
Z wiosna 2003 r. Maria Rostworowska wydala wspaniala ksiazke pt. Portret za mgla. Opowiesc o Oldze Boznanskiej (Wydawnictwo Terra Nova). Jest to pasjonujaca, szczegolowa i bogato ilustrowana biografia wielkiej malarki.
Niedawno na moja prosbe Maria Rostworowska przekazala mi w Krakowie dla Zwojow swoj nieopublikowany, wczesniejszy esej o Oldze Boznanskiej. Od dawna pragnalem zamiescic artykul o Oldze Boznanskiej (1865-1940); czynie to wiec teraz z tym wieksza przyjemnoscia. Pani Marii bardzo serdecznie dziekuje za Jej artykul.
Andrzej Kobos
OLGI BOZNANSKIEJ PORTRET ZA MGLA
MARIA ROSTWOROWSKA
Olga Boznanska: Autoportret, 1906,
olej na tekturze, 67 cm x 50 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Olga Boznanska, choc z urodzenia krakowianka, jak wielu artystow jej pokolenia byla zwiazana z Paryzem. W latach dziewiecsetnych zamieszkiwalo tam wiele niezwyklych i interesujacych osobistosci ze swiata sztuki, a wiek XIX i XX scieraly sie szczegolnie wyraziscie, bowiem Paryz sprzyja mocnym indywidualnosciom i kazdemu daje moznosc wypowiadac glosno wlasna prawde. Mlodzi artysci szukali nowych drog, eksperymentowali, odrzucali przeszlosc, podazali za nowosciami w jakie juz w latach dziewiecsetnych obfitowal wiek XX, nieco starsi (Boznanska w roku 1900 ukonczyla trzydziesci piec lat), sentymentalnie bardziej zwiazani z fin de siecle'em, odrzucali nowa mode, estetyke, sposob myslenia, zachowania i woleli pozostac w swojej epoce, z jej pogladami, obyczajowoscia, kanonem piekna, Granica wieku pomiedzy jednymi i drugimi byla niemal nieuchwytna – bardziej niz metryka decydowal tu duch – a duch fin de siecle'u gleboko zapadl w serca ludzi... Byli na koniec i tacy, ktorzy przyjawszy pozycje jakby wpol drogi pomiedzy tym co znane i bliskie sercu, a tym, co fascynuje odmiana i nowoscia na tym rozdrozu juz do konca pozostali. Wszyscy, bez wzgledu na to, z kim sie utozsamiali, odczuwali czar tego miasta, byli pod jego urokiem i mimo niewygod, czesto ubostwa i poczucia pewnego wyobcowania, starali sie tam jak najdluzej pozostac.W Paryzu bowiem, kazdy, komu starczylo sil i pomyslowosci, mogl znalezc sobie miejsce posrod nieslychanego bogactwa typow ludzkich, narodowosci, przekonan politycznych i religijnych, pradow w sztuce i najrozniejszych mod i kierunkow... Obcokrajowcy przybywali tu licznie, i jesli tylko potrafili sie jakos odnalezc i zorganizowac, wkrotce stawali sie paryzanami. To miasto niby magnes przyciagalo nie tylko artystow. Marzeniem kazdego kulturalnego czlowieka bylo chocby raz w zyciu byc nad Sekwana. A Paryz goscinnie przyjmowal wedrowcow z czterech krancow swiata, choc nie do kazdego szczescie usmiechalo sie tam tak, jak tego oczekiwal. Paryz potrafil byc bezwzgledny i nieprzyjazny, Byl wymagajacy. Artysta, aby sie tam zaznaczyc, musial nieustannie pracowac, wystawiac, zabiegac o uznanie krytyki, o popularnosc, zawierac korzystne znajomosci, walczyc o zamowienia. Przede wszystkim jednak musial byc zdolny, miec talent.
Olga Boznanska na Boulevard Montparnasse w Paryzu, ok. 1906,
fotografia.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Olga Boznanska byla pod urokiem Paryza, ktory jeszcze w Krakowie i w Monachium jawil sie jej w marzeniach jako miasto dla malarza idealne. Pozniej, juz jako pozbawiona zludzen paryzanka, widziala rowniez wielkie jego wady – "kartonowosc" i mieszczanskosc Francuzow, ktore bardzo ja razily, ich snobizm. A jednak nie potrafila stamtad wyjechac, kochala Paryz, jego atmosfera harmonizowala z jej duchem, z jej poczuciem piekna. Tolerancja i otwartosc tego miasta pozwolily jej pozostawac zawsze soba, W Paryzu dziwactwa Olgi i jej staroswiecki sposob ubierania sie nie szokowaly – niezwyklosc, odmiennosc byly tu czyms normalnym, co sie zauwaza, co budzi czasem usmiech, czego sie jednak nie wyszydza i nie potepia. Paryz pozwalal Oldze swobodnie zyc.Przeniosla sie tam z Monachium w roku 1898 majac lat 33, juz jako w pelni dojrzala malarka, znana w tamtejszym srodowisku artystycznym, bowiem od paru lat uczestniczyla w wystawach, rowniez miedzynarodowych, i posiadala na swym koncie kilka wyroznien i medali. Zdecydowala sie jednak opuscic ukochane Monachium, gdzie z powodzeniem przeszla etap "przebijania sie" do swiadomosci krytykow, wlascicieli galerii i publicznosci, i gdzie najprawdopodobniej mialaby juz zapewniona dalsza kariere, gdyz znane galerie, sale wystawowe i salony elit artystycznych staly przed nia otworem, miejscowi krytycy nauczyli sie poprawnie pisac jej nazwisko, wynajmowala wlasna pracownie, miala dosc liczna klientele.
