POWSTAŃCZY LOS ALIANCKIEJ WARSZAWY

O książce Normana Daviesa Powstanie '44





ANDRZEJ M. KOBOS



Powstanie '44 – w kapsułce
Szesnaście lat temu w Toronto w rozmowie z zaprzyjaźnionym ze mną od roku 1973 Normanem Daviesem powiedziałem mu, że swoją książką The God's Playground (Igrzysko Boże) przywrócił historię Polski historii Europy. W ciągu tych 16 lat, ów brytyjski historyk zdążył napisać kilka innych książek o historii Polski, ale nie tylko. Napisał Heart of Europe, skondensowaną historię Polski; Europe – nową, tzw. oxfordzką historię Europy, w której to przywrócenie historii Polski (i historii środkowo-europejskiego regionu) historii Europy jest bardzo wyraźne; Microcosm (Mikrokosmos) – historię kosmopolitycznego w jego pojęciu Wrocławia; oraz już słabiej związaną z Polską historię Wysp Brytyjskich, The Isles (Wyspy).

Mogą niektórzy zawodowi historycy mieć pewne zastrzeżenia do warsztatu Daviesa odbiegającego chwilami od sformalizowanych reguł podręczników historii, lecz faktem pozostaje, że brytyjski historyk Ivor Norman Robert Davies wie o Polsce najwięcej spośród zachodnich historyków i stąd jego ogromna zasługa wobec historiografii Polski i Europy. Ten Walijczyk, rugbista w młodości, wszedł z wyboru w prześledzenie, niemal osobiste, historii Polski. I to z pozycji człowieka związanego od młodych lat z Polską wieloma więzami emocjonalnymi i swoją życiową sympatią dla "underdogs", a równocześnie z pozycji zawodowego, uniwersyteckiego historyka nie tracącego rozdzielającego dystansu i zimnego spojrzenia i absolutnie nie ponoszonego poczuciem wyjątkowości, znaczenia, nieszczęścia, tragizmu, czy posłannictwa historii Polski.




Obwoluta Powstania '44 Normana Daviesa.


1 sierpnia 2004, w sześćdziesiątą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, ukazało się w Polsce nakładem Wydawnictwa Znak, polskie tłumaczenie, przez Elżbietę Tabakowską, najnowszej książki Normana Daviesa Powstanie '44 1). Oryginał angielski, Rising '44, ukazał się w Wielkiej Brytanii niemal rok wcześniej. Słowo "oryginał" nie jest być może tutaj właściwe, lepszy byłby termin "wersja angielska", gdyż angielski wydawca (Macmillan) zażądał znacznych objętościowo skrótów. Po polsku zaś otrzymaliśmy pełną wersję książki: 850 stron gęstego tekstu plus 60 stron dokumentacyjnych dodatków oraz skorowidz nazwisk. W tekście autor zamieścił kilkadziesiąt tzw. kapsułek, migawek (capsules; pomysł wprowadzony w jego książce Europe). Są to wtrącone, fragmentaryczne teksty, zwykle wspomnienia bezpośrednich uczestników konkretnych wydarzeń; niekiedy nawet powstańcze wiersze. Książka uderza spojrzeniem historyka i jego stylem – żywym, lecz i precyzyjnym, nie pozostawiającym wątpliwości co do myśli i intencji autora.

Tłumaczce, Elżbiecie Tabakowskiej na ogół dobrze udało się oddać angielszczyznę Daviesa, choć czasem zdania wydają mi się zbyt "kwieciste", jak na "ducha" języka angielskiego.

W książce przytoczone i wymienione są bardzo liczne źródła. Szczególnie istotne jest przytoczenie źródeł brytyjskich, zarówno książkowych jak i, przede wszytkim, archiwalnych. Można by miejscami dyskutować z dokonanym przez autora wyborem innych źródeł, w tym relacji uczestników/świadków, oraz z tym czy te źródła są lub nie są kompletne, ale nie wniosłoby to żadnych istotnych zmian. Jako ciekawostkę warto nadmienić, że autor korzysta z pewnych dokumentalnych relacji obecnie dostępnych w Internecie, w tym z jednego z tekstów w Zwojach. Zamieszczenie źródeł internetowych w poważnej książce historyka, jest zapewne jednym ze znaków naszych czasów.

Powstanie '44 tytułem i większością treści dotyczy Powstania Warszawskiego 1944. Ale, jako, że Powstania nie sposób oddzielić od reszty wydarzeń w okupowanej przez Niemców Polsce i wojennej rzeczywistości aliantów, wśród nich polskiego rządu na uchodźstwie, książka omawia nie tylko militarny przebieg Powstania, ale i kilkuletni polski ruch oporu i terror niemiecki w Polsce oraz (co może w niej najważniejsze) aspekty polityczne stosunków polsko-brytyjskich, polsko-sowieckich i polsko-amerykańskich w okresie wojny. Omawia także powstańczą klęskę i powojenne represje wobec byłych żołnierzy Armii Krajowej, nie tylko ocalałych warszawskich powstańców. W końcu omawia długofalowe skutki w Polsce, głównie psychologiczne oraz przesłania Powstania.

Jest to więc bardzo szeroko udokumentowana historia Powstania Warszawskiego na tle wydarzeń drugiej wojny światowej, na tle "długiej chronologii zdarzeń i uwzględnienia faktów, które nastąpiły przed rokiem 1944 i później" Autor stawia podstawowe pytanie: "dlaczego w ciągu dwóch miesięcy wahań i deliberacji zwycięscy alianci [właczając Związek Sowiecki – amk] nie zorganizowali pomocy?".

Wcześniej Norman Davies bardzo niewiele napisał o Powstaniu Warszawskim. Nie mniej w jakimś sensie przymierzał się do tego zagadnienia przez około 40 lat. Nic dziwnego: o Powstaniu Warszawskim napisano wiele dzieł. Napisali je zarówno historycy, jak i bezpośredni uczestniczy tych heroicznych ale jakże tragicznych 63 dni późnego lata 1944. Powstały książki zarówno ograniczone, jak i nieograniczone komunistyczną, prosowiecką cenzurą. Z nich wszystkich wyłonił się obraz, jakby mozaikowa elegia niezwykłego heroizmu powstańców, być może szaleńczej lekkomyślności decyzji o Powstaniu, cierpienia, tragedii ludzkiej, śmierci około 17 000 żołnierzy Armii Krajowej i ponad 200 000 cywilnych mieszkańców Warszawy, zagłady miasta z wielowiekowym dorobkiem kulturalnym.

Spór o Powstanie Warszawskie, jego celowość, a może szaleńczą bezcelowość, jego narodową puściznę moralną, trwa właściwie od jesieni 1944. Źródeł historycznych, tj. dokumentalnych (w tym archiwalnych) i szczegółowych przekazów uczestników, którzy, nieubłaganie, biologicznie już odchodzą, jest ogromna liczba. Pewne jest jednak, iż spór o Powstanie Warszawskie nie zniknie wraz z nimi z polskiej zbiorowej pamięci, polskiej rzeczywistości. Sądzę, że będzie ciągnął się jeszcze przez kilka następnych pokoleń.


