
Zamieszczamy tekst z Rocznika Krakowskiego (tom V, 1902) o domniemanych pozostalosciach pierwszych, czternastowiecznych budynkow "Kazimierzowskiego" Uniwersytetu krakowskiego na Kazimierzu w Krakowie.
Zachowujemy oryginalny, staroswiecki juz dzisiaj styl i pisownie, poza kilkoma slowami, ktorych dawna ortografia utrudnialaby dzis ich zrozumienie. (AMK)
SLADY UNIWERSYTETU KAZIMIERZOWSKIEGO ?
STANISLAW TOMKOWICZ
Sprawa zalozenia uniwersytetu krakowskiego przez Kazimierza Wielkiego nalezy do najciemniejszych kwestyj historycznych, odnoszacych sie do starego Krakowa. Wywolala ona juz spora literature 1-5). Mimo stosu zadrukowanego papieru dzis wiadomo na pewne tylko tyle, ze Kazimierz Wielki w r. 1364 wystaral sie o prawo zalozenia uniwersytetu, i okolo tego czasu otworzyl jakas niekompletna szkole, ktorej zywot trwal niedlugo. Nie wiemy, gdzie wyklady sie odbywaly. Zdaje sie, ze krol rozpoczal budowac gmach na pomieszczenie nowej instytucyi, ale budowy nie dokonczyl. I tego nawet dokladnie nie wiemy, gdzie ona stanac miala.Przez dlugi czas jedynem zrodlem mowiacem o pierwotnem miejscu zalozenia uniwersytetu, byl Dlugosz. W jego Historyi (Lib. IX; wydanie Przezdzieckiego, tom III, str. 284) pod r. 1361 czytamy, ze Kazimierz Wielki chcac krolestwo swoje uswietnic uniwersytetem, stawial w tym celu w miescie Kazimerzu przezen pod Krakowem na gruntach wsi kapitulnej Bawol zalozonem, na placu rozleglym, we wszystkich kierunkach okolo 1000 krokow mierzacym, w poblizu muru (zapewne miejskiego) domy piekne, izby sklepione, lektorya i oficyny, wszystko murowane. Smierc krola przeszkodzila doprowadzeniu dziela do konca, a fundacya sama i uposazenie spelzly na niczem.
Bawol, dzis nie istniejacy, byla to wies na prawym brzegu Wisly lezaca. Zwano ja w dawnych wiekach "Bamwol" albo "Bamwol", takze z pisownia "Banuol". Gdy Wisla jeszcze plynela korytem dawniejszem, nazwanem pozniej Stara Wisla, a w ostatnich czasach zasypanem i zamienionem na ulice Dietlowska, Bawol rozciagal sie na czesci cyplu, utworzonego na poludnie Krakowa przez Wisle i te czesc przedluzenia biegu rzeczki Wilgi, ktora obecnie stanowi koryto Wisly miedzy Kazimierzem a Podgorzem, a nawet siegal podobno poza Wilge, jak Dlugosz w Lib. benef. zapewnia, az do gory Lasoty, czyli do Krzemionek. Wydawca Kodeksu dypl. m. Krakowa twierdzi, ze od poludnia Bawol graniczyl ze wsiami Zablociem, Wola (duchacka) i Lagiewnikami. Przypuszczamy, ze od zachodu sasiadowal z pierwotna podskaleczna osada Krakowa; bo chociaz zdaje sie istotnie, iz miasto Kazimierz powstalo na gruntach Bawolu, to przecie nie ma powodu mniemac, ze Skalka i najstarsze miejskie parafie kolo niej (s. Jakob, jako parafialny, jest wspomniany juz r. 1326 w wykazie swietopietrza) stoja na dawnem terytoryum Bawolu; owszem istnieja te odrebne nomenklatury wspolczesnie z wiadomosciami o Bawole; a jezeli w przywileju z r. 1335 nadajacym miastu Kazimierzowi prawo niemieckie nie ma mowy o wsi Bawole, wolno przypuszczac, ze wlasciwym zawiazkiem miasta Kazimierza istotnie byla stara osada Krakowa, a dopiero nastepnie rozszerzylo sie ono i na grunta Bawolu. Wszak wies Bawol rzeczywiscie juz po zalozeniu miasta Kazimierza istniala samoistnie i dopiero w piec lat pozniej nowemu miastu Kazimierzowi zostala odstapiona.
Bawol w zrodlach 6) wspomniany jest po raz pierwszy jakoby w r. 1198, i wtedy "Andreas frater Mathei" mial go darowac klasztorowi miechowskiemu. Jezeli to nasz Bawol, nie wiemy, jak wiadomosc pogodzic z datami nastepnemi, ktore sa zupelnie wiarygodne. W r. 1278 jako wlasciciel wystepuje "comes Laurentius de Bamwol", ktory wchodzi w uklady pieniezne z kapitula katedry krakowskiej W r. 1314 kapitula juz od pewnego czasu jest w posiadaniu tej wsi. W r. 1322 wspomniany jest kosciol s. Wawrzynca na Bawole. R. 1340 krol Kazimierz chcac wyrzadzic laske i przysluge mieszczanom kazimierskim, dal im na wlasnosc Bawol, ktory nazywa swojem dziedzictwem; zatem obok wsi byla i krolewszczyzna tej nazwy.
Kiedy potem zakladano mury miejskie miasta Kazimierza – wtedy prawdopodobnie objeto nim i kosciol parafialny Bawolu, i odtad stanowil on kosciol parafialny miejski. Bawol jako osobna miejscowosc znika niezbyt dlugo po roku 1340, w drugiej polowie XIV wieku – a pamiatka dawnej wsi zachowala sie jedynie w nazwie placu "Bawol", w poblizu starej synagogi, pomiedzy wschodnim koncem ulic Jozefa i s. Wawrzynca, ktora to nazwa do dzis dnia sie utrzymuje.
