
W szescdziesieciolecie Powstania Warszawskiego
KANALY W POWSTANIU WARSZAWSKIM
ANDRZEJ M. KOBOS (opr.)
Jednym z najmocniejszych symboli Powstania Warszawskiego sa kanaly – podziemna wedrowka ludzi, zolnierzy i ludnosci cywilnej kanalami sciekowymi miasta, w straszliwych warunkach, dla utrzymania lacznosci pomiedzy odcietymi rejonami Warszawy, dostawy amunicji, a przede wszystkim dla ewakuacji.O Powstaniu opublikowano juz bardzo wiele. Opracowania historyczne, dokumenty, wspomnienia, albumy fotografii. Publikuje sie nadal, obecnie bez cenzury. Wydaje sie jednak, iz przechodzenie kanalami zwykle potraktowane bylo epizodycznie. Niezaleznie od tego, do jakiego stopnia "kanaly" byly istotne czy epizodyczne w historycznym obrazie Powstania, to w kanalach psychika ludzka wystawiana byla na najciezsza probe.
Na utrwalenie zasluguja wiec bardziej szczegolowe relacje ludzi, ktorzy przeszli przez pieklo warszawskich kanalow. Relacje suche, pisane, albo mowione autentycznym jezykiem, pierworodne, niezbeletryzowane, wzajemnie konfrontujace sie. Autorowi niniejszego opracowania udalo sie zebrac kilka takich relacji. Pochodza one glownie od bylych zolnierzy Zgrupowania "Radoslawa" 1), walczacego w Powstaniu Warszawskim, kolejno na wszystkich najciezszych odcinkach: na Woli, Starym Miescie, Czerniakowie, Mokotowie. Relacje te obrazuja przejscia kanalami miedzy Starym Miastem a Zoliborzem, Starym Miastem a Srodmiesciem, Czerniakowem a Mokotowem oraz Mokotowem a Srodmiesciem – najdramatyczniejsza trase kanalowa. Nie udalo sie niestety autorowi dotrzec do bezposrednich relacji z pierwszych przejsc miedzy Srodmiesciem a Starowka. Zamieszczone tutaj relacje nie wyczerpuja oczywiscie epopei powstanczych kanalow; takich relacji mogloby byc tyle, ilu ludzi przeszlo przez kanaly i przezylo. Jednak kilka takich relacji zebranych razem uwypukla w historii Powstania dramat i groze ludzkich przezyc i reakcji w zamknieciu sciekowych kanalow.
W opracowaniu tym, nie pretendujacym do roli "historii kanalow w Powstaniu", relacje zostaly ulozone w porzadku chronologicznym, tj. zgodnie z czasowym przebiegiem Powstania. Dotycza one tras: Zoliborz-Starowka i z powrotem, Starowka-Srodmiescie, Czerniakow (a wlasciwie Powisle Czerniakowskie)-Mokotow, Mokotow-Srodmiescie, tuz przed kapitulacja Powstania. Relacje (nie bedace formalnymi wywiadami), oznaczone ponizej numerami od I do VII pochodza od nastepujacych osob :
Dla scislosci relacje opatrzone sa przypisami i bibliografia.
- Zapis z tasmy magnetofonowej (z nieznacznymi zmianami jezykowymi) z nagraniem wspomnien bylych zolnierzy Batalionu "Zoska" na spotkaniu towarzyskim w dniu 5 czerwca 1989 r. w Warszawie. Wypowiedzi ich dotycza trasy Starowka-Zoliborz i z powrotem i podaja nie znane dotad szerzej szczegoly zapoczatkowania poruszania sie ta trasa. Opowiadaja nastepujacy b. zolnierze batalionu "Zoska" Armii Krajowej:
- "Wacek" – Waclaw Micuta, ps. "Wacek", kpt., dowodca plutonu pancernego 2) w batalionie "Zoska", VM, KW [1];
- "Kadlubek" – Witold Bartnicki, ps. "Wiktor" i "Kadlubek", sierz.pchor., KW [1];
- "Antek" – Kazimierz Sheybal, ps. "Antek", plut.pchor., VM, 2xKW [1];
- "Brom" – Dr Zygmunt Kujawski, ps. "Brom", (1916-1996) kpt., lekarz batalionu "Zoska", VM, 2xKW [1];
- Zapis z tasmy magnetofonowej z mojej rozmowy ze Stanislawem Jankowskim – "Agatonem" 3) (1911-2002), kpt., VM, KW, w Warszawie, w dniu 5 sierpnia 1993 r. Wypowiedz jego dotyczy przede wszystkim trasy Zoliborz-Starowka.
- Obszerny fragment nie publikowanego wspomnienia Lidii Markiewicz-Ziental – "Lidki", KW, sanitariuszki z batalionu "Zoska", o ewakuacji ze Starowki do Srodmiescia.
- Dalszy ciag transkryptu zapisu magnetofonowego opisanego pod I, dotyczy trasy Czerniakow-Mokotow. Opowiadaja zolnierze wymienieni w I, a takze "Zbik" – Ryszard Jesiolowski, kpr.pchor., KW [1];
- Druga relacja Lidii Markiewicz-Ziental – "Lidki" o przejsciu z rannymi z Czerniakowa na Mokotow.
- Relacja Jerzego Zapadko-Mirskiego – "Mirskiego" (1924-1998), kpt., VM, KW, ostatniego dowodcy batalionu "Parasol", zatytulowana przez niego Siedemnascie godzin, opisujaca dramatyczne przejscie ostatniego oddzialu powstanczego z Mokotowa do Srodmiescia.
- Zapis z tasmy magnetofonowej relacji Tadeusza Janowskiego – "Seredy", ppor., KW, z batalionu "Czata-49", przekazanej mi przez niego w Warszawie 8 sierpnia, 1993 r. Jest to chyba najdramatyczniejsza ze znanych mi, autentycznych relacji "kanalowych" i rowniez dotyczy trasy Mokotow-Srodmiescie.
Andrzej M. Kobos
I
Kanalami ze Starowki na Zoliborz i z powrotem
- "Wacek":
– Czesc naszego plutonu zaczela chodzic po kanalach. Jezeli sobie to przypominam, to powstala sprawa komunikacji Starowki z Zoliborzem. Wydawalo sie, ze najlepsza droga beda kanaly. "Jerzy" 4) mowil mi, ze poslal jeden czy drugi patrol, ale oni wrocili i powiedzieli, ze przejscie bylo niemozliwe, poniewaz byly tam jakies silne prady i istniala obawa zniesienia do Wisly. Poza tym bylo kilka otwartych wlazow, ktorych pilnowali Niemcy i pod ktorymi trzeba bylo zachowac specjalna ostroznosc.
Wtedy dowiedzialem sie, ze wielu naszych kolegow Zydow przezylo okupacje chodzac po kanalach. Oni rozpoznali te kanaly, w tych kanalach czuli sie "znakomicie". Pamietam, ze ktorys z tych Zydow, zdaje sie dwoch: "Heniek" 5) i "Gutek" 6) wtedy poszli, a z nimi poszedl "Bialy" 7) i chyba ty, "Antek". To bylo trudne przejscie, ale oni je znali. Przetarli to przejscie 8), , wrocili i powiedzieli, ze droga jest wolna. Wtedy nasze patrole zaczely chodzic na Zoliborz, przynoszac z powrotem amunicje. Zdaje sie, ze "Bialy" i ty, "Antek", byliscie jednymi z pierwszych, ktorzy ja przyniesli. Wowczas "Jerzy" dal mi rozkaz, zeby ubezpieczyc wejscie do kanalu i aby zawsze nasz patrol w tym kanale siedzial.
- "Kadlubek"
– To co ty mowiles, Wacek, moge uzupelnic pewnym fragmentem wspomnien, ktore utkwily mi w pamieci. Mielismy kwatere, jako pluton pancerny, przy ul. Franciszkanskiej 12 9), na I pietrze. Wejscie bylo od klatki schodowej, po lewej stronie, nad rusznikarnia. W pewnym momencie, przyszedlem z jakiegos patrolu i zastalem w pokoju rozlozona na stole mape kanalow, przy ktorej siedzialo kilka osob, juz nie pamietam kto. Na pewno byles ty, Wacek, na pewno byli nasi koledzy-Zydzi i byl ktos ze sluzby kanalowej Zarzadu Miejskiego; ktos akurat musial nam sie trafic. Konfrontowaliscie przejscia, ktore znal ten czlowiek z miejskiej sluzby kanalowej z tym, co pamietali ci Zydzi. I wtedy zapadla decyzja przetarcia tych szlakow i zbadania tego jak to moze funkcjonowac. Na tej odprawie prawdopodobnie zaczela sie cala sprawa poruszania sie kanalami na Zoliborz.
Druga rzecz, ktora chcialbym przypomniec i rownoczesnie zapytac, czy ktos z was zachowal waski swistek papieru, wydany przez Dowodztwo Grupy Polnoc "Wachnowskiego" 10), z podpisem "Wachnowskiego", ktory stwierdzal, ze, w moim przypadku, podchorazy "Wiktor" ma prawo poruszania sie kanalami po calym obszarze miasta stolecznego Warszawy 11). Dlugi czas mialem to zaswiadczenie, taki charakterystyczny swistek. Po Powstaniu zaginal mi on gdzies w niewoli; przy okazji jakiejs rewizji chyba mi zabrali.
- "Antek"
– Zaczne od tej odprawy. ja pamietam to nieco inaczej, ale poniewaz ostatnie dni Starowki, to byly dla mnie kanaly, wiec mysle, ze zapamietalem to trafnie.
My zaczelismy chodzic po kanalach, zaczela chodzic grupa Zydow. O ile pamietam, to byli "Heniek", "Gutek", Bialy", ja, "Downar" 12), "Bajan" 3) i jeszcze ktos. To byla ta pierwsza grupa. Zaczelismy chodzic bez zadnej mapy, po amatorsku, po prostu Zydzi nas prowadzili – mysmy ten kanal na Zoliborz przecierali.
Pierwsze patrole szly po to, zeby zbadac, czy tam w ogole mozna bylo przejsc, zeby oznaczyc miejsca najbardziej niebezpieczne. Tam byly odcinki z bardzo rwacym strumieniem wody, na ktorych, jeszcze przed Powstaniem, cywilna i sluzba kanalowa pozakladala rozne liny 14), wiedzac, ze trudno bylo tamtedy przejsc. My musielismy to wszystko dokladnie poznac. Przetarlismy droge na Zoliborz, wrocilismy z powrotem, przynoszac troche amunicji.
Dopiero wtedy, gdy zaczelismy chodzic, okazalo sie, ze przez zbieg okolicznosci w naszej kamienicy, przy ulicy Franciszkanskiej, mieszkalo kilku kanalarzy ze sluzby miejskiej, kilku ludzi, ktorzy byli kanalarzami z zawodu, tzn. nie takimi, ktorzy wykonywali najnizsze czynnosci, ale jakimis technikami. Zglosili sie oni albo do ciebie, Wacek, albo do "Rawicza" 15), bo ty juz chyba byles ranny. Wtedy wlasnie zorganizowalismy te odprawe, na ktora oni przyniesli mape kanalow, wyjasnili nam jeszcze pewne rzeczy i dokladniej nas poinstruowali. Wtedy tez rzucili projekt, ze poniewaz kolo Franciszkanskiej przechodzil kanal, to oni, jezeli dostana sile robocza, wykopia przejscie do kanalu, bezposrednio z piwnicy. Takie przejscie wykopali, z pomoca kilku cywilow, ktorzy zglosili sie na ochotnika. O ile poczatkowo wchodzilismy do wlazu z ulicy, to pozniej wchodzilismy juz prosto z piwnicy. To przejscie bylo zakonspirowane do konca.