*


Teraz Norman Davies przedarł się przez setki dokumentów, od rządowych brytyjskich, poprzez prasowe, współczesne Powstaniu, do osobistych relacji, choć tych ostatnich siłą rzeczy nie wszystkich. Napisał książkę ogromną, przykuwającą szerokością i nowością spojrzenia, sformułowaniami jakże celnymi, dającymi wiele do myślenia zarówno czytelnikowi, szczególnie temu z pewną znajomością przebiegu i etosu Powstania, jak i zapewne zawodowemu historykowi tego okresu. Norman Davies postawił zagadnienie Powstania w szerszym, alianckim, rzekłbym, świetle, przestawił je na inne tory. Wierzę, że jego książka powinna ożywić i skierować na szersze tory fachowe badania historyczne wokół Powstania, zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. O Rosji – dawnym Związku Sowieckim – nie śmiem nawet marzyć. Jednym słowem, Powstanie '44, a dokładniej stwierdzenia autora tej książki są klasycznym "Food for Thoughts" zarówno dla czytelnika tylko zainteresowanego zagadnieniem jak i dla zawodowego historyka.

Norman Davies kończy Powstanie '44 dość obszernym Raportem przejściowym (z którego obszernie fragmenty zamieszczone są w towarzyszącej temu artykułowi pewnej antologii Powstania '44), ale już w przedmowie autor zamieszcza swoją skondensowaną ocenę Powstania:

"Dziś powiedziałbym, że Powstanie Warszawskie było wspaniałym zbrojnym zrywem, który przeszedł wszelkie oczekiwania, i że decyzja o jego rozpoczęciu – choć z konieczności ryzykowna – nie była lekkomyślna ani tym bardziej 'zbrodnicza'. Ponadto chciałbym twierdzić, że chociaż Powstanie upadło, to jednak szczególnych przyczyn i konsekwencji jego upadku nie można było przewidzieć, a niewątpliwych pomyłek i błędnych ocen ze strony przywódców Powstania nie powinno się uważać za czynnik o decydującym znaczeniu. Siły zbrojne Polski z czasu wojny nie walczyły w pełnej izolacji. Tworzyły część potężnej koalicji aliantów, która w roku 1944 stała u progu zwycięstwa. Wszyscy członkowie sojuszu mieli swoje prawa i zobowiązania. Główną odpowiedzialność za funkcjonowanie koalicji ponosiła jednak Wielka Trójka, która uporczywie starała się zatrzymać dla siebie prawo do tworzenia wszystkich strategicznych planów i przeprowadzania wszystkich poważniejszych debat wojskowych i politycznych."

* * *


Nie jest łatwo napisać rozsądnej długości omówienie prawie tysiącstronicowej książki. Chciałoby się wymienić wszystkie istotne dla "recenzenta" jej punkty, a równocześnie nie stracić spojrzenia na całość. Podejmę jednak tutaj taką próbę. Pominę prawie zupełnie militarny przebieg Powstanie, w szczególności chronologię i opis walk, a zogniskuję się na aspekcie pomocy zewnętrznej i jej braku dla Powstania – co siłą rzeczy jest aspektem niemal wyłącznie politycznym. Cytaty z książki przytoczone są tutaj innym fontem.


Zachodnie Sojusze

Zgodnie z zamierzeniem osadzenia Powstania w tle wydarzeń politycznych i wojennych, w pierwszej części książki, Zachodnie Sojusze, Norman Davies, w oparciu o dokumenty, szeroko przedstawia historię i działanie brytyjsko-polskiego sojuszu w drugiej wojnie światowej. Robi to w tak dobitny sposób, że czytelnik odnosi wrażenie, iż ten rozdział ustawia scenę dla wszystkiego, a reszta książki staje się tylko opisem polskich złudzeń i heroicznej walki plus pewna, interesująca i istotna domieszka wcześniejszej i późniejszej historii.




Król Jerzy VI i generał Władysław Sikorski,
Londyn wrzesień 1940.


Wojna Wielkiej Brytanii z Niemcami była nieunikniona, więc sojusz z Polską był dla niej również istotny, a nie tylko dla Polski. Bardzo istotną sprawą było posiadanie sojusznika na wschodzie od Niemiec, szczególnie po podpisaniu w sierpniu 1939 r. paktu Ribbentrop-Mołotow. Polska była takim jedynym możliwym brytyjskim sojusznikiem. Stała się Pierwszym Sojusznikiem (to piękny termin Daviesa). Nie mniej, i to potem miało kapitalne znaczenie, obustronnie podpisany tajny protokół do układu polsko-brytyjskiego z 25 sierpnia 1939, wyjaśniał, że gwarancje brytyjskie dotyczą tylko agresji niemieckiej na Polskę, a inna agresja uruchomi tylko dwustronne konsultacje "w celu wspólnego podjęcia środków". Jak niedługo później wyjaśnili Brytyjczycy, układ nie gwarantował nienaruszalności terytorialnej RP, tylko jej suwerenny status sojusznika. Davies ironizuje, że było to tak, jakby w odwróconej sytuacji (ale takiej nie było!) Pierwszy Sojusznik oświadczył, że w pełni popiera powojenną rekonstrukcję Wielkiej Brytanii, natomiast niekoniecznie włączenie w jej granice Szkocji." Już od początku wojny, dyplomaci brytyjscy nie widzieli szans na to, żeby Polska odzyskała terytorium i ludność zagrabione przez Związek Sowiecki po 17 września 1939. I tak się stało, i tak jest, i tak zapewne będzie. Dziś można tylko sobie pomyśleć, że tak musiało być.

Brytyjczyk Norman Davies pisze:

"Pierwszy Sojusznik był w porządku o tyle, o ile jego interesy nie przeszkadzały ich [Brytyjczyków] własnym planom. W przeciwnym razie przejawiał postawę 'bezkompromisową'."

* * *


Powstanie '44 jest książką o historii Powstania Warszawskiego napisaną przez historyka, lecz nie w konwencji liniowej chronologii wydarzeń, zwykłej dla podręczników historii. Jest napisana w kilku pozornie oddzielnych płaszczyznach o cofającej się chronologii. Jednakże, z metodycznego założenia autora, Powstanie '44 ma osadzić Powstanie Warszawskie w szerokim tle wydarzeń, z których każde ma swoją chronologię. Przykładem tego jest pierwsza część książki, zatytułowana Zachodnie Sojusze.