Olga Boznanska w pracowni w Monachium, ok. 1898,
fotografia.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Decyzja pozegnania sie z tym wszystkim dojrzewala przez dwa lata. Ponad dziesiecioletni pobyt w Monachium, gdzie rozwinela w pelni swiadomosc artystyczna, wypracowala wlasny styl i osiagnela dojrzalosc, w pewnym momencie okazal sie rozdzialem zamknietym. Podobnie jak w roku 1886 dalsze zycie pod rodzicielskim dachem w Krakowie stalo sie dla niej niemozliwe, tak i teraz, pomimo przywiazania i sukcesow jakie tu osiagnela, zaczelo byc jej nad Izara zbyt duszno i ciasno.Paryz znala od dziecka i pociagal ja zawsze rozmachem, uroda, elegancja, roznorodnoscia typow jakie mozna tam spotkac, bogactwem muzeow i galerii, i oczywiscie tym, co dla artysty najwazniejsze – byl w tamtych latach swiatowa stolica sztuki. Wlasnie tutaj duch czasu dawal nowe natchnienia artystom i stad wialy tajemnicze wiatry roznoszace po swiecie zmiany w sposobie myslenia, patrzenia, dzialania, narzucajace nowe idee, prady i mody.
Na "nowinki" byla Olga uodporniona – intuicja, inteligencja, wielki talent, dobry smak i rzetelne malarskie wyksztalcenie sprawily, ze zawsze odrozniala to co autentyczne i wartosciowe od ulotnych i powierzchownych fascynacji na jeden sezon. Jednak ogolna atmosfera panujaca w tym ogromnym, kolorowym i blyszczacym tyglu jakim byl owczesny Paryz, w ktorym ocieralo sie o siebie absolutnie wszystko, odpowiadala jej bardzo i stanowila dla niej srodowisko idealne.
Olga Boznanska: Ulica w Paryzu, 1906,
olej na tekturze, 14 cm x 23 cm.
Muzeum Narodowe w Poznaniu.
Oprocz tego, w wypadku Olgi, odezwal sie takze "glos krwi" – byla pol-Francuzka. Jej matka, Eugenia Mondant przybyla do Polski jako mlodziutka dziewczyna, by objac posade nauczycielki francuskiego w szkole dla dziewczat prowadzonej przez siostry Norbertanki w Imbramowicach. Z czasem znalazla sie w Krakowie, i tam wlasnie poznala swojego przyszlego meza, inzyniera Adama Boznanskiego. Wkrotce po slubie Boznanscy zamieszkali we wlasnym, wybudowanym przez Adama domu, przy ulicy Wolskiej 17 (dzis Pilsudskiego 21), w ktorym miesci sie dawna pracownia Olgi, sluzaca obecnie krakowskim malarzom. Olga i jej siostra Iza przezyly w tym domu dziecinstwo i wczesna mlodosc, a w latach pozniejszych Olga spedzala tam swoje krakowskie jesienie i zimy.
Olga Boznanska: Widok z okna pracowni, po 1900,
olej na tekturze, 52 cm x 74.8 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Boznanscy wczesnie odkryli talenty obu dziewczynek. Olga pierwsze rysunki wykonywala pod okiem matki. Kolejnym jej nauczycielem byl Jozef Siedlecki, pozniej uczyli ja Hipolit Lipinski, Antoni Piotrowski i Kazimierz Pochwalski. Uczeszczala na kursy im. Adriana Baranieckiego, gdzie mlode dziewczeta mialy moznosc zapoznac sie m.in. z technikami malarskimi, rysunkiem, historia sztuki. Oprocz Lipinskiego i Piotrowskiego jej profesorami na kursach byli znani krakowscy historycy sztuki – Konstanty Gorski i Marian Sokolowski.Iza, wybitnie uzdolniona muzycznie, byla "chlubna" uczennica Emila Smietanskiego, najslynniejszego wowczas w Krakowie nauczyciela fortepianu. Jej talent, potwierdzony autorytetem Ignacego Paderewskiego, nalezacego w tamtych latach do grona znajomych panstwa Boznanskich, poczatkowo rozwijal sie rownie dynamicznie, co talent siostry. Wkrotce jednak Krakow okazal sie dla panien Boznanskich zbyt ciasny i "duszny" i niczego wiecej nauczyc sie juz tu nie mogly.
Europe maly od dziecka – podrozowaly przeciez z rodzicami do Paryza i Wiednia, gdzie Boznanscy odwiedzali rodzine, towarzyszyly matce podczas czestych kuracji w Szwajcarii, jezdzily tez do krewnych do Budapesztu... Obie zapragnely wyrwac sie z rodzinnego gniazda.
Adam obawial sie dla Olgi Paryza, ze wzgledu na ogrom tego miasta i zla reputacje z jakiej slyneli tamtejsi artysci. Druga malarska stolica jaka wchodzila w gre bylo solidne bawarskie Monachium.
Smietanski zalecal dla Izy dalsze studia pianistyczne w Lipsku. I tak oto obie panny Boznanskie opuscily dom rodzinny – Olga w roku 1886, Iza zas dwa lata pozniej – nie przypuszczajac nawet, ze opuszczaja go na zawsze.
Rodzice oczywiscie nie tracili ich z oka – niemal codzienna korespondencja stanowila namiastke "pepowiny", ktora jednak w wypadku Olgi byla juz przecieta. Ojciec lozyl na studia corek, kontaktowal sie z nauczycielami, odwiedzal dziewczeta, kiedy tylko pozwalaly mu na to liczne obowiazki – naprawde jednak obie wiodly zupelnie niezalezna egzystencje. O brak rozsadku u Olgi nie musieli sie Boznanscy obawiac – byla tak pochlonieta praca, tak pelna entuzjazmu do tego co robila, tak szczesliwa, ze pokusy jakie niosa ze soba swoboda i niezaleznosc w duzym, tetniacym zyciem obcym miescie, nie mialy do niej dostepu.
