MOJE BLISKIE SPOTKANIA Z FELIKSEM TOPOLSKIM





ADAM   STRZALKOWSKI





Adam Strzalkowski obok portretu namalowanego przez Feliksa Topolskiego.
(fot.   Andrzej Kobos, 1993)


Rektor Uniwersytetu Jagiellonskiego Mieczyslaw Karas w pewnym momencie, chyba w roku 1973, wymyslil, zeby dac doktoraty honorowe Uniwersytetu pewnym ludziom z Polonii, zasluzonym dla polskiej kultury. Idea byla doskonala, realizacja byla nieco gorsza, z roznych wzgledow, politycznych w szczegolnosci. Juz dobrze nie pamietam, kto wysunal nazwisko Feliksa Topolskiego. Nie przypominam sobie jakie stanowisko zajeli historycy sztuki – Karol Estreicher byl chyba przeciwny, podejrzewam, ze w zwiazku z jakimis animozjami jeszcze z wojennych czasow w Londynie. Ja, ktory zawsze bylem zafascynowany rysunkami Topolskiego agitowalem za ta kandydatura. Bylem wowczas prorektorem Uniwersytetu Jagiellonskiego i mnie rektor zlecil nawiazanie kontaktow z Topolskim w tej sprawie.




Awers listu Topolskiego do autora po zawiadomieniu go
o przyznaniu mu Doktoratu Honoris Causa Uniwersytetu Jagiellonskiego, 1974.




Rewers listu Topolskiego do autora po zawiadomieniu go
o przyznaniu mu Doktoratu Honoris Causa Uniwersytetu Jagiellonskiego, 1974.


W roku 1974 zapadla decyzja, o ktorej powiadomilem Topolskiego. Przyjechal do Krakowa z synem Danielem i corka, ktorej imienia juz nie pamietam. Uroczysta promocja doktorska odbyla sie 6 grudnia 1974 roku. Przyjechal rowniez na te uroczystosc owczesny ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce Norman Reddaway z zona Jean.




Uroczystosc promocji Feliksa Topolskiego na Doktora Honoris Causa Uniwersytetu Jagiellonskiego,
Collegium Maius, 6 grudnia 1974.
(fot. Karol Chrzanowski, 1974)




Feliks Topolski w rozmowie z ambasadorowa Jean Reddaway po promocji.
(fot. Karol Chrzanowski, 1974)




Feliks Topolski z corka po promocji.
(fot. Karol Chrzanowski, 1974)




Adam Strzalkowski (z prawej) w rozmowie z ambasadorem brytyjskim Normanem Reddaway'em
i pania Jean Reddaway po promocji Feliksa Topolskiego.
(fot. Karol Chrzanowski, 1974)


Niedlugo potem bylem w Londynie i odwiedzilem Topolskiego w jego pracowni pod kolejowym mostem Hungerford, na poludniowym brzegu Tamizy, obok Waterloo Bridge. Potem bywalem u niego przy kazdym niemal pobycie w Londynie. Wizyty u niego zawsze byly milym przezyciem. Wymienialismy tez zyczenia z okazji swiat Bozego Narodzenia.




Zyczenia swiateczne przyslane autorowi przez Faliksa Topolskiego w roku 1977.


Topolski byl niezwykle sympatycznym czlowiekiem. Urzadzal tzw. "drzwi otwarte" w swej pracowni pod mostem, co tydzien, bodajze w czwartki czy piatki. Wtedy mozna tam bylo spotkac bardzo ciekawych ludzi. Bywali czlonkowie rodziny krolewskiej, czlonkowie parlamentu, jacys pulkownicy brytyjscy i polscy, wspaniale typy, zawsze jakies piekne dziewczeta. Przychodzily tez rozne dziwne typy, w tym okresie "dzieci kwiaty". Spotkalem tam kiedys mlodego faceta, ktory nakrecil film o swoim prymitywnym dziadku gdzies bodajze z podgorskich okolic. Film stal sie glosny i wzbudzil rozne kontrowersje. Ten mlody czlowiek strasznie spodobal sie Topolskiemu i zaprzyjaznili sie, choc caly czas klocili sie z soba. Wspaniale to bylo. Topolski w czyms w rodzaju pizamy lezal na szezlongu i przyjmowal tych ludzi.

Gdy juz goscie sie rozchodzili, mawial: "Niech Pan jeszcze troche zostanie. Przynajmniej teraz bedziemy mogli porozmawiac po polsku." Mowil po polsku znakomicie, mimo ze wieksza czesc zycia spedzil w Anglii. Dostawalem od niego egzemplarze jego Topolski's Chronicles.