Druga, trzecia i czwarta część książki, pozornie odchodzą od Powstania Warszawskiego i cofają się w czasie. Przynoszą informacje na ogół znane, szczególnie czytelnikowi tkwiącemu już wcześniej w tej tematyce. Są jednak bardzo cenne dla czytelnika nie-polskiego (a dla takiego była pisana ta książka przede wszystkim). Jednakże również i polski czy niepolski czytelnik obeznany z omawianymi zagadnieniami znajdzie szereg interesujących punktów i kapitalnych sformułowań autora.


* * *


Okupacja niemiecka

W części II, Okupacja niemiecka Davies omawia tragiczną dla mieszkańców Warszawy okupację niemiecką. Jak przystało na historyka zaczyna od pierwszej "niemieckiej" okupacji Warszawy w roku 1655 przez Bandenburczyków w służbie króla szwedzkiego! Dalej podkreśla, że poprzednia okupacja niemiecka niemiecka Warszawy w latach 1915-1918 nie była jednak uciskiem rządów silnej ręki.

Autor krótko omawia okres przedwojenny i stosunki polsko-żydowkie.

Tutaj od razu chciałem postawić jasno pewną sprawę. Norman Davies w pewnych kręgach nie uchodzi za "filosemitę". Ja sam (amk) nie zgadzam się z niektórymi jego sformułowaniami odnoszącymi się do Żydów, ale z następującym w tej książce zgadzam się w pełni:

"Ważne jest, aby nie czytać historii do tyłu ani nie interpretować sceny lat przedwojennych w świetle wydarzeń niemal wyłącznie w wyniku oddziaływania czynników zewnętrznych. Współegzystencji katolików i Żydów w Warszawie z lat 1918-1939 nie można bowiem opisywać jako stanu chronicznej wrogości; nie można jej też na serio analizować, po prostu wyliczając pretensje i żale jednej lub drugiej strony." [...] "Przed rokiem 1939 nikt nie przeczuwał mających nastąpić tragedii ... absolutne nikt nie proponował żadnych gwałtownych rozwiązań."
Dalej, rozpoczynając trafnie:   "podejmując walkę we wrześniu 1939 roku, Polacy zapewnili sobie w demonologii Hitlera szczególne miejsce", na 50 stronach Davies w skondesowany sposób opisuje terror niemiecki w Warszawie (w istocie od pierwszego dnia wojny), która – jako nieugięta stolica wroga – ściągnęła na siebie szczególną wściekłość. Jednakże z zewnętrznej perspektywy zimnego historyka, zauważa (i słusznie), że   "represji w strefie niemieckiej w latach 1939-1941 nie prowadzono na taką skalę, jak represje w strefie sowieckiej. Albowiem nowo utworzony niemiecki system KL (Konzentrationlager) był maleńki w porównaniu z istniejącym od dawna sowieckim systemem łagrów".

Davies pisze o latach terroru, o życiu w getcie warszawskim, zagładzie Żydów, milczeniu aliantów – pochłoniętych bez reszty wojną – wobec ich losu. Bardzo dobrze, że podkreśla haniebną rolę policji żydowskiej w getcie, kolaborantów i konfidentów wewnątrz getta. Podkreśla, że   "czynne współczucie należało do rzadkości; bierny brak współczucia był czymś powszechnym."


* * *


Podejścia od wschodu

Część III, Podejścia od wschodu rozpoczyna Norman Davies tak:   "Armia Czerwona przekraczała granice Rosji i maszerowała na Zachód cztery razy: w roku 1918, w roku 1920, w roku 1939 i w roku 1944. Nie robiła tego, aby przydać po prostu wielkości swoim panom, ale by zrealizować podstawowe zasady bolszewizmu." Autor krótko omawia wojnę polsko-bolszewicką roku 1920, jest przecież od niej specjalistą – książką The White Eagle and the Red Star (1972) rozpoczął swoją karierę historyka Polski.

W listopadzie 1943 w Teheranie odbyło się pierwsze spotkanie Wielkiej Trójki.




Stalin, Roosevelt i Churchill
na konferencji Wielkiej Trójki w Teheranie, 28 listopada – 1 grudnia 1943.


Nie zaproszono do udziału polskiego alianta, choć miał go Teheran katastrofalnie dotyczyć. Mołotow spokojnie zademonstrował tam egzemplarz brytyjskiej depeszy z 11 lipca 1920 opisującej coś, co teraz nazwał graniczną linią Curzona. Zaskoczeni Brytyjczycy nie zdali sobie sprawy, że wiele lat wcześniej, ktoś z brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych w tajemnicy okroił na niekorzyść polską ówczesne propozycje lorda Curzona. W Teheranie Stalin zaproponował, żeby linia Curzona stała się podstawą powojennej granicy, pod warunkiem, że Polska otrzyma rekompensatę na zachodzie. Roosevelt (bez Churchilla) zapewnił Stalina, że określenie granic "nie będzie stwarzać żadnych problemów." Trzej sojusznicy zgodzili się zachować całą rzecz w tajemnicy.   "O losach całych krajów decydowano przy zamkniętych drzwiach."




Roosevelt, Churchill i Stalin
na przyjęciu z okazji 69. urodzin Churchilla
w ambasadzie brytyjskiej Teheranie, 29 listopada 1943.


A wcześniej, przed Teheranem, a nawet Kurskiem, zachodni alianci nie zrobili nic aby zaradzić potencjalnie katastrofalnemu zerwaniu przez Stalina stosunków dyplomatycznych z Polską, ich Pierwszym Sojusznikiem. Po bitwie pod Kurskiem w lipcu 1943 rząd polski musiał zdać sobie sprawę, że ziemie polskie zostaną wyzwolone nie przez mocarstwa zachodnie, ale przez Związek Sowiecki.

Tymczasem w Wielkiej Brytanii nastąpiło   "dziwne zjawisko: oto ludzie Zachodu, najróżniejszej proweniencji i orientacji, nie mający nic wspólnego ze Stalinem, wspierali i popierali jego grabieże."

Z wiosną 1943 Niemcy odkryli masowe groby polskich oficerów-jeńców wojennych zamordowanych w Katyniu. Rząd polski zaapelował do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, dostarczając tym Stalinowi pretekstu do zerwania stosunków dyplomatycznych. Norman Davies pisze z ostrą pointą:

"Apel ten uznano w szerokich kręgach za 'antysowiecki'. Jak potwierdziły później badania historyków, rządy brytyjski i amerykański dobrze wiedziały, że w tej sprawie hitlerowcy nie muszą kłamać. Mimo to przypisały tę zbrodnię właśnie hitlerowcom. (Można by się tylko zastanawiać, jaka byłaby reakcja, gdyby się okazało, że w grobach odkryto szczątki zamordowanych oficerów brytyjskich lub amerykańskich)."
Istniał zresztą tajny raport ambasadora brytyjskiego przy rządzie polskim Sir Owena O'Malley'a jednoznacznie wskazujący na prawdopodobieństwo winy Sowietów. Davies uważa, że narzucenie zachodnim sojusznikom przez Stalina kłamstwa o Katyniu było jego próbą wybadania jak daleko może się posunąć. O'Malley zresztą ponawiał bezskuteczne apele o bardziej etyczną postawę w brytyjskiej polityce zagranicznej wobec Związku Sowieckiego.