* * *
W tamtych latach co prawda, nawet w Monachium kobiety nie mogly studiowac na Akademii Sztuk Pieknych, (obawiano sie dla nich zepsucia, jakie wedlug opinii ogolu panowalo w srodowiskach artystycznych), jednak miasto roilo sie od prywatnych szkol malarstwa dla dziewczat, w ktorych uczyli profesorowie akademiccy, a studencka spolecznosc, chociaz lwia jej czesc stanowili chlopcy, zamieniala sie juz powoli w spolecznosc mieszana. Studia stanowily na ogol domene kobiet zamoznych – panny przybyle glownie z Niemiec, Anglii i Ameryki zamieszkiwaly w pensjonatach dla pan, za ktore trzeba bylo sporo placic, a nauke traktowaly zazwyczaj niezobowiazujaco. Tylko nieliczne wiazaly swoja przyszlosc z praca w wybranej dziedzinie, a tych, ktore ten zamiar realizowaly bylo jeszcze mniej. Nadal oczekiwano od pan czegos zupelnie innego, nie oznacza to jednak, ze kobiety w tamtym czasie nie byly wyksztalcone. Czesto ich wiedza daleko przekraczala wiadomosci jakimi dzisiaj dysponuja ich prawnuczki, absolwentki znanych uniwersytetow. Wyksztalcenie naszych babek i prababek bylo przeznaczone "do uzytku wewnetrznego" – sluzylo rodzinie, otoczeniu i srodowisku. Poza tym wyksztalcenie nie bylo powszechnie dostepne, adresowane glownie do elit – zamoznego i sredniozamoznego mieszczanstwa, ziemian, oraz czesto o wiele mniej od nich zasobnej inteligencji – poza nimi wlasciwie nie istnialo. Ta ostatnia zasada dotyczyla jednak zarowno kobiet jak i mezczyzn.Niezamozni mezczyzni mieli jednak mozliwosc samodzielnego utrzymywania sie w czasie studiow pracujac jako korepetytorzy, prywatni nauczyciele, albo pracownicy fizyczni. Ich kwatery bywaly bardzo skromne, wrecz prymitywne, marzli, glodowali – szalejaca wsrod studenckiej mlodziezy gruzlica zbierala obfity plon – ale zdobywali dyplomy i udawalo sie im osiagnac zamierzony cel. Ubozszym dziewczetom z "dobrych domow" nie wypadalo mieszkac w nie ogrzewanych mansardach, ubierac sie byle jak, odzywiac byle czym – moglo by to rzucic cien na opinie o nich i w konsekwencji stac sie przeszkoda w zamazpojsciu, jakie na ogol stanowilo dla biednej dziewczyny jedyna szanse na polepszenie losu. Niektore mimo to decydowaly sie na dalsza edukacje, lecz az tak wielka determinacja nalezala w tamtych czasach do rzadkosci. Sukces Marii Sklodowskiej stanowil przez dlugie lata niezwykly wyjatek – zazwyczaj ubogie panny, ktore uzyskaly srednie wyksztalcenie nie podejmowaly studiow – zostawaly nauczycielkami na pensjach dla panien, lub prywatnymi guwernantkami i bardzo rzadko znajdywaly meza... Mimo wszystko jednak, trzeba powiedziec jasno, ze pod koniec XIX wieku w Europie zachodniej zasadniczo nie wzbraniano juz kobietom prawa do dalszej nauki. Obydwie panny Boznanskie w pelni skorzystaly z tej mozliwosci, a dzieki ojcu, ktory oplacal ich nauke i podroze, klopoty finansowe stanowily dla nich, jak na razie, sfere zycia calkowicie nieznana.
* * *
Olga Boznanska, ok. 1890,
fotografia.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Olga uczeszczala do szkoly Karola Kricheldorfa, niewiele starszego od niej, ale juz doswiadczonego malarza. Po dwoch latach przeniosla sie na pare miesiecy do pracowni innego malarza, Durra, potem zas usamodzielnila sie wynajmujac wlasna pracownie. W czasie pobytu w Monachium powstalo wiele jej obrazow – w wiekszosci byly to portrety, niejednokrotnie dosc znanych tamtejszych osobistosci. Kilka zaledwie szkicow pejzazowych swiadczy, ze nie odpowiadalo jej malowanie w plenerze, coraz bardziej rozpowszechnione dzieki sukcesowi impresjonistow. Z powodow czysto psychologicznych wlasciwie nie byla w stanie malowac poza pracownia – jej mury stanowily ochrone przed swiatem, zapewnialy spokoj. Z natury bardzo niesmiala, obawiala sie swiata zewnetrznego i latwo poddawala nieuzasadnionym lekom i niepokojom. Najlepiej pracowalo sie jej u siebie, w otoczeniu gosci ktorych obecnosc byla jej mila, stymulujaca i dawala poczucie bezpieczenstwa. Mimo niesmialosci, we wlasnym domu byla osoba towarzyska i rozmowna, z latwoscia nawiazujaca duchowy kontakt z modelem. Totez wielu chetnych przychodzilo na seanse, a pozowanie w pracowni Olgi wszyscy wspominali jako cos wyjatkowo milego i niezwyklego. Na razie, w Monachium, cechy o ktorych wspomnialam – niesmialosc, lek przed swiatem, potrzeba zamkniecia w czasie pracy zaledwie zaczynaly sie uzewnetrzniac. Natomiast juz w tamtych latach, jesli przyszlo jej wybierac miedzy malowaniem, a rozrywka – Olga zawsze wybierala prace. Rezultaty tego wyboru wkrotce staly sie bardzo widoczne.
Olga Boznanska: Martwa natura z budzikiem, po 1890,
olej na plotnie, 121 cm x 91 cm.
Muzeum Narodowe w Kielcach.
Dwa medale – maly zloty we Wiedniu i duzy srebrny we Lwowie – oraz rosnaca slawe przyniosl jej portret Pawla Nauena, malarza znanego wowczas w Monachium, ktorego rola w zyciu Olgi po dzis dzien pozostaje niejasna. Kiedy jakis czas pozniej jeden z biografow napisal, ze Nauen byl jej nauczycielem – gwaltownie temu zaprzeczyla. Jednak ich znajomosc musiala byc dosc bliska, bowiem ta para mlodych artystow sportretowala sie nawzajem – portret Olgi Nauen zniszczyl po 21 seansach twierdzac, te nie jest wystarczajaco w "typie" modelki, mimo to, dzieki zachowanej fotografii mozemy stwierdzic, ze wizerunek byl piekny i wierny.
