NAD HADESEM
Rzecz o Krakatoa
ANDRZEJ M. KOBOS
(na podstawie książki: Simon Winchester, Krakatoa. The Day the World Exploded, August 27, 1883)
Znane w fizyce jądrowej, i w gruncie rzeczy leżące u podstaw obecnego poczucia zagrożenia naszego świata, zjawisko reakcji łańcuchowej, w Zwojach manifestuje się jako swego rodzaju ekspansja intelektualna redaktora i w rezultacie Czytelników. Tak też stało się niedawno, gdy pisałem o teorii Donalda Olsona, iż słynny obraz Krzyk Edvarda Muncha został zainspirowany przez zjawiska atmosferyczne wywołane wybuchem wulkanu na wyspie Krakatoa (Krakatau), w Cieśninie Sunda między Jawą a Sumatrą, w roku 1883 (Zwoje 38).Natrafiłem na informacje o wydanej w początkach r. 2003 książce Simona Winchester'a pt. Krakatoa. The Day the World Exploded, August 27, 1883 (HarperCollins).
Okładka książki Krakatoa. The Day the World Exploded, August 27, 1883
Po sześciu tygodniach otrzymałem tę książkę, przysłaną mi przez mojego syna. W ciągu następnych kilku dni przeczytałem ją, przysłowiowym i idiomatycznym "jednym tchem". To niezwykle informatywna książka, znakomicie skomponowana, udokumentowana i napisana reporterskim stylem przez znanego anglo-amerykańskiego pisarza historyczno-geograficzno-socjologicznej literatury faktu. Autor był szczególnie predysponowany do tej właśnie tematyki, będąc geologiem wykształconym w Oxford University, UK.* * *
Wybuch wulkanu Krakatoa 27 sierpnia 1883, nie był największym w ustalonej geologicznej historii Ziemi. Autor uważa go za piąty, po Toba (75,000 BP) i Tambora (1815) we Wschodnich Indiach, Taupo (181 ne) w Nowej Zelandii i Katmai na Alasce (1912).Ja (amk) natknąłem się na różną kolejność sklasyfikowania siły wybuchów wulkanów, szczególnie z uwzględnieniem czasów prehistorycznych i "antycznych". W Europie największymi wybuchami były Santorini, ok. 1500 pne i Wezuwiusz, 79 ne, w Azji – Kikai, Japonia ok. 4350 pne i Baitonshan, Chiny, ok. 1050 ne, w Ameryce – Crater Lake, Oregon, USA, ok. 4900 pne) i w Oceanii – Taupo, Nowa Zelandia, 181 ne). Wybuchy prehistoryczne zostały wydedukowane ze struktury geologicznej caldera (zapadniętego krateru); tak np. w r. 1949 wywnioskowano wybuch Toba na Sumatrze, który nastąpił 75,000 BP (lat temu).
Caldera wulkanu Toba po wybuchu 75,000 BP. Landsat Pathfider Project, 1973.
Jednakże wybuch Krakatoa był pierwszym, który praktycznie stał się znany wszystkim współczesnym, i zaskoczył i przeraził ludzi odległych o tysiące kilometrów. Dzięki istniejącej już wtedy podmorskiej i lądowej sieci telegraficznej, na niemal całym świecie dowiedziano się o tym kataklizmie, chociaż 120 lat temu nauka jeszcze nie była w stanie go wyjaśnić.
- O książce
W 400 stron liczącej książce o tematycznie przeplecionej konstrukcji, Simon Winchester omawia wiele wątków: historię indonezyjskich wysp w kontekście handlu korzennego (pieprz, goździki i gałka muszkatołowa); holenderską kolonizacją (Dutch East India Company) Wielkiego Archipelagu Sundajskiego; historię wulkanu Krakatoa i jego prawdopodobnych, choć słabo udokumentowanych, wcześniejszych wybuchów; Linię Wallace'a; geologiczną prehistorię Ziemi (continental drift); plate tectonics i wulkanologię, szczególnie tegoż Archipelagu; aktywność wulkanu Krakatoa w roku 1883 i jego końcowy kolosalny (to oficjalny, geologiczny termin) wybuch 27 sierpnia 1883; kataklizmowe skutki tego wybuchu, spowodowane ogromnymi falami morskimi – tsunami; początki światowej "globalnej wioski" w wyniku uruchomienia w latach 1870. sieci podmorskich i naziemnych kabli telegraficznych, dosłownie oplatającej ziemski glob; skutki socjologiczne wybuchu Krakatoa, prowadzące do zrodzenia się islamskiego fundamentalizmu i ekstremizmu w tym rejonie świata; wyłonienie się w latach 1927-1930 nowej wyspy i rosnącego (średnio 50 cm na miesiąc!), ciągle aktywnego wulkanu Anak Krakatoa, grożącego następnym kataklizmem.
Autor jakościowo wyjaśnia to wszystko, bez wchodzenia w ilościowe szczegóły naukowe. Książkę czyta się z podziwem dla umiejętności autora połączenia informacji naukowej i historycznej z płynną, niekiedy reporterską i nieprzerwanie porywającą narracją, w kilku miejscach nawet przeplecioną anegdotami i angielskim humorem.
Na końcu książki autor podaje obszerny spis literatury do dalszego studiowania nie tylko wulkanu Krakatoa, wulkanologii i plate tectonics, ale i historii tamtego rejonu świata 1).
Poniżej podjąłem próbę skondensowania opowieści Winchestera, nie pomijając tematów geologicznych, chociaż trudnych do jeszcze większego streszczenia, niż autor uczynił to w książce. W niektórych miejscach, jednakże, zamieściłem (bez zaznaczania) moje uzupełnienia i dodatkowe komentarze.
- Żądza pieprzu
Przedziwnym zbiegiem okoliczności, Pliniusz Starszy, który w swojej Naturalnej Historii pisał o tym ile pieprz kosztuje (starożytny) Rzym, zginął w wybuchu Wezuwiusza w roku 79. W 1804 lata później, prawie co do dnia, kataklizmowy wybuch wulkanu Krakatoa zmiótł z powierzchni Ziemi tę jedną z najbardziej pieprzonośnych wysp.
Trzy, znane od rzymskich czasów i bardzo kosztowne, korzenne aromatyczne przyprawy: pieprz, goździki i gałka muszkatołowa legły u podstaw zainteresowania Europejczyków Dalekim Wschodem. One dały impuls do wielkich wypraw i odkryć geograficznych, kolonizacji i w końcu wielkich fortun. Winchester przytacza jakże trafny cytat z Lorda Jima (rozdział 22) Josepha Conrada na temat obsesji pieprzu:
"Siedemnastowieczni kupcy popłynęli tam po pieprz, ponieważ żądza pieprzu zdawała się palić jak płomień miłości w piersiach holenderskich i angielskich poszukiwaczy przygód w czasach Jakuba I. Gdzie by to oni nie poszli za pieprzem! Za torbę pieprzu bez wahania podcięliby gardła jeden drugiemu i wyparliby się swych dusz, o które skądinąd tak się troszczyli. Dziwaczna zawziętość tej żądzy powodowała, że lekceważyli śmierć w tysiącach postaci; nieznane morza, i nieznane choroby, rany, niewolę, głód, zarazę i rozpacz. Ona czyniła ich wielkimi. Wielkie nieba! Ona czyniła ich bohaterskimi; i czyniła ich także patetycznymi w ich tęsknocie za kupczeniem z nieugiętą śmiercią, nakładającą swoje myto na młodych i starych..."
(tłumaczył Andrzej Kobos)
- Holenderskie Indie Wschodnie
Daleki Wschód został odkryty dla Europejczyków przede wszystkim przez Portugalczyków. Nieprzypadkowo, gdyż tzw. Linia Tordesillas, nakreślona przez renesansowego papieża Juliusza II, podzieliła świat na strefę hiszpańską – na zachód od Wysp Zielonego Przylądka, i na strefę portugalską, na wschód od tej linii, włączając wybrzeża Brazylii. Stąd powstały istniejące do niedawna portugalskie kolonialne nadmorskie enklawy, np. Goa na zachodzie Indii, Malacca na Półwyspie Malajskim, czy Macao w południowo-wschodnich Chinach.
