W szescdziesieciolecie Powstania Warszawskiego



WYZWOLENIE "GESIOWKI" W POWSTANIU WARSZAWSKIM





ANDRZEJ M. KOBOS   (opr.)



Wkrotce po wybuchu Powstania Warszawskiego, 5 sierpnia 1944 roku, zolnierze batalionu "Zoska" Armii Krajowej zdobyli "Gesiowke", warowny oboz koncentracyjny-wiezienie dla Zydow, przy ul. Gesiej na Woli, na terenie zburzonego w 1943 roku getta warszawskiego. Z uwolnionych wiezniow (348 Zydow – obywateli kilku panstw) utworzyl sie samoistnie calkowicie ochotniczy oddzial zydowski, ktory w zasadzie wszedl w sklad batalionu "Zoska".

Zdobycie "Gesiowki" opisywane bylo juz wczesniej, np w [l], [2], [3]. Najwieksza wartoscia zamieszczonych ponizej relacji ze zdobycia "Gesiowki" i utworzenia oddzialu Zydowskiego jest to, ze pochodza one od bezposrednich uczestnikow tych wydarzen i podaja wzajemnie konfrontujace i uzupelniajace sie wersje. Dla scislosci, teksty relacji opatrzone zostaly przypisami i bibliografia.

Relacje te stanowia przyczynek nie tylko do historii Powstania Warszawskiego, do losow Zydow w czasie Powstania, do historii Zydow w polskim podziemiu i do wielowatkowej historii stosunkow polsko-zydowskich w okresie II wojny swiatowej, ale takze do gorzkich czesto powojennych dyskusji o tychze, ktore ciagna sie po dzien dzisiejszy.

5 czerwca 1989 roku w Warszawie, podczas towarzyskiego spotkania grupy zyjacych zolnierzy batalionu "Zoska" Armii Krajowej, w wiekszosci z plutonu pancernego batalionu, kilku z nich snulo wspomnienia z Powstania Warszawskiego. Rozmowa ich zostala nagrana na tasme magnetofonowa. Relacje "Wacka", "Walka" i "Dr. Broma" sa oparte na zapisanej z tej tasmy. Relacja "Wacka" zostala uzupelniona kilkoma fragmentami jego nieopublikowanego tekstu pt. Zydzi z Gesiowki w Powstaniu Warszawskim oraz fragmentami jego wypowiedzi w sierpniu 1994 roku w Warszawie. Opowiadaja nastepujacy byli zolnierze batalionu "Zoska" Armii Krajowej:

  1. Zapis z tasmy magnetofonowej ustnej relacji trzech zolnierzy:

    • "Wacek" – Waclaw Micuta, ps. "Wacek", kpt., dowodca plutonu pancernego 1) w batalionie "Zoska", VM, KW [2];

    • "Walek" – Jan Zenka "Walek", kpr., KW [2];

    • "Brom" – Dr Zygmunt Kujawski, ps. "Brom", (1916-1996) kpt., lekarz batalionu "Zoska", VM, 2xKW [1];

  2. Pisemna relacja: "Kajtus" – Stanislaw Romanowski "Kajtus", kpr., KW [2] i "Konrad" – Jozef Nowocien "Konrad", ppor., KW 2), [2];

  3. Pisemna relacja: "Marek" – Tadeusz Zuchowicz "Marek", ppor., KW 3), [2];

  4. Zapis ustnej relacji: Swist" – Stanislaw Sieradzki "Swist", sierz. pchor., KW 4), [2];

  5. Pisemna relacja: "Laudanski" – Juliusz Bogdan Deczkowski "Laudanski" (1924-1998), sierz. pchor. 5), [2].
Dla scislosci relacje opatrzone sa przypisami i bibliografia.

Andrzej M. Kobos



I


Wyzwolenie "Gesiowki"


Waclaw Micuta "Wacek":

Do powstania oddzialu zydowskiego doszlo tak, jak na wojnie: przez przypadek. Ja bylem z nimi od poczatku. Byl to, wydaje mi sie, jedyny oddzial zydowski, ktory byl w pewien sposob autonomiczny w ramach Armii Krajowej. Mam w sercu pamiec o tych naszych zolnierzach, Zydach, ktorzy zachowywali sie w sposob nadzwyczajny, bohaterski. Stary oficer nie uzywa slow "bohaterstwo" na darmo. Wykonywali kazde zadanie, szli na ochotnika. byli gotowi ginac w kazdej chwili 6). Trzeba uratowac pamiec o ludziach. Ktorzy walczyli razem z nami o swiete prawo do zycia, wolnosci i godnosci ludzkiej kazdego czlowieka.




"Gesiowka" – oboz koncentracyjny przy ul. Gesiej w Warszawie,
zalozony przez Niemcow w roku 1943 na terenie Getta po zdlawieniu powstania w Gettcie.
(ze zbiorow Muzeum Niepodleglosci w Warszawie.)


W lipcu 1943 r. Sicherheitsdienst utworzylo dla Zydow. ktorzy nie mowili po polsku oboz zaglady na "Gesiowce" 7). Zwiezli tam 7000 Zydow z roznych krajow europejskich. np. Zydow greckich. francuskich. holenderskich i belgijskich. aby nie mogli porozumiewac sie ani z ludnoscia zydowska, ani polska. Jednak od pierwszego dnia komunikacja byla doskonala, bo Zydzi francuscy czy belgijscy byli w wiekszosci emigrantami z Polski. Wkrotce uwieziono tam takze grupe Zydow, obywateli polskich, niedobitkow z getta. Ci niewolnicy wyciagali z ruin getta wszystko to, co moglo miec jakakolwiek wartosc dla niemieckiej machiny wojennej, od cegiel i zelastwa do kosztownosci z ukrytych skrytek.

27 lipca 1944 r. Niemcy popedzili piechota ok. 4000 Zydow z "Gesiowki" do Skierniewic, w transporcie do Dachau. Podobno ocalal z nich tylko jeden czlowiek. Ponad 400 zglosilo sie jako niezdolnych do marszu; tych od razu rozstrzelano. W obozie pozostalo okolo 400 Zydow, wsrod nich grupa Zydow z Pawiaka. Mieli oni zatrzec slady istnienia obozu, po czym zostac rozstrzelani. Nie bylo zadnej szansy dla tych ludzi 8).

Zewnetrzna czesc obozu zostala zdobyta juz wczesniej przez kompanie "Rudy" batalionu "Zoska". Rozpoznano tez umocnienia czesci. w ktorej znajdowali sie Zydzi i czesci zajmowanej przez dowodztwo niemieckie.

Przed obozem stal harcerski batalion Armii Krajowej "Zoska", harcerzy Szarych Szeregow, ktorzy pamietali statut harcerstwa polskiego z roku 1920. mowiacy. iz harcerz jest przyjacielem kazdego czlowieka. Nikt z nas nie myslal wtedy o sytuacji strategicznej, ze otworzy nam to pewne linie. ani o tym. ze silne stanowiska niemieckie miano izolowac, a nie zdobywac w pierwszym okresie walk. Chcielismy od razu wszyscy atakowac, ratowac tych wiezniow. Inicjatywa natarcia na "Gesiowke" wyszla od mjr. "Jana" 9) i kpt. "Jerzego" 10). Mnie, jako dowodce czolgow, tez do tego wciagnieto. Rano 5 sierpnia poszlismy do plk. "Radoslawa" 11).

Bylo nas trzech: byl "Jan", byl "Jerzy" i bylem ja. "Jan" byl dowodca urodzonym, "Jerzy" dowodca doskonalym, watazka nie z tej ziemi. Poprosili oni "Radoslawa": – Panie pulkowniku, prosimy o pozwolenie na natarcie na "Gesiowke" sila pelnego batalionu.

"Radoslaw" odmowil, mowiac: – "Ludzie, wojna to nie zabawa, tu trzeba zrobic rachunek. «Bociany» przy bramie obozu sa tak umocnione ciezka bronia i maszynowa, ze wy stracicie dobry batalion, a nie uratujecie Zydow, bo Niemcom potrzeba tylko pare minut, zeby z tych bocianow skierowac ogien na wiezniow."