Paul Nauen: Portret Olgi Boznanskiej, 1893,
fotografia obrazu,
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Natomiast sam Nauen sportretowany przez Boznanska nadal budzi zachwyt zwiedzajacych galerie malarstwa polskiego w Muzeum Narodowym w Krakowie.
Olga Boznanska: Portret malarza Paula Nauena, 1893,
olej na plotnie, 121 cm x 91 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Istnieje pare wersji powstania tego portretu – wedlug jednej, pomysl ow zrodzil sie rankiem nazajutrz po balu, po ktorym Nauen odprowadzjl Olge do jej pracowni – kiedy po przybyciu na miejsce, nie zdejmujac plaszcza usiadl na chwile, by wypic filizanke kawy, Olga nagle oczyma wyobrazni zobaczyla swoj przyszly obraz, poprosila go, by zechcial pozostac jeszcze przez chwile nie zmieniajac pozy i zrobila pierwszy szkic.Inna wersja, "autoryzowana" przez Olge, powiada, ze po zniszczeniu nieudanego portretu Olgi, z kolei Nauen zgodzil sie pozowac mlodszej kolezance, i kiedy w chmurny poranek zjawil sie w pracowni na pierwszy seans, w plaszczu, z podniesionym kolnierzem, Olga zdecydowala, ze tak wlasnie pragnie go uwiecznic.
"To byl moj obraz! Niech pan tak zostanie!" Posadzilam go na kanapie w kwiaty, wlozylam mu do reki filizanke, i zaczelam malowal. Podobal mu sie portret, jak zreszta wszystkim. Pisano o nim bardzo wiele."Z kolei Jozef Czapski we wspomnieniu o Oldze Boznanskiej przypomina inna "legende", jaka podobno jeszcze nie tak dawno krazyla wsrod drugiej generacji "wtajemniczonych" :"W czasie kiedy ja jeszcze spotykalem zawsze sie o tym mowilo, ze ona sie kochala w swoim profesorze, Niemcu, Nauenie z Monachium, i ze mieli sie pobrac. Ona miala wszystko, byla przeciez bardzo prozna, bardzo strojnie sie ubierala, suknie miala wybrane, wszystko przygotowane, mial byc slub, i on nagle... umarl. Od tego czasu cale zycie chodzila w sukniach sprzed trzydziestu lat, co wygladalo nieprawdopodobnie. Mowiono o tym, ze to taka jej wiernosc. Czy to jest prawda? Nie wiem."Cos jednak miedzy nimi byc musialo – w pewnym momencie Nauen zrezygnowal ze swoich praw do portretu, zas Adam Boznanski, ktory z nim korespondowal, w liscie do Olgi nazwal go "uczciwym Niemcem i porzadnym czlowiekiem" ... Wkrotce potem Olga sprzedala obraz do krakowskiego muzeum...
Olga Boznanska: Portret Jozefa Czajkowskiego, 1894,
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Prawdziwym i "udokumentowanym" narzeczonym Olgi Boznanskiej byl Jozef Czajkowski – architekt, malarz, jeden z pomyslodawcow polskiej sztuki stosowanej. Mlodszy od narzeczonej o siedem lat, zwiazal sie z nia w czasie swego pobytu w Monachium i posrod tamtejszej polskiej kolonii uchodzili za pare zakochanych – swoje zareczyny Olga i Jozef utrzymywali w tajemnicy. Po wyjezdzie Jozefa pomiedzy Krakowem a Monachium zaczely krazyc listy – pelne milosci i uwielbienia, sentymentalne i smutne – zgodnie z obowiazujacym wowczas kanonem. Nie znamy tresci listow Olgi do narzeczonego – natomiast jego listy do niej pozwalaja do pewnego stopnia odtworzyc klimat tej znajomosci."Myslalem dzis dzien caly o pierwszym naszym poznaniu w pracowni na Theresienstrasse. Nie wiem skad to przyszlo tak wyraznie i samo z siebie. Co bedzie na przyszly rok? Czy znowu cala banda sie zjedzie? Marze o tym, zeby moglo byc inaczej, sam jednak w to nie wierze...""Banda" zjezdzala sie jesienia i przez cala zime co wieczor okupowala pracownie Olgi, ktorej artystyczny i wytworny nastroj dzialal jak magnes. Zakochani prawie nigdy nie mogli ze soba przebywac sam na sam."Moja Zlota, Kochana Panno Olgo, zebym Pania mogl jeszcze widziec, juz bym nic na razie wiecej nie pragnal, mysle za to ciagle o kochanej Okruszynie, jestem codzien w Pani pracowni, odprowadzam na obiad, na spacer, na kolacyjke, do pokoiku, wszedzie..." – pisal w innym liscie.Ta milosc, glownie korespondencyjna – po powrocie Jozefa z dwuletniego stypendium spotykali sie latem w Krakowie – trwala okolo piec lat. Oldze, mimo tesknoty, niespieszno bylo do malzenstwa i niezbyt lubianego Krakowa, Jozef nie wiazal swojej przyszlosci z Paryzem. Pojawily sie jakies niedomowienia, nieporozumienia, zdrady ...ostatecznie zareczyny zostaly zerwane w roku 1900, juz w Paryzu. Okrutny w swojej otwartosci list Jozefa smiertelnie zranil Olge, ktora mimo to jeszcze przez pare lat nie potrafila o nim zapomniec.
"Dlaczego Zloto Kochane takie smutne? i chce uciekac od swiata? Co takiego, tak smutno sluchac takich rzeczy. Czy i sztuka nic nie warta. zeby dla niej przynajmniej zyc? Przeciez tak zle jeszcze nie jest na swiecie, choc troszke szczescia moze sie nam dostanie, nieprawda Moje Zlotko najdrozsze?"W czasach monachijskich Olga nie stronila od drobnych flirtow. Sprzyjaly im seanse malarskie w niezwyklej atmosferze jej pracowni. Fascynowala mezczyzn choc nie byla piekna, ani zalotna, jak te eleganckie i efektowne kobiety, na ktorych zatrzymuja sie spojrzenia wszystkich panow, i ktorym niemal wszystkie panie zazdroszcza. Jej czar dzialal najlepiej w niewielkich, kameralnych zgromadzeniach, wsrod osob w ktorych otoczeniu czula sie spokojnie i bezpiecznie. A dzialal niezawodnie.