Z końcem XVI wieku w Europie, Holandia i Amsterdam stały się centrum morskiego handlu, szczególnie dalekiego zasięgu, początkowo w służbie portugalskiej. Równocześnie, Antwerpia, a wkrótce potem Amsterdam stały się centrami kartografii. Po portugalskich mapach morskich – portolanach – Flamandowie stali się twórcami najsłynniejszych, najbardziej użytecznych i poszukiwanych map. Wśród wielu z nich był Jan Huyghen van Linschoten, w młodości morski podróżnik do Arktyki, uczestnik wypraw Barentsa i współodkrywca wysp Nowej Ziemi (dzisiaj po-sowieckiego poligonu i śmietnika nuklearnego), później (w portugalskiej służbie) podróżnik do Południowo-Wschodniej Azji. W roku 1595 wydał mapę Azji Południowo-Wschodniej (opartą na mapie portugalskiego kartografa Fernao Vaz Dourado), na której po raz pierwszy pojawiła się, choć nie nazwana, mała wyspa między Sumatrą a Jawą, znana później jako Krakatau.
Jan Huyghen Linschoten, Mapa Południowo-Wschodniej Azji, Amsterdam 1595/1596.
Wschód zorientowany jest w kierunku do góry mapy.
Krakatoa jest wyspą między Sumatrą a Jawą u dołu po prawej stronie mapy.
(Jonathan Potter, Antique Maps, 1989)
Winchester nie wspomina o innej szczegółowej mapie Insulae Molucca, z londyńskiego wydania dzieła Linschoten'a pt. Itinerario (1598). Krakatau jest zaznaczone na zachód od Jawy. U dołu tej mapy wysztychowane są lokalne korzenne produkty: gałka muszkatołowa, goździki i drewno sandałowe.
Jan Huyghen Linschoten, Mapa "Insulae Moluccaae". Itinerario, London 1598.
Krakatoa jest wyspą na lewo od Jawy, na samym lewym skraju u dołu mapy.
(Jonathan Potter, Antique Maps, 1989)
Niedługo później, Lucas Janszoon Waghenaer, holenderski pilot statków, samodzielnie wydał swój atlas morski. Na jego mapie tego rejonu świata z roku 1602 pojawia się wysepka nazwana Pulo Carcata. Nazwa (w języku Javanese) wyspy Krakatau – "zakryta wysokimi drzewami wyspa Krakatau" – pojawiła się w dzienniku podróży holenderskiego lekarza Wouter'a Schouten'a w roku 1658.Nazwa Krakatoa (używana w książce Winchestera i w tym szkicu) najprawdopodobniej pochodzi od literowego błędu w depeszy telegraficznej z 23 maja 1883 do Londynu, po pierwszym w r. 1883 wybuchu wulkanu i od tej pory przyjęła się, choć nie powszechnie.
Już w roku 1596, flotylla czterech holenderskich statków zawinęła do "korzennego" portu Banten na Jawie. Holendrzy zostali gościnnie przyjęci przez sułtana Banten, naiwnie przedstawieni mu przez Portugalczyków. Pomimo różnych niepowodzeń przywieźli z powrotem do Amsterdamu beczki z czarnym jawajskim pieprzem.
W tym czasie większość tubylczych mieszkańców Jawy i Sumatry wyznawała już Islam; tamten rejon świata okazał się wielkim sukcesem misjonarzy islamskich, działających tam od roku co najmniej 1419 – daty pierwszego muzułmańskiego grobu na Jawie. Znaczenia ortodoksyjnego Islamu na Archipelagu nie sposób przecenić, być może szczególnie dzisiaj.
Do roku 1601, 14 flotylli holenderskich (65 statków) obróciło między Amsterdamem a Jawą, kilka z nich nawet drogą na zachód, wokół Przylądka Horn! Przywoziły pieprz i korzenie, przynosząc 400% zysku w stosunku do kosztów wyprawy. Banten stał się największym miastem w Południowo-Wschodniej Azji i jednym z najsłynniejszych portów wczesno-XVII-wiecznego świata. Holendrzy rozpoczęli kolonizację Wielkiego Archipelagu Sundajskiego.
W roku 1602 zarejestrowano w Amsterdamie kooperatywną Verenigde Oost-Indische Compagnie, VOC – The Dutch East-India Company, Holenderską Kompanię Wschodnio-Indyjską), prototyp całego współczesnego kapitalizmu. Podległa formalnie holenderskiemu parlamentowi, VOC odpowiedzialna była przede wszystkim przed swoimi udziałowcami. VOC w krótkim czasie, w zasadzie bezkrwawo przejęła od Portugalczyków kontrolę Wschodnich Indii – Wielkiego Archipelagu Sundajskiego. Chodziło nie tylko o handel z Europą, lecz również o handel pomiędzy niezliczonymi wyspami o licznej na ówczesne czasy populacją. Mimo często napiętych stosunków, nawet wrogości, czy walk z ludnością tubylczą, oczywistego wyzysku i brutalności Holendrów, kontrola ustalona przez Jana Pieterszoon'a Coen'a, głównego twórcę Holenderskich Indii Wschodnich, trwała od r. 1618 roku do drugiej wojny światowej. Coen potrafił przechytrzyć nie tylko Portugalczyków, ale i Anglików. W r. 1619 przekształcił swój nadmorski fort w miasto i kwaterę główną VOC. Miastu temu – dzisiejszej Dżakarcie (Jakarta) – nadał nazwę Batavia, co było dawną nazwą Holandii, od rzymskiej nazwy Batavia na plemię "barbarzyńców", które zamieszkiwało dzisiejszą Holandię. W r. 1673 naliczono w obrębie palisady tego miasta 27,000 mieszkańców, z których tylko 1300 zaliczono jako "Maurów" i Jawańczyków. Batavia z trudem, lecz szybko rozwinęła się w kosmopolityczne, dobrze zorganizowane miasto na wzór miast holenderskich, z ratuszem i rezydencjami holenderskich administratorów, plantatorów pieprzu, kupców i właścicieli stoczni i magazynów, choć i z krokodylami zjawiającymi się w kanałach, na nabrzeżach i ulicach. Od XVII wieku nazywano Batavię "The Queen of the Eastern Seas" – Królową Wschodnich Mórz.
A.D. Willaerts: Batavia i statki na redzie, 1649.
Olej na płótnie.
Scheepvaart Museum, Amsterdam.
(C.R. Boxer, The Dutch Seaborne Empire 1600-1800, London 1965)
Napłynęła kupiecka ludność chińska i hinduska, byli też "czarni [azjatyccy] Portugalczycy", a do roku 1860 azjatyccy niewolnicy. Holendrzy rządzili bezwzględnie i surowo tubylcami, swoimi i najrozmaitszymi marynarzami. Spokojną wyspę Krakatoa beznamiętnie mijano w Cieśninie Sunda (Soenda), żeglując z lub na Morze Jawajskie. Wulkan na niej był uśpiony, nawet nie dymił. Istnieje kilka niesprawdzonych i niekonkluzywnych zapisów, a nawet późniejsza rycina, świadczących o aktywności i najprawdopodobniej słabym wybuchu wulkanu Krakatoa w maju r. 1680.Właśnie w okresie przed wielkim wybuchem wulkanu na Krakatoa w r. 1883, Batavia przeżywała swą "złotą erę". Do dziś dnia Dżakarta, wg Winchestera, ma zakątki, gdzie można wyczuć "dotyk Rembrandta i reminiscencję van Gogha wśród dieselowskich spalin."
- Linia Wallace'a
W tym punkcie książki, Winchester robi pierwszy odskok do nauk przyrodniczych. Ze zdolnością jasnego wytłumaczenia, omawia zoogeograficzne zjawisko wyraźnie asymetrycznego występowania rozmaitych gatunków tropikalnej fauny na wyspach Archipelagu Sundajskiego. W r. 1857 Philip Sclater pierwszy zakomunikował w Linnean Society w Londynie o sztywnym rozgraniczeniu w gatunkach ptactwa występującego geograficznie na wyspach Indii Wschodnich. Chodziło po prostu o to, że w dżunglach wysp na zachodzie Archipelagu występują ptaki podobne do żyjących w Indiach i Afryce, a na wschodnich wyspach tylko ptaki podobne do ptaków z Australii. Tak, jakby istniała jakaś wyraźna, choć niewidzialna linia podziału. Nie ma np. papug na Jawie, podczas gdy jest mnóstwo ich odmian na Sulawesi (Celebes), Irianie i Timorze; nie ma ptaków drozdowatych (np. dzięciołów) na wschód od Bali, a na zachód są ich niezliczone odmiany. Sclater dopiero po czterdziestu latach odważył się wrysować na mapę tę linię rozdziału, ale już w r. 1858 prace jego podjął walijski podróżnik i badacz Alfred Russel Wallace we Wschodnich Indiach. Szybko zdał sobie sprawę z tego, że nie tylko różniące się ptaki zamieszkują jakby dwa różne światy, ale podobnie jest również ze zwierzętami i roślinami. Te światy zderzały się w labiryncie pomiędzy wyspami Holenderskich Indii Wschodnich.