Wyszlismy wszyscy z nosami na kwinte i mowimy do siebie: – No tak, batalionem nie mozemy uderzac, ale moze uda sie nam taki Husarenstueck, zaskoczenie jakies.

I wtedy "Jan" zapytal mnie: – "Waclaw, a wjechalbys czolgiem do srodka?"

– "Wjechalbym, sprobuje w kazdym razie."

Wracamy do "Radoslawa": – Panie pulkowniku, rzeczywiscie batalionem nie bedziemy uderzac, to nie ma sensu, ale my szybko, z zaskoczenia. Bedziemy udawac, ze przygotowujemy natarcie. Od Okopowej jeden pluton 12) bedzie wiazal Niemcow ogniem i pojdzie w kierunku na Pawiak "Wacek" pojedzie czolgiem, a za czolgiem podciagniemy dwa plutony 13). Jezeli "Wackowi" uda sie wjechac do obozu, to pierwszymi strzalami zniszczy wieze narozna i te plutony pojda wtedy do szturmu. "Radoslaw" zgodzil sie pod warunkiem zaskoczenia Niemcow i tego, ze wszyscy pojda na ochotnika.

I tak wlasnie to sie stalo, szczesliwie, w dwie godziny po odprawie u "Radoslawa" 14). Pojechalismy naprzod naszym czolgiem, "Magda". Niemcy mysleli, ze to byl ich czolg, Pantera, krzyczeli: unsere Panzern kommen...; znaki byly nasze, ale niewidoczne. Dojechalismy do wjazdu z Gesiej. "Ryk" rzucil sie na barykade z cegiel, przy skrecie z Gesiej, moze dwa metry wysoka. Czolg jakims szczesciem przeszedl. Zawiesil sie na gorze i stoczyl sie nosem w dol, troche nas przy tym potluklo. Wtedy okazalo sie, ze na prawo od nas bylo wejscie do obozu, a tam jeszcze jedna, nizsza barykada, o ktorej nie wiedzielismy. Krzycze: – "Ryk" , wjezdzaj na gore. To bylo wielka zasluga kierowcy naszego czolgu, "Ryka" 15), podchorazego pancernego, ktory w czasie okupacji jezdzil jako szofer w strazy pozarnej i byl znakomitym szoferem.

Na Woli mielismy szczescie, ze Niemcy nie mieli tam broni przeciwpancernej. To nas uratowalo. Niemcy juz jednak zorientowali sie i pod te druga barykade podlozyli jakas mine czy wiazke granatow. Ta mina rzucila nas poteznie, ale gasienica wytrzymala i znalezlismy sie na wierzchu tej barykady, po czym rozbilismy stalowa brame obozu. Od tej chwili Niemcy mieli dwa wyjscia: albo ginac, albo wiac. I duza czesc z nich uciekla. Zgodnie z planem, pierwszy strzal w wieze narozna. Chlopaki z plutonu "Felek", pod dowodztwem "Kuby" 16), to byly wspaniale chlopaki; nie czekajac drugiego strzalu z czolgu, ruszyli do ataku. Od drugiego pocisku jeden z nich dostal cegla w glowe.

Natarcie poszlo jak blyskawica, te chlopaki runeli biegiem, szturmowo, nieomal nie zatrzymujac sie dla oslony, jednego widzialem na rowerze. Pedalowal z calej sily srodkowa aleja obozu, myslalem, ze lada moment padnie, ale szczesliwie pod koniec alei rzucil rower i zaczal razic Niemcow z pistoletu maszynowego. Wszystkie punkty ogniowe Niemcow znalazly sie pod beposrednim naszym ostrzalem z czolgu. Obsluga dziala naszego czolgu, celowniczy "Bajan" 17) i zamkowy "Wiktor-Kadlubek" 18), rozbila wszystkie wieze wartownicze, jedna po drugiej, skad szedl ogien, konczac wypedzanie Niemcow z "bialego domu", zamykajacego oboz od strony wschodniej. Siedzac w czolgu, czulem wtedy przyjemnosc mysliwego z tego strzelania. Po walce w pierwszych dwoch wiezach znalezlismy zabitych i rannych Niemcow.

W pewnym momencie ogien ustaje i uwiezieni Zydzi, ktorzy byli przekonani, ze to juz koniec, ze juz smierc, raptem widza, ze to jest oswobodzenie 19). Wszyscy oni wychodza na zewnatrz, a ja zdaje sobie sprawe z tego, ze nie wiem, gdzie sa nasi chlopcy, ze jestesmy najslabsi w tym pierwszym momencie. Amunicji juz nie mamy, za chwile Niemcy moga kontratakowac i nie tylko, ze naszych wybija, ale tych wszystkich Zydow tez. Zjawiaja sie nasze nowe oddzialy.

Otwieram wlaz, krzycze do nich, nie pomaga, wyciagam pistolet i strzelam nad glowami, nic nie pomaga, oni podchodza, caluja, euforia straszna. Sa wolni. Nasi chlopcy krzycza do nich po polsku i niemiecku, probuja usuwac ich z pola walki, bo nie moga strzelac do uciekajacych Niemcow. I batalia sie konczy. Straty baonu byly niewielkie: dwoje zabitych 20) i kilku rannych.




Grupa Zydow uwolnionych na "Gesiowce".
W srodku (z karabinem) Mieczyslaw Szymanczuk "Symbor"; z lewej Jan Makowelski "Pytek",
obaj z plutonu "Alek" batalionu "Zoska". "Symbor" polegl 17 wrzesnia na Solcu.
(ze zbiorow Muzeum Niepodleglosci w Warszawie.)


Wszyscy bylismy zaczadzeni, bo w czolgu nie dzialal wentylator. Kiedy juz sie uspokoilo, potluczony, wylazlem z czolgu, zeby spokojnie odetchnac. Wtedy dopiero czlowiek czuje zmeczenie. Wychodze, a tam z tylu, na srodku Appelplatzu stoi dwuszereg pasiakow w doskonalym szyku wojskowym. Wyprostowalem sie zaczerpnalem tchu, podchodze tam. Na czele stoi jeden pasiak i krzyczy: – "Baaacznosc!, Na leewo patrz!". Podchodzi do mnie i mowi: – "Podchorazy Henryk Lederman 21) z takiego a takiego pulku piechoty melduje batalion zydowski gotowy do boju." Za gardlo mnie chwycilo. Ci ludzie, natychmiast gotowi do walki, ze stu ludzi dobra kompania bojowa! Powiadam do niego – „Poruczniku! Trzymac kompanie do mego rozkazu” – i biegne do "Jerzego" i "Jana". Oni mnie uscisneli, ze nam sie udalo. Mowie do nich: – "Sluchajcie, ja mam tutaj kompanie, oddzial zydowski, co z tym fantem zrobic?"

Idziemy do "Radoslawa". Jak tylko weszlismy, to on krzyczy: – Cholera, ale mieliscie szczescie.

Potem rozczulil sie, usciskal nas. Mowie do niego: – Panie pulkowniku, mam prosbe. Tam jest oddzial zydowski, to bohaterscy ludzie, dobry zolnierz. Niech mi Pan pozwoli dowodzic tym oddzialem.

Ten na mnie skoczyl: – Nie czytales rozkazu? General "Bor", dowodca naczelny, wydal rozkaz, zeby zwalniac z pierwszej linii wszystkich ludzi, ktorzy nie maja broni. Zolnierz bez broni na pierwszej linii to straszna demoralizacja. Skad te bron wziac?

– "Panie pulkowniku, broni to zdobylismy dosyc duzo na tych «bocianach». Oczywiscie nasi przyjaciele z plutonu byli tam pierwsi, to naszabrowali, ale nam tez cos zostalo. A jesli nie bedzie broni, to ja musze miec oddzial mechanikow, ktory bedzie utrzymywal czolgi na chodzie. One chodza od rana do nocy, a w nocy trzeba je naprawiac."

"Radoslaw" zgodzil sie 22). Do plutonu pancernego wzialem tylu ludzi, ilu moglem, i w ten sposob zostalem dowodca nie tylko plutonu pancernego, ale i oddzialu zydowskiego 23), ktory byl chyba jedynym zwartym oddzialem Zydow w Armii Krajowej 24).