- "Kadlubek":
– Z piwnicy przy ul. Franciszkanskiej 12, byl zrobiony metoda gornicza stemplowany podkop do kanalu. Ktos musial to fachowo zaprojektowac, bo tunel, idacy na ukos pod ziemie, trafial akurat na sciane kanalu bocznego, w ktorej bylo wykute dosyc duze, owalne wejscie. Poczatkowo, w kanale tym byla przegroda, ktora zrobili Niemcy w okresie likwidacji getta, a ktora my zburzylismy. Z tego kanalu, na prawo byla jakby platforma, i nisko, wlot do kanalu burzowego. Nie trzeba bylo wiec korzystac z wlazu ulicznego, zeby wejsc do kanalu. Wejscie to bylo bez przerwy przez nas pilnowane. Jako ranny, nie bardzo moglem chodzic, wiec wielokrotnie pelnilem sluzbe przy tym wlazie. Zandarmeria o nim nie wiedziala i poza nami nikt do niego nie wchodzil. To przejscie, rzeczywiscie bylo zakonspirowane do konca, do tego stopnia, ze nawet jak juz byla ewakuacja Starowki kanalami, to z tego wejscia nie korzystano, a tylko z wlazu na Placu Krasinskich, pod bombami i pociskami.
- "Antek":
– Poczatkowo ja z "Bialym" stanowilismy jeden z patroli, ktory patrolowal caly odcinek miedzy Starowka a Zoliborzem. Chodzilo o to, aby kiedy beda szli ranni – zaraz po nas – ten kanal byl wzglednie pewny, by bylo wiadomo, ze tam w danej chwili Niemcy nie bruzdza, nie zakladaja zadnych min, czy czegos innego groznego 16).
Chodzilismy z "Bialym", wypracowawszy sobie taka taktyke: w wiekszych kanalach, tzn. w burzowcu, gdzie mozna bylo isc nie schylonym nawet, zawsze poprzecznie w bok odchodzily jakies male kanaliki. Rozpracowalismy to taktycznie w ten sposob, ze jeden z nas zawsze wchodzil w taki boczny kanalik i mial pod ostrzalem caly obszar wzdluz. Kanal byl zbudowany tak, jak w sredniowieczu zamki gotyckie. W zamkach tych byly bardzo waskie korytarze. Jezeli nieprzyjaciel nacieral, to walczylo sie wlasciwie tylko z jednym, bo dwoch nie moglo zmiescic sie obok siebie. Tak samo bylo tu, w kanale. Ten, kto byl za takim zalomem, wlasciwie panowal nad kanalem. Wlasnie w ten sposob ubezpieczalismy kanal.
- "Kadlubek":
– Burzowiec byl tak zbudowany, ze mial stosunkowo waska niecke w srodku, dwie jakby poleczki po bokach i sklepienie nad nimi, w sumie duzy przekroj. Bylo dosyc wysoko, moze 150-160 cm, tylko isc bylo niewygodnie po tej niecce. Pamietam, ze, choc niewysoki, musialem isc przychylony, a po przejsciu mialem przetarta panterke po bokach, od tarcia ramionami o sciany. W bocznych kanalach, ktore mialy przekroj owalny i w ktorych byl tylko szlam i ciekla brudna woda, mozna bylo isc tylko na czworakach. Takimi kanalami dochodzilismy do ostatniej kwatery Batalionu "Zoska" na Starym Miescie, przy ulicy Kozlej 17).
- "Antek":
– Wkrotce pozniej, poniewaz coraz wieksza liczba rannych byla ewakuowana kanalami ze Starowki 18) i dochodzilo do nas wiecej broni, a szczegolnie amunicji, trzeba bylo zorganizowac wiecej ekip, ktore tych rannych prowadzily, a z powrotem 19) przynosily amunicje, ktora z Kampinosu przychodzila na Zoliborz.
Prowadzilismy te grupy rannych tam, a z powrotem przeprowadzalismy grupy nosicieli amunicji. Sami tez przynosilismy amunicje i... pomidory dla naszych dziewczat. Tam, na Zoliborzu byly pomidory. Wtedy byl sezon pomidorowy i przynosilismy ich pelne kieszenie, zeby troche witamin dac naszym ludziom.
Kiedy zaczelismy organizowac te wieksza liczbe grup roboczych, to rozdzielilismy sie, tzn, wszyscy ci, ktorzy juz wczesniej mieli cos do czynienia z kanalami, a ktorych wymienilem tutaj na poczatku. Kazdy z nas zostal wtedy jakby przewodnikiem kanalowym. Zarowno "Bialy" jak i ja prowadzilismy cale grupy rannych na Zoliborz, wiedzac juz w ktorych punktach nalezy zachowac ostroznosc. Najgorszy byl wlaz przy Dworcu Gdanskim, bo byl on stale otwarty, a Niemcy prowadzili tam nasluch, Jezeli cokolwiek uslyszeli, to walili granaty. Pozniej, pod koniec obrony Starowki, nawet zbudowali tam tame. Te tame wysadzil patrol saperski z Zoliborza, ale wlasnie wtedy okazalo sie, ze Starowka juz upadla. Zreszta, ja w pewnym momencie przeszedlem kanalem na Zoliborz i akurat wtedy Starowka ostatecznie padla 20).
Zostalem juz na Zoliborzu u "Zywiciela" 21) do konca Powstania. Wowczas z kolei chodzilem z patrolami z Zoliborza na Bielany, po te amunicje, ktora dawniej przechodzila na Starowke. Stad wiec znalem jedna i druga droge.
- "Wacek":
– Chcialbym dodac dwa wspomnienia, ktore teraz przyszly mi na mysl, gdy sluchalem tego, co "Antek" mowil. jedno, to byl taki dramatyczny moment, kiedy nasz patrol pilnowal tego wlazu przy Franciszkanskiej, a tam zblizala sie Armia Ludowa, ktora opuscila stanowiska, zdaje sie na Mostowej 22). Jak mi potem powiedziano, opuscila je bez rozkazu, narazajac tym nasze oddzialy na bardzo powazne niebezpieczenstwo. Szczesliwie, Niemcy nie zorientowali sie w tym, bo mogla byc wielka katastrofa. To byla dramatyczna historia, bo byl rozkaz, zeby nikogo nie puszczac, a oni szli z bronia, w zupelnym balaganie. Wtedy nasi chlopcy, nie pamietam juz kto, krzyczeli do nich, bo przeciez nie mozna bylo strzelac do naszych, chociaz byl taki rozkaz. Trzeba bylo im jakos wytlumaczyc, zeby zachowali dyscypline. Nasi chlopcy, ktorzy chodzili tym kanalem, mowili, ze przejscie bylo trudne, ze trzeba bylo przede wszystkim zachowac spokoj.
Drugi moment: byl ze mna "Rawicz" i mielismy rozkaz, zeby ubezpieczac ten wlaz. Nasze oddzialy z Franciszkanskiej juz sie wycofaly 23), ale my zostalismy przy tym wlazie. I wtedy ja z "Rawiczem" wyszlismy na gore przez te piwnice, przez te przekucia. Zobaczylismy, ze nie bylo juz zadnych naszych oddzialow, a przeciwnie, ze niedaleko byli Niemcy i widac bylo jak sie poruszali. Przypadek zdarzyl, ze "Rawicz", ktory byl znakomity chlopak o bardzo bystrej obserwacji, raptem znalazl Panzerschrecka, taka dziwna rure, i dwa granaty do niej.
"Rawicz" mowi – "to my puscimy im taka pigule". Pytam go – "a czy ty wiesz jak to robic?" Powiada – "nie wiem, ale ja to wezme na ramie, a ty mi wrzuc ten granat z tylu", ja mu go wrzucilem, a on nacisnal i to wybuchlo. Ogien z tylu poszedl taki, ze omal nas nie poparzylo. Takimi dwoma strzalami napedzilismy Niemcom strachu i spokojnie zeszlismy do kanalu, bo nie bylo juz co robic i dolaczylismy do oddzialu.
- "Brom":
– Wy rozpracowaliscie te kanaly, a ja jestem jednym z tych, ktorzy z nich korzystali. Najpierw przeszedlem z rannymi z Placu Krasinskich do Srodmiescia, na Warecka 24). Pozniej przeszedlem z Czerniakowa na Mokotow, a potem, przed upadkiem Mokotowa, przeszedlem znowu do Srodmiescia i wyszedlem na ulicy Wilczej. Zatem, trzy razy przechodzilem kanalami. Musze powiedziec, ze najdluzsza to byla ta trzecia droga, bo trwala 13 godzin 25). Ale chec zycia byla tak silna, ze mozna sobie bylo z tym dac rade. I dzieki temu zyje i jestem tutaj.
Po wyjsciu z kanalu w Srodmiesciu ze Starowki.
II
Proba przejscia kanalami z Zoliborza na Starowke
- Stanislaw Jankowski – "Agaton":
[13/14 sierpnia, por. "Agaton" ze swoim patrolem, idac z rozkazami plk. "Wachnowskiego", przedarl sie po powierzchni, miedzy stanowiskami niemieckimi, ze Starowki na Zoliborz, po czym przeszedl na kilka dni do Puszczy Kampinoskiej, do stacjonujacych tam oddzialow AK, a nastepnie wrocil na Zoliborz. (AMK)]
– Nalezalo uzgodnic ze Starym Miastem, kiedy bedzie natarcie z Zoliborza na Dworzec Gdanski, bo Stare Miasto musialo uderzyc jednoczesnie. Trzeba bylo wiec przejsc kanalem z powrotem na Starowke.
Wtedy przyszedl do nas pewien pracownik kanalizacji i powiedzial, ze kolo Dworca Gdanskiego jest jedno bardzo niebezpieczne miejsce do przejscia – ok. 20 metrow burzowca, gdzie jest widno, bo Niemcy otworzyli wlaz i ustawili nad nim karabin maszynowy i co pewien czas wrzucaja granaty.
Poszlismy. Jest to paskudne kiedy idzie sie kanalem, smierdzi, blocko, czlowiek po pas w tym blocie, kapie brudna woda, ciemno, nie wolno rozmawiac, bo idziemy pod terenem niemieckim. Doszlismy do tego miejsca z otwartym wlazem. Byl tam waski kanalik, ktory laczyl kanal, ktorym szlismy, z burzowcem. Pamietam, ja pelznalem na czworakach za tym kanalarzem i nagle widze, ze on cofa sie tylem. Powiedzial nam, ze w burzowcu nie ma liny, ktora on wczoraj zalozyl, idac ze Starowki. Widocznie Niemcy zauwazyli te line i rozerwali ja granatami. Powiedzial nam, zebysmy wracali na Zoliborz, a moze ktos przyjdzie ze Starego Miasta i zalozy po drodze nowa line.
Powiedzielismy mu wtedy, ze my nie wracamy. Zawiazalem lina "Wojtka" 26), ktory twierdzil, ze byl najciezszy i on pierwszy wskoczyl w wir wody, a ja go trzymalem na tej linie. Pamietam, jak przechodzil przez ten snop swiatla, a ja liczylem jego kroki: jeszcze cztery, jeszcze trzy, jeszcze dwa, jeszcze jeden. Wszyscy 27) przeszlismy szczesliwie – widac Niemcy nie patrzyli wowczas do tego wlazu.
Poszlismy wszyscy do "Wachnowskiego". Wtedy caly usmarowany tym smierdzacym blotem, pierwszy raz zobaczylem "Bora"-Komorowskiego. Uzgodnilismy godzine rownoczesnego natarcia. Tego samego dnia, wrocilismy kanalem, po tej naszej linie, z powrotem na Zoliborz i wzielismy udzial w nieudanym natarciu na Dworzec Gdanski 28).