W roku 1859, Wallace pierwszy narysował tę linię podziału, w Archipelagu biegnącą na wschód od Bali (pomiędzy wyspami Bali i Lombok) na północ, między Borneo i Sulawesi i dalej na południe od Mindanao – południowej wyspy Filipin. Wallace zdał sobie sprawę, że przyczyną biologicznego rozróżnienia tych dwóch rejonów była geologia. Napisał iż "Fakty takie jak te, mogą być wyjaśnione tylko przez śmiałe przyjęcie istnienia rozległych różnic w powierzchni ziemi", a dalej mówił "o wielkim kontynencie Pacyfiku, który prawdopodobnie istniał w o wiele wcześniejszym okresie." Stąd, zda się, już tylko krok do współczesnych nam, sprawdzonych teorii, takich jak continental drift i plate tectonics – procesów, których Wallace nigdy sobie nie wyobraził i na których odkrycie przyszło poczekać jeszcze od kilkudziesięciu do stu lat. Dopiero dość niedawno zdano sobie sprawę z tego, że dzisiejsza Indonezja jest "wulkaniczną areną" świata. Wallace również, przed Darwinem, wpadł na trop ewolucji gatunków, tyle, iż nie opublikował tego. Nie mniej, korespondował z Darwinem i przyczynił się do jego odkrycia. Wallace był jednym z tych, którzy najbardziej przyczynili się do tego, że w ostatnich dekadach XIX stulecia zniknęła pewność iż świat jako całość, jest sztywny, solidny, niezmienny, a ludzkość odwieczna i pewna swego "kreacyjnego" początku.
- Continental Drift
W roku 1915 niemiecki podróżnik arktyczny i meteorolog Alfred Wegener (1880-1930) opublikował książkę pt. Die Entstehung der Kontinente und Ozeane, "Pochodzenie Kontynentów i Oceanów". Użył w niej pojęcia "Die Verschiebung der Kontinente", które od roku 1926 stało się znane w anglojęzycznej literaturze jako "continental drift". Wegener pierwszy wyciągnął wnioski z faktu (widocznego na każdej mapie świata), że kontynenty pasują do siebie kształtem i mogłyby być tak przesunięte względem siebie, że niemal dokładnie stanowiłyby jedna ogromną masę lądu. Tak miało być 230-250 milionów lat temu w erze Permiańskiej. Jeden pierwotny superkontynent, Pangaea (nazwa ta pojawiła się w tłumaczeniu książki Wegener'a z r. 1924), prawdopodobnie skutkiem ogromnej aktywności wulkanicznej 2), rozdzielił się następnie na dwa kontynenty, Laurasia i Gondwanaland, a następnie dalej – na znane nam kontynenty, wielkie wyspy i archipelagi. Nastąpiło to w wyniku rozszczepienia i przesuwania się kontynentów. Teoria Wegenera została odrzucona przez prawie cały ówczesny naukowy świat. Wegener zginął na Grenlandii i upłynęło ponad trzydzieści lat zanim jego teoria została udowodniona i powszechnie przyjęta. Wegener wierzył w swą teorię – Winchester przyrównuje go do Galileusza. W jednym Wegener mylił się: kontynenty nie przeorują się po dnie oceanów, jak lodołamacze, a przesuwają się na sztywnych płytach względem płyt dna oceanów. Oba rodzaje płyt przesuwają się po astenosferze wnętrza Ziemi, raczej na wzór skorupy lodów po oceanie.
Nie miejsce tutaj na opisywanie fizycznych i geologicznych badań i szczegółów naukowych; dość powiedzieć, że w latach 1960. badanie kierunków pola magnetycznego, "zamrożonego" poniżej tzw. punktu Curie w zastygłych bazaltach wyspy Grenlandii, w stosunku do kierunku obecnego pola magnetycznego Ziemi, udowodniło, iż w okresie ostatnich 30 milionów lat Grenlandia przesunęła się na zachód o około 15 stopni długości geograficznej! Inne, wcześniejsze badania grawitacyjnych anomalii w podmorskich rowach tektonicznych przyniosły dowody na rozstępowanie się dna morskiego i wynikający z tego continental drift.
W roku 1956, jako uboczny produkt rozległych badań oceanograficznych prowadzonych na północno-wschodnim Pacyfiku przez US Navy na potrzeby okrętów podwodnych, Ron Mason odkrył regularny, "pasiasty" wzór pola magnetycznego dna morskiego. Wzór ten wskazuje nie tylko na okresowe odwracanie się polarności ziemskiego pola magnetycznego, ale i na rozstępowanie się dna morskiego. Kolejne badania podmorskiego magnetyzmu w latach 1960. dostarczyły dowodów na przedstawiony przez Harry Hessa mechanizm "napędu" dryftu kontynentalnego jako prądów konwekcyjnych pod skorupą Ziemi, które przesuwają płyty kontynentalne i oceaniczne jak gigantyczne tratwy.
- Plate Tectonics
W roku 1965 w brytyjskim piśmie naukowym Nature, J. Tuzo Wilson z University of Toronto ogłosił pracę "A New Class of Faults and Their Bearing on Continental Drift", której początkowy akapit brzmiał:
"Wielu geologów utrzymuje, że ruchy skorupy ziemskiej skoncentrowane są w ruchomych pasach, które mogą mieć formę gór, podoceanicznych urwisk, albo większych uskoków... ten artykuł sugeruje, że te cechy nie są izolowane, że niewiele z nich wchodzi w ślepą uliczkę, lecz są połączone w ciągłą sieć ruchomych pasów wokół Ziemi, które dzielą jej powierzchnię na kilka sztywnych płyt."Tak narodziła się nowa nauka: Plate Tectonics.Wilson przeanalizował aktywność wulkaniczną, wiek, magnetyzm i radioaktywność wulkanicznych skał w łańcuchu Wysp Hawajskich na Pacyfiku. Znalazł dowody na odsuwanie się tych wysp od intensywnego źródła ciepła z wnętrza ziemi i, w konsekwencji, na rozsuwanie się dna morskiego i stąd rozsuwanie się kontynentów. Wielkim odkryciem jego inwencji i logiki (z użyciem papieru i nożyczek!) była nowa klasa geologicznych uskoków, w których jedno ciało skalne rozłamuje się i jego części przesuwają się wzdłuż siebie, rozsuwają lub zderzają się, podnosząc się nawzajem, albo zachodząc pod siebie.
Produkt Zimnej Wojny: sieć amerykańskich podmorskich sejsmografów dla wykrywania sowieckich i chińskich prób z bronią jądrową, zarejestrował kierunek ślizgania się płyt tektonicznych wzdłuż wielkich uskoków na dnie Pacyfiku i Atlantyku. Okazało się, iż oceany rozchodzą się na szwach. Skorupa (litosfera) i górny płaszcz (mantle) Ziemi rozstępują się na każdej flance głębokich, podoceanicznych urwisk. Litosfera dna oceanów jest cienka, ok. 6-7 km grubości, i młoda, ok. 200 milionów lat. Litosfera kontynentów jest gruba, ponad 30 km, i stara, około 2 miliardów lat. Plate tectonics litosfery Ziemi wyjaśnia również konwekcję i mechanizm straty ciepła przez Ziemię.
Gdy ruchomy materiał osiąga krawędź płyty, wpada pod cokolwiek tam napotyka. Jest przerabiany w głębiach planety, wraca do wpół stopionego podłoża świata a potem zostaje wyrzucony przez rozpadliny w ocenie do litosfery, by znowu rozpocząć ten cykliczny proces. Te krawędzie płyt, tzw. subduction zones, są najważniejsze dla tektoniki Ziemi i najbardziej interesujące. Na wąskich krawędziach płyt, geologiczny materiał zderza się, płyty nasuwają się na siebie, tworzy się nowy litograficzny materiał, następuje największa ewolucja skorupy ziemskiej.