Poczatkowo oddzial ten zajmowal sie utrzymaniem obu zdobycznych czolgow w ruchu. Bylo to w tamtych warunkach rzecza niezmiernie trudna. Wsrod zolnierzy znalezli sie rozni specjalisci. "Filar" 25) znal sie doskonale na instalacji elektrycznej, "Heniek" 26), "Rysiek" 27) i inni, ktorych pseudonimow nie pamietam, byli mechanikami samochodowymi. To, ze nasze czolgi dzialaly do konca walk na Woli, az do skonczenia sie amunicji dzialowej, bylo w duzej mierze zasluga tego oddzialu. 11 sierpnia, w ostatniej chwili przed wycofaniem sie na Starowke "Heniek" oblal je benzyna i podpalil.


"Walek":

Ja tez wyszedlem z czolgu. Wtedy podszedl jakis stary Zyd i ze szczescia kleknal przed nasza Pantera, rece zlozyl, glowe zadarl do gory, plakal, jakby go kto woda oblal. Mowie mu na to – czlowieku wstan. Przyszedl jeszcze maly chlopiec, Czech, mial moze 14 lat. Przyniosl nam mala, porcelanowa pantere – maskotke, ktora zostawil u nas w Panterze.


"Wacek":

Na "Gesiowce" wzielismy wielu jencow niemieckich. To bylo Sicherheistsdienst, tzw. "czarni" 28). To byla najgorsza swolocz. Ja ich pamietam, bo siedzialem w wiezieniu Gestapo we Lwowie, na Lackiego. Natychmiast odeslalismy ich do tylu i nie wiem, co sie z nimi stalo, ale sad polowy byl jedyna rzecza, ktora mozna bylo zastosowac wobec tych ludzi.

Wspomnialem "Filara". To byl czlowiek o poswieceniu zupelnie nieslychanym. Ja sobie to przypominam doskonale. Bylismy wtedy w szkole Sw. Kingi na Okopowej 29) i tam stal jeden nasz czolg na ubezpieczeniu, bo obawialismy sie, ze Niemcy nadejda od Powazkowskiej.

I rzeczywiscie, o swicie 30), kiedy w tym stojacym czolgu siedzieli "Skorupka" 31) i jego przyjaciel, Krzysztof Tyszkiewicz, ktorego podszkolilismy na zamkowego, nadjezdzaja bardzo wolno trzy niemieckie pojazdy pancerne od ulicy Powazkowskiej. W czolgu byly klopoty z elektrycznosca: bylo krotkie spiecie, wiec kazalem wylaczac glowny akumulator. I tych dwoch ludzi, ktorzy byli w srodku, nie umialo jakos wlaczyc tego akumulatora. Poniewaz dzialo, celowanie i odstrzal byly elektryczne, wiec byl to martwy czolg. A Niemcy nadjezdzaja. Rozzuchwalili sie, bo nie ma obrony, wiec wjezdzaja na Okopowa i rygluja ogniem cala ulice.

Wybiegam na zewnatrz, za mna "Filar". Nasz czolg stoi, ci ludzie nie moga z niego wyskoczyc. Po Okopowej idzie intensywny ostrzal, nie mozna tam przeskoczyc. Ja nie moge skakac, bo nie mam wladnej prawej reki, gdybym nawet zdolal wejsc do tego czolgu, to musialbym miec dwie zdrowe rece. Mowie do "Filara":

– "Filar", to przegrana sprawa! Jestesmy odcieci!

On nie sluchal, zrozumial w lot, rzucil sie tak jak ryba, przekoziolkowal i przeturlal za czolg. Otworzyl wlaz i wszedl blyskawicznie do srodka. Patrze, a lufa lekko sie ruszyla. "Skorupka", to byl dobry strzelec, wyszkolony jeszcze przed wojna w 7 DAKu w Poznaniu. Bum!, i w pierwszy pojazd niemiecki. Bum!, iw drugi. Trzeci uciekl. Bylismy uratowani.

"Filar" na miejscu dostal Krzyz Walecznych.


"Brom":

– Wsrod Zydow uwolnionych na "Gesiowce" byl taki Karol, nie wiem jak sie nazywal, starszy Zyd, o wybitnie semickich rysach. Byl potem z nami caly czas, kucharzyl u "Radoslawa". Kiedy byla kapitulacja Powstania, "Radoslaw" polecil mi zajac sie nim. W szpitalu wycialem mu numer obozowy na przedramieniu, zalozylem gips na ramie, i staralem sie jakos zmienic jego fizis, dalem mu swoja kurtke. Pojechal z nami do obozu jenieckiego w Zeitheim. Tam byl szpital jeniecki, w ktorym byl on w dalszym ciagu pomocny. Balem sie, zeby go stamtad Niemcy nie wyciagneli, ale jakos udalo sie. Dotrwal do wyzwolenia. Wyszedl z pierwsza masa jencow, ktorzy rzucili sie do bramy, jak tylko Rosjanie wyzwolili oboz i juz potem zadnych wiesci od niego nie mialem. Co sie z nim stalo, nie wiem. Byl to wspanialy czlowiek i bardzo przydatny.



II


Atak na "Gesiowke"


Stanislaw Romanowski "Kajtus" i Jozef Nowocien "Konrad"

[...]. Rano 5 sierpnia rozstawiono zolnierzy dwoch druzyn, "Karola" 32) i "Konrada" 33) z III kompanii "Giewont", ktorzy dostali rozkaz natarcia na oboz. Dla ubezpieczenia akcji obu druzyn mielismy jeden rkm, ktory obslugiwal "Kajtus".[...]

Przez wylom w bramie, wybity przez nasz czolg, wtargnelismy do srodka obozu. Druzyna "Karola" poszla prawa strona obozu, a druzyna "Konrada" lewa. Jako pierwsi szli "Karol" i "Konrad", ktorzy mieli oslaniac ogniem innych zolnierzy III kompanii. Przegladalismy kazdy barak, z ktorych pierwsze byly puste. Nagle, jakies dwa czy trzy baraki przed nami, otworzyly sie wszystkie drzwi i okna i wybiegl z nich w nasza strone tlum okolo 300 ludzi, ubranych w pasiaki, z glosnym krzykiem i placzem. Podejrzewajac, ze mogli to byc Niemcy, probowalismy ich zatrzymac, jednak oni, nie zwazajac na nasze rozkazy, biegli dalej, wolajac, ze sa Zydami polskimi, choc w krzyku tym slychac bylo wielojezyczne nawolywania. Od nich dowiedzielismy sie, ze Niemcy wycofali sie do czesci zajmowanej przez dowodztwo i ze bylo ich okolo 90 zolnierzy.

Posuwajac sie dalej, znalezlismy rkm i trzy skrzynki amunicji, pozostawione na stanowisku, z ktorego Niemcy w poplochu, zostawiajac nawet bron, ratowali sie ucieczka. Silny ostrzal z jednej z wiezyczek powstrzymal nas na chwile, jednakze nasz ogien pokryl skutecznie i ten punkt oporu. Dopadlismy wreszcie do muru, oddzielajacego druga czesc obozu od trzeciej. "Kajtus" zajal stanowisko z rkm, a druzyny wykonaly pojedynczo skoki w kierunku budynku dowodztwa. Torujac sobie droge granatami, przeszukano go caly, ale czesc Niemcow zdolala wycofac sie wwalce w kierunku Stawek i Pawiaka. "Dab" 34), ktory zawsze twierdzil, ze najpewniejsza bronia jest kb, mial teraz dobra okazje do brania na cel pojedynczych uciekinierow niemieckich. Jakis esesman zostal ranny. Por. "Giewont" 35) nakazal sanitariuszce "Krysi" 36). zalozyc mu opatrunek. Ta, aczkolwiek niechetnie, wykonala rozkaz dowodcy. Wzielismy wielu jencow niemieckich. W pomieszczeniach dowodztwa, w sali jadalnej, zastalismy stoly zastawione do sniadania czy obiadu, z ciepla jeszcze zupa 37). Ulokowalismy sie w tym budynku, ktory z workami z piaskiem w oknach wygladal na mozliwa do obrony twierdze. W zajetych budynkach gospodarczych nasi zolnierze, znalezli duze zapasy: zywnosc, beczki z maslem, cukier, makaron, stosy butow 38).

Wyzwoleni Zydzi ze wzruszeniem mowili nam, ze wszyscy zostali nagle uratowani, ze byli przygotowani na smierc, bowiem nazajutrz mieli zostac rozstrzelani. Z szeregu Zydow wystapili czterej lekarze, ktorzy chcieli podjac prace na rzecz powstancow. Por. "Giewont" polecil "Krysi" udac sie z nimi do szpitala Karola i Marii na Lesznie. Por. "Giewont", zwracajac sie do wyzwolonych Zydow, pozostawil im wolny wybor: mogli wstapic w szeregi walczacego oddzialu lub opuscic teren "Gesiowki" na wlasna reke. Kazdy z Zydow zostal zaopatrzony w jedzenie, buty, ubranie lub mundur poniemiecki. Sposrod ocalonych Zydow pewna grupa wstapila w szeregi batalionu "Zoska", walczac wraz z nami az do kapitulacji Powstania. Byla wsrod nich np. Zydowka imieniem Marysia, ktora przeszla czaly szlak bojowy III kompanii: Wola, Stare Miasto, kanaly, Srodmiescie, Czerniakow, kanaly, Mokotow, kanaly, Srodmiescie. Nieznane sa jej dalsze losy, ani prawdziwe imie i nazwisko.

W natarciu na "Gesiowke", zginal "Piotrus" 39), ktory dostal smiertelny postrzal w piersi kula dum-dum. Strzal oddal broniacy sie na wiezyczce esesman. Sanitariuszki "Lusia" 40) i "Lidka" 41) zalozyly jeszcze rannemu opatrunek, jednakze "Piotrus" wkrotce zmarl, odmawiajac modlitwe "Zdrowas Mario" i proszac, zeby powiadomic o jego smierci jego narzeczona – Magde. Por. "Giewont" zarzadzil uroczysty pogrzeb, prowadzony przez kapelana batalionu "Zoska" – "Ojca Pawla" 42).



III


Zdobycie "Gesiowki"


Tadeusz Zuchowicz "Marek"

[...] Oboz zydowski znajdowal sie przy ul. Gesiej i skladal sie z szeregow drewnianych barakow, zielono malowanych. Otoczony byl wysokim betonowym murem z wiezyczkami strazniczymi z bronia maszynowa. Ciezka, zelazna brama stanowila jedyne wejscie na jego teren. W bialym, murowanym domku, otoczonym murowanymi bunkrami, byla wartownia esesmanow i Ukraincow.

Kiedy przez wylom w murze wjezdzala powoli nasza zdobyczna Pantera, my sunelismy za jej poteznym cielskiem, od strony bunkrow dolecial nas radosny okrzyk po niemiecku: Unsere Panther! – Niemcy mysleli, ze to byl ich czolg. Czolg podjechal blisko i wywalil ze swego dziala w bunkier. Zewszad padaly strzaly broni maszynowej i wybuchaly granaty, na ktore odpowiadalismy ogniem, mierzac i wylapujac stanowiska niemieckie. Mimo silnego oporu, parlismy naprzod, wspierani ogniem naszego czolgu.

Jeszcze nie ustal zgielk bitewny i jazgot broni maszynowej, kiedy wsrod dymu i pylu zaczely wylaniac sie postacie ubrane w pasiaki. Przybywalo ich coraz wiecej, otaczali nas zwarta gromada. Blyszczacymi ze zdziwienia, pelnymi leku oczami, spogladali na nas, a my przygladalismy sie im z rownym zdumieniem, jak zdolali oni przetrwac wybuchy granatow i strzelanine z kaemow.

To byli Zydzi. Po krotkiej chwili wahania rzucili sie ku nam i roznojezyczna gwara zaczeli wyrazac swoja radosc i wdziecznosc. W potoku slow rozroznialismy jezyk polski, niemiecki, czeski, a niezrozumialy belkot okazal sie potem jezykiem greckim. Krzycza, Sciskaja nas, caluja, smieja sie, dziekuja za wyzwolenie. Czestujemy ich papierosami, ktore chciwie zapalaja, a po kilku zaciagnieciach sie, wybuchaja jeszcze wieksza radoscia i zywiej gestykuluja. Wychudzeni, zarosnieci, z zapadlymi policzkami, tylko szeroko otwarte oczy, w ktorych blyszcza lzy radosci z niespodziewanego ocalenia. Opowiadaja, ze uratowalismy ich od pewnej smierci, gdyz Niemcy mieli ich w najblizszych godzinach rozstrzelac. Kiedy dowodca kompanii "Rudy" – por. "Andrzej Morro" 43). wszedl do zebranej gromady i Zydzi dowiedzieli sie kim on byl, wiwatom nie bylo konca.

Wsrod Zydow wyroznial sie smialoscia maly, moze piecioletni chlopiec – Czech. Interesowal sie czolgiem, wdrapywal sie na niego i zagladal ciekawie do wnetrza. Potem pobiegl do baraku, skad wrocil z porcelanowa figurka, wyobrazajaca pantere. Wreczyl ja jednemu z naszych czolgistow, mowiac: "mialem ja caly czas w obozie, ale panu dam na pamiatke". "Kadlubek" 44) wzial z rak chlopca porcelanowa figurke i czule go usciskal. Figurka ta stala sie maskotka czolgu. Jakis stary, siwy Zyd ze lzami w oczach przemawial cos do mnie, ale nie zrozumialem go wiele. Wyciagnalem z kieszeni garsc kostek cukru i wlozylem mu w drzace, wychudzone dlonie. Zreszta kazdy z nas staral sie czyms zrobic przyjemnosc tym ludziom, ktorzy zapewne zwatpili juz byli w dobroc i ludzkosc. My wszyscy, mimo ze stracilismy kilku towarzyszy broni, cieszylismy sie ich szczesciem i tym, ze wyrwalismy ich z rak hitlerowskich zbrodniarzy.

Zmrok juz zapadal, kiedy nasze sanitariuszki i laczniczki przyniosly tym Zydom kolacje. Wyglodniali, polykali chciwie chleb z marmolada, konserwy miesne i czarna kawe z cukrem. My, widzac ich wyglodzenie, odstapilismy im jeszcze czesc naszych porcji. [...]

Z ochotnikow Zydow, ktorzy byli mechanikami i elektrykami, sformowano druzyne obslugi czolgow. Inni mechanicy zydowscy zostali przydzieleni do warsztatow rusznikarskich, prowadzonych przez chorazego "Rafala" w szkole sw. Kingi przy ul. Okopowej. Wiekszosc wyzwolonych Zydow spelniala pomocnicze czynnosci, np. transport rannych, noszenie wody, sprzetu, zdobycznych mundurow. Zajmowali sie gaszeniem pozarow, naprawianiem barykad. Wszyscy oni otrzymali powstancze opaski i byli rownoprawnymi zolnierzami Armii Krajowej. Kilkunastu mlodszych i silniejszych, ktorzy chcieli wziac bezposredni udzial w walkach, zostalo wcielonych do oddzialow bojowych. Z bronia w reku walczyli oni wraz z nami, ramie przy ramieniu. Wszyscy oni wykazywali wiele hartu, odwagi i poswiecenia. [...]

Z Woli przeszlismy na Stare Miasto, gdzie walki osiagnely swoj kulminacyjny stopien natezenia i zacieklosci. Topnialy nasze szeregi, a na przyczolku Czerniakowskim rozegral sie ostatni akt heroicznej epopei baonu "Zoska" i blizniaczego, walczacego razem z nami baonu "Parasol". Obok naszych zolnierzy gineli Zydzi. Gineli z honorem, a nie, jak ich bracia, padali bezbronni od kuli czy umierali w komorach gazowych.

W momencie kapitulacji Powstania plk "Radoslaw" nakazal nam zaopiekowac sie pozostalymi przy zyciu Zydami, aby mogli doczekac bliskiego juz konca wojny. Nasza grupa, skladajaca sie z "Maulego" 45), "Tytusa" 46) i "Marka" 47), wziela po swoja opie ke moze 50-letniego Zyda, czarnego, sredniego wzrostu, krepej budowy, ktory po wyzwoleniu "Gesiowki" byl jednym z kucharzy w Zgrupowaniu "Radoslawa". Dostal on od wladz AK falszywe dokumenty na nazwisko aryjczyka – Karola Kucharka. Na lewym przedramieniu mial on wytatuowany numer obozowy, ktory moglby go zdradzic. Kpt. dr. "Brom" wycial mu skore z tym numerem, zaszyl rane i zalozyl gipsowy opatrunek. Karol Kucharek, "aryjczyk", pojechal z nami i z calym transportem powstancow-jencow do obozu w Zeitheim bei Muehlberg Stalag IV b. Wiedzielismy, ze tym samym transportem jechalo jeszcze kilku innych Zydow pod opieka innych grup.

Szczesliwie dojechalismy do Kriegsgefangenen Lager Zeitheim. Zamieszkalismy w baraku nr 16, wspolnie z kpt. dr. "Bromem". Chodzilo o to, aby Kucharek nie rzucal sie w oczy. Zajelismy jeden z katow baraku. Karol zajal dolne poslanie pryczy, w samym kacie. W ten sposob nad soba, obok siebie i przed soba mial ludzi zaufanych, tj, nasza czworke. Bylo to najlepsze miejsce, jakie mozna bylo wybrac. Karol chodzil w kurtce z wysokim kolnierzem, ktory jak postawil, to chowal w nim cala glowe. W ten sposob ubrany, o zmroku opuszczal swoj kat i szedl do latryny.

Niemcy kilkakrotnie robili w obozie poszukiwania Zydow, lecz jednolita postawa wszystkich jencow sprawila, ze nigdy nie znalezli zadnego Zyda. Karol Kucharek czul sie w naszym otoczeniu bezpiecznie. Prowadzilismy wspolne gospodarstwo. Zzyl sie z nami, opowiadal nam o swojej rodzinie, o ktorej nie wiedzial, czy zyje. Gral swietnie w szachy, wszystkich ogrywal. Rzadko kiedy przegrywal, ale wowczas denerwowal sie: "Jak ja tego nie widzial". Wiele rozmyslal, lezac calymi godzinami na pryczy z przymknietymi oczami. – "Karol, nad czym tak myslisz?" – pytalismy. Niechetnie odpowiadal, ale pamietam jedna jego odpowiedz: – Nad zatruwaniem sumienia ludzkiego przez jad, jakim jest hitleryzm, ktory ludzi przemienil w potwory i zbrodniarzy, a narod niemiecki zamienil w narzedzie zbrodni". Byla to bardzo madra odpowiedz i zapamietalem mysl w niej zawarta.



IV


Zydzi w Batalionie "Zoska"


Stanislaw Sieradzki "Swist"

5 sierpnia rano prawym skrzydlem poszla kompania "Giewont", lewym kompania "Rudy". Z plutonem "Felek" kompanii "Rudy" posuwala sie moja sekcja karabinu maszynowego, a ulica dojazdowa, dzisiaj Anielewicza, jechal do bramy obozu nasz czolg. Niemcy jak zobaczyli czolg, to krzyczeli unsere Panzern. A unsere Machine stanela naprzeciw bramy, gruchnela w nia i nasz czolg wjechal na teren obozu. Wpadlismy do obozu za czolgiem.

Juz w obozie zaleglismy w gruzach naprzeciw baraku, z ktorego ostrzeliwali nas Niemcy. Bunkier ten szybko zdobyl chlopak z mojej sekcji, Jurek Zastawny "Pregus" 48). Nie wiem nawet, kiedy "Pregus" znalazl sie pod tym bunkrem, kucnal schowany, zeby go Niemcy nie ustrzelili i rekami pokazywal, ze nie wie, co ma robic dalej. Ja zza tych gruzow, krzyknalem do niego – "Wal granaty do srodka, przez dziury". Wrzucil trzy granaty, w tym jeden "gamon" przeciwczolgowy. Huknelo, sciane wyrwalo i bunkier ucichl. Wpadlismy do jego wnetrza, na podlodze lezalo ich czterech – Niemcow. Z okienka tego bunkra ujrzalem, a jak uwolnieni Zydzi wysypywali sie z barakow, jak calowali naszych chlopcow, nawet po rekach, chcieli ich nosic na ramionach. Wyszedlem z bunkra na podworze obozu.

Po chwili jeden z mlodych polskich Zydow przyniosl skads wiadro pelne miodu i powiedzial do mnie: "Panie podchorazy – to dla pana w podziece!". Rzucilem sie na ten kubel z miodem, zjadlem chyba cztery czy piec lyzek, wiecej juz nie moglem. Koledzy moi tez.

Wielu Zydow uwolnionych z "Gesiowki" wstapilo do naszych oddzialow. Byli zbrojmistrzami, mechanikami. Swietni fachowcy, bo przeciez tylko Zydow-fachowcow Niemcy tak dlugo trzymali przy zyciu – po prostu potrzebowali ich. Byla takze specjalna kolumna kwatermistrzowska, pod dowodztwem "Fila" 49), ktora gotowala nam zupe i kawe; byla specjalna ekipa tzw. grabarzy, ktorzy zbijali z desek trumny, w ktorych chowano naszych poleglych.

Musze tutaj wspomniec jednego z tej grupy uwolnionych Zydow, Jakuba Wisnie, Zyda z Nalewek. Z Woli przeszedl on z nami na Starowke, potem do Srodmiescia i na Czerniakow. Na Czerniakowie slyszelismy artylerie sowiecka za Wisla, ale szybko okazalo sie, ze Sowieci nie przyjda nam z pomoca. Wtedy, jak dzis pamietam, Jakub Wisnia zapytal dowodce batalionu, kpt. "Jerzego" – co ma dalej robic? Nie zapomne, jak "Jerzy" odpowiedzial mu: – "Sluchaj, Jakub, niedlugo nastapi kapitulacja. Z twoim wygladem nie masz zadnych szans w oczach Niemcow. Musisz przeplynac Wisle, albo ukryc sie w piwnicach, w kanalach, gdziekolwiek, az przyjda Ruscy". I Jakub przeszedl jakos do Srodmiescia. Tam, w okolicach ul. Twardej, skumal sie z czterema innymi i w piatke przesiedzieli w jakichs piwnicach do stycznia 1945 r., zywiac sie surowymi kartoflami i marmoladami znalezionymi w tych piwnicach. Ognia nie mogli palic, bo dym by ich zdradzil. Przezyli cudem.

Kiedy ustanowiono w Polsce "Warszawski Krzyz Powstanczy", staruszek Jakub Wisnia odnalazl mnie w 1984 r. i zapytal niesmialo: – "Swist, czy ja mam prawo do Warszawskiego Krzyza Powstanczego? Odpowiedzialem mu: Jak najbardziej. Dostaniesz go, byles przeciez w batalionie "Zoska", w kolumnie kwatermistrzowskiej. Przystapilem do zalatwiania mu tego krzyza, ale wkrotce potem Jakub nagle zmarl. Mial bodajze 86 lat. Poszedlem na jego pogrzeb na cmentarzu zydowskim, z kolega z batalionu "Miotla", Antonim Olszewskim 50). Stalem w tlumie, a kiedy zaczely sie modly rabina w jezyku hebrajskim, powiedzialem glosno do Antka: – "Antek, nie masz pojecia jaki to byl dzielny, bohaterski chlop w Powstaniu". Uslyszala to stojaca obok kobieta – "Pan go znal, Jakuba?" – "Znalem, byl ze mna w Powstaniu". Wtedy ta kobieta podeszla do rabina i szepnela mu cos do ucha.

Rabin przerwal modly i poprosil mnie, abym opowiedzial, kim byl Jakub. Stanalem obok rabina i tak ad hoc opowiedzialem, co wiedzialem o Zydach uratowanych przez nas w Powstaniu i o Jakubie. Ostatnie zdanie, wypowiedzialem juz do nieboszczyka: – "Jakub, nie doczekales Warszawskiego Krzyza Powstanczego, ale on jest juz dla ciebie zalatwiony".



V


Natarcie wzdluz "Gesiowki"


Juliusz Bogdan Deczkowski "Laudanski"

5 sierpnia stalem oparty o mur jednej z wiez strazniczych "Gesiowki", na przedpo]u zdobytym przez nas juz wczesniej. Z uszkodzonego bunkra przy bramie getta wysz]i: mjr "Jan", kpt. "Jerzy" i por. "Andrzej Morro" 51). Andrzej zwrocil sie do mnie: – "Chodz, bedziesz nas ubezpieczal".

Przesz]ismy przez dziure w murze otaczajacym "Gesiowke". Dalej, w murze tym byla wysoka, szczelna brama, pokryta blacha, za ktora byli SS-mani i wiezniowie. Przed ostatnia wieza-bunkrem na przedpo]u pozostalem na do]e, a moi przelozeni weszli na gore. Po chwili zobaczylem w podluznym oknie trzy ich glowy. Nagle, obloczki dymu wytrysnely tuz przy nich. To seria z karabinu maszynowego. – "Dostali!" – pomyslalem przerazony. Juz chcialem biec w ich kierunku, gdy znowu wysunela sie czyjas glowa. Rozpoznanie trwalo jeszcze przez chwile.

W miejsce zasloniete przed SS-manami z "Gesiowki" zaczely uderzac kule, niecelne, ale zaniepokoily one wszystkich. Niemcy mogli strzelac do nas ty]ko z wiezy kosciola sw. Augustyna. Po chwili nasza "pantera", z bialo-czerwona szachownica na pancerzu i harcerska lilijka na wiezy, dowodzona przez por. "Wacka" 52), skierowala dzialo w gorna czesc wiezy kosciola. Dwukrotnie pociski trafialy w cel.

– "Nacierac!" – padl rozkaz "Kolczana" 53), dowodcy plutonu "Alek". Minelismy czolg, zegnani okrzykami i ruchami rak przez mjr. "Jana" i kpt. "Jerzego". Bieglismy w kierunku kosciola sw. Augustyna, wsrod zwalow ruin getta, dwiema falami, ubezpieczajac sie wzajemnie. Glosne "Hurra! Hurra!" dolatywalo z "Gesiowki". Inne oddzialy baonu "Zoska" atakowaly oboz. W warkot silnika czolgu wdzieraly sie serie broni maszynowej i pojedyncze strzaly. Z dziala "pantery" wytrysnal oblok dymu i rozlegl sie huk. Celny pocisk trafil w niemiecka wieze-bunkier.

Z prawej strony zobaczylismy budynek, nad ktorym powiewala hitlerowska flaga. Dostalismy sie pod ogien z tego budynku, jednak szczesliwie zajelismy skrzyzowanie dawnych ulic Smoczej i Dzielnej, na ktorym dwa wysokie zwaly gruzu tworzyly wawoz z wydeptana na dnie sciezka. Od kosciola sw. Augustyna bylismy oddaleni jeszcze 60-80 metrow. Przed nami w glebi znajdowal sie Pawiak.

Nagle okrzyk: – "Uwaga! Niemcy wycofuja sie z Gesiowki!". Szli pospiesznie ulica Dzielna w naszym kierunku, w kierunku glownej bramy Pawiaka. Natychmiast zostal wyslany goniec do "Andrzeja Morro".

– "Podpuscic, nie strzelac!" – padl rozkaz. Oba karabiny maszynowe, obslugiwane przez "Kolke" 54) i "Madejskiego" 55), oraz reczne karabiny zostaly skierowane w strone zblizajacego sie wroga. Wreszcie padla komenda: "Ognia!"

Na SS-manow spadl jak gdyby niewidzialny drag, ktory jednych poprzewracal, innych roztracil na obie strony. Ci z nich, ktorych nie dosiegly nasze kule, zajeli blyskawicznie stanowiska i otworzyli ogien. Niemcy strzelali do nas z dwoch stron i mogli nas jeszcze razic z wiezy kosciola. To moglo skonczyc sie dla nas tragicznie.

Od strony "Gesiowki" biegla do nas "Zosia Duza", sanitariuszka, ratowac rannych, ktorych sie spodziewala. Upadla. Wzmocnilismy ostrzal. Nadbiegl "Andrzej Morro". Blyskawicznie podniosl ranna na rece i wyniosl ja w bezpieczne miejsce. Wkrotce nasz czolg podjechal w nasza strone. Kilka strzalow z dziala czolgu do budynku z hitlerowska flaga uciszylo Niemcow. Podjechala sanitarka, ktora odwiozla Zosie do szpitala 56). Przybiegl do nas mjr "Jan". Zapoznalismy go z sytuacja. Kazal nam wycofac sie na "Gesiowke".

Po wejsciu do obozu ukazal sie nam dziwny, ale wspanialy widok. W tlumie zolnierzy z naszego baonu bylo pelno ludzi w bialo-niebieskich pasiakach. Radosc uwolnionych wiezniow byla olbrzymia, trudna do opisania. Twarze ich byly rozpromienione i podniecone, prawie kazdy cos mowil, w przeroznych jezykach. Pamietam, jak jedna z wiezniarek rownoczesnie smiala sie i plakala ze szczescia.




Kobiety uwolnione na "Gesiowce".
Po prawej stronie, na ziemi siedzi rozpoznana Renata Preczep (potem Lubińska), która przeżyła Powstanie.
(ze zbiorow Muzeum Niepodleglosci w Warszawie.)


Nagle zabaczylem w tym tlumie kolege z Pawiaka, Bronislawa Miodowskiego 57). Podbiegl do mnie z okrzykiem radosci, zlapal za szyje i zaczal calowac. On w wieziennym pasiaku, ja w niemieckim helmie i panterkowym mundurze, ale z bialo-czerwona opaska na ramieniu i ze stenem w dloni. Z grupy uwolnionych wiezniow przecisnal sie takze brat Bronka, Jozef.

Baon "Zoska" uwolnil z "Gesiowki" 348 wiezniow, Zydow (324 mezczyzn i 24 kobiety), w tym 89 obywateli polskich. Kazdy z nich mial swobode decydowania o swoim dalszym losie. Czesc z nich dolaczyla do plutonu pancernego baonu "Zoska". Brali oni udzial w walkach na Woli, Starym Miescie i Czerniakowie. Kilku innych walczylo w baonie "Parasol". Najwiecej zolnierzy z grupy uwolnionych Zydow bylo w oddziale kwatermistrzowskim "Fila" 58). Na Czerniakowie, z budynku przy ul. Ksiazecej l, widzialem kilka razy kolumne transportowa, wracajaca noca ze Srodmiescia przez nasze pozycje, w ktorej pelnilo sluzbe 10-15 bylych wiezniow "Gesiowki". W baonie AK "Parasol" z uwolnionych wiezniow "Gesiowki", smiercia zolnierza polegli w Powstaniu: Henryk Poznanski – "Bystry" 59), Peter Forrö – "Pawel" 60), Soltan Safijew – "Dr Turek" 61).

Na symbolicznym grobie w Kwaterze Harcerskiego Batalionu Armii Krajowej "Zoska" na cmentarzu Powazkowskim, tam gdzie pod wykutym Krzyzem Virtuti Militari widnieje napis "Bogu i Polsce", podane sa imiona i nazwiska, albo same tylko pseudonimy tych, ktorzy nie maja swych mogil. Wsrod nich, z plutonu pancernego, sa byli wiezniowie Gesiowki: NN "Filar", Dawid Goldman – "Gutek", Henryk Lederman – "Heniek", NN "Kuba". Trzech z nich bylo odznaczonych Krzyzem Walecznych.




Przypisy:
  1. 2 sierpnia 1944r., podczas walk obronnych na Woli, na ul. Okopowej w rejonie obozu "Gesiowka", zolnierze batalionu "Zoska" zdobyli na Niemcach dwa czolgi, ktore zdolano naprawic i uruchomic, glownie dzieki mechanikowi Luniewskiemu. Zdobyto rowniez zapasy amunicji czolgowej. Utworzono wowczas pluton pancerny, ktorego dowodca zostal kpt. Waclaw Micuta – "Wacek". Czolgi te braly udzial w walkach na Woli, az do upadku Woli i wycofania sie batalionu "Zoska" na Starowke w dniu 11 sierpnia. Uszkodzone w walkach i zepsute, zostaly wowczas spalone i porzucone [1,2].   (powrot)

  2. Obaj, "Kajtus" i "Konrad", aresztowani przez UB w styczniu 1949 r., byli wiezieni w PRL przez wiele lat. Ich pisemna relacja zostala przekazana w sierpniu 1993 r. autorowi tego opracowania (AMK) przez pania Lidie Markiewicz-Ziental "Lidke".   (powrot)

  3. Relacja ta zostala napisana przez Tadeusza Zuchowicza w kwietniu 1956 r. i nie byla publikowana. Tadeusz Zuchowicz zmarl 8 lutego 1963 r. Relacja ta zostala rowniez przekazana w sierpniu 1993 r. przez pania Lidie Markiewicz-Ziental "Lidke"autorowi tego opracowania.   (powrot)

  4. Aresztowany przez UB w styczniu 1949 r., byl wieziony w PRL przez osiem lat. Relacja Stanislawa Sieradzkiego pochodzi z tasmy z nagraniem rozmowy z nim autora tego opracowania (AMK) w sierpniu 1993 r. w Warszawie.   (powrot)

  5. Aresztowany przez UB w styczniu 1949 r., byl wieziony w PRL wiele lat. Relacja ta zostala przekazana przez Bogdana Deczkowskiego autorowi tego opracowania (AMK) w sierpniu 1993 r. w Warszawie.   (powrot)

  6. Por. Janusz Zawodny "Mis", VM, dowodca plutonu w batalionie "Lukasinski". Zgrupowania "Sosna" rowniez podkresla bohaterstwo Zydow walczacych na Starowce i wspomina wysoka opinie o nich, wyrazona przez O. Tomasza Rostworowskiego SJ, VM, kapelana KG AK [4].   (powrot)

  7. Obecnie nie ma juz sladow po obozie. Zostaly one zatarte po jego likwidacji. W pierwszym okresie po wojnie oboz ten uzywany byl jeszcze jako oboz karny przez UB.   (powrot)

  8. W momencie wybuchu Powstania AK nie znala wielu z tych szczegolow, 1 sierpnia. po zdobyciu jednego z bunkrow na przedpolu obozu, wzieto do niewoli zastepce komendanta "Gesiowki", ktory podczas przesluchania udzielil pewnych informacji o wiezionych tam Zydach.   (powrot)

  9. Jan Kajus Andrzejewski "Jan", mjr, V M (V i IV kl.), KW, dowodca brygady "Broda-53", w sklad ktorej wchodzil batalion "Zoska". Polegl rankiem 31 sierpnia na ul. Senatorskiej, w natarciu majacym na celu przebicie sie ze Starowki do Srodmiescia, ktore zakonczylo sie niepowodzeniem [2].   (powrot)

  10. Ryszard Bialous "Jerzy", kpt., VM, 2xKW. dowodca batalionu "Zoska" w konspiracji i w Powstaniu. Zmarl w Argentynie w 1992 r. [2].   (powrot)

  11. Jan Mazurkiewicz "Sep" i "Radoslaw", pplk (po wojnie gen.), VM (V i IV kl.), 11xKW, dowodca Kedywu KG AK, w Powstaniu Warszawskim dowodca Zgrupowania "Radoslaw", ktore walczylo na Woli, Starym Miescie, Czerniakowie i Mokotowie. W sklad Zgrupowania "Radoslawa" wchodzily poczatkowo bataliony "Zoska", "Parasol". "Miotla". "Czata-49", "Piesc" oraz oddzialy "Topolnickiego" i "Dysk" (kobiecy).   (powrot)

  12. Pluton "Alek" z kompanii "Rudy" pod dowodztwem Eugeniusza Koechera "Kolczana", por., VM, 2xKW, poleglego 8 sierpnia na Cmentarzu Ewangielickim na Woli [2].   (powrot)

  13. Pluton "Felek" z kompanii "Rudy" pod dowodztwem Konrada Okolskiego "Kuby" oraz I pluton kompanii "Giewont".   (powrot)

  14. Akcja na "Gesiowke" rozpoczela sie o godz. 10 rano, a zakonczyla sie o godz. 11 zdobyciem dowodztwa niemieckiego [3].   (powrot)

  15. Zdzislaw Moszczenski "Ryk", ppor., KW, zmarl w 1948 r. [2].   (powrot)

  16. Konrad Okolski "Kuba", ppor., VM, 2xKW, polegl ll sierpnia na ul. Kolskiej na Woli [2].   (powrot)

  17. Jan Myszkowski Baginski, "Bajon", ppor., KW [2].   (powrot)

  18. Witold Bartnicki "Wiktor" i "Kadlubek", sierz. pchor., KW [2].   (powrot)

  19. Z "Gesiowki" uwolniono wowczas 324 mezczyzn i 24 kobiety. Wsrod nich bylo 89 Zydow-obywateli polskich (w tym niedobitki powstania w getcie warszawskim), zas reszta to Zydzi wegierscy, rumunscy, holenderscy, czescy, greccy i sowieccy [5].   (powrot)

  20. Juliusz Rubini "Piotrus", KW (patrz relacja V) i Zofia Krasowska "Zosia Duza", 2xKW, sanitariuszka plutonu "Alek", ktora ciezko ranna przy wyciaganiu rannego kolegi spod ostrzalu, zmarla nastepnego dnia w Szpitalu Wolskim (patrz relacja V) [2].   (powrot)

  21. Henryk Lederman "Heniek", pchor., KW. Dolaczyl do plutonu pancernego w skladzie oddzialu zydowskiego po zdobyciu 5 sierpnia obozu "Gesiowki" na Woli. Pozniej na Starowce, wraz z drugim zolnierzem z tego oddzialu, Dawidem Goldmanem "Gutkiem", oddali olbrzymie uslugi jako przewodnicy kanalowi, gdyz znali kanaly warszawskie z okresu, kiedy ukrywali sie w nich po upadku powstania w gecie warszawskim [6]. "Heniek" polegl 5 wrzesnia, dobity wraz z innymi rannymi przez Niemcow w szpitalu powstanczym przy ul. Drewnianej na Powislu, a "Gutek" polegl 14 wrzesnia w ruinach Poselstwa Chinskiego na Czerniakowie [2]. Patrz rowniez przypis 59.   (powrot)

  22. 1 wrzesnia, w momencie upadku Starowki, Zydzi uwolnieni z "Gesiowki" przeniesli rannego w noge pplk. "Radoslawa" na kocach kanalami do Srodmiescia na ul. Warecka.   (powrot)

  23. Oddzial ten skladal sie ostatecznie z okolo 50 ludzi, przydzielonych glownie do kwatemlistrzostwa i obslugi czolgow [5]. Wielu z nich przezylo Powstanie.   (powrot)

  24. Zydzi z rozbitych w czasie Powstania wiezien warszawskich wcielani byli takze i do innych oddzialow AK i AL. W AK byl np. oddzial zydowski w batalionie "Wigry" [5], a Zydzi wegierscy i czescy, uwolnieni z wiezienia na Muranowie przy ul. Dzikiej, sluzyli w oddziale "Gozdawy" w Srodmiesciu [7].   (powrot)

  25. N.N. "Filar" kpr., KW, polegl 14 wrzesnia na Czerniakowie w ruinach Poselstwa Chinskiego [2].   (powrot)

  26. Patrz przypis 21.   (powrot)

  27. N.N., KW.   (powrot)

  28. Formacja skladajaca sie w wiekszosci z Volksdeutschow.   (powrot)

  29. Kwatera batalionu "Zoska" na Woli, tzw. "Twierdza" [2].   (powrot)

  30. 10 sierpnia.   (powrot)

  31. Roman Padlewski "Skorupka", VM, KW, polegl 14 sierpnia na Starym Miescie [2].   (powrot)

  32. Karol Kwapinski, sierz. pchor., 2xKW [2].   (powrot)

  33. Patrz przypis 2.   (powrot)

  34. Jan Dembowski "Dab", kpr., polegl II sierpnia na ul. Stawki na Woli [2].   (powrot)

  35. Wladyslaw Cieplak "Giewont". por., VM, 2xKW, dowodca III kompanii "Giewont" w batalionie "Zoska", polegl 30 sierpnia zasypany gruzami w zbombardowanym domu przy ul. Zakroczymskiej 7 na Starym Miescie [2].   (powrot)

  36. Krystyna Kondracka-Zawadzka "Krysia" [2].   (powrot)

  37. Porzucona przez Niemcow uczta zostala szybko dokonczona przez por. "Giewonta" i jego zolnierzy [3].   (powrot)

  38. Andrzej Wolski "Jur", ppor., KW, ktory bral udzial w sztunnie "Gesiowki" w plutonie "Felek", pamieta inne zdobyte duze pomieszczenia magazynowe, pelne starych zegarow, mebli, i innych sprzetow, najwyrazniej zrabowanych przez Niemcow w Warszawie. Robily one wrazenie przygotowanych do wywiezienia na kilku ciezarowkach, stojacych na podworzu tego budynku magazynowego.   (powrot)

  39. Patrz przypis 20.   (powrot)

  40. Alicja Golod-Golebiowska "Lusia", KW, polegla od wybuchu "goliata" 16 wrzesnia na ul. Okrag 2 na Czerniakowie [2].   (powrot)

  41. Lidia Markiewicz-Ziental "Lidka", KW, najmlodsza sanitariuszka w batalionie "Zoska", miala wowczas 14 lat.   (powrot)

  42. Ks. Jozef Warszawski "Ojciec Pawel" SJ, jezuita, mjr, KW, 22 wrzesnia, tuz przed upadkiem Czerniakowa, a w czasie jednogodzinnego rozejmu zdolal wyprowadzic z ruin domu przy ul. Wilanowskiej jedna grupe rannych powstancow przez linie niemieckie [2].   (powrot)

  43. Andrzej Romocki " Andrzej Morro", kpt. VM, 2xKW, polegl 15 wrzesnia na ul. Solec na Czemiakowie, wychodzac na brzeg Wisly, w strone dobijajacego lodzia do brzegu patrolu berlingowcow [1,2,8].   (powrot)

  44. Patrz przypis 13.   (powrot)

  45. Zenon Klimkowski "Mauli", plut., KW [2].   (powrot)

  46. Tytus Karlikowski "Tytus", st. strz. [2].   (powrot)

  47. Autor tejze relacji (III).   (powrot)

  48. Jerzy Zastawny "Pregus", plut. KW, polegl 18 sierpnia przy ul. Miodowej 23 na Starym Miescie [2].   (powrot)

  49. Ludwik Michalski "Fil", ppor. kwatermistrz brygady "Broda-53", w Zgrupowaniu "Radoslaw" [2].   (powrot)

  50. Antoni Olszewski "Wilk", plut. pchor., KW, aresztowany przez UB w styczniu 1949 r., spedzil wiele lat w wiezieniu PRL.   (powrot)

  51. Patrz przypisy kolejno 9, 10, 43.   (powrot)

  52. Patrz przypis 1.   (powrot)

  53. Patrz przypis 11.   (powrot)

  54. Czeslaw Nantel "Kolka". st. sierz., 2xKW, polegl 31 sierpnia na ul. Bielanskiej na Starym Miescie [2].   (powrot)

  55. Stanislaw Deczkowski "Madejski", sierz., KW, polegl 28 sierpnia pod gruzami zbombardowanego domu przy ul. Franciszkanskiej 12 na Starowce [2], brat autora tej relacji.   (powrot)

  56. Patrz przypis 20.   (powrot)

  57. W maju 1941 r., autor tej relacji, wowczas 16-letni chlopiec, zostal aresztowany przez Niemcow i przewieziony na Pawiak, skad wykupiono go w lutym 1942 r. Na Pawiaku poznal braci Miodowskich, ktorych Niemcy aresztowali w 1940 r. za kolportaz wydawnictw konspiracyjnych.   (powrot)

  58. Patrz przypis 48.   (powrot)

  59. Henryk Poznanski "Bystry", czlonek Zydowskiej Organizacji Bojowej (ZOB). Byl znakomitym przewodnikiem kanalowym, gdyz znal kanaly z okresu powstania w getcie, kiedy donosil kanalami do getta bron i zywnosc. Po upadku powstania w getcie przez jakis czas ukrywal sie w kanalach warszawskich. Nie jest jasne, w jakich okolicznosciach znalazl sie na "Gesiowce" [9]. Sluzac w batalionie "Parasol", przeprowadzil 25/26 sierpnia gen. Tadeusza "Bora"-Komorowskiego i sztab KG AK kanalami ze Starowki do Srodmiescia [9,10]. Przez kilka nastepnych dni przechodzil wielokrotnie kanalami miedzy Starowka a Srodmiesciem jako lacznik pomiedzy plk. Karolem Ziemskim "Wachnowskim", dowodca Grupy "Polnoc", a gen. "Borem". 1 wrzesnia ta sama trasa przeprowadzil do Srodmiescia dowodztwo Grupy "Polnoc", a 2 wrzesnia rano straz tylna, zlozona z oddzialu z Batalionu "Parasol". Na Czerniakowie byl nadal przewodnikiem kanalowym. Zginal 17 wrzesnia, wychodzac z wlazu kanalowego na Czerniakowie [9, 10].   (powrot)

  60. Peter Forrö "Pawel", Zyd wegierski, zamordowany przez Niemcow 22 wrzesnia po upadku Czerniakowa. W kwatermistrzostwie batalionu "Parasol" sluzyl takze N.N. "Bela", inny Zyd wegierski z grupy Zydow z "Gesiowki"[1O].   (powrot)

  61. Soltan Safijew "Dr Turek", lekarz, kpt. Armii Czerwonej, obywatel sowiecki. Zyd turecki. Przez kilka tygodni Powstania byl jednym z lekarzy w batalionie "Parasol". Zamordowany przez Niemcow 22 wrzesnia po upadku Czerniakowa [10].   (powrot)



Zrodla i opracowania:
  1. Pamietniki zolnierzy baonu "Zoska", Nasza Ksiegarnia, Warszawa 1957.

  2. Anna Borkiewicz-Celinska: Batalion "Zoska". PIW, Warszawa 1990.

  3. [Ryszard Bialous] "Jerzy": Walka w pozodze, Paryz 1946, przedruk w: Swiadectwa Powstania Warszawskiego 1944, Kuria Metropolitalna Warszawska, Warszawa 1988, (relacja kpt. "Jerzego" nie zostala zamieszczona w I wydaniu [1] w 1957, a wydrukowana w wydaniu II i pozniejszych, zostala ocenzurowana).

  4. Janusz K. Zawodny-"Mis", informacje prywatne, 1994.

  5. Janusz K. Zawodny: Nothing but Honour, Hoover Institution Press, Stanford 1978.

  6. Andrzej Kobos (oprac.): Kanaly w Powstaniu Warszawskim, w Zeszyty Historyczne, Instytut Literacki, Paryz 1994, nr 109, s. 55-86.

  7. Lucjan Fajer: Zolnierze Starowki, Iskry, Warszawa 1957.

  8. Halina Martinowa "Dorota": Kto i jak pomogl Powstaniu, w Zeszyty Historyczne, Instytut Literacki, Paryz 1977, nr 42, s. 220-223.

  9. Jerzy Zapadko-Mirski, informacje prywatne, 1994.

  10. Piotr Stachiewicz: Parasol, IW Pax, Warszawa 1991.


opr. Andrzej M. Kobos

Pierwodruk: Niepodleglosc i Pamiec, R.II, Nr 3(4)

Warszawa 1995.




Wspomnienia z Powstania Warszawskiego zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2004 Zwoje