Zamieszczamy tekst z Rocznika Krakowskiego (tom V, 1902) o domniemanych pozostałościach pierwszych, czternastowiecznych budynków "Kazimierzowskiego" Uniwersytetu krakowskiego na Kazimierzu w Krakowie.
Zachowujemy oryginalny, staroświecki już dzisiaj styl i pisownię, poza kilkoma słowami, których dawna ortografia utrudniałaby dziś ich zrozumienie. (AMK)
ŚLADY UNIWERSYTETU KAZIMIERZOWSKIEGO ?
STANISŁAW TOMKOWICZ
Sprawa założenia uniwersytetu krakowskiego przez Kazimierza Wielkiego należy do najciemniejszych kwestyj historycznych, odnoszących się do starego Krakowa. Wywołała ona już sporą literaturę 1-5). Mimo stosu zadrukowanego papieru dziś wiadomo na pewne tylko tyle, że Kazimierz Wielki w r. 1364 wystarał się o prawo założenia uniwersytetu, i około tego czasu otworzył jakąś niekompletną szkołę, której żywot trwał niedługo. Nie wiemy, gdzie wykłady się odbywały. Zdaje się, że król rozpoczął budować gmach na pomieszczenie nowej instytucyi, ale budowy nie dokończył. I tego nawet dokładnie nie wiemy, gdzie ona stanąć miała.Przez długi czas jedynem źródłem mówiącem o pierwotnem miejscu założenia uniwersytetu, był Długosz. W jego Historyi (Lib. IX; wydanie Przeździeckiego, tom III, str. 284) pod r. 1361 czytamy, że Kazimierz Wielki chcąc królestwo swoje uświetnić uniwersytetem, stawiał w tym celu w mieście Kazimerzu przezeń pod Krakowem na gruntach wsi kapitulnej Bawoł założonem, na placu rozległym, we wszystkich kierunkach około 1000 kroków mierzącym, w pobliżu muru (zapewne miejskiego) domy piękne, izby sklepione, lektorya i oficyny, wszystko murowane. Śmierć króla przeszkodziła doprowadzeniu dzieła do końca, a fundacya sama i uposażenie spełzły na niczem.
Bawoł, dziś nie istniejący, była to wieś na prawym brzegu Wisły leżąca. Zwano ją w dawnych wiekach "Bamwol" albo "Bamwoł", także z pisownią "Banuol". Gdy Wisła jeszcze płynęła korytem dawniejszem, nazwanem później Starą Wisłą, a w ostatnich czasach zasypanem i zamienionem na ulicę Dietlowską, Bawoł rozciągał się na części cyplu, utworzonego na południe Krakowa przez Wisłę i tę część przedłużenia biegu rzeczki Wilgi, która obecnie stanowi koryto Wisły między Kazimierzem a Podgórzem, a nawet sięgał podobno poza Wilgę, jak Długosz w Lib. benef. zapewnia, aż do góry Lasoty, czyli do Krzemionek. Wydawca Kodeksu dypl. m. Krakowa twierdzi, że od południa Bawoł graniczył ze wsiami Zabłociem, Wolą (duchacką) i Łagiewnikami. Przypuszczamy, że od zachodu sąsiadował z pierwotną podskałeczną osadą Krakowa; bo chociaż zdaje się istotnie, iż miasto Kazimierz powstało na gruntach Bawołu, to przecie nie ma powodu mniemać, że Skałka i najstarsze miejskie parafie koło niej (ś. Jakób, jako parafialny, jest wspomniany już r. 1326 w wykazie świętopietrza) stoją na dawnem terytoryum Bawołu; owszem istnieją te odrębne nomenklatury współcześnie z wiadomościami o Bawole; a jeżeli w przywileju z r. 1335 nadającym miastu Kazimierzowi prawo niemieckie nie ma mowy o wsi Bawole, wolno przypuszczać, że właściwym zawiązkiem miasta Kazimierza istotnie była stara osada Krakowa, a dopiero następnie rozszerzyło się ono i na grunta Bawołu. Wszak wieś Bawoł rzeczywiście już po założeniu miasta Kazimierza istniała samoistnie i dopiero w pięć lat później nowemu miastu Kazimierzowi została odstąpioną.
Bawoł w źródłach 6) wspomniany jest po raz pierwszy jakoby w r. 1198, i wtedy "Andreas frater Mathei" miał go darować klasztorowi miechowskiemu. Jeżeli to nasz Bawoł, nie wiemy, jak wiadomość pogodzić z datami następnemi, które są zupełnie wiarygodne. W r. 1278 jako właściciel występuje "comes Laurentius de Bamwol", który wchodzi w układy pieniężne z kapitułą katedry krakowskiej W r. 1314 kapituła już od pewnego czasu jest w posiadaniu tej wsi. W r. 1322 wspomniany jest kościół ś. Wawrzyńca na Bawole. R. 1340 król Kazimierz chcąc wyrządzić łaskę i przysługę mieszczanom kazimierskim, dał im na własność Bawoł, który nazywa swojem dziedzictwem; zatem obok wsi była i królewszczyzna tej nazwy.
Kiedy potem zakładano mury miejskie miasta Kazimierza – wtedy prawdopodobnie objęto nim i kościół parafialny Bawołu, i odtąd stanowił on kościół parafialny miejski. Bawoł jako osobna miejscowość znika niezbyt długo po roku 1340, w drugiej połowie XIV wieku – a pamiątka dawnej wsi zachowała się jedynie w nazwie placu "Bawół", w pobliżu starej synagogi, pomiędzy wschodnim końcem ulic Józefa i ś. Wawrzyńca, która to nazwa do dziś dnia się utrzymuje.
