Prezentujemy wybor wierszy i ilustracji z nowego tomiku Leszka Dlugosza pt. Na rynku usiasc w Kazimierzu z ilustracjami Jerzego Gnatowskiego, artysty z Kazimierza nad Wisla   (Wydawnictwo-Drukarnia L-PRINT, Lublin 2004).   (AMK)






LESZEK DLUGOSZ





Okladka tomiku Leszka Dlugosza Na rynku usiasc w Kazimierzu, 2004.
Na okladce obraz Jerzego Gnatowskiego.



NA RYNKU USIASC W KAZIMIERZU...





Kazimierz.
Rysunek Jerzego Gnatowskiego.



W KAZIMIERZU

– czyli o kolejnosci westchnien


Kawaleczek swiata
Gdzie tak wszystkim
– Bogu ludziom i roslinom
Pieknie wyszlo
          (I Historii gdzie sie troche
          Ocalilo)

Gora wawoz
Baszta Fara
I chalupki i attyki
– Co za czasu   o s t a l i n a ?
Renesansu odprysk cudny
Ze sie Wisla w luk wygiela
                                  (to z zachwytu)
– Wysrebrzyla sie wiklina

Siasc w majowe przedpoludnie
– Na ryneczku, gdy swiat cichy
Stolik kawa   –   o   M a d o n n o,   N i e   d o   w i a r y
J a k   t u   w s z y s t k o   u m a j o n e
          Rozsuplywac w tej oprawie
          Malowidlo:
                      –   K O N C E R T   W   B I E L I   –
                      Wsrod zieleni i blekitu

– Klebowisko bezszelestne
W strone rzeki z wiatrem mknace
Ponad wzgorzem nad dachami
Flakon perfum rozpylony:
–   P r i m a v e r a   i n   C a s i m i r –

Oczy przymknac
Tak przez chwile – w oddaleniu
Za plecami miec swiat caly
          Co uwiera, serce mroczy
          To zapomniec
          I pominac

Potem smuga swiatla tkniete
Uniesc znow powieki
I ujrzawszy ze jest jawa
Co zdawalo sie przysnione
Raz kolejny –   n i e   d o   w i a r y
Westchnac
I potrzeby i ochoty nie miec innej
N i e,   n i c   w i e c e j
Jak znow westchnac
I z usmiechem
– Z przypomnienia jakby szepnac:
"A   o b l o k i ?"

          A   o b l o k i ?...
          – Sama gora
          W Kazimierzu, biala piana
          Piano pianissimo plyna...






Wyklejka tomiku Leszka Dlugosza Na rynku usiasc w Kazimierzu, 2004.
Obraz Jerzego Gnatowskiego.







WIECZOR NA ZAMKU W JANOWCU


Zastyga przestrzen w strone Janowca
Jak w katatonii na murach zamku
Tkwia proporczyki
– Pomknely wrony ku zachodowi
W sojuszu zgodnym – zmierzch, nieruchomosc
Podchodza cicho ku warowni
Gdzie dotad "dzis" – wnet reka skryby
"Wczoraj" – wpisze

Dokad podaza ten szlak w pismie, skrybo?
– Coz podpowiada twoja ksiegowosc?

        Pociagnie ptactwo ku zachodowi
        U cichnie orez i gwar gospody
        – W sojuszu zgodnym
        Posrod zarosli i kamieni
        Gdzie usypisko ruin dzisiaj –
        Czyjs wzrok podniesie znow z popiolow
        – Ogniste barwy twych choragwi?

Wsrod poszarzalej monotonii stronic
Pobudke, kto uslyszy – tetent? ...
        Co rwal przez cialo twoje
        – Z ratunkiem cialu
        – Z odsiecza dla warowni? ...