*


W ostatnim tygodniu lipca 1944, po czterdziestu dniach nieprzerwanych walk armia sowiecka zajęła większość obszarów aż po Wisłę. 28 lipca dowódca 1. Frontu Białoruskiego, gen. Rokossowski otrzymał od sowieckiej "Stawki" (Kwatera Główna Naczelnego Dowódcy) uaktualnione wytyczne dla swojego frontu, które nakazywały zdobycie Pragi (prawobrzeżnej Warszawy) do 2 sierpnia. 1 sierpnia armia gen. Czujkowa przeprawiła się przez Wisłę ok. 50 km na południe od Warszawy i mimo niemieckich ataków utrzymała tzw. Przyczółek Magnuszowski. Pojawienie się armii sowieckiej na linii Wisły miała trzy skutki: po pierwsze, niemiecki garnizon w Warszawie podjął przygotowania do wycofania się, ale (po drugie) dowództwo niemieckie podjęło decyzję o uruchomieniu rezerw i umocnieniu obrony na wschód od miasta, a po trzecie: wszyscy spodziewali się jakiejś akcji polskiego ruchu oporu w Warszawie dla zaatakowania niemieckiej obrony. We wszystkich tych sprawach wymagana była decyzja, staranna ale i ryzykowna. Żadna ze stron nie miała pełnego obrazu sytuacji i intencji przeciwnika (a polskie dowództwo podziemne również i intencji sowieckiego rzekomego sojusznika). Mimo silnej niemieckiej obrony, 31 lipca grupa sowieckich czołgów wjechała na krańce wschodnich przedmieść Warszawy.

Już 29 lipca Radio Moskwa nadało "Wezwanie dla Warszawy" od Związku Patriotów Polskich:

"... Dla Warszawy, która nigdy się nie poddała i nigdy nie ustała w walce, godzina czynu wybiła!".
30 lipca o godz. 15:00, radiostacja Kościuszko nadała z Moskwy wezwanie, powtórzone jeszcze trzykrotnie tegoż wieczoru:
"... Ludu Warszawy! Do broni! ... Milion ludności Warszawy niechaj się stanie milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność".

* * *


Opór

Część IV Powstania '44 jest znowu pewnym tematycznym odskokiem w bok, aczkolwiek ściśle związanym z głównym zagadnieniem, tj. Powstaniem. Nosi tytuł Opór i opisuje ruch oporu w okupowanej Polsce. Rozpoczyna się emocjonalnym ale i historycznie prawdziwym zdaniem:   "Polska ma taką tradycję walki o wolność jak żaden inny kraj w Europie." Emocjonalne stwierdzenia mogą nie być najlepszym orężem historyka, ale trudno oprzeć się pięknu kolejnego stwierdzenia Normana Daviesa, tym razem o żołnierzach Związku Walki Zbrojnej / Armii Krajowej.

Davies dosyć szeroko omawia polski ruch oporu, pisze też o tragedii powstania w Getcie Warszawskim i bezpośredniej istotnej inspiracji, jakie to powstanie pozostawiło po swoim upadku. Tu czytelnika znowu odsyłam do "antologii".


*


Wobec zbliżania się Rokossowskiego do Warszawy, decyzję o wybuchu powstania i jego datę pozostawiono do uznania gen. "Borowi"-Komorowskiemu. Nie mniej, Naczelny Wódz, gen. Sosnkowski, który miał wyjechać do Włoch do II Korpusu, przed wyjazdem pozostawił cztery dyrektywy, z których czwarta, niestety zignorowana, brzmiała: "Powstanie bez uprzedniego porozumienia z ZSRR na godziwych podstawach byłoby politycznie nieusprawiedliwione, zaś bez uczciwego i prawdziwego współdziałania z Armią Czerwoną byłoby pod względem wojskowym niczym innym niż aktem rozpaczy."   "Trudno o bardziej kategoryczne sformułowanie" – pisze Davies.

Sprawy potoczyły się z ogromną szybkością. 27 lipca ambasador Edward Raczyński spotkał się z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Anthony'm Eden'em. Poprosił go o:

  1. interwencję w sprawie rozbrajania i internowania przez Sowietów 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK 2);
  2. wsparcie lotnicze dla powstania w Warszawie i przerzucenie polskiej brygady spadochronowej;
  3. nadanie żołnierzom Armii Krajowej statusu kombatantów alianckich.

Zastępca Edena, Orme Sargent 28 lipca odpowiedział na piśmie – negatywnie (ze względów logistycznych) na punkt 2 i wymijająco na punkty 1 i 3. Davies podkreśla wagę tego listu, w którym jest mowa o "powstaniu w Warszawie". Davies wyciąga z tego wniosek:   "A zatem jednym pociągnięciem niweczy on wszelkie późniejsze twierdzenia, że zachodnie mocarstwa nie zostały z góry poinformowane o powstaniu"

29 lipca nastąpiło najważniejsze spotkanie gen. Tatara z polskiego sztabu w Londynie z gen. Gubbinsem, szefem SOE 3). Gen. Tatar poinformował go, że wybuchu powstania w Warszawie należy oczekiwać natychmiast, i że wobec tego spodziewa się od sprzymierzonych natychmiastowej pomocy. Przedstawił mu listę sześciu podstawowych żądań:


Davies pisze:
"Reakcja Gubbinsa była pozytywna. Oświadczył, że ogólna linia polityki Szefów Sztabów Sprzymierzonych nie uległa zmianie, ale 'absolutny priorytet' zostanie Polsce przyznany w ramach istniejącego rozlokowania sił."
Lord Sellborne 1 sierpnia przesłał Churchillowi notatkę ze spotkania Gubbins - Tatar z niezwykle pozytywną adnotacją-rekomendacją.


* * *


Powstanie

Część V książki, zatytułowana po prostu Powstanie podzielona jest płynnie na cztery podczęści: Wybuch, Impas, Wyczerpanie, Połączenie, Finale. Treścią i tytułami odpowiadają one etapom Powstania. Przynoszą one opis walk, nadziei i klęski, jak również działań związanych z wysiłkami zorganizowana i niesienia pomocy walczącej Warszawie. Nie będę tutaj streszczał opisu przebiegu walk w Warszawie podanego w książce, skoncentruję się tylko na aspekcie pomocy Powstaniu lub raczej jej braku.