Zachodzi pytanie, czy Długosza twierdzenie o założeniu uniwersytetu zasługuje na wiarę w całej rozciągłości. Późniejsze badania nie w zupełności je stwierdziły. Przedewszystkiem data przezeń podana nie da się utrzymać. Dziś wiemy napewne, że uniwersytet nie został założony przed r. 1364, a nawet, że pierwsze kroki (celem uzyskania papieskiego zezwolenia na otwarcie tej szkoły przedsięwzięte zostały przez króla dopiero w r. 1363 7). Bez zgody papieża zaś, według ówczesnych zwyczajów i pojęć, monarcha chrześciański nie mógł myśleć o fundowaniu uniwersytetu. Zdaje się, że Długoszowa data 1361 r. polega na prostej pomyłce przepisywaczy.
Tak w suplice do papieża, jak w zezwoleniu i wszystkich dziś znanych aktach tej sprawy, jest mowa nie o Kazimierzu ani Bawole, tylko wyłącznie o Krakowie. Co więcej, rajcy i ławnicy krakowscy w samym dniu wystawienia przywileju królewskiego na założenie Uniwersytetu (12 maja 1364 r.) zobowiązują się przestrzegać ustaw normujących stosunek założonej przez króla szkoły do władz miejskich i do mieszkańców i biorą niejako pod swoją opiekę młodą instytucyę. Nie podobna przypuścić, aby Kraków mógł i chciał rozciągać swoją protekcyę na instytucyę sąsiedniego odrębnego miasta, jakiem był wówczas Kazimierz.
Prócz tego jeszcze jedna nieścisłość Długoszowa, na pozór podrzędna, ale dość jednak ważna i uderzająca. Mówi on, że plac uniwersytecki zajmował przestrzeń, we wszystkich kierunkach mierzącą około 1000 kroków. Otóż cały Kazimierz, jak był objęty murami, mierzy od wschodu do zachodu mało co nad 1000 kroków, a w kierunku od południa do północ nie więcej jak 700 kroków. A wszakże uniwersytet miał być na Kazimierzu nie pod Kazimierzem na wsi, i mógł zajmować tylko część tego miasta. Te wszystkie sprzeczności wywołały u niektórych badaczy wogóle wątpliwość co do całej wiadomości o uniwersytecie na Kazimierzu. A jednak mamy silne poszlaki, nawet dowody, że nie była ona wyssaną z palca.
W dalszym ciągu zacytowanego ustępu swej Historyi, pisze Długosz, że w r. 1478, zatem niemal współcześnie z pisaniem tego ustępu dzieła, gdy budowa Kazimierzowskiego uniwersytetu na Bawole wskutek zaszłej śmierci króla nie została doprowadzoną do końca, on sam, Długosz, za zgodą Kazimierza Jagiellończyka chciał na tem miejscu wybudować klasztor Kartuzów. Lecz zamiaru tego nie mógł wykonać, gdyż Kazimierzanie miejsce długi czas opuszczone i bez pana pozostające zajęli byli swoimi domami i ogrodami, a oparłszy się na prawie zasiedzenia, nie tylko sprzeciwili się odebraniu placu (zapewne przez króla), lecz nawet ofiarowanego jako odstępne wynagrodzenia przyjąć nie chcieli. W kilku jeszcze innych miejscach tak Historyi, jak Liber. benef. dziejopisarz nasz wspomina o tej posiadłości i powtarza, że budynki uniwersyteckie były tylko "zaczęte, lecz nie dokończone".
Nie mamy żadnego powodu, by wątpić o prawdziwości tego opowiadania Długoszowego, nie tylko co do ogólnej osnowy, ale i co do szczegółów. Przecież musiał chyba znać realność, o której nabycie traktował – a jeżeli w ustępie pierwszym mówił o zaczętych przez Kazimierza pięknych budynkach, izbach sklepionych i oficynach, to już sama ta szczegółowość świadczy, że opisuje to na co własnemi niegdyś przynajmniej patrzał oczyma, Epoka Kazimierza Wielkiego za życia Długosza; zwłaszcza za młodych jego lat, nie była tak odległą, więc zapewne i nie myliła żywa jeszcze tradycya, która te właśnie niedokończone i pustką stojące budowle wskazywała jako uniwersytecką fundacyę Kazimierza Wielkiego.
Zresztą teksty te Długosza znajdują co do głównego punktu potwierdzenie w przywileju Kazimierza Jagiellończyka ogłoszonym z oryginału po raz pierwszy w książce Brandowskiego. Oczywiście stoi on w związku z opowiadaniem Długosza i datę jego tylko o rok uprzedza. Król w r. 1477 mówi w nim o fundacyi klasztoru Kartuzów na Kazimierzu, w sąsiedztwie Krakowa, w miejscu, gdzie niegdyś Kazimierz Wielki uniwersytet założyć był postanowił, mówi o obejściu ("ambitus") starego kollegium królewskiego, tudzież rozporządza materyałem kamiennym, czy też ceglanym, tamże znajdującym się. Królewski dziedzic tej realności, zapewne nie na wiatr wyrażał się o niej z taką drobiazgową dokładnością.