Niewykluczone, ze ktos wczesniej przechodzil tym kanalem z Zoliborza, pod prad na Starowke, ale tam zadnych sladow po tym nie bylo. Z tego jednak, ze ten kanalarz pierwszy przyniosl nam informacje o tej drodze i ze z nami przechodzil, moge wnioskowac, ze bylismy jednymi z pierwszych.
Najwiecej do powiedzenia mialyby te dziewczyny, ktore chodzily po kanalach. Jedna z nich samotnie przeszla pierwsza ze Srodmiescia na Starowke w ciagu 18 godzin. Pamietam, ze my wycofalismy sie jeden raz. Kiedy, po tym nieudanym natarciu, przeszlismy drugi raz kanalem z Zoliborza do Starego Miasta, wezwal nas " Wachnowski" i powiedzial nam: – "Chodziliscie juz kanalami, to teraz przejdziecie do Srodmiescia z meldunkiem do gen. "Bora". A to jest Basia, ktora zaprowadzi was do przewodniczki". Odpowiedzielismy mu: – "My nie potrzebujemy zadnej przewodniczki, bo sami chodzilismy juz dostatecznie".
Poszlismy jednak z przewodniczka, drobna, nie znana nam dziewczyna, ktorej przekazala nas Basia przy wlazie. Weszlismy do kanalu. Nie balem sie Niemcow, nie balem sie blota, tylko balem sie cegiel, bo kanal mial 120 cm na 60 cm. Czlowiek jest ze wszystkich stron otoczony tymi ceglami. Bylo to straszliwe uczucie zamkniecia, straszliwe. Przewodniczka dala nam krotkie kijki i trzeba bylo na nich skakac, kicac, albo zapierac sie o sciany kanalu. Nie mozna bylo isc na kolanach, bo na dnie byly porozbijane butelki. Po kilkunastu upadkach w to blocko powiedzialem tej dziewczynie, ze ja juz dalej nie ide. Spytalem moich kolegow, czy oni chca isc, to moge ich przepuscic. Oni powiedzieli, ze tez nie pojda. Zawrocilismy.
Kiedy wychodzilismy z tego kanalu, to nasza przewodniczka, zeby nam jakos to nasze tchorzostwo odpuscic, powiedziala do nas: "jeszcze nikt nie probowal tedy przejsc z pistoletem maszynowym na plecach".
III
Kanalami ze Starego Miasta do Srodmiescia
- Lidia Markiewicz-Ziental – "Lidka":
30 sierpnia do szpitala na Dlugiej 7 przychodzi "Andrzej Pol" 29) i przynosi tragiczna wiadomosc o zasypaniu w zbombardowanym domu przy ul. Zakroczymskiej 7, 32 zolnierzy z kompanii "Giewont", kompanii "Maciek" i kompanii "Rudy". III kompania por. "Giewonta" 30) przestala faktycznie istniec, nastapila jej zaglada. Zostalismy sami, bez dow6dcy, bez najblizszych kolezanek i kolegow, sanitariuszek i laczniczek. "Giewont", nasz ukochany dowodca, ktorego cenilismy za to, ze dbal o nas i troszczyl sie o rannych, lezal pod gruzami, a my nie moglismy mu pomoc.
31 sierpnia, po nieudanej probie poprzedniej nocy przebicia sie ze Starego Miasta do Srodmiescia, wieczorem do szpitala przy ul. Dlugiej przychodzi rozkaz, azeby lzej ranni udali sie do wlazu kanalu przy ul. Hipotecznej. W szpitalu zostaja ciezko ranni, w tym grupa rannych Niemcow. Kanalami mamy przedostac sie do Srodmiescia. Nastroje wsrod nas sa tragiczne. Nie ma kompanii, ciezko ranni zostaja w szpitalach, los ich jest chyba przesadzony, a my idziemy do kanalow. Nim doszlismy do ulicy Hipotecznej, kieruja nas w strone Banku Polskiego. Po 2-3 godzinach odpoczynku, przychodzi inny rozkaz – udania sie do wlazu przy Plac Krasinskich 31), w poblizu ul. Sapiezynskiej. Zbieramy sie grupkami i ruszamy w strone placu, przystajac co kilkanascie metrow, kryjac sie po bramach i spalonych domach, aby nie dostac sie pod cel lotnikow niemieckich, ktorzy ostrzeliwuja nawet pojedyncze osoby. Ludnosc cywilna z nieukrywana rozpacza przyglada sie wycofujacym sie oddzialom zolnierzy. Pytaja nas, czy to juz koniec walki. Nie wiemy co odpowiadac. Pocieszamy ich, ze wyprowadzamy tylko rannych zolnierzy, ale sami wiemy, ze to nieprawda. Atmosfera ginacego miasta. Stosy zelastwa, plyt chodnikowych, mebli. Wszedzie pelno wyrw po wybuchach pocisk6w.
Po kilkunastu godzinach dochodzimy do wlazu kanalowego na Plac Krasinskich. Ustawiono nas w dlugi, niekonczacy sie szereg. Kolo mnie moi najblizsi: "Lusia" 32) – sanitariuszka, "Kajtus 33), "Zenek 34), "Konrad II" 35). Trzymamy sie blisko siebie, drzacy z wyczerpania i glodu. Zewszad cisna sie cywile, chcac takze z nami przejsc do Srodmiescia. Ludzie krzycza, niektorzy spokojnie modla sie, blagajac Boga o litosc.
Dostajemy rozkaz, azeby transportowac tylko lzej rannych, tj. tych, ktorzy moga poruszac sie sami. Ciezko ranni nasi towarzysze walk pozostaja na Starym Miescie, do rzadkosci naleza przypadki kiedy przenosi sie ciezko rannych. W naszym szpitalu, na Dlugiej, pozostalo wielu rannych, ktorzy maja pojsc w nastepnej partii, lub nie pojda wcale z powodu obrazen. Z naszej kompanii zostali w szpitalu ranni: "Michal" 36) – dowodca II plutonu, "Mietek" 37). – jego jego zastepca, i "Lot" 38), "Stefan" 39), "Maryna" 40), "Zan" 41), "Krysia" 42) i "Renata" 43), a takze "Konrad" 44) – dowodca druzyny z plutonu "Howerli" 45), ktory podczas bombardowania szpitala przy ul. Miodowej stracil reke.
Tuz nad samym wlazem znowu ostrzeliwuja nas samoloty niemieckie. Kpt. "Barry" 46) z zandarmerii pilnuje porzadku i rewiduje w sposob wyjatkowo brutalny i obcesowy kieszenie wchodzacych do kanalu, przynaglajac przeklenstwami do szybszego wchodzenia. Jego zachowanie spotyka sie z ogromnym oburzeniem ze strony schodzacych do kanalu.
Boje sie schodzic, przeraza mnie czarna, mroczna otchlan. Do wlazu wpycha mnie sila "Kajtus", ratujac mi tym zycie. Do kanalu wchodzimy tak, aby ciezej ranni szli miedzy zdrowszymi. Posuwamy sie do tego, ze zdejmujemy rannym temblaki i zmuszamy ich do udawania zdrowych. Grupe "Zoski" prowadzi "Orsza" 47), a zamyka ja i ubezpiecza "Andrzej Pol". W drodze wyjatku, z racji powierzonej mu funkcji pozwolono mu przeniesc jeden granat. W naszej grupie idzie "Maks" 48), "Witold" 49), "Konrad II", "Lusia", ja, a za mna "Kajtus", ktory przez caly czas dodaje nam odwagi. Przejmuje nas chlod, mrok i cisza panujace w kanale. Mamy wrazenie, ze znalezlismy sie w jakims grobowcu. Umilkly strzaly, nie slychac warkotu samolotow, dochodza nas tylko przytlumione odglosy silniejszych detonacji. Ustawiamy sie w szeregu i, trzymajac poprzednika za pas, ruszamy w zupelnym milczeniu. Staramy sie isc jak najciszej, ale jest to niemozliwe. Slychac miarowy plusk cieczy. Woda podnosi sie coraz wyzej. Po drodze mijamy barykade ustawiona z jakichs rupieci i belek, z trudem przechodzimy przez nia, gubiac sie nawzajem. Po chwili jeszcze glebiej zanurzamy sie w nieczystosciach kanalu, ale kolumna zatrzymuje sie raptownie. Ktos podaje z przodu haslo: "Stac – czy ktos zna droge – czy jest przewodnik? Podaj dalej".
Okazuje sie, ze podczas przechodzenia przez barykade czolowka kolumny, wysunieta juz do przodu, oderwala sie od reszty. Czekamy, znekani, szeptem zastanawiajac sie nad trudnym polozeniem. Wracac nie mozemy, wyjsc tez nie, bo nad nami sa Niemcy. Nawet usiasc nie mozna w tej lepkiej, cuchnacej mazi. Opieramy sie o oslizle sciany kanalu, ktore przejmuja nas zimnem i wstretem, szukamy najbardziej dogodnych pozycji, aby nieco odpoczac.
Przewodnika nie ma. Ogarnia nas nastroj paniki, sekundy wydluzaja sie w wiecznosc. Po chwili czekania, ratuje nas "Swist" 50) : postanawia on prowadzic kolumne dalej, nie znajac zupelnie drogi. Liczy tylko na wlasny spryt, co wprawia nas w dobry humor. Staszek jest wielki, ma blisko dwa metry wzrostu. Poniewaz nie wolno zapalac swiatla, "Swist" orientuje sie o kierunku drogi w ten sposob, ze dotykajac rekami scian kanalu, wyczuwa miejsca otarte juz ze szlamu przez przechodzacych poprzednio lacznikow i zolnierzy. Przy rozwidleniach kanalu na krotki moment zapala swieczke, ktorej plomien stwarza niesamowite wrazenie. Co chwile potykamy sie o porzucone plecaki, koce, manierki. Ludzie pozbywaja sie najpotrzebniejszych rzeczy, zeby tylko jak najszybciej stad sie wydostac.
Droga wydaje sie bez konca, zupelnie nie orientujemy sie gdzie jestesmy i jak dlugo jeszcze bedziemy szli. "Konrad II", ktory zgubil buty w czasie bombardowania szpitala na Miodowej, idzie boso. Nogi mial obwiazane bandazami, ktore juz odwiazaly sie, wiec ciagnie je za soba. Odczuwa klucia w stopy, kazdy krok sprawia mu dotkliwy bol. Po wyjsciu z kanalu okazalo sie, ze byly to zwykle szpilki krawieckie, ktore wbily mu sie w stopy.
Musimy odpoczywac coraz czesciej. "Swist" zarzadza krotkie chwile odpoczynku i znowu idziemy dalej. Pomagamy sobie nawzajem jak tylko mozemy. "Kajtus" wyciaga kostki cukru, staramy sie jesc je jak najdluzej. Nie mamy nic innego do jedzenia, jestesmy bardzo glodni i spragnieni. Przed nami swiatlo otwartego wlazu. Podawane kolejno haslo nakazuje nam zatrzymac sie i zachowac absolutne milczenie. Za moment przychodzi ostrzezenie: "w gorze sa Niemcy". Pod wlazem mamy przechodzic pojedynczo. Skokami, kazdy jak moze najszybciej, przebywamy te niebezpieczna przestrzen. Powoduje to wzmozony szum wody i halas. Ktos upadl, szybko jednak podnosi sie i biegnie dalej. Cala twarz ma pokryta lepka mazia. Wszyscy sa ogromnie podenerwowani. Gdyby nad nami byli Niemcy, niewielu z nas zdolaloby przejsc. Z ulga odetchnelismy, gdy ten otwarty wlaz pozostal za nami. Ktos wyjasnia sytuacje: wlaz znajdowal sie kolo ul. Karowej, na terenie zajetym przez Niemcow. Nie mieli oni jednak do niego bezposredniego dostepu, poniewaz byli ostrzeliwani przez naszych zolnierzy z Palacu Staszica.
