wisiala w powietrzu. Do stalego w owym czasie zagrozenia dunskiego doszlo zagrozenie rosyjskie, Piotr I bowiem za wszelka cene chcial uzyskac dostep do Baltyku, a mozna to bylo uczynic tylko kosztem Szwecji lub Polski, lub tez obu, oraz zagrozenie polskie czy polsko-saskie.

Zawiazano odpowiednie sojusze i wiosna 1700 roku krol Polski August II rozpoczal Wojne Polnocna. W sukurs pospieszyli mu krol dunski i Piotr I. Nie znaczy to, ze Szwecja odgrywala w tym spektaklu role niewinnej ofiary: byla dobrze uzbrojona, miala silna armie oraz ochote na udzielne panowanie w basenie Morza Baltyckiego.

Pierwsza faza wojny byla dla Karola XII pomyslna. Z Dunczykami i Polakami poszlo dziecinnie latwo, wojska zas Piotra I, mimo trzykrotnej przewagi, dostaly pod Narwa od Szwedow tegiego lupnia. W konsekwencji Karol XII zajal stopniowo Polske (wprowadzajac na tron Stanislawa Leszczynskiego), Saksonie, oswobodzil Inflanty i podpisal korzystny pokoj z Dunczykami. Do pelni szczescia brakowalo tylko politycznego ugruntowania zwyciestw, a to nie bylo takie latwe. Stanislaw Leszczynski mial za soba tylko czesc szlachty, Sasom nie mozna bylo ufac, Piotra I lepiej bylo nie lekcewazyc. Stad stala potrzeba okupacji zagarnietych ziem oraz czujnosci na wlasnych, zamorskich...

Jesienia 1708 roku wojska szwedzkie rozpoczely marsz na Rosje, liczac na niezadowolenie ludnosci z tyranii wielkiego reformatora oraz na pomoc Polakow i hetmana ukrainskiego Jana Mazepy. Zatrzymaly sie pod miejscowoscia Poltawa w oczekiwaniu na polsko-ukrainskie posilki i na koniec wyjatkowo tego roku ostrej zimy. Znamy ten scenariusz Historii na pamiec, lecz wodzowie zawsze poznaja go na wlasnej skorze... Mazepa zostal przez Rosjan unieszkodliwiony, Polacy nie nadeszli, zima zas, grozna ukrainska zima, dopelnila nieszczescia. Znamy to wszystko, znamy... Zdziesiatkowana chorobami armia, druzgocaca kleska, paniczny odwrot. Karol XII cudem uratowal zycie, a jesli wierzyc Wolterowi, ocalil go Stanislaw Poniatowski, ojciec pozniejszego krola. Wielka Historia dyktujaca Wielkie Opowiesci zaczela wlasnie pisac tragiczny epilog dla Polakow i Ukraincow. Mazepa powroci jako tragiczny bohater romantyczny zarowno w literaturze ukrainskiej, jak i polskiej. Dzieje przegranej bitwy Karola XII nie musialy czekac na romantyzm: kusily wymiernym i wznioslym ksztaltem oraz oznaczaly porazke militarna, polityczna, czy tylko strategiczna, nie zas rozbestwione szalenstwo Historii. Opisal te dzieje Wolter.


Co to ma wspolnego z Bellmanem?

Nie piszemy historii Szwecji; wnikliwy Czytelnik zauwazyl zapewne, ze zabawilismy dosc dlugo w okresie, ktorego Carl Michael Bellman na oczy nie mogl ogladac. Mimo to uwazamy, ze Czytelnikowi nalezy sie epilog szwedzkich nie spelnionych snow o potedze. Karol XII uciekl do Turcji (to znaczy przebywal na terenach dzisiejszej Rumunii) pragnac doprowadzic do umozliwiajacego rewanz na Rosji aliansu z Turcja. Gdy to sie nie powiodlo, powrocil w 1714 roku do kraju – misja trwala dlugo, ktoryz z szefow panstw moglby sobie dzisiaj pozwolic na piecioletni okres zdalnego kierowania nawet najbardziej lojalnym wzgledem niego panstwem? – powrocil i na otarcie lez postanowil, tym razem wbrew stanowisku politykow szwedzkich i lekcewazac nastroje spoleczne, zajac Norwegie. Pierwsza proba nie udala sie. W 1719 roku po raz drugi ruszyl na Norwegie, tym razem na twierdze broniace dostepu do dzisiejszego Oslo. Podczas oblezenia Fredrikssten wystrzelona kula trafila Karola XII w glowe. Zginal na miejscu: kto strzelal? Zaciety w oporze Norweg czy zaciety w nienawisci Szwed? Tego nie dowiemy sie nigdy.

Co to wszystko ma wspolnego z Bellmanem, ktory przyjdzie na swiat 31 lat pozniej? Odpowiedz jest jednoznaczna: nic. Najwiekszy poeta szwedzki nie mial nic wspolnego z mocarstwowym, heroicznym, choc zaprawionym kleska, okresem historii swego kraju. I nie o to chodzi, ze Oswiecenie bylo epoka ahistoryczna – bo to nieprawda – czy ze nie pisano w epoce Bellmanowskiej w Szwecji utworow heroicznych w oparciu o temat historyczny – pisano, choc nie o Poltawie, kleska bowiem nie najlepiej nadawala sie do celow propagandowych, na tragedie byla jeszcze za swieza, a masochistyczna rozkosz niedawnej kleski poznal dopiero romantyzm. Chodzi o to, ze Bellman nie imal sie Wielkiej Historii. Najwieksze potyczki rozgrywaja sie u niego w karczmach; najwaleczniejszych czynow dokonuja w nich ludzie, ktorych Wielka Historia nigdy o zdanie nie pyta; najwieksze namietnosci polityczne wywoluja doniesienia prasowe, ale nie sa to najwieksze z namietnosci postaci Bellmanowskich. Jesli opowiedzialem jednak te   z o l n i e r s k a   historie Karola XII w kontekscie bellmanowskim, to po to, by tym mocniej podkreslic   c y w i l n y   charakter poezji Bellmana. Zamykajac sie na zolnierski heroizm, odkryl poeta bogactwo swiata cywilnego: dziewczyn zajmujacych sie maglowaniem, przeniesionych do cywila zolnierzy, szynkareczek, prostytutek... slowem tych wszystkich Mowicow, Mollbergow, Berjstremow, Nurstremow, Ulli Winblad, Kajs Styn i wielu innych, niekoniecznie szwedzkich bohaterow. Analizie tworczosci Bellmana poswiecimy w dalszym ciagu osobne miejsce. Na razie czujemy sie usprawiedliwieni z historycznej dygresji na temat Karola XII i spieszymy opowiedziec o czasach, ktore Carl Michael Bellman ogladal na wlasne oczy.


Epoka wolnosci i czasy Gustawianskie

Kiedy wierni zolnierze niesli cialo Karola XII na marach, kiedy cialo to spoczelo w krypcie kosciola Riddarholm w stolicy – zmiany ustrojowe byly juz przygotowane. Szwecja weszla w okres monarchii konstytucyjnej. Juz nastepny panujacy zostal przez Riksdag, to znaczy przez szlachte, duchowienstwo, mieszczanstwo i chlopstwo,  w y b r a n y. Stopniowo na czolo polityki szwedzkiej wysunely sie dwie rywalizujace z soba partie polityczne: Kapelusze i Czapki. Kapelusze wraz z partia dworska reprezentowaly glownie arystokracje, biurokracje, bankierow i kupcow; Czapki – mloda szwedzka burzuazje; optowaly za merkantylizmem w ekonomii; w polityce zagranicznej opieraly sie na sojuszu z Francja. Czapki prowadzily bardziej restryktywna polityke funduszami Krolestwa, ostra polityke antyinflacyjna. Na przyklad w 1766 roku zakazano spozycia: kawy, czekolady, ponczu, wina itd. Protekcjonizm zostal prawie zarzucony, kredyty ograniczono. W polityce zagranicznej Czapki opieraly sie na Rosji i Anglii.

Trwajace 50 lat rzady raz jednej, raz drugiej partii nosza w historii Szwecji miano "epoki wolnosci". Nie jest to okres cieszacy sie w Szwecji dobra prasa. Tej pierwszej w historii kraju probie demokracji towarzyszyly wybuchy spoleczne, gwaltowne zmiany koniunktury (dotknelo to takze najblizsza rodzine Bellmana: jego rodzice zbankrutowali, tracac caly majatek w 1763 roku), inflacja, bolesne zmiany w stratyfikacji spolecznej, brudne machinacje partyjne, korupcja, pauperyzacja wielkich grup spolecznych, upadek obyczajow, ingerencje Rosji, Anglii i Francji, ktorych ambasady nie szczedzily pieniedzy na lapowki dla chciwych i slabych politykow, przegrane wojny, ktore doprowadzily wreszcie do utraty czesci Finlandii (na rzecz Rosji), dodajmy – jedynych ziem, ktore ostaly sie jeszcze Szwecji po klesce Karola XII.

Wydaje sie jednak, ze ta lekcja demokracji miala i lepsze strony; nastapil, mimo chwiejnych koniunktur, wzrost znaczenia mieszczanstwa, a co za tym idzie rozwoj przemyslu i handlu, nastapila znaczna aktywizacja wielu grup spolecznych, wreszcie ferment, ktory w wielu dziedzinach zycia prowadzil do niepewnych rezultatow, gdzie indziej przyniosl wielkie osiagniecia. Dyskusja nad reformami, walka polityczna itp. znalazly zywy oddzwiek w korzystajacej z wolnosci druku wlasnie powstalej prasie. Dzialali tej miary uczeni, co Linneusz (Carl von Linne), Anders Celsjusz, Christofer Polhem; czy mysliciele, jak Emanuel Svedenborg; dzialali wybitni malarze, jak Johan Tobias Sergel, Per Krafft Starszy, Gustaw Lundberg, Lorentz Pasch, Elias Martin; czy architekci – Carl Hårleman [wym. Horleman] 1), Carl Fredrik Adelkrantz, Carl Johan Cronstedt czy – nieco pozniej – Erik Palmstedt. W literaturze kwitlo Oswiecenie – niekoniecznie bezposrednio zwiazane z "epoka wolnosci": Hedvig Charlotta Nordenflycht [wym. Nudenflykt], Gustaf Fredrik Gyllenborg [wym. Jilenborg], Joan Henrik Kellgren [wym. Cielgren], Gustaf Philip Creutz czy Carl Michael Bellman.

W 1771 roku objal tron Gustaw III, ktory natychmiast sprobowal zamachu stanu. Zajmiemy sie nim troche blizej, albowiem spora czesc dojrzalej tworczosci Bellmana przypada na okres jego panowania. Krol otaczal artystow, w tym i Bellmana, opieka, takze finansowa, a poeta wyraznie sympatyzowal z krolem, nawet wtedy, kiedy nie mozna juz bylo z tego wzgledu spodziewac sie pochwal. Zatem Gustaw III zaczyna swoje panowanie od udanego zamachu stanu. Tlum sztokholmski, nie tak dawno wiwatujacy z okazji uzyskania wladzy przez Czapki, teraz entuzjastycznie wita krola. Moze dlatego, ze trudy demokracji okazaly sie na dluzsza mete zbyt dotkliwe, wszak za zmienna koniunkture ow ludek zwykle placi najwyzsza cene? A moze sprawila to wielka osobowosc krola: swietnego mowcy, pisarza-intelektualisty, ktory zamach swietnie, takze propagandowo, przygotowal i udokumentowal? Wiemy na pewno, ze Bellman zamach poparl z calego serca. Kto wie, czy gorzkie uwagi, jakie nieco wyzej poswiecilismy epoce wolnosci, nie sa nieswiadomie przez nas powtorzonymi argumentami propagandy gustawianskiej? Dosc ze przemawiajac w upokorzonym jednak Riksdagu Gustaw potrafil wzbudzic entuzjazm.

Gustaw III przeprowadzil zmiany prawne wzmacniajace wladze krolewska. Za baze spoleczna swej wladzy uznal szlachte, za model ekonomiczny – fizjokratyzm. Przeprowadzil miedzy innymi reforme walutowa, zniosl wiele dni swiatecznych, zmonopolizowal gorzelnie (dotad pedzono alkohol w gospodarstwach domowych!), otworzyl panstwowa loterie, co interesuje nas tym szczegolniej, ze w pewnym momencie zycia znalazl tam zatrudnienie Bellman. Oprocz tego Szwecja otwarla sie na kapitaly obce oraz zezwolila na osadnictwo cudzoziemcow, i to gwarantujac im tolerancje religijna (katolikom, zydom). Trzeba powiedziec, ze dzieki pomyslnej koniunkturze i znakomitemu doradcy, Johanowi Liljenkrantzowi, polityka ta odniosla sukces. Nie oznacza to, ze przeprowadzenie jej nie napotkalo oporow spolecznych. Za reformy placilo chlopstwo i mieszczanstwo, narastal opor przeciw tolerancji wyznaniowej i narodowosciowej, jedna zas z konsekwencji tego oporu bylo wprowadzanie coraz ostrzejszej cenzury. Wreszcie na Riksdagu w 1786 roku spotkal sie krol ze zmasowanym oporem tzw. "patriotow" (Partia Ludowa), dawnych Czapek oraz grupy poslow skaptowanych przez ambasade rosyjska.

Krol poszedl wowczas na daleko idace ustepstwa werbalne, raz jeszcze korzystajac ze swych talentow krasomowczych. Wyciagnal jednak z tego przesilenia politycznego wnioski, ktore zwyklismy nazywac wlasciwymi. Oto zauwazyl, ze opozycja sklada sie glownie z warstw wyzszych, to znaczy tych, ktore dotychczas uznawal za swa baze spoleczna. Natomiast chlopstwo i mieszczanstwo wykazuje prokrolewskie sympatie, jakkolwiek domagajac sie reform spolecznych i ekonomicznych. Postanowil tedy wykonac cos, co dzisiaj nazywamy wolta polityczna, i oprzec sie na stanach dotad spychanych przezen na margines, to znaczy na mieszczanstwie i chlopstwie.

W 1788 roku, po nieudanych wojnach z Rosja – gdzie krol wykazal sie spora indolencja militarna, ktora dzis niektorzy uczeni tlumacza ograniczeniem zdolnosci dowodczych wskutek zamroczenia alkoholowego – Gustaw III dokonal powtornego zamachu stanu. Tym razem postawil na chlopstwo i mieszczanstwo. Chlopi, grupa reprezentowana w Riksdagu, nie znajaca poddanstwa, a poza tym nie tak wyniszczona ekonomicznie, jak w Polsce, uzyskali przywileje podatkowe, prawo wykupu i posiadania ziemi, pastwisk, lasow itp. stajac sie w jakims sensie nowa grupa spoleczna. Zyskali na reformach takze mieszczanie i duchowienstwo. Krol byl przyjacielem i dobroczynca artystow i uczonych (sam zreszta takze paral sie piorem), sprzyjal rozwojowi kultury, tworzyl muzea, teatry, opiekowal sie architektura, zalozyl, wzorowana na francuskiej, Akademie Szwedzka itd. Natomiast dla szlachty stanowily te reformy powazne zagrozenie.

W 1792 roku grupy opozycyjne zjednoczyly sie i – wobec popularnosci krola i jego polityki – zdecydowaly sie na dzialalnosc konspiracyjna. Grupa oficerow, arystokratow i wysokich urzednikow przygotowala zamach. 16 marca nadarzyla sie sposobnosc: w Operze Sztokholmskiej wyprawiany byl bal maskowy i tam wlasnie Jakub Johan Anckarström oddal smiertelny, jak sie okazalo, strzal: Gustaw III zmarl w dwa dni pozniej. Balem maskowym zainteresowala sie literatura swiatowa oraz opera i pozostal on trwalym, symbolem w kulturze europejskiej. Szwecja natomiast zajal sie brat Gustawa III, zwiazany z opozycja. Nastapila gwaltowna reakcja na – jak to nazywano – "tendencje jakobinsko gustawianskie": wprowadzono cenzure, ktora stopniowo zblizala sie do obledu, a nawet obled osiagala, przeprowadzano czystki, procesy pokazowe... Polskiemu Czytelnikowi nie musimy dodawac, ze represje skoncentrowaly sie na ludziach piora, dluta i rozumu. W 1795 roku rozwiazano Akademie Szwedzka. (Wszelakoz nie na zawsze: istnieje ona do dzis, czesc jej dzialalnosci znana jest calemu swiatu dzieki przyznawaniu Nagrod Nobla.) Niektorzy pisarze wraz ze smiercia krola stracili oparcie materialne, srodowiska intelektualne ulegly rozbiciu; pozbawiony dochodow Bellman wyladowal w 1794 roku w wiezieniu (za dlugi) i przesiedzial tam ponad dwa miesiace...