Sprzeczność istniejącą między Długoszem, popartym przez przywilej Kazimierza Jagiellończyka i tradycyą z jednej strony, a dokumentem założenia uniwersytetu z drugiej strony, różnie próbowano rozwiązać. Brandowski przypuszczał, że Kazimierz Wielki pierwotnie zamierzał fundować uniwersytet na Kazimierzu, lecz wskutek oporu kuryi papieskiej zmienił potem postanowienie i założył go w Krakowie. Niestety śladu ani tego pierwotnego jakoby zamiaru królewskiego, ani oporu kuryi nikomu dotąd nie udało się znaleźć. Bardziej trafia do przekonania hipoteza prof. Krzyżanowskiego, że wprost przeciwnie najpierwszą siedzibą nowego uniwersytetu miał być, a nawet zapewne był Kraków. Zaraz w pierwszych latach po wprowadzeniu instytucyi w życie pojawiły się trudności. Organizacya uniwersytetu polegała na systemie bolońskim. Mieszkania profesorów miały być wspólne, studenci mieli być rozproszeni po prywatnych lospicyach. Czy w Krakowie gęsto zaludnionym okazała się niemożność pomieszczenia uczniów, czy mieszczanie zamiarowi królewskiernu opór stawili, na jedno to wyjdzie. Dość, że potem dopiero względy jakieś wpłynęły na postanowienie przeniesienia instytucyi na miejsce wolne na terytoryum Bawołu tuż przy Kazimierzu. Prof. Krzyżanowski sądzi, że przeniesienie uniwersytetu krakowskiego na Kazimierz mogło tylko oznaczać zamianę bolońskiego systemu hospicyów, na system paryski kollegiów ze wspólnemi także uczniów mieszkaniami. To tłomaczyłoby wielki obszar placu przeznaczonego na uniwersytet, o którym opowiada Długosz. Wymiary obszaru tego jednak, jak wiemy już, są szczegółem więcej niż wątpliwym, a pamiętać także nalezy, iż Długosz wyraźnie wspomina jedynie o wspólnych mieszkaniach profesorów i magistrów.
Bądź co bądź z zestawienia wszystkich tych źródeł wynika jako pewnik tylko tyle: że istniał na Kazimierzu plac uniwersytecki, i na nim jakieś okazałe, może rozległe budowle, zaczęte zapewne w parę lat po r. 1364 przez Kazimierza Wielkiego; że te budowle dokończonemi, a zatem i zużytkowanemi na uniwersytet nie zostały przez króla, któremu śmierć w r. 1370 przeszkodziła zamiar wprowadzić w życie. Późniejsze zmiany polityczne nie dozwoliły równiez jego następcom podjąć rozpoczęte dzieło. W jakiem zaś stadyum Kazimierz je odumarł, tego zapewne nigdy wiedzieć nie będziemy. Z przytoczonych wyrażeń Długosza sądzić by można, że stanęło wówczas coś więcej, niż fundamenty, jakieś mury wzniesione nad powierzchnię ziemi, może do sklepienia parteru. Place i mury stały długi czas pustką, aż pozajmowali je w drugiej połowie XV w. bezprawnie okoliczni mieszkańcy Kazimierza, przy których też pozostały prawem zasiedzenia, pomimo próby odebrania ich i przeznaczenia na klasztor, podjętej przez Kazimierza Jagiellończyka wskutek instancyi Długosza.
Do oznaczenia bliższego, w którem miejscu na Kazimierzu znajdowały się te budynki, mamy nadzwyczaj mało danych, i te jeszcze są nader nie jasne. Kwestyą tą zajmowało się dotąd właściwie dwóch badaczy w XIX w. i każdy z nich doszedł do bardzo odmiennych wyników. Towarzystwo naukowe krakowskie przedsięwzięło pierwsze poszukiwania na miejscu, a sprawozdanie z prac wybranej do tego komisyi ogłosił ś.p. Łuszczkiewicz w r. 1865. Opatrzony znacznym zapasem erudycyi – a przytem baczny obserwator wszystkich śladów dawnego Krakowa, odkrywanych przy sposobności robót ziemnych, widział on miejsce uniwersytetu Kazimierzowskiego "na rozległym placu oddalonym od miasta żydowskiego, a okolonym od tegoż murem z 1627 r., a od wschodu i południa murem miejskim, zajętym w części przez kościół ś. Wawrzyńca... Plac ten zamkniętym jest ulicami ś. Wawrzyńca i Gazową, murem miejskim od zakładu gazowego ponad brzegiem Wisły az do muru z 1627 r. biegnącym, nakoniec od północy sąsiadujący z żydowskiem miastem i bożnicą starą"... To stawiał Łuszczkiewicz jako pewnik; jako prawdopodobne przypuszczał jeszcze, że budowle same stały "w pobliżu rynku miasta" (Kazimierza, czyli dzisiejszego placu Wolnica) i dodawał, że różne znalezione fragmenty architektoniczne gotyckie, oraz piwnica jednego domu "dozwalają domyślać się frontu gmachów akademickich przy dzisiejszej ulicy Gazowej".