*


31 lipca gen. Chruściel-"Monter" objechał na rowerze wschodnie obrzeża Pragi. O godzinie 6 wieczorem odbyła się narada KG AK. Gen. "Monter" złożył raport, że Niemcy opuścili miejscowości na obrzeżach Pragi, że widziano tam sowieckie czołgi. Gen. "Bór" oświadczył na to, że nadszedł czas, aby zacząć działać. Gen. "Monter", jak leżało w jego kompetencjach dowódcy Okręgu Warszawskiego AK, napisał rozkaz do wszystkich jednostek AK w stolicy, który natychmiast został rozniesiony po mieście przez łączniczki.
"Alarm – do rąk własnych! 31 lipca, godz. 19.00.
Nakazuję godzinę "W" dnia 1 sierpnia, godz 17.00 ..."

Davies podkreśla, że nie istniał żaden plan awaryjny na wypadek gdyby nie udało się osiągnąć zamierzonych celów. Były poważne braki uzbrojenia.   "Ale nawet w najlepszych wojennych planach trafiają się błędy. Słabe punkty planu "Bora" nie skazały go jednak na natychmiastową klęskę".

Niemcy w osobie Himmlera, uznali Powstanie za szansę starcia Warszawy z powierzchni ziemi – "stolicy, głowy, inteligencji szesnasto-siedemnasto milionowego narodu Polaków", który im "blokuje Wschód i ciągle staje na drodze." Ludobójcza systematyczna eksterminacja miasta i mieszkańców rozpoczęła się 5 sierpnia na Woli.

4 sierpnia Prezydent RP Władysław Raczkiewicz wystosował w Londynie do premiera Churchilla dramatyczny apel o pomoc dla Warszawy. Polskie dowództwo wojskowe rozpaczliwie próbowało kontaktować się z brytyjskimi partnerami.   "Reakcje Brytyjczyków były najczęściej bardzo przygnębiające dla ich sojuszników. W wielu przypadkach znajdowano w nich niewiele zrozumienia dla pilności sprawy i niewiele zaangażowania". Wcześniej polski ambasador uzyskał zapewnienie od ministra Edena, że   "dyplomaci brytyjscy będą interweniować w Moskwie, by zapewnić maksimum współpracy. Teraz chciał się dowiedzieć, jakie skutki przyniosła ta interwencja." Podobne zapewnienia uzyskał w Waszyngtonie polski ambasador Jan Ciechanowski. Jak się wkrótce okazało nic konkretnego nie zdziałano.

Davies podkreśla, że   "Churchill niewątpliwie zareagował z całą energią. Mimo dającego się przewidzieć ociągania wśród brytyjskich funckjonariuszy państwowych wyraził zgodę na bezzwłoczne rozpoczęcie przygotowań do lotów RAF-u nad Warszawę." [...] "Powstały opóźnienia – być może nie do uniknięcia. Jednak akcja rozpoczęła się na wyraźne polecenie Churchilla."

Tymczasem Stalin, 5 sierpnia w odpowiedzi na depeszę Churchilla z poprzedniego dnia, komunikował mu:   "Myślę, że zakomunikowane Panu przez Polaków informacje są bardzo przesadzone i nie budzą zaufania ... Nie wyobrażam sobie jak takie oddziały mogą zdobyć Warszawę." Potem zresztą cały czas grał grę pt. "Powstanie? Jakie Powstanie?..."

"2 sierpnia Stalin wydał rozkaz (który potem zatajono) zatrzymania 1. Frontu Białoruskiego. Postanowił czekać i zobaczyć, jak się potoczą wypadki. Nie mniej moskiewska radiostacja im. Kościuszki twierdziła 3 sierpnia, że 'Armia Ludowa powstała do walki w Warszawie.'"

4 sierpnia sowiecka gazeta wojskowa Krasnaja Zwiezda opublikowała artykuł atakujący Powstanie, zatytułowany "Czarne sotnie generała Sosnkowskiego w akcji." (!)

Wehrmacht stawił czoła sowieckim kleszczom po obu stronach Warszawy. Na środkowym odcinku, właśnie na wschód od Pragi, zatrzymana 2 sierpnia rozkazem Stalina armia sowiecka musiała się wycofać nieco na wschód. Gen. Rokossowski ocenił zwłokę na dwa do trzech tygodni. 8 sierpnia przedstawił sowieckiej "Stawce" nowy plan, uzgodniony z gen. Żukowem, zlikwidowania niemieckiego wyłomu w trzecim tygodniu sierpnia, przeprawienia się przez Wisłę 25 sierpnia, zajęcia Warszawy i ruszenia na zachód, aż do Odry.

Około połowy sierpnia Stalin wydał rozkaz rozpoczęcia 20 sierpnia szturmu na Rumunię.   "Wszystkie inne zadania musiały zostać dostosowane do wymogów tej aktualnie priorytetowej operacji. Plan Rokossowskiego i Żukowa odłożono na półkę."


*


Grupa dominująca w polskim rządzie na uchodźstwie postawiła wszystko na wiarę, że zachodnie mocarstwa pomogą znaleźć jakieś wyjście wobec nieprzejednanej postawy Stalina. 'W końcu Stalin otrzymuje ogromną pomoc z Zachodu': nie przyjmowali do wiadomości, że Roosevelt i Churchill mogliby rzucić ich na pożarcie Stalinowi.   "Bez oporu przystali na żądanie Churchilla i zgodzili się wysłać premiera Mikołajczyka do Moskwy na spotkanie twarzą w twarz ze Stalinem."

31 lipca otwarty na kompromis premier Mikołajczyk przybył do Moskwy. Mołotow zaraz zapytał go wprost: "Po co Pan tutaj przyjechał?" 3 sierpnia Mikołajczyk został przyjęty przez Stalina. Stalin nie bardzo chciał go wysłuchać, ale dał mu do zrozumienia, że Polska otrzyma terytorialną rekompensatę do linii Odry i Nysy. Obiecał wydać polecenie pomocy Powstaniu, odmówił przerzucenia go do Warszawy, powiedział mu też:   "Nie pozwolimy na żadną akcję poza naszą linią. Dlatego musi się Pan porozumieć z Komitetem Lubelskim."

Wobec tego premier spotkał się z reprezentacją Komitetu Lubelskiego. Wanda Wasilewska oświadczyła mu, że w Warszawie nie ma żadnych walk. Bierut zażądał jego rezygnacji z urzędu i przekazania władzy komitetowi lubelskiemu. Oświadczył Mikołajczykowi, że jeśliby wrócił do Warszawy, nawet jako zwykły obywatel, zostałby aresztowany.

Davies podsumowuje wizytę Mikołajczyka w Moskwie:   "Wobec braku choćby symbolicznego wsparcia ze strony brytyjskich i amerykańskich dyplomatów, misja prowadziła donikąd. Premier zaczął pakować walizki. Niczego nie udało się osiągnąć."

Tymczasem, sowiecki oficer zrzucony wcześniej w Warszawie, kapitan Kaługin, wysyłał depesze adresowane do Stalina z prośbami o pomoc. Niedługo potem Mołotow wyparł się istnienia Kaługina.


