
PAMIECI POETY
WLODZIMIERZ BOLECKI
Czeslaw Milosz, Krakow 2001
fot. Judyta Papp
Chociaz bez tworczosci Milosza nie sposob wyobrazic sobie wspolczesnej polskiej poezji, eseistyki czy prozy, to jednak jego dorobek wykracza daleko poza granice literatury. Bez jego nie dajacych sie policzyc utworow, artykulow czy wywiadow nie mozna bowiem wyobrazic sobie polskiego zycia intelektualnego ostatnich siedemdziesieciu lat. Mlodszy od Gombrowicza, Iwaszkiewicza, Mackiewicza, starszy od Herlinga, Herberta, Rozewicza, Mrozka czy Kolakowskiego, od poczatku lat trzydziestych byl nieprzerwanie obecny w zyciu duchowym polskiej inteligencji. Czytany i komentowany, wielbiony i wyklinany, fascynujacy i odrzucany, byl zawsze w centrum najwazniejszych i najpowazniejszych spraw polskiej kultury minionego stulecia. Swoja tworczoscia (i swoim zyciem!) dostarczal nieustannych podniet do rozmow publicznych i prywatnych na wszystkie, nie tylko literackie, tematy naszej wspolczesnosci. Literatura i kultura polska zawdzieczaja mu tak wiele, ze mina dziesieciolecia, zanim uda nam sie ogarnac jego dorobek i opisac dokonania.Wychowany w wieloetnicznym i wielokulturowym Wilnie, byl jednym z najprzenikliwiej widzacych swiadkow zmian historycznych, ktore wstrzasnely nie tylko Europa Wschodnia, ale i – posrednio – calym swiatem. Ze zdumiewajaca intuicja dostrzegl w losach rodzinnego obszaru pogranicza kultur, jezykow, narodow i religii centralne problemy XX wieku – dramatyzm styku prowincjonalnosci i uniwersalizmu, zakorzenienia i wygnania, bliskosci i obcosci, religijnych i swieckich podstaw nowoczesnej cywilizacji. Przede wszystkim jednak, jak niewielu z najwiekszych pisarzy XX wieku, byl swiadkiem destrukcji i kruchosci wszystkich form zycia spolecznego, na ktore historia minionego wieku, jakby napisal Jerzy Stempowski, "spuscila z lancucha" oszalale demony.
Z czasow miedzywojennych wyniosl Milosz gwaltowna niechec do jakiegokolwiek nacjonalizmu przeksztalcajacego plomienny patriotyzm w jeszcze bardziej plomienna nienawisc do obcych, a slowo "narod" – w kryterium wykluczenia z narodowej wspolnoty. Takze z czasow miedzywojennych wyniosl Milosz niechec do klerykalizacji zycia spolecznego. Byl pisarzem zbuntowanym przeciwko wszystkiemu, co unicestwia metafizyczny wymiar doswiadczenia i losu czlowieka. Jego wiersze, przeklady Biblii, eseje o religijnosci polskich romantykow, pisarzy rosyjskich czy Simone Weil naleza do najwybitniejszych utworow religijnych w calej polskiej literaturze.
Mial nadzwyczajny dar przetwarzania osobistego losu w doswiadczenie spoleczne, ponadjednostkowe. Swoj krotki, dyplomatyczny flirt z wladza komunistyczna zamienil w jedna z najslynniejszych ksiazek na temat poparcia, jakiego intelektualisci udzielili stalinizmowi. Do dzis od tej ksiazki zaczyna sie niemal kazda powazna dyskusja na temat trucizn totalitaryzmu i sowietyzacji Europy Wschodniej. Takie dyskusje inicjowal Milosz swoja tworczoscia wielokrotnie. Wolnosc i totalitaryzm, mysl ahistoryczna i historyzm, wrazliwosc religijna i scjentyzm, utopia i rzeczywistosc, kultura masowa i kultura wysoka, i wiele, wiele innych.