Zachodzi pytanie, czy Dlugosza twierdzenie o zalozeniu uniwersytetu zasluguje na wiare w calej rozciaglosci. Pozniejsze badania nie w zupelnosci je stwierdzily. Przedewszystkiem data przezen podana nie da sie utrzymac. Dzis wiemy napewne, ze uniwersytet nie zostal zalozony przed r. 1364, a nawet, ze pierwsze kroki (celem uzyskania papieskiego zezwolenia na otwarcie tej szkoly przedsiewziete zostaly przez krola dopiero w r. 1363 7). Bez zgody papieza zas, wedlug owczesnych zwyczajow i pojec, monarcha chrzescianski nie mogl myslec o fundowaniu uniwersytetu. Zdaje sie, ze Dlugoszowa data 1361 r. polega na prostej pomylce przepisywaczy.
Tak w suplice do papieza, jak w zezwoleniu i wszystkich dzis znanych aktach tej sprawy, jest mowa nie o Kazimierzu ani Bawole, tylko wylacznie o Krakowie. Co wiecej, rajcy i lawnicy krakowscy w samym dniu wystawienia przywileju krolewskiego na zalozenie Uniwersytetu (12 maja 1364 r.) zobowiazuja sie przestrzegac ustaw normujacych stosunek zalozonej przez krola szkoly do wladz miejskich i do mieszkancow i biora niejako pod swoja opieke mloda instytucye. Nie podobna przypuscic, aby Krakow mogl i chcial rozciagac swoja protekcye na instytucye sasiedniego odrebnego miasta, jakiem byl wowczas Kazimierz.
Procz tego jeszcze jedna niescislosc Dlugoszowa, na pozor podrzedna, ale dosc jednak wazna i uderzajaca. Mowi on, ze plac uniwersytecki zajmowal przestrzen, we wszystkich kierunkach mierzaca okolo 1000 krokow. Otoz caly Kazimierz, jak byl objety murami, mierzy od wschodu do zachodu malo co nad 1000 krokow, a w kierunku od poludnia do polnoc nie wiecej jak 700 krokow. A wszakze uniwersytet mial byc na Kazimierzu nie pod Kazimierzem na wsi, i mogl zajmowac tylko czesc tego miasta. Te wszystkie sprzecznosci wywolaly u niektorych badaczy wogole watpliwosc co do calej wiadomosci o uniwersytecie na Kazimierzu. A jednak mamy silne poszlaki, nawet dowody, ze nie byla ona wyssana z palca.
W dalszym ciagu zacytowanego ustepu swej Historyi, pisze Dlugosz, ze w r. 1478, zatem niemal wspolczesnie z pisaniem tego ustepu dziela, gdy budowa Kazimierzowskiego uniwersytetu na Bawole wskutek zaszlej smierci krola nie zostala doprowadzona do konca, on sam, Dlugosz, za zgoda Kazimierza Jagiellonczyka chcial na tem miejscu wybudowac klasztor Kartuzow. Lecz zamiaru tego nie mogl wykonac, gdyz Kazimierzanie miejsce dlugi czas opuszczone i bez pana pozostajace zajeli byli swoimi domami i ogrodami, a oparlszy sie na prawie zasiedzenia, nie tylko sprzeciwili sie odebraniu placu (zapewne przez krola), lecz nawet ofiarowanego jako odstepne wynagrodzenia przyjac nie chcieli. W kilku jeszcze innych miejscach tak Historyi, jak Liber. benef. dziejopisarz nasz wspomina o tej posiadlosci i powtarza, ze budynki uniwersyteckie byly tylko "zaczete, lecz nie dokonczone".
Nie mamy zadnego powodu, by watpic o prawdziwosci tego opowiadania Dlugoszowego, nie tylko co do ogolnej osnowy, ale i co do szczegolow. Przeciez musial chyba znac realnosc, o ktorej nabycie traktowal – a jezeli w ustepie pierwszym mowil o zaczetych przez Kazimierza pieknych budynkach, izbach sklepionych i oficynach, to juz sama ta szczegolowosc swiadczy, ze opisuje to na co wlasnemi niegdys przynajmniej patrzal oczyma, Epoka Kazimierza Wielkiego za zycia Dlugosza; zwlaszcza za mlodych jego lat, nie byla tak odlegla, wiec zapewne i nie mylila zywa jeszcze tradycya, ktora te wlasnie niedokonczone i pustka stojace budowle wskazywala jako uniwersytecka fundacye Kazimierza Wielkiego.
Zreszta teksty te Dlugosza znajduja co do glownego punktu potwierdzenie w przywileju Kazimierza Jagiellonczyka ogloszonym z oryginalu po raz pierwszy w ksiazce Brandowskiego. Oczywiscie stoi on w zwiazku z opowiadaniem Dlugosza i date jego tylko o rok uprzedza. Krol w r. 1477 mowi w nim o fundacyi klasztoru Kartuzow na Kazimierzu, w sasiedztwie Krakowa, w miejscu, gdzie niegdys Kazimierz Wielki uniwersytet zalozyc byl postanowil, mowi o obejsciu ("ambitus") starego kollegium krolewskiego, tudziez rozporzadza materyalem kamiennym, czy tez ceglanym, tamze znajdujacym sie. Krolewski dziedzic tej realnosci, zapewne nie na wiatr wyrazal sie o niej z taka drobiazgowa dokladnoscia.