Powierzchnia Ziemi jest opancerzona od sześciu do trzydziestu sześciu płytami, zależnie od ich zdefiniowania. Na ogół przyjmuje się istnienie około dwunastu płyt, kilka z nich, jak wnętrze Chin i pod południowym Atlantykiem, nie zostało jeszcze wyjaśnionych.
To, co się dzieje na krawędzi płyt zależy od wielu czynników, głównie od geologicznego materiału na nich.
Jeśli na płytach jest kontynentalny, lżejszy materiał, jak granit, płyty zderzając się, pęcznieją, tworząc łańcuchy górskie, bynajmniej nie wulkaniczne. Tak np. powstały Himalaje.
Jeśli jest to oceaniczny materiał, przede wszystkim bazalt, płyty zachodzą na (pod) siebie. Tworzy się subduction zone, która ma wpływ nie tylko na to co dzieje się pod wodą, ale i na to, co dzieje się na wyspach nad powierzchnią morza, jak w przypadku Krakatoa i całego szeregu innych wysp.
Materiał, który na początku pod wodą jest stały i zimny, wpada do gorącego płaszcza, topi się, zmienia w lepki i płynny, poci się, wrze, paruje, staje się lotny i wybuchowy, porusza się w górę, topi po drodze napotkany inny materiał. Pod skorupą oceanów tworzy się istny Hades, olbrzymich rozmiarów komory z ogromną ilością, gazowej, zbąblowanej magmy o bardzo wysokiej temperaturze, która szuka drogi ujścia w słabszych punktach skorupy. Gdy znajdzie taki rejon, jak pęknięcie czy rozpadlinę, unosi się w górę, tworząc przejściową komorę. Po jakimś czasie ciśnienie i temperatura rwącego w górę materiału stają się za wysokie i następuje straszliwa eksplozja na powierzchnię Ziemi. Dlatego wulkany usytuowane na krawędzi subduction zone są najbardziej wybuchowe i stąd niebezpieczne. I sieją wokół najwięcej zniszczenia. Jak Krakatoa.
Poprzez plate tectonics, po raz pierwszy od dwóch tysięcy lat geologia mogła spojrzeć na naszą planetę jako całość i stąd wydedukować szczegóły. Wcześniej działo się na odwrót.
- Sto metrów na tysiąclecie
Dwa punkty pozostają do sprecyzowania w odniesieniu do Krakatoa:
- Krakatoa i około 400 wulkanów (129 uznanych za czynne) na wyspach Wielkiego Archipelagu Sundajskiego są wynikiem przesuwania się na północ Płyty Indo-Australijskiej, gdyż dno morza na południe od Australii rozwiera się. Płyta ta zderza się z Płytą Euro-Azjatycką. Ruch ten związany jest z obrotem płyt, którego biegun znajduje się południowy-wschód od Kairu. Szybkość przesuwania się Płyty Indo-Australijskiej na północ wynosi około 10 cm rocznie, czyli sto metrów na tysiąclecie. Gdy 1.7 miliona lat temu na Jawie zjawił się z Afryki Homo erectus – tzw. Java Man – Azja i Australia były od siebie bardziej odległe o około 100 mil.
- Ślady subduction zone wśród indonezyjskich wysp, która utworzyła rozpadliny morskie, łuki wysp i wulkany Wielkiego Archipelagu Sundajskiego dobrze zgadzają się z niewidzialną linią biogeografii wymyśloną przez Philipa Sclatera w roku 1857 i wykreśloną przez Alfreda Wallace’a w roku 1859. Z jednej strony płyta Indo-Australijska z Australią i jej emu i kangurami, z drugiej strony Płyta Euro-azjatycka z Azją i jej krowami, małpami, drozdami słoniami i tygrysami. A na samej linii, niemal otwartej w głąb do źródła niewyobrażalnej energii, leżą najgroźniejsze wulkany świata, wśród nich Krakatoa.
- Wcześniejsze wybuchy Krakatoa
Jest prawdopodobne, iż w okresie pre- i historycznym nastąpiły cztery wybuchy Krakatoa. Być może wybuch 60,000 lat temu zniszczył większą wyspę z górą o wysokości 2000 m. Istnieją geologiczne poszlaki, że cztery wysepki sprzed 1883 roku mogły być pozostałościami owej Ancient Krakatoa.
Wspominany w XIX-wiecznej jawajskiej historii Ranggawasitra pt. Księga Królów wybuch w roku 416 AD, jest nieudokumentowany i wydaje się fikcyjny, jak i niektóre inne historie z tej księgi.
Bardziej prawdopodobny wydaje się katastrofalny wybuch w roku 535 AD. Wskazują na niego: uboższe dawne jawajskie zapisy na liściach palmowych z tego okresu; uboższe zapisy zebrane w Księdze Królów; zapisy chińskie o wielkim huku z południa w tym roku; asymetryczne (bliższe siebie) słoje prastarych drzew, świadczące o spowolnionym wzroście drzewa skutkiem pyłu w atmosferze; osady w rdzeniu arktycznego lodu. Brytyjski film dokumentalny z r. 1999 pt. Catastrophe, przypisywał wybuchowi wulkanu Krakatoa w r. 535 zmiany klimatyczne i serię apokaliptycznych wydarzeń na świecie o wielkim znaczeniu historycznym. Podjęte w roku 1999 datowanie węgla drzewnego z wysepki Rakata, reliktu Krakatoa po wybuchu r. 1883, wskazało tylko, że jakiś ognisty kataklizm nastąpił był tam między rokiem 1 a 1200 ne. Dokładniejsze datowanie okazało się niemożliwe, albo przez zanieczyszczenie po wybuchu r. 1883, albo z powodu błędów laboratoryjnych.
Istnieją dwa zapisy Europejczyków wspominające wybuch Krakatoa z roku 1680. Nie są one zupełnie wiarygodne a wybuch ten nie został zarejestrowany w innych zachowanych zapisach z tego okresu, np. w oficjalnych holenderskich zapisach VOC. Simon Winchester znalazł w antykwariacie w Dżakarcie późniejszy, XVIII-wieczny sztych holenderskiego kartografa Jana van Schley Het Brandende Eiland "The Burning Island". Autor zakłada, że sztych ten przedstawia wybuch Krakatoa z r. 1680. Nie ma więc pewności, ale być może wybuch Krakatoa rzeczywiście nastąpił w r. 1680.
Wielki angielski podróżnik, Captain James Cook zatrzymał się na głównej wyspie Krakatoa dwukrotnie w roku 1771, a trzeci raz, już po jego śmierci na Hawajach, zatrzymała się tam jego flotylla w roku 1780.
Podczas gdy stara Batavia miała reputację orientalnego miasta i cmentarza Europejczyków (np. w drugiej połowie XVIII wieku wielkie epidemie malarii zdziesiątkowały Batavię), samo miasto w wielu miejscach, szczególnie nowa Batavia na południu, miało europejsko-kolonialny splendor. Nadal nazywano ją The Queen of the East. Od lat 1850. Batavia przeżywała rozkwit i okres dobrobytu. Potwierdza to wiele niezależnych zapisów, nie tylko holenderskich. Europejczycy przenosili się do rezydencji na okolicznych wzgórzach. W 1870 roku ruszyła w Batavii pierwsza wytwórnia lodu, rzecz niebagatelna w tropikalnej metropolii.
W roku 1856 Batavia otrzymała kablowe połączenie telegraficzne a od r. 1859 weszła do światowej już wówczas sieci telegraficznej. Było to tylko kilkanaście lat po pierwszej depeszy telegraficznej Samuela Morse'a w roku 1844 z Washington, DC, do Baltimore, MD. W roku 1883 wybuch wulkanu Krakatoa był pierwszą wielką katastrofą żywiołową, o której cały świat prawie natychmiast dowiedział się za pośrednictwem telegrafu.
- Rozkucie bram piekieł
W ulewny dzień 19 lutego 1883, Frederick Jacob, holenderski gubernator w Batavii, występował w swej pierwszej oficjalnej funkcji tegoż roku – balu z okazji urodzin króla Holandii Wilhelma III. Wtedy obudził się wulkan Krakatoa. W poprzednich stuleciach uchodził za wymarły, a pierwsze tygodnie 1883 były na Jawie i Sumatrze nadzwyczaj spokojne sejsmicznie.