Ruiny zamku w Kazimierzu nad Wisla.
(fot.   Andrzej Kobos, 1963)







ZYDY KAZIMIERSKIE


Zobaczyc Ich   s p r z e d
      Ujrzec Ich   –   t a m t y c h
            Z tamtego i przynaleznych
                  Do tamtego jeszcze swiata –

W dzien szabasowy tak by bylo lepiej
Lecz niechby i w zwyczajny
Kadr – w srode ot przez chwile
Znow – na Malym Rynku
Ujrzec halastre handlujaca
– Pod Celejowska?
Albo na Lubelskiej?
– Co za powaga w chalatach i w surdutach czarnych
W bialych ponczochach kroczy?
– Te adwokackie kamizelki
Niecierpliwe trzaski kopert
                                  szwajcarskich Patkow
Kontrolujacych wedle studni w Rynku
Spoznienia autobusow od Lublina

Zobaczyc Ich   –   l e t n i k o w
Kolonie lezakow tobolki siatki pelne
Papierowek
Te stada sfruwajace tu na sezon
– Miriamy czarnookie
– Blonkoskrzydle
Na imion wiele rozpisane i przeznaczen
         – Po werandach
         – Przy sztalugach
         – Likier na nozce
         – Literatura na stoliku
                 Prekursorki nadwislanskiego nudyzmu…

Zobaczyc Ich – wczesnowieczornych
W migocie hanukowych swieczek
Noski i pukle za szybami
Joskow Chaj malych Ickow
Na progach domow piersiaste mamele
Hustajace dziecka i zelazka
(Wrzask w niebo – rowno
                            – wrzask, wiazki iskier)

Zobaczyc Ich w boznicy – te rozmodlone
Na plask, a jednak w uniesieniu – mycki?
Talesy rozpostarte
W swieto namiotow
Lisiury czuwajace wsrod zieleni
Nad owczesna Wisla
– Zobaczyc Ich tak znow...

Jak do czelusci
Przez uchylony zajrzec lufcik
Do tamtego swiata
Bo potem nie –
Zaslonic oczy uszy
Glosy z powrotem tam odrzucic
Bo potem nie
– Krzyk
Strzaly psy
– Krzyk strzaly szyn kol stukot
Ach niedaleko tak to Lublin
Belzec
Treblinka tak
Bo potem nie
Bo potem jak zaslona – kadr
W tym klebowisku
Napis z dymu
To slowo z dymu posrod dymow
Gdzie zwykle – koniec
Swiatu nieznane przedtem slowo – Shoah
W dymach i z dymu – co sie objawilo
I Oni – Zydy kazimierskie
W tym slowie za tym slowem
Za ta zaslona odtad






Abraham Behrman: Nosiwoda na rynku w Kazimierzu nad Wisla, 1920.







NA RYNKU USIASC W KAZIMIERZU

(piosenka)




Kazimierz.
Rysunek Jerzego Gnatowskiego.


Do Kazimierza mysl ma zmierza
Kiedy chlodny, kiedy slotny
Smutny taki czas...
Pociecha dla mnie to jest prosta
              – Mnie nie trzeba nawet wiosla
Przymkne oczy – obraz sam podplywa
Znowu jestem tam...
Miescina jak lupina szaro – zlota posrod chmur
– Ktoz te zabawke tam upuscil?
Dziecko
Aniol
Moze Bog?

Tam na przystani moja pamiec
Pod spichlerzem czeka na mnie
Chocbym nie wiem skad powracal
Tam swiat czule wita mnie
             – Na brzegu wiatr, wikliny szmer
Za cieniem sie wylania cien
I wraca dzien
Z przeszlosci
Z magazynow serca
             – Z tych na samym dnie...
(Ach zeby tak, ach zeby znow, ach Boze moj...)

   Refren:

              Na Rynku usiasc w Kazimierzu
              Ze szczesciem jak sie wiosna mierzy
              Popatrzec znow
              – Jak sie przechadza miesiac maj...
              I w takie jasne przedpoludnie
              Gdzies na tym Rynku, przy tej studni
              Zasluchac sie
              Miec za plecami caly swiat –
              Zydowskie znow uslyszec skrzypce
              Jak gdzies tam bladza wsrod uliczek
              A serce pedzi – gdziez ono pedzi?
              – Za tym szczesciem?
                 Ech doprawdy szkoda slow...
                Wierzcie nie wierzcie – jak tam chcecie
                Wszedzie jest tak, jak jest na swiecie
                Lecz w Kazimierzu – szczescia zawsze jakby wiecej?
               Wiecej ciut?


II

Ktos ma uliczke w Barcelonie
Gdy mu smutno chodzi po niej
Ja tez adres na Planecie taki mam
           – Gdy sercu zle, gdy chlod szaruga
Ja sie nie namyslam dlugo
– Z San Francisco tez mi blisko
Wyobraznio, prowadz tam!
Najlepiej jeszcze niech to bedzie taki dzien
           – W szpalerach bzu, od Naleczowa droga niechaj rwie...
A stolik w Rynku, w kawiarence
Niech na powitanie szepnie
Dlon niech ze wzruszeniem znow rozpozna
Ten sam blat

Westchnienia niech obiegna swiat
I wroca tam...
W tym miescie gdzie ksiezyce dwa – spojrz
Magia trwa
Tam cienie nasze wciaz czekaja nas...
(Ach zeby tak, ach zeby znow, ach Boze moj...)

   Refren:

              Na Rynku usiasc w Kazimierzu
              Ze szczesciem jak sie wiosna mierzy
              Popatrzec znow
              – Jak sie przechadza miesiac maj...
              I w takie jasne przedpoludnie
             Gdzies na tym Rynku, przy tej studni
             Zasluchac sie
             Miec za plecami caly swiat...
             Zydowskie znow uslyszec skrzypce
             Jak gdzies tam bladza wsrod uliczek
             A serce pedzi – gdziez ono pedzi?
             – Za tym szczesciem?
             Ech doprawdy szkoda slow
                 Kochalo sie w tym Kazimierzu
                 Plakalo tez jak sie nalezy
                 Ale tam szczescia zawsze bylo
                Jakby wiecej nizli pol?

            Wierzcie nie wierzcie – jak tam chcecie
            Wszedzie jest tak, jak jest na swiecie
            Lecz w Kazimierzu...
            Szczescia zawsze jakby wiecej?
            – Wiecej ciut?
            Lecz w Kazimierzu...
            Szczescia zawsze jakby wiecej
           – Jeden lut?








ZIMA KAZIMIERSKA


O moiscie moi, Wy anieli
Czy ktos z Was widzial Kazimierz
W bieli?
– W grudniowych salopach
Lutowych soplach
Z puchata w styczniu poducha
U okna?
Wsrod snieznej zawieruchy, kto tam
Policzyl marchwiane nosy
Burakowe policzki
Breuglowskie te przy studni tam
Przytupy?
O swicie zza firanki kto krzyczal:
          Wszystko zawialo!
          – Swiat w stu procentach jedna grafika
          Czarno biala
!
Pod powiekami, kto oprawial obrazki
– Kominy dachy dymki w paski
Pianiem kogutow ponad piekarnia
Rozwiewane
Leciutko slono z rana na ukos od Michalakow
Grillowane

O zimo kazimierska
Zmierzchem wczesnym, kto z toba
Stal u brzegu Rzeki –
Z wiklina ciche zale szeptal
Ze   p i e k n e
Nazbyt pieknie z wiosna   u r o j o n e
Przeplynelo
W lod sie scielo
Jeszcze boli

Anioly zimy kazimierskiej
– Zwiastuny przedawnienia
– Zapominania sluzbo bezszelestna
Biala
Pochwyccie w swoje wnyki ciche
Uniescie w przeszlosc
Projekty serca
Te kadry z wiosna tkliwie umajone
Nazbyt umyslone

Do cna to juz rozwiejcie
– W tempus perfektum
– W nic
– Na amen
W przeszlosc doszczetnie dokonana
Nie w te, co choc przeszloscia jest
Na prog powraca
Odejsc nie chce






Wyklejka tomiku Leszka Dlugosza Na rynku usiasc w Kazimierzu, 2004.
Obraz Jerzego Gnatowskiego.








Kazimierz.
Rysunek Jerzego Gnatowskiego.



ZNOW SIE POJAWIC...


Znow sie pojawic w Kazimierzu
W lipcu
Zaczynac wszystko
– Akurat wlasnie w poniedzialek?
Na razie nic tu –
Zadnych klopotow
Zero sprawy
Na razie w planie
– Wawozem tylko sfrunac
                              na dol
Byc umowionym w Rynku
Przed poludniem
Na jakas mala z przyjaciolmi
                Na jakas mala kawe...
A reszta?
                – Swiata ten zgielk caly?
Odwieczny szekspirowski zamet?
Z dnia na dzien – anichybnie
Samoprzylepne komplikacje
– Te niezawodne zycia zgryzoty?
To wszystko gdzies zostawic
W lipcu
Za linia Wisly
Trzymac to bezpiecznie
Za jakims – w Kazimierzu
– Za zielonym lipca plotem





Kazimierz.
Rysunek Jerzego Gnatowskiego.





Wiersze Leszka Dlugosza zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997–2004 Zwoje