Sprzecznosc istniejaca miedzy Dlugoszem, popartym przez przywilej Kazimierza Jagiellonczyka i tradycya z jednej strony, a dokumentem zalozenia uniwersytetu z drugiej strony, roznie probowano rozwiazac. Brandowski przypuszczal, ze Kazimierz Wielki pierwotnie zamierzal fundowac uniwersytet na Kazimierzu, lecz wskutek oporu kuryi papieskiej zmienil potem postanowienie i zalozyl go w Krakowie. Niestety sladu ani tego pierwotnego jakoby zamiaru krolewskiego, ani oporu kuryi nikomu dotad nie udalo sie znalezc. Bardziej trafia do przekonania hipoteza prof. Krzyzanowskiego, ze wprost przeciwnie najpierwsza siedziba nowego uniwersytetu mial byc, a nawet zapewne byl Krakow. Zaraz w pierwszych latach po wprowadzeniu instytucyi w zycie pojawily sie trudnosci. Organizacya uniwersytetu polegala na systemie bolonskim. Mieszkania profesorow mialy byc wspolne, studenci mieli byc rozproszeni po prywatnych lospicyach. Czy w Krakowie gesto zaludnionym okazala sie niemoznosc pomieszczenia uczniow, czy mieszczanie zamiarowi krolewskiernu opor stawili, na jedno to wyjdzie. Dosc, ze potem dopiero wzgledy jakies wplynely na postanowienie przeniesienia instytucyi na miejsce wolne na terytoryum Bawolu tuz przy Kazimierzu. Prof. Krzyzanowski sadzi, ze przeniesienie uniwersytetu krakowskiego na Kazimierz moglo tylko oznaczac zamiane bolonskiego systemu hospicyow, na system paryski kollegiow ze wspolnemi takze uczniow mieszkaniami. To tlomaczyloby wielki obszar placu przeznaczonego na uniwersytet, o ktorym opowiada Dlugosz. Wymiary obszaru tego jednak, jak wiemy juz, sa szczegolem wiecej niz watpliwym, a pamietac takze nalezy, iz Dlugosz wyraznie wspomina jedynie o wspolnych mieszkaniach profesorow i magistrow.
Badz co badz z zestawienia wszystkich tych zrodel wynika jako pewnik tylko tyle: ze istnial na Kazimierzu plac uniwersytecki, i na nim jakies okazale, moze rozlegle budowle, zaczete zapewne w pare lat po r. 1364 przez Kazimierza Wielkiego; ze te budowle dokonczonemi, a zatem i zuzytkowanemi na uniwersytet nie zostaly przez krola, ktoremu smierc w r. 1370 przeszkodzila zamiar wprowadzic w zycie. Pozniejsze zmiany polityczne nie dozwolily rowniez jego nastepcom podjac rozpoczete dzielo. W jakiem zas stadyum Kazimierz je odumarl, tego zapewne nigdy wiedziec nie bedziemy. Z przytoczonych wyrazen Dlugosza sadzic by mozna, ze stanelo wowczas cos wiecej, niz fundamenty, jakies mury wzniesione nad powierzchnie ziemi, moze do sklepienia parteru. Place i mury staly dlugi czas pustka, az pozajmowali je w drugiej polowie XV w. bezprawnie okoliczni mieszkancy Kazimierza, przy ktorych tez pozostaly prawem zasiedzenia, pomimo proby odebrania ich i przeznaczenia na klasztor, podjetej przez Kazimierza Jagiellonczyka wskutek instancyi Dlugosza.
Do oznaczenia blizszego, w ktorem miejscu na Kazimierzu znajdowaly sie te budynki, mamy nadzwyczaj malo danych, i te jeszcze sa nader nie jasne. Kwestya ta zajmowalo sie dotad wlasciwie dwoch badaczy w XIX w. i kazdy z nich doszedl do bardzo odmiennych wynikow. Towarzystwo naukowe krakowskie przedsiewzielo pierwsze poszukiwania na miejscu, a sprawozdanie z prac wybranej do tego komisyi oglosil s.p. Luszczkiewicz w r. 1865. Opatrzony znacznym zapasem erudycyi – a przytem baczny obserwator wszystkich sladow dawnego Krakowa, odkrywanych przy sposobnosci robot ziemnych, widzial on miejsce uniwersytetu Kazimierzowskiego "na rozleglym placu oddalonym od miasta zydowskiego, a okolonym od tegoz murem z 1627 r., a od wschodu i poludnia murem miejskim, zajetym w czesci przez kosciol s. Wawrzynca... Plac ten zamknietym jest ulicami s. Wawrzynca i Gazowa, murem miejskim od zakladu gazowego ponad brzegiem Wisly az do muru z 1627 r. biegnacym, nakoniec od polnocy sasiadujacy z zydowskiem miastem i boznica stara"... To stawial Luszczkiewicz jako pewnik; jako prawdopodobne przypuszczal jeszcze, ze budowle same staly "w poblizu rynku miasta" (Kazimierza, czyli dzisiejszego placu Wolnica) i dodawal, ze rozne znalezione fragmenty architektoniczne gotyckie, oraz piwnica jednego domu "dozwalaja domyslac sie frontu gmachow akademickich przy dzisiejszej ulicy Gazowej".