Zarowno za panowania Gustawa III jak i pozniej zainteresowanie "polskimi afferami" bylo spore, co wiazalo sie przede wszystkim ze stalymi napieciami politycznymi miedzy Szwecja a Rosja. Wypadki z 1772 roku, zakonczone pierwszym rozbiorem Polski, wywolac musialy w Szwecji spory rezonans, skoro w 45. Fredmanowym Poslaniu nieszczesny Mollberg zostal w karczmie Rostock pobity jako poplecznik Polakow; napotkamy zreszta u Bellmana kilkakrotnie przychylne okreslenia naszych rodakow. Najzabawniejszy w tym wzgledzie jest malo znany utwor Bellmana, bedacy zapewne czescia zamierzonego cyklu, ktory – zauwazmy – przypomina jakas XVIII-wieczna "Zielona Ges":

Klub nr IV
A propos Krakowa


      Jenssen
Ze co? Ja powiadam jako ta osoba szacowna oraz jako te drugie osoby, ze te tam polskie afery, ze te, te, te, te, jak widac... co chcialem powiedziec, te, te, te, te tam pojda w diably, bo Krakow widzicie.
      Chor
Kelner!
Prosze wina dwa.
Kra, Kra, Kra.
Do Krakowa Rusek wpada.
Trudna rada.
Cyk, wypijmy! Rusek wlada!
      Lundholm
Nie byloby w tym nic dziwnego, moi panowie, albowiem mam honor oswiadczyc, ze Polska wlasnie lezy na Oceanie Urojonym!
      Jenssen
Pijcie, panowie.
      Lundholm
No i teraz cala rosyjska flota skupila sie w Krakowie.
      Stenbit
Jak to?
      Lundholm
Ja powiadam, jako pan Prezes, ze to jest okropnie tlusty kraj; tam sa woly wielkie jak Wojewody.
      Stenbit
Wybacz, moj panie, Polska lezy na gorze, a wieze koscielne to widac az do Szczecina.
      Lundholm
Ona lezy u diabla samego, a nie na jakiejs gorze.
      Stenbit
Nie ma sprawy, drobiazg, zbratajmy sie.
      Chor
Kelner! Jeszcze wina dwa...
      Stenbit
Ale a propos Ruska: braciszku, czy aby Sybiria nie lezy takze w Polsce, no jak? Biorac pod uwage polskie futra skora do spodu... Czy moze Turek jeszcze sprawuje rzady?
      Lundholm
Caluj Turka w d...
      Chor
Kelner!
Doloz wina dwa...
      Jenssen
Niechze sobie, do krocset, rzadzi Polska, kto chce: diabel stary, czy notariusz koronny, hycel koronny, czy tez skarbnik pieczeci! Ja podtrzymuje moje zdanie, ze Rusek wezmie Krakow. Bezsprzecznie, moje wy kanalie! A teraz dobranoc, bracia.
      Chor
Kelner!
Wez te wina dwa.
Kra. Kra. Kra.
Do Krakowa Rusek wpada.
Trudna rada.
Cyk, wypijmy! Rusek wlada!

Przyznajmy zatem, ze zainteresowanie Polska bylo spore, ludek sztokholmski dzielil sie na zwolennikow i przeciwnikow naszego kraju, a wiedza geograficzna i swiadomosc realiow polskich byly niskie, choc na tyle dla Bellmana zabawne, ze godne zanotowania. Rosjan w Szwecji obawiano sie, istnialy tu poza tym resentymenty zwiazane ze stratami terytorialnymi wlasnie na rzecz Rosji, stad powtarzajaca sie niechec do rosnacego w potege Imperium. Sam Gustaw III w okresie trwania Sejmu Wielkiego napisal traktat, ktory, przetlumaczony na jezyk polski, kolportowany byl wsrod poslow: O niebezpieczenstwie wagi politycznej albo wyklad przyczyn, ktore zepsuly rownowaznosc na polnocy, od wstapienia na tron rosyjski Katarzyny II. W traktacie tym Rosje uznawal za glowny czynnik destabilizujacy rownowage na polnocy Europy. Polsce zatem wyznaczal wazna role w przyszlej, jak zapewne marzyl, Europie, z istotna dla europejskiej rownowagi osia Warszawa-Sztokholm.

Znow czujemy sie w obowiazku zakonczyc ten rozdzial krociutkim epilogiem. Rzady brata krolewskiego nie trwaly dlugo: juz w 1795 roku caryca Katarzyna poparla kandydature Gustawa IV Adolfa, syna Gustawa III, na krola Szwecji, a uczynila to miedzy innymi pod warunkiem uznania przez Szwecje zaboru Polski. Gustaw IV Adolf wciagnal swoj kraj w wojny z Francja i Rosja, przegrywajac wszystkie. W efekcie Rosja zagarnela pozostala, ostatnia juz, czesc Finlandii. 29 marca 1809 roku Gustaw IV Adolf abdykowal w wyniku udanego zamachu stanu. Epoka dobiegla konca.


W Sztokholmie

Nazwa Stokholm [Sztokholm] wywodzi sie od nazwy ciesniny Stocksund (sund – "ciesnina") miedzy jeziorem Mälaren [wym. Melaren] a Baltykiem. Slowo stock znaczy po szwedzku "pien", slowo holm znaczy "wysepka"; zapewne we wczesnym sredniowieczu nad jeziorem rozsiadly sie stocznie, pnie zas i odpady drzewne niesione z pradem zatkaly ciesnine tworzac wyspe. Z czasem zaczeto Sztokholmem nazywac kompleks wysp, z ktorych czesc zachowala w nazwach informacje o swej geograficznej specyfice (Kungsholmen, Långholmen, Riddarholmen). Oczywiscie stopniowo ten kompleks wysp uznawanych za Sztokholm powiekszal sie, miasto ekspandowalo i czyni to do dnia dzisiejszego, a miejsca jak na razie jest dosyc, w sklad Archipelagu Sztokholmskiego wchodzi bowiem okolo 25 000 wysp i wysepek!

W XVIII wieku zycie miasta koncentrowalo sie na wysepce zwanej Staden czyli Miasto (dzisiejsze Stare Miasto); tam na polnocnym brzegu lezal (i lezy) zamek krolewski, tam tetnilo zycie. Bywa ono opisywane w najczarniejszych kolorach. Na niewielkim obszarze mieszkalo lub dzialalo 72 000 ludzi.




Sztokholm, Stare Miasto.
(Fot. Andrzej Kobos, 2004.)


Bylo to inferno wrzasku, brudu, smrodu, ciasnoty. W waskich ulicach i zaulkach przelewaly sie tlumy mieszczan usilujac jakos ominac nieczystosci; ryczaly, kwiczaly, rzaly zwierzeta, a wszelkie nie kwalifikujace sie do uzytku odpadki wrzucano do wszedzie obecnej wody.




Sztokholm, Stare Miasto.
(Fot. Andrzej Kobos, 2004.)




Sztokholm, Stare Miasto.
(Fot. Andrzej Kobos, 2004.)


Nic dziwnego, ze grasowaly epidemie i smiertelnosc byla spora. Matka Bellmana, w koncu nie nalezaca do najubozszych warstw, urodzila 21 dzieci, z czego siedmioro (!) dozylo wieku doroslego.

W centrum tego inferna za czasow gustawianskich zbierala sie Akademia Szwedzka, zbierali sie mieszczanscy poslowie do Riksdagu oraz klientela nieprzebranej liczby szynkow, kawiarn i zamtuzow. Dokladniej: w Sztokholmie bylo wtedy 700 karczem, 45 kawiarn, liczby zamtuzow nie udalo sie, w dostepnych nam opracowaniach, odnalezc. Tutaj spotkac mozna bylo Jeana Fredmana, Ulle Winblad, Ojcow: Movitza [wym. Mowica], Berga Bergströma [wym. Berjstrema], kaprala Mollberga, Norströma [wym. Nurstrema], karczmarki: Matke Maje czy Babunie na Thermopolium Boreale. Nie opowiemy losow wszystkich tych postaci, gdyz stanowia one zaledwie pierwowzory bohaterow Bellmanowskich i nie mamy zamiaru nawet sugerowac tozsamosci Fredmana, tego z zycia, z Fredmanem, tym u Bellmana. Niemniej troche trzeba o nich opowiedziec, albowiem dzieki Bellmanowi wrosly w krajobraz sztokholmski i, niektore z nich, obrosly legenda. Nie ma powodu, by cala ta otoczka legendarna miala wplynac na polska recepcje Bellmana, warto jednak wiedziec, ze stanowi ona wazny element lektury Bellmana w Szwecji oraz powoduje silne osadzenie poety wlasnie w Sztokholmie.

Jean Fredman urodzil sie w 1712 lub 1713 roku w Sztokholmie. Rodzice byli zegarmistrzami i widzieli Jeana jako dziedzica swego dorobku, zawodu i dobrej reputacji. W 1736 roku Jean wyzwolil sie na mistrza, co pozwalalo mu na otwarcie wlasnego zakladu, w 1741 roku zostal przyjety w sklad starszyzny cechowej, zas w 1745 roku zostal nadwornym zegarmistrzem. Krotko mowiac, przypadly Fredmanowi wszystkie zaszczyty, jakich zegarmistrz mogl w owym czasie dostapic. Trzeba tu dodac, ze slynne sztokholmskie zegary w Storkyrkan [wym. Sturszyrkan] i Riddarholmskyrkan [wym. Ridarholmsszyrkan] sa jego roboty! 17 listopada 1745 roku ozenil sie z bogata, choc starsza od siebie o 12 lat Katarzyna Lindberg. Malzenstwo okazalo sie fatalne; panstwo Fredmanowie duza czesc czasu spedzali w sadach, a ich problem dopiero definitywnie rozwiazal w 1752 roku zgon Katarzyny. Jednak Jean popadl z tego wszystkiego w alkoholizm, i dostal sie w zle towarzystwo i stopniowo utracil honory, reputacje, pieniadze i pozycje. Moze nie umial zyc w samotnosci? A moze Katarzyne mimo wszystko kochal? Tego juz sie nie dowiemy. Kiedy dostal sie na karty Poslan i Piesni Bellmana, byl juz rozpijaczonym wloczega. 9 maja 1767 roku zmarl, jego duch wszelakoz patronowal nadal wszystkim Fredmanowym Poslaniom, Fredmanowym Piesniom i niektorym innym utworom Bellmana.

Ulla Winblad przyszla na swiat 15 czerwca 1744 roku w ubogiej rodzinie. Jeszcze wtedy nazywala sie Maria Kristina Kielström [wym. Cielstrem]. Dopiero pozniej, gdy weszla w wiek dorosly, przylgnelo do niej nazwisko jej macochy, Ulla Winblad, glownie wsrod przyjaciol i klientow ze sztokholmskich knajp i zamtuzow. Przylgnelo tak mocno, ze nawet raz, w 1770 roku, zostala pod tym przybranym nazwiskiem zameldowana, zreszta z adnotacja: "podejrzane prowadzenie sie". Z zalem musimy bowiem stwierdzic, ze Ulla nie prowadzila sie dobrze. W 1773 roku poslubila Erika Norströma [wym. Nurstrema] i wyjechala z nim do Norrköpingu [wym. Norciepingu], gdzie, sadzac z rozmaitych notatek sluzbowych, nie zmienila zasadniczo trybu zycia. W 1782 roku, po smierci meza (w izbie wytrzezwien), powrocila do stolicy i w 1786 roku wyszla powtornie za maz za Erika Lindståhla [wym. Lindstola]. Erik byl od niej o jedenasvie lat mlodszy i dosc szybko zaczela mu dokuczac reputacja zony; skarzyl sie na Ulle, podawal ja do sadu (w 1787 roku). Ta z kolei narzekala na Bellmana, ktory tak specyficznie ja uwiecznil... 20 stycznia 1798 roku "ukochana malzonka Woznego Eryka Lindstola" wyzionela ducha.

Lorentz Mollberg, wielki sympatyk Polski i Polakow, byl krotko wlascicielem fabryczki na Naroznej [Hornsgatan 22], odziedziczonej po wuju, ktorej nie umial jednak utrzymac. Nastepnie w swoim mieszkaniu otworzyl szkole tanca, tez bez wiekszych sukcesow finansowych. W 1756 roku ozenil sie z panna Maria Elisabet Reich, z ktora mial trojke dzieci. Na skutek kiepskich interesow i niezaradnosci zyciowej popadl w biede, probowal zaradzic jej wstepujac do wojska: w 1762 roku byl jezdzcem, w 1769 zas – nieco awansowal. Nie wydaje sie prawdopodobne, by kiedykolwiek dochrapal sie kaprala. Zmarl 3 marca 1772 roku w skrajnej nedzy.

Ojciec Mowic, czyli Fredrik Movitz, urodzil sie w Sztokholmie w 1721 roku jako syn oberzysty, Josepha Kristiana Movitza. Byl dzieckiem nad wiek rozwinietym: zapisany w wieku lat 12 do trywium, blyskawicznie opanowal mala katecheze, a nawet elementy duzej, oraz, w pewnej mierze, sztuke pisania, co pozwolilo na przeniesienie go do klasy V. Nie wiemy dokladnie, jakie przeciwnosci losu przerwaly tak blyskotliwie zapowiadajaca sie kariere, dosc ze w niedlugim czasie spotykamy mlodego Mowica w roli ucznia w zakladzie perukarskim, a juz w 1752 roku w artylerii w charakterze ciury. W 1752 roku zostaje uczniem saperskim, a w 1755 – mlodszym saperem, ktory to tytul do konca zycia zachowal. Niestety, przeciwnosci losu znowu daly znac o sobie: na skutek wypadku przy pracy w 1763 roku Mowic zostaje zwolniony z sluzby, jako inwalida. Zostaje oberzysta, a poniewaz najtrwalszym zrodlem wiedzy o czlowieku sa akta policyjne, wiemy, ze 6 lipca 1776 roku musial on zaplacic kare za to, ze nie powiesil w stosownym miejscu dowodu oplaty miesiecznej za prowadzenie karczmy. Wszechstronnosc zainteresowan Mowica nie pozwalala mu na ograniczenie sie tylko do zawodu oberzysty. Byl dobrym rzemieslnikiem – produkowal parasole; byl takze cenionym organizatorem uroczystosci towarzyskich, kompanem, o ktorym krazyly legendy. Trzykrotnie zonaty, z pierwszego malzenstwa mial trzech synow; zmarl 29 maja 1779 roku, a z przedmiotow, ktore po nim zostaly, najcenniejsza okazala sie basetla wyceniona na 12 szylingow.




Carl Michael Bellman:
Fredmans Epistlar   (Fredmanowe Poslania).
Pierwsze wydanie   (1790).
Rys.   Johan Tobias Sergel.


Wsrod tlumow przewalajacych sie po Miescie spotkac mozna bylo takze Carla Michaela Bellmana i jego przyjaciela, znakomitego malarza, sybaryte Johana Tobiasa Sergela, ktory wielokrotnie portretowal Bellmana, miedzy innymi w pieknym wiencu na medalionie: portret ten znalazl sie zarowno w I wydaniu Fredmanowych Poslan (1790) jak i w I wydaniu Fredmanowych Piesni (1791); i poete-klasycyste Joana Henrika Kellgrena [wym. Cielgrena] ktory, choc poczatkowo Bellmana nie cenil, pozniej do tego stopnia przekonal sie do jego tworczosci, ze sam przygotowal I wydanie Poslan: zredagowal je i opatrzyl entuzjastyczna przedmowa.




Carl Michael Bellman.
Rys.  Johan Tobias Sergel.