"Swist" wkrotce traci orientacje. Przez nastepny wlaz wyglada do gory. Nagle padaja strzaly. "Swist" ciezko obsuwa sie i z loskotem wpada do wody. Na szczescie Niemcy nie zranili go, a przestrzelili mu tylko panterke na ramieniu. Odzyskawszy rownowage, informuje nas, ze jestesmy w poblizu kosciola Panien Wizytek. Dochodzimy do kanalu, ktory jest tak niski, ze z trudem przechodzimy, mocno schyleni. Ciezko jest zwlaszcza rannym, sa oni u kresu wytrzymalosci. Przed nami krotka juz wprawdzie droga, ale przebywamy ja bardzo powoli. Kolumna zatrzymuje sie i mimo wszystko siadamy w kanale, kladziemy sie w sciekach, wyciagamy zmeczone nogi. Nie wiemy dlaczego tak dlugo musimy czekac. Zaczynamy tracic nadzieje na wyjscie z kanalu. Przestajemy myslec, niektorzy zasypiaja. Odpoczywamy tak przez chyba okolo poltorej godziny. Ktos, na zmiane, czuwa. Wreszcie, bardzo powoli ruszamy, noga za noga, zatrzymujac sie i znowu ruszajac.
Dochodzimy wreszcie do celu. Oslepia nas blask dziennego swiatla. Po ponad pieciu godzinach wychodzimy z kanalu w gore, pomagajac wydostac sie rannym. Okazuje sie, ze nasze wyjscie opoznione bylo silnym ostrzalem wlazu wyjsciowego przy ul. Wareckiej, a takze trudnosciami przy wydostawaniu rannych, ktorzy nie mogli juz wychodzic z kanalu o wlasnych silach.
Oszalamia nas cisza i spokoj Srodmiescia, dziwne wydaja nam sie szyby w oknach i ludzie spokojnie przemierzajacy ulice, czysci, schludnie ubrani. Ludzie ci przygladaja sie nam ze zdziwieniem i natarczywie. My, po ciezkich walkach na Woli i Starym Miescie, odwyklismy od takiej ciszy i spokoju. Smiesza nas napisy umieszczone na barykadach: "Ostroznie – strzelaja – pochylic sie". Swiat, w ktorym znalezlismy sie, jest tak inny, ze wydaje nam sie nierealny 51).
Straszliwie zmeczeni, wyczerpani i mokrzy, kulimy sie z zimna i glodu. Okazuje sie, ze w szpitalu na Wspolnej 27 nie ma miejsc dla naszych rannych. Wreszcie przychodzi przemila sanitariuszka i prowadzi nas na Hoza 13. W nieograniczonej ilosci dostajemy wode i jeszcze jedno przezycie... swiatlo elektryczne. Dostajemy tez czysta bielizne. Po wypiciu goracej prawdziwej kawy zapadam w dlugi sen. [1]
IV
Ciag dalszy relacji I
- "Zbik":
– Moi przedmowcy opowiadali o sluzbie kanalowej, ale tylko do momentu wyjscia ze Starego Miasta. Jak sie okazuje, dalsi uczestnicy tych wedrowek kanalowych przejeli te paleczke na Czerniakowie. I miedzy nimi bylem ja i "Konar" 52).
Pierwsza nasza wedrowka miala miejsce od Pl. Trzech Krzyzy, gdzie weszlismy do kanalu. Szlismy pod Aleja Szucha. Wlazy w Alei Szucha byly pootwierane. Niemcy siedzieli na gorze, slychac bylo ich glosy, siedzieli prawdopodobnie na krzeselkach i od czasu do czasu wrzucali granaty do kanalu, ale nas to nie spotkalo 53). Trzeba bylo isc bardzo cicho, bo w kanale bylo pelno puszek 54). Jezeli potracilo sie noga puszke, to odglos byl taki, jakby granat wybuchnal. Doszlismy tylko do Rakowieckiej i musielismy sie cofnac, bo wlazy byly tam zasypane szynami tramwajowymi, ceglami itd.
Druga moja wedrowka byla 11 wrzesnia, juz z ul. Zagornej. Szedl ze mna "Gutek" i jakies laczniczki, razem szesc osob. Przedarlismy sie kanalami pod Rakowiecka. Szlismy pod Lazienkami i doszlismy prawie do Dworkowej, ale tam kanal byl zabudowany deskami i tez wrocilismy sie. Plk "Radoslaw" polecil nam dostac sie na Mokotow, po amunicje, ale nie dotarlismy. Widocznie jednak jakas grupa kanalowcow przeszla, bo pozniej przejscie bylo juz wolne i czesc z nas wycofala sie nim z Czerniakowa.
Najgorsza sytuacja byla kiedy juz znalezlismy sie na Mokotowie. W nocy 55) weszlismy do kanalu na Czerniakowie, a rano nastepnego dnia wyszlismy kanalami na Mokotowie, w Parku Dreszera. Zaledwie tylko umylem sie, jak wezwano mnie do plk. "Radoslawa". Ten rozkazal mi zebym poszedl z powrotem na Czerniakow, po pozostalych "Zoskowcow" pod komenda kpt. "Jerzego". Szedl ze mna "Koper" 56) i jakas laczniczka. Doszlismy do wlazu kanalowego na Zagornej, glowy tylko wystawilismy, bo byla straszna rabanina. Tam juz nikogo, zadnych Powstancow, nie bylo, a Niemcy byli juz wstrzelani w ten wlaz. Wrocilismy z powrotem na Mokotow, po drodze spotkalismy lacznikow od "Slawbora" 57) ze Srodmiescia, ktorzy szli na Mokotow, zeby dowiedziec sie, co sie stalo z "Radoslawem". Zameldowalem "Radoslawowi" co i jak, i na tym skonczyla sie moja epopeja kanalowa, az do wycofania sie kanalem z Mokotowa do Srodmiescia, po upadku Mokotowa 58).
- "Wacek":
– Resztka batalionu "Zoska" przedostala sie na Mokotow. Powstaje pytanie, kto ta resztka dowodzil? 59).
- "Brom":
– Na Mokotow dotarlo circa, w moim odczuciu, 20-25 zolnierzy "Zoski". To wchodzilo w sklad ogromnie zdekompletowanego Zgrupowania "Radoslawa". Wodzem tego byl w dalszym ciagu "Radoslaw". Tam byly tez resztki "Miotly", resztki "Parasola" i "Czaty". Trudno sobie wyobrazic, zeby wtedy "Zoska" dzialala jako samodzielny batalion. To byli zolnierze wcieleni do tych resztek Zgrupowania "Radoslawa" i wlasciwie jedyna wazna akcja, ktora prowadzili, byla obrona szkoly na Woronicza. Wszyscy razem, bez podzialu na "Zoske" i innych; nie bylo w ogole batalionu. Dla prawdy historycznej, trzeba powiedziec ze jakiegos dowodcy "Zoski" wowczas nie bylo, mogl byc tylko jakis dowodca druzyny lub sekcji. Wsrod tych niedobitkow, ktore z "Zoski" doszly na Mokotow, bylo mnostwo ludzi rannych. Byl taki kapitan "Gryf" 60), wspanialy czlowiek, i jeszcze inni. Nawet trudno sobie wyobrazic, zeby znalazl sie tam jakis nowy dowodca "Zoski", bo wszyscy byli poturbowani, pokiereszowani, pooslepiani. ja ich tam przemywalem, zasypywalem, opatrywalem.
- "Wacek":
– Ten temat Mokotowa i czy ktos i kto dowodzil batalionem na Mokotowie przewijal sie w mojej historii [...] ja nie pamietam wiele z Mokotowa. Moze "Xen" 61) tam dowodzil czescia, moze nie, ale to byla resztka, nie zaden batalion, glownie resztka plutonu pancernego. To jest moja wersja i przy takiej wersji zgodnie z honorem zolnierskim musze pozostac.
Wracajac do Czerniakowa, tak sie zlozylo, ze wlaz do kanalu na Mokotow byl na odcinku, ktorego bronila reszta plutonu pancernego, prawie nad Wisla 62). "Radoslaw" poprosil, zeby poslac patrol tym kanalem. Pierwszy patrol poszedl, wrocil i powiedzial, ze przejscie bylo niemozliwe; Przypomniala mi sie sytuacja na Starym Miescie oraz na Zoliborzu, wiec zwrocilem sie do naszych przyjaciol Zydow, czy oni zechcieliby pojsc. Poszli, sami poszli 63). Dwoch, trzech ich bylo. Dlugo nie wracali, a ja juz myslalem, ze zgineli. Raptem wrocili i powiedzieli mi – "panie kapitanie, mozna przejsc, tylko ostroznie". Natychmiast pobieglem do "Radoslawa" i mowie mu:
– "Panie pulkowniku, jest przejscie!"
On mi mowi:
– "Wacek, sytuacja jest dramatyczna, czy masz troche zolnierzy na chodzie?"
– "Mam!"
– "To wez wszystkich, idz ubezpiecz kanal, postaw w nim lacznikow i przyslij mi jak najpredzej meldunek, czy przejscie jest mozliwe".
– Poszlismy do tego kanalu. Przed nami szli Zydzi, to oni nas prowadzili, oni nam mowili co robic. Ten oddzial, ktory szedl ze mna, byl w pelnej dyscyplinie wojskowej. Ci ludzie byli zdolni do kazdej akcji. To byla resztka oddzialu, ale to nie byly rozbitki.
Na ostatnim rozdrozu nikt juz nie zostal, tylko "Bozenka" 64). Ja ja zostawilem, myslac, ze ona pierwszy raz w zyciu w kanale, ale ona juz przedtem po kanalach chodzila. Potem przez 30 czy 40 lat mialem straszne wyrzuty sumienia, ze to mlode dziewcze zostawilem w takim smrodzie, a tam Niemcy mogli wejsc lada chwila 65).
Przeszlismy na Mokotow. Wtedy poslalem patrol z powrotem do tego kanalu. Nasi ludzie, "Bozenka" miedzy innymi, ubezpieczali to przejscie, tak ze bylo ono wolne. "Radoslaw" przeszedl 66). Nie wiem ilu ludzi ze soba przyprowadzil, nie wiem kto to byl 67). Mieli oni bron, byli zdyscyplinowani. Ja ich nie widzialem w akcji na Mokotowie, bo juz Mokotow mi sie skonczyl, ale jestem przekonany, ze ci ludzie byli w dobrej formie, zdolni do wziecia udzialu w walkach na Mokotowie 68).
Ale nie bylo wsrod tych ludzi naszego dowodcy batalionu, kpt. "Jerzego" i tych ludzi z "Zoski", ktorzy byli z nim. To byla straszna rzecz dla przyjaciela i oficera. Poprosilem o ochotnikow, bo isc do tych kanalow, to byl koniec swiata, straszna robota. Poszedl patrol i wyladowal znowu na Przyczolku Czerniakowskim, ale "Jerzego" juz tam nie znalazl. "Jerzy" albo nie dostal rozkazu, albo poszedl przez te gore 69). W kazdym razie "Jerzy" nie przeszedl na Mokotow.
Kiedy "Radoslaw" przeszedl, kiedy ten patrol wrocil, mowiac, ze "Jerzego" nie ma, to mnie sie skonczyl swiat i wojna. Stracilem przytomnosc i stracilem calkowicie pamiec. To przypuszczalnie bylo stadium ostatecznego wyczerpania. Do tego momentu udawalem. Ja z Mokotowa nic nie pamietam.