*


Churchill zezwolił na loty RAF-u z Włoch nad Warszawę, ale Amerykanie byli bardzo wstrzemięźliwi wobec lotów USAF nad Warszawę i ich lądowania w bazach na terytorium sowieckim. Brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaprzeczyło zapewnieniom SOE o najwyższym priorytecie dla Powstania, Generał Gubbins wyjechał na kilka tygodni do Normandii, i priorytet cofnięto. 8 sierpnia Naczelny Wódz, gen. Sosnkowski powrócił z Włoch i oskarżył Brytyjczyków o porzucenie polskich sojuszników. Rozpętała się o to dyplomatyczna burza z Brytyjczykami.

16 sierpnia Andriej Wyszyński wobec ambasadora amerykańskiego oficjalnie zastrzegł sowiecki "sprzeciw by samoloty amerykańskie lub brytyjskie po zrzuceniu broni nad Warszawą lądowały na terytorium sowieckim, ponieważ rząd sowiecki nie życzy sobie, aby – pośrednio lub bezpośrednio – wiązano go z awanturą w Warszawie."

27 sierpnia prezydent Roosevelt odmówił przyłączenia się do depeszy do Stalina w sprawie Powstania zaproponowanej przez Churchilla.

Brytyjski minister informacji listownie odpowiedział Churchillowi w tonie wobec Polaków obraźliwym na jego list w sprawie niepublikowania przez prasę brytyjską wiadomości o agonii Warszawy i o "konsekwencji postępowania rządu radzieckiego." Norman Davies pisze:   "Chciałoby się potraktować to oświadczenie jak dowód oskarżenia."


*




Polskie Halifaxy MKII z 1586 Special Duty Squadron.


Pierwszy lot nad Warszawę wykonała w nocy 4/5 sierpnia polska 1586 Eskadra z siedmioma halifaksami brytyjskiej eskadry 148. Zrzut miał się odbyć w Puszczy Kampinowskiej, ale polskie załogi w tajemnicy poleciały wprost nad Warszawę. Wykonano tylko dwa udane zrzuty, pięć samolotów RAF-u zaginęło. Interweniowali wyżsi oficerowie RAF-u i loty nad Warszawę oficjalnie zawieszono.




Załoga Liberatora S-for Sugar w Brindisi przed lotem nad Warszawę 4 sierpnia 1944.
Drugi od prawej pilot, kpt. Jan Mioduchowski.




Liberator S-for Sugar po powrocie znad Warszawy,
po lądowaniu w Brindisi na dwóch silnikach i bez podwozia.
(Norman Davies wspomina ten konkretny lot tego samolotu.)


Jednak 8 i 9 sierpnia południowoafrykański SAAF poleciał na odpowiedzialność lokalnego dowództwa. 12 sierpnia na rozkaz Churchilla wznowiono loty nie bacząc na straty. W pierwszym miesiącu Powstania loty z Brindisi odbyły się 4, 8, 9, 12-18 i 20-27 sierpnia.




Jedna z polskich załóg Liberatora B-24, które latały ze zrzutami nad Warszawę z Brindisi.




Szczątki Liberatora z 31 Dywizjonu Bombowego SAAF
który został strącony nad Warszawą w nocy 14/15 sierpnia 1944.


"Na początku września gen. "Bór" poświadczył odbiór 250 granatników ppanc "Piat", 1000 stenów, 19 000 granatów i 2 000 000 sztuk amunicji."




Pojemnik z bronią ze zrzutu był skarbem dla Powstańców.


Ale koszty tego były straszliwe. Brytyjski marszałek lotnictwa Sir John Slessor obliczył później, że "tracono jeden samolot na każde 10 ton dostaw." Halifaxy miały 7-osobową załogę (nie 10-osobową, jak pisze autor). 4).




Groby pilotów RAF i SAAF poległych w lotach nad Warszawę.
British Commonwealth War Cemetery, Kraków-Rakowice.
(fot.   Andrzej Kobos)


Sowieci nie zezwolili na lądowanie nawet uszkodzonym samolotom RAF-u. Wielokrotnie alianckie samoloty zostały ostrzelane przez samoloty sowieckie lub sowiecką artylerię (!).

Davies podkreśla, że archiwa moskiewskie w sprawie alianckich zrzutów nad Warszawę ciągle pozostają niedostępne.


*


12 sierpnia sowiecka agencja TASS ogłosiła komunikat potępiający "lekkomyślną awanturę" w Warszawie, wywołaną przez "bandę zbrodniarzy". 15 sierpnia na spotkaniu z ambasadorami amerykańskim i angielskim Stalin, Mołotow i Wyszyński bez ogródek dali wyraz sowieckim imperialnym zamiarom wobec Polski.

19 sierpnia Paryż był wolny... Oswobodzony w powstaniu francuskiego ruchu oporu, który po paru dniach zobaczył wkraczające z pomocą oddziały francuskiej dywizji pancernej gen. Leclerca (walczące pod dowództwem amerykańskim), które były przecież dalej od miasta i nie miały do niego zaraz wkraczać...

24 sierpnia dekret PKWN uznał wszystkie organizacje konspiracyjne, łącznie z Armią Krajową, za nielegalne. 4 września w organie PKWN Rzeczpospolita [sic!] ukazał się artykuł pt. "Ostrzegamy", w którym znalazło się przerażające stwierdzenie: "Kto występuje przeciwko obozowi polskiemu [czyli przeciwko PKWN], ten jest w obozie hitlerowskim. Trzeciego obozu nie ma".

22 sierpnia premier Mikołajczyk ogłosił plan dojścia do porozumienia z Sowietami, zawierający poważne ustępstwa terytorialne i uznanie PPR za piątą, równą siłę polityczną w Polsce. 30 sierpnia plan ten został przesłany do Moskwy i nie doczekał się odpowiedzi. Nikt z brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych   "nie kiwnął palcem, żeby się o nią postarać". 1 września Naczelny Wódz gen. Sosnkowski ogłosił w rocznicowym rozkazie jawne potępienie aliantów za brak pomocy powstańczej Warszawie. Tego samego 1 września dziennikarz Eric Blair czyli George Orwell ogłosił w Tribune   "najostrzejszy w tonie i najbardziej wnikliwy artykuł, jaki kiedykolwiek napisano w Wielkiej Brytanii na temat Powstania Warszawskiego:

"Gdyby jutro Stalin przestał popierać PKWN i uznał rząd w Londynie, cała brytyjska inteligencja poszłaby za nim jak stado baranów."

*


12 września siły sowieckie przerwały niemieckie linie w okolicy Rembertowa. 13 września 143 Dywizja piechoty doszła do prawego brzegu Wisły na wysokości Saskiej Kępy.   "Sowieccy żołnierze i warszawscy powstańcy po raz pierwszy stanęli twarzą w twarz. [...] Największa armia świata stała w odległości kilkuset metrów." Negocjatorzy KG AK przerwali pierwsze rozmowy kapitulacyjne z Niemcami.