Obszernie i dlugi czas pracowal nad ta sprawa s.p. Eustachy Ekielski, a wyniki swych mozolnych dochodzen oglosil w kilka lat po Luszczkiewiczu, do ktorego stanal w opozycyi. Niestety brak metody naukowej i nieznajomosc historyi stylow architektonicznych przywiodly go do postawienia calkiem stanowczo twierdzen, niewytrzymujacych krytyki. Reszty budowli uniwersyteckich znalazl on rzekomo przy ulicy wowczas zwanej Zydowska, a bedacej dzis przedluzeniem ulicy Jozefa, blisko naroznika ulicy Kierkow czyli dzisiejszej Jakoba, obok boznicy, jak on nazywa "nowej", a wlasciwie zwanej "wysoka ". Jego wlasne dowody zbijaja to twierdzenie, gdy rzekome architektoniczne zabytki budowli Kazimierowskich publikowane przezen nosza wszelkie i wylaczne cechy stylu rozkwitlego renesansu, i moglyby jedynie byc szczatkami palacu ktorej z moznych rodzin szlacheckich majacych w tej okolicy jeszcze w XVI wieku swoje rezydencye.
Sama ta niezgodnosc wynikow dochodzen dwoch badaczy, poslugujacych sie badz co badz tym samym mniej wiecej zapasem materyalow – swiadczy wymownie, ile te materyaly sa niedostateczne. Istotnie, wiadomosci zrodlowe, ktoresmy wyzej wyliczyli, wskazywac moga co najwyzej ogolnikowo, ze plac uniwersytecki, jezeli lezal na gruntach dawnego Bawolu – a w poblizu muru miejskiego Kazimierskiego – musial znajdowac sie w stronie wschodniej miasta Kazimierza, bo zachodnia nigdy czesci Bawolu podobno nie stanowila. Historycy XVI wieku nic prawie do tej wiadomosci nie dodaja: co do wieku XV po wiekszej czesci przepisuja oni lub swojemi slowami powtarzaja Dlugosza. Najwyzej jeden drobny przyczynek przynosi Miechowita, ktory dodaje jakoby od siebie, ze krol Jan Olbracht wypedzajac zydow z Krakowa po pozarze 1494 r., przeniosl ich "na Kazimierz, pod mur, w sasiedztwo kosciola s. Wawrzynca, gdzie niegdys byly stawiane budynki Kazimierzowskie dla pomieszczenia uniwersytetu. Tam oni pozostaja do dzis dnia". Miechowita, ktory umarl r. 1523, przezyl Dlugosza o 40 i kilka lat; mozna lacno przypuscic, iz jeszcze zaslyszal cos o owych starych, znanych Dlugoszowi szczatkach i polozenie ich okreslil dosc trafnie w ogolnosci. Byly one, nie watpimy o tem, niedaleko s. Wawrzynca.
Co do szczegolu o zydach, jezeli prawda jest, co pisze Dlugosz, ze mieszkancy Kazimierza w r. 1478 (nie zydzi, bo ci dopiero pozniej tu przybyli), byli sobie przywlaszczyli mury pouniwersyteckie, tak, ze nie ustapili ich krolowi, ktory tu chcial osadzic Kartuzow, to jakze z tem pogodzic okolicznosc, ze w r. 1494 ci sami Kazimierzanie usuneli sie bez protestu Zydom, przeniesionym tu z Krakowa? Nie slychac zas nic o jakowyms ich oporze lub procesach stad powstalych. Mimo to zdaje sie, ze twierdzenie Miechowity bezpodstawnem nie jest. Przemawia za tem ugoda zawarta miedzy zydami a uniwersytetem w r. 1752, oblatowana w grodzie krak. r. 1774 8), w ktorej czytamy, ze "Synagoga zydowska Kazimierza przy Krakowie poczuwajac sie i znajac do powinnosci i obowiazkow swoich, ktore od najpierwszego zaraz zalozenia swojego na Kazimierzu miala i nieprzestannie az do tego czasu zachowywala, ...t.j. zeby procz innych pensyj i danin za miejsca i osiadlosci swoje na Kazimierzu, niegdys przeslawnej Akademii krakowskiej od Kazimierza II nadane i wlasne, a potem przez te synagoge za krola Jana Albrachta posiadle, wydawaniem korzenia wszelakiego na W. Rektora, Doktorow i Profesorow, kollegia, burse i szkoly tejze Akademii okupowali sie" itd.
Jeszcze jeden nowy szczegol dodaje do tych wiadomosci Kromer. Pisze on. w swej historyi, znow opowiadajac swojemi slowami to, co nakreslil Miechowita, ze po r. 1494 zydow przeniesiono na Kazimierz "nad b r z e g W i s l y, w miejsce, gdzie Kazimierz Wielki. zaczal byl stawiac szkole". Otoz cala wschodnia czesc Kazimierza, nie znajdowala. sie blisko brzegu Wisly. Owszem rzeka odsuwala sie tu znacznie od murow miasta, przy ktorych, jak wiemy na pewne, mial stanac uniwersytet. Blisko murow plynela tylko w stronie zachodnio-polnocnej, tam, gdzie od wiekow wznosila sie Skalka, tudziez po pod przybylym pozniej klasztorem s. Katarzyny i jeszcze dalej w poblizu ul. Krakowskiej. Tu zas o budowaniu uniwersytetu nigdy mowy nie bylo. Mozemy nad tym szczegolem przejsc do porzadku, wiedzac zreszta, ze Kromer nie zawsze w swoich twierdzeniach byl calkiem scislym.