Obudzilem sie i pamiec mi wrocila, kiedy Niemcy wpadli do takiej piwnicy. Myslalem, ze nas tam rozstrzelaja. Siedzialem przy wejsciu i po raz pierwszy zalozylem swoje odznaki i odznaczenia. A ten lobuz niemiecki, jak myslalem, ze rzuci do mnie granatem, to zameldowal sie do mnie per "Herr Hauptmann". Wtedy powiedzialem do rowniez rannego Zygmunta Zbichorskiego 70), ktory byl niedaleko: – "Zygmus, to teraz wiejemy."
V
Kanalem z Czerniakowa na Mokotow
- Lidia Markiewicz-Ziental – "Lidka":
[ ...] Wokol mnie smierc, nasi najblizsi odchodza na zawsze, a ja zyje. Niemcy nacieraja coraz silniej na Okrag 2 71). Nad ranem 17-tego schodzimy do piwnicy. Rana "Mirka" 72) nie opatrzona juz od kilku dni, ropa cuchnie, ciezko ranni umieraja. "Romek" 73) demonstruje kilku berlingowcom, ktorzy wczesniej zdolali do nas dotrzec, granat-sidolowke. Niezrecznie go odbezpiecza i nastepuje wybuch. "Romek" umiera przy mnie. W bramie domu lezy laczniczka z "Parasola". Jest ciezko ranna w glowe i oko. Przy pasku ma maskotke – misia. Zakladam jej opatrunek i nieprzytomna znosze na dol wraz z "Mietkiem" 74) i "Zychem" 75).
18-tego wieczorem z Okrag 2 odchodza "Mietek", "Zych" i grupa innych. Maja isc na Mokotow w oslonie plk. "Radoslawa". Wkrotce potem "Wacek" 76) przynosi rozkaz, azeby wycofac sie w strone Wisly. Na Okrag 2 pozostaje "Inka" 77) z rannymi: "Kindzalem" 78), i "Mirkiem". Jak potem dowiedzielismy sie, "Inke" Niemcy powiesili, "Mirek" prawdopodobnie zginal rozstrzelany, a co sie stalo z "Kindzalem" nikt nie wie.
W mysl rozkazu idziemy na ul. Zagorna. Pozostajemy tam przez noc i nastepny dzien. Widzimy jak pali sie caly Czerniakow. Jestesmy bardzo glodni i odcieci od pozostalego oddzialu. Jakos dociera do nas wiadomosc, ze na Okrag 2 sa juz Niemcy. Coraz to dochodza do nas nowe grupy zolnierzy, rannych i glodnych. Znajdujemy w beczkach cuchnaca wode z robakami. Cedzimy ja przez gaze, dodajemy krople jodyny. Jestesmy tak glodni i zmeczeni, ze nawet nie rozmawiamy ze soba. Z mojego oddzialu zostal tylko "Wacek", nie wiem co stalo sie z innymi.
Wieczorem przychodzi do nas laczniczka z Mokotowa, ktora przynosi nam chleb razowy. Kazdy dostaje po kawalku, ale wkrotce jestesmy jeszcze bardziej glodni. Mamy isc kanalami na Mokotow. Droga jest bardzo uciazliwa. W polowie drogi mijamy tame w kanale, z ktorej splywa strumieniami jakas obrzydliwa ciecz. Cala jestem zalana lepka, cuchnaca mazia. Wleczemy z trudem, kazdy zdrowszy, rannego. Brakuje im sil, niektorzy z nich krzycza, ze chca zostac w kanale. Nie wolno nam ich zostawic. Zostawiamy jednak wszystko co mamy ze soba, najpierw plecaki, potem koce, panterki, zapasowe buty.
Przypominam sobie dosyc sprawna organizacje ewakuacji ze Starego Miasta. Tam bylismy silniejsi, wiecej bylo ludzi – zdrowych, wiecej przyjaciol. Tutaj ranni, albo glodni, prawie sie nie znamy. Zaczyna nam byc rzecza obojetna czy wyjdziemy, czy zostaniemy. Chociaz na chwile tylko stanac pod murem kanalu i zasnac! Jednak wola wydostania sie z tego lepkiego piekla jest silniejsza nad wszystko. Nad ranem, po osmiu godzinach dochodzimy na Mokotow. Przy wlazie na Baluckiego czekaja na mnie "Zych" i "Mietek", ktorzy wczesniej przyszli z plk. "Radoslawem". Bardzo niepokoili sie o nasz los – mielismy przyjsc kilkanascie godzin wczesniej. Nie wiemy jeszcze, ze na Mokotowie bedziemy bardzo krotko, tylko kilka dni. Gdy padnie Mokotow, ta sama droga – kanalami, bedziemy przedostawac sie do Srodmiescia. Na razie nie przeczuwamy, jak dramatyczna niespodzianke szykuje nam los.
VI
Siedemnascie godzin
- Jerzy Zapadko-Mirski – "Mirski":
O siodmej wieczorem 26 wrzesnia bylo juz ciemno. Sciagnalem juz ostatnie, wysuniete czujki. Rozrzuceni we wnekach okiennych, wzdluz szerokiej alei, niecierpliwie czekalismy, z napietymi nerwami, wiedzac, ze bylismy ostatnimi, ktorzy zostali na Mokotowie. Wszystkie inne jednostki z tego rejonu Mokotowa albo juz poddaly sie, albo wczesniej wycofaly kanalami do Srodmiescia. Resztki batalionu "Parasol", ktorymi dowodzilem 79), otrzymaly rozkaz wycofania sie po zapadnieciu zmroku, jako straz tylna 80).
Punktualnie o 9-tej opuscilismy nasze pozycje i, przylegajac do murow, przemknelismy sie pustymi ulicami do wlazu u zbiegu ulic Pulawskiej i Szustra. Przy wlazie do kanalu 81) natknelismy sie na grupe ludzi – cywilow, ktorzy wspomagali nasze oddzialy na Mokotowie. Nie bylo to zaplanowane, ale ustawilismy ich w szeregu i po jednym opuszczalismy ich do kanalu. Szlo to powoli, bo byli oni o wiele od nas starsi. W koncu nadeszla nasza kolej. Ostatni raz spojrzalem w ciemne, puste ulice i zsunalem sie do wlazu.
Szlismy pochyleni w ciemnosci, dotykajac jeden drugiego, aby nie utracic kontaktu. Znalismy ten odcinek kanalu z poprzedniego przejscia z Czerniakowa na Mokotow, ale teraz posuwalismy sie bardzo wolno, a po pol godzinie zatrzymalismy sie zupelnie. Poslalem do przodu pytanie: "Co sie tam dzieje, dlaczego nie wchodzimy do glownego burzowca?" Szybko nadeszla odpowiedz, ze glowny kanal byl zablokowany niemiecka barykada z drutu kolczastego, przez ktora nie mozna przejsc.
Usiedlismy w waskim kanale sciekowym, opierajac na przemian glowy i nogi o zakrzywione sciany, z posladkami w smierdzacych odchodach, ktore przemakaly przez odziez. Wyciagnalem z panterki bochenek chleba, ktory przy wlazie wcisnela mi jakas niewiasta. Otwarlem scyzoryk i poprosilem o swiatlo. Ktos zapalil zapalke, ale plomien natychmiast zgasl; podobnie bylo z druga i trzecia. Zapalki byly suche, ale nie wystarczalo tlenu dla podtrzymania plomienia. Wytarlem chusteczka smierdzaca maz z rak i kroilem kromki chleba, posylajac je wzdluz linii ludzi. Moja mala porcje zjadlem bez smaku, ale jakos i bez odrazy, bo bylem bardzo glodny.
Czas wlokl sie. Nic nie ruszalo sie na przedzie, nie wiedzialem co tam sie dzieje. Nagle wyobrazilem sobie najezona drutem barykade, az do sklepienia kanalu, wode po brode i... panie w srednim wieku, probujace wspiac sie na te barykade, ktora kaleczyla, chwiala sie, uginala, ale nie ustepowala. – "Co sie dzieje na tej barykadzie? Zapytajcie w przodzie". Odpowiedz nie przyszla. Poczekalem jeszcze kilka minut i rozkazalem przedrzec sie do przodu. Popychajac sie nawzajem, szybko doszlismy do burzowca.
Z mieszanym uczuciem zlosci i wspolczucia zdalem sobie sprawe z tego, co nas wstrzymywalo: Niemcy rozsypali w kanale grudy karbidu, ktory jak zamoknal, to wydzielal duszace gazy. Wielu starszych ludzi (niektorzy zreszta z dowodztwa Mokotowa), ktorzy szli przed nami, zagazowalo sie dymami karbidowymi i nie mialo sil, aby isc dalej, blokujac przejscie. Niektorzy z nich byli juz nieprzytomni, inni upadli, lecz balagali o pomoc. Probowalismy im pomoc. Zaczelismy ich podnosic i ciagnac naprzod. Z kazdym krokiem woda stawala sie glebsza, powietrze bardziej duszace, a nasz ludzki ladunek ciezszy.
Nagle potknalem sie w wodzie o cos miekkiego. Z przerazeniem stwierdzilem, ze to bylo ludzkie cialo. Probowalem je podniesc i ciagnac, ale potem... bylo jeszcze drugie, trzecie... jeszcze zywi i ruszajacy sie. Co robic? Sami z trudem oddychalismy – gaz, brak tlenu – sily nas opuszczaly. Jedna z naszych dziewczat zemdlala, potem chlopak. Goraczkowo pomyslalem sobie, ze nie mozemy tak trwac, bo zostaniemy tutaj, pogrzebani na zawsze. "Przepychac sie !" – warknalem.
Nastepne sto metrow bylo niekonczacym sie pieklem – wspinalismy sie po sliskich cialach ludzi, z ktorych niektorzy chwytali sie naszych nog i ubran. W koncu osiagnelismy pierwsza barykade. Woda siegala tutaj niemal naszych glow, ale przeszlismy. Od tego miejsca posuwalismy sie szybciej, woda nie byla juz tak gleboka i nikt nam nie utrudnial. Przy nastepnej barierze z drutu kolczastego, przenikalo nieco swiatla z otwartego wlazu... Niemcy! W absolutnej ciszy szukalismy przerw w drutach, wycietych wczesniej przez naszych zolnierzy. Znalezlismy je, pod woda. Trzymajac sie drutu kolczastego, kolejno przeplynelismy. Udalo sie nam wszystkim.
Cuchnaca woda, brak powietrza, brak poczucia kierunku i czasu, ciala lezace w poprzek kanalu. Wyczerpani, opierajac sie jeden o drugiego, lapiac oddech, przedzieralismy sie naprzod. Gdzies tutaj w poblizu powinna byc odnoga kanalu, ktora prowadzila do Srodmiescia. Ale gdzie? Jak ja znalezc? Gdzie, do diabla, byl ten obiecany lacznik, ktory mial na nas czekac? Moje rozkazy, aby trzymac sie razem juz nie skutkowaly. Nasz szereg rozciagal sie i pekal.
W dodatku, zaczelismy natykac sie na zolnierzy, zablakanych z innych oddzialow, ktore szly przed nami, Zagubieni, wychodzili z bocznych kanalow, ktorych wlazy zasypane byly rumowiskiem, Na wpol oblakani, blakali sie tam i z powrotem, szukajac jakiegos wyjscia. Niektorzy krzyczeli histerycznie, ze nie ma juz tlenu, ze Niemcy nas gazowali. Jeden z nich chcial rzucic granat na zamkniety wlaz. Inny wrzeszczal – "To juz koniec".
Nogi uginaly sie pode mna, Przez moment, bezsilny, oparlem sie o mur kanalu. Czerwone platy lataly mi przed oczami, Pytalem sie sam siebie, czy to juz byl rzeczywiscie koniec, Nagle otrzezwialem. Podmuch swiezego powietrza powial mi w twarz i w twarz stojacego obok mnie zolnierza – "Zojki" 82). Powoli, posuwajac reke po murze kanalu, natrafilem na otwor. W bladym, zoltym swiatelku mojej prawie ze wyczerpanej latarki zauwazylem litere "S", napisana kreda na murze kanalu, "Boze, daj, aby znaczylo to Srodmiescie! – Znalazlem wyjscie!" Zawolalem do innych: "Zgrupujcie sie kolo mnie!" Kilka postaci, jak cienie, zatrzymalo sie, ale inni, nie zwracajac uwagi, przeszli obok, rozpaczliwie przepychajac sie naprzod, W koncu, kilku moim zolnierzom z "Parasola" udalo sie zatrzymac ich sila. Wyslalem "Zojke", zeby zbadal ten boczny kanal 83).
Wtedy ktos krzyknal do mnie, ze nie ma z nami "Scarlett" 84), ze razem z dwoma innymi szla ona na czele kolumny, ze musieli oni natknac sie na Niemcow. Bylem bezsilny, zeby im pomoc. Stalismy wyczerpani, opierajac sie o mur. Raptem straszliwa cisze przerwal glosny plusk wody. Po dluzszej chwili "Scarlett" i inni dolaczyli do nas, Okazalo sie, ze doszli oni az do wlazu na Zagornej, na Czerniakowie, gdzie jeden z nich wyjrzal na powierzchnie, Przy wlazie stal straznik niemiecki. Szybki chwyt za jego buty i obaj stoczyli sie do kanalu. Kiedy odchodzili od martwego straznika pozostawionego w wodzie, slyszeli krzyczacych i przeklinajacych Niemcow, ale zaden z nich nie odwazyl sie wejsc za nimi do kanalu.
"Zojko", ktorego wyslalem do bocznego kanalu, wrocil z lacznikiem ze Srodmiescia. Okazalo sie, ze bylo to wlasciwe wyjscie! Z nowymi silami, posuwalismy sie na czworakach przez waski, cuchnacy kanal. Po jakims czasie przeszlismy po drabinie do wyzszego kanalu, ktory zaprowadzil nas wprost do wlazu, przez ktory po linie wyciagneli nas na ulice. Do dzisiejszego dnia uwazam to za cud.
![]()
![]()
Wyjscie z kanalu, rog ul. Wilczej i Alei Ujazdowskich.
Jasne swiatlo sloneczne oslepilo mnie. Zajelo mi kilka sekund, zeby rozpoznac Aleje Ujazdowskie. Byla godzina druga po poludniu. Uplynelo 17 godzin od naszego wejscia do kanalu na Mokotowie. Weszlismy do najblizszego budynku, gdzie w jakims bocznym pokoju znalazlem przytulne schronienie pod stolem. Obok mnie usadowil sie caly oddzial "Parasola", z ktorym przyszedlem. Polzywi, ale w calosci 85). Zasnalem.
VII
Kanalami z Mokotowa do Srodmiescia
- Tadeusz Janowski – "Sereda":
– W ostatnich dniach walk na Czerniakowie przeszlismy z Okrag 2 na Solec. Tam bylismy juz tak przycisnieci do Wisly, ze na ul. Solec 39 czy 41 bylismy okopani na odleglosc rzutu kamieniem od Niemcow – my okopani i oni okopani. Byli tam tez Polacy, berlingowcy, ktorzy z takim wielkim poswieceniem, z takim entuzjazmem przyszli zza Wisly, chcieli walczyc, ale nie potrafili. Byli zle wyszkoleni, moze w polu byli dobrzy. Jak ktorys z nich zobaczyl Niemca, to wychylal sie, nie umieli sie kryc, gineli jak muchy. Nie mieli nawet amunicji do rusznic ppanc., ktore z soba przywiezli.
Weszlismy do kanalu na Zagornej. Z Czerniakowa na Mokotow, szlo sie kanalem jeszcze dobrze, chociaz okolo osmiu godzin, bo trzeba bylo isc powoli, aby nie burzyc wody i nie robic halasu 86).
Natomiast z Mokotowa do Srodmiescia, to bylo straszne przejscie. Ja wszedlem do kanalu 26 wrzesnia, w jednej z ostatnich grup, ale mielismy jeszcze jednego przewodnika. W chodzilo sie na czworakach w jajowaty kanal, wysoki na 80 cm, a potem szlo sie juz na schylonych nogach w burzowcu, wyzszym, moze jakies 160 cm.
W poblizu wejscia do burzowca, Niemcy spietrzyli wysoko wode w kanale. Wrzucili worki z cementem, nawet poukladali je w gore, a na nich zalozyli druty kolczaste. Ktorys z nich musial zejsc tam niedlugo przed nami. Na dodatek – bestie – pozawieszali granaty. Trzeba bylo przeciskac sie bokiem, wpadajac w wode.
Niedlugo pozniej wybuchla panika. Po tym, jak zginal nasz przewodnik, to w grupie ok. 20 osob, w tym kilka kobiet, pobladzilismy, nie wiedzac jak dostac sie pod Srodmiescie. Szlismy do przodu, ale bylo to z powrotem na Czerniakow. W pewnym momencie, Niemcy wrzucili karbid do wody. Zrobil sie potworny zaduch i smrod, bo z karbidu wydzielal sie gaz. Woda w kanale byla bardzo brudna, wiec oddawalem mocz na chusteczke i przykladalem ja sobie do ust, zeby jakos oddychac, ratowac sie. Wokol mnie straszny kaszel, poploch okropny. Ludzie krzyczeli: – "Kto ma plastyk – rzucamy, zeby przebic jakiekolwiek wyjscie na powietrze, zeby sie nie udusic". Wiem, ze w innych miejscach niektorzy wychodzili w strefie niemieckiej, gdzie byli od razu rozstrzeliwani 87).
Wtedy pomyslalem o mojej rodzinie. Wyobrazilem sobie, ze kiedys wyciagna mnie z tych gowien i moja zona i dziecko beda to ogladaly. Przyszla mi na mysl corka – "ratuj sie!". Zaczalem wycofywac sie w kierunku z powrotem na Mokotow. Szedlem powoli, czulem pod nogami ciala ludzkie 88), bron. Podszedl do mnie kolega i powiedzial: – "Tadeusz, Tadeusz, ja tylko wypije herbate i klade sie do lozka". Ludzie strzelali do siebie, w obledzie odbierali sobie zycie. Po strzalach moglem sadzic, ze kilka osob popelnilo wtedy samobojstwo, moze piec, szesc. Nie mogli juz wytrzymac, mimo ze tyle przeszli w Powstaniu. Nie widzialo sie juz ratunku dla siebie. To byl okropny moment, psychoza, koszmar. Ja wycofalem sie jakies 300-400 metrow, nie wiem zreszta ile, i polozylem sie, polstojac, na scianie kanalu. Ile czasu tak lezalem – nie wiem. Czas mi sie zatracil. Znalazlem w kieszeni panterki dwie kostki cukru. Zaczalem je ssac powoli i zasnalem. Znowu nie wiem jak dlugo spalem.
W pewnym momencie uslyszalem szum wody od strony Mokotowa. Wzialem pistolet do reki. – "Kto idzie?" – "Swoj, swoj z Mokotowa". W ostatniej chwili wpadli oni jeszcze do kanalu. – "Znacie droge?" – "Znamy". I rzeczywiscie, po jakichs stu metrach byla powyzej odnoga kanalu, w ktora trzeba bylo wskoczyc. Poszlismy ta odnoga. Bardzo trudno bylo mi juz isc, gdyz bylem ranny w noge. Pod Placem Zbawiciela, ktory byl w rekach niemieckich, bylo duze zlewisko wod kanalowych. Doszlismy tam i wyczulismy w ciemnosciach, ze byla tam grupa ludzi – ludnosc cywilna. Wszyscy modlili sie. Slychac bylo litanie: "Matko Boska modl sie za nami, Swieta Mario, Matko Boza...", w tym zlewisku nieczystosci.
Pamietam, ze na Mokotowie jacys cywile wchodzili do kanalu, niektorzy z przepustkami. Pakuje sie np. do kanalu kobieta w futrze, a po 100 metrach to futro bylo juz rzucone i podnosi wode, albo jakas walizka czy plecak blokuja przejscie. Ci, na ktorych natknelismy sie, musieli zabrac sie z wojskiem z Mokotowa i zostali w tym obszernym zlewisku; bali sie pewnie isc dalej. Co robic z tymi ludzmi? Poszlismy dalej. Dwoch z tych, ktorzy szli ze mna, a ktorzy nie byli ranni, wrocilo tutaj pozniej z ludzmi z gory i wyprowadzili owych przerazonych ludzi z tego zlewiska.
Byl jeszcze jeden trudny moment. W pewnym miejscu kanal byl otwarty przez bombe lotnicza. Trzeba bylo przeskoczyC ten lej. Woda byla tam wysoko, ale byla przystawiona drabinka, ktorej mozna bylo uchwycic sie przy skoku i wyjsc po niej. Pierwszy z nas skoczyl, potem drugi, ja trzeci. W koncu wyszlismy w Alejach Ujazdowskich, naprzeciw Wilczej. Wszyscy wychodzili tym wlazem, ktory teraz jest zaasfaltowany. W poblizu, pod nr. 24, byla pomoc sanitarna. Szedlem kanalem, jak sie okazalo, dwie i pol doby. W zadnym wypadku nie chcialbym juz drugi raz tego przezyc.
Z wlazu kanalu na rogu ul. Wilczej i Alei Ujazdowskich wychodzili obroncy Mokotowa i cywile.
Na zdjeciu aptekarz Kowalski wyciagany na powierzchnie.