Rozpoczęło się to tego dnia od nagłego drgania powietrza i lekkich wstrząsów. Potem nastąpiła trzymiesięczna przerwa. Ale okazało się, że było to "rozkucie bram piekieł", jak zatytułował Simon Winchester rozdział o "pierwszym" wybuchu Krakatoa.
10 maja 1883 zadrżała latarnia morska First Point u południowo-wschodniego wejścia do Cieśniny Sunda. Morze na chwilę zamarło, stało się białe i gładkie jak lustro (zjawisko potem zaobserwowane na powierzchni morza nad wybuchem ładunku głębinowego), potem zawibrowało i stało się znowu wzburzone jak zwykle. W pięć dni później powtórzyło się to mocniej po drugie stronie Cieśniny Sunda przy Sumatrze. Do Batavii napłynęły odpowiednie raporty.
W niedzielę 20 maja 1883 o 10:30 rano nastąpił pierwszy wybuch Krakatoa. Zauważony został na kilku statkach w szerokiej na 17 mil cieśninie. Ciekawe, iż nie słyszano huku. Zachował się zapis kapitana niemieckiej korwety Elisabeth, Hollman'a. Był on pierwszym Europejczykiem, który dojrzał wybuch. Napisał:
"... Widzieliśmy białą chmurę cumulusową wznoszącą się szybko z wyspy. Podnosiła się prawie pionowo, aż po około pół godzinie osiągnęła wysokość około 11,000 metrów. Tu zaczęła się rozpościerać jak parasol, gdyż prawdopodobnie osiągnęła wysokość wiatrów antypasatowych, tak że wkrótce widać było tylko niewielką część niebieskiego nieba na horyzoncie. Kiedy około 4:00 po południu zaczęła się lekka bryza z kierunku SSE, przyniosła drobny pył popiołu, który silnie narastał ... aż cały statek był wszędzie pokryty jednolitą, szarą warstwą pyłu."
Kapelan okrętowy Heims dodał do tego opisu:"Nie słyszeliśmy żadnych wybuchów. Zasłona na niebie była tak gęsta i jednolita, że księżyc prawie w pełni był w nocy ledwo widoczny... następnego ranka ... statek, który był tak czysty 24 godziny temu, wyglądał bardzo dziwnie, jak statek-młyn, lub raczej pływająca fabryka cementu. Na zewnątrz, wszystko – kadłub statku, rury torpedowe, całe maszty, itd. – były jednolicie pokryte szarym, lepkim pyłem ... nagromadził się gruby i ciężki na żaglach, kroki załogi brzmiały przytłumione... Ludzie chętnie zbierali ten pył lawy jako środek polerujący, i nie było trudno nazbierać tego do worków i pudeł.Niebo nad tym katastrofalnym deszczem popiołu wyglądało jak duży dzwon zrobiony z matowego mlecznego szkła, w którym słońce wisiało jak jasnoniebieska lampa ... przez następne 75 mil niemieckich musieliśmy wieczorem siedzieć wszyscy zwróceni w tył, próbując złapać trochę powietrza. Zasięg tego opadu popiołu objął obszar co najmniej tak duży, jak Niemcy."
Później nadeszły raporty z innych statków przepływających w pobliżu Krakatoa. Na statku Zeeland, który przepłynął w odległości pięciu mil od Krakatoa, igła kompasu nagle zaczęła obracać się wokoło i usłyszano huk, jakby artylerii. Z jednego z trzech stożków wyspy wylatywała para i materiał skalny. Potem dym zmienił kolor na czarny, z błyskawicami. Morze zaczęło wyrzucać szare słupy wody, jak z rynny, i pociemniało. Kapitan zmniejszył szybkość statku i wystawił ostrzegawcze kolorowe chorągiewki, dostrzeżone zresztą przez Mr. Schuit'a, agenta Lloyd's w Anjer (Anyer) na Jawie. W Batavii o 10:55 zadrżała ziemia, zadzwoniły szyby, słychać było "artylerię", potłukły się talerze. Dr van der Stock, dyrektor Magnetycznego i Meteorologicznego Obserwatorium w Batavii zauważył wibracje przyrządów, typowe dla wybuchu wulkanu, a nie dla trzęsienia ziemi. Wibracje te trwały długo, przez kilka godzin. Europejscy mieszkańcy Batavii byli bardziej zainteresowani tym co się dzieje, niż w panice; ludność tubylcza widziała w tym sygnały zagniewanego ducha góry, Orang Alijeh.Huk detonacji i wibracje zanotowała także żona Willem'a Beyerinck'a, kolonialnego kontrolera w nisko położonym, nadmorskim mieście Ketimbang na Sumatrze. Do biura jej męża wpadli przerażeni tubylczy rybacy, których wybuch zastał na wyspie Krakatoa; opowiadali, że ledwo zdołali dotrzeć tam do plaży, gdy ta rozwarła się, wyrzucając czarny popiół i rozgrzane do czerwoności kamienie, a fale podniosły się przeraźliwie. Mr. Beyerinck i jego zwierzchnik wypłynęli na morze, przedzierali się łodzią przez fale pełne pływającego pumeksu i spieczonych drzew z Krakatoa oraz przez duszący gaz i masy opadającego popiołu. Dostrzegli jednak, że najbardziej wysunięta na północ plaża Krakatoa rzeczywiście buchała ogniem i dymem, a najmniejszy, północny stożek wyspy, Perboewatan, był właśnie w trakcie wybuchu wulkanicznego. Tropikalny las palił się. Wybuch wulkanu dostrzegli także mieszkańcy Banten: ogień, pływający pumeks i spadający popiół, huk wybuchu.
W dwa dni później wszystko ucichło i wróciło do normy.
Nie podjęto środków ostrożności w przewidywaniu następnego wybuchu. Nie mniej, w tydzień później, z ramienia rządu, inżynier górniczy A. L. Schuurman popłynął na ciągle żarzącą się wyspę Krakatoa. Towarzyszyli mu "turyści", którzy jednak zostali na statku Gouverneur-Generaal London. 28 maja Schuurman z kilkoma śmiałkami wylądował na pokrytej popiołem wyspie Krakatoa. Wspięli się na gorący, zeskorupiały krater i zajrzeli do jego wnętrza.
"Chmury dymu przedzierały się w górę z trudem ale z niezrównaną siłą, i wydawały się uchodzić w licznych, lecz blisko złączonych, ogromnych bąblach, których wewnętrzne tarcie powodowało ruch obrotowy i skręcający tych chmur w niższej części kolumny dymu.... tylko na krawędzi punktu erupcji można było zaobserwować wydechy pary z licznych pęknięć i dziur."
Nastąpiło osiem tygodni spokoju, i choć wulkan dymił na czarno – wydawało się iż z dwóch kraterów, Perboewatan i Rakata – niemal zapomniano nim.
Krakatoa dymiąca po "pierwszym" wybuchu, 1873.
(Być może fotografia)
Mr. Beyerinck z Ketimbang, który pierwszy popłynął był pod Krakatoa w maju 1883, wrócił tam w lipcu i znalazł dwa kratery; okazało się, że północnym nie był Rakata, lecz Danan w centrum wyspy. 3 lipca, inspektor rządowy, Dr Rogier Verbeek, inżynier górniczy, wracając z Europy, widział ze statku dymiące Krakatau. Był on już na tej wyspie wcześniej, w roku 1880, a potem został badaczem kataklizmowego wybuchu i autorem monumentalnego dzieła o tym, opublikowanego w r. 1886.
Wulkaniczna aktywność Krakatoa.
Sztych zamieszczony w londyńskim ilustrowanym czasopiśmie The Graphic z 11 sierpnia 1883.
(D.W. Olson et al. "When the Sky Ran Red", Sky & Telescope, Feb. 2004)
11 sierpnia 1883, holederski kapitan piechoty H.J.G. Ferzenaar popłynął samotnie na Krakatoa, spędził tam noc i sporządził małą, prostą topograficzną mapę wyspy, ostatnią przez kataklizmowym wybuchem. Ferzenaar znalazł wiele przerażających oznak, iż szykuje się coś ogromnego: trzy buchające kratery – Danan, szczególnie potężnie. W skalnej powierzchni naliczył czternaście "wentyli" (obecnie zwanych fumarole), dymiących szarym i różowym dymem. 12 sierpnia Ferzenaar był ostatnią ludzką istotą, która przebywała na Krakatoa przed wybuchem. W piętnaście dni później wyspa praktycznie zniknęła z powierzchni morza.