Wyczulony na rozmaite odmiany kolektywizmu i konformizmu, na slogany, stereotypy patriotyczne i ideologiczne, religijne i antyreligijne, na oblude i dewocje, byl Milosz jednym z najwiekszych analitykow wspolczesnej kultury. Na pozor zanurzony pamiecia w historii narodowej, rodzinnej i indywidualnej, niestrudzony kolekcjoner jej osobliwosci i niezwyklosci ludzkich losow, byl rownoczesnie otwarty na najbardziej wspolczesna problematyke socjologiczna (ulozyl pierwsza polska antologie tekstow nt. kultury masowej!), filozoficzna, polityczna, a przede wszystkim na dialog z pisarzami wszystkich generacji. Pozostawil komentarze do tworczosci m.in. Wata, Vincenza, Gombrowicza, Mackiewicza, Herlinga-Grudzinskiego, Witkacego, Czechowicza, Swirczynskiej, Herberta, Rymkiewicza, Bialoszewskiego, a takze tych pisarzy, ktorzy mogliby byc jego dziecmi i wnukami: Baranczaka, Zagajewskiego, Maja, Schubera. Byl jednym z pierwszych pisarzy, ktorzy juz w latach trzydziestych przywrocili literaturze zerwana w poprzednich dziesiecioleciach wiez pomiedzy sztuka a refleksja, estetyka a mysla. Niechetny wobec doktrynalnego trzymania sie podzialow rodzajowych i gatunkowych, artystycznych i pojeciowych, sceptyczny wobec ponadczasowych kanonow i kryteriow, przez dziesieciolecia dokonywal Milosz zdumiewajacego stopu tradycji i nowatorstwa. Czystosc gatunkowa, harmonia stylistyczna czy poetycka "stabilizacja" byly w estetyce Milosza zawsze dotkniete "grzechem anielstwa". Ale choc Milosz odrzucal podzial na to, co poetyckie i niepoetyckie i mieszal w swoich utworach wszystko, co sie w nich dalo zmieszac (konwencje, tematy, gatunki, style), to jednak i te niekonczaca sie roznorodnosc w koncu kwestionowal. Nie byl bowiem nigdy apologeta niekontrolowanej inwazji "form rzeczywistosci" w materie poezji. Opowiadajac sie zawsze za "forma bardziej pojemna", ostatecznie wybieral umiar, "zwyczajnosc" skladni, sztuke dystansu i selekcji. Roznorodnosc i wielosc form byly dla niego sposobami panowania nad tworzywem i konwencjami, a zarazem probami uchwycenia w refleksji niedajacych sie uchwycic i najczesciej niewyrazalnych wymiarow rzeczywistosci.
Literature i sztuke traktowal zawsze jako integralny element zycia spolecznego, ewoluujacy wraz ze zmianami swiadomosci, cywilizacji i form komunikowania sie. A rownoczesnie – od samego poczatku swej tworczosci – uczyl sceptycyzmu wobec hasel wasko rozumianej nowoczesnosci. Wszelkie doktryny artystyczne i estetyczne, idee i prady traktowal z przymruzeniem oka, jako przemijajace mody. Z doswiadczen wielu awangard, ktore obserwowal w swym zyciu, wyniosl przekonanie, ze najwiekszym i nigdy niemozliwym do spelnienia idealem literatury jest dotkniecie, opisanie i utrwalenie rzeczywistosci. Swiat – choc pelen grozy, zbrodni i tragedii – byl dla niego cudem i tajemnica, obiektywnym pieknem niezaleznym od "przetworow" ludzkiego umyslu. Literature polska i wrazliwosc polskiej inteligencji wzbogacil swoim niezwyklym wyczuleniem na historycznosc, rozumieniem ksztaltow rzeczy minionych, przemijalnosci czasu, bezsilnosci zmyslow i pojec wobec natury oraz konkretnosci kazdej chwili istnienia. Pisze sie o nim jako o mistrzu epifanii, gdyz w jednym z wierszy wskazal literaturze koniecznosc "podejmowania momentu wiecznego". Faktycznie jednak fascynowala go nie "momentalnosc", lecz "wiecznosc", czyli tajemnica tego, co trwa i co uzmyslawia czlowiekowi jego niedoskonalosc: niemoznosc utrwalenia czasu i rzeczywistosci w jezyku – w medium zawsze ulomnym, ubogim, "papierowym".