Olgi nie mozna bylo zwiesc banalnymi komplementami – to ona oczarowywala otoczenie dzieki niezwyklej umiejetnosci odkrywania w kazdym tego, co najwazniejsze) najbardziej osobiste i wlasne. Rozmowa z nia byla zawsze dla goscia interesujaca. Miala mily, niski glos, oprocz jezykow "ojczystych" – polskiego i francuskiego, jakie znala od wczesnego dziecinstwa, opanowala bardzo dobrze niemiecki i angielski, i z latwoscia prowadzila konwersacje przerzucajac sie z jezyka na jezyk, bowiem towarzystwo w pracowni bylo zawsze miedzynarodowe.
Wiktor Back, jej austriacki adorator, bardzo pragnal sie z nia ozenic – jego zamiarom sprzyjal Adam Boznanski, byl to bowiem mlody czlowiek porzadny, wytrwaly, a przy tym bardzo bogaty – coz, kiedy glowe i serce panny Olgi zaprzataly wowczas zupelnie inne plany i osoby. Back dlugo czekal – w koncu jednak dal za wygrana i znikal z jej zycia.
Innym modelem – adoratorem byl Rosjanin, Wlodzimierz Swiatlowski.
"(...) a jak powodzi sie Pani – pisal z podrozy w roku 1894, kiedy idylla z Czajkowskim kwitla w najlepsze. Zapewne jeszcze jeden medal za malarstwo, jeszcze jedna zmarszczka pod malymi, madrymi oczyma. A kto jest prosze "tym" modelem na ten okres zimy? Moze nie model, tylko maly flirt, wspolny stol z jakims cudzoziemcem. a moze tylko "wymiana listow"? Tak, tak, Pani, ktora zawsze tyle wymaga, niekiedy zadawala sie takze bardzo malym. A wszyscy Pani wielbiciele i cale setki Pani przyjaciol? Niech mi Pani pozostanie wierna, niezrownana!"
Jednak nie kontakty towarzyskie, przyjaznie i flirty (choc, wbrew opinii jaka istnieje na jej temat, wcale od nich nie stronila), stanowily glowny nerw zycia Olgi. Byla nim sztuka. Tylko dla sztuki potrafila wyrzec sie wszystkiego, rozstac sie z kochanym mezczyzna, zrezygnowac z dobrobytu i wygodnego zycia. W Monachium juz to przeczuwala, ale dopiero w Paryzu uswiadomila sobie w pelni, co znaczy "wstapic do zakonu sztuki".
Olga Boznanska: Martwa natura, ok. 1898,
olej na tekturze, 46.6 cm x 56 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Jej listy monachijskie pelne sa wiadomosci o szkole Kricheldorfa, o obrazach jakie wlasnie maluje, o trudnosciach i osiagnieciach, sprzedazach i wystawach. Olga miala sklonnosc do zapamietywania sie w pracy, nad czym bardzo ubolewal jej ojciec. Malowala codzien, dopoki nie zapadl zmierzch, zamknieta w zadymionej pracowni, palac cale masy zwijanych wlasnorecznie papierosow i pijac bardzo silna, aromatyczna herbate. Rodzice, przede wszystkim ojciec, zamartwiali sie z tego powodu.
Olga Boznanska: Portret ojca, Adama Boznanskiego, 1903,
olej na tekturze, 75 cm x 64 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
A ona czula sie szczesliwa i wcale nie marzyla o wakacjach:"Jezeli Tato nie ma nic przeciwko temu, to bym chciala tu byc tak dlugo, jak tylko mozna, i przynajmniej pozostac do pierwszego lipca. Zal mi bardzo tego czasu, ktory marnuje, I nigdy nie jestem taka wesola i kontentna, jak wtedy, kiedy pracuje."W tym samym liscie, tym razem po francusku, pisala do matki:"Tyle tylko powiem, ze robie co moge, zeby dobrze malowac, i ze najwieksza moja przyjemnoscia i szczesciem tutaj sa momenty, kiedy wiem, ze robie postepy. Czynie wiele poswiecen, zeby do czegos dojsc, oszczedzam na wszystkim, by nie byc zmuszona do oszczedzania na materialach malarskich, mam tylko nadzieje, ze koniec uwienczy wszystkie trudy i wydatki, jakie dla mnie ponosicie."
Dwudziestojednoletnia Olga nie mylila sie co do swojej natury – w przyszlosci, chwilami naprawde radosnymi, mialy byc dla niej prawie wylacznie godziny spedzone przy sztalugach – na szczescie bylo tych godzin bardzo wiele.
Olga Boznanska: Bretonka, 1890,
olej na plotnie, 52.8 cm x 42 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Co zachowalo sie z tamtych pierwszych lat jej malarskiej kariery, pelnych radosnego entuzjazmu i melancholijnego "Stimmungu", mlodzienczej, pelnej zapalu fascynacji sztuka? Pomimo stu lat jakie nas dziela od tamtego czasu, dwoch wojen, hojnosci Olgi, ktora przez cale zycie rozdawala obrazy znajomym i przyjaciolom, pomimo przeprowadzek i braku opiekuna artystycznego, ktory zajalby sie strona materialna jej tworczej dzialalnosci, mimo iz drzwi kolejnych jej pracowni byly zawsze otwarte. i wlasciwie kazdy mogl tam wejsc i wyniesc to, na co mial ochote, zachowalo sie sporo obrazow, rysunkow, szkicownikow. Zwazywszy, ze jest to tylko czesc dziel jakie wowczas powstaly, ich liczba daje pewne wyobrazenie jak pracowita osoba byla panna Olga juz od wczesnej mlodosci.W Dziale Rycin Muzeum Narodowego w Krakowie znajduja sie prawdziwe skarby – cos co zachwyca i wzrusza, i nader rzadko znajduje sie w spusciznie artysty – rysunki kilkuletniej Olgi. Te obrazki wzruszaja nas i zachwycaja klimatem i kolorem.