Rysunki Feliksa Topolskiego z kartki okolicznosciowej opartej na Topolski's Chronicles,
z serii Costumes of Britain in the Mid-XXth Century.
(ze zbiorow autora)




Rysunki Feliksa Topolskiego z kartki okolicznosciowej opartej na Topolski's Chronicles,
z serii Costumes of Britain in the Mid-XXth Century.
(ze zbiorow autora)




Rysunki Feliksa Topolskiego z kartki okolicznosciowej opartej na Topolski's Chronicles,
z serii Costumes of Britain in the Mid-XXth Century.
(ze zbiorow autora)


Gdy Karol Estreicher przeszedl na emeryture i Profesor Stanislaw Waltos przejal funkcje dyrektora Muzeum Uniwersytetu, zasugerowalem mu, zeby wyciagnal od Topolskiego jakies jego prace dla Uniwersytetowi Jagiellonskiemu. I wtedy Waltos pojechal do Topolskiego. Bardzo sie zaprzyjaznili i uzyskal od niego obrazy i wiele rysunkow dla Uniwersytetu. Obrazy wisza w auli Centrum Konferencyjnego Uniwersytetu w Przegorzalach, rysunki wlasnie teraz [lato 2004] wystawiane sa w Collegium Maius. Waltos zreszta od razu zrobil w Palacu Sztuki bardzo ladna wystawe tych podarowanych przez Topolskiego obrazow i rysunkow.




Obraz Feliksa Topolskiego przedstawiajacy moment
gdy podczas inauguracji pontyfikatu
kardynal Stefan Wyszynski sklada zyczenia Janowi Pawlowi II.
(obraz eksponowany w sali wykladowej Centrum Konferencyjnego UJ w Przegorzalach)


Profesor Waltos zalatwil tez z Topolskim, zeby namalowal on moj portret dla Uniwersytetu. Napisalem o tym Peterowi Hodgsonowi mojemu partnerowi naukowemu i przyjacielowi z Uniwersytetu Oxfordzkiego. Peterowi bardzo zaimponowalo, ze Topolski ma mnie portretowac. Oczywiscie, jako inteligentny Anglik wiedzial, kto to jest Topolski. Napisal mi wiec – "wobec tego, przyjedz" i zaprosil mnie na miesiac do Oxfordu. Pojechalem tam w lipcu 1984.

Zadzwonilem do Topolskiego, a on mi oswiadczyl: – "A ja nie bede Pana malowac!". Co sie okazalo? W katalogu do owej wystawy Topolskiego w Krakowie okreslono go jako "slynnego rysownika". I Topolski sie obrazil. Powiedzial mi: "Prosze Pana, jesli Uniwersytet Jagiellonski uwaza, ze ja nie jestem malarzem, tylko rysownikiem, to ja nie bede malowac Panskiego portretu. Poza tym reka mnie boli, nie moge malowac. Teraz prawie nie maluje."

Musze powiedziec, ze to mnie okropnie zmartwilo. Powiedzialem mu na to: – "Wie Pan, ja jeszcze zadzwonie do Pana, moze ta reka wyzdrowieje..." – "Jesli Pan chce, to niech Pan zadzwoni." – odpowiedzial mi. Powiedzialem mu jeszcze: – "Ja w kazdym razie przyjade do Pana galerii jak bedzie dzien «otwartych drzwi»." – "Oczywiscie, prosze bardzo." – pozegnal mnie.

W tym czasie bylem tez u Marka Zulawskiego w jego Studio na Greville Place. To byl syn Jerzego Zulawskiego, poety i autora slynnej trylogii ksiezycowej, brat Wawrzynca Zulawskiego, taternika, ktory zginal w Alpach w 1957 roku. Marek Zulawski byl tez bardzo znanym polskim malarzem w Londynie. Umarl w rok pozniej, w 1985 r. Byl uroczym czlowiekiem. Nalezal do tych ludzi, z ktorymi po pierwszym zetknieciu wydawalo sie Panu, ze ich Pan zawsze znal. Ludzie o takiej osobowosci sa niezwykle rzadcy.

Powiedzialem Zulawskiemu, ze Topolski obiecal byl mnie malowac, a teraz obrazil sie na Uniwersytet i nie chce. Opowiedzialem mu cala historie. Wiedzialem, ze Zulawski i Topolski byli w bliskich stosunkach. Zulawski rzekl mi na to: – "Wie Pan, ja moge sprobowac porozmawiac o tym z Feliksem, ale musze Panu powiedziec, ze to moze miec odwrotny skutek. To jest niebezpieczne z Topolskim". Poprosilem go, zeby jednak porozmawial.

Wkrotce potem bylem u Topolskiego na tych "otwartych drzwiach". Bardzo milo mnie przyjal, nie mial nic przeciwko mnie. Rzeczywiscie mial zabandazowana reke. Umowilismy sie, ze jeszcze do niego zadzwonie. Niedlugo potem zadzwonilem do niego z Oxfordu. Topolski powiedzial mi, zebym przyjechal.

Pojechalem do niego do Londynu, do jego pracowni w luku Hungerford Bridge. Zaczal mnie malowac. To malowanie przez Topolskiego bylo fascynujace. Na wstepie powiedzial mi: – "Wie Pan, ja teraz maluje akrylowymi farbami, bo to sa znacznie lepsze kolory niz olej". Wyciagnal kawalek czarnej tektury, powiesil na sztalugach. Wlozyl jakas taka stara koszule, z ktorej wisialy doslownie strzepy. Usiadl przed sztalugami i powiedzial do mnie: – "Jedno tylko zastrzezenie – do konca, jak ja bede malowac, nie wolno Panu patrzec na to, co robie."