Nad Warszawą znowu pojawiły się sowieckie samoloty – dwupłatowe "kukuruźniki". Zrzucały nieco broni i konserwy z amerykańską tuszonką. Żywili się nią żołnierze Zgrupowania "Radosława" – płk. Jana Mazurkiewicza – broniący Czerniakowa jako przyczółka dla oczekiwanej sowieckiej przeprawy przez Wisłę.

16 września na rozkaz gen. Berlinga, uzgodniony z gen. Rokossowskim, jednostki należące do 1. Batalionu 9. PP 1. Armii WP z ogromnymi stratami sforsowały Wisłę i połączyły się z żołnierzami AK ze Zgrupowania "Radosława".   "Dokonało się długo wyczekiwane połączenie sił. Teoretycznie rzecz biorąc, połączenie się powstańców z zachodniego brzegu Warszawy z sowieckim wojskiem z brzegu wschodniego powinno było dać kombinację umożliwiającą zwycięstwo."

Dla nawiązania łączności na drugi brzeg przeprawiła się misja AK (w skład której wchodził oficer AL), taszcząc radiostację, licząc na spotkanie z Rokossowskim. Zostali natychmiast zatrzymani przez NKWD i zabrani przez kontrwywiad – SMIERSZ. 17 września, via Londyn i Moskwa, gen. "Bór" podał gen. Rokossowskiego lokalizację telefonicznego kabla podziemno-podwodnego, wciąż nadającego się do użytku. Na próżno.

Poza kilkoma dalszymi przeprawami berlingowców, desant z prawego brzegu nigdy nie został wsparty większą inwazją sowiecką, a nawet żadnymi sowieckimi oddziałami liniowymi. Żołnierze Berlinga zupełnie nie byli wyszkoleni do walk w mieście. Na przyczółku Czerniakowskim ponieśli ogromne straty. Nie stanowili istotnej pomocy militarnej. W momencie kapitulacji Czerniakowa 23 września niektórzy zdołali ewakuować się przez Wisłę, a liczni poszli do niemieckiej niewoli wraz ze swoim dowódcą mjr Łatyszonkiem i żołnierzami AK. Drugi przyczółek Berlingowców na północnym Marymoncie został doszczętnie wybity przez Niemców. Desant oddziałów armii Berlinga pozostaje zagadką, co do motywów sowieckiego zezwolenia na niego; sztab Berlinga był przecież obsadzony przez Rosjan a Rokossowki nie zmienił swojego bezczynnego stanowiska.

PKWN zresztą oskarżył gen. Berlinga o knowania z "Borem", zaś Berling oskarżył PKWN o trockizm..., a NKWD nadal wyłapywało AK-owców (również i na Pradze) jako "faszystów". To była już nie bierność sowiecka, lecz czynne współdziałanie z Niemcami. I to pomimo tego, że jeszcze w sierpniu oddziały AK ciągle jeszcze realizując Plan Burza, jako "przyjaźni gospodarze" razem z wojskami Rokossowskiego wyzwalały podwarszawskie miejscowości Garwolin, Mińsk Mazowiecki i Radzymin. (W styczniu 1945 powtórzyło się to w Częstochowie!)


*




Widok Śródmieścia Warszawy z pokładu alianciego samolotu w połowie sierpnia 1944;
okolice Placu Bankowego, pożar w rejonie ul. Senatorskiej.


We wrześniu nastąpiły dalsze loty RAF-u z Włoch nad Warszawę. Ogólne straty lotów z Włoch określono na 31 spośród 186 samolotów, czyli 16.7 procent. Największe zanotowane straty RAF-u w nalocie na Norymbergę w nocy 30/31 marca 1944 wyniosły 11.8 procent.

15 września, Naczelny Wódz wydał rozkaz aby 301. Dywizjon Bombowy Ziemi Pomorskiej, znany jako 1586 Eskadra do Zadań Specjalnych, latający z Brindisi nad Warszawę, nosił odtąd nazwę "Dywizjon 301 Obrońców Warszawy". Był to jego ostatni, symboliczny akt przed zdymisjonowaniem, wymuszonym wspólnie przez Sowietów i Brytyjczyków. 30 września prezydent RP Władysław Raczkiewicz odwołał gen. Sosnkowskiego z funkcji Naczelnego Wodza i w symbolicznym lecz bez znaczenia geście mianował na jego miejsce gen. Tadeusza "Bora"-Komorowskiego, który w trzy dni później poszedł do niemieckiej niewoli.

18 września doszła do skutku jedyna amerykańska dzienna wyprawa lotnicza nad Warszawę, tzw. misja "Frantic" stu dziesięciu "latających fortec" B-17. 105 samolotów zrzuciło z dużej wysokości 1284 zasobników, z których tylko 228 (inne źródła podają 188) zostało odebranych przez powstańców. W pierwszej chwili warszawiacy wpadli w euforię, sądząc, że zrzucani są polscy spadochroniarze...




Samoloty misji "Frantic" USAF nad Wilanowem po zrzutach na Warszawą.


Trzy samoloty zawróciły wcześniej, dwa zostały strącone przez Niemców (jeden nad Dziekanowem), 105 lądowało w sowiecko-amerykańskiej bazie lotniczej pod Połtawą na Ukrainie. Zorganizowanie tej wyprawy, chociaż tak bardzo późno, było sukcesem politycznym, niestety odosobnionym. Stalin w końcu zgodził się na lądowanie samolotów amerykańskich, ale zanim zorganizowano następną wyprawę, Stalin znowu zmienił zdanie a Powstanie upadło. Frontowy generał Teliegin raportował mu, że   "lotnictwo angielskie i amerykańskie, zrzucając ładunki, faktycznie nie pomaga powstańcom, lecz zaopatruje Niemców."

21 września polska 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa została zrzucona pod Arnhem w Holandii, w drugiej fali niefortunnej brytyjskiej operacji "Market Garden", zakończonej klęską i ogromnymi stratami. Prawdą jest jednakże, że zachodni alianci nie dysponowali środkami technicznymi na przetransportowanie polskiej brygady nad Warszawę.




Polscy spadochroniarze ładują się do samolotu przed zrzutem nad Arnhem 21 września 1944.
(Courtesy of former Polish paratrooper Ludwik Lechociński of Edmonton, AB, Canada)


23 września ambasadorowie Wielkiej Brytanii i USA ponownie interweniowali u Stalina. Stalin odpowiedział im:   "Nikt nie może odnaleźć tego generała Bora. Nie wiemy gdzie on jest. Widocznie wyjechał z Warszawy." 30 września przewodniczący PKWN Osóbka-Morawki oświadczył, że gen. "Bór" jest zbrodniarzem wojennym.