Obszernie i długi czas pracował nad tą sprawą ś.p. Eustachy Ekielski, a wyniki swych mozolnych dochodzeń ogłosił w kilka lat po Łuszczkiewiczu, do którego stanął w opozycyi. Niestety brak metody naukowej i nieznajomość historyi stylów architektonicznych przywiodły go do postawienia całkiem stanowczo twierdzeń, niewytrzymujących krytyki. Reszty budowli uniwersyteckich znalazł on rzekomo przy ulicy wówczas zwanej Żydowską, a będącej dziś przedłużeniem ulicy Józefa, blisko narożnika ulicy Kierków czyli dzisiejszej Jakóba, obok bóżnicy, jak on nazywa "nowej", a właściwie zwanej "wysoką ". Jego własne dowody zbijają to twierdzenie, gdy rzekome architektoniczne zabytki budowli Kazimierowskich publikowane przezeń noszą wszelkie i wyłączne cechy stylu rozkwitłego renesansu, i mogłyby jedynie być szczątkami pałacu której z możnych rodzin szlacheckich mających w tej okolicy jeszcze w XVI wieku swoje rezydencye.
Sama ta niezgodność wyników dochodzeń dwóch badaczy, posługujących się bądź co bądź tym samym mniej więcej zapasem materyałów – świadczy wymownie, ile te materyały są niedostateczne. Istotnie, wiadomości źródłowe, któreśmy wyżej wyliczyli, wskazywać mogą co najwyżej ogólnikowo, że plac uniwersytecki, jeżeli leżał na gruntach dawnego Bawołu – a w pobliżu muru miejskiego Kazimierskiego – musiał znajdować się w stronie wschodniej miasta Kazimierza, bo zachodnia nigdy części Bawołu podobno nie stanowiła. Historycy XVI wieku nic prawie do tej wiadomości nie dodają: co do wieku XV po większej części przepisują oni lub swojemi słowami powtarzają Długosza. Najwyżej jeden drobny przyczynek przynosi Miechowita, który dodaje jakoby od siebie, że król Jan Olbracht wypędzając żydów z Krakowa po pożarze 1494 r., przeniósł ich "na Kazimierz, pod mur, w sąsiedztwo kościoła ś. Wawrzyńca, gdzie niegdyś były stawiane budynki Kazimierzowskie dla pomieszczenia uniwersytetu. Tam oni pozostają do dziś dnia". Miechowita, który umarł r. 1523, przeżył Długosza o 40 i kilka lat; można łacno przypuścić, iż jeszcze zasłyszał coś o owych starych, znanych Długoszowi szczątkach i położenie ich określił dość trafnie w ogólności. Były one, nie wątpimy o tem, niedaleko ś. Wawrzyńca.
Co do szczegółu o żydach, jeżeli prawdą jest, co pisze Długosz, że mieszkańcy Kazimierza w r. 1478 (nie żydzi, bo ci dopiero później tu przybyli), byli sobie przywłaszczyli mury pouniwersyteckie, tak, że nie ustąpili ich królowi, który tu chciał osadzić Kartuzów, to jakże z tem pogodzić okoliczność, że w r. 1494 ci sami Kazimierzanie usunęli się bez protestu Żydom, przeniesionym tu z Krakowa? Nie słychać zaś nic o jakowymś ich oporze lub procesach stąd powstałych. Mimo to zdaje się, że twierdzenie Miechowity bezpodstawnem nie jest. Przemawia za tem ugoda zawarta między żydami a uniwersytetem w r. 1752, oblatowana w grodzie krak. r. 1774 8), w której czytamy, że "Synagoga żydowska Kazimierza przy Krakowie poczuwając się i znając do powinności i obowiązków swoich, które od najpierwszego zaraz założenia swojego na Kazimierzu miała i nieprzestannie aż do tego czasu zachowywała, ...t.j. żeby prócz innych pensyj i danin za miejsca i osiadłości swoje na Kazimierzu, niegdyś przesławnej Akademii krakowskiej od Kazimierza II nadane i własne, a potem przez tę synagogę za króla Jana Albrachta posiadłe, wydawaniem korzenia wszelakiego na W. Rektora, Doktorów i Profesorów, kollegia, burse i szkoły tejże Akademii okupowali się" itd.
Jeszcze jeden nowy szczegół dodaje do tych wiadomości Kromer. Pisze on. w swej historyi, znów opowiadając swojemi słowami to, co nakreślił Miechowita, że po r. 1494 żydów przeniesiono na Kazimierz "nad b r z e g W i s ł y, w miejsce, gdzie Kazimierz Wielki. zaczął był stawiać szkołę". Otóż cała wschodnia część Kazimierza, nie znajdowała. się blisko brzegu Wisły. Owszem rzeka odsuwała się tu znacznie od murów miasta, przy których, jak wiemy na pewne, miał stanąć uniwersytet. Blisko murów płynęła tylko w stronie zachodnio-północnej, tam, gdzie od wieków wznosiła się Skałka, tudzież po pod przybyłym później klasztorem ś. Katarzyny i jeszcze dalej w pobliżu ul. Krakowskiej. Tu zaś o budowaniu uniwersytetu nigdy mowy nie było. Możemy nad tym szczegółem przejść do porządku, wiedząc zresztą, że Kromer nie zawsze w swoich twierdzeniach był całkiem ścisłym.