I malowal.

Najpierw przyszla jego zona po pieniadze, przerwal wiec malowanie mowiac – "Tylko niech Pan na to nie patrzy!". Pozniej przyszla pani Krystyna Bednarczykowa, ktora wspolnie z mezem i Topolskim prowadzila Oficyne Poetow i Malarzy. Stanela za Topolskim, chwile popatrzyla na to co maluje, i powiedziala dosc glosno tylko dwa slowa: – "To dobre!". I wyszla.

A Topolski wtedy powiedzial do mnie: – "Wie Pan, to musi byc naprawde dobre. Ja mam wielkie zaufanie do Krystyny. Jezeli ona powie, ze cos jest dobre, to na pewno jest dobre." I skonczyl. Powiedzial jeszcze do mnie: – "Tylko o jedno Pana prosze, niech Pan nikomu nie mowi, ze to trwalo tylko czterdziesci minut".

Potem zrobilismy sobie jeszcze herbate, rozmawialismy przez chwile. Obejrzalem jego permanentna wystawe Feliks Topolski Memoir of the Century, obok luku Hungerford Bridge. Bardzo interesujaca. On ja potem podarowal miastu, wiec ta galeria istnieje nadal.




Galeria Feliks Topolski Memoir of the Century
obok luku Hungerford Bridge w Londynie na poludniowym brzegu Tamizy.
(fot.   Adam Strzalkowski)


Wyszlismy razem, pozamykal to wszystko i wsiadl do swojego polterenowego samochodu, na przodzie ktorego byly przyczepione karnistry z benzyna. Gdy kiedys wozil tym samochodem profesora Waltosia, to powiedzial do niego – "Niech Pan sie nie boi, sa puste". Jezdzil zreszta okropnie. I juz siedzac w tym samochodzie, Topolski spojrzal na mnie i powiedzial: – "Marek mi mowil, ze Pan go prosil, aby interweniowal u mnie w sprawie tego Pana portretu. To mile, ze Pan tak chcial miec portret namalowany przeze mnie." I odjechal.




Feliks Topolski:   Portret Adama Strzalkowskiego, 1984,
akryl na bristolu, 75 cm x 56 cm.
(Muzeum Uniwersytetu Jagiellonskiego, Collegium Maius, Krakow.)



Opowiedziane Andrzejowi Kobosowi
23 lipca 2004 w Krakowie;
tekst autoryzowany.







MAREK ROSTWOROWSKI

O portrecie Adama Strzalkowskiego namalowanym przez Feliksa Topolskiego


Glowa rozmiarem znacznie przekraczajaca wielkosc naturalna, bez szyi i ramion, namazana sposobem fowistyczno-informelowym na bristolu przedtem pociagnietym czarna farba, przez samo ujecie przypomina portrety Witkacego, calkiem jednak odmienne pod wzgledem koncepcji artystycznej. Ten portret jest jakby duza plama pomieszanych farb, ale nie bez logiki w ich tonowaniu – logiki siegajacej Soutine'a, impresjonizmu, a nawet Delacroix; z pozornego chaosu wylaniaja sie rysy twarzy i spojrzenie. Wbrew nowoczesnosci warsztatu samo ujecie nie odbiega od prototypu portretu zrealizowanego juz przez Giorgiona – glowa w trzech czwartych w prawo, oczy odwrocone w lewo az poza linie wzroku widza. Ten uklad nadaje portretowanemu wyraz zapatrzenia czy natchnienia, ktory mozna nazwac romantycznym. Sprawia on, ze portret z jednej strony nowoczesny, z drugiej jest tradycyjny.

Czym jest zreszta "nowoczesnosc" i ktory z opisywanych tu obrazow zasluguje na taka kwalifikacje? – A moze samo to pytanie jest bez sensu. W istocie w malarstwie Topolskiego wiecej jest brawury i temperamentu niz inwencji; to chyba raczej rysownik. "Temperament" byl w drugiej polowie XIX wieku bardzo ceniona kategoria artystyczna, i mozna go uwazac za jeden z elementow genezy malarstwa gestu, ale filozofia tego malarstwa poszla znacznie dalej.

A charakterystyka modela? – Trudno mowic o czyms wiecej jak o przelotnym spojrzeniu malarza na pelna mlodzienczej jeszcze zywotnosci, nie pozbawiona uroku twarz wczesnie osiwialego mezczyzny, ktory przestawszy pozowac pobiegnie ku innej interesujacej go sytuacji. A moze to cecha malarstwa Topolskiego.


fragment artykulu Marka Rostworowskiego pt.
"Wspolczesne portrety profesorow Uniwersytetu Jagiellonskiego",
Roczniki Muzeum UJ: Opuscula Musealia, tom 2 (1987) str. 92.





Teksty o Feliksie Topolskim zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2004 Zwoje