Niemala pomoca w blizszem okresleniu miejsca uniwersytetu Kazimierzowskiego moglyby byc stare plany i widoki miasta. Wszelako znane widoki od konca XV w, wcale nie uwzgledniaja tych gmachow, natomiast niektore z pozniejszych zaznaczaja "civitas judaeorum", ktora jak zreszta wiadomo, lezala w polnocno-wschodnim narozniku Kazimierza. Planow miasta niestety nie posiadamy z odleglejszych czasow. Za najstarszy dotychczas znany uchodzi maly planik dodany do dziela X. Buchowskiego o budowie nowego kosciola s. Anny, p.t. "Gloria domini itd.". Essenwein uwaza plan za plod XVI wieku. Nie wiemy na jakiej podstawie. Ksiazka, z ktorej jest znany, wyszla z druku w r. 1703. Chocby plan byl starszy, nie zdolamy chyba posunac chwili jego powstania, poza w. XVII. Zreszta nakreslono na nim miejsce pierwotnego uniwersytetu ("Iocus primaevae universitatis") dosc ogolnikowo. Zajmuje ono cala prawie wschodnia strone Kazimierza, przy polnocno-wschodnim narozniku miasta szerszej, ku poludniowi wezszej, i nie dochodzi do samego naroznika poludniowo-wschodniego murow. Gdy procz niego nic innego na przestrzeni Kazimierza nie naznaczono, ani jednego nawet kosciola, trudno sobie zrobic dokladne wyobrazenie, dokad wlasciwie granice tego placu dochodzily.
Z tejze epoki co druk ksiazki Buchowskiego, z pierwszych lat w. XVIII pochodzi plan Krakowa, odkryty przez Dra Czolowskiego, i po raz pierwszy ogloszony w niniejszym tomie Rocznika krakowskiego [V/1902]. Jest on bardzo szczegolowym, uwzglednia niemal wszystkie parcele budowlane tak Krakowa, jak Kazimierza. Porownanie rysunku z realnosciami i budynkami do dzis dnia istniejacemi swiadczy o niemalej jego dokladnosci. Na tym planie nie ma sladu uniwersyteckiego placu na Kazimierzu, tak jak w XVIII wieku nie bylo zapewne jego sladu w rzeczywistosci. Jednak jest na nim naznaczony bardzo wyraznie kosciol s. Wawrzynca. Znajduje on sie niemal na przedluzeniu ku wschodowi osi kosciola Bozego Ciala, cokolwieczek ku polnocy od niej sie odsuwajac, mniej wiecej tam, gdzie jest placyk zwany Bawol, a zatem nieopodal i wprost na poludnie starej synaaogi.
Zbierzmy razem wszystkie powyzsze wskazowki. Budowle uniwersyteckie znajdowaly sie na pewne blisko s. Wawrzynca i murow miejskich. Okolo polowy XV w. zajete zostaly jako pustki przez mieszczan Kazimierskich. Jezeli w r. 1478 krol nie zdolal wyrugowac przywlaszczycieli dla oddania placu Kartuzom, jeszcze trudniej przypuscic, aby to w r. 1494 udalo sie zrobic dla przeniesionych na Kazimierz zydow krakowskich. Zatem dzielnica zydowska, okolo tego czasu zalozona w polnocno-wschodnim narozniku miasta, nie stanela pierwotnie na placach uniwersyteckich. Zapewne osadzono wtedy zydow na polach, nalezacych niegdys do wsi Bawolu, a do Kazimierza niedawno przylaczonych, i moze przy tem obdarowano ich tez sasiednim spornym placem pouniwersyteckim. Zydzi powoli zagarnywali ten plac, a w XVII w. tak juz rozszerzyli swoja dzielnice, ze zblizyli sie pod sam kosciol s. Wawrzynca. Wtedy to pokazalo sie potrzebnem rozgraniczenie miasta zydowskiego od chrzescijanskiego. Uczyniono to przez umieszczenie w murze na przedluzeniu ulicy s. Wawrzynca, znanej tablicy z r. 1627, ktora obecnie przechowuje sie w Archiwum miejskiem. Zagarniete place pouniwersyteckie oczywiscie musialy lezec po stronie zydowskiej, na polnoc od granicy. Co najwyzej czesc ich, moze przez zydow nie zajeta, mogla rozciagac sie na poludnie linii granicznej, a wiec ulicy s. Wawrzynca.
Sadze tedy, ze terytoryum Kazimierzowskich budowli przesunac nalezy cokolwiek na polnoc od miejsca oznaczonego przez Luszczkiewicza, a wiec w okolice placu Bawol, po obu stronach wschodniej czesci ul. s. Wawrzynca.
Luszczkiewicz jednak pod koniec swego zycia nie tylko podtrzymywal hipoteze z r. 1865, lecz jeszcze rozszerzyl granice przypuszczalnego placu uniwersyteckiego ku zachodowi, w strone Wolnicy. Kiedy Towarzystwo milosnikow historyi i zabytkow Krakowa postanowilo zaznaczyc swoj udzial w uroczystosciach jubileuszowych Uniwersytetu Jagiellonskiego, Luszczkiewicz jako prezes wplynal na to, ze uchwalono slad miejsca pierwotnego Kazimierzowskiej fundacyi utrwalic tablica pamiatkowa, a ku jej umieszczeniu obrano kamienice narozna, stojaca przy Wolnicy (Nr 8) i ulicy Pustej. Co uczonego znawce starozytnosci krakowskich sklonilo do upatrzenia sobie tego wlasnie punktu? Dobrze nie wiem. Podobno wspominal, iz przy jakichs tutaj dokonywanych przekopach, bodaj czy nie dla zakladania rur gazowych, mialy sie odslonic pod brukiem stare fundamenty i sklepienia, ktore ogladal i uznal za reszty murow budowli Kazimierzowskich.