Niemałą pomocą w bliższem określeniu miejsca uniwersytetu Kazimierzowskiego mogłyby być stare plany i widoki miasta. Wszelako znane widoki od końca XV w, wcale nie uwzględniają tych gmachów, natomiast niektóre z późniejszych zaznaczają "civitas judaeorum", która jak zresztą wiadomo, leżała w północno-wschodnim narożniku Kazimierza. Planów miasta niestety nie posiadamy z odleglejszych czasów. Za najstarszy dotychczas znany uchodzi mały planik dodany do dzieła X. Buchowskiego o budowie nowego kościoła ś. Anny, p.t. "Gloria domini itd.". Essenwein uważa plan za płód XVI wieku. Nie wiemy na jakiej podstawie. Książka, z której jest znany, wyszła z druku w r. 1703. Choćby plan był starszy, nie zdołamy chyba posunąć chwili jego powstania, poza w. XVII. Zresztą nakreślono na nim miejsce pierwotnego uniwersytetu ("Iocus primaevae universitatis") dość ogólnikowo. Zajmuje ono całą prawie wschodnią stronę Kazimierza, przy północno-wschodnim narożniku miasta szerszej, ku południowi węższej, i nie dochodzi do samego narożnika południowo-wschodniego murów. Gdy prócz niego nic innego na przestrzeni Kazimierza nie naznaczono, ani jednego nawet kościoła, trudno sobie zrobić dokładne wyobrażenie, dokąd właściwie granice tego placu dochodziły.
Z tejże epoki co druk książki Buchowskiego, z pierwszych lat w. XVIII pochodzi plan Krakowa, odkryty przez Dra Czołowskiego, i po raz pierwszy ogłoszony w niniejszym tomie Rocznika krakowskiego [V/1902]. Jest on bardzo szczegółowym, uwzględnia niemal wszystkie parcele budowlane tak Krakowa, jak Kazimierza. Porównanie rysunku z realnościami i budynkami do dziś dnia istniejącemi świadczy o niemałej jego dokładności. Na tym planie nie ma śladu uniwersyteckiego placu na Kazimierzu, tak jak w XVIII wieku nie było zapewne jego śladu w rzeczywistości. Jednak jest na nim naznaczony bardzo wyraźnie kościół ś. Wawrzyńca. Znajduje on się niemal na przedłużeniu ku wschodowi osi kościoła Bożego Ciała, cokolwieczek ku północy od niej się odsuwając, mniej więcej tam, gdzie jest placyk zwany Bawoł, a zatem nieopodal i wprost na południe starej synaaogi.
Zbierzmy razem wszystkie powyższe wskazówki. Budowle uniwersyteckie znajdowały się na pewne blisko ś. Wawrzyńca i murów miejskich. Około połowy XV w. zajęte zostały jako pustki przez mieszczan Kazimierskich. Jeżeli w r. 1478 król nie zdołał wyrugować przywłaszczycieli dla oddania placu Kartuzom, jeszcze trudniej przypuścić, aby to w r. 1494 udało się zrobić dla przeniesionych na Kazimierz żydów krakowskich. Zatem dzielnica żydowska, około tego czasu założona w północno-wschodnim narożniku miasta, nie stanęła pierwotnie na placach uniwersyteckich. Zapewne osadzono wtedy żydów na polach, należących niegdyś do wsi Bawołu, a do Kazimierza niedawno przyłączonych, i może przy tem obdarowano ich też sąsiednim spornym placem pouniwersyteckim. Żydzi powoli zagarnywali ten plac, a w XVII w. tak już rozszerzyli swoją dzielnicę, że zbliżyli się pod sam kościół ś. Wawrzyńca. Wtedy to pokazało się potrzebnem rozgraniczenie miasta żydowskiego od chrześcijańskiego. Uczyniono to przez umieszczenie w murze na przedłużeniu ulicy ś. Wawrzyńca, znanej tablicy z r. 1627, która obecnie przechowuje się w Archiwum miejskiem. Zagarnięte place pouniwersyteckie oczywiście musiały leżeć po stronie żydowskiej, na północ od granicy. Co najwyżej część ich, może przez żydów nie zajęta, mogła rozciągać się na południe linii granicznej, a więc ulicy ś. Wawrzyńca.
Sądzę tedy, że terytoryum Kazimierzowskich budowli przesunąć należy cokolwiek na północ od miejsca oznaczonego przez Łuszczkiewicza, a więc w okolicę placu Bawół, po obu stronach wschodniej części ul. ś. Wawrzyńca.
Łuszczkiewicz jednak pod koniec swego życia nie tylko podtrzymywał hipotezę z r. 1865, lecz jeszcze rozszerzył granicę przypuszczalnego placu uniwersyteckiego ku zachodowi, w stronę Wolnicy. Kiedy Towarzystwo miłośników historyi i zabytków Krakowa postanowiło zaznaczyć swój udział w uroczystościach jubileuszowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, Łuszczkiewicz jako prezes wpłynął na to, że uchwalono ślad miejsca pierwotnego Kazimierzowskiej fundacyi utrwalić tablicą pamiątkową, a ku jej umieszczeniu obrano kamienicę narożną, stojącą przy Wolnicy (Nr 8) i ulicy Pustej. Co uczonego znawcę starożytności krakowskich skłoniło do upatrzenia sobie tego właśnie punktu? Dobrze nie wiem. Podobno wspominał, iż przy jakichś tutaj dokonywanych przekopach, bodaj czy nie dla zakładania rur gazowych, miały się odsłonić pod brukiem stare fundamenty i sklepienia, które oglądał i uznał za reszty murów budowli Kazimierzowskich.