Brytyjczycy próbowali ograniczać swoje szkody polityczne. 26 września premier Churchill oddał w Izbie Gmin hołd   "bohaterstwu i wytrwałości polskiej Armii Krajowej". Nie zapobiegło to mocno kłopotliwym pytaniom niektórych brytyjskich posłów. Brytyjczycy twierdzili, że nic więcej nie mogli zrobić.




Znaczek pocztowy wydany w Londynie pod koniec 1944 roku.


*


W dniach 27/29 września dywizja SS Hermann Göring przy wsparciu lotniczym zlikwidowała Zgrupowanie Kampinos AK. 27 września skapitulował Mokotów. 30 września skapitulował Żoliborz.

W rokowaniach kapitulacyjnych prowadzonych od 28 września delegacja Armii Krajowej wynegocjowała z Niemcami pozornie nienajgorsze warunki. Powstańcy otrzymali od Niemców status jeńców wojennych i obietnicę (dotrzymaną) zaniechania represji, cała ludność cywilna Warszawy miała opuścić zrujnowane miasto. 2 października o 19:00 padł prawdopodobnie ostatni strzał Powstania. Ostatni rozkaz gen. "Bora" kończył się zdaniem:

"Wierzę, że w ciężkich zmaganiach przez obfitą ofiarę krwi wywalczymy zwycięstwo, a przez nie wolność Ojczyzny."

Od wybuchu Powstania do wymarszu z Warszawy ostatnich oddziałów AK do niemieckiej niewoli upłynęło 66 dni.

W praktyce infrastruktura Armii Krajowej przestała w praktyce istnieć, choć pozostawiono w podziemiu część personelu wojskowego dla ewentualnej drugiej konspiracji.


* * *


Rozdział Finale nie kończy książki Normana Daviesa. Kończy tylko 61 procent jej objętości.

Nie będę tutaj omawiać części VI książki – Vae victis: Biada zwyciężonym, 1944-1945, części VII – Represje stalinowskie 1945-1956 i części VIII – Echa Powstania, 1956-2000. Materiał omówiony w nich jest wielkiej wagi dla kompleksowego zagadnienia Powstania Warszawskiego na szerokim tle wydarzeń, także i późniejszych. Pomijam je nie dlatego, że uważam je za mniej ważne lub mniej informatywne, lecz dlatego, że w tym omówieniu książki Normana Daviesa skoncentrowałem się na aspektach nieudzielenia Powstaniu właściwej pomocy przez wschodnich i zachodnich aliantów z Grand Alliance – Wielkiej Koalicji. Podkreślam jeszcze raz, że książka Powstanie '44 stanowi ogromną całość.


Raport przejściowy

Norman Davies kończy Powstanie '44 rozdziałem zatytułowanym Raport przejśćiowy, zawierającym skondensowane wnioski autora.

Z uwagi na wagę tych wniosków, obszerne fragmenty tego rozdziału przytoczone są w towarzyszącej "antologii".


* * *


Zakończę ogólnym wnioskiem, który nasunął mi się już dość wcześnie w trakcie czytania Powstania '44 Normana Daviesa.

Nieżyjący już Profesor Aleksander Gieysztor, wybitny historyk i b. oficer Armii Krajowej, ps. "Borodzicz", b. szef BIP KG AK, w roku 1994, na 50-lecie Powstania, w artykule Jak z tragedii greckiej, napisał, że stłumienie Powstania Warszawskiego przyszło z obu stron Wisły. To oczywiście pozostaje prawdą, sam Norman Davies pisze, że były to zmagania trzech. Nie mniej, mój wniosek nasuwający się z udokumentowanej i szczegółowej opowieści Normana Daviesa jest straszniejszy: Zgniecenie Powstania Warszawskiego przyszło z trzech stron. Ta trzecią, chociaż zda się niezamierzoną stroną byli zachodni sojusznicy Polski: Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Wniosek okrutny dla wszystkich. W każdym razie, zachodni sojusznicy nie zrobili nic poza ograniczonymi i militarnie mało skutecznymi zrzutami broni (choć okupionymi śmiercią ponad 300 bohaterskich lotników alianckich). Norman Davies w przedmowie do swojej książki cytuje z jej recenzji (2003) napisanej przez wybitnego brytyjskiego historyka wojskowości Sir Max'a Hastings'a:   "Nieszczęściem Polaków było to, że byli znienawidzeni i przez Rosjan i przez Niemców i że przyglądała im się obojętnie większość zachodnich aliantów."


Andrzej M. Kobos
październik-listopad 2004.




Przypisy:
  1. Norman Davies, Powstanie '44. Przekład Elżbieta Tabakowska. Wydawnictwo Znak, Kraków 2004, 960 pp.   (powrót)

  2. W pierwszym rozdziale książki Norman Davies przypomina, że 25 lipca 1944 wieczorem w Barnes Lodge, centrum komunikacji radiowej służb brytyjskich z okupowanymi krajami Europy, Polski w szczególności. odebrano niezaszyfrowaną depeszę:   "Pułk X otoczony". "Rozbrajają nas" [...] "Żegnajcie bracia." Zgodnie z regułami depeszę tę wówczas zignorowano jako otwartą, możliwe że pochodzącą od wroga. Potem dopiero okazało się, że depesza była autentyczna; donosiła o rozbrajaniu przez armię sowiecką 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK na Lubelszczyźnie.   (powrót)

  3. Życiową pępowiną polskiego ruchu oporu było zaopatrzenie z Wielkiej Brytanii: "cichociemni" skoczkowie-komandosi, broń, radiostacje, pieniądze itp. Odpowiedzialna za to była polska sekcja Special Operations Executive, najstarsza gałąź SOE.

  4. Brytyjski marszałek lotnictwa Sir John Slessor napisał po wojnie o lotach nad Warszawę:
    "Jest to historia najwspanialszego męstwa i poświęcenia ze strony naszych załóg lotniczych RAF-u, południowoafrykańskich, a przede wszystkim polskich, nieśmiertelnego bohaterstwa ze strony Polskiej Armii Podziemnej walczącej mimo rozpaczliwych i coraz bardziej beznadziejnych szans w udręczonej Warszawie i najbardziej podłej, popełnionej z zimną krwią zdrady ze strony Rosjan."

    (cytat za: Stanisław Kopf, 63 dni, Wyd. Bellona, Warszawa 1994)





    Piloci z nad Warszawy 1944; Warszawa 1994.
    Od lewej: Niezidentyfikowany, USAAF; William Burlett, SAAF; Edward Burcham, SAAF.
    (fot.   Andrzej Kobos)




N.B. Wybór i źródła ilustracji w tym artykule są moje (amk). Zdjęcia dotyczą tylko aspektu politycznego i alianckiej pomocy lotniczej Warszawie.

Tylko jedno zdjęcie pochodzi z książki Powstanie '44. Większość zdjęć dotyczących lotów nad Warszawę pochodzi z albumu Stanisława Kopfa pt. 63 dni.






Teksty analizujące i wspomnieniowe o Powstaniu Warszawskim zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2004 Zwoje