Tablica upamietniajaca domniemana pierwsza siedzibe Uniwersytetu Kazimierzowskiego,
wmurowana w kamienicy na Placu Wolnica 11 (dawny nr 8), rog ul. Bochenskiej.
(fot. Andrzej Kobos, 2005)
Tablica wmurowana zostala dnia 7 czerwca r. 1900. Nieco wczesniej umarl zasluzony Luszczkiewicz. niedoczekawszy nawet samej chwili uroczystosci jubileuszu, ktora miala go przyozdobic honorowym doktoratem prastarej szkoly. W nastepnym roku wzieto sie do przeprowadzenia nowej kanalizacyi na Kazimierzu. Przy przekopywaniu naroznika Wolnicy natrafiono na stare mury w ziemi wlasnie pod naroznikiem kamienicy, opatrzonej niedawno napisem pamiatkowym. Zawiadomiony o tem – dzieki uprzejmosci urzednika magistratu, p. Adama Kajzego, ktory jest zarazem czlonkiem Towarzystwa milosnikow Krakowa i gorliwym opiekunem pamiatek miejscowych – poczytalem sobie za obowiazek nie uronic sposobnosci przekonania sie, czy istotnie nie znajda sie tu slady potwierdzajace hipoteze Luszczkiewicza. Zarzad miasta dostarczyl chetnie potrzebnego na rozszerzenie przekopow funduszu, a wspomniec nalezy z wdziecznoscia, ze p. prezydent miasta Friedlein i biuro techniczne Magistratu, w szczegolnosci p. nadinzynier Stanislaw Swierzynski, okazali niezmiernie uprzejma gotowosc, aby rzecz te poprzec i ulatwic.Poszukiwania prowadzono na miejscu w dniach 25 wrzesnia – 3 pazdziernika 1901 r. pod kierunkiem konserwatora Dra Stanislawa Tomkowicza, oraz p. Adama Chmiela, adjunkta Archiwum miejskiego. Wyniki uwidocznia dolaczony planik, wykonany przez inzyniera, p. Teodora Riedla, urzednika budownictwa miejskiego, przydzielonego do nadzorowania kanalizacyi.
Fig. l. Rzut poziomy. Plan starych murow odslonietych na placu Wolnica.
Reszty starych murow odsloniete zostaly w przekopie kanalowym, zrobionym wzdluz rzedu domow wschodniej polaci Wolnicy, srodkiem drogi, w odleglosci mniej wiecej 5 metrow od linii ich frontowych, a w szczegolnosci przed frontem kamienicy naroznej l. oryg. 8 (L. kat. 13, Dz. VIII) - z przedluzeniem z jednej strony poprzed kamienice l. oryg. 7 (L. kat. 12 Dz. VIII) oraz z drugiej strony w kierunku ulicy Przesmyk. Najwiecej murow znalazlo sie wzdluz frontu kamienicy l. 8. Na planie (fig. 1) pominieto kanaly i rozne mury widocznie pochodzace z czasow nowszych, a uwzgledniono jedynie fragmenty murow o cechach sredniowiecznych. Zaznaczyc wypada, ze teren w tem miejscu juz wielokrotnie byl dla roznych robot przekopywany w dawniejszych latach, tak, ze te najstarsze mury sa poprzerywane i nie przedstawiaja wiekszej partyi w jednym ciagu. Rowniez od gory nie dochodza do jednego poziomu, lecz w roznych wysokosciach zostaly widocznie w roznych czasach zniszczone.
Fragment oryginalnego muru zachowany w narozniku kamienicy na Placu Wolnica 11 (dawny nr 8).
(fot. Andrzej Kobos, 2005)
Idac w kierunku od polnocy ku poludniowi, napotkano naprzod przed domem l. or. 7 na scianke A przecinajaca w poprzek przekop kanalowy, ale nie prostopadle, tylko pod katem cokolwiek rozwartym do linii domow. Scianka ta cienka – bo majaca grubosci zaledwie 0.50 m – urwana jest z dwoch koncow. Zbudowana z dzikiego kamienia wapiennego, nie laczy sie z zadnym innym murem. W odleglosci 2.30 m od niej natrafiono na lico sciany B, biegnacej w kierunku linii domow, lecz nie zupelnie scisle do niej rownoleglej. Sciana ta zaczyna sie blisko przedluzenia granicy domow l. or. 7 i l. or. 8, i w tym koncu oddalona jest od frontu domu 4.75 m. Stanowiac linie prosta, nieznacznie sie zbliza do domow, roznica odleglosci nie wynosi jednak w dwoch koncach wiecej jak 0.10 m. Sciana ta z dzikiego wapienia, dluga 4.70 m, ma koniec polnocny gwaltownie urwany, koncem poludniowym dochodzi do muru C, prostopadle od frontu kamienicy l. or. 8 idacego i pod katem prostym z nim sie laczy. Mur to potezny, grubosci 2.85 m, zbudowany z dzikiego wapienia. Od strony poludniowej przedstawia lico oblozone cegla gladka, recznej roboty, o wymiarach sredniowiecznych (27 x 15 x 8 cm). Mur ten przerwany zostal przekopem kanalowym. Po drugim brzegu przekopu ciagnie sie juz niedaleko, tak, ze w odleglosci 6.50 m od frontu domow jest widocznie jego zakonczenie, zaznaczone prostokatnem zagierowaniem, Ten wystep muru przedstawia sie jako rodzaj szkarpy wzmacniajacej, o tyle usprawiedliwionej, ze zbadanie przekroju f-g w strone frontu domow doprowadzilo do odkrycia przestrzeni sklepionej (fig. 2).