Tablica upamiętniająca domniemaną pierwszą siedzibę Uniwersytetu Kazimierzowskiego,
wmurowana w kamienicy na Placu Wolnica 11 (dawny nr 8), róg ul. Bocheńskiej.
(fot. Andrzej Kobos, 2005)
Tablica wmurowaną została dnia 7 czerwca r. 1900. Nieco wcześniej umarł zasłużony Łuszczkiewicz, niedoczekawszy nawet samej chwili uroczystości jubileuszu, która miała go przyozdobić honorowym doktoratem prastarej szkoły. W następnym roku wzięto się do przeprowadzenia nowej kanalizacyi na Kazimierzu. Przy przekopywaniu narożnika Wolnicy natrafiono na stare mury w ziemi właśnie pod narożnikiem kamienicy, opatrzonej niedawno napisem pamiątkowym. Zawiadomiony o tem – dzięki uprzejmości urzędnika magistratu, p. Adama Kajzego, który jest zarazem członkiem Towarzystwa miłośników Krakowa i gorliwym opiekunem pamiątek miejscowych – poczytałem sobie za obowiązek nie uronić sposobności przekonania się, czy istotnie nie znajdą się tu ślady potwierdzające hipotezę Łuszczkiewicza. Zarząd miasta dostarczył chętnie potrzebnego na rozszerzenie przekopów funduszu, a wspomnieć należy z wdzięcznością, że p. prezydent miasta Friedlein i biuro techniczne Magistratu, w szczególności p. nadinżynier Stanisław Świerzyński, okazali niezmiernie uprzejmą gotowość, aby rzecz tę poprzeć i ułatwić.Poszukiwania prowadzono na miejscu w dniach 25 września – 3 października 1901 r. pod kierunkiem konserwatora Dra Stanisława Tomkowicza, oraz p. Adama Chmiela, adjunkta Archiwum miejskiego. Wyniki uwidocznia dołączony planik, wykonany przez inżyniera, p. Teodora Riedla, urzędnika budownictwa miejskiego, przydzielonego do nadzorowania kanalizacyi.
Fig. l. Rzut poziomy. Plan starych murów odsłoniętych na placu Wolnica.
Reszty starych murów odsłonięte zostały w przekopie kanałowym, zrobionym wzdłuż rzędu domów wschodniej połaci Wolnicy, środkiem drogi, w odległości mniej więcej 5 metrów od linii ich frontowych, a w szczególności przed frontem kamienicy narożnej l. oryg. 8 (L. kat. 13, Dz. VIII) - z przedłużeniem z jednej strony poprzed kamienicę l. oryg. 7 (L. kat. 12 Dz. VIII) oraz z drugiej strony w kierunku ulicy Przesmyk. Najwięcej murów znalazło się wzdłuż frontu kamienicy l. 8. Na planie (fig. 1) pominięto kanały i różne mury widocznie pochodzące z czasów nowszych, a uwzględniono jedynie fragmenty murów o cechach średniowiecznych. Zaznaczyć wypada, że teren w tem miejscu już wielokrotnie był dla różnych robót przekopywany w dawniejszych latach, tak, że te najstarsze mury są poprzerywane i nie przedstawiają większej partyi w jednym ciągu. Również od góry nie dochodzą do jednego poziomu, lecz w różnych wysokościach zostały widocznie w różnych czasach zniszczone.
Fragment oryginalnego muru zachowany w narożniku kamienicy na Placu Wolnica 11 (dawny nr 8).
(fot. Andrzej Kobos, 2005)
Idąc w kierunku od północy ku południowi, napotkano naprzód przed domem l. or. 7 na ściankę A przecinającą w poprzek przekop kanałowy, ale nie prostopadle, tylko pod kątem cokolwiek rozwartym do linii domów. Ścianka ta cienka – bo mająca grubości zaledwie 0.50 m – urwaną jest z dwóch końców. Zbudowana z dzikiego kamienia wapiennego, nie łączy się z żadnym innym murem. W odległości 2.30 m od niej natrafiono na lico ściany B, biegnącej w kierunku linii domów, lecz nie zupełnie ściśle do niej równoległej. Ściana ta zaczyna się blisko przedłużenia granicy domów l. or. 7 i l. or. 8, i w tym końcu oddalona jest od frontu domu 4.75 m. Stanowiąc linię prostą, nieznacznie się zbliża do domów, różnica odległości nie wynosi jednak w dwóch końcach więcej jak 0.10 m. Ściana ta z dzikiego wapienia, długa 4.70 m, ma koniec północny gwałtownie urwany, końcem południowym dochodzi do muru C, prostopadle od frontu kamienicy l. or. 8 idącego i pod kątem prostym z nim się łączy. Mur to potężny, grubości 2.85 m, zbudowany z dzikiego wapienia. Od strony południowej przedstawia lico obłożone cegłą gładką, ręcznej roboty, o wymiarach średniowiecznych (27 x 15 x 8 cm). Mur ten przerwany został przekopem kanałowym. Po drugim brzegu przekopu ciągnie się już niedaleko, tak, że w odległości 6.50 m od frontu domów jest widocznie jego zakończenie, zaznaczone prostokątnem zagierowaniem, Ten występ muru przedstawia się jako rodzaj szkarpy wzmacniającej, o tyle usprawiedliwionej, że zbadanie przekroju f-g w stronę frontu domów doprowadziło do odkrycia przestrzeni sklepionej (fig. 2).