Nie wiemy na pewno, czy Cielgren, roztracajac przechodniow, spieszy na spotkanie z Bellmanem: raczej nie... o jego rozpuscie bowiem do dnia dzisiejszego kraza legendy. Przez ciemne zaulki Miasta chylkiem przebiega szczuply mezczyzna w surducie i w kapeluszu zaslaniajacym twarz, a moze jedzie kareta, tego nie wiemy... To Gustaw III incognito pedzi na spotkanie z Sergelem, bo biedaczek nie moze malarza przyjac kolacja: do stolu krolewskiego tylko wyzej urodzeni maja prawo zasiasc... Sergel, Bellman, choc bardzo lubiani przez krola, takiego zaszczytu dostapic nie moga.

Jesli wschodnim wybrzezem Miasta udamy sie na poludnie w kierunku Sluzy [Slussen] laczacej Melaren z Baltykiem (scislej: Jeziorem Slonym), to bedziemy szli Nabrzezem Okretowym [Skeppsbron]. Tam koncentrowalo sie zycie portowe, tam zawijaly obce bandery, szumialo od obcej mowy: Niemcy, Francuzi, Dunczycy, Polacy... tam kwitl handel, takze wewnetrzny, stamtad wyplywano na dalekie zamorskie wyprawy oraz na pobliskie wyspy, na ktorych ulokowal sie przemysl (saletrzarnia, fabryka porcelany itp.), sluzby penitencjarne (to tez nie byla byle jaka wyprawa, choc nie w milach morskich liczona!) i rolnictwo. Tam rowniez rozwijaly swa dzialalnosc uslugowa szynki, zajazdy, kawiarnie i zamtuzy.

Ale my mijamy to miejsce i posuwamy sie dalej, przez most, na poludnie. Wychodzimy z Miasta i znajdujemy sie na Poludniu [Söder], w dzielnicy Södermalm (slowo malm oznaczalo dawniej "tereny podmiejskie"). Skrecamy na zachod, w ulice Narozna [Hornsgatan] i idziemy stromo w gore mijajac liczne (dzis) galerie sztuki. Teraz mozemy zatrzymac sie i rozgladnac. To w tych okolicach urodzil sie i wychowal Bellman. Tam tez rozlokowanych bylo najwiecej knajp (290), co nie znaczy, ze mieszkalo tam wylacznie podle towarzystwo. Rowniez tam natknelibysmy sie na Ulle Winblad, Mowica, Fredmana i innych. Mozemy skrecic w dzisiejsza ulice Bellmana (tam sie urodzil), mozemy zagladnac do znajdujacego sie nie opodal kosciola Marii Magdaleny, gdzie w ksiegach parafialnych odnotowano fakt jego przyjscia na swiat (niestety, ksiegi te juz dawno splonely) i gdzie zostal ochrzczony.

Na wschod od Miasta lezala wyspa Djurgården [wym. Jurgoln], dzis przyciagajaca dzieci wesolym miasteczkiem i skansenem polaczonym z ogrodem zoologicznym. Wtedy, w XVIII wieku, dzieci nie nalezalo na Jurgoln zabierac, tam bowiem na brzegach kwitlo pijanstwo i rozpusta. Na Jurgolnie ulokowany byl takze przemysl. Warto jednak pamietac, ze – widokowo – jest to jeden z najpiekniejszych zakatkow Sztokholmu; miejsce wymarzone na sielanke, powiedzmy gdzies w okolicach Pierwszej Kolonii [Första Torpet].

Na polnoc od Miasta lezala dzielnica Norrmalm (norr znaczy "polnoc"), a na jej poludniowym brzegu – Opera, gdzie dokonano zamachu na Gustawa III 2); nie opodal widac sliczny kosciol sw. Jakuba, a na placu za Opera i kosciolem wystawiono Karolowi XII pomnik. Bellman nie mogl go jeszcze widziec. Karol XII stoi na cokole. Po prawej stronie ma Opere. Przed soba zamek krolewski i wode. Lewa reke wyciaga zdecydowanym gestem: na wschod! W tej samej dzielnicy, w dzisiejszym srodmiesciu, na cmentarzu Swietej Klary, niedaleko wejscia, znajduje sie grob Bellmana z pieknym obeliskiem, na ktorym cieszy oko subtelnym reliefem kopia wspomnianego juz medalionu Sergela z podobizna poety. Niestety, nie tam Bellman byl pochowany. Kiedy umieral w 1795 roku, rodziny nie stac bylo na oplacenie tak eksponowanego miejsca spoczynku.




Carl Michael Bellman.
Mal. Pehr Hilleström.



Przygoda dobrego kaprala Mollberga

I.

W 1773 roku w sztokholmskim szynku Rostock miala miejsce dyskusja na biezace tematy polityczne. Ludek sztokholmski, jak zawsze i wszedzie na kuli ziemskiej, ciekawy byl swiata, a po kilku piwach sprawy tego swiat nie mialy juz dla niego tajemnic, zdanie mial wyrobione, cios celny. W tym sensie przygoda dobrego kaprala Mollberga niewiele nowego wnosi. Ot, dostal po gebie, bo sie sprzeciwial ogolowi. Mozemy najwyzej zapewnic jego ducha, ze i dzisiaj, gdyby zmartwychwstal, podobna przygoda moglaby mu sie przytrafic. Ludek w knajpach w toku dziejowego rozwoju niewiele zyskal na tolerancji. Korzystajac z takiego zmartwychwstania trzeba by powiedziec kapralowi Mollbergowi, ze wtedy, w 1773 roku, troche histeryzowal. Prawda, ze sprzyjala temu rozbita warga, "nos – krwawy slad", since na plecach. Ale – zeby od razu wybierac sie na banicje? Wzywac Bachusa i Wenus (nawiasem mowiac troche naiwnie, bo Bachus byl wspolwinowajca zajscia – wypito w Rostocku sporo) i emigrowac pod patronatem Apollina? Wymiar antropologiczny przygody Mollberga rozczarowuje. Zreszta w 45 Poslaniu Fredmanowym nie jest on istotny; histeria Mollberga jest widoczna, zdarzenie traktuje sie z dystansem.


II.

Mordobicie jako temat literacki? Moze i warto by kiedys takie zagadnienie podjac. Tutaj jednak chcialbym zatrzymac sie przy innych wymiarach tekstu. Autorem wiersza (wlasciwie piesni) jest Carl Michael Bellman (1740-1795), jeden z najwiekszych poetow szwedzkich. Poeta wchloniety tak przez kulture wysoka, a zatem pozycja w tradycji poetyckiej w Szwecji trudna do przecenienia, jak i niska; piesni Bellmanowskie spiewane sa do dzis, wiecej: nie ma chyba Szweda, ktory nie umialby zaspiewac przynajmniej jednej piesni Bellmana! A to juz jest fenomen w kraju, gdzie tradycja poetycka, podobnie jak historia, stanowi terrae incognitae swiadomosci spolecznej. Bellman zyje! Zawdziecza to zapewne jezykowi swych piesni: jedrnemu, trafnemu, lapidarnemu; swietnej muzyce, ktora dopasowal do tych piesni; swiatopogladowi wychodzacemu zawsze od konkretnych przezyc, zwiazanych z konkretnymi ludzmi, miejscami; "niskiej" lokalizacji spoleczno-symbolicznej swych bohaterow i miejsc: to sa stali bywalcy knajp, kumple poety, ktory sam chetnie i czesto odwiedzal te "niskie" miejsca. Mamy zatem cala game "typkow" karczemnych: podoficerow, damy lekkich obyczajow, rzemieslnikow, posledniejszych palestrantow itp. Na ich przezyciach, ich opowiesciach, buduje Bellman wlasny swiatopoglad poetycki: zachwytu nad uroda swiata, radosci z fenomenow zycia, zabawy, pijanstwa, bachicznych orgii; rownoczesnie jednak ten fenomenalizm Bellmanowski swiadomy jest jakby swoich sprzecznosci i uwiklan: uroda swiata – "podszyta" jest szpetnym przemijaniem, radosc z tak pojmowanego zycia – "podszyta" jest lekiem przed smiercia, zabawy, pijanstwa, orgie – sa takze przedsmiertnymi paroksyzmami.

"Dyskusja" w szynku Rostock to takze pewien wymiar tego swiatopogladu. Zachwyt nad swiatem, lek przed smiercia – zawsze u Bellmana indywidualne, wlasne – wyznaczaja pewien obszar uniwersalny. Nie moze byc zadnych ograniczen zachwytu! Nie moze byc jakichkolwiek ograniczen leku! Spolecznosc knajpiana, ktora we wlasciwy dla siebie sposob probuje "stymulowac" przedmioty zachwytu, wyznacza zarazem granice, negowana granice tolerancji samego Bellmana.

Skoro tak, to Mollberg dostal po pysku nie jako pijany dyskutant, lecz jako zauroczeniec. W dodatku, podobnie jak wielu bohaterow Bellmanowskiego teatrzyku (piesni sa zdialogizowane, monologizuja w nich rozne postaci) kapral gra na instrumencie (harfie) i jest poeta. Dostala zatem po pysku poezja! I – konsekwentnie – pol zartem, pol serio – poezja musi w takiej sytuacji udac sie na emigracje. Zwlaszcza ta spod znaku Bachusa i Wenus: w Sztokholmie rzadza dla Mollberga prawa silniejszego, prawa spoleczne, prawa kodyfikujace, ustanawiajace granice zachwytu!! Bachus i Wenus oznaczaja, jak sie zdaje, nie tylko konwencjonalny w XVIII wieku zwrot: sa znakiem transu zycia i smierci, byc moze zapowiedzia nietzscheanskiego rozumienia Dionizosa.


III.

Szwecja konca XVIII wieku, okresu szwedzkiej zlotej wolnosci i panowania Gustawa III... Tak ja, we wprowadzeniu do glownego dziela Bellmana, Fredmans Epistlar [Poslania Fredmanowe], z ktorego omawiane Poslanie pochodzi, omawia Sven Delblanc:

Szwecja jest zadluzona po uszy, panstwu grozi bankructwo, inflacja galopuje i zwykly czlowiek nie moze nic odlozyc do skarpety, jesli nie powiedzie mu sie w hazardzie lub na loterii, podatkow i domiarow jest niezliczona ilosc i przynosza korzysci glownie biurokratom, wymiar sprawiedliwosci nie jest sam w stanie polapac sie we wszystkich nowych prawach i rozporzadzeniach, wysokie stanowiska, ktore obsadza sie na podstawie zaslug partyjnych i przydatnosci, na prozno wzdychaja awansu, roi sie od zakutych w zloto admiralow i generalow, ale nie mamy zadnej floty, zadnej obrony, a Rosjanin wtyka nos w nasze sprawy, nasze gnijace miasta roja sie od bezrobotnych, pijakow i kurew, nasi politycy sa podli i godni naszej pogardy, a na to wszystko mozemy sobie zaaplikowac solidnego kielicha, za co nas Wysoka Zwierzchnosc opodatkuje i pozniej obszczeka: mamy absolutnie zachowywac trzezwosc i dbalosc, i chodzic do kosciola, i na spotkania partyjne, i dokladac staran, by dlugo zyc. A jaka potem bedziemy mieli korzysc z tych dlugich i pozbawionych radosci zywotow, tego nikt nie tlumaczy.

IV.

Wielki poeta szwedzki pisal o ludzie karczemnym i tym przeszedl do historii. Ba, jest to lud ani podlej konduity, ani upadly (choc w sensie mieszczanskim jeszcze jak upadly!), ani traktowany paternalistycznie przez – jakkolwiek by bylo – poete nadwornego Gustawa III ! Ten democentryzm Bellmana, choc jak widzimy nie bezkrytyczny, godzien jest polskiej refleksji. Prawda, mamy mnostwo okolicznosci lagodzacych, mamy panszczyzne, upadek miast, sarmatyzm, rozbiory, mamy klopoty z Rosja i klopoty ze Szwecja, mamy teorie jednego wroga, dwoch wrogow, trzech wrogow; lud zatem albo malowniczo podaje do stolow, albo obywatelskie i podniosle funkcje pelni, albo walczy. Literatura polska jest bardzo republikanska, moze nawet najbardziej republikanska sposrod literatur "rojalistycznych" (no, zawsze republike poezja nasza budowala wokol centralnej postaci krola, niechby to byl Krol Duch), brakuje jej jednak zwykle podstawy demokratycznej. (Kto wie, czy w Szwecji nie jest przeciwnie, jest demokratyzm, brakuje "rojalizmu"!) Bellman taka podstawe tworzyl, rzecz jasna w kregu myslenia z XVIII wieku. Zdumiewajace, ile wspolnych rysow mozna znalezc miedzy Bellmanem a... Tuwimem. 150 lat roznicy. Moze jest tak, ze do takiej poezji potrzebna jest wolnosc? Skoro tak, to Bellman jest poeta wolnym, domagajacym sie wolnosci. Opisane mordobicie w szynku Rostock jest walka o wolnosc. Bachus i Wenus, i wirtuozi sa symbolami swiata uniwersalnej wolnosci. Democentryzm zostaje latwo zamieniony na swoisty arystokratyzm: sa jeszcze na swiecie wirtuozi, ktorzy potrafia zrozumiec wartosci kaprala Mollberga. W imie Bachusa i Wenus. Banicja, emigracja wyznacza zatem jeszcze jeden obszar wartosci: tym razem sa to elitarne wartosci wspolnoty kulturalnej. Jak ja nazwac? Europejska? Klasycystyczna? Nie trzeba sie tym martwic, kapral Mollberg wroci jutro do Rostocku czy innego szynku. To tylko w rozgoryczeniu grozi nam, ze wyjedzie i wybierze wspolnote dobrego smaku. Ale jest rozgoryczony, bo my – spoleczepstwo, my – lud, my – zdrowy trzon zagrozilismy jego uniwersalnej wolnosci.


V.

O co poszlo? Nie zapytalismy, o co w szynku Rostock poszlo! Otoz o pierwszy rozbior Polski. Mollberg gral na harfie taniec polski, automatycznie kojarzacy sie z Polska, ba, gral taniec, jak to wynika z tekstu, swietnie znany. Towarzystwo knajpiane poprawnie utwor odczytalo: jako przywolanie trudnej sytuacji Polski. Wowczas Mollberg otrzymal pierwsze powazne ostrzezenie, chyba od szewca, ktory zrzucil mu kapelusz i – zeby nie bylo niedomowien – dodal: "Po diabla sie pchasz w polskie affery? (...) Nie graj polszczyzny! (...) Pamietaj, od dzis geba na klodke!". To "po diabla sie pchasz w polskie affery" weszlo na stale do jezyka szwedzkiego, choc niekoniecznie wraz z propolskim nacechowaniem, jak u Bellmana. Nie wiem, dlaczego szewc nie lubil polszczyzny. Nastroje proniemieckie byly w Szwecji nie tylko w XVIII wieku popularne, moze dlatego. A moze mial jakies osobiste powody? Zreszta, dlaczegoz ktos mialby lubic Polske? Fakt pozostaje faktem, ze Mollberg lubil, a szewc nie. Mollberg, wyobrazam sobie, musial sie niesamowicie zdenerwowac, skoro w odpowiedzi, i to tak, zeby wszyscy slyszeli, wystapil przeciw cenzurze. Jakiejkolwiek, nie tylko tej instytucjonalnej. Jego przemowa warta jest takze polskiej refleksji: otoz Mollberg odmawia prawa cenzurowania takze ludowi. Wiecej: glosi naiwnosc i nieziszczalnosc roszczen cenzuralnych: "nawet sam krol nie zdola, ni dwor, ni wladzy ich krag powstrzymac mych rak, by (...) grac taniec polski". Nastepuje, jak sie latwo domyslic, eskalacja konfliktu: na scene Rostocku wchodza ekstremisci-fundamentalisci. I tu szalenie ciekawa rzecz: ich interpretacja zdarzen sprzed niecalego roku w Polsce najwyrazniej powtarza propagande zaborcow: Polska jawi sie jako "grzesznica", ktora nalezalo – w imie sprawiedliwosci – ukarac. Zatem przywoluja kategorie winy i slusznej kary, zastosowanej w imie sensu cywilizowanej historii. Dobry kapral Mollberg za darmo zostaje pouczony, co to jest sprawiedliwosc, jak wazny jest lad w Europie, co to znaczy niszczyc rownowage europejska, zaklocac spokoj, porzadek, lad. Za darmo dostaje po mordzie. I wtedy, kto wie, czy nie po raz pierwszy w historii literatury, zwraca sie z apelem do intelektualistow ("wirtuozow") europejskich, pomozcie. W imie uniwersalnej wolnosci intelektualnej, w imie uniwersalnego prawa do zycia, do radosci, do bycia soba.