Ostatnia na zawsze mapa Krakatoa,
naszkicowana przez przez H.J.G. Ferzenaar'a, 11 lub 12 sierpnia 1873.
(S. Winchester, Krakatoa...)
- U zarania "Globalnej wioski"
24 maja 1883 londyński The Times u dołu str. 12, podał drobnymi literami:
Wybuch wulkaniczny. Agent Lloyd's w Batavii, pod datą 23 maja, telegrafuje: "Silny wybuch wulkaniczny, Wyspa Krakatowa [sic!], Cieśnina Sunda."
To holenderski agent Lloyd's w Anjer i właściciel hotelu tamże, Mr. Schuit, był tym, który przygotował dłuższą depeszę (zachowała się) o wybuchu wulkanu. Użył w niej nazwy Krakatan, która uległa zmianie na Krakatowa (prawdopodobnie błąd operatora telegrafu) w pilnej, skróconej depeszy telegraficznej wysłanej do Londynu przez agenta Lloyd's w Batavii.Następnego dnia, 25 maja, The Times zmienił nazwę wyspy na Krakatoa i nazwa ta przyjęła się w większości świata, przynajmniej w anglojęzycznej jego części.
W tym punkcie Simon Winchester robi jednorozdziałową dygresję o sieci telegraficznej, podmorskiej i lądowej, która spowodowała prawdziwą rewolucję informacyjną. Już wtedy zaczęto użalać się na zalew i dobór informacji przesyłanej z całego świata alfabetem Morse'a. Był to swego rodzaju Wiktoriański Internet. Po prawdzie, właśnie już wtedy powstała "globalna wioska" – termin wprowadzony o wiele później, w roku 1960, przez Marshall'a McLuhan'a i odnoszący się to kurczenia się świata w wyniku istnienia telewizji (jeszcze przed-satelitarnej).
W momencie wybuchu Krakatoa cały Wschód (włączając Batavię) był telegraficznie połączony z czytającym gazety Zachodem. Pierwszym wielkim wydarzeniem, które wówczas drogą telegraficzną zafascynowało ów cały czytający gazety świat, był ów „pierwszy” wybuch wulkanu Krakatoa 20 maja 1883.
Winchester opisuje powstanie sieci telegraficznej i ówczesną technikę kładzenia kabli pod wodą. Omawia też powstanie agencji Juliusa Reutera (miała ona już wtedy przedstawiciela w Batavii!). To Reuter zadbał, że już 25 maja o wybuchu Krakatoa doniosły największe gazety w Stanach Zjednoczonych, Francji, Niemczech, Indiach i Południowej Afryce.
Jak pisze autor:
"Była to pierwsza relacja o prawdziwie ogromnym żywiołowym zdarzeniu, która zarówno była o świecie i światu została opowiedziana. Część tkaniny świata została rozerwana, zaś część tej samej planety, ta połączona kablem telegraficznym z dostępem do gazet, została o tym zdarzeniu poinformowana. Sam proces relacjonowania dramatycznych wydarzeń, szczególnie w następnych tygodniach i miesiącach, umożliwił wszystkim, którzy słyszeli, czytali o tym i to rozumieli, dzielenie okrutnej intymności owej chwili. Miliony ludzi, dotąd nieznanych sobie, zaczęło angażować się po raz pierwszy poza swoimi horyzontami; zaczęło zamieszkiwać nowy, poza siebie wypatrujący świat, który agencje prasowe i samo relacjonowane wydarzenie, niezamierzenie pomagały stworzyć."
Wspomnę tutaj, że ciekawostką dla mnie [amk] była informacja, że lądowa linia telegraficzna z Azji biegła w Europie przez Berdyczów we wschodniej Galicji i Warszawę, Emden w Holandii, pod wodą Kanału Angielskiego do Londynu. Wydaje mi się teraz, że stąd niegdyś powstało używane jeszcze w mojej młodości, a niezrozumiałe dla mnie powiedzenie, "Pisz do mnie na Berdyczów".Tymczasem Batavia nie spodziewała się niczego. Pod koniec lipca i w sierpniu 1883 balowała np. przy fontannie wody kolońskiej, oglądała sławny cyrk Anny Wilson. A w tymże niespodziewanie nastąpiła ogólna bijatyka cyrkowców, zaś niezwykły, mały słoń i jego treserka, zaczęli zachowywać się w sposób niewyjaśnienie ekscentryczny i agresywny.
- Kataklizm
Współczesna mapa Cieśniny Sunda i wybrzeży Jawy i Sumatry
Klik – Mapa Cieśniny Sunda na oddzielnej stronie
Agonia Krakatoa trwała dwadzieścia godzin i pięćdziesiąt sześć minut. Zakończyła się gigantycznym wybuchem o godzinie 10:02 rano czasu Batavii w poniedziałek 27 sierpnia 1883 3).Rozpoczęła się poprzedniego dnia, w niedzielę 26 sierpnia, o godzinie 1:06 po południu. Na lądzie huk pierwszego wybuchu usłyszał Dr J. P. van der Stock, dyrektor obserwatorium w Batavii i zanotował czas 1:06. Podobnie, wybuch usłyszał Dr Rogier Verbeek. Gazometry gazowej sieci Batavii zanotowały nagły wzrost ciśnienia pochodzący od ciśnienia zewnętrznego. Gazometry te dostarczyły ciągły zapis przebiegu powietrznych fal uderzeniowych od kolejnych wybuchów. Końcowy wybuch 27 sierpnia o godz. 10:02, spowodował wzrost ciśnienia o ok. 65 mmHg, wybijając samopisy gazometrów poza skalę na przesuwających się na ich bębnach wstęgach papieru.
Mr. Schruit, telegrafista w Anjer usłyszał gwałtowny huk i, odwróciwszy się, dostrzegł ogromną eksplozję góry-wulkanu z kłębiącym się białym dymem, "jakby wypuszczono z krateru tysiące białych balonów". Morze podnosiło się i opadało nagłymi pulsami. Messrs. Schruit i Schuit (miejscowy agent Lloyd's), pobiegli do stacji telegrafu Morse’a, by zawiadomić Batavię. W ciągu krótkiej chwili Anjer zostało objęte chmurą, zmieniającą barwę od białej do czarnej, w zależności, czy niosła głównie parę, czy wulkaniczny pył. Zatelegrafowali do centrali w Batavii (podany czas depeszy 2:00 popołudniu), która była już poinformowana, że działo się coś niezwykłego.
Na morzu, pasażerski wycieczkowy statek Gouverneur-Generaal London płynął do Telok Betong na Sumatrze, próbując omijać opady kamieni i popiołu z kłębów dymu, ale z powodu wzburzonego morza nie dopłynął tam. Jego kapitan zakotwiczył w zatoce Lampung Bay na Sumatrze. Kapitan brytyjskiego statku Medea oszacował, że kłęby dymu wznosiły się na wysokość 17 mil (trzykrotnie wyżej niż Mount Everest!); wyładowania elektryczne w chmurze wstrząsały jego statkiem.
O 5:00 po południu, tj. godzinę przed normalnym zmierzchem, na zachodnim wybrzeżu Jawy zapadły ciemności a na morze zaczęły spadać odłamki pumeksu. Na statki Gouverneur-Generaal London, Charles Bal i duński Marie posypał się z nieba ciężki, ostry i ciepły pumeks.
