W poniższym tekście zawarty jest mój obszerny wybór bardzo istotnych sformułowań Normana Daviesa z jego książki Powstanie '44 w polskim tłumaczeniu Elżbiety Tabakowskiej. Dotyczą one przede wszystkim aspektu pomocy alianckiej i jej braku dla Powstania Warszawskiego – co siłą rzeczy jest aspektem niemal wyłącznie politycznym.Cytaty są dosłowne, niewiele słów koniecznych wyjaśnienia do czego się odnoszą napisanych jest mniejszymi literami w kwadratowych nawiasach.
Ten zbiór wyjątków z książki jest swego rodzaju antologią, którą można by zatytułować "Norman Davies o stosunku Wielkiej Koalicji do losów Polski w drugiej wojnie światowej".
Bardzo serdecznie dziękuję Profesorowi Normanowi Daviesowi za Jego zgodę na dokonanie takiego wyboru i za dodatkowe wyjaśnienia przytoczone na końcu poniższego tekstu.
Andrzej Kobos
POWSTANIE '44
(Wyjątki z książki Powstanie '44)
NORMAN DAVIES
[Najkrótsza historia wojennych stosunków Wielkiej Brytanii z Polską.]
- Zachodnie sojusze
"Stosunki Wielkiej Brytanii z krajem, gdzie zaczęła się druga wojna światowa w Europie i który stał się w ten sposób jej Pierwszym Sojusznikiem miały swoje wzloty i upadki. Rozwijały się w kontekście wydarzeń przeszłych i bieżących. Narodziły się z upadku polityki ugodowej i ze wspólnej decyzji o konieczności podjęcia walki. Doprowadziły do prawdziwego braterstwa broni, zwłaszcza w latach 1940-1941, kiedy Wielka Brytania stanęła w obliczu takiej samej katastrofy narodowej, jaka wcześniej dotknęła Pierwszego Sojusznika. Przyniosły też atmosferę dużej sympatii, zwłaszcza wśród dyplomatów, administracji i personelu wojskowego po obu stronach – ludzi, którym przyszło pracować i walczyć pod ciężarem jarzma. Jednakże – jak w przypadku romansu nie mogącego trwać wiecznie – narastały problemy. Wielka Brytania znajdowała coraz więcej atrakcyjnych partnerów. Pierwszy Sojusznik dołączył do wciąż rosnącej grupy klientów i pełnych nadziei petentów. Nie został porzucony, ale miał wszelkie prawo, aby się czuć coraz bardziej zaniedbywanym. Pod koniec roku 1944 można już było mówić o nieoficjalnej separacji. Formalny rozwód nastąpił dopiero w lipcu 1945 roku."
"W późniejszych miesiącach 1943 roku losy aliantów odmieniły zdumiewające zwycięstwa Sowietów w bitwach pod Kurskiem i Stalingradem. ... Bitwa pod Kurskiem – uważana powszechnie za największą w historii batalię z użyciem sił pancernych – zniszczyła zdolność Niemców do podjęcia kolejnej poważnej ofensywy. Od tego momentu Armia Czerwona przejęła inicjatywę strategiczną i konsekwentnie szła na zachód, krocząc długą drogą do Berlina. Prestiż Związku Sowieckiego rósł astronomicznie. Krytyka pod adresem Stalina brzmiała teraz jak grubiaństwo."
[4 lipca 1943 r. Premier i Naczelny Wódz generał Sikorski zginął w dotąd niewyjaśnionej katastrofie lotniczej nad Gibraltarem.]"Generał lojalnie współpracował ze Stalinem, cieszył się szacunkiem Churchilla i sympatią Roosevelta. Wszyscy zgadzali się co do tego, że był to człowiek bardzo przyzwoity i bardzo elastyczny. Usunięcie go ze sceny działało jedynie na korzyść tych, którym zależało na rozbiciu sojuszu. ... Bezpośrednim skutkiem katastrofy nad Gibraltarem był ponowne ukonstytuowanie się rządu na uchodźstwie. ... Wszystko, co robiono w ciągu następnego roku, odbywało się w fałszywym przeświadczeniu, że przyszłe określenie granic terytorium Pierwszego Sojusznika wciąż pozostawało sprawą otwartą.
[W czwartej bitwie o Monte Cassino (11-18 maja 1944) żołnierze 2 Korpusu generała Andersa zdobyli wzgórza Monte Cassino i otwarli tym drogę na Rzym.]"Pewien brytyjski oficer, późniejszy profesor Oxfordu, obserwator tej szarży [na wzgórze klasztorne] powiedział potem, że nigdy nie widział podobnego pokazu nieustraszonej odwagi. ... W oczach żołnierzy niosących biało-czerwone proporczyki na szczyt Monte Cassino był to zwycięski etap na długiej drodze prowadzącej do ich własnej stolicy."
Spotkanie Premiera Winstona Churchilla z generałem Władysławem Andersem,
Castel Mondolfo, Włochy, 26 lipca 1944.
"W pierwszej połowie 1944 zmniejszyła się rola Zjednoczonego Królestwa w Wielkim Sojuszu, wzrosła natomiast rola Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego. Gwiazda Amerykanów i Sowietów wyraźnie zaczęła świecić jaśniejszym blaskiem."
"Na płaszczyźnie oficjalnej stosunek Amerykanów do rządu emigracyjnego zawsze był poprawny, niejako wręcz serdeczny... Równocześnie jednak amerykański rząd nie uważał pomocy dla Pierwszego Sojusznika za swój obowiązek. Coraz liczniejsze stawały się przypadki gry na zwłokę."
"W oczach Zachodu rzeczą najbardziej niepokojącą była możliwość, że przepędziwszy Niemców z terytorium Związku Sowieckiego, Stalin ulegnie pokusie zawarcia odrębnego pokoju lub chęci podboju wielkich obszarów Europy Środkowej."
... "prezydent Roosevelt był szczególnie przychylnie nastawiony do pomysłu, aby przyjąć sowieckie argumenty i pozostawić Moskwie wolną rękę w działaniach w przyznanej im strefie wpływów. Stany Zjednoczone nie czuły się zagrożone planami Sowietów dotyczącymi Europy Wschodniej. Waszyngton był pod wrażeniem ograniczonego zakresu sowieckich ambicji: w tym czasie nic nie wskazywało, że dotyczą one także innych rejonów – zwłaszcza Persji (Iranu) i Chin, którymi Amerykanie interesowali się bardziej bezpośrednio. Jeśli idzie o Pierwszego Sojusznika, Waszyngton był mu w zasadzie przyjazny, ale równocześnie skłonny do przerzucenia odpowiedzialności na Wielką Brytanię – jako na formalnego protektora."
"W latach 1943-1944 możliwości mediacji zachodnich mocarstw w sprawach dotyczących relacji polsko-sowieckich stały się mocno ograniczone. Zerwanie stosunków dyplomatycznych z Pierwszym Sojusznikiem przez Stalina nie byłoby samo w sobie sprawą tak poważną, gdyby nie wchodziły w grę inne negatywne czynniki. Po pierwsze dyplomacja amerykańska pod wodzą głównego doradcy Roosevelta Harry'ego Hopkinsa, coraz bardziej skłaniała się ku uwzględnianiu moskiewskich ambicji i wykazywała coraz mniej cierpliwości wobec tego, co uważała za drugoplanowe przyczyny tarć. Po drugie, Churchill zaczął tracić nieco z wybitnej pozycji, jaką miał na początku. Stalin nie mógł nie dostrzegać nieubłaganego wzrostu wpływów Ameryki. Niewygodną pozycję Churchilla dodatkowo pogorszył wyjazd w 1943 roku ambasadora sowieckiego Iwana Majskiego, z którym przez ubiegłe dwa lata przeprowadził niejedną przyjazną rozmowę. ... Reasumując, Amerykanie przekazali sprawy Polski Brytyjczykom, a Brytyjczycy starali się robić uniki, radząc Polakom podjęcie bezpośrednich rozmów z Moskwą, mimo że Stalin odciął oficjalne kanały. W klimacie zakłopotania, które rosło proporcjonalnie do niepowodzeń zachodnich mocarstw w tworzeniu drugiego frontu, taka formuła nie mogła stanowić podstawy do skutecznego rozwiązywania problemów."
"Wydawało się, że najlepszym wyjściem będzie kompromisowy układ w kwestii terytorialnej. Opinie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych były podzielone. Jedni – i do ich właśnie opinii skłaniał się z początku Eden – uważali, że żądania Stalina trzeba po prostu spełnić, żeby go zadowolić Tę właśnie linię Eden przyjął dwa lata wcześniej w sprawie państw bałtyckich, a Churchill niechętnie się do niej przychylił w marcu 1942 roku. Za tą też linią brytyjski premier opowiadał się w sprawie Pierwszego Sojusznika od czasu konferencji w Teheranie – pod warunkiem, że Pierwszy Sojusznik otrzyma hojną rekompensatę w postaci ziem odebranych. Uważano jednak, że nie zostały podjęte żadne ostateczne decyzje, a treść rozmów w Teheranie utrzymywano w ścisłej tajemnicy. W myśl drugiego poglądu – nie brakowało mu poparcia w Londynie – Pierwszy Sojusznik nie powinien ustąpić, dopóki sam nie uzyska przynajmniej niewielkich korzyści."
Churchill wręcza Stalinowi "Miecz Stalingradu",
prezent od króla Jerzego VI dla "obywateli Stalingradu o sercach ze stali."
Teheran, 29 listopada 1943.
Pierwszy z lewej Anthony Eden, pomiędzy Churchillem a Stalinem - marszałek Woroszyłow,
na prawo od Stalina jego tłumacz Pawłow (tyłem) i Mołotow.
"W sprawach militarnych kluczową kwestię stanowiło to, co się stanie gdy Niemcy ostatecznie wycofają się na terytorium Rzeszy, a szczególnie jaki będzie stosunek podziemnego ruchu oporu Pierwszego Sojusznika do wkraczającej Armii Czerwonej. Oczywiście nikomu nie trzeba było mówić, że lata niemieckiej okupacji mogą się zakończyć takim lub innym powszechnym wybuchem. ... Rzad emigracyjny opowiadał się w tym czasie za koncepcją 'powszechnego powstania', które mogłoby spraliżować niemiecki system łączności, utrudnić odwrót Wehrmachtu i na szerokim froncie przyspieszyć pochód Armii Czerwonej. Podstawowym dążeniem gen. Tatara było uzyskanie poparcia Brytyjczyków dla tego przedsięwzięcia. Niezbyt mu się to udało. Tatar zresztą nawoływał w memorandum do 'możliwie przyjaznych stosunków z Sowietami'."
[Podczas polskiej wizyty w Waszyngtonie w czerwcu 1944, prezydent F.D. Roosevelt czterokrotnie przyjął polskiego premiera Stanisława Mikołajczyka.]"Ogólne przesłanie prezydenta brzmiało, że premier powinien zobaczyć się ze Stalinem i 'po prostu po ludzku z nim porozmawiać' On sam umiał się dogadać z marszałkiem – 'o wiele lepiej niż mój biedny przyjaciel Churchil'. Stalin – powiedział Roosevelt 'nie jest imperialistą', to po prostu realista. Prezydent mruknął nawet jakieś jedno czy drugie słowo zachęty w sprawie granic. Premier zanotował dosłownie słowa prezydenta:
"Proszę się jednak nie martwić – dodał – Stalin nie zamierza pozbawić Polski wolności. Nie ośmieliłby się tego zrobić, gdyż wie, że rząd Stanów Zjednoczonych udziela wam zdecydowanego poparcia. Czuwać będę, aby Polska nie doznała krzywd w wyniku wojny."
- Podejścia od wschodu
"Pochód wojsk sowieckich w 1939 roku podjęto z największą możliwie ostrożnością. Rozpoczął się 17 września, dwa tygodnie później niż zakładali hitlerowscy partnerzy Stalina i dwa dni po podpisaniu w Moskwie przez Sowietów rozejmu z Japończykami kończącego konflikt zbrojny w odległej Mongolii. W rezultacie nastąpił w momencie gdy Wehrmacht miał już za sobą większość ciężkich walk i gdy Warszawa była już otoczona. Podobnie jak w roku 1920, żołnierzom Armii Czerwonej powiedziano, że wypełniają misję wyzwolenia społecznego. Ich czołgi wtaczały się do miast i wsi, gdzie Sowieci oznajmiali zdezorientowanej ludności, że przychodzą, aby ją uchronić przed faszystami. Wobec tego wspólna hitlerowsko-sowiecka parada zwycięstwa zorganizowana w Brześciu Litewskim była troszkę kłopotliwym epizodem, a w latach późniejszych znalazła się wysoko na liście wydarzeń, które miała objąć amnezja."
"Pochód armii sowieckiej z roku 1944 był przedsięwzięciem na skalę o wiele większą niż poprzednie ... Rozpoczął się po przeszło czterech latach niewiarygodnie brutalnej okupacji niemieckiej. Wielu mieszkańców tych ziem – ludzi, którzy nie darzyli miłością ani Rosji, ani komunizmu – mimo wszystko oczekiwało nadejścia Armii Czerwonej z mieszanymi uczuciami: złym przeczuciom towarzyszyło uczucie ulgi. Jednak pewne rzeczy się nie zmieniły. Armia Czerwona maszerowała jak zawsze w rytm politycznej propagandy. Raz jeszcze szła aby wyzwolić naród. Wobec tego uważano za rzecz oczywistą, że naród powinien chwycić za broń i przyłączyć się do swych wyzwolicieli."
[W roku 1941, Stalin] "musiał przyznać, że Polska jednak istnieje, nie zawahał się przed uznaniem polskiego rządu na uchodźstwie. Wobec tego, skoro ponownie ustanowiono Polskę, należało także wynaleźć na nowo jakąś polską partię komunistyczną. ... która z powodów strategicznych miała unikać etykiety 'komunistyczna' i przyjęła nazwę Polska Partia Robotnicza. Pierwsza 'grupa inicjatywna' wylądowała w Polsce w grudniu 1941 roku. ... Kilka tygodni po zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Polską w Moskwie odbył się zjazd nowej organizacji Związek Patriotów Polskich, galerii nieznanych nikomu oportunistów wygrzebanych przez NKWD ... Od tej pory słowo patriotyczny znaczyło prosowiecki."
"Według jednego z krytyków brytyjskich dyplomatów zabierających sie do poprawienia stosunku Sowietów do Pierwszego Sojusznika motywował 'stan umysłu, który sytuuje się gdzieś pomiędzy postanowieniem, że należy być optymistą, a zwykłymi pobożnymi życzeniami'."
"Latem 1944 roku prestiż Związku Sowieckiego zbliżał się do punktu szczytowego. Przez trzy lata państwo to niosło na swoich barkach ciężar walki z hitlerowskim Niemcami, nie dostając od zachodnich mocarstw nic, poza pomocą logistyczną. Teraz, po tych nadludzkich wysiłkach zwyciężało. W oczach wielu ludzi w Wielkiej Brytanii i Ameryce – bez względu na polityczne przekonania – zasłużyło sobie na wdzięczność."
- Opór
[Wojskowe i cywilne piony polskiego ruchu oporu] "choć nieustannie płaciły hitlerowskim prześladowcom haracz krwi i cierpienia, okazywały się, że są niepokonane." ... "Do największych obciążeń psychicznych Armii Krajowej należało nieustanne oczerniane przez źródła sowieckie i komunistyczne, oskarżenia, że Armia Krajowa jest 'bezczynna', 'tchórzliwa', wręcz 'proniemiecka'."
[O Powstaniu w Getcie Warszawskim]"Lekcja moralna była całkiem jednoznaczna. Powstanie niosło z sobą przekaz, że są w życiu rzeczy ważniejsze niż samo życie. Może nadejść taki czas, gdy istoty ludzkie zdecydują się przedłożyć ryzyko zagłady nad znoszenie bezustannych upokorzeń. Bojownicy z getta stanęli w obliczu sytuacji trudniejszej niż wszystko, co kiedykolwiek stało się udziałem innych warszawiaków. Ich moralna determinacja może budzić tylko szacunek. Walczyli o beznadziejną sprawę, ich męstwo było czymś wspaniałym. Dali przykład – niektórzy powiedzieliby, że był to bardzo polski przykład.
Lekcja polityczna miała związek z bezczynnością tych, którzy – jak się wydaje – mogli udzielić pomocy. W roku 1943 cały świat wiedział już bardzo dużo o tym, jak Niemcy traktują Żydów. Problem polegał na tym, żeby znaleźć kogoś, kto uzna wagę tej sprawy. Albowiem wielkie mocarstwa miały jak zawsze swoje 'interesy'. Znajdowały się w samym środku wielkiej wojny, która je bez reszty absorbowała. ... Coś podobnego można powiedzieć także o polskim podziemiu. Miało swoje pilne problemy. Było gotowe udzielić ograniczonej pomocy, ale nie wystawić na ryzyko wszystkie działania. Bojownicy getta, bez własnej winy, zostali pozostawieni sami sobie i musieli stoczyć swoją walkę w straszliwym odosobnieniu. Lekcja z zakresu wojskowości dotyczyła głównie niezwykłej skuteczności miejskiej partyzantki – warszawskie powstanie w getcie było jednym z jej pierwszych przykładów."
"Dowód, że wiedza o planach Pierwszego Sojusznika na temat powstania krążyła na najwyższych szczeblach koalicji, zawarty jest w depeszy sekretarza Stanu Cordella Hulla do prezydenta Roosevelta z 23 listopada 1943 roku. Hull przekazywał swojemu szefowi informację, którą wcześniej otrzymał od premiera Mikołajczyka. 'Wybuch powstania przeciwko Niemcom w Polsce – pisał – planuje się na moment wzajemnie uzgodniony z naszymi sojusznikami – albo przed, albo dokładnie w chwili wkroczenia wojsk sowieckich do Polski'. To oświadczenie jest dostępne i każdy może je sobie obejrzeć na własne oczy. Złożono je przed konferencją w Teheranie, dwa miesiące przed wkroczeniem wojsk sowieckich do Polski i dziesięć miesięcy przed ich marszem nad Wisłę. Najważniejszy jest zwrot 'moment wzajemnie uzgodniony.' Natomiast najważniejszym problemem dla historyków będzie znalezienie odpowiedzi na pytanie, co działo się z tą informacją w ciągu następnych miesięcy."
[O sytuacji polskiej]
"Od czasu do czasu przedstawiciele Polski zwracali się o pomoc do Brytyjczyków i Amerykanów. Brytyjczycy odpowiadali im tylko, że interwencja na wschodzie łączy się z ogromnymi problemami logistycznymi. Amerykanie raz po raz podkreślali, że front wschodni został uznany za arenę operacji sowieckich i że Polacy muszą się jakoś dogadać z sowieckim dowództwem."
- Powstanie
[1 sierpnia dowództwo AK zostało przeniesione do fabryki mebli Kamlera na Woli.]
"Przez następne dni gen. 'Bór' raz po raz błagał Londyn o zrzuty, amunicję i o wysłanie do Warszawi 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej."
"Niedziela 6 sierpnia była szóstym dniem Powstania. Powstańcy zakładali, że w optymalnych warunkach będą musieli się utrzymać przez czterdzieści osiem godzin, a najwyżej pięć-sześć dni. Teraz ta granica została osiągnięta. Ale nie było najmniejszych oznak zapowiadających jakieś rozwiązanie. Przejęli znaczną część stolicy, ale nie wypędzili z niej Niemców. Rozumieli, że niemiecki kontratak na wschód od Wisły może pokrzyżować ich plany, natomiast nie mogli z żaden sposób stwierdzić, jaki jest przebieg wznowionych starć zbrojnych między Niemcami i Sowietami. Wiązali wielkie nadzieje z misją swojego premiera w Moskwie, ale nie byli jeszcze świadomi jej wyniku. Wysyłali apele do zachodnich mocarstw. Ale jak dotąd nie dostali wyraźnej odpowiedzi. Nie mieli innego wyboru, jak tylko walczyć dalej. Nie ponieśli klęski, ani też nie odnieśli zwycięstwa." ... "Dnie zmieniały się w tygodnie i wreszcie, ku obopólnemu zdziwieniu walczących, tygodnie zaczęły się zmieniać w miesiące.” „Wkrótce niemieckie źródła podały, że od czasu Stalingradu nie widziano nic, co przypominałoby Powstanie Warszawskie. ... [Z tą zasadniczą różnicą, że] "o Warszawę regularna armia walczyła z nieregularnymi oddziałami oddanych sprawie żołnierzy podziemnej armii."
"Rządy państw zachodnich w Londynie i Waszyngtonie nie mogły z pełną uczciwością twierdzić, że spotkało je całkowite zaskoczenie. Od dawna wiedziały, że zanosi się na powstanie w Warszawie, chociaż nic nie wiedziały o jego terminie. Były bez reszty pochłonięte wolno postępującą kampanią w Normandii i uważały za rzecz oczywistą, że wydarzenia na froncie wschodnim, w strefie sowieckiej, to nie ich sprawa. Jednakże nie mogły pozostawać głuche na apele bliskiego sojusznika, który znalazł się w ciężkim położeniu; równocześnie ich podstawowy interes leżał w tym, aby żyć w przyjaźni z Sowietami."
"Wytrwałość powstańców w Warszawie wpędziła rządy w Londynie i Waszyngtonie w straszne tarapaty. Gdyby Powstanie zostało szybko zlikwidowane, jego uczestników chwalono by wylewnie za męstwo, ale nie staliby się powodem większego zakłopotania. Tymczasem oni w jakiś niewytłumaczalny sposób walczyli dalej, wyciągając tym samym na światło dzienne sprawy, które wielu alianckich przywódców wolałoby ignorować. Co wrażliwsi odczuwali niejaki dyskomfort."
[Jedyny oficer brytyjski w Warszawie, zbiegły jeniec, sierżant John Ward, oficer Armii Krajowej, niezależnie i bez polskiej cenzury informował Brytyjczyków o sytuacji. Wyciągi z jego radiowych depesz trafiały do premiera Churchilla. Wyciąg z 22 sierpnia 1944 zawiera m.in.:]"Armia sowiecka przez kilka ostatnich dni znów stoi bezczynnie u bram Warszawy. Przełamanie impasu i przezwyciężenie obecnych trudności nie jest możliwe bez pokaźnych zrzutów broni i amunicji. Przedłużanie obecnego stadium prowadzi do całkowitego starcia Warszawy z powierzchni ziemi. Na przestrzeni 19 dni spalono lub zburzono siedemdziesiąt procent domów w mieście."
"Most powietrzny do Warszawy 1944 roku to jedna z wielkich niedocenionych opowieści drugiej wojny światowej. ... W praktyce istotny wkład wnieśli tylko Brytyjczycy oraz ich partnerzy." ..."Warszawa leżała w odległości 1311 km od bazy RAF w kalabryjskiej miejscowości Brindisi. Wytyczona trasa do Polski miała kształt wydłużonego rombu z południowym wierzchołkiem w Brindisi i Warszawą na wierzchołku północnym. Samoloty startowały wieczorem, leciały nad Adriatykiem, w ostatnich promieniach słońca mijały wybrzeże Chorwacji, nad Węgrami przekraczały linię Dunaju, wspinały się w górę, na północny wschód nad łańcuchem Karpat, aby nadciągnąć nad Warszawę od wschodu, znad obszarów zajmowanych przez Sowietów. Droga powrotna kończyła się lądowaniem późnym rankiem w Brindisi, po czternastu godzinach spędzonych w powietrzu – głównie nad terytorium Niemiec i Austrii. Z nad austriackich Alp trada przelotu wiodła w pełnym słońcu w dół – na południe ku Włochom." ...
"Samoloty wylatywały z 2300 galonami paliwa i dwunastoma wyposażonymi pojemnikami na pokładzie. Musiały startować z nadwagą." ...
Halifax RAF-u na lotnisku Campo Cassale pod Brindisi,
przed startem z zasobnikami nad Warszawę
"Przez cały sierpień Churchill, a w mniejszym stopniu również Roosevelt usiłowali namówić Stalina, żeby udzielił prawa lądowania na terytorium Związku Sowieckiego alianckim samolotom lecącym w stronę Warszawy. Odpowiedzi Stalina brzmiały nieodmiennie wrogo. Zainteresowanie Roosevelta sprawą było – w najlepszym wypadku – średnie."
"Z punktu widzenia Moskwy wieści z Warszawy były zaskakujące. ... A co najważniejsze, znaczyło to, że Armia Krajowa jest siłą o wiele potężniejszą, niż się zdawało Kremlowi. Z punktu widzenia Kremla było to niepokojące."
"Gdzieś w połowie sierpnia Stalin wydał marszałkowi Tołbuchinowi rozkaz rozpoczęcia 20 sierpnia szturmu na Rumunię. Wszystkie inne zadania musiały zostać dostosowane do wymogów tej aktualnie priorytetowej operacji. Plan Rokossowskiego i Żukowa odłożono na półkę."
"Odczytując implikacje płynące z drobnych przesunięć i sygnałów, niektórzy historycy doszli do przekonania, że 13 sierpnia Stalin wydał wyrok śmierci na Warszawę. Wniosek ten nie musi być nieuzasadniony, ale też nie wydaje się, żeby odpowiadał prawdzie pod każdym względem. W szczególności decyzja Stalina nie musiała być tak ostateczna, jak sugerowano. Być może zostawiała jakąś furtkę na wypadek późniejszej zmiany kursu. Pewne jest jedno: Stalin nie skorzystał z okazji aby udzielić Powstaniu pomocy wtedy, kiedy ta pomoc byłaby najbardziej skuteczna."* * *
- Raport przejściowy
"... Powstanie wciąż jeszcze trzeba poważnie brać pod uwagę, jeśli się chce dokonać jakiejkolwiek ogólnej oceny wydarzeń drugiej wojny światowej. Brytyjczycy i Amerykanie wykazują jednakową skłonność do gloryfikowania wojny jako bezwzględnego sukcesu, wspaniałego przedsięwzięcia, które zakończyło się wyzwoleniem świata od Zła. Zapominają, że wielu spośród ich partnerów w owym przedsięwzięciu nie miało takiego jak oni poczucia dobrze wykonanej roboty. ...
"Jeśli popatrzeć na drugą wojnę światową z perspektywy Warszawy – i nie tylko – widać, że była to wojna trzech stron, w której miejsce centralne zajął pojedynek dwóch totalitarnych potworów, faszyzmu i komunizmu, i w której zachodnie mocarstwa często figurowały w roli trzeciej strony o stosunkowo niewielkim znaczeniu. ...
"Wobec tego nie byłoby rzeczą sprawiedliwą, gdyby zachodnie mocarstwa miały sobie rościć prawo do roli zwycięskich wyzwolicieli według własnych wyobrażeń. W rzeczywistości raz po raz musiały folgować ambicjom Stalina po to, aby utrzymać koalicję. Ale to nie wszystko. Albowiem w trakcie tego procesu wielu ludzi Zachodu popadło w jakiś dziwny stan samooszukiwania się, stan niemal mechanicznej pamięciowej rutyny, która pozwalała im zapominać o zasadach i opuszczać lojalnych przyjaciół, Skutki tego pokazały dymiące ruiny Warszawy. ...
"Powstanie Warszawskie odegrało także istotną rolę w kontekście początków zimnej wojny ... Powstanie Warszawskie jest także ostrzeżeniem przeciwko koalicjom z rozsądku. Pokazało, że wielkie mocarstwa mogą dużo mówić o demokracji i jednocześnie nie przywiązywać do niej dużej wagi. ... Mimo swojej długiej nieobecności w publicznym dyskursie Powstanie Warszawskie wywarło głęboki wpływ na kształtowanie się postaw w powojennej Polsce. ... Wreszcie, Powstanie niesie nieśmiertelne przesłanie moralne. Są w życiu rzeczy droższe ponad życie. ...
"Instynktownie reakcje na Powstanie Warszawskie wciąż jeszcze różnią się między sobą. Stalin opisywał je jako "awanturę" zorganizowaną przez "bandę zbrodniarzy". ... Te same określenia – choć używane w odmiennych intencjach – w stosunku do Powstania Warszawskiego zdarza się słyszeć także dzisiaj i to w kręgach ludzi zdecydowanie niechętnych reżimowi komunistycznemu. Zawarty w nich ton bezwzględnego potępienia nie ulega żadnej wątpliwości. ...
"Są też krytycy Powstania, którzy nadają swoim osądom nieco bardziej pragmatyczny ton. Często przytaczają elementarną zasadę z podręczników wojskowości: 'Jeśli dana operacja od początku wydaje się niewykonalna, nie należy jej w ogóle podejmować.' W roku 1944 opinię tę podzielano wielu wysokich rangą oficerów. ...
"Z pewnością – co byliby skłonni przyznać niemal wszyscy historycy – popełniono poważne błędy. Listą błędnych ocen dokonanych przez inspiratorów Powstania była długa. ...
"Dziwne jest jednak to, że prawie wszyscy polscy krytycy Powstania opierają swoje oskarżenia niemal wyłącznie na błędach Polaków. Pozostali główni uczestnicy gry rzadko stają się przedmiotem szczegółowych dociekań, nie mówiąc już o obarczaniu ich odpowiedzialnością. ...
"... Bojownicy z Armii Krajowej byli częścią międzynarodowej koalicji, która podjęła zobowiązanie wspólnej walki z wrogiem, i wobec tego działania owej koalicji należy poddać najbardziej szczegółowej analizie.
Nasuwają się zwłaszcza trzy pytania. Pierwsze, stawiane w kontekście informacji dostępnych 31 lipca 1944 roku, jest pytaniem o to, czy ryzyko podjęte przez autorów Powstania było ryzykiem rozsądnym. Po drugie, należy zapytać, czy błędy popełnione na początku okazały się decydujące dla ostatecznej klęski Powstania. I wreszcie pytanie trzecie brzmiałoby: dlaczego poszczególni członkowie koalicji alianckiej skutecznie w nim nie uczestniczyli?Jeśli idzie o pierwsze z tych pytań, zbyt łatwo jest winić autorów Powstania o to, czego żadną miarą nie mogli wiedzieć z góry. Na przykład gdy się patrzy z perspektywy czasu, jest rzeczą oczywistą, że 28 lipca podjęto niezależnie dwie kluczowe decyzje, nie dysponując wiedzą o innych zainteresowanych stronach. 28 lipca sowiecka 'Stawka' (Kwatera Główna Naczelnego Dowódcy) wydała Rokossowskiemu rozkaz zajęcia całej linii Wisły najpóźniej do 2 sierpnia. Może to wskazywać, że dowództwo AK miało bezwzględną rację, rozpoczynając Powstanie dokładnie dzień przed oczekiwanym nadejściem Armii Czerwonej. Ale tego samego 28 lipca – bez wiedzy zarówno Sowietów, jak i Polaków – dowództwo niemieckiej Grupy Armii "Środek" postanowiło przemieścić wyjątkowo dużą część swoich najsilniejszych rezerw na odcinek linii frontu wzdłuż Wisły.
Właśnie to posunięcie pokrzyżowało plany i Rokossowskiemu, i Armii Krajowej. Ale było to wydarzenie, które Clausewitz nazwałby "wojenną mgłą" – czymś, czego nie można było łatwo przewidzieć. Co więcej, nie to spowodowało załamanie się Powstania. Wobec tego nie można przywoływać tego argumentu, kiedy się próbuje wykazać niekompetencję Armii Krajowej. Natomiast na froncie dyplomatycznym rzeczą niefortunną dla Armii Krajowej było to, że Powstanie rozpoczęło się, zanim premier zdążył omówić sprawę ze Stalinem. Sprawy wyglądałyby o wiele lepiej, gdyby wcześniej odbyła się próba osiągnięcia polsko-sowieckiego porozumienia. Nikt jednak nie może udawać, że fakt ten sam w sobie stał się przyczyną mającego nastąpić impasu. Ani "Bór"-Komorowski, ani premier nie mogli łatwo przewidzieć, że zwłoka w poczynaniach dyplomatycznych – za którą nie mogli ponosić wyłącznej odpowiedzialności – przekształci się w poważną przeszkodę. Przecież mocno wierzyli w pełne poparcie zachodnich sojuszników, a także w to, że pomoc Zachodu powstrzyma wybuch wściekłości Stalina. Doskonale wiedzieli, że podejmują ryzyko. Ale – w świetle zapewnień Churchilla i Roosevelta – mieli podstawy, aby sądzić, że nie jest to ryzyko szaleńcze.
Z oczywistych powodów sprawą szczególnie bolesną są ogromne straty wśród ludności cywilnej. Krytycy Powstania często obarczają jego przywódców osobistą odpowiedzialnością za tę rzeź. Jakże łatwo jest być mądrym po szkodzie. Przywódcy Powstania nie byli obojętni na los cywilów. Ale zdawali sobie również sprawę z niebezpieczeństwa, jakie niosło ze sobą powstrzymanie się od wszelkiego działania – gdyby Niemcy mieli ewakuować miasto lub zrobić z niego frontową twierdzę. Londyński Blitz nie byłby się zdarzył, gdyby Churchill się nie upierał, że należy walczyć z Niemcami, jednak rzadko obarcza się Churchilla za to winą. ...
"Wszystko zatem prowadzi do przekonania, że decydujące znaczenie miało działanie koalicji alianckiej. Wobec tego już czas, żeby historycy przestali grzebać się w drobnych szczególikach spraw polskich i spróbowali dojrzeć rzeczy w nich szerszym wymiarze. Powstanie Warszawskie toczyło się na jednym tylko małym polu o wiele większej szachownicy. Nie da się odkryć korzeni tej tragedii, dopóki się nie rozpatrzy zachowania pierwszoplanowych graczy z taką samą precyzją, jaką dotąd stosowano tylko wobec aktorów grających mniejsze role. To zaś wymaga dokładnego wglądu w relacje, jakie zachodziły między Powstaniem Warszawskim a wszelkiego rodzaju priorytetami w obrębie całego Wielkiego Sojuszu.
W którymś momencie historycy muszą się także przyjrzeć krytycznym okiem umowie, na mocy której Wielka Trójka przyznała sobie wyłączne prawo do prowadzenia wszystkich istotnych debat i przekazywania później podjętych decyzji pomniejszym członkom sojuszu. ...
"Krytycy Powstania wypisują zdania w rodzaju "niezwracanie uwagi na wymogi sytuacji międzynarodowej". Rzadko jednak zadają sobie pytanie, co się kryje pod słowem "wymogi". W kulturze komunistycznej podstawowym wymogiem była uległość wobec Związku Sowieckiego, a zatem niekwestionowana akceptacja sądów Moskwy przez wszystkich jej klientów. Natomiast kultura demokratyczna wymaga o wiele większego zaufania, o wiele szerszego zakresu wzajemnej informacji i o wiele większych względów dla wspólnych konsultacji i koordynacji działania. Jest wielce prawdopodobne, że warszawiacy padli ofiarą nie tylko zderzenia tych dwóch kultur politycznych w obrębie Wielkiego Sojuszu, ale także wadliwego działania jego zachodniej części. ...
"Jest rzeczą absolutnie niezaprzeczalną, że żadnych żelaznych obietnic pomocy z góry nie otrzymano. Ale tego rodzaju stwierdzenia, choć słuszne, z pewnością nie mówią wszystkiego. Można by z taką samą słusznością – i na podstawie takich samych dowodów w postaci dokumentów – stwierdzić, że mocarstwa sojusznicze zostały wcześniej należycie poinformowane o prawdopodobieństwie wybuchu powstania w Polsce i że nie zrobiły nic, aby do niego nie dopuścić. Przeciwnie, kiedy w czerwcu 1944 roku przekazano informacje zachodnim szefom sztabu, państwa zachodnie stworzyły bardzo silne wrażenie, że aprobują zamiary polskiego premiera, które – według ich wiedzy – obejmowały zarówno powstanie, jak i koordynację działań z Moskwą. Związek Sowiecki ze swej strony wydał kontrolowanym przez siebie mediom polecenie zachęcania do powstania. ...
"Najważniejsze było to, że przez dwa miesiące, w ciągu których można było podjąć działania w kierunku naprawy sytuacji – wewnątrz sojuszu nie osiągnięto żadnego porozumienia. Tu historycy pływają w o wiele głębszej i mętniejszej wodzie niż wtedy, gdy piszą o niepowodzeniach polskiego rządu na uchodźstwie czy polskiego podziemia, i mają pełne prawo stawiać wiele nowych pytań. Na przykład skoro Londyn i Waszyngton spodziewały się, że wybuchnie powstanie, to dlaczego nie zwróciły się dużo wcześniej do Moskwy i nie spróbowały uzyskać koniecznych gwarancji dla swojego osamotnionego polskiego sojusznika? Albo skoro Moskwa wyraźnie spodziewała się powstania w stolicy sojusznika zachodnich mocarstw, to dlaczego władze sowieckie nie podjęły próby przedyskutowania tej sprawy z zachodnimi przywódcami ani uzyskania choćby lokalnego porozumienia? Te pytania wymagają pełniejszego omówienia. Ale jeden zasadniczy wniosek można wyciągnąć bez dalszych dyskusji: tragedii Powstania Warszawskiego nie można przypisywać wyłącznie błędom popełnionym na miejscu. ...
"Przez pięć tygodni – od końca sierpnia do początku października 1944 roku – 1. Front Białoruski Rokossowskiego znajdował się wystarczająco blisko Warszawy, żeby nie tylko móc udzielić skutecznej pomocy, ale także – gdyby wydano odpowiednie rozkazy – przynieść miastu ratunek. Przez dwa ostatnie tygodnie września ograniczona część wojsk jednej z pięciu armii Rokossowskiego brała aktywny udział w walkach. Ale rozkazu podjęcia ponownej ofensywy na linii Wisły nie wydano. W świetle tych faktów historycy powinni zaprzestać powtarzania wyjaśnień przytaczanych na usprawiedliwienie braku aktywności Sowietów na początku sierpnia, powinni natomiast skoncentrować swoje dociekania na tym okresie, w którym aktywność Sowietów najwyraźniej była możliwa. ...
"Zachodni przywódcy nie mieli żadnego spójnego planu postępowania ze Stalinem ani ułatwienia sprawy swojemu polskiemu sojusznikowi. Zwłaszcza na froncie dyplomatycznym nie przedstawili żadnej inicjatywy, żadnego wspólnego planu dalszego postępowania, żadnej oznaki gotowości chronienia swojego sojusznika przed ewidentnie złą wolą Moskwy. Chociaż nalegali, aby Niemcy uznały Armię Krajową za pełnoprawną siłę zbrojną, ani razu nie poprosili o to samo Sowietów. ...
"Premier Mikołajczyk wrócił z Moskwy z niczym w połowie sierpnia, a kapitulacja powstańców nastąpiła dopiero w październiku. Można usprawiedliwić każdego, kto by pomyślał, że gdyby wykazano dość energii – dużo dałoby się zrobić. Ostatecznie polskiemu premierowi nie dano drugiej możliwości wizyty na Kremlu aż do 10 października. Do tego czasu Powstanie zostało już zdławione; Armia Krajowa była rozbita, a szanse na ratunek bardzo zmalały. Biorąc to wszystko pod uwagę, wypada stwierdzić, że koalicja wykazała słabość i opieszałość. Ma się ochotę powiedzieć, że powstańcy z nawiązką spełnili swój obowiązek, natomiast politycy państw alianckich nie wypełnili swoich. ...
"Można tylko powiedzieć, że twarda linia polityki Stalina stawała się tym twardsza, im lepiej uświadamiał on sobie, że jego zachodni partnerzy nie są gotowi zaproponować żadnej własnej alternatywy. Dopóki Polsce można było narzucać sowiecką dominację, nie ponosząc z tego tytułu żadnych kosztów w obrębie koalicji, Stalin nie miał zamiaru ustępować. ... Polski rząd na uchodźstwie, który w 1944 roku nie był uznawany przez Moskwę, żadną miarą nie mógł uzyskać porozumienia z Sowietami bez energicznego poparcia ze strony aliantów. W żadnej sprawie Polski nie dało się zawrzeć żadnego kompromisu bez interwencji na najwyższym szczeblu. W praktyce wymagało to prowadzenia jednolitej, wspólnej polityki przez Roosevelta i Churchilla oraz przez dyplomatów działających w ich imieniu. W roku 1944 nie przygotowano żadnej tego rodzaju jednolitej polityki ani żadnego planu wspólnego działania. Wobec tego twarda linia Moskwy nie uległa zmianie. ...
"Co ważniejsze, wysłali nieszczęsnego premiera Mikołajczyka do Moskwy, żeby sam negocjował ze Stalinem na gruncie kompletnie nieprzygotowanym od strony dyplomatycznej. ...
... nie jest niczym szczególnie zaskakującym, że [Stalin] zdecydował się wysłać swoje wojska na Bałkany i potępić 'awanturę' w Warszawie. Ale nawet wtedy nie stanął wobec żadnych oznak determinacji czy pośpiechu ze strony Londynu i Waszyngtonu. Nie naciskano go, aby uznał Armię Krajową za część alianckich sił zbrojnych ani aby dał jakiekolwiek gwarancje w sprawie traktowania jej przez władze sowieckie. Nie proszono go, aby się dzielił informacjami dostarczanymi przez wywiad. Nie zwrócono się do niego, aby ponownie przyjął Mikołajczyka, mimo że zmieniony plan premiera był dostępny już na początku września. Widział tylko jedno: że dla Churchilla i Roosevelta wszystko było ważniejsze od Warszawy. ...
"Natomiast polityka brytyjska wobec Polski robi wrażenie poważnego przypadku schizofrenii. Churchill, wojenny przywódca, okazał o wiele większe zaangażowanie niż wielu jego podwładnych. Rozumiał, że Wielka Brytania ma zobowiązania wobec swojego Pierwszego Sojusznika, i nie cofnął się przed utrzymywaniem mostu powietrznego do Warszawy nawet wtedy, gdy oznaczało to dla Brytyjczyków ponoszenie wysokich kosztów. Wcześnie dostrzegł złą wolę Stalina i doszedł do punktu, w którym skłonny był się opowiadać za decydującą rozgrywką z Moskwą. Tymczasem Ministerstwo Spraw Zagranicznych wciąż się ociągało. O wiele większe wrażenie niż na Churchillu robiła na nim postrzegana jako imperatyw zasada, że nie wolno denerwować Sowietów. ... Jednakże w ostatecznym rozrachunku bardziej niż Ministerstwo Spraw Zagranicznych powstrzymywał Churchilla od działania Roosevelt. ...
"Co bardzo istotne, w lecie 1944 roku amerykańska polityka zagraniczna była już zaabsorbowana sprawami o szerszym, globalnym zasięgu. ... Najlepsze umysły Waszyngtonu zaczęły się zwracać ku sprawom związanym z powojennym ładem i dominującą rolą, jaką Stany Zjednoczone miały zamiar w nim odgrywać. Na pierwszy plan wysunęły się trzy podstawowe kwestie: projekt nowego światowego systemu gospodarczego i finansowego, powołanie ogólnoświatowego ciała politycznego oraz powojenny układ na Dalekim Wschodzie, zwłaszcza w Chinach. Wszystkie te sprawy o światowym zasięgu dojrzały właśnie w czasie Powstania Warszawskiego. ...
"Roosevelt, otoczony bezkrytycznymi wielbicielami Związku Sowieckiego, bynajmniej nie był gotów łatwo zmienić kursu, popierać zamierzanej przez Churchilla decydującej rozgrywki ani wystawiać na ryzyko swoich stosunków z Moskwą. Nie miał także ani dość czasu, ani dość wyobraźni, aby rozważać jakąś łagodniejszą formę interwencji. Choć trzymał w ręce najsilniejsze karty z dyplomatycznej talii, wolał nie rozgrywać żadnej z nich i pozwolić, aby tragiczne wydarzenia w Warszawie potoczyły się własnym biegiem. Bezczynność Roosevelta była dokładnie tak samo zgubna jak bezczynność Stalina. ...
"W ostatecznym rozrachunku premier Mikołajczyk zrobił wszystko, z wyjątkiem popełnienia politycznego samobójstwa, aby się wywiązać ze swoich zobowiązań. Tego samego nie da się powiedzieć o jego potężniejszych partnerach. ... Tak bardzo się starał zadowolić swoich patronów, że – na przykład – chyba nie przyszło mu do głowy zażądać, żeby nikomu w koalicji nie było wolno całkiem otwarcie traktować jego żołnierzy jak "bandytów." ...
"Od czasu Casablanki politykę Wielkiego Sojuszu w Europie zdominował jeden tylko cel: zmuszenie hitlerowskich Niemiec do bezwarunkowej kapitulacji. Niestety, w znacznej mierze zbiegło się to z napędzaną przez Sowietów ideologią antyfaszyzmu oraz z podobnie dialektyczną tendencją Amerykanów do wiary w manichejskie koncepcje Dobra i Zła. W efekcie Stalina poddano cudownej metamorfozie, robiąc z niego dobrotliwego "wujka Joe", a wszystkich, którzy wystęoowali przeciwko niemu, skreślano jako „faszystów” i wichrzycieli. Mówiąc brutalnie, masowy zbrodniarz, który prowadził walkę z masowym zbrodniarzem faszystowskim, w umysłach biurokracji Zachodu przestał być łotrem, a miliony ludzi, których nadal mordował podczas wojny, stały się niewidzialne i przestano o nich wspominać. Churchill, znany przeciwnik rewolucji bolszewickiej, był dość odporny na taki sposób myślenia, ale zaraziło się nim wiele wpływowych odłamów brytyjskiej i amerykańskiej opinii publicznej. ...
"... na premiera Mikołajczyka wywierano wielką presję, aby go skłonić do podporządkowania się aktualnemu 'właściwemu sposobowi myślenia'. Na przykład 31 lipca 1944 roku, kiedy tuż przed wybuchem Powstania premier przyleciał do Moskwy na swoje kluczowe spotkanie ze Stalinem, ambasador brytyjski namawiał go do zaakceptowania czterech punktów: wyłączenia z rządu RP 'pewnych elementów uważanych za reakcyjne i antysowieckie', przyjęcia linii Curzona jako podstawy negocjacji, odstąpienia od sugestii, że masakry w Katyniu dokonali Rosjanie, oraz 'roboczego układu' z PKWN. Z perspektywy czasu każdy z tych czterech punktów należy uznać za nieuzasadniony. Ambasador brytyjski nie zachowywał się jak uczciwy pośrednik, a tym bardziej jak patron i protektor Pierwszego Sojusznika. Nie wspierał premiera w jego chęci przystąpienia do znaczących negocjacji i osiągnięcia zadowalającego kompromisu. W efekcie mówił przywódcy sojuszniczego narodu, że ma albo gładko przełknąć wszystkie kłamstwa i nieuzasadnione roszczenia Stalina, albo działać samotnie, a wtedy będzie musiał ponieść konsekwencje.
"Raz za razem – przed Powstaniem Warszawskim, w jego trakcie i po nim – zachodni politycy upierali się, że Polska powinna się znaleźć 'w sowieckiej strefie wpływów' i że niczego, co się tam dzieje, nie można akceptować bez 'współpracy ze strony Sowietów'. Z pozoru ten upór wyglądał zupełnie rozsądnie, ale widać, że w praktyce był pomysłem beznadziejnie niefortunnym. ... Nikt nie zwracał uwagi na oczywisty fakt, że strefy wpływów mogą kolidować z innymi równie istotnymi zasadami – na przykład niepodległości, integralności i niezawisłości mniejszych sojuszników. I wreszcie, wydaje się, że do brytyjskich i amerykańskich wysokich urzędników państwowych nigdy chyba nie dotarło, że to od nich zależy podjęcie próby zapewnienia praw ich polskiemu sojusznikowi w Polsce oraz – z braku solidnego zrozumienia sytuacji – że dobrze znane totalitarne praktyki sowieckiego molocha oznaczają automatycznie zgniecenie wszystkiego, co znajdzie się na jego drodze. W efekcie pozwalali się bezustannie zaskakiwać. Przeżyli głęboki wstrząs, kiedy Sowieci odmówili jednostkom RAF-u i USAAF zezwolenia na lądowanie w Warszawie, gdy miasto znalazło się w potrzebie. Podobnie zaskoczeni byli, kiedy wojska Rokossowskiego zatrzymano przed Warszawą. Przez cały czas Powstania snuli jałowe rozważania na temat pogłoski, jakoby Sowieci okrążali Armię Krajową. Krótko mówiąc, kiedy stanęli twarzą w twarz z systemem sowieckim, po prostu odmówili uwierzenia w złe wiadomości na jego temat. Być może zauroczeni sowiecką potęgą oraz głęboko zaangażowani w etos gry zespołowej – w coś, co było obce Sowietom – nie zdecydowali się na rozegranie swoich silnych kart w obawie przed wywołaniem negatywnej reakcji. Wobec tego cyniczny pogląd Stalina na temat tego, czym jest strefa wpływów, przeszedł bez sprzeciwu i został wydany wyrok na demokrację. ...
"Zachodnie oceny sowieckich czynów i zamiarów były przesiąknięte uczuciem samozadowolenia. Ani Londyn, ani Waszyngton nie dostrzegły absurdu, jakim było popychanie polskiego sojusznika do układu ze Stalinem, w czasie gdy funkcjonariusze stalinowskiego aparatu bezpieczeństwa mordowali i deportowali ludzi tego sojusznika. Brytyjczycy i Amerykanie przyjmowali wszelkie zapewnienia Moskwy za dobrą monetę. Ani jedni, ani drudzy nie widzieli sensu w interwencji. Oba rządy były zaniepokojone zatrzymaniem się Armii Czerwonej na linii Wisły; oba też były rozgniewane sowiecką taktyką obstrukcji w sprawie wspólnych operacji lotniczych i lądowisk. Wydaje się jednak, że nikt z wysokich funkcjonariuszy obu rządów nie wyciągnął oczywistych wniosków. ...
"Wszystkie znaki wskazywały na to, że polityka sowiecka wobec Polski pozostawała płynna. Gdyby Zachód stworzył na najwyższym szczeblu jakiś wspólny plan zmierzający do osiągnięcia pożądanego kompromisu, możliwe, że coś udałoby się wskórać. Niestety, takiego planu nigdy nie stworzono. Nigdy się nie pojawił żaden ogólny kompromis. lm dłużej odkładano rozwiązanie, tym silniejsze karty gromadził Stalin. Gdy Roosevelt i Churchill jechali w lutym 1945 roku na Krym, Stalin miał już w ręce wszystkie atuty w grze o przyszłość Polski. Po Jałcie było już za późno, żeby cokolwiek zmienić. ...
Niekonsekwencje w polityce Zachodu można by mnożyć. Przy kilku okazjach Churchill i Roosevelt nie podjęli zgodnych działań, co pociągnęło za sobą bardziej lub mniej poważne następstwa. Ale w jednej sprawie – w kwestii linii Curzona – ich uporczywe i chytre machinacje można określić jedynie jako haniebne. Złe było już to, że utrzymywali w tajemnicy treść swoich rozmów w Teheranie. Ale udawanie potem przez długie miesiące, iż polsko-sowiecki spór terytorialny wciąż jest sprawą do dyskusji, było rzeczą niewybaczalną. Wprowadzili Stalina w błąd, dając mu do zrozumienia, że jego terytorialne roszczenia zostały w pełni zaakceptowane i nie będą kwestionowane. Ale wprowadzili także w błąd własne służby dyplomatyczne, które w dalszym ciągu pracowały nad planami kompromisu w kwestii granic. A najstraszliwiej wprowadzili w błąd premiera Mikołajczyka, skłaniając go do negocjacji ze Stalinem i wysunięcia propozycji, które niemal na pewno musiały się spotkać z odmową. Żadna inna sprawa nie przyczyniła się aż tak bardzo do podkopania wzajemnego zaufania wewnątrz koalicji, a ostatecznie dojrzała w pierwszym tygodniu sierpnia 1944, gdy współpraca Stalina w sprawie Warszawy była ogromnie potrzebna. Nie powracano już do niej do końca Powstania. ...
"Przykro to mówić, ale SOE, główna brytyjska agencja do spraw współpracy z ruchem oporu w krajach europejskich, po prostu porzuciło swoich polskich klientów w potrzebie. Udzielono pierwszeństwa najpierw Jugosławii, a następnie Francji i wola oraz środki pomocy dla Polski były teraz znacznie ograniczone. Przed sierpniem 1944 roku szef SOE generał Gubbins niemal co tydzień spotykał się z jednym ze swoich polskich kolegów. Ale 13 sierpnia, w szczytowej fazie kryzysu w Warszawie, wyjechał do Francji i nie spotkał się z generałem Tatarem przez prawie trzy miesiące. Porzucił operację, która była już bliska paraliżu. Nie istniały żadne plany, środki były skromne, a wyposażenia niewiele. Okazało się, że naprawdę dostarczono zaledwie dziesięć procent samolotów dalekiego zasięgu, które miały być przeznaczone do utworzenia mostu powietrznego do Polski. Z powodu załamań w łączności nikt nie przekazał dalej szczegółowych wiadomości o zmianie postanowień brytyjskich szefów sztabu i generała "Bora"-Komorowskiego pozostawiono w Warszawie w błędnym przeświadczeniu, że zarówno polska 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa, Jak i polskie eskadry RAF-u będą w taki czy inny sposób osiągalne. Wszystko zmieniło się w zaimprowizowany chaos. Koordynacja między Warszawą, Londynem, Waszyngtonem i Moskwą stała się tak niesystematyczna i tak powolna, że nie dało się stworzyć niczego, co mogłoby choć przypominać wspólny front albo jednolitą reakcję. Nieszczęście było więc nieszczęściem wspólnym. Podejmując obiektywny przegląd tych poważnych błędów, musi się uznać, że każdy z koalicjantów ponosi część wspólnej odpowiedzialności. W gruncie rzeczy tragedia Powstania Warszawskiego była skutkiem ogólnego załamania w łonie Wielkiego Sojuszu.
Norman Davies, Powstanie ’44.
Przekład Elżbieta Tabakowska. Wydawnictwo Znak, Kraków 2004, 960 pp.* * *
- Addendum od redaktora Zwojów
Nie ulega wątpliwości, że książka Normana Daviesa Powstanie '44 i zawarte w niej wnioski są potężnym oskarżeniem postawionym przez poważnego historyka wojennym rządom Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Jednak po uważnym przeczytaniu książki zabrakło mi pewnej kropki nad i w wywodach Daviesa. – Może przywiązywanie takiej wagi do bezczynności aliantów jest przesadne, bo w rzeczywistości cóż i jak można było zrobić i osiągnąć od Stalina w sprawie Powstania i Polski? Zadałem więc Normanowi Daviesowi dwa pytania, na które szybko mi odpowiedział. I przekonał mnie do końca. Przytaczam te dodatkowe wyjaśnienia Normana Daviesa w angielskim oryginale i w moim tłumaczeniu z angielskiego.
AMK: What exactly could the western leaders have done with Stalin?Co dokładnie zachodni przywódcy mogli byli zrobić wobec Stalina?
ND:
- At the beginning of August, they could have given full diplomatic and political support to Mikolajczyk when he took their advice and went to Moscow to talk with Stalin face to face. Instead, they allowed Mikolajczyk to fight his battle on his own, sending him into the Kremlin like a lamb to the slaughter.
- Later on, when Stalin's obstructions had become patently clear, they could have intervened in Moscow directly, reminding Stalin of his dependence on western supplies and hinting at the consequences if he did not co-operate over Poland. I mention three strong cards which they could have played: western supplies for the Red Army, preparations for the United Nations, and German reparations, which Stalin in 1944 was still hoping to extract. I emphasise that we do not know how Stalin may have reacted if these cards had been played. All we know is that Churchill and Roosevelt did not even try.
- Na początku sierpnia mogli byli dać pełne dyplomatyczne i polityczne poparcie Mikołajczykowi, gdy ten za ich radą pojechał do Moskwy, by rozmawiać twarzą w twarz ze Stalinem. Zamiast tego skazali Mikołajczyka na stoczenie jego bitwy na własną rękę, wysyłając go na Kreml jak jagnię na rzeź.
- Później, gdy utrudnienia Stalina stały się wyraźnie jasne, mogli byli bezpośrednio interweniować w Moskwie, przypominając Stalinowi o jego zależności od dostaw z Zachodu i dając mu do zrozumienia jakie będą konsekwencje, gdy nie będzie współpracować z nimi wobec Polski. Wymienię tu trzy silne karty, którymi mogli byli zagrać: zachodnie dostawy dla Armii Czerwonej, przygotowania do utworzenia Organizacji Narodów Zjednoczonych i niemieckie reperacje wojenne, które Stalin w 1944 roku miał jeszcze nadzieje uzyskać. Podkreślam [ND], że nie wiemy, jak Stalin mógł był zareagować, gdyby te karty zostały zagrane. Wszystko co wiemy, to że Churchill i Roosevelt nawet nie próbowali.
AMK: What were they afraid of?Czego obawiali się?
ND: Good question, because it was never discussed very explicitly. They obviously feared that Stalin would stop fighting or perhaps slow down, giving the Germans time and resources to contest the western armies more effectively. They even suspected that, after winning back all the territory whcih they regarded as Soviet, Stalin might have signed a separate peace.My impression, though, is that none of these issues was properly thought through. They never made a conscious decision to abandon Poland, or to ditch the Home Army. They were simply overwhelmed by the demands that were being made on them. They were nearly two years behind schedule on the Normandy landings, and every ounce of effort was put into that battle. They simply had no space to consider and prepare for other issues of secondary importance – like the fate of Warsaw.
9th November 2004
Dobre pytanie, ponieważ nigdy nie było ono dyskutowane całkiem explicite. Oczywiście bali się, że Stalin przestanie walczyć lub spowolni walkę, dając tym Niemcom czas i zasoby by oprzeć się zachodnim armiom bardziej efektywnie. Podejrzewali nawet, że po zdobyciu całego terytorium, które uważał za sowieckie, Stalin mógłby podpisać odrębny pokój.Jednak ja [ND] mam wrażenie, że żadna z tych spraw nie została właściwie przemyślana. Nigdy nie podjęli świadomej decyzji porzucenia Polski lub puszczenia kantem Armii Krajowej. Po prostu byli przytłoczeni wymaganiami jakie się im stawiało. Byli opóźnieni o dwa lata z lądowaniem w Normandii i teraz każdy gram wysiłku był wkładany w tę bitwę. Po prostu nie mieli żadnej swobody aby rozważyć i przygotować się na inne sprawy o drugorzędnej dla nich ważności – jak los Warszawy.
9 listopada 2004
|
|
|
|
|
|
|