Carl Michael Bellman

A zatem Carl Michael Bellman urodzil sie 4 lutego 1740 roku w Sztokholmie, w dzielnicy Poludnie [Söder]. Jego prapradziadek, jak juz wspomnielismy, przywedrowal z Niemiec; byl krawcem i czlonkiem starszyzny cechowej. Dziadek Bellmana byl profesorem wymowy w Uppsali i slynal jako wspanialy improwizator na cytrze. Natomiast ojciec poety byl urzednikiem w kancelarii krolewskiej. Krotko mowiac, poeta pochodzil z klasy sredniej i mimo klopotow finansowych rodzicow i dramatow zwiazanych ze smiercia rodzenstwa wychowywal sie w srodowisku mogacym zapewnic mu harmonijny rozwoj, dobra atmosfere domowa i rzetelne wyksztalcenie. Rodzice nie szczedzili wysilkow, takze finansowych, by oddac go w rece najlepszych preceptorow, dzieki czemu rychlo zorientowali sie, ze matematykiem Carl Michael nie bedzie, natomiast ze w poezji wykazuje nadzwyczajne uzdolnienia. Dzieki prywatnym nauczycielom poznal tez kilka jezykow obcych, na tyle dobrze, by moc zajmowac sie tlumaczeniami literatury. Wszystko to bardzo pieknie, ale chleba z tego byc nie moglo. Trzeba sie bylo zdecydowac: albo zdobycie wysokich kwalifikacji, czyli studia, albo tez wyrobnicza praca urzednicza za darmo (!) lub za glodowa pensje. Poczatkowo Bellman wybral to pierwsze. Wyjechal do Uppsali i tam rychlo zablysnal wybitnymi talentami towarzyskimi, poznal odpowiednich synow odpowiednich ludzi. Po czym wrocil do Sztokholmu porzucajac studia na zawsze.

Oznaczalo to, ze po stronie aktywow mial dobre ustosunkowania, radosne, huczne zycie; natomiast po stronie pasywow – widmo nedzy. No, powiedzmy, ze nedzy nie cierpial, ale wylacznie dzieki temu, ze z ogromnym talentem robil dlugi. I to jakie jeszcze! W ciagu czteroletniego sztokholmskiego dolce vita dorobil sie dlugu wysokosci 18 000 riksdali, co oczywiscie Czytelnikowi nic nie mowi. Jezeli jednak dodamy, ze niedlugo pozniej krol przyznal mu roczna pensje w wysokosci 100 riksdali, to liczba ta przemowi! W sierpniu 1763 roku trzeba bylo przerwac te idylle i uciekac przed wierzycielami, przede wszystkim przed krwiopijca nazwiskiem Grim, do Norwegii. Stamtad slal poeta blagalne listy do przyjaciol, by wykombinowali mu listy poreczajace i jakas posadke, by mogl wrocic. "Wygnanie" zle wplywalo na mlodego birbanta; poza tym w rok po wyjezdzie do Norwegii przyszla wiadomosc o smierci rodzicow.

Bellman mial jednak wlasciwych przyjaciol, ktorzy zalatwili mu posade w banku, potem przyszlo wsparcie krolewskie (100 riksdali), nastepnie niezla synekura: praca w loterii panstwowej (od 1776), na czym nikomu chyba, procz Bellmana, nie udalo sie dotad stracic. Pensja sekretarza krolewskiego w loterii wynosila 1000 riksdali rocznie i dawala dosc, jak na Bellmana, trwala stabilizacje, skoro utrzymywala sie ona az do 1794 roku, kiedy to przesiedzial za drobne dlugi w wiezieniu dwa i pol miesiaca. Na razie jednak Bellman bryluje w stolicy, jest wspanialym, tryskajacym humorem kompanem, improwizatorem, parodysta, wirtuozem gry na wielu instrumentach (takze na cytrze), poeta lubianym przez krola (co zostalo zwienczone tytulem honorowym "poety nadwornego"), ale takze przez prostych sztokholmian, ktorzy chetnie nabywali groszowe wydania poszczegolnych Piesni, Poslan, czy tez utworow okolicznosciowych. Coz jeszcze mozna dodac do zyciorysu poety? Ozenil sie za zgoda krola w 1777 roku z Lovisa Fredrika Grönlund [wym. Grenland] i mial czworo dzieci, ktore do chrztu trzymal sam krol... przez wydelegowane osoby.

Pozostal w pamietnikach, wspomnieniach i legendzie jako dusza towarzystwa, zwlaszcza po kilku kieliszkach; potrafil smieszyc do lez nawet ponurakow. Sa jednak i inne slady jego obecnosci. Lovisa Bellman przezyla meza o okolo 50 lat. Pod koniec dlugiego zycia, zapytana o niego, powiedziala: "W domu to on nie zawsze byl taki wesoly, ten czlowiek". Jesli jednak czytelnik bylby sklonny uznac te wypowiedz za konwencjonalne gderstwo starszej pani, to mamy i inne, bardziej moze przekonywajace swiadectwo o Bellmanie. Otoz, jak juz wspomnialem, jego bliskim przyjacielem, nieco Lovise w swoim czasie drazniacym, byl sybaryta, znakomity rysownik i malarz, Sergel, ktory Bellmana portretowal, czy tez szkicowal kilka razy. Na "oficjalnym" konterfekcie, to znaczy na medalionie, wszystko jest jak w legendzie: usmiechniety Bellman – krol zycia. Natomiast na pozostalych podobiznach Bellman jest nieodmiennie smutny, jakby zagubiony, osobny. Moze poeta ozywial sie przy obcych, moze potrafil tylko dominowac nad towarzystwem, odgrywac jedna, "swoja" role?

Wreszcie swiadectwo dla nas – przyznajemy – poruszajace: samego poety. W 1794 roku, chory na suchoty i wyrzucony poza nawias spoleczenstwa przez Wielka Historie, w wiezieniu znajdujacym sie na terenie Zamku Krolewskiego napisal szkic: Opisanie zywota dla przyjaciela i lekarza, profesora Blada. Pewnie Blad chcial uzyskac od poety jakies dane, ktore moglyby ulatwic wyciagniecie przyjaciela z opresji, chcial takze dyskretnie wspomoc Bellmana finansowo; nie wiemy zreszta, czy inne okolicznosci nie towarzyszyly powstaniu tego tekstu. Wiemy natomiast z samego tekstu, ze pisal go czlowiek ponizony, ktory, jak tysiace ludzi w podobnych sytuacjach, czepia sie kazdej okazji, by udowodnic, ze przeciez jeszcze cos znaczy, ze cos kiedys znaczyl, ze nalezal do dobrego towarzystwa. Pojawiaja sie utytulowane osoby prezesow, biskupow, kupcow, opatrzone we wskazowki, ze niektorzy z nich zyja jeszcze, wiec moze mozna sprawdzic, skonsultowac, moze jeszcze pamietaja, moze zechca pomoc... I to wspaniale menu na poczatku tekstu... chyba jednak wiezienne? I to dumne, przy dacie: "Zamek Krolewski"... I nacisk polozony na tworczosci "powaznej": czasy byly juz takie, ze powaga lepiej poplacala... A przez to wszystko dyskretnie przebija cien radosnej, bachicznej twarzy...

Zamek Krolewski, 8 maj 1794.

Jako wszyscy mie znaja tak od strony Moralnej jak i Fizycznej, czyli z serca, prowadzenia sie i konstytucji, jestem czlowiekiem niezmiernie malej przemyslnosci i nie dociekam, czy slonce porusza sie, czy tez ziemia sie kreci. Zapewniam jednak, ze nie zycze zadnemu stworzeniu w Naturze zle, kocham nieskonczenie tego, kto szlachetny, a z niepowstrzymanym plomieniem kobiety i male posluszne Dzieci; jem, kierujac sie apetytem, malo i smacznie: niedziela – kapusta, czwartek – groch, sobota – sledz –

Jako ze w opisaniu zywota zdaje sie koniecznym, by podac rok smierci, czy raczej rok urodzenia, to czuje sie uprawniony, by podac takowy wedle ksiegi koscielnej parafii swietej Marii Magdaleny – jakkolwiek dawno juz spalonej w pozarze z 1758 Roku – na 4 luty 1740. Za chrzestnych byli: moja babka, pani Elisabet Dauer i Hrabia Rady Stanu Jan Gyllenborg [wym. Jillenborg]; biskup Ryselius – mniemam – ochrzcil mie – bene.

Druzby na slubie mych rodzicow – zyjacy jeszcze President Hrabia Liljenberg, naowczas Przewodniczacy Sadu Miejskiego i Radca Izby Skarbowej, Wulfwenstierna [wym. Wulfenszerna]. Zapowiedzi moich rodzicow: 1739 – pierwsza, biskup Ryselius, druga, Lagerlöf; trzecia, Kalsenius – zaslubieni zostali przez Arcybiskupa Steucha [wym. Stojcha], w Sztokholmie odbywal sie wtedy Riksdag. Jakkolwiek by tam moi rodzice borykali sie, to urodzilem sie, jako sie rzeklo, 4 lutego 1740 – moja matka byla piekna jako dzien, nieskonczenie szlachetna, elegancka w odzieniu, dobra dla wszystkich ludzi, delikatna w obejsciu – miala cudowny glos i przyszlo jej lezec w 21 pologach – honij qui mal y pense 3), lecz one zabawy niemalo przyczynily sie do ruiny domu.

W wieku 6 lat dostalem sie pod ksztalcenie w szkole Panny Marii, moj dziadek, Mistrz Hennonius, byl tam proboszczem, zonaty byl z moja babka od strony matki, z dawnego Aras [wym. Aros], od czego nazwala sie Arroselle.

Mym pierwszym Preceptorem, podobnie jako Slawny Hybner byl Preceptorem mego swietej pamieci Ojca, byl Doktor Rutström, ktory kochal mie wielce; od niego nauczylem sie pisania liter malym rysikiem, jak to wtedy bylo w zwyczaju, z malenka glowka konia na szczycie; i czytalem plynnie. Dotad jest jeszcze przy zyciu moj kolega szkolny w osobie Sekretarza Krolewskiego, Bryssella, ktory znakomicie gra na klawikordzie.

Nastepnie poszedlem do Preceptora Proboszcza Normana [wym. Nurmana], bedacego jeszcze przy zyciu, a po nim do kogos o nazwisku Swaliung; jego nikt nie powazal, zasie wraz z zyjacym jeszcze kupcem Zbozowym czy Grosista Kellbekiem [wym. Cielbekiem] sprawilem mu manto – wreszcie dostalem innego Preceptora, ktory nazywal sie Höckert [wym. Hekert]; ow bil mie linijka po koniuszkach palcow za to, ze nie chcialem sie nauczyc Euklidesa i Collegia Metaphysica czy Physica –

Dotad w mozgu mi sie miesza,
gdy wspominam Euklidesa,
gdy trojkaty wspomne ja

abc – i cda –
pot mi cieknie, glowe zwieszam
i Golgota moja trwa.
Nareszcie dzien bezchmurny, moi Rodzice odkryli, naowczas gdym w goraczce byl lezal, ze, w paroksyzmach, wszystko wierszem gadalem i spiewalem dla Matki mojej – wiec, jako ze zdumieli sie wielce, zebrali sie wowczas w rodzicielskim domu; zyjacy jeszcze Prezes Rosenadler [wym. Rusenadler], Prezes Carleson [wym. Karleson], Radca Kancelarii, Rabbe, Radca Kancelarii Nordenflycht [wym. Nurdenflykt] i jeszcze sekretarz, pozniejszy Wiceprezes Izby Handlowej, Sillfwersköld [wym. Silwerszeld] oraz Sekretarz Krolewski, Abraham Sahlstedt [wym. Salstet]. Zostal mi przydzielony na preceptora Geniusz o nazwisku Clas Ludvic Ennes, ktory, dzieki memu wstawiennictwu, wyniesiony zostal przez Sw. Pamieci Krola do Pastoratu we Wschodnim Herrstadzie w Skanii, on to nauczyl mie poslugiwac sie lira Apollina, pod jego okiem napisalem wiele listow i Poezyj, a wsrod nich i w 1755 Przeklady Psalmow Psalterza Halliskiego, ktore wraz z wieloma listami po niemiecku, angielsku, wlosku i francusku przechowywane sa, jak mi sie zdaje, u Prezesa Rusenadlera w jego bibliotece domowej. W tym samym czasie wraz z owczesnym Rotmistrzem, pozniejszym Marszalkiem Dworu, Jenningiem, Profesorem Trotzeliusem [wym. Troceliusem] i obecnym Admiralem, Nordenankarenem [wym. Nurdenankarenem], pod laska Prezesa Rusenadlera, Rzeczoznawcow Krol. Akademii Umiejetnosci, i zgodnie z owczesnym obyczajem, zostalem przyjety w Riddarhuset w Pokoju Akademii, wprowadzony przez drugiego Posla Rady Kopalnictwa, Adlerheima – drugiego wprowadzajacego zapomnialem.

Na szwedzki naowczas przelozylem: Ojcowskie napomnienie Syna Swego udajacego sie w Podroz zagraniczna, drukowane u Wildego, oryginal u Prezesa Carlesona, ktory zdobyl byl w Aleppo –

Ponadto przelozylem: wybor Skarbu Duszy Skriwersa, drukowany w Norrköpingu [wym. Norciepingu] u Edmana. Rownoczesnie przelozylem i Matce mojej dedykowalem, Przemysliwania nad Smiercia Wojewody v. Szweinitza [wym. Szwajnica], uzgodnione z Ewangeliami, i przelozylem wierszem Sonety niemieckie –

Rownoczesnie napisalem Ksiezyc – utwor obecnie trudno dostepny; jedyne slowo, ktore Wielki von Dalin ocenzurowal –

Pozniejsze Prace moje znanymi sa zapewne – Pismo: Co sie zwie jak sie chce, bardzo rzadkie, jest Satyra na biografie i wlasnorecznie napisane –

Bachanalia sa zapewne znane.

1759 – po raz pierwszy bylem wstawiony i urzniety, spiac na kolanach Matki mojej po tym, jakem u holenderskiego Ministra Martewilla, na Poludniu [Söder], w sasiedztwie domu rodzicielskiego, tegiego Puntaka 4) sobie strzelil.

Czerwoniutki oraz sliczny
wrocilem o czwartej zgola
gdy do wieczornej modlitwy
wlasnie sie ludek kierowal.
A moje siostry rodzone
wlasnie w czepeczkach dygaly,
kiedym wpadl rozanielony
do spodniczek i do mamy.

Moj Karolku – ta oswiadczy –
gdziezes, moj skarbeczku, bywal?
Ach, mamusiu, jam doswiadczyl
ciut za duzej porcji chyba,
takiej: ooo, ooo! – Moj ty lotrze,
opusc glowke, co sie boisz,
na kolanach legnij moich.
ufaj matce, gdy niedobrze.
Nic dziwnego, ze cala moja istota, kazda mysl najmniejsza nawet, kazde tchnienie ozywia ma nieszczesna sklonnosc, by tak intymnie kochac kobiety; Bog by mie pokaral, jeslibym nie wpadl w zachwyt nad stara, znoszona halka lezaca wsrod starych szmat na smietnisku przy punkcie przeladunkowym na nabrzezu – widze Boginie Milosci w kazdej pchle, a Astrylda w kazdej wyrzuconej bieliznie; zdarty, schodzony but, da Bog, damska podeszwa, w ktorej przemierzala zielony szlak – wiecej zycia i wigoru oczom moim daja, niz ow wieniec, ktorym na Medalionie uhonorowany zostalem.

Ciag dalszy nastapi o facecjach, milosci i innych.

Sto lat bracie Blad.


Za zycia Bellmana wyszly w wydaniu ksiazkowym: Bacchi Tempel [Swiatynia Bakchusa] (1783), zbior utworow parodystycznych na temat fikcyjnego Zakonu Bachusa, ktorego czlonkami uczynil znane w Sztokholmie postaci pijakow: Fredmans Epistlar [Fredmanowe Poslania] (1790) oraz Fredmans Sänger [Fredmanowe Piesni] (1791). Poza tymi cyklami znajduje sie wiele rozproszonych wierszy poety; do bardziej znanych naleza utwory okolicznosciowe z okazji pogrzebow, slubow i innych uroczystosci, zwlaszcza pochodzaca z 1772 roku piesn Gustavs skål [Vivat Gustaw], na czesc udanego zamachu Gustawa III, bedaca przez dlugi czas czyms w rodzaju hymnu narodowego, a takze, pisane pod koniec zycia, wiersze dla dzieci oraz wiersze religijne i moralizatorskie. Zmarl 11 lutego 1795 roku.

Posmiertnie wydano wiele utworow Bellmana, miedzy innymi pod tytulami zwiazanymi z jego ulubionym bohaterem, Fredmanem (Fredmanowe rekopisy, Fredmanowy testament), a takze wiele wyborow i zbiorow jego utworow. Nad spuscizna poety czuwa Bellmanssällskapet [Towarzystwo Bellmanowskie] oraz towarzystwo Bellmans Minne [Pamiec o Bellmanie].


Fredmanowe poslania i piesni

Te dwa najwazniejsze zbiory piesni Bellmana ukazaly sie pod koniec zycia autora, odpowiednio w 1790 i 1791 roku. Niemniej praca nad nimi trwala ponad 30 lat, to znaczy od poczatku lat 1760. Poczatkowo Bellman planowal cykl parodii biblijnych, scislej, parodii Listow nowotestamentowych. Tak rozumiany "list" ma w jezyku szwedzkim osobna nazwe, "epistel", ktora staralismy sie oddac, siegajac po dawne polskie slowo "poslanie". Na wzor Listow swietego Pawla kazde Poslanie opatrzone jest adresem wyjasniajacym, do kogo jest ono zwrocone, oraz posiada – stalego u Bellmana – nadawce: Fredmana. Pomysl poczatkowo byl zatem prosty: oto miejsce apostolow czy swietego Pawla zajac mial jeden z najlepiej w Sztokholmie znanych wycierusow. Wiecej: sadzac z Poslan scisle realizujacych te idee, zwlaszcza z Poslania nr 1, Fredman-postac literacka mial zachowac wysoki styl, moralizatorskie nastawienie i charyzme biblijnych pierwowzorow, tyle tylko ze wszystko to mialo ulec odwroceniu: swietego zastapic mial wycierus, budujace moralizatorstwo zastapic mialy apele o uzywanie zycia (alkoholu, milosci, tanca), role zas grzesznych Koryntian przejac miala kompania knajpiana, nie dosc pilna w spelnianiu pijackich obowiazkow.

Rownolegle uprawial Bellman innego rodzaju parodie biblijne, ktorych probke odnajdzie Czytelnik w wyborze Fredmanowych Piesni. Zwlaszcza Dziadek Noe (Piesn nr 35) zyskala w Szwecji, a wlasciwie w Skandynawii, ogromna popularnosc (przez co zbanalizowala sie troche) jako... piosenka dla dzieci. Ten drugi model parodii, w ktorym role pijackiego narratora-wodzireja odgrywa takze Fredman, jest prostszy: polega on na obnizeniu tak sposobu mowienia o postaciach biblijnych, jak i lokalizacji spolecznej tych postaci (starotestamentowych i apokryficznych), traktowanych identycznie jak czlonkowie pijackiej kompanii: plotkuje sie na ich temat, swintuszy, a wszystko po to, by znalezc mniej lub bardziej uzasadniony pretekst do wzniesienia toastu i kielicha. W Polsce analogiczna role odgrywaly sformulowania typu: "Napoleon, gdyby zyl, toby pil!".

Wrocmy jednak do Poslan. Stopniowo Bellman zarzucil ten pierwotny pomysl. Pozostala z niego postac Fredmana-nauczyciela nieskomplikowanych madrosci zyciowych, adresy, ktorymi poszczegolne utwory tego typu sa opatrywane, oraz sama nazwa utworu, "poslanie", ktora oznaczac zaczyna nowy, przez Bellmana stworzony, gatunek literacki czy literacko-muzyczny. Fredman zreszta zaczyna spelniac coraz bardziej zlozone funkcje w tym gatunku. Juz nie tylko poucza: "Ciesz sie winem i bierz dziewczyne!" – ktore to pouczenie stanowic ma rozwiazanie dylematu: pic, czy sie kochac – lecz staje sie rowniez narratorem balladowych fabul, prezenterem i rozmowca pojawiajacych sie postaci, bohaterem niektorych utworow; bywa nawet i tak, ze – jak w ostatnim Poslaniu nr 82 – Fredman jest zarowno narratorem, jak i jedna z postaci utworu. Wiecej: jak pamietamy, rzeczywisty Fredman zmarl w 1767 roku; zatem w wiekszosci Poslan (i Piesni) wypowiada sie wlasciwie duch Fredmana, jego wieczna i uniwersalna persona.

Juz samo wyodrebnienie i usamodzielnienie postaci Fredmana czyni z tekstow Bellmana arcydzielo liryki roli, z mistrzowsko wykorzystanymi napieciami miedzy mowa tej glownej postaci a mowa innych bohaterow (takich jak Mowic, Mollberg czy Garbus); dzieje sie wrecz tak, ze siec dialogow konstytuujaca Poslania pragnie niejako rozbic wypowiedz Fredmana, ze kazdy glos, kazda wypowiedz pragnie sie usamodzielnic, wyzwolic z uczestnictwa w fabule opowiadanej przez Fredmana. Wydaje sie, ze modelem, do ktorego zmierzaja Poslania, jest Poslanie nr 33, gdzie na Nabrzezu Okretowym mieszaja sie glosy roznych ludzi, gdzie mieszaja sie rozmowy, jezyki, zdarzenia. Jest to zarazem swoisty paradoks Bellmana: oto liryka roli doprowadzona do swych ostatecznych granic ulega rozbiciu, a nawet wlasnemu zaprzeczeniu, rozpadajac sie, rozsypujac w strumien ulamkowych wypowiedzi.

Ten proces rozsypywania sie wypowiedzi, zalamywania fabul, znajduje glebsze uzasadnienie. Oto bowiem rozpad, zniszczenie, choroba i smierc towarzysza bohaterom Bellmanowskim bez przerwy. Najwyrazniej widac to w Poslaniu nr 30. Dogorywajacy na suchoty Mowic opisywanym jest przez Fredmana z calym okrucienstwem:

"Pozolkla plec, wygasle lica male,
zapadla piers, piszczele drobnych stop (...)
twe zyly pogrubiale
spuchniete sa, wilgotne niczym trup".
Degradacji ciala towarzyszy smrod rozkladu. W Poslaniu nr 81, nad grobem Siostry, Fredman konstatuje marnosc tego co materialne, spolecznie cenne:
"zloto i purpura na szufli tej
zwirem i szmatami".
W Poslaniu nr 79 zycie ludzkie symbolizowane jest przez lodke, ktora miotaja nawalnice; wowczas:
"cumy, szmaty, polana
na nic zdadza sie".

Smierc, ktora czyha za drzwiami, wlasciwie wszechobecna u Bellmana, nie powoduje zalamania sie swiata, przeciwnie – jest elementem jego naturalnego porzadku: umierajac w ostatnim Poslaniu, Fredman wie, ze musi splacic dlug Naturze. To sie odbywa bardzo prosto: Kloto odcina guzik od surduta – i juz. Nawet wielkiego placzu nie bedzie. Trzeba wezwac boga milosci na pomoc, by zrekompensowal te strate nowymi bachanaliami...

Do naturalnego porzadku swiata nalezy tez inny rodzaj destrukcji: rozmaite mordobicia, potyczki i awantury. Pretekstem do nich moze byc cokolwiek, na przyklad wkladanie nosa w kufel kaprala (czyli: wtykanie nosa w nie swoje sprawy), jak w Poslaniu nr 12, czy dokuczliwa opiekunczosc, jak w Poslaniu nr 41, kiedy to Mollberg oklada Wingmarka, niszczac mu szlafrok, glownie za nudne strofowanie; moze chodzic o panienke (Nimfe) albo o Polske. Poslanie nr 45 dotyczy Polski i jej pierwszego rozbioru. Oto w szynku Rostock, jak dowiadujemy sie od poszkodowanego Mollberga, doszlo do dyskusji na biezace tematy polityczne. Mollberg, grajacy na harfie (chodzi tu o zupelnie inny instrument, nazywany w Szwecji harfa kluczowa, a optycznie troche przypominajacy lutnie), zapewne jakos solidaryzujac sie z Polakami, zagral taniec polski. To z kolei spowodowalo powazne ostrzezenie ze strony "partii" antypolskiej:

"Po diabla sie pchasz w polskie affery? (...)
Nie graj polszczyzny! Pamietaj, od dzis
geba na klodke".
To pierwsze zdanie: "Po diabla pchasz sie w polskie affery", w znaczeniu: co cie obchodza cudze sprawy, pilnuj swego nosa – funkcjonuje do dzis w szwedczyznie jako powiedzenie. Dla nas ciekawsza jest argumentacja strony "antypolskiej"; otoz powtarza ona argumenty propagady zaborczej, gdzie Polska jawi sie jako czynnik destabilizujacy lad w Europie, grzesznica, ktora nalezalo sprawiedliwie ukarac itp.

Nie przeceniajmy jednak zaangazowania politycznego kompanii w szynku Rostock. Destrukcja jest niezbywalnym elementem swiata Bellmana; nie byloby rozbioru – pobiliby sie o cos innego; albo i bez powodu, jak to z duma Mollberg oswiadcza (Poslanie nr 41):

"co rok bije sie ja
na urodziny".

Innym zagrozeniem jest policja obyczajowa, stroze i inni funkcjonariusze porzadku spolecznego. W Poslaniu nr 36 porywaja oni Ulle Winblad, w Poslaniu nr 48 Fredman straszy Ulle wiezieniami, scislej, zamknietymi zakladami karnymi, gdzie ladacznice lub osoby podejrzane o tego typu dzialalnosc reedukowane byly, wykonujac ciezka prace, najczesciej w tkalniach. Zakochany Fredman w obawie przed policja obyczajowa nawet ozenil sie w Poslaniu nr 35 z dziewczyna nie najciezszych obyczajow, ba, zdecydowal sie na pobicie strozow porzadku moralnego; z kolei w Poslaniu nr 67 zacna Muterka pod "Kurem" namawia Mowica, by panow fiskalow zasiekl i zmlocil. Mozna zaryzykowac twierdzenie, ze w swiecie Bellmanowskim destruktywna role odgrywa caly porzadek spoleczny. Ten nakladajacy podatki i wymierzajacy sprawiedliwosc, i zakazujacy fiszbinowania strojow, i ograniczajacy wyszynk... Zapamietajmy to: swiat Bellmana znajduje sie poniekad w innym wymiarze istnienia niz swiat spoleczny, niz Wielka Historia. W jakim, to za chwile sprobujemy opowiedziec. Na razie powiedzmy tyle, ze porzadek spoleczny, skoro tylko wkroczy w ten Bellmanowski swiat, powoduje w nim destrukcje.

Wystarczy wyjsc na zewnatrz, by pasc ofiara nieszczescia. Ulla Winblad zostaje uprowadzona przez straz obyczajowa (w Poslaniu nr 65), Mollberg zostaje pobity w szynku Rostock (na zewnatrz!) za to, ze bronil polskosci (Poslanie nr 45), Mowic – przez dragona, kiedy udalo mu sie na ulicy zaczepic Nimfe (Poslanie nr 31), Fredman, zlamany fizycznie i psychicznie, czeka przed zamknietymi jeszcze drzwiami Oberzy Wlaz (Poslanie nr 23).

A procz tego jest noc! Ciemna noc pelna zasadzek, niebezpieczenstw i lekow; noc na otwartej przestrzeni! Kiedy to: "Chmury gestnieja, / gwiazdy czernieja (...) / Psy nawoluja, drzwi zatrzaskuja" (Poslanie nr 21), kiedy nie mozna wejsc do bezpiecznego domu-knajpy. W takiej wlasnie sytuacji spotykamy Fredmana w Poslaniu nr 23, w rynsztoku nie opodal Oberzy Wlaz. Zapewne, Fredman cierpi na kaca, ale pijanstwo ma u Bellmana szerszy wymiar egzystencjalny, zwlaszcza w tym Poslaniu, zawierajacym odwolania do Ksiegi Hioba, zatem sytuacja nocy, braku schronienia, niezaspokojenia wydaje sie najwazniejsza. Wowczas wydobywa sie z naszego Hioba przeklenstwo, lek istnienia, poczucie slabosci i znikomosci ciala. Destrukcja dotyka zarowno ciala, jak i duszy. Fredman-Hiob przeklina swoich rodzicow za to, ze go splodzili.

Jesli tak spojrzymy na bohaterow Bellmanowskich, to zauwazymy, ze wszyscy oni dotknieci sa roznymi rodzajami destrukcji: chorobami (Mowic, jak sie dowiadujemy z Poslania nr 48, narazony jest dodatkowo na syfilis), lekami, ranami z potyczek, nieszczesciami – ze wszyscy sa pokalani. Niepokalana jest natomiast Ulla Winblad i jej odpowiedniki: Kajsa Styna, Anna Styna. Niepokalana jest Natura, gdzie panuje wieczne lato, wieczna zielen. W Opisaniu zywota swiat nazwany zostanie przez Bellmana "zielonym szlakiem", zycie – wedrowka. Nie inaczej w Piesni nr 35 (Dziadek Noe) – Noe kupuje butelke, zeby wypic "w naszym parku z niej", gdzie park jest okresleniem ziemi, w innej Piesni ten park otrzyma jeszcze epitet: bol. W ostatnim Poslaniu mowi sie wrecz o "zieleni". A w tej "zieleni" czlowiek jest krotkotrwalym wedrowcem; zycie – wypelniona lekiem i bolem wedrowka. Tak przemysliwa tuz przed smiercia Fredman w Poslaniu nr 27. Bellmanowski wedrowiec poszukuje chwilowego chocby schronienia. Przystankami w tej wedrowce "zielonym szlakiem" idylli moga byc knajpy czy lodka plynaca miedzy wyspami Sztokholmu; ta sama, ktora, w swoim czasie, zabierze umeczona dusze Charon.

Knajpy – przystankami w mece? Alez knajpy sa nie tylko knajpami u Bellmana! Oznaczaja dom i rodzine, i zacne stowarzyszenie, i radosny zakon. A przede wszystkim nietrwale, ale jedynie mozliwe schronienie przed destrukcja. Trzeba tylko wejsc do srodka. Ilez razy Fredman-wodzirej zapewnia: wchodzcie do srodka, nie bojcie sie – drzwi sa dla was otwarte. Oznacza to: przyjmiemy was z nocy, uspokoimy leki, zaleczymy rany. Trzeba tylko przejsc przez prog, przez sien – przekroczyc granice dzielaca swiat na realny i karnawalowy, na grozny, wrogi i przyjazny. Tam, na zewnatrz, czyha smierc, agresja, lek. Drzwi, ktore zaraz zostana zamkniete, stanowia niepewna, niesolidna, ale zawsze jakas obrone przed smiercia, agresja, lekiem. Prawda, smierc drzwi odmyka, agresja przedostaje sie takze do srodka, leki napieraja na krucha tarcze drzwi, stroze obyczajow moga wejsc do srodka, ale wlasnie w srodku, wlasnie w tej magicznej przestrzeni, mozna agresje stlumic, smierc przezyc, leki zas oddalic.

Teraz, kiedy juz wszyscy weszli do srodka, trzeba drzwi dokladnie zamknac, okiennice skrecic, ba, nie zawadzi, by stojkowy z gwintowka pilnowal, aby nikt drzwi nie otworzyl. Albo, jesli przemierzamy zielony szlak zycia lodka, trzeba odbic od brzegu. Wowczas, jak na filmie panoramicznym, bedziemy mogli bezkarnie obserwowac to, co zostawilismy na zewnatrz, jak to sie dzieje na przyklad w Poslaniu nr 48: Saletrzarnie, Dom Lazarza, Wiezienie, ale i praczki, wojakow, dzieci... Odbiwszy od brzegu od razu znajdujemy sie w krainie idylli, wiec to, co na zewnatrz, nam nie straszne, bo, jak na filmie panoramicznym, jawi sie jako fikcja.

To znakomity pomysl Bellmana, by tak opisac swiat, zeby to, co realne, ujrzec z perspektywy idylli i radykalnie odjac mu realnosci, idylle zas, przeciwnie, wyposazyc w jedynie dostepna i oczywista realnosc. Nie trzeba zreszta nawet odbic od brzegu: wystarczy dostac sie na lake, w poblize zrodla, czy do parku w Hadze, bedacego sztokholmskim odpowiednikiem warszawskich Lazienek. Wystarczy wejsc w swiat idylli.

Zasadniczym miejscem wydzielonym w swiecie Bellmanowskim jest, rzecz jasna, knajpa-dom-swiatynia i nia zajmiemy sie glownie. Juz drzwi zostaly zamkniete, zaluzje spuszczone. Juz stojkowy pilnuje, by nikt nie zaklocil idylli. Uczestniczymy w swoistym rytuale, ktorego pierwsza faze wlasnie opisalismy:  o d i z o l o w a n i e. Teraz nastepuje faza druga: wzywanie, apel, naklanianie, zacheta. W plaszczyznie slownej najczesciej wypelniana jest ona przez Fredmana-wodzireja. Ilez tam czasownikow w trybie rozkazujacym, ilez nakazow, zaklec, nawet uragan. Ale nie jest to jedyna plaszczyzna, w ktorej realizuje sie ta faza. Oto, procz slow, wystepuje w niej takze jezyk instrumentow, najczesciej skrzypiec, basow i rogow. Poslanie nr 2 dosc precyzyjnie definiuje, co oznaczaja apele skrzypiec: to sensualne wezwanie do tanca, bedacego takze inicjacja gry milosnej, zalotow; to lagodne, zmyslowe kuszenie. Skrzypek w tym kontekscie jest tym, kto muzycznie zapowiada rozkosz, inicjuje rytual milosny. Dlatego Fredman czesto krzyczy, by juz zaczynal; dlatego skrzypek czesto sie droczy: stroi instrument, szuka kalafonii, zwleka.

Bardziej gwaltowna zapowiedzia, niejako wezwaniem do godow, meskich godow, sa rogi. To one powoduja, ze cala przestrzen objeta ich dzwiekiem zostaje naerotyzowana:

"Panstwa w swiatyni milosci i grody
to piora, komody
i deski i schody
ulice, i skwery
i krzeslo, i stol"

      (Poslanie nr 4).
Centrum swiata rogow stanowi kobieta: moze lezec w lozu, nalewac wino, tanczyc; wazne, ze otacza ja dmacy w rogi pierscien samcow. Ciekawe, ze kobiety w tym wariancie rytualu zachowuja sie zupelnie biernie. Wlasciwie znajduja sie w centrum jako wyzwanie cnoty. Rogi nawoluja do zniszczenia cnoty, sa chutnym imperatywem defloracji. Dopowiedzmy: wiecznej defloracji. Ulla, Anna Styna czy Kajsa Styna oznaczaja bowiem w tym rytuale wiecznie odnawiajace sie dziewictwo, wieczna niewinnosc; jak juz pisalismy – sa niepokalane. I dlatego bierne. A ta biernosc i niewinnosc z kolei stanowia wyzwanie dla nawolujacej sie i zwolujacej meskosci. Wreszcie basy stanowia instrument-symbol czulosci i tkliwosci meskiej.

Czytelnik powie na to, ze odczytujemy Bellmana zbyt jednostronnie. Ze przesadzamy, tyle miejsca poswiecajac rytualowi godow, jego boskim patronkom, Frei czy Wenus, i ziemskim: Fredmanowi jako temu, kto meskosc wypowiada; rogom, ktore ja wyrazaja, i niewinnej Ulli Winblad (wraz z Nimfami – jej sobowtorami). Czy nie mozna rownie prawomocnie uznac, ze instrumenty wzywaja do tanca? Do zabawy? Do pijanstwa? Spokojnie, niecierpliwy Czytelniku! Nie mamy zamiaru redukowac Bellmana do rytualu orgiastycznego. Po prostu od niego rozpoczelismy, by, jesli jeszcze choc na chwile zdolasz powsciagnac zniecierpliwienie, pojsc dalej. Masz racje, instrumenty wzywaja takze do tanca, zabawy, pijanstwa. Rzecz w tym, ze taniec, zabawa i pijanstwo splataja sie u Bellmana z orgia, czy lepiej: taniec, zabawa, pijanstwo i orgia sa obrazem zycia jako ekstazy i to ekstazy skierowanej na... destrukcje. W orgii jest to defloracja, konczaca sie orgazmem i smiercia. To mielismy na mysli mowiac, ze w karczmie mozna smierc przezyc. Najlepiej widac to w Poslaniu nr 72:

"Kajso, to smierc! Boze – oddycha!
Smierc kaze zyc, a milosc przycicha",
ale Czytelnik bez trudu odnajdzie ten watek i w innych Poslaniach. To w orgii. W zabawie bardzo czesto, kiedy ekstaza siega szczytu, Fredman wzywa: rwij parapety, skrzypce rzuc w diably, kopnij go w tylek, itp. Zatem i tutaj trzecia faza rytualu polega na niszczeniu, destrukcji. Wreszcie w pijanstwie dynamika rytualu wydaje sie identyczna, tyle ze miejsce instrumentow zajmuja najprzerozniejsze puchary, kielichy, roztruchany; wezwanie, apel, inicjacja dotyczy oproznienia butelki stanowiacej centrum swiata, trzecia zas faza to takze destrukcja.

Mozna by pojsc dalej i zaproponowac taka interpretacje, w ktorej plaszczyzny: erotyczna, ludyczna i bachiczna przenikaja sie, pseudonimuja i nie potrafimy dokladnie przewidziec, czy instrument muzyczny jest narzedziem Wenus, Bachusa czy Apollina, jesli Apollo zechcialby patronowac zabawie. I konsekwentnie: nie potrafimy powiedziec, czy puchary nie spelniaja podobnych funkcji: w idylli Bellmana nie ma przedmiotow "niewinnych": wszystkie sluza zachecie, wezwaniu do rozpoczecia rytualu, wszystkie sluza do spelnienia tej zachety i wszystkie sa narazone na koncowa destrukcje. Moglby ktos uznac, ze caly ten swiat knajpy-domu-swiatyni jest wielkim absurdem, gdyz jego zasadniczym celem mialo byc znalezienie miejsca chwilowego azylu, schronienia przed destrukcja, a tymczasem wlasnie w tym schronieniu odbywa sie rytual, ktorego elementami skladowymi sa agresja, destrukcja, smierc. To prawda, ale, w przeciwienstwie do agresji, destrukcji, smierci na zewnatrz knajpy-domu-swiatyni, to, co dokonuje sie w ramach rytualu, jest nieskonczone (wieczne), niezmienne, za-kazdym-razem rozpoczynane na nowo i wlasnie  r y t u a l n e.

Podobnie wiecznym poczatkiem, od zarania skazonym smiercia, sa narodziny czlowieka. W przepelnionym meska tkliwoscia Poslaniu nr 43 wlasnie o urodzeniu dziecka sie opowiada. I znamienne, ze przygotowaniu do pologu towarzysza te same gesty, ktore otwieraly rytual:

"Drzwi pilnie strzez;
zaslony pozasuwaj"
mowi do Zuzanny (Cnotliwej Zuzanny!) Fredman. I konczy:
"Tysiac smierci wkolo gania;
nawet w czasie milowania
musisz doznac umierania.
Robak skryty w kwiecie, kwiatu wiesci grob".
Ale to nie koniec Poslania. Trzeba jeszcze da capo al fine zaspiewac poczatek drugiej strofy: zaklecie mezczyzny, by rodzacej kobiecie zapewnic poczucie bezpieczenstwa:
"Slod, mleko i miod,
serwatki dodaj, mila,
imbiru, cukru, wina;
co by sobie zazyczyla,
ucisz jej bol".

Wydaje sie, ze nieco inaczej wyglada swiat Bellmanowski w sielankach, pastoralkach i innych tekstach, ktorych fabula rozgrywa sie "w zieleni". Panuje tam, co prawda, porzadek Natury: wieczne lato i wieczny dzien, lecz i tam, jak juz pisalismy, wkrada sie destrukcja i smierc. Wlasciwie slowo "wkrada sie" jest niewlasciwe: destrukcja i smierc sa bowiem wpisane w ten porzadek. Tyle ze w zieleni, jesli tylko burza nie zakloci idylli, swiat Bellmanowski uzyskuje swe najlagodniejsze wcielenie. Nie wolno nam jednak zapominac, ze nawet w idylli, nawet jesli tego nie slychac, gdzies na jej przedprozu "Charon na rogu gra nam". Ze jasne promienie slonca i upojna zielen dostarczaja tej samej pelni, co opisany przez nas rytual. Wreszcie nie do konca trzeba dac sie zwiesc snowi wycieczki letniej. Jesli blizej mu sie przyjrzymy, to zobaczymy, ze w ostatnim Poslaniu nastepuje, na samym koncu, ostateczna destrukcja swiata Bellmanowskiego: Fredman umiera, a Ulla bierze ostatni slub. W Poslaniu nr 80. niespodzianek jest wiecej. Juz pierwsza strofa jest parodystycznym cytatem i to nie byle jakim. Oto recepta na prawdziwa sielanke, jakiej udziela na poczatku drugiej piesni Sztuki poetyckiej sam Boileau. W tlumaczeniu Dmochowskiego brzmi to tak:
Jako mloda pasterka w piekny dzien wiosnowy
wykwintnymi strojami nie obciaza glowy
ani perel na snieznych piersiach rozposciera,
lecz na kwiecistym polu ozdoby swe zbiera,
w ktorych, choc nie bogato, przystojnie wyglada,
kazdy jej chetny, kazdy ja chetna miec zada –
tak sie piekna w swym toku, w okrasie niewinna,
doskonala sielanka wydawac powinna.
A oto Bellman:
Jak w swieto Pasterka, strojna tak,
przy zrodle w czerwcowy dzien,
dobiera z rozanej poscieli traw
swa krase i skromny wdziek.
I nie w konicze, trzemchy i bzy
wplatuje perel lsniace sie skry
nizajac lekko wianek swoj,
niepewna – wsrod kwiatow i ziol.
Jesli pojdziemy tropem parodii, to zauwazymy, ze Ulla Winblad ucielesnia niejako sielanke mistrza francuskiego: zaczyna od sporzadzenia sobie wianka z kwiatow i ziol, by wkrotce udac sie na przejazdzke do Pierwszej Kolonii [Första Torpet]. Pejzaz opisywany przez Bellmana doskonale odpowiada recepcie Boileau, no, moze tylko te raki jako znamie urokow zycia sa w takim kontekscie zbyt pospolite. Wszystko uklada sie dobrze, dopoki nie nadciagnie burza. Wowczas Ulla w zdenerwowaniu zrobi awanture przy kartach, przerazony burza kon poniesie, rozrzucajac wkolo zawartosc wozu, zas zwienczeniem tej parodii sielankowego obrazu bedzie drzemka Ulli z Mollbergiem. Wlasnie w takich "lagodnych" parodiach widac najlepiej mistrzostwo Bellmana: buduje konwencje par excellence, wzmacniajac ja jeszcze muzyka, by stopniowo wyposazyc ja w konkrety spoleczne, obyczajowe itp., ktore te konwencje kwestionuja, biora w ludyczny cudzyslow lub po prostu rozbijaja.

Z kolei w olsniewajacej sielance, Poslanie nr 71, niewinny flirt w zieleni ogrodka Rybaczewo [Fiskartorpet], kiedy to Ulla na pieterku kuszona jest przez drzemiacego w siodle Fredmana obrazami wspanialego widoku na miasto, przeradza sie stopniowo w coraz intymniejszy i coraz bardziej zmyslowy dialog zakochanych, gdzie niebagatelna role odgrywa pejzaz i symbolika nie do konca mieszczaca sie w swiecie idylli (ogier).

Moze najkonsekwentniej przeprowadzona idylla jest Piesn nr 64. Raz jeszcze w zamknietej przestrzeni Natury, tym razem w parku w Hadze, wstaje wieczny dzien letni. Piekno przyrody laczy sie tu z pieknem miasta (czy raczej przedmiescia Sztokholmu), a towarzyszy temu usmiech szczesliwego wiesniaka i blogostan Fredmana spotykajacego w Parku swa Pieknosc. A nad tym wszystkim kroluje (takze w doslownym tego slowa znaczeniu) spojrzenie Gustawa III.

Slowo poetyckie Bellmana buduje swiat z drobnych chwil, utrwala fenomeny zycia ze swiadomoscia ich znikliwosci, nietrwalosci, skazania na zniszczenie. Czyni to badz kreujac rytual kuszenia-spelnienia-smierci (destrukcji), badz, czasem z zastrzezeniami, z grymasem parodii i kpiny, probujac odzyskac stracony raj pelni – w sielance. W ostatecznej instancji zarowno idylla, jak i rytual okazuja sie rodzajem rekompensaty za kruchosc ludzkiego istnienia. Patronuja tej rekompensacie Ulla Winblad: na zewnatrz swiata idylli prostytutka, wewnatrz tego swiata wiecznie niewinna kaplanka milosci i szczescia; Fredman: na zewnatrz swiata idylli zdegradowany pijak, w swiecie idylli kaplan rytualu zycia; i krol Gustaw III: niewinny, wiecznie usmiechniety wladca swiata lagodnosci.

Rownoczesnie mozna i trzeba czytac Bellmana takze inaczej, zatrzymujac oko na wspanialych obrazach ruchu, dzwieku i zycia. Wowczas zauwazymy jego mistrzostwo portretu: na okamgnienie wylonia sie krwiste postaci Mowica, Mollberga, Berga – dynamiczne, jak w malarstwie holenderskim, pelne zycia i humoru; wowczas zwroci nasza uwage Ulla Winblad, postac pelna sprzecznosci: raz lagodna, sliczna i niewinna, raz sprosna, dosadna i grubianska. Taka lektura przewaza w ojczyznie Bellmana, zwlaszcza w licznych wykonaniach jego utworow. Podkresla sie takze sielankowy charakter niektorych utworow, a – jako ze w wymiar idylli przeniesiony zostal Sztokholm i jego zakatki, swietnie znane zarowno wykonawcom, jak i sluchaczom – wiec nic dziwnego, ze czesto Bellman brzmi jak czarodziej, ktory niegdys, przed wiekami, zaklal smutna rzeczywistosc we wspaniala basn, i w ktorej i my mozemy uczestniczyc pod warunkiem odtworzenia idyllicznej atmosfery i obyczajow. Sprzyja takim interpretacjom muzyka utworow Bellmana: melodyjna, latwo wpadajaca w ucho, stylowa.

Kryje sie jednak w takim podejsciu pewna pulapka. Oto wowczas tworczosc poety ulega rozbiciu na dwie nie przystajace do siebie czesci: z jednej strony mamy bowiem rubaszne i dynamiczne portrety postaci plebejskich czy mieszczanskich i bogata, siegajaca czasow Bellmana, tradycje traktowania jego utworow jako swoistych stylizacji ludowych; a z drugiej – sielanke jakby rodem z malarstwa Watteau, a wiec dworska. Przez dlugi czas przewazaly interpretacje dosc w gruncie rzeczy cukierkowe. Nic przeto dziwnego, ze dla Augusta Strindberga Bellman byl nieznosnym i groznym dla kultury szwedzkiej stereotypem. Dopiero mniej wiecej przed trzydziestu laty Sven-Bertil Taube dokonal przelomu, wychodzac w swych interpretacjach od analizy tekstu. Do najwybitniejszych wykonawcow utworow Bellmana nalezal Fred Åkerström [wym. Okerstrem], wydobywajacy dramatyczne egzystencjalne tresci tych utworow, nieco naiwny, lecz moze wlasnie dzieki temu autentyczny w przezyciu Peter Ekberg Pelz oraz Cornelis Vreesvijk [wym. Wreswik], ktoremu udalo sie przelozyc estetyke Bellmana na jezyk zupelnie nam wspolczesny. Obecnie za najwybitniejszego wykonawce Bellmana uchodzi Mikael Samuelsson, spiewak operowy, dysponujacy pieknym glosem, co pozwala mu na swobodna interpretacje tekstu Bellmanowskiego, zarowno w jego wymiarze groteskowym, tragicznym, jak i lirycznym.

Bellman przekladany byl miedzy innymi na dunski, francuski, rosyjski, angielski, hiszpanski, wloski i niemiecki. Utalentowanymi wykonawcami jego utworow w jezykach przekladow sa: Dunczyk Axel Schiotz [wym. Szec], jego rosyjski tlumacz, Ignatij Ivanovskij, i angielski wykonawca tlumaczen Paula Brittena Austina – Martin Best.

Pora zatem, by przypomniec rzecz podstawowa: teksty Bellmana sa przeznaczone do spiewania, ktory to fakt byl wielokrotnie przez tlumacza tego wyboru przeklinany, wymagal bowiem prawie niewolniczego powtarzania schematow rytmicznych oryginalu, co przy polskim ubostwie rymow meskich jest zaiste przeklenstwem.

Pracujac nad wyborem piesni 5). i objasnieniami mielismy poczatkowo zamiar tam, gdzie to mozliwe, to znaczy tam, gdzie to udalo sie uczonym ustalic, dac wykaz zrodel melodii bellmanowskich, tylko nieliczne z nich bowiem sa dzielem samego poety (prawde powiedziawszy, nie zawsze wiemy, ktore on sam skomponowal). Z zamiaru tego zrezygnowalismy, a to dla nastepujacych powodow: Coz da Czytelnikowi informacja, ze na przyklad zrodlem melodii Poslania nr 9 jest zapewne Air du drapeau znajdujaca sie pod numerem 39 w zbiorze piesni Cantiques ou opulences lyriques, Paryz 1818? A sprawa jest duzo bardziej skomplikowana, ta Air du drapeau bowiem przypomina z kolei wstep do choru biesiadnego z Uczty Aleksandra G.F. Haendla! Bellman – jak sie zdaje – korzystal przede wszystkim z melodii swietnie znanych, czasem nieznacznie je zmieniajac, kierujac sie wzgledami ekspresji. Ba, ale jak z nich korzystal?

Powiedzmy od razu, ze poszukiwanie pierwotnych zrodel melodii bellmanowskich jest zajeciem interesujacym poznawczo, lecz – w zakresie bellmanologii – dosc bezplodnym. Natomiast kapitalne znaczenie ma odnalezienie tych wersji owych melodii (na ogol wraz z tekstami), ktore stanowily podstawe (bardziej lub mniej domniemana) dla Bellmana. Jak juz pisalismy, Bellman korzystal z melodii, ktore wraz z tekstami byly dobrze ugruntowane w swiadomosci wspolczesnych. Za kazdym razem nalezaloby tu odpowiedziec, jakich wspolczesnych: czy elity zwiazanej z dworem, bywajacej w teatrach, w Operze itd., czy tez szerszej grupy – ludzi bywajacych na wodewilach, milosnikow kontredansow itp. Zreszta byc moze istnialo, stosunkowo pojemne, wspolne pole utworow popularnych – wowczas takze to pole nalezaloby okreslic.

Przyczyna, dla ktorej wyzej okreslone ustalenia wydaja sie konieczne, jest praktyka Bellmana, by te znane utwory parodiowac. I to w obie strony, to znaczy utwory serio, patetyczne lub heroiczne, czesto byly przez poete uzywane w ujeciach komicznych, blahych czy groteskowych, utwory zartobliwe zas – wykorzystywane w ujeciach dramatycznych.

Dajmy przyklad: oto Poslanie nr 27, zawierajace ostatnie, przedsmiertne mysli Fredmana, zaczyna sie tak:

Dziadek jest stary, ciazy mu werk,
goni godzina, czas skazuje.
co niewatpliwie stanowi aluzje do zawodu Fredmana (zegarmistrz) oraz, z iscie barokowym dynamizmem, uzmyslawia zblizajaca sie chwile smierci. Muzyka tego Poslania, jesli pominiemy pierwotne zrodla, zaczerpnieta jest z operetki Le tonnelier (Bednarz) Gosseca, ktora miala swa sztokholmska premiere w 1781 roku. Jeden z kupletow spiewany tam przez Fanchette brzmial:
Zazdrosny bednarz, glupi jak cap,
kochal sie w Filis, pastereczce.

      (tlum. L.N.)
Z kolei Poslanie nr 31, w ktorym Mowic oberwal od dragona, przegrywajac rywalizacje o piekna Nimfe, ma muzyke pochodzaca pierwotnie od J.J. Rousseau. Ale tylko pierwotnie, prawdopodobnie bowiem zrodlem Bellmana byla Oda nad kleska (Ode över Motgången) Bergklinta, zaczynajaca sie od slow: "Czy dlugo dzis burzy wystarczy..." i realizujaca klasyczny wzorzec uroczystej ody obywatelskiej.

I wreszcie przyklad najwymowniejszy: Piesn nr 21, Na koniec wyniesiemy sie, jeden z najpopularniejszych w Szwecji utworow Bellmana. Melodia zostala tu zaczerpnieta z bohaterskiej sceny z opery Naumanna Gustaw Waza (2 akt, 6 scena), opera narodowa zas byla oczkiem w glowie Gustawa III, czyli mamy tu do czynienia z wyraznym szarganiem swietosci!

Oczywiscie, nie mamy zamiaru zmuszac Czytelnika do skrupulatnych studiow tego typu, zalezy nam jednak na tym, by Czytelnik byl swiadom, ze utwory Bellmana sa apoteoza zabawy, ze same sa rodzajem gry, zabawy, i ze stanowia wezwanie do zabawy!


Kilka slow o tlumaczeniu
Zwierzenia tlumacza

Tlumaczenie Bellmana bylo dla mnie pasjonujaca przygoda. Poczatkowo bylem przekonany, ze rzecz jest w ogole niewykonalna, gdyz Bellman stawia przed swym tlumaczem kilka bezkompromisowych zadan. Schematy rytmiczne w zasadzie musza byc skrzetnie powtorzone, a sa to schematy eksponujace szczyty mozliwosci jezyka szwedzkiego; w nielicznych przypadkach, sledzac uwaznie zapis nutowy, mozna bylo wprowadzic rytmike, dla ktorej polszczyzna jest bardziej przyjazna. A przeciez nie chodzi tu tylko o bierne podazanie za rytmem Bellmana, lecz przede wszystkim o genialna umiejetnosc poety wykorzystania tego rytmu do celow ekspresywnych. Sam Bellman znakomicie wykonywal swe utwory, zatem – biore tu aktorow za swiadkow – doskonale wiedzial, jak napisac utwor idealnie nadajacy sie do wykonania. Mysle tu o wyczuciu brzmienia slow, rymow, wreszcie rytmu.

A ja, z moja mizerna polszczyzna (w kazdym razie jesli chodzi o rymy meskie, meskie zakonczenie kadencji i antykadencji, kombinacje trocheiczno-jambiczne, o, chocby takie Ss sS, dosc przez Bellmana lubiane) mialem sie wciskac w ten sztywny gorset! Stad moje pierwsze wrazenie, ze tego nie da sie przelozyc. Nastepna trudnoscia jest leksyka i skladnia poety, jak na szwedczyzne elastyczna, jednak mocno zwiazana z XVIII wiekiem. Oznacza to w warunkach szwedzkich znacznie wieksze roznice jezykowe miedzy dzisiejsza szwedczyzna a Bellmanem, niz – powiedzmy – miedzy dzisiejszym uzytkownikiem polszczyzny a Krasickim. Ta trudnosc dotyczyla jednak osoby tlumacza, nie zas samego tekstu poety. To znaczy nalezalo sie poduczyc archaicznej szwedczyzny. Z kolei jezyk polski znakomicie nadaje sie do stylizacji, operuje pamiecia wielu stylow poetyckich, zatem – bylo z czego korzystac.

Przede wszystkim mam na mysli fraze barokowa, z ktorej Bellman swiadomie korzystal, a ktora, dzieki sarmatyzmowi i jego pozniejszym reminiscencjom, stala sie w jakims sensie synonimem Rzeczypospolitej szlacheckiej, a wraz z nia symbolem – wszystko jedno: lubianej czy nie – wolnosci. Jednakze zeszlachcenie Bellmana wydalo mi sie niedopuszczalne, bo ksiadz Bohomolec to on nie byl, zeby od razu Kurdesza z niego robic. Problem, wbrew pozorom, wydaje sie wazny: u Bellmana dochodza do glosu wlasnie te elementy, ktore w kulturze szlacheckiej w Polsce milczaly lub zepchniete byly na margines. Jak stworzyc w polszczyznie obraz, anachroniczny przeciez, wielkiej poezji mieszczanskiej? Rokoko? Moze i w Polsce bylo, ale ktoz, poza kilkoma fachowcami, rozpozna styl polskiego rokoka w poezji? Sentymentalizm? Taz Filon Bellmana budzi nasza poczciwa Laure wczesnie rano i na ryby wysyla. A co na tych rybach z nia wyprawia, jaka odyseje, nie mnie pytac, lecz Syren, ktore swym spiewem ogluszyl! Nie, oczywiscie poeta szwedzki mial swobodny stosunek do stylow epoki; wlasnie jak na rokoko przystalo.

Nie bylo rady: trzeba bylo troche po barok sarmacki siegac. Szkoda, bo Fredman cos zanadto mi po szlachecku pohukuje, zanadto z gory: jak do czeladzi. A u Bellmana wszyscy sa rowni: rangi nie znaja, o czym przykro musial sie przekonac slubny maz Ulli Winblad. Fredman zajmuje uprzywilejowana pozycje, ale jest to, by tak rzec, uprzywilejowanie strukturalne: on Medrzec, Nauczyciel, wiec sila faktu rej wodzi. Poza tym kondensuje on atmosfere, kieruje rytualem... ale spolecznie nie ma miedzy nim a reszta kompanii dystansu. U mnie, obawiam sie, albo Fredman szlachciura wrzeszczy na reszte z gory, albo ta reszta tez mi sie zeszlachcila. Co robic.

Nie mialem jednak zamiaru robic pastiszu jakiegos nie istniejacego arcydziela polskiego rokoka, tylko stworzyc obraz arcydziela szwedzkiego dzisiaj, to znaczy w latach 1988-1990, kiedy to nad tlumaczeniem pracowalem. Zatem uznalem, ze sojusznikow powinienem sobie poszukac w polskich poetach duzo, duzo pozniejszych, za to jakos Bellmanowi bliskich, ktorym w dodatku udalo sie stworzyc w polszczyznie wyrazisty i rozpoznawalny styl. Wybor nie byl trudny: Tuwim, Galczynski, Lesmian. Z Lesmianem moglby sie Bellman spotkac w plaszczyznie podejscia do rytmu i pewnej pierwotnosci, jako podstawy poezjotworczej. Ale, z drugiej strony, wzorzec lesmianowski wydaje sie zbyt wyrazisty, co grozi maniera, oraz... zbyt ludowy. Zatem biorac Lesmiana wyleczylbym swe tlumaczenie z sarmatyzmu, lecz natychmiast zarazilbym je ludowoscia.

Pozostali mieszczanscy poeci: Tuwim i Galczynski. Ten pierwszy jako mistrz poetyckiego wodzirejstwa, niczym nie ograniczonych feerii slownych. Ten drugi chyba na gruncie polskim najblizszy Bellmanowi. Raz, czy dwa, ale nie powiem, w ktorych miejscach, zacytowalem sobie Bialoszewskiego.

Ale ja tutaj nie mowie, ze mi sie to wszystko udalo; ja mowie, o co mi chodzilo i jak to sobie ambitnie wymyslilem.


Moje przygody z Bellmanem

To sie naprawde zaczelo chyba w 1988 roku. Stowarzyszenie Polek w Sztokholmie zaproponowalo mi przelozenie jednego z Poslan Fredmanowych, 45., tego, w ktorym Mollbergowi obito gebe w szynku Rostock za propolskie sympatie. Poslanie odwoluje sie do walk zwiazanych z pierwszym rozbiorem Polski, zatem do 1772 roku. O Bellmanie wiedzialem niewiele, a to, co wiedzialem, nie sprzyjalo pracy. Mialem w domu piekna powiekszona podobizne I wydania Poslan... Piekne to bylo, ale trudne w czytaniu, bo drukowane stara czcionka i wedle dawnych regul ortografii, a przeciez i szwedczyzna Bellmana po 200 latach sprawia spore klopoty, nawet tubylcom.

Kiedy udalo mi sie jako tako pojac literalne znaczenie tekstu, stanalem przed wysokimi schodami. Oto caly wiersz napisany potoczysta, jedrna i dowcipna szwedczyzna zawieral wylacznie rymy meskie, to znaczy takie, w polszczyznie najczesciej jednosylabowe wyrazy, na ktore pada akcent, na przyklad roj-znoj, znak-flak, moc-tluc itd. W tradycji szwedzkiej rymy meskie byly juz za czasow Bellmana dobrze zakorzenione, i to w poezji wysokiego obiegu, ponadto u Bellmana czesto ich uzycie ma uzasadnienie artystyczne: oznacza pewna dosadnosc, potoczystosc, prostote, w dodatku lekko parodiowana. A tu na domiar zlego sa to teksty pisane do muzyki, teksty przeznaczone do spiewania! Co robic? Polszczyzna rymow meskich nie znosi. Owszem, pojawialy sie w poezji ludowej, niekiedy u romantykow i ich epigonow, ale, by tak rzec, wyeksploatowaly sie: sa albo wyrazistym nawiazaniem folklorystycznym (czego u Bellmana nie ma ani sladu), albo pewna klisza na odleglosc cuchnaca kiczem. W dodatku jest ich na lekarstwo, zatem przewidywalnosc pojawienia sie danego rymu jest ogromna. A wiec zamiast zaskakujacego dowcipu Bellmana otrzymalbym spodziewany rym. Co wiecej, z uwagi na niewielka ilosc rymow meskich, moje tlumaczenie przypominac by musialo szwajcarski ser: same dziury. I ostatnia uwaga wersologiczna, wcale nieblaha: wiele sposrod rymow meskich w naszym jezyku budzi skojarzenia obsceniczne, ze przypomne moj przykladowy rym: roj-znoj. Tam gdzie tekst operuje jakas dawka obscenicznosci, moze to byc korzystne (u Bellmana to sie zdarza), ale, niestety, polskie skojarzenia tego typu bywaja wulgarne, co sie Bellmanowi nie zdarza.

Co robic? Niektorzy specjalisci powiadaja tak: przeciez Polacy nie mniej spiewali od Szwedow, a w piesniach, z uwagi na linie melodyczna, akcenty na ostatnia sylabe linijki wiersza, te rymujaca sie, musialy byc rownie czeste jak gdzie indziej. I co nasi przodkowie wtedy robili? Bardzo czesto uzywali, typowego dla polszczyzny, rymu zenskiego, i tylko spiewajac przesuwali akcent. Czyli, zamiast tlumaczyc:

Witaj, Molbergu, jak minal dzien?
moglbym, o ile zreczniej, powiedziec:
Witaj, Mollbergu, co tam slychac?
Tyle tylko ze spiewajac akcentowaloby sie: co tam slychac. Przyznaje, ze zrezygnowalem z tej mozliwosci, nie negujac jej przydatnosci do innych tlumaczen. Dlaczego zrezygnowalem? Bo rym Bellmanowski, podobnie jak duza czesc jego dorobku, przesiakniety jest duchem parodii i zabawy. Zatem wcale nie musi byc w tlumaczeniu elegancki, czysty (u niego rymy sa zawsze czyste) i dobrze brzmiacy, raczej juz przeciwnie. A skoro tak, to mozna by probowac tak tlumaczyc, zeby te ulomnosc polszczyzny, jaka jest ograniczona ilosc i jakosc rymow meskich, przemienic w zalete! Czy mi sie udalo, nie mnie sadzic.

Wracam do anegdoty. Nie chcac paniom Polkom ze Sztokholmu zrobic przykrosci przetlumaczylem to "polskie" Poslanie i byly z mojej roboty bardzo zadowolone. Na wieczorze Bellmanowskim odczytalem je, a gawede o poecie wyglosil, niezyjacy juz, Adam Heymowski. Heymowski byl urodzonym gawedziarzem, czlowiekiem o duzej wiedzy, i to takiej wiedzy, ktora wlasnie w gawedzie urzeka: znal niezliczona ilosc szczegolow, drobiazgow, faktow, ktore umial dowcipnie i trafnie wplesc w opowiesc. Byl swietnym socjologiem (z wyksztalcenia), jednym z najlepszych znawcow heraldyki polskiej, historykiem, a poza tym Bibliotekarzem Krolewskim. To byla wspaniala osobowosc, niezwykle barwna postac i... mysle, ze trzeba o tym mowic, czlowiek prawy. Otoz Adam Heymowski zarazil mnie entuzjazmem do Bellmana. W dodatku zagial na mnie parol: domagal sie ode mnie przetlumaczenia glownych tekstow Bellmana. Panie Polki tez nie proznowaly. Oczywiscie, taki doping bardzo pomaga, ale zadanie bylo nastepujace: przeczytac jak najwiecej o Bellmanie i jego epoce, wczytac sie w tworczosc poety i rozpoczac wedrowke po puszczy jezyka staroszwedzkiego, polskich rymow meskich, polszczyzny XVIII-wiecznej, w dodatku nie wypuszczajac nut z rak. Bagatela!

Z tymi nutami tez bylo zabawnie. Otoz nie mialem jeszcze wtedy pianina, owszem, kupilem je sobie, ale za nagrode Akademii Szwedzkiej. A nagrode te dostalem wlasnie za tlumaczenia Bellmana. Czyli ze byla to musztarda po obiedzie! Ale nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. Chodzilem sobie po domu i bekliwie i falszywie spiewalem z nut, co dalo ten efekt, ze wiem, ze moj Bellman "siedzi" w ustach, nie tylko w melodii, co by mi gwarantowalo pianino. Rzecz jasna wrocilem do tego debiutanckiego, "polskiego" Poslania i wprowadzilem okolo 30 poprawek. Dzisiaj staram sie do tych tlumaczen nie wracac. Wszystko przetlumaczylbym inaczej. Zmienialbym, korygowal, poprawial, cyzelowal. I moze nawet stworzylbym poprawniejszego Bellmana, ale wyzbytego mojego owczesnego entuzjazmu, pasji i radosci tworzenia. Bo to bylo tworzenie. Nagle, z niczego, powstal w polszczyznie z koncem XX wieku nowy poeta XVIII-wieczny. Ktory na dodatek czytal mlodego Mickiewicza, Tuwima, Galczynskiego i nawet Bialoszewskiego. I znal Krasickiego i Trembeckiego.

Poczatkowo staralem sie troche archaizowac i tego zaluje. Chocby w tym "polskim" Poslaniu: uzywam za Krasickim slowa "arfa" zamiast wspolczesnego "harfa", nawet marzylo mi sie, rowniez za Krasickim, choc raz uzyc slicznego slowa "umbrelka" zamiast dzisiejszego "parasolka", coz kiedy u Bellmana parasolek brak. Ale – powiadam – dzis zaluje, ze archaizowalem. Po pierwsze czytelnik czy sluchacz musi zupelnie zbednie "przelozyc" arfe na harfe, a zbednie, bo wczasach Bellmana taki "przeklad" nie byl potrzebny: ten instrument tak sie po prostu nazywal. Po drugie, jak juz ten biedny czytelnik-sluchacz upora sie z arfa, to musi zajrzec do moich objasnien, zeby sie dowiedziec, ze arfa nazywano wtedy w Szwecji rodzaj liry, instrumentu uzywanego takze i w Polsce przez zebrakow (lira zebracza, ukrainska). Jeszcze na poczatku XIX wieku u kresu wedrowki w Podrozy zimowej Schuberta bohater liryczny spotyka starego lirnika. Natomiast nie zaluje starego narzednika, kilkakrotnie uzytego przeze mnie, takze w celach parodystyczno-zabawowych: dziewuchy – zamiast dziewuchami.

Problemy zaczely sie dosc niespodziewanie, kiedy przyszlo mi wprowadzac nazwy miejsc: ulic i knajp. To sa u Bellmana miejsca autentyczne, niektore z nich zachowaly do dnia dzisiejszego swoja nazwe. Dla przykladu: pracuje na Uniwersytecie Sztokholmskim nie opodal zakatka, ktory za czasow Bellmana dal nazwe knajpce: Fiskartorpet. I to sie tak nazywa. Prosze sprobowac powiedziec po polsku na glos:

Czy to nie cudowne, Fiskartorpet [wym. Fiskartorjpet], co?
Czlowiek wypluwa zeby! Jakos te dwie fonetyki sie z soba kloca. Malo tego! Nie wiem, ilu z Panstwa lubi odwiedzac rozmaite knajpki i mordownie, ale prosze sobie wyobrazic, ze jakis staly bywalec tego rodzaju przybytkow opowiada o bardziej lub – najczesciej – mniej lirycznych zajsciach, ktore tam mialy miejsce. On sie moze zajaknac, gdy mowa o samych zajsciach, on moze nie pamietac, kto tam byl, on moze nie wiedziec, kiedy to bylo – co sie wszystko bohaterom bellmanowskim zdarza, nawet daty zapominaja, nawet pory roku nie sa pewni – ale: jak sie knajpa nazywala, nasz pijaczyna wie i ma do niej stosunek liryczny! Posluchajcie: Alem sie wczoraj zaprawil w Fiskartorpet! No nie! Tego zaden pijaczyna nie wypowie! Zatem trzeba nazwy knajp i ulic spolszczyc, albo – powiedzmy to mniej apodyktycznie – mozna to zrobic z przyczyn wskazanych powyzej. Nie wszyscy tlumacze Bellmana tak postepowali. I mieli swoje racje, o czym ponizej.

Latwo powiedziec: spolszczyc, ale jak? Topografia Bellmanowska zwiazana jest nierozerwalnie ze Sztokholmem. Nie tylko Fiskartorpet istnieje do dzis, ale nawet nazwa rogatki "Kattrumpstullen", czyli Rogatka czy Clo Kocia Dupka, to nazwa autentyczna, choc dzisiaj inaczej sie to miejsce nazywa. Spolszczenie takich nazw wlasnych mogloby przeniesc akcje utworow Bellmana w jakis blizej niesprecyzowany Nomansland, co gorsza, zgodnie z duchem epoki, sklonnej przeciez do wyimaginowanych Utopii. U Bellmana takie przesuniecie miejsca akcji utworow, a w konsekwencji dyrektyw interpretacyjnych, byloby karygodne. Bo u niego nie o malowniczosc Sztokholmu chodzi, i nie opiewa jakiejs cudownej abstrakcyjnej krainy, lecz przeciwnie: zatrzymuje sie na brutalnym czesto konkrecie i lowi znikliwe fenomeny w calej ich cielesnosci. Zatem Sztokholm musi byc Sztokholmem, Fredman – Fredmanem, Ulla Winblad – Ulla Winblad, Mollberg – Mollbergiem. Wielkosc Bellmana w tym glownie lezy, ze umial swoje "tu i teraz" uchwycic poprzez konkret: barwy, wyglady, widoki, smaki i brzmienia, ze wlasciwie jednym czasem narracji operowal: czasem terazniejszym, ze zaufal zmyslom a nie abstrakcyjnym formulom. I dopiero te konkrety, w calej ich namacalnosci i brutalnosci, przedzierzgal w krotkotrwala – bo jakaz by inna – idylle. I tak oto uwieziony w okamgnieniu Sztokholm otrzymuje swa nietrwala wiecznosc, podobnie jak utrwaleni na moment w milosnej, pijackiej, muzycznej ekstazie bohaterowie. Prawda, jest to Sztokholm zaulkow i przedmiesc; prawda, sa to bohaterowie z marginesow zycia – jest to swiat – parodia swiata, ale, co robic, tylko to, co sparodiowane, dostapic moze u Bellmana krotkotrwalej idylli. Ale i ta idylla z jej wiecznym latem, zielenia, sloncem i pieknem skazona jest smiercia. Slynne powiedzenie: Et in Arcadia ego (i ja w Arkadii) roznie bywalo interpretowane: moglo znaczyc: i mnie udalo sie przebywac w Arkadii, i ja odwiedzilem kraj (glownie Wlochy!) przypominajacy Arkadie. Jest jednak interpretacja szczegolnie bliska Bellmanowi: i ja jestem w Arkadii – powiada Smierc.

To pierwszy problem: trzeba tak spolszczyc nazwy wlasne, by jednak pozostawic akcje utworow w Sztokholmie. Rozwiazalem go tak, ze przetlumaczylem nazwy, ale nie imiona i nazwiska, z wyjatkiem Gorgiela Puckla, ktorego na Slasku nie potrzebowalbym zapewne tlumaczyc, ale, dla tych z Kongresowki, nazywa sie on u mnie Garbus.

Ba, ale jak spolszczyc te nazwy? To sie okazalo bardzo trudne, poniewaz, podobnie jak w Polsce, nazwy miejsc, ulic, knajp zachowuja czesto swe archaiczne, nie zawsze jasne dla dzisiejszego uzytkownika jezyka, sensy. Musialem przeorac sie przez rozmaite bedekery, przewodniki, slowniki, opracowania, niekiedy pytalem jezykoznawcow, co dana nazwa znaczyla. A potem, z pomoca wyobrazni jezykowej, przenosilem to w polszczyzne, pamietajac o polskich normach i zwyczajach onomastycznych. Fiskartorpet nazywa sie u mnie, moze i nazbyt z warszawska, Rybaczewo, ale jesli uwzglednic, ze w jezyku szwedzkim ten rzeczownik zlozony wskazuje na dwie sprawy: na rybakow lub ryby (fiskar) i na poletko, dzialke budowlana (torpet), to, jak mi sie zdaje, polskie "Rybaczewo" dobrze te sensy oddaje.

Slowo torpet nastrecza jednak polszczyznie sporo klopotow. Wedlug slownika podrecznej szwedczyzny oznacza ono: mniejsze pole uprawne, dzierzawione; dom owego dzierzawcy. Jak w jednej nazwie pomiescic nedzne poletko i mieszkanie nedzarza? Sytuacja sie pogarsza, jesli sie wie, ze takie torpy otrzymywali na przyklad emerytowani zolnierze, zeby mogli jakos zwiazac koniec z koncem, zeby uchronic ich rodziny od skrajnej nedzy, a spoleczenstwo od ekscesow badz co badz – zawodowcow! Oczywiscie, cala wspolnota wiejska wiedziala, ze mieszkancy tych torpow to element naplywowy, obcy, bardzo biedny i – by tak rzec – doczepiony, takze czesto w sensie topograficznym – do zdrowego organizmu tej wspolnoty. Korzystajac z moich slasko-zaglebiowskich doswiadczen raz uzylem innego slowa na okreslenie torpu, a mianowicie slowa "kolonia". Wiem, "kolonia" utrwalila w pamieci inna obcosc, inne napiecia spoleczne, ale zawiera w sobie wiele z tego, o co mi chodzilo.

Skoro mowa o Slasku, wspomne jeszcze jedno slaskie zapozyczenie w moich przekladach. W jednym z Poslan Mowic udaje sie na spoczynek, ale wlascicielka szynku zrywa go z lozka malujac przed nim heroiczne zadania, w tym posiescie Ulli Winblad. Szynkarka liczy sobie lat 70, ale jest jeszcze w dobrym stanie, w kazdym razie wedle jej wlasnych zapewnien. Relacje szynkarka-Mowic sa znakomite, widac, ze szacowna dama lubi Mowica i jako mezczyzne, i jako klienta. Wszyscy bohaterowie Bellmanowscy przynaleza do parodystycznej lozy-swiatyni Bachusa i Wenus. Dlatego zwracaja sie do siebie per bracie, siostro, ojcze, matko. Szynkarka mowi do Mowica:

Ojcze Mowic, stoj,
jeszcze raz buty wzuj!
i z tym nie ma klopotow. Ale jak Mowic, Fredman i reszta kompanii powinna nazywac szynkarke? Bellman uzywa tutaj slowa mor – matka, ale zaden uzytkownik szynku (ktory byl tez zajazdem i – niekiedy – zamtuzem) nie nazwalby szynkarki-burdelmamy – matka. Moglaby to byc ewentualnie mateczka albo inne eufemistyczne okreslenie matki. Mysle, ze slowo "matka" w polszczyznie stanowilo tabu i uzyc go w takiej sytuacji sie nie dalo. Zatem mateczka lub podobnie. Ja wybralem w tekscie glownym slowo "Mamcia", natomiast w adresie, ktorym wszystkie Poslania sa opatrzone, uzylem slowa "Muterka".

I moze na zakonczenie jeszcze jeden problem. Otoz Fredmanowe poslania mialy byc w zamierzeniu Bellmana parodia tekstow biblijnych i niektore z nich, zwlaszcza poczatkowe, rzeczywiscie taka parodia sa. Bellman zrezygnowal chyba z tego zamiaru, ale calosci cyklu nadal tytul Fredmans epistlar. Fredman to postac autentyczna. Byl, w chwilach swietnosci, zegarmistrzem krolewskim, potem sie stoczyl i dokonal zywota jako zapity wloczega miejski. Dodajmy, ze zmarl w czasie, gdy Bellman pisal swoje utwory. Zatem narratorem wszystkich prawie utworow Bellmana jest nieboszczyk czy tez jego upostaciowany duch. Tutaj tlumacz nie ma problemow, juz raczej komentator, ktory o Fredmanie powinien czytelnikowi opowiedziec, co tez staralem sie w szkicu Carl Michael Bellman: istnienie karczemne uczynic.

Ale co zrobic ze slowem epistel? Jest to slowo, ktore kiedys w polszczyznie istnialo, ba, istnieje do dzis, coz z tego, skoro nie tylko zmienilo znaczenie, ale i – na domiar zlego – calkowicie zatarlo swoje pierwotne znaczenie. Tak, mamy slowo "epistola", ale oznacza juz ono tylko nudny list czy tez nudna i niezgrabna wypowiedz na pismie. Pierwotnie jednak znaczylo ono cos innego i szwedczyzna, zwlaszcza ta starsza, ten pierwotny sens zachowala. Epistola (epistel) oznaczala pierwotnie list o niezmiernej wadze, szczegolnie list biblijny. Zatem cykl Bellmana mial w zamierzeniu skladac sie z parodii listow biblijnych (do Koryntian, Rzymian czy Zydow). Miejsce biblijnych adresatow zajac mieli bywalcy knajp; miejsce swietych najczesciej nadawcow – Fredman czy jego upostaciowany duch. Gdybym przetlumaczyl epistel jako list, jak to ma miejsce we wszystkich nowszych tlumaczeniach Biblii – nawet najinteligentniejszy czytelnik nie mialby szans odgadnac, o co tu chodzi. Chcac ocalic wzorzec parodii, moglbym kazdy z utworow cyklu tytulowac List swietego Fredmana. Prawda, odniesienie biblijne byloby ocalone, ale... jak by to powiedziec, Fredman wcale nie jest u Bellmana swietym. Wybralem, rozwiazanie kompromisowe. Uzylem slowa "poslanie". Odniesienie biblijne nie jest tu, co prawda, ani narzucajace sie, ani konieczne, ale poslanie oznacza wypowiedz pisemna, najczesciej list oficjalny, o niezmiernej wadze moralnej, politycznej czy ogolnoludzkiej. W dodatku jest to we wspolczesnej polszczyznie wyczuwane. Dowod? Prosze bardzo: zgromadzeni w Hali Olivii delegaci na 1. Kongres Solidarnosci w 1980 roku uchwalili uroczyste pismo do narodow znajdujacych sie wowczas pod panowaniem Zwiazku Radzieckiego. Nie mieli zadnych watpliwosci, ze taki list nalezy nazwac poslaniem. A poniewaz jezyki lubia platac figle, dodam, ze w jezyku rosyjskim funkcjonuje slowo precyzyjnie nazywajace list biblijny; slowo to brzmi: poslanije.




Przypisy:
  1. W kwadratowych nawiasach podajemy spolszczone wersje szwedzkie oryginaly nazw wlasnych, jak rowniez wymowe niektorych nazwisk i nazw wlasnych [wym. ...].   (powrot)

  2. Zamachu dokonano w nie istniejacym juz budynku Opery, ktory stal w tym samym miejscu co dzisiejszy.   (powrot)

  3. Honij qui mal y pense – franc. honi soit qui mal y pense – "hanba temu, kto widzi w tym cos zlego".   (powrot)

  4. Pontak (pountac) dobre czerwone wino; rodzaj bordeaux.   (powrot)

  5. Carl Michael Bellman, Fredmanowe "Poslania" i "Piesni", tlum. Leonard Neuger, Panstwowe Wydawnictwo Muzyczne, Krakow 1991.   (powrot)




Teksty i tlumaczenia Leonarda Neugera zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2004 Zwoje