W niedzielę w nocy, kapitan W. J. Watson i jego statek Charles Bal był przez długi czas najbliżej Krakatoa (w odległości 10 mil), z tych, którzy wybuch przeżyli. Kapitan Watson dokonał szczegółowego zapisu, tyle, że ten różnił się o godzinę od innych, gdyż nie nastawił on chronometru na czas Batavii. (Międzynarodowe strefy czasu zostały ustalone i wprowadzone dopiero rok później.) [Poniżej podany jest czas Watsona poprawiony o tę godzinę.] Kapitan Watson pisze o huku, jakby trzaskającego ognia i artylerii, ciemności, opadzie "gradu" pumeksu, piasku i kamieni, tak że załoga musiała ochraniać głowy butami i kamizelkami ratunkowymi oraz osłonić szklane lufciki. W nocy z niedzieli na poniedziałek jego statek błądził w ciemnościach po morzu. O 10:00 w nocy dostrzegli wyspę Krakatoa. Między wyspą a niebem przebiegały łańcuchy ognia a po południowo-zachodnim niebie nieprzerwanie toczyły się kule białego ognia. Wiał gorący, duszący wiatr o zapachu siarki. Opadał żużel, głębinową sondę dna wyciągnięto gorącą. O 3:00 rano, huk stał się mniej ciągły, za to brzmiący jak oddzielne detonacje, a niebo raz czarne, za moment płonęło jasnością. Maszty statku świeciły tzw. ogniami św. Elma od elektrycznie naładowanych chmur. O 5:00 rano (27 sierpnia) dostrzegli wybrzeże Jawy i o 7:00 minęli latarnią morską Fourth Point, ale w nie otrzymali odpowiedzi na swą sygnalizację. O 7:30 minęli Anjer, bez śladów jakiegokolwiek ruchu na brzegu. O 9:15 minęli Button Island; morze wokół niej było gładkie jak stół, pogoda dobra, nie było opadu pumeksu ani żużla. O 10:15 usłyszeli przerażającą eksplozję z kierunku wyspy Krakatoa, wtedy odległej od statku o 30 mil. Dostrzegli falę nadbiegającą na Button Island i zalewającą całkowicie jej południową część. O 10:30 zapadła ciemność i zaczął się opad błota, piasku i "nie wiem czego." Zanim zapadła ciemność dostrzegli dwa statki w kierunku N i NW. Intensywny opad, huk i ciemność, rozjaśniana tylko błyskawicami, trwały do 12:30. Musieli chodzić po omacku po pokładzie, wyczuwając drogę rękami. O 4:00 po południu ukazał się horyzont. Ryk wulkanu przycichał, opad zmniejszył się. Następnej nocy, w odległości 75 mil od Krakatoa, statek wyglądał jak "zacementowany", ale, niewiarygodne, nikt z załogi nie ucierpiał.
Inne statki, nawet w większej odległości od Krakatoa, przeżyły bardziej dramatyczne chwile. Niemiecki Barbice, ocalał dzięki sprytowi kapitana Logan’a, który schował statek się za wysepką. Sternik został porażony piorunem. Jest historyczną ciekawostką, że oprócz ładunku parafiny Barbice przewoził na Jawę sadzonki herva brasiliensis, brazylijskiej gumy (kauczuku). Kataklizm kataklizmem, ale niedługo potem Jawa stała się ogromnym producentem gumy.
Na lądzie sytuacja pogarszała się szybko. Huk był ogłuszający, zaczęła szerzyć się panika, wyspa Krakatoa w oddali płonęła. 26 sierpnia o 6:00 wieczorem lina kablowa z Anjer do Batavii została przerwana przez maszt rzucanego na falach w przystani szkunera, właśnie gdy Mr. Schruit telegrafował, iż wybuch wulkanu nasila się. Choć Schruit widział szkuner i miejscowe łodzie ciskane w górę i w dół na falach, nie miał poczucia wielkiego niebezpieczeństwa, nie było też takiego poczucia wokół niego. Obmyślał jak w poniedziałek zorganizować naprawę kabla. Morze jednak nie przelewało się przez nabrzeża. Ciemność była kompletna, powietrze z popiołem, kamiennym pyłem i siarką, otumaniające, trujące.
Willem Beyerinck, z niemal przeciwległego Ketimbang na Sumatrze, w późniejszym obszernym raporcie mówił o domach zatopionych i zrujnowanych przez wodę w niedzielę po południu i o ludziach zmytych do morza. W oddali, za filarem chmury dymu, Beyerinck widział ryczącą i wybuchającą górę. Widział unoszące się i opadające lecz gładkie morze, ale mimo tej gładkości wielkie fale rozbijały się na plaży. Nie było sztormu ani wiatru, tylko niesamowite, "pokręcone" morze. Od późnego wieczoru, morze stawało się coraz bardziej przerażające. Gdy fale morskie zaczęły rozbijać ich rezydencję, Beyerinck zdecydował się uciec z rodziną do letniego szałasu, położonego na wysokim wzgórzu. Graniczyło z cudem, że o północy zdołali tam dotrzeć, topiąc się w ucieczce w wodzie i błocie. Wokół ich szałasu, tysiące miejscowych ludzi zawodziło z rozpaczy, niektórzy modlili się do Allaha. Rezydencja Beyerinck'a została zmyta ok. 2:00 w nocy, a o 6:00 rano miasto Ketimbang całkowicie zniknęło pod wodą. Kilku tylko z pozostałych w nim ludzi ocalało zbiegiem najdziwniejszych okoliczności.
W Telok Betong woda podeszła 10 metrów poniżej jednej z rezydencji, leżącej na 120-metrowym wzgórzu. Statki w przystani przechodziły koszmar, stłoczone w zatoczce tuż przy lądzie, z tubylczymi po części załogami przerażonymi ogniami św. Elma; podobnie działo się ze statkami na pełnym morzu, w dalszej odległości od Krakatoa.
* * *
Agonia Krakatoa miała kilka faz. Pierwsza faza 26 sierpnia od godziny 1 do 7 po południu była serią eksplozji i erupcji o stale nasilającej się mocy i częstości. Od wczesnego wieczoru rozpoczął się opad popiołu i pumeksu, jak potop z nieba. Od 8:00 wieczorem woda stała się głównym nośnikiem wulkanicznej energii a morze stało się niepowstrzymanie niszczące. Przed północą niesłyszalne, dźwiękowe fale uderzeniowe niskiej częstości powodowały nieprzerwane wibracje. W Batavii pękały szyby i gasły gazowe latarnie. Tymczasem huk wybuchu dotarł do Singapore, odległego o ponad 800 km. Około godziny 4:00 rano 27 czerwca istota eksplozji zmieniła się. Dźwięk stał się podobny do dudnienia rozpędzającej się parowej lokomotywy. O 4:56 gazometry w Batavii zanotowały potężną fale uderzeniową, sugerującą, że około tej chwili (biorąc pod uwagę różnicę czasu i odległość) coś istotnego zaszło głęboko wewnątrz wulkanu.W następnych godzinach przyszły trzy ogromne eksplozje i czwarta, ostatnia, kataklizmowa. Pierwsza z tych eksplozji nastąpiła o 5:30 rano. W jej wyniku miasto Ketimbang na Sumatrze zostało zatopione przez morze o 6:15 rano, a w niewiele minut później jego "zwierciadłowe" miasto Anjer na Jawie, po drugiej stronie Cieśniny Sunda. O 6:44, wkrótce po świcie, nastąpiła druga potężna eksplozja. O 7:00 rano na Batavię zaczął spadać pył wulkaniczny. O 8:20 rano nastąpiła trzecia eksplozja, od której w Batavii zatrzęsły się domy. W końcu o 10:02 nastąpił kataklizm.
Według licznych zgodnych raportów, dwie minuty wcześniej nad południową Sumatrą niebo kompletnie pociemniało. W Batavii również nagle zrobiło się ciemno i zimno; w ciągu czterech następnych godzin temperatura spadła o 15 oF.
Na statki Gouverneur-Generaal London i Marie w Lampung Bay opadł popiół i pumeks. Słychać było eksplozje, jak z baterii armat, pioruny strzelały latarnię morską Vlakke Hoek na Sumatrze. Latarnia Fourth Point, tuż na południe od Anjer, została zniszczona, wyrwana przez fale z fundamentu. O 10:00 następna gigantyczna fala opuściła Krakatoa i, zgodnie według wszystkich instrumentów, w dwie minuty później, nastąpiła eksplozja, najgłośniejsza w udokumentowanej historii.
Kapitan brytyjskiego statku Norham Castle zapisał w dzienniku okrętowym:
"Przerażająca eksplozja, przerażający dźwięk. Piszę to na ślepo w kompletnej ciemności. Jesteśmy w nieprzerwanym deszczu kamiennego pumeksu i pyłu. Wybuchy są tak gwałtowne, że połowie mojej załogi popękały bębenki. Moje ostatnie myśli są przy mojej ukochanej żonie. Jestem pewny, że nadszedł Dzień Sądu."