- Przypisy:
- W Powstaniu Warszawskim, Zgrupowanie "Radoslawa" walczylo na Woli, Starym Miescie, Czerniakowie i Mokotowie. W sklad Zgrupowania "Radoslawa" wchodzily poczatkowo bataliony "Zoska", "Parasol", "Czata-49", "Miotla", "Piesc" oraz oddzialy "Topolnickiego" i "Dysk". Dowodca Zgrupowania byl Jan Mazurkiewicz, ps. "Sep" i "Radoslaw", pplk (pozniej gen.), VM (V i IV kl.), 11xKW, (1896-1988). Tworca Tajnej Organizacji Wojskowej w 1939r., potem w ZWZ i AK, od lutego 1944r. dowodca Kedywu KG AK. (powrot)
- 2 sierpnia w czasie walk na Woli, na ul. Okopowej w rejonie obozu koncentracyjnego "Gesiowka" zolnierze z batalionu "Zoska" zdobyli na Niemcach dwa czolgi, ktore zdolano naprawic i uruchomic, glownie przy pomocy mechanika p. Lumienskiego. Utworzono wowczas pluton pancerny, ktorego dowodca zostal kpt. "Wacek". Czolgi te braly udzial w walkach na Woli, az do upadku Woli i wycofania sie batalionu "Zoska" na Starowke w dniu 11 sierpnia. Uszkodzone w walkach, zostaly wowczas spalone i porzucone [1]. (powrot)
- W czasie Powstania por. "Agaton" sluzyl najpierw w batalionie "Piesc" w Zgrupowaniu "Radoslawa", a pozniej dowodzil oddzialem ochrony KG AK. (powrot)
- Ryszard Bialous, ps. "Jerzy", kpt., VM, 2xKW. Dowodca batalionu "Zoska" w konspiracji i w Powstaniu. Wczesniej w Zwiazku Odwetu (pplk. F. Niepokolczyckiego) i dowodca Grup Szturmowych Szarych Szeregow. Zmarl w Argentynie w 1992 r. [l]. (powrot)
- Henryk Lederman, ps. "Heniek", pchor., KW. Dolaczyl do plutonu pancernego w skladzie oddzialu zydowskiego po zdobyciu 5 sierpnia obozu "Gesiowka" na Woli. Polegl 5 wrzesnia, dobity wraz z innymi rannymi przez Niemcow w szpitalu powstanczym przy ul. Drewnianej na Powislu [l]. (powrot)
- Dawid Goldman, ps. "Gutek". Dolaczyl do plutonu pancernego w skladzie oddzialu zydowskiego po zdobyciu "Gesiowki" 5 sierpnia. Polegl 14 wrzesnia na Czerniakowie [l]. (powrot)
- Eugeniusz Weiss, ps. "Bialy", plut.pchor., KW. Pluton pancerny. Polegl od wybuchu "goliata" 16 wrzesnia na ul. Okrag 2 na Czerniakowie [l]. (powrot)
- Pierwszego przejscia kanalami ze Starowki na Zoliborz dokonano w nocy 13/14 sierpnia. Komunikacje kanalami z Mokotowa do Srodmiescia przetarto 5/6 sierpnia, a ze Srodmiescia na Starowke 10 sierpnia [3]. (powrot)
- Dom ten i sasiednie przy ul. Mlawskiej zostaly zburzone w nalocie sztukasow 28 sierpnia. Pod gruzami zginelo kilkudziesieciu zolnierzy, m.in. z batalionu "Czata-49" i nieomal caly pluton "Sad" z batalionu "Zoska". Wsrod zasypanych byl fotograf Zgrupowania "Radoslawa", ktorego aparat odkopano w czasie ekshumacji w 1945 r. Z filmu uratowano kilka zdjec, m.in. znane dwa zdjecia z inspekcji gen. "Bora" na kwaterze Zgrupowania "Radoslawa" przy ul. Okopowej na Woli z poczatkiem sierpnia. Sa to bodajze jedyne zdjecia gen. "Bora" przed kapitulacja Powstania [l,2]. (powrot)
- Grupa oddzialow Armii Krajowej, utworzona 5 sierpnia z oddzialow walczacych jeszcze na Woli, a takze na Starym Miescie, Zoliborzu i w Kampinosie. Grupa "Polnoc" dowodzil Karol Ziemski-"Wachnowski", plk (pozniej gen.), VM. W sklad jej wchodzilo m.in. Zgrupowanie "Radoslawa". (powrot)
- Kanaly mialy olbrzymie znaczenie dla przebiegu Powstania jako czesto jedyny szlak zaopatrzenia, komunikacji i ewakuacji. Na rozkaz gen. "Bora" dosteP do kanalow i ruch w kanalach byly mozliwie scisle kontrolowane przez wyznaczone patrole i zandarmerie powstancza (por. przypis 22). (powrot)
- Witold Ocepski, ps. "Downar", kpr.pchor., KW. Pluton pancerny [l]. (powrot)
- Jan Myszkowski-Baginski, ps. "Bajan", ppor., KW. Pluton pancerny [l]. (powrot)
- Liny ubezpieczeniowe zakladano w kanalach przez caly okres Powstania. Niemcy zrywali je, wrzucajac do kanalow granaty. (powrot)
- Eugeniusz Romanski, ps. "Rawicz", kpt., VM, 3xKW, z-ca dowodcy plutonu pancernego. Polegl od wybuchu "goliata" 16 wrzesnia przy ul. Okrag 2, na Czerniakowie [l]. (powrot)
- Poczatkowo Niemcy nie doceniali znaczenia kanalow dla Powstania. Kiedy zorientowali sie o tym, usilowali blokowac kanaly: wrzucali do nich granaty i karbid, budowali tamy we wlazach, zalewali kanaly otwierajac przepusty, wlewali rope i benzyne, ktore podpalali itd. Nie ma jednak relacji, aby wchodzili w glab kanalow. (powrot)
- 28 sierpnia wieczorem, po zbombardowaniu kwatery na Franciszkanskiej 12 (por. przypis 9), kwatera batalionu "Zoska" zostala przeniesiona na ul. Kozla 7, obok Sapiezynskiej [l]. (powrot)
- Ze Starowki ewakuowano kanalami ok. 800 rannych na Zoliborz i ok. 300 do Srodmiescia [4]. Np, 2 wrzesnia, rannego plk. "Radoslawa" przeniesli na kocach kanalem do Srodmiescia Zydzi z jego oddzialu kwatermistrzowskiego, uwolnieni 5 sierpnia z "Gesiowki" [2]. Poza szlakiem ewakuacji rannych, ludnosci cywilnej i transportu amunicji, kanaly sluzyly jako droga oddzialow bojowych. W nocy 30/31 sierpnia, podczas nieudanej proby polaczenia Starowki ze Srodmiesciem, mial miejsce tzw. desant kanalowy na Plac Bankowy oddzialu z batalionow "Czata-49" i "Miotla", pod dowodztwem kpt. "Motyla" (Zbigniewa Scibor-Rylskiego, VM). Niestety, obok wlazu na Placu Bankowym stacjonowal silny oddzial niemiecki i desant zakonczyl sie duzymi stratami i odwrotem kanalem do Srodmiescia [4,3].
Gen. Tadeusz "Bor"-Komorowski przeszedl 25/26 sierpnia kanalem ze Starowki do Srodmiescia, prowadzony przez Zyda, uwolnionego z "Gesiowki", Henryka Poznanskiego, ps. "Bystry". Na rozkaz gen. Antoniego Chrusciela-"Montera", tuz przed upadkiem Starowki, ok. 5300 zolnierzy Grupy "Polnoc" [4] wycofalo sie kanalami, glownie do Srodmiescia. (powrot)
- Przejscie z Zoliborza na Starowke bylo o wiele trudniejsze, bo pod prad sciekow. Zachodzi tutaj rozbieznosc z relacja kpt. Stanislawa Jankowskiego "Agatona", wg. ktorej pierwszego przejscia kanalem z Zoliborza na Starowke mial dokonac jego patrol dopiero 20 sierpnia [5] (por. jego relacja – nr II – w tym artykule). (powrot)
- Starowka upadla wczesnym rankiem 2 wrzesnia. (powrot)
- Mieczyslaw Niedzielski, ps. "Zywiciel", pplk, VM, dowodca oddzialow AK na Zoliborzu. (powrot)
- Na ul. Swietojanskiej (obok Mostowej). Bylo to w nocy 27/28 lub 28/29 sierpnia, kiedy jednostki AL zaczely opuszczac Stare Miasto, gdzie wczesniej bronily 2 z 56 barykad [4,6]. Jedna z grup AL, wycofujaca sie bez zezwolenia kanalami, zostala zatrzymana przez zandarmerie AK. (powrot)
- W nocy 28/29 sierpnia. (powrot)
- 31 sierpnia. (powrot)
- Ewakuacja zolnierzy i ludnosci cywilnej z Mokotowa do Srodmiescia, rozpoczela sie 25 wrzesnia i byla szczegolnie tragiczna. Trasa byla dluga, ok. 4 km. Kanaly zostaly w kilku miejscach zatarasowane przez Niemcow, ktorzy w dodatku wrzucali granaty i karbid do wlazow i strzelali do ich wnetrza. Ludzie usilowali wyjsc z kanalow na powierzchnie. W kilku miejscach w kanalach wybuchla panika, w ktorej wielu utonelo, zostalo zadeptanych lub udusilo sie. Niektorzy krazyli po kanalach przez ponad dwie doby [6] (por. dwie koncowe relacje w tym artykule). (powrot)
- Jan Wojtowicz, ps. "Wojtek", ppor., VM, KW [5], zmarl w 1992r. w Ontario, Kanada. (powrot)
- Trzecim zolnierzem z patrolu "Agatona" byl Kazimierz Piechotka-"Jacek", VM [5]. Nazwisko kanalarza pozostaje nieznane. (powrot)
- 21/22 sierpnia. (powrot)
- Wiktor Szelinski, "Andrzej Pol", ppor., KW [l]. (powrot)
- Wladyslaw Cieplak-"Giewont", por., VM, 2xKW [1]. (powrot)
- Glowny wlaz ewakuacyjny ze Starowki, z wejsciem przez czesciowo zabezpieczony wykop. 2 wrzesnia, po upadku Starowki, Niemcy zalali ten wlaz benzyna, ktora podpalili. Wielu powstancow zginelo. Wlaz zawalil sie, praktycznie uniemozliwiajac dalsza ewakuacje kanalami [1]. (powrot)
- Alicja Golod-Golebiowska-"Lusia", KW. Polegla od wybuchu "goliata" 16 wrzesnia na ul. Okrag 2 [1]. (powrot)
- Stanislaw Romanowski-"Kajtus", kpr., KW [l]. (powrot)
- Jerzy Trepka-"Zenek", KW. Wowczas uratowany [1]. (powrot)
- Stanislaw Trepka-"Konrad II", plut. [1]. Aresztowany przez UB w 1949 r., spedzil wiele lat w wiezieniu PRL [2]. (powrot)
- Michal Glinka-"Michal", ppor., KW. Wowczas uratowany [l]. (powrot)
- Mieczyslaw Treutler-"Mietek", KW. Wowczas uratowany. Aresztowany przez Niemcow 26 pazdziernika 1944 r., zaginal [l]. (powrot)
- Andrzej Olupczynski. Zginal 2 wrzesnia w bombardowaniu szpitala na Dlugiej 7 [l]. (powrot)
- Stefan Brzozy-"Stefan", KW. Polegl 1 wrzesnia w szpitalu na Dlugiej 7 [1]. (powrot)
- Maria Kowalska-"Maryna", KW. Polegla 31 sierpnia w szpitalu na Dlugiej 7 [1]. (powrot)
- Lech Januszkiewicz-"Zan". Wowczas uratowany [l]. (powrot)
- Krystyna Nizynska-"Krysia", sanitariuszka. Wyszla kanalem z nastepna grupa rannych. Wzieta do niewoli na Czerniakowie, zostala rozstrzelana na Woli 26 wrzesnia (por. przypis 69) [l]. (powrot)
- Anna Rewska-"Renata", 2xKW. Wowczas uratowana [l]. (powrot)
- Jozef Nowocien-"Konrad", ppor., KW. Wowczas uratowany [l]. Aresztowany przez UB w styczniu 1949 r., spedzil wiele lat w wiezieniu PRL [2]. (powrot)
- Stanislaw Kozicki-"Howerla", ppor. VM, KW. Polegl 22 sierpnia na boisku "Polonii", w probie polaczenia Starowki z Zoliborzem [l]. (powrot)
- Wlodzimierz Kozakiewicz-"Barry", kpt. Szef zandarmerii Grupy "Polnoc". Oskarzany przez wielu o niewpuszczanie rannych do kanalu, brutalnosc i naduzycia (por. np. [3]), jednakze chwalony pozniej za odwage w walce przez plk. "Wachnowskiego" i ppor. Janusza Zawodnego-"Misia" [7]. (powrot)
- Stanislaw Broniewski-"Orsza". Naczelnik Szarych Szeregow od maja 1943 r. [1]. (powrot)
- Ryszard Chacinski-"Maks", KW, Polegl od wybuchu "goliata" 16 wrzesnia na ul. Okrag 2 [1]. (powrot)
- Jan Ernst-" Witold", sierz.pchor., KW [1]. (powrot)
- Stanislaw Sieradzki-"Swist", sierz.pchor., KW. Aresztowany przez UB w styczniu 1949 r., byl w PRL wieziony przez osiem lat. (powrot)
- Janusz Zawodny-"Mis", ppor., VM, KW (dowodca plutonu w baonie "Lukasinski" Zgrupowania "Sosna"), opowiada jak nierealne bylo dla niego to, ze w momencie wyjscia z kanalu na Wareckiej, odbierajaca go laczniczka wreczyla mu galazke zielonego bluszczu [7]. Jerzy Zapadko-Mirski wspomina niezwykly fakt, ze w budynku ambasady bulgarskiej odbyl sie wowczas wystep czolowki teatralnej. (powrot)
- Stanislaw Olszewski, kpr.pchor, Pluton pancerny [1]. (powrot)
- Np. 16 wrzesnia kolumna rannych, idaca kanalem z Czerniakowa na Mokotow, musiala zawrocic wskutek wybuchow granatow, wrzucanych do kanalu przez Niemcow [2]. (powrot)
- Niemcy celowo wrzucali do kanalow puszki, aby byly zrodlem halasu w momencie przechodzenia powstancow. (powrot)
- W nocy 19/20 wrzesnia. (powrot)
- N.N., Zyd uwolniony 5 sierpnia z obozu "Gesiowka". (powrot)
- Jan Szczurek-Cergowski, ps. "Slawbor", pplk., VM, w Powstaniu dowodca "Srodmiescia-Poludnia" i "Gornego Czerniakowa". (powrot)
- Mokotow upadl 26/27 wrzesnia. (powrot)
- Dowodca batalionu "Zoska", kpt. "Jerzy", pozostal wowczas na Czerniakowie (por. przypis 69). (powrot)
- Leon Tarajkowicz, ps. "Gryf", kpt., jednoreki dowodca kompanii saperow w Zgrupowaniu "Radoslawa" [2]. (powrot)
- Boleslaw Stanczyk, ps. "Xen", por., KW [l]. (powrot)
- U wylotu ul. Zagornej na ul. Solec. (powrot)
- 18 lub 19 wrzesnia. (powrot)
- Teresa Wilska-"Bozenka", KW, laczniczka dowodcy plutonu pancernego batalionu "Zoska". [1]. (powrot)
- Dominujacym uczuciem ludzi w kanalach byl lek, wiekszy niz w czasie walk na powierzchni. Zamkniecie, ciemnosc, gasnace latarki i swiece, zagubienie, osamotnienie, utrata poczucia czasu, oszolomienie, czesto ogluszajacy huk wybuchow granatow, strzaly z broni maszynowej do wlazow powodowaly psychologicznie atmosfere grozy i strachu [7]. (powrot)
- W nocy 19/20 wrzesnia, pplk "Radoslaw" przeszedl kanalem z Czerniakowa na Mokotow wraz z ok. 200 zolnierzami. Stosunkowo liczna grupa zolnierzy jego Zgrupowania pozostala na Przyczolku Czerniakowskim, nie wiedzac o rozkazie ewakuacji [l,9]. Decyzja pplk. "Radoslawa" wycofania sie bez rozkazu Komendy Glownej z Czerniakowa, przed wiekszoscia jego, jeszcze wowczas zyjacych zolnierzy, nawet w warunkach braku lacznosci z Dowodztwem i nieomal nie istniejacej lacznosci pomiedzy odizolowanymi punktami oporu, wywolala pozniej krytyke, m.in ze strony gen. "Bora" [10]. (powrot)
- M.in. oddzial oslonowy z batalionu "Zoska", dowodzony przez Mariana Malkowskiego-"Mariana", sierz. pchor., KW., wycofany z budynku przy ul. Okrag 2, oraz resztki batalionu "Parasol" jako straz tylna. (powrot)
- Pplk Jozef Rokicki, ps. "Karol", dowodca Grupy "Poludnie", polecil pplk. "Radoslawowi", po jego przybyciu na Mokotow, przeorganizowac jego zolnierzy w dwie kompanie [8]. (powrot)
- 22 wrzesnia kilku zolnierzy, ktorzy zostali na Przyczolku Czerniakowskim, przeplynelo Wisle na Prage, na strone "sowiecka", paru rannych zostalo ewakuowanych na barkach sowieckich. Kilka grup zolnierzy dostalo sie do niewoli niemieckiej. Niemcy rozstrzelali natychmiast wielu jencow, m.in. z batalionu "Parasol". Z pewnej grupy jencow Niemcy powiesili kilku zolnierzy, w tym ksiedza i dwie laczniczki. Z innej grupy, zamordowali ciezko rannego dowodce batalionu "Parasol", ppor. Jerzego Zborowskiego-"Jeremiego", VM, KW, a szesc laczniczek i sanitariuszek popedzili na Wole, gdzie 26 wrzesnia rozstrzelali je w kosciele sw. Wojciecha [l, 9]. Kilku zolnierzy, m.in. ppor. Andrzej Wolski-"Jur", i kilku berlingowcow, wsrod nich kpt. Latyszonok, zostalo odeslanych do niewoli.
Po utracie nadziei na pomoc sowiecka, noca 23/24 wrzesnia, grupa zolnierzy, pod dowodztwem kpt. "Jerzego", tracac kilku zabitych, przebila sie na powierzchni do Srodmiescia. Niektorzy ranni zolnierze zostali zagarnieci przez Niemcow, po zmieszaniu sie z ludnoscia cywilna. Walki na Czerniakowie ustaly 24 wrzesnia [l,2,11]. (powrot)
- Zygmunt Zbichorski, ps. "Zygmunt", kpt., VM, KW. Pluton pancerny [l]. (powrot)
- Duzy, 4-pietrowy budynek na rogu ul. Okrag i Czerniakowskiej, m.p. pplk. "Radoslawa" na Czerniakowie, zamienione w twierdze. (powrot)
- N.N. (powrot)
- N.N. (powrot)
- Tadeusz Stopczynski-"Mietek". (powrot)
- Andrzej Borowiec-"Zych". (powrot)
- Prawdopodobnie Waclaw Tarlowski-"Wacek". (powrot)
- Anna Nelken-"Inka", laczniczka, KW. Zostala zamordowana przez Niemcow 23 wrzesnia. Patrz przypis 69. (powrot)
- Leszek Kidzinski-"Kindzal", ppor., KW. Zaginal na Czerniakowie 21 wrzesnia. (powrot)
- Ppor. Jerzy Zapadko-"Mirski" (1924-1998), dowodca 2 kompanii, objal 13 wrzesnia na Czerniakowie dowodztwo zdziesiatkowanego batalionu "Parasol" po tym, jak owczesny dowodca, ppor. Jerzy Zborowski-"Jeremi", zostal ciezko ranny. "Jeremi" zginal 23 wrzesnia w szpitalu powstanczym przy ul. Wilanowskiej 18 zamordowany przez Niemcow [9,12]. (powrot)
- Batalion "Parasol" dzialal byl juz poprzednio dwukrotnie jako straz tylna przy wycofywaniu sie kanalami: 2 wrzesnia ze Starowki do Srodmiescia (wowczas ostatnia sekcja nie zdazyla juz wejsc do wlazu przy Pl. Krasinskich i polegla tam), a drugi raz (32 ludzi) 20 wrzesnia z Czerniakowa na Mokotow, oslaniajac od tylu grupe pplk. "Radoslawa" [9,12]. (powrot)
- Obok domu przy ul. Szustra 6. (powrot)
- Eugeniusz Kraszewski-"Zojko" [9]. (powrot)
- Wg relacji Eugeniusza Kraszewskiego-"Zojki" z oddzialu "Mirskiego", szukano wowczas wyjscia jeszcze przez dwie inne odnogi kanalu [9]. (powrot)
- Janina Lutyk Zapadko-Mirski – "Scarlett", VM, KW, laczniczka w batalionie "Parasol". Od 1946 r. zona Jerzego Zapadki-Mirskiego. Zmarla nagle w Waszyngtonie, DC, w roku 1998, na kilka miesiecy przed mezem. (powrot)
- Z oddzialu "Parasola", dowodzonego przez "Mirskiego", w czasie tego przejscia kanalem, zginal "Buks" (Jerzy N.N.). "Buks" zaslabl od oparow karbidu i zostal wyniesiony na powierzchnie przez wlaz na ul. Zagornej przez "Fabiana" (Janusza Wernera) i "Malego" (Stanislawa Szatkowskiego). Na powierzchni, "Buks" zostal zastrzelony przez Niemcow, zas "Maly" zdolal wskoczyc z powrotem do kanalu, a "Fabian" ukryc sie w ruinach i przeplynac w nocy przez Wisle [13]. (powrot)
- W pozniejszym liscie do autora tego opracowania Tadeusz Janowski-"Sereda" dodal kilka szczegolow o przejsciu kanalami z Czerniakowa na Mokotow:
"... Gdzies w polowie drogi (calosc okolo 4 km) Niemcy zatarasowali kanal burzowy workami z cementem na wysokosc ponad 1 metr, przez co podniesli poziom wod kanalowych za ta zapora. Nie dosc tego; na tej zaporze umocowali druty kolczaste, na ktorych zawiesili granaty reczne dosc skomplikowanie, gdyz poruszenie drutow moglo doprowadzic do detonacji.
Prosze sobie wyobrazic w jakim napieciu, zwlaszcza, ze po ciemku, przeciskalismy sie przy scianie burzowca, by nie ruszyc drutow (musze tu zaznaczyc, ze wczesniej sluzba kanalowa odsunela z jednego boku zapory te druty, tak ze zachowujac wielka ostroznosc moglismy pokonac te przeszkode). Strachu jednak bylo co nie miara. Po przeslizgnieciu sie przez te zapore natychmiast wpadlismy powyzej pasa w smierdzaca "wode". Dobrze jak ktos byl wysoki, jak np. ja, ale inni mieli poziom pod szyje." (powrot)- Przy wlazach na samej ulicy Dworkowej, Niemcy rozstrzelali wowczas ponad 300 powstancow i cywilow, ktorzy wyszli tam na powierzchnie [14]. (powrot)
- Tylko z kanalu pod ulica Agrykola wydobyto w 1946 r. 36 zwlok powstancow i cywilow [14]. (powrot)
- Zrodla i opracowania:
- Anna Borkiewicz-Celinska: Batalion "Zoska", PIW, Warszawa 1990;
- Henryk Kozlowski-"Kmita", informacje prywatne;
- Antoni Przygonski: Powstanie Warszawskie w sierpniu 1944 r., t.2, PWN, Warszawa 1988;
- Janusz K. Zawodny: Nothing but Honour, Hoover Institution Press, Stanford 1978;
- Stanislaw Jankowski-"Agaton" : Z falszywym Ausweisem w prawdziwej Warszawie, PIW, Warszawa 1988;
- Polskie Sily Zbrojne w Drugiej Wojnie Swiatowej, t. III, Armia Krajowa, Londyn 1950;
- Janusz Zawodny-"Mis", informacje prywatne;
- Armia Krajowa w Dokumentach, t. IV, Studium Polski Podziemnej, Londyn 1977;
- Piotr Stachiewicz: Parasol, IW Pax, Warszawa 1991;
- Jan Nowak-Jezioranski-"Janek", informacje prywatne;
- Ryszard Bialous-"Jerzy" : Walka w pozodze, Paryz 1946, przedruk w Swiadectwa Powstania Warszawskiego 1944, Kuria Metropolitalna Warszawska, 1988;
- Jerzy Zapadko-Mirski: Zapiski powstancze, "Rzeczpospolita", nr 171, 24 lipca 1993; Zwoje 7/11, 1998;
- Danuta Kaczynska: Dziewczeta z Parasola, Wyd. Wiek, Warszawa 1993;
- Adam Borkiewicz: Powstanie Warszawskie 1944, IW Pax, Warszawa 1957.
opr. Andrzej M. Kobos
Pierwodruk: Zeszyty Historyczne, t. 109, pp. 55-86
Instytut Literacki, Paryz 1994.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||