Fig. 2. Przekroj pionowy po linii f-g. (Skala 1 : 100).
Sklepienie, ktorego wlasciwie tylko wyrost jest zachowany, bylo – jak sie zdaje – cale z kamienia; w wyroscie grubosc jego wynosi 0.45 m, a wyzej w miejscu przerwania zaledwie 0.30 m. Bylo ono beczkowe. Tak ta okladka, jak i zagierowanie szkarpy, zdaja sie wskazywac, iz to nie sa fundamenty, a przestrzen sklepiona nie byla piwnica, lecz ze owszem sa to mury jakichs izb sklepionych, niegdys nad powierzchnia ziemi stawianych, a potem dopiero zakrytych sztucznie z czasem podniesionym poziomem. Uprawnia do tego niezbyt wielka glebokosc 3.00 m, do jakiej odkopano mury, kopiac az do calizny terenu. Gorna ich strona dochodzi niedaleko dzisiejszego poziomu ulicy, miejscami na 1 m, miejscami na 0.60 m od niego odlegla. Sklepienie uwidocznione w przekroju f-g, – gdyby uzupelnic zburzone czesci jego luku – zapewne dotkneloby niemal dzisiejszego poziomu drogi. Piwnice domow najblizszych leza o wiele glebiej, choc nie zdaja sie pochodzic z dawnych bardzo wiekow.Po przerwie mierzacej 1.30 m natrafiono na inny mur D, rownolegly do lica poludniowego muru poprzedniego. Pokazalo sie, iz wlasciwie sa to dwie sciany rownolegle do siebie i biegnace prostopadle do frontu domu l. or. 8. Sa one rownej grubosci okolo 0.90 m, oddalone od siebie 1.30 m. Przekop kanalowy przecial je w miejscu bliskiem sciany poprzecznej, ktora wiaze sie z niemi i ma grubosci 1.15 m. Sciana ta wypada na przedluzenie linii muru poprzednio wspomnianego, majacego dlugosci 4.70 m. Lico jego zachodnie odlegle jest od kamienic 4.60 m, a lico wschodnie 3.45 m. Oba mury rownolegle do siebie, rownie jak sciana poprzeczna zbudowane z dzikiego wapienia, wybiegaja od niej w dwoch kierunkach ku wschodowi, w strone kamienic i ku zachodowi i w strone placu; tu ida poza przekop, ktory je przecial. Do ich konca nie mozna bylo sie dokopac ani z jednej ani z drugiej strony, gdyz tam stanal na przeszkodzie chodnik, ktorego nie wolno bylo naruszyc, tu zas rynsztok, kanaly dawne i rury gazowe. Mur pierwszy polnocny, skladem swoim wskazuje, gdzie konczyly sie fundamenty. Stawiany z kamienia lamanego, w glebokosci 1.20 m pod dzisiejszym poziomem powierzchni planu ma odsadzke, a powyzej niej oblozony jest z obu stron cegla sredniowieczna. Cegla nie obkladano murow ukrytych w ziemi, wiec dawny poziom terenu byl przynajmniej o 1.20 m nizszy od dzisiejszego i sciana od tego punktu wznosila sie nad ziemia. Mogl tutaj tylko byc jakis korytarz. Przekroj pionowy muru D w dwoch kierunkach przedstawia fig. 3.
Fig. 3. Przekroj pionowy muru D po linii a-b oraz d-c.
Aby sie przekonac, jak daleko biegl on ku zachodowi, zrobiono w przedluzeniu jego wykop E poza linia kanalow i rynsztoku w odleglosci 10.50 m, od linii domow. Tutaj jednak na zadne mury juz nie natrafiono.Natomiast zrobiono inne odkrycie: w glebokosci 1.60 m znalazl sie rodzaj pomostu drewnianego. Nie zupelnie poziomo polozony, sklada on sie z forsztow, raczej okrajkow grubych jodlowych; obrocone brzuchami do gory, mierza w najwyzszem miejscu 0.08 m grubosci, i przybite sa kolkami do ligarow, rowniez jodlowych, niegrubych, bo mierzacych 0.12 m. Ligary kladzione sa zawsze po dwa razem, srodek ich od srodka nastepnej pary oddalony 0.75 m. czyli + 2 1/2 stopy. Pomost ten zgadza sie z temi, ktore w roznych punktach ulic Krakowa widzial i opisuje Luszczkiewicz 9). W ten sposob w srednich wiekach moszczono bagna, aby umozliwic przejazd. Pomost wiec wskazuje starodawna droge lub ulice, o ktorej kierunku wnosic mozna z ukosnego wzglednie do linii domow Wolnicy polozenia okrajkow i ligarow; polozenie to u widocznia rysunek figury 1. Pomost odslonieto na przestrzeni prostokatnej, mierzacej 8 m2 powierzchni.
Ze ten pomost – choc nie tak gleboko lezy, a drzewo w nim dosc zdrowe – jest bardzo dawnym, dowodem tego liczne i roznorodne warstwy nasypu, ktory go pokrywa; uwidocznia ich rodzaj przekroj h-i (fig. 4).
Fig. 4. Przekroj pionowy wykopu E z fig. 1, po linii h-i (Skala 1:100)
Oto na pomoscie znaleziono warstwe namuliska ilowego, na ktorym w glebokosci 1.20 m ulozony jest bruk z nierownego malego kamienia lamanego. Nasycony wilgocia kamien okazywal barwe szara, ale zdaje sie, ze jest wapieniem. Warstwa ilu ma grubosci okolo 0.20 m. Na nim znow lezy 20-centymetrowa warstwa namuliska piaskowego. Piasek jest wislany, a w tych namuliskach widzimy slady jakichs dawnych wylewow rzecznych. Warstwa piasku dochodzi do 0.80 m pod poziomem dzisiejszym, i na niej dopiero warstwa najnowsza, rumowiska i nawiezionego piasku, na ktorej zbudowana jest droga szosowa, Bruk w glebokosci 1.20 m odkryty zostal takze i w kilku miejscach blizej murow odkopanych.Najdalej ku poludniowi wysuniety mur F, jaki znalazl sie w wykopie kanalowym, oddalony jest 2.33 m od muru D i wypada na linie przedluzonego frontu domu od strony ulicy Pustej. Dalej jeszcze okazaly sie slady roznych murow, ]ecz te nie zdaja sie siegac odleglych czasow, i naleza zapewne do kanalow i upustow w roznych czasach tu przeprowadzanych.
Przekop opodal naroznika zrobiony w poprzek ulicy Pustej (przy P), nie doprowadzil do zadnych odkryc.
Wreszcie nadmieniam, ze wsrod robot ziemnych w tej okolicy znaleziono pare przedmiotow bez wielkiego znaczenia; mianowicie w miejscu gdzie pomost drewniany: gwozdz zelazny kuty i hak zelazny kuty, ksztaltu litery Z, z obu koncami belek poziomych, zawinietemi pionowo; w przekopie dalszym przy ul. Przesmyk znaleziono: lancuszek z drutu cienkiego mosieznego, 0.11 m dlugosci, zlozony z pieciu skrecanych petlic i z esownicy na koncu; kolko mosiezne srednicy wewnetrznej 0.035 m. Kilka kawalkow miedzi przetopionej i cienkiej blaszki miedzianej, odlamek skorupy glinianej zoltej, polewanej z wytloczonym ornamentem wypuklym; dwie cegly recznej roboty, wypalane, z wycisnietym herbem miasta Krakowa w dwoch odmianach wielkosci. Wymiary cegiel: 30 x 15 x 7.5 cm, i 32 (?, koniec urwany) x 16 x 7 cm.
Wszystkie przedmioty znalezione zlozono w zbiorach Archiwum miejskiego.
Oto skromny wynik badan przeprowadzonych w narozniku poludniowo-wschodnim Wolnicy. Nie doprowadzily one do pozytywnych odkryc, tem wiecej, gdy poszukiwaniom granice kladly okoliczne budynki, kanalizacya, brak wreszcie wiekszego funduszu. W kazdym razie zdaje sie byc pewnem, iz w tem miejscu staly sredniowieczne budynki i ze byly wsrod nich izby sklepione. Czy one nalezaly do gmachow uniwersyteckich, zaczetych przez Kazimierza [Wielkiego]? Na to wiadomosci dotychczasowe nie daja nam dostatecznej odpowiedzi.
Badz co badz poszukiwania w miejscu, ktore jeden z powaznych znawcow dawnego Krakowa uwazal za plac uniwersytetu Kazimierzowskiego, zasluguja na to, aby slad ich zachowany zostal od zapomnienia. Moze kiedys przybeda nowe badania, ktore uzupelnia drobne odkrycia roku 1901.
Rocznik krakowski, t. V, str. 183-195, 1902.
Towarzystwo Milosnikow Historyi i Zabytkow Krakowa.
- Przypisy:
- Jozef Muczkowski, Wiadomosc o zalozeniu uniwersytetu. Krakow 1851. Rocznik Tow. Nauk. Krak., Tom XIX, – i osobna odbitka p.t. Wiadomosc o zalozeniu uniwersytetu i kollegium Wladyslawsko-Nowodworskiego w Krakowie. Dodana Wspominka o Mateuszu z Krakowa. Krakow 1851.
- Sprawozdanie Wladyslawa Luszczkiewicza z wypadku poszukiwan komisyi wyznaczonej celem odszukania miejsca i zabytkow budowlanych uniwersytetu, zalozonego przez Kazimierza Wielkiego Krakow 1865. (Odbitka z XXXIV Tomu Rocznika Tow. Nauk. Krak.)
- Eustachy Ekielski, Miasto Kazimierz i budowle akademickie. Krakow 1869.
- Alfred Brandowski, Zalozenie uniwersytetu krakowskiego. Krakow 1873.
- Stanislaw Krzyzanowski, Poselstwo Kazimierza W. do Awinionu i pierwsze uniwersyteckie przywileje.
Rocznik krakowski. Tom IV. Krakow 1900.
Wzmianki w ksiazkach:
- Bandkie, Dzieje narodu polskiego. Warszawa 1835.
- Morawski Kazimierz, Historya Uniwersytetu Jagiellonskiego. Krakow 1900.
- Piekosinski (i Szujski), Stary Krakow. Krakow 1901. (powrot)
- Kod. dypl. Wielkopolski. Nr 34. Kod. dypl. katedry krak., 152-153, 161-162. Kod. dypl. m. Krakowa, str. 17. (powrot)
- Dokumenty odnosne do tej sprawy oglosil po raz pierwszy w wyczerpujacym komplecie prof. Stanislaw Krzyzanowski w rozprawie, ktorej tytul przytoczylem w nocie [5]. (powrot)
- Archiwum grodzkie krakowskie. Rel. Crac. 205, str. 263 i n. Wiadomosc te zawdzieczam Drowi Kutrzebie, adjunktowi tegoz archiwum. (powrot)
- Najstarszy Krakow, na podstawie badania dawnej topografii. Rocznik krakowski. Tom II, Krakow, 1899. (powrot)

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||