Wyspa Krakatoa w zasadzie zniknęła. 25 km3 (6 mil3) skały zostało zdmuchnięte w atmosferę, zamienione w pumeks, popiół i pył. Jak pisze autor, "większość wyspy została wysłana do przyszłego królestwa" (kingdom to come).* * *
W poniedziałek 27 sierpnia przed świtem (przed 6 rano), starszy wiekiem holenderski pilot statków z Anjer wyszedł na plażę, by zobaczyć co się dzieje. Ujrzał chmurę popiołu i płonącą górę na Krakatoa. A potem zobaczył coś, czego jako długoletni morski pilot nigdy nie widział. Zrelacjonował to później brytyjskiemu kapelanowi Batavii:"Patrząc na morze, poprzez mrok zauważyłem ciemny, czarny obiekt, który przesuwał się w stronę wybrzeża. Na pierwszy rzut oka, wyglądał jak niski łańcuch gór wystający z wody – ale wiedziałem, że nic takiego nie ma w tej części Cieśniny Sunda. Powtórne przyjrzenie się temu – i to bardzo pospieszne – przekonało mnie, że było to wyniosłe urwisko wody o wysokości wielu stóp."
Okręt Berouw holenderskiej marynarki
tuż przed pochwyceniem przez tsunami, 27 sierpnia 1873.
(S. Winchester, Krakatoa...)
* * *
W wyniku wybuchu Krakatoa zostało zniszczonych 165 wsi na wybrzeżach Sumatry i Jawy, 36,417 ludzi poniosło śmierć, wiele tysięcy zostało rannych, a jeszcze więcej zrujnowanych materialnie. Większość padła ofiarą olbrzymich, niszczących wszystko fal morskich, tzw. tsunami, wygenerowanych przez wulkan w ostatnią noc i poranek wybuchów. Właśnie pod tym względem – wygenerowania tsunami – wybuch Krakatoa był i nadal jest bardzo różny od innych katastrof wulkanicznych na świecie. Liczba zabitych była ogromna, ale najbardziej niezwykły, nieprzewidywalny dla wulkanu, był sposób w jaki zginęli. 35,000 ludzi zginęło w wyniku tsunami. (Była to połowa liczby ofiar morza po wszystkich kiedykolwiek zanotowanych wybuchach wulkanicznych na świecie; większość pozostałych ofiar powulkanicznych tsunami zginęła po wybuchach wulkanów w Japonii). Tylko około 1000 ludzi zginęło na południowej Sumatrze od wrzących popiołów, gazu, pumeksu i gorącego wiatru – typowej śmierci od wulkanu na lądzie. Lawa nie stanowiła zagrożenia, bo Krakatoa było niezamieszkałe. (W r. 1902 na wyspie Martinique na Karaibach, 28,000 mieszkańców St. Pierre zginęło od nagłego strumienia lawy.) Wcześniejszy, potężny wybuch Krakatoa 25 maja 1883, ze słupem dymu wysokości kilkunastu kilometrów, nie wywołał tsunami. Podobnie nie wywołał tsunami silniejszy wybuch wulkanu Tambora w r. 1815 na wyspie Sumbawa, 1100 km na wschód od Krakatoa.
Wulkan Tambora na wyspie Sumbawa.
Photo Space Shuttle Endeavour, STS047-0071-0083, September 1992.
Cztery wybuchy Krakatoa 27 sierpnia 1883 były inne. Mimo ogromnej objętości materiału skalnego i gazów wyrzuconych w atmosferę i wyemitowanej wielkiej ilości energii akustycznej, większość energii termicznej wulkanu zamieniła się w niewyobrażalną energię mechaniczną poruszenia oceanu.Woda oczywiście nie była jedynym gwałtownym nośnikiem energii Ziemi. Była też ogromna erupcja pumeksu – spieczonego czy wypalonego bazaltu, gabbro i andesytu – popiołu, pyłu i gazu. Były strumienie ciepła, palącego i spawającego razem wszystko po drodze. Był przeraźliwy huk o różnej tonacji (częstotliwości), słyszany w odległości tysięcy kilometrów. Huk wybuchu Krakatoa był prawie na pewno najgłośniejszy z kiedykolwiek doświadczonych przez człowieka.
Huk wybuchu słyszano w Saigonie, Manilii, Perth i Darwin. W Singapore w odległości ok. 800 km, nie można było usłyszeć się przez telefon i spadł popiół wulkaniczny. Lokalny raport policyjny zanotował, że 27 sierpnia 1883 huk wybuchu był słyszany na wyspie Rodriquez na Oceanie Indyjskim, 2,968 mil (4,800 km) od Krakatoa. To tak, jakby w Filadelfii usłyszano wybuch w San Francisco, lub w Vancouver usłyszano wybuch w Halifax nad Atlantykiem. Dla porównania, potężny wybuch Mount St. Helen's w Washington State w maju 1980 r. nie był słyszalny poza łańcuchami górskimi wokół tej góry.
Fale uderzeniowe (shock waves), będące w istocie pulsami ciśnienia powietrza, okrążyły w atmosferze glob siedmiokrotnie (z wyliczoną potem prędkością ponad 1000 km/godz.) i zostały zarejestrowane przez wszystkie, działające już wtedy barografy. Było to jakby potężne trzęsienie ziemi w powietrzu, trwające przez piętnaście dni po wybuchu.
Drugi rodzaj fal uderzeniowych rozchodził się w wodzie – od tsunami w okolicy wulkanu, do wysokich fal w Adenie i małych zaburzeń zaobserwowanych aż w Kanale Angielskim (La Manche). Prędkość rozchodzenia się fal morskich zależy z grubsza od pierwiastka głębokości wody. W Cieśninie Sunda wynosiła ok. 100 km/godz., czyli zajęło tylko pół godziny, zanim tsunami dosięgło najbliższego lądu Sumatry czy Jawy. Całe wybrzeża Jawy i Sumatry przylegające do Cieśniny Sunda zostały zatopione przez kolejne, cztery tsunami. Zniknęły miasta Ketimbang, Telok Betong, Merak, Tjeringin, spora część Anjer. Zaburzenia powierzchni morza rozchodziły się bardziej na zachód niż na wschód od Krakatoa. Na wschód bowiem istniała bariera wysp Wielkiego Archipelagu Sundajskiego, a na zachód był otwarty Ocean Indyjski. Niedaleko, w Batavii, na północnym wybrzeżu Jawy, fale były tylko około 2.5 metrowe.
* * *
Obraz gigantycznego zniszczenia został później poskładany z różnych relacji ocalałych ludzi i z oficjalnych raportów urzędników kolonialnych i dyplomatów w Batavii.Już o 1:00 w południe 26 sierpnia, w Anjer, Mr. Schruit zauważył, że morze zachowuje nierówno, dziwacznie. Mr. Beyerinck w Ketimbang zauważył coś niezwykłego: pozornie gładkie, unoszące się i opadające morze rozbijało się o przystań. Po zmroku, od godziny 7:00 morze stało się bardzo wzburzone, rzucając w przystani w Anjer łodziami i szkunerem, którego maszt zerwał kabel telegraficzny. W Tjeringin na południe od Anjer, domy w pobliżu morza zostały rozbite przez fale. O 7:30 wieczorem w kamieniołomie przy plaży pod Merak na Jawie (po północno-wschodniej stronie Cieśniny Sunda), morze zatopiło wszystkich chińskich robotników, pracujących jeszcze nawet w tych warunkach. Były to prawdopodobnie pierwsze ofiary tej nocy śmierci. Potem nastąpiła przerwa i morze stało się znowu gładkie. 27 sierpnia o 1:00 rano Mr. Schruit zauważył oscylacje powierzchni wody, a od 1:30 morze znowu rozpoczęło zniszczenie na Sumatrze w lejkowatej Lampung Bay aż po Telong Betong. Wtedy to Beyerinck z rodziną zaczęli uciekać do swojego szałasu na wzgórzu. O 5:30 nastąpił pierwszy wybuch. Wyglądało na to, że wysoka na 800 m góra na Krakatoa zaczęła pulsować wewnątrz, przekazując te pulsacje morzu, tak wywołując pierwsze tsunami. Amplituda i objętość pulsującej wody powiększały się z każdym pulsem wulkanu. Niemal w koincydencji z kolejnymi wybuchami wulkanu, cztery gigantyczne tsunami – wysokie, niepowstrzymalne, ruchome ściany morskiej wody, setki miliardów ton wody – uderzyły w zamieszkałe wybrzeża.
Nie jest jasne, które z kolejnych czterech tsunami spowodowało najwięcej zniszczenia i zatopiło najwięcej ludzi. Drugie tsunami, około 7:45 rano, na oczach załogi i pasażerów statku Gouverneur-Generaal London zatopiło miasