Ta chwila
Ten blask lata cały
Ulewa światła w lipcu
o poranku
Miliony iskier – lśnień tryliony
Rozbite lustro – to jezioro
– Słońc zewsząd reflektory
– W powietrzu skwar i syk
Lont żółcią podpalony
Rozchodnik ten
– co w pędzie obok drogi
Te skręty żagwie
– ognie nasturcjowe
Dyszące żarem grządki cynii
– Te cynobry!
Nagietki, floksy
– szpaler aż pienisty!
Ten ogród jak omdlały
W południe od południc
– migotliwy
Te błyski górą, wśród fasoli tyczek
I spodem, gdzie się mierzwa buraczana
Płoni
– Płomyki blado cytrynowe
Na wydmach, tuż za płotem
– Te kandelabry, świece pół pustynne
Dziewanny te...
– Ta chwila
– Ten blask lata cały...
To ukryj
Schowaj pod powieką
– Potem?
– Gdy jądro ciemne już ogarnie cię
Pojedna z chłodem
W głąb milczenia wciśnie
Bo potem?...
To wszystko trzeba będzie
Wszystko – oddać
Przestać
Odechcieć i zapomnieć...
Potem, powiadam, p o t e m
Ale nie teraz jeszcze...
Teraz jeszcze zagarniaj
– Jedz i pij
Bezwstydnie choćby
Bez umiaru
Jeszcze tak...
|