Bogactwo jego tworczosci: dorobek poety i tlumacza, eseisty i publicysty, pisarza i antologisty, interpretatora i swiadka epoki jest sam w sobie niezwyklym pomnikiem talentu i erudycji, wiedzy i madrosci. Dorobek ten juz dawno przestal byc "jednym z wielu" zjawisk wspolczesnej literatury polskiej. Od dziesiecioleci jest bowiem centralnym punktem odniesienia w calym krajobrazie polskiej poezji po roku 1918. Sluzy do hierarchizowania, porownywania, porzadkowania i opisywania ewolucji polskiej poezji. Chcac nie chcac, okreslali sie wobec niego poeci wszystkich generacji. Deklarowali sie badz jako uczniowie (chocby tylko przez fakt uznania dla Mistrza), kontynuatorzy, spadkobiercy, badz jako polemisci szukajacy wlasnej odmiennosci – chocby przez otwarta negacje czy prowokacje. Ale tez sam Milosz swoimi utworami i swoimi komentarzami na temat tworczosci innych poetow uswiadamial nam i pomagal zrozumiec cala roznorodnosc i bogactwo polskiej poezji. Dopiero w biegunowych przeciwstawieniach: Milosz a Przybos, Iwaszkiewicz, Wat, Lesmian, Bialoszewski, Herbert, Rozewicz czy Szymborska (oraz poeci mlodsi o kilka pokolen), odslania sie jego niezwyklosc i sila promieniowania. Swiatlo poezji Milosza, mieniace sie niemal wszystkimi kolorami i odcieniami sztuki poetyckiej, odslania bowiem nie tylko jej wlasne formy i losy, oswietla takze – wydobywajac z mroku, rysujac kontury i okreslajac proporcje – dokonania najwybitniejszych polskich poetow ostatnich dekad.
Przez blisko pol wieku Milosz byl odciety od zywej polszczyzny, a przeciez udalo mu sie wprowadzic do niej dziesiatki wyrazen, ktorymi poslugujemy sie na co dzien: "zniewolony umysl", "zdobycie wladzy", "dolina Issy", "ziemia Urlo", "prywatne obowiazki", "rodzinna Europa", "nieobjeta ziemia" oraz dziesiatki sformulowan z traktatow "poetyckiego" i "moralnego", ktore staly sie "skrzydlatymi slowami" jezyka polskiej inteligencji. Nic dziwnego – przez dziesieciolecia, najpierw na emigracji, potem w III Rzeczypospolitej, Milosz – obok Herlinga, Herberta i Kolakowskiego – pozostawal jednym z nielicznych autorytetow w sprawach literackich i kulturalnych, spolecznych i politycznych. A sluchano go tym bardziej, im bardziej podkreslal swoja niechec do wszelkiej oficjalnosci i koturnowosci, gdy ujawnial ograniczenia swych preferencji estetycznych (nie lubil filmu, ekspresjonizmu, awangardy w teatrze), gdy ujawnial wlasne pomylki, bledy czy – jak sam mawial – "grzechy" popelnione w tworczosci i zyciu.
* * *
Znalem Czeslawa Milosza lat kilkanascie, spotykalismy sie w Polsce i za granica, i za kazdym razem, gdy sie widzielismy, mialem wrazenie obcowania z czlowiekiem niezwykle bezposrednim, serdecznym, nienasyconym w swym zaciekawieniu swiatem i ludzmi. Pasjonowaly go losy osob bliskich i takich, ktorych znal zaledwie przelotnie. Lapczywie i w najwiekszym skupieniu wysluchiwal opinii na wszystkie tematy. Zawsze mnie zastanawialo, jak to jest mozliwe, ze przy wszystkich dramatycznych sprawach, ktorym poswiecil swa tworczosc, w kontaktach bezposrednich potrafil byc nie tylko pogodny, ale i zywiolowo radosny. Ilekroc slyszalem (co prawda nigdy "na sucho"...) jego tubalny smiech i widzialem filuterny usmiech w jego oczach, mialem wrazenie, ze ta nieokielznana witalnosc Poety jest tez czastka jego niesmiertelnosci.
Rzeczpospolita, nr. 192, Warszawa 17 sierpnia 2004.
Wlodzimierz Bolecki jest profesorem w Instytucie Badan Literackich Polskiej Akademii Nauk, eseista, znawca i krytykiem wspolczesnej literatury polskiej.
Serdecznie dziekuje Panu Profesorowi Wlodzimierzowi Boleckiemu za zgode na publikacje tego artykulu w Zwojach – Andrzej Kobos.
Zdjecia Czeslawa Milosza autorstwa Judyty Papp ogladac mozna w Internecie na jej stronie:
www.judytapapp.com
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||