Fig. 2. Przekrój pionowy po linii f-g. (Skala 1 : 100).
Sklepienie, którego właściwie tylko wyrost jest zachowany, było – jak się zdaje – całe z kamienia; w wyroście grubość jego wynosi 0.45 m, a wyżej w miejscu przerwania zaledwie 0.30 m. Było ono beczkowe. Tak ta okładka, jak i zagierowanie szkarpy, zdają się wskazywać, iż to nie są fundamenty, a przestrzeń sklepiona nie była piwnicą, lecz że owszem są to mury jakichś izb sklepionych, niegdyś nad powierzchnią ziemi stawianych, a potem dopiero zakrytych sztucznie z czasem podniesionym poziomem. Uprawnia do tego niezbyt wielka głębokość 3.00 m, do jakiej odkopano mury, kopiąc aż do calizny terenu. Górna ich strona dochodzi niedaleko dzisiejszego poziomu ulicy, miejscami na 1 m, miejscami na 0.60 m od niego odległa. Sklepienie uwidocznione w przekroju f-g, – gdyby uzupełnić zburzone części jego łuku – zapewne dotknęłoby niemal dzisiejszego poziomu drogi. Piwnice domów najbliższych leżą o wiele głębiej, choć nie zdają się pochodzić z dawnych bardzo wieków.Po przerwie mierzącej 1.30 m natrafiono na inny mur D, równoległy do lica południowego muru poprzedniego. Pokazało się, iż właściwie są to dwie ściany równoległe do siebie i biegnące prostopadle do frontu domu l. or. 8. Są one równej grubości około 0.90 m, oddalone od siebie 1.30 m. Przekop kanałowy przeciął je w miejscu bliskiem ściany poprzecznej, która wiąże się z niemi i ma grubości 1.15 m. Ściana ta wypada na przedłużenie linii muru poprzednio wspomnianego, mającego długości 4.70 m. Lico jego zachodnie odległe jest od kamienic 4.60 m, a lico wschodnie 3.45 m. Oba mury równoległe do siebie, równie jak ściana poprzeczna zbudowane z dzikiego wapienia, wybiegają od niej w dwóch kierunkach ku wschodowi, w stronę kamienic i ku zachodowi i w stronę placu; tu idą poza przekop, który je przeciął. Do ich końca nie można było się dokopać ani z jednej ani z drugiej strony, gdyż tam stanął na przeszkodzie chodnik, którego nie wolno było naruszyć, tu zaś rynsztok, kanały dawne i rury gazowe. Mur pierwszy północny, składem swoim wskazuje, gdzie kończyły się fundamenty. Stawiany z kamienia łamanego, w głębokości 1.20 m pod dzisiejszym poziomem powierzchni planu ma odsadzkę, a powyżej niej obłożony jest z obu stron cegłą średniowieczną. Cegłą nie obkładano murów ukrytych w ziemi, więc dawny poziom terenu był przynajmniej o 1.20 m niższy od dzisiejszego i ściana od tego punktu wznosiła się nad ziemią. Mógł tutaj tylko być jakiś korytarz. Przekrój pionowy muru D w dwóch kierunkach przedstawia fig. 3.
Fig. 3. Przekrój pionowy muru D po linii a-b oraz d-c.
Aby się przekonać, jak daleko biegł on ku zachodowi, zrobiono w przedłużeniu jego wykop E poza linią kanałów i rynsztoku w odległości 10.50 m, od linii domów. Tutaj jednak na żadne mury już nie natrafiono.Natomiast zrobiono inne odkrycie: w głębokości 1.60 m znalazł się rodzaj pomostu drewnianego. Nie zupełnie poziomo położony, składa on się z forsztów, raczej okrajków grubych jodłowych; obrócone brzuchami do góry, mierzą w najwyższem miejscu 0.08 m grubości, i przybite są kołkami do ligarów, również jodłowych, niegrubych, bo mierzących 0.12 m. Ligary kładzione są zawsze po dwa razem, środek ich od środka następnej pary oddalony 0.75 m. czyli + 2 1/2 stopy. Pomost ten zgadza się z temi, które w różnych punktach ulic Krakowa widział i opisuje Łuszczkiewicz 9). W ten sposób w średnich wiekach moszczono bagna, aby umożliwić przejazd. Pomost więc wskazuje starodawną drogę lub ulicę, o której kierunku wnosić można z ukośnego względnie do linii domów Wolnicy położenia okrajków i ligarów; położenie to u widocznia rysunek figury 1. Pomost odsłonięto na przestrzeni prostokątnej, mierzącej 8 m2 powierzchni.
Że ten pomost – choć nie tak głęboko leży, a drzewo w nim dość zdrowe – jest bardzo dawnym, dowodem tego liczne i różnorodne warstwy nasypu, który go pokrywa; uwidocznia ich rodzaj przekrój h-i (fig. 4).