Olga Boznanska: Pejzaz nocny, 1875,
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Jest ich ponad trzydziesci, wszystkie tego samego formatu, wszystkie podpisane "Nowina" (herb rodu Boznanskich). Sa tam tez liczne szkicowniki Olgi, a takze Izy , bowiem poczatkowo obie dziewczynki uczyly sie rysunku. Szkicowniki obu dziewczat majduja sie rowniez w Muzeum Narodowym w Warszawie. Tego rodzaju pamiatka zawsze wzrusza i pobudza wyobraznie... Posrod calej masy rysunkow raz po raz natrafiamy na znajome twarze – szkice do przyszlych portretow.Zachowaly sie z tamtych czasow piekne pastele – autoportret Olgi, portrety Czajkowskiego, Izy, rysunki weglem i olowkiem, i wiele portretow rozproszonych po prawie wszystkich muzeach w Polsce, a takze za granica – we Francji, Czechach, Ukrainie, Stanach Zjednoczonych... Wiele portretow znajduje sie w rekach prywatnych – obrazy Boznanskiej mozna odnalezc prawie wszedzie – oprocz krajow jakie wymienilam, w swoim czasie znajdywaly sie w Niemczech, Rosji, Austrii, Szwecji, Holandii, Belgii, Szwajcarii, a nawet w Australii i Japonii...
Olga Boznanska: Dziewczynka z chryzantemami, 1894,
olej na tekturze, 88.5 cm x 69 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
W Polsce jej tworczosc kojarzymy zazwyczaj ze slynna Dziewczynka z chryzantenami z krakowskiego Muzeum Narodowego, ze wspomnianym portretem Pawla Nauena i Powrotem ze spaceru, ktore rowniez tam sie znajduja, a takze obrazem Dzieci na schodach, eksponowanym w Poznaniu, z pieknym studium Imieny Babuni i wielkim plotnem W cieplarni z warszawskiego Muzeum Narodowego...
Olga Boznanska: Dzieci na schodach, 1899,
olej na tekturze, 102 cm x 75 cm.
Muzeum Narodowe w Poznaniu.
Olga Boznanska: Portret Heleny i Wladyslawy Chmielarczykowien, 1906,
olej na tekturze, 97 cm x 69 cm.
Muzeum Narodowe w Warszawie.
Oczywiscie, wymienione obrazy to tylko mala kropelka w ogromnym oceanie jej artystycznej spuscizny, po dzis dzien nie zbadanej i chyba na zawsze juz nieogarnionej... Szesdziesiat lat pracy przy sztalugach – dzien po dniu, w zdrowiu i w chorobie...Pelny rozkwit talentu Olgi nastapil w latach 1897-1914 – jej najlepszy paryski czas. Monachium – to wczesna mlodosc, intensywna nauka, zachlysniecie sie sztuka, i swoboda, czas milosci. W Paryzu, jako juz dojrzala, lecz mloda i pelna zycia kobieta, osiagnela to, co dla artysty najwazniejsze – calkowicie wlasny, swiadomie wypracowany styl, zupelna pewnosc warsztatowa, jasnosc co do dalszej zyciowej drogi. Kuzyn ze strony matki, Daniel Mordant, artysta grafik, dopomogl jej stawiac pierwsze kroki w paryskim swiecie artystycznym, organizujac wspolna wystawe ich prac w galerii przy rue Trudaine. To byl udany poczatek, dobre wejscie w tamtejsze srodowisko. Dalsza droge musiala Olga pokonywac sama, i, pomimo osobistych nieszczesc i klopotow, niesmialosci, niezaradnosci materialnej i swiadomie wybranej samotnosci, potrafila przebic sie posrod masy paryskich artystow. Obce nazwisko i obywatelstwo, niechec do interesownosci i falszu w stosunkach z ludzmi i absolutny brak snobizmu oraz umiejetnosci zabiegania o wlasne interesy, nie ulatwialy jej kariery. A jednak rozwijala sie ona z kazdym rokiem coraz bardziej dynamicznie, a kolejne pracownie przy ulicach Campagne-Premiere, de Vaugirard i Boulevard Montparnasse jak dawniej pelne byly znajomych, przyjaciol i wielbicieli.
Olga Boznanska: Wnetrze paryskiej pracowni, 1906,
olej na tekturze, 50 cm x 71.5 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Do grona tych ostatnich nalezal mlody architekt z Krakowa, Franciszek Maczynski. Pojawil sie w pracowni Olgi wkrotce po jej dramatycznym zerwaniu z Czajkowskim i zakochal sie, chyba od pierwszego wejrzenia. Jego obecnosc, pozniej zas pelne uczucia i oddania listy byly dla Olgi niby kojacy balsam – bowiem rany zadane przez Jozefa nie goily sie latwo. Franciszek, dziesiec lat od niej mlodszy, posiadal delikatnosc, ktorej brakowalo tamtemu, poza tym potrafil czekac. Kochal Olge goraco i ciagle mial nadzieje najej wzajemnosc. Ona jednak w tamtym czasie juz raz na zawsze zrezygnowala z malzenstwa. Milosc Franciszka trwajaca prawie szesc lat miala sie pozniej przerodzic w dozgonna, bezinteresowna przyjazn.
Olga Boznanska: Portret Franciszka Maczynskiego 1901,
Muzeum Narodowe w Warszawie.
"Paszportem" do Paryza byla dla Olgi wystawa Societe Nationale des Beaux Arts, na ktora w roku 1896 przyjeto bez protekcji dwa jej obrazy. Od tamtej pory co roku uczestniczyla w wystawach tego stowarzyszenia, zas w roku 1904 – jako jedyna wowczas kobieta, zostala przyjeta w poczet jego czlonkow. Poza Paryzem, jej obrazy wystawiane byly w Berlinie, Dreznie, Londynie, Wiedniu, Monachium, Düsseldorfie, Wenecji, Antwerpii, Barcelonie, Brukseli, Pittsburghu, i oczywiscie w Krakowie, Warszawie, Lwowie i Poznaniu, gdzie wystawiala z Towarzystwem Artystow "Sztuka", ktorego czlonkinia zostala w roku 1898.Nalezala do wielu artystycznych stowarzyszen, popierala tworczosc kobiet iuczestniczyla w paryskich wystawach grupy "Quelques", zrzeszajacej tamtejsze malarki, rzezbiarki i hafciarki. Miala swoich uczniow i uczennice – w Grande Chaumière, w Akademii Vitti, a takze we wlasnej pracowni, gdzie udzielala rad mlodszym kolezankom i kolegom, oczywiscie bezinteresownie.
Olga Boznanska: Autoportret, b.d., ok. 1906,
olej na tekturze, 70 cm x 50 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Olga Boznanska: Katedra w Pizie,ok. 1905,
olej na tekturze, 50 cm x 50 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
W prasie paryskiej z lat 1903-1914 bardzo czesto napotykamy nazwisko "de Boznanska" – stala sie "kims", mimo swojej skromnosci, niesmialosci, i absolutnego braku kokieterii oraz checi zabiegania o wzgledy krytykow. Zdobywala slawe wylacznie dzieki swoim obrazom, ktore na kazdej wystawie, "w kazdym towarzystwie" (mam na mysli towarzystwo innych obrazow), potrafily sie obronic. Francuscy koledzy podziwiali jej portrety, odwiedzali pracownie; miala swoich wiernych zwolennikow w swiecie krytyki; intelektualisci i literaci, ludzie ze swiata francuskiej polityki i kultury zamawiali u niej swoje wizerunki. A ona, zawsze uprzejma i goscinna dla wszystkich swoich gosci, zawsze serdeczna i hojna dla szukajacych wsparcia nieszczesliwcow i biedakow – calymi dniami malowala, wieczorami zas podejmowala znajomych.
Olga Boznanska: Portret Bohdana Falenskiego, 1905,
olej na tekturze, 70.2 cm x 52 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Olga Boznanska: Portret damy, 1906,
wlasnosc prywatna.
Olga Boznanska: Portret Feliksa "Mangghi" Jasienskiego, 1907,
olej na tekturze, 85 cm x 70.5 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Olga Boznanska: Portret pani Horainowej, 1908,
olej na tekturze, 98 cm x 71.5 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Olga Boznanska: Portret filozofa Wincentego Lutoslawskiego, 1909,
Muzeum Narodowe w Poznaniu.
Adam Boznanski, owdowialy w roku 1892, kiedy dlugoletnia juz gruzlica niespodziewanie przerwala zycie Eugenii, w roku 1903 gwaltownie zaniemogl na skutek wstrzasu jaki przezyl w zwiazku z powodzia, ktora spustoszyla wowczas Krakow. Olga wziela ojca do siebie i w jej paryskim mieszkaniu umarl w roku 1906. Opiekowala sie rowniez Iza, ktora – po pianistycznej porazce – nigdy nie byla w stanie zagrac przed wiekszym audytorium; ukonczyla co prawda studia chemiczne i napisala nawet prace doktorska, jednak byla zupelnie niezaradna zyciowo, a sklonosc do alkoholu i morfiny calkowicie wyniszczyla ja nerwowo. Codzienne zycie Olgi nie bylo zatem latwe, jednak nagrode za wszystkie trudy stanowilo malarstwo i coraz wieksze uznanie ze strony krytyki i publicznosci.W latach 1910-1914 jej kontakty z Krakowem staly sie zywsze, nabraly ciepla. Poznala tam nowych przyjaciol, ktorzy ja rozumieli i podziwiali. Byla to rodzina Zygmunta Puslowskiego, zamoznego ziemianina, przede wszystkim jednak amatora sztuki, kolekcjonera i intelektualisty. W towarzystwie Zygmunta, jego zony Marii, oraz synow Emanuela i Xawerego, Olga czula sie jak w rodzinie. Totez jej doroczne, krotkie pobyty w Krakowie wydluzyly sie znacznie. Spedzala tu teraz niemal polowe roku, ku wielkiemu zaniepokojeniu Izy. Zamowien bylo sporo, zarowno w Paryzu jak i w Polsce, nie wszystkie co prawda odpowiednio platne – Olge zawsze wykorzystywano – jednak w tamtym okresie nie miala wiekszych problemow finansowych. We Francji portretowala intelektualistow, literatow – miedzy innymi Emila Verhaerena, Pierre'a Toumier, Gabriele Reval; rozne osobistosci sposrod paryskiej burzuazji, Amerykanow i Anglikow, ktorzy licznie przybywali nad Sekwane.
Olga Boznanska: Portret pisarki Gabrieli Reval, 1912,
olej na tekturze, 120 cm x 90 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
W Krakowie – Henryka Sienkiewicza, Puslowskich, Roze Raczynska, ksiezne Sapiezyne, i wiele innych osob pragnacych miec swoj wizerunek malowany przez Boznanska.
Olga Boznanska: Portret Henryka Sienkiewicza, 1913,
olej na tekturze, 107 cm x 72 cm.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Olga Boznanska: Portret Zygmunta Puslowskiego, 1912,
olej na tekturze, 114 cm x 88 cm.
Muzeum Uniwersytetu Jagiellonskiego w Krakowie.
Olga Boznanska: Portret Rozy Raczynskiej, 1912,
olej na tekturze, 107 cm x 72 cm.
Muzeum Narodowe w Poznaniu.
Prestizu dodawal Oldze fakt, ze juz trzy jej obrazy wisialy w Muzeum Luksemburskim, ze znani krytycy francuscy zwrocili na nia uwage i bardzo pochlebnie wyrazali sie o jej malarstwie, zas po paryskich salonach wspominalo sie coraz czesciej o Legii Honorowej dla wybitnej Galicjanki...
Olga Boznanska: Kwiaty, 1913,
olej na tekturze, 53 cm x 38.5 cm.
Muzeum Narodowe w Warszawie.
Pierwsza wojna sprawila, ze caly jej dawny swiat, w ktorym nauczyla sie juz samodzielnie funkcjonowac, runal w gruzach. Paru przyjaciol zginelo na froncie, ludzie potracili majatki i zamowien praktycznie nie bylo, austriackie papiery wartosciowe w jakich ulokowany byl majatek Boznanskich, stracily wartosc. A Oldze przybylo lat i nie potrafila juz zmagac sie z zyciem z rowna co niegdys energia. Po wojnie wystaw bylo mniej, raptem trzy podroze do Krakowa nie przyniosly bardziej intratnych zamowien...
Olga Boznanska: Portret Lucji Dettloff, 1917,
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Olga Boznanska: Portret damy w czarnej sukni, 1919,
olej na tekturze, 85 cm x 70.5 cm.
Carnegie Museum, Pittsburgh.
Do pracowni na Montparnasse, gdzie juz wczesniej zadomowily sie myszy, zapukala bieda. Olga nadal duzo malowala, byla w pelni sil tworczych, ale swiat jaki ja otaczal nie byl juz jej swiatem, nie potrafila sie w nim odnalezc.* * *
W Polsce jest bardzo znana – Boznanska to nasza najwieksza malarka – zwyklo sie mowic. Ale potem, niemal kazdy, z pewna, wrecz pogardliwa uszczypliwoscia wspomina o jej dziwnym stroju, o myszach i zaniedbanej pracowni. I do tego zazwyczaj sie ogranicza wiedza przecietnie wyksztalconego Polaka o tej wielkiej polskiej malarce, ktora zapowiadala sie na slawe europejska, a przeszkodzily jej w tym zmiany, jakie przyniosla ze soba wojna, a takze skromnosc i przywiazanie do wlasnego kraju. Gdyby Boznanska zechciala przyjac obywatelstwo francuskie, zapewne dolaczylaby do znanych tamtejszych artystek swojego czasu – Berthe Morisot, Suzanne Valadon, Marie Laurencin, Camille Claudel... I jej nazwisko znalazloby sie we francuskich, a co za tym idzie swiatowych slownikach malarzy i encyklopediach. Ona jednak, w przeciwienstwie do niektorych swoich polskich kolegow, nigdy tego uczynic nie chciala; natychmiast po odzyskaniu niepodleglosci wyrobila sobie paszport polski.
Olga Boznanska: Portret malarza Jana Rubczaka, 1930,
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Opisujac historie jej zycia pragnelam przekazac czytelnikowi to, o czym wspominajac o niej nieraz sie zapomina, a takze rozne wiadomosci, ciekawostki, ploteczki drzemiace w pudlach mieszczacych jej krakowskie i paryskie archiwum. Z takich drobnych, czasem blahych a czasem pasjonujacych informacji, kiedy je polaczyc w jedno i zastanowic sie nad nimi, rodzi sie czlowiek – niekoniecznie idealne odbicie tamtej, niezyjacej juz osoby, ale na pewno jakis wizerunek – byc moze nieco wierniejszy od tych z jakimi zwyklismy sie stykac do tej pory – Olgi Boznanskiej portret za mgla...
Olga Boznanska: Autoportret, 1905,
pastel na tekturze, 74 cm x 43.5 cm.
Muzeum Narodowe w Warszawie.
Autorka, Maria Rostworowska pisze o sobie:Jestem romanistka, nauczycielka jezyka francuskiego. Od roku 1980 tlumacze literature francuska i mam spora liczbe publikacji. Przetlumaczylam miedzy innymi trzy ksiazki Jean Giono, tlumaczylam "Testament" Abbe Pierre, ksiazki Francois Varillon'a, Monseigneur Lustigera, Jacques Lanzmann'a, Jean Guitton'a, Gilbert Bordes, Henry de Lubac, Henri Lemaire i kilku innych autorow... Napisalam podrecznik do jezyka francuskiego Francuski dzien po dniu.W roku 1998 ukazala sie moja pierwsza ksiazka Czas nie stracony – zycie i tworczosc Xawerego Puslowskiego. Wspomniany powyzej Portret za mgla jest druga napisana przeze mnie ksiazka – i ta ksiazka zostala w Polsce zauwazona – otrzymala dwie nagrody – uznano ja za "Krakowska ksiazke miesiaca" w czerwcu 2003, oraz "Ksiazke lata 2003" – te nagrode przyznawana przez Biblioteke Raczynskich otrzymalam w Poznaniu. Obie ksiazki ukazaly sie w warszawskim wydawnictwie Terra Nova i obie byly sponsorowane przez Christopher Radko Foundation for Children.
Nie jestem osoba znajaca sie na sztuce, ale sztuka zainteresowana. Tym, co pociaga mnie najbardziej, jest czlowiek, jego mozliwosci tworcze, jego rozwoj. Dlatego postac Olgi Boznanskiej zainteresowala mnie i z czasem stala mi sie bardzo bliska.
Jestem matka trojga doroslych dzieci – dwoje z nich jeszcze studiuje – syn Iwo jest na piatym roku form przemyslowych na ASP w Krakowie, corka Roza konczy historie sztuki na UJ. Moj najstarszy syn Bogumil jest malarzem. Tak wiec, nie bedac osoba ze swiata artystycznego, stale przebywam w otoczeniu ludzi zajmujacych sie sztuka – moj zmarly przed osmioma laty [1996] ojciec Marek Rostworowski takze byl malarzem i historykiem sztuki, muzealnikiem, autorem ksiazek z dziedziny sztuki, a przede wszystkim kilku slynnych wystaw, m.in. "Polakow portret wlasny" (1979), "Mysl artysty – pamieci Norwida" (1984), "Zydzi polscy" (1989), "Tadeusz Kantor" (1995). Jednak glowna bohaterka ksiazki nad jaka obecnie pracuje nie ma ze sztuka nic wspolnego.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||