Fig. 4. Przekrój pionowy wykopu E z fig. 1, po linii h-i (Skala 1:100)
Oto na pomoście znaleziono warstwę namuliska iłowego, na którym w głębokości 1.20 m ułożony jest bruk z nierównego małego kamienia łamanego. Nasycony wilgocią kamień okazywał barwę szarą, ale zdaje się, że jest wapieniem. Warstwa iłu ma grubości około 0.20 m. Na nim znów leży 20-centymetrowa warstwa namuliska piaskowego. Piasek jest wiślany, a w tych namuliskach widzimy ślady jakichś dawnych wylewów rzecznych. Warstwa piasku dochodzi do 0.80 m pod poziomem dzisiejszym, i na niej dopiero warstwa najnowsza, rumowiska i nawiezionego piasku, na której zbudowaną jest droga szosowa, Bruk w głębokości 1.20 m odkryty został także i w kilku miejscach bliżej murów odkopanych.Najdalej ku południowi wysunięty mur F, jaki znalazł się w wykopie kanałowym, oddalony jest 2.33 m od muru D i wypada na linię przedłużonego frontu domu od strony ulicy Pustej. Dalej jeszcze okazały się ślady różnych murów, ]ecz te nie zdają się sięgać odległych czasów, i należą zapewne do kanałów i upustów w różnych czasach tu przeprowadzanych.
Przekop opodal narożnika zrobiony w poprzek ulicy Pustej (przy P), nie doprowadził do żadnych odkryć.
Wreszcie nadmieniam, że wśród robót ziemnych w tej okolicy znaleziono parę przedmiotów bez wielkiego znaczenia; mianowicie w miejscu gdzie pomost drewniany: gwóźdź żelazny kuty i hak żelazny kuty, kształtu litery Z, z obu końcami belek poziomych, zawiniętemi pionowo; w przekopie dalszym przy ul. Przesmyk znaleziono: łańcuszek z drutu cienkiego mosiężnego, 0.11 m długości, złożony z pięciu skręcanych pętlic i z esownicy na końcu; kółko mosiężne średnicy wewnętrznej 0.035 m. Kilka kawałków miedzi przetopionej i cienkiej blaszki miedzianej, odłamek skorupy glinianej żółtej, polewanej z wytłoczonym ornamentem wypukłym; dwie cegły ręcznej roboty, wypalane, z wyciśniętym herbem miasta Krakowa w dwóch odmianach wielkości. Wymiary cegieł: 30 x 15 x 7.5 cm, i 32 (?, koniec urwany) x 16 x 7 cm.
Wszystkie przedmioty znalezione złożono w zbiorach Archiwum miejskiego.
Oto skromny wynik badań przeprowadzonych w narożniku południowo-wschodnim Wolnicy. Nie doprowadziły one do pozytywnych odkryć, tem więcej, gdy poszukiwaniom granice kładły okoliczne budynki, kanalizacya, brak wreszcie większego funduszu. W każdym razie zdaje się być pewnem, iż w tem miejscu stały średniowieczne budynki i że były wśród nich izby sklepione. Czy one należały do gmachów uniwersyteckich, zaczętych przez Kazimierza [Wielkiego]? Na to wiadomości dotychczasowe nie dają nam dostatecznej odpowiedzi.
Bądź co bądź poszukiwania w miejscu, które jeden z poważnych znawców dawnego Krakowa uważał za plac uniwersytetu Kazimierzowskiego, zasługują na to, aby ślad ich zachowany został od zapomnienia. Może kiedyś przybędą nowe badania, które uzupełnią drobne odkrycia roku 1901.
Rocznik krakowski, t. V, str. 183-195, 1902.
Towarzystwo Miłośników Historyi i Zabytków Krakowa.
- Przypisy:
- Józef Muczkowski, Wiadomość o założeniu uniwersytetu. Kraków 1851. Rocznik Tow. Nauk. Krak., Tom XIX, – i osobna odbitka p.t. Wiadomość o założeniu uniwersytetu i kollegium Władysławsko-Nowodworskiego w Krakowie. Dodana Wspominka o Mateuszu z Krakowa. Kraków 1851.
- Sprawozdanie Władysława Łuszczkiewicza z wypadku poszukiwań komisyi wyznaczonej celem odszukania miejsca i zabytków budowlanych uniwersytetu, założonego przez Kazimierza Wielkiego Kraków 1865. (Odbitka z XXXIV Tomu Rocznika Tow. Nauk. Krak.)
- Eustachy Ekielski, Miasto Kazimierz i budowle akademickie. Kraków 1869.
- Alfred Brandowski, Założenie uniwersytetu krakowskiego. Kraków 1873.
- Stanisław Krzyżanowski, Poselstwo Kazimierza W. do Awinionu i pierwsze uniwersyteckie przywileje.
Rocznik krakowski. Tom IV. Kraków 1900.
Wzmianki w książkach:
- Bandkie, Dzieje narodu polskiego. Warszawa 1835.
- Morawski Kazimierz, Historya Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 1900.
- Piekosiński (i Szujski), Stary Kraków. Kraków 1901. (powrót)
- Kod. dypl. Wielkopolski. Nr 34. Kod. dypl. katedry krak., 152-153, 161-162. Kod. dypl. m. Krakowa, str. 17. (powrót)
- Dokumenty odnośne do tej sprawy ogłosił po raz pierwszy w wyczerpującym komplecie prof. Stanisław Krzyżanowski w rozprawie, której tytuł przytoczyłem w nocie [5]. (powrót)
- Archiwum grodzkie krakowskie. Rel. Crac. 205, str. 263 i n. Wiadomość tę zawdzięczam Drowi Kutrzebie, adjunktowi tegoż archiwum. (powrót)
- Najstarszy Kraków, na podstawie badania dawnej topografii. Rocznik krakowski. Tom II, Kraków, 1899. (powrót)
|
|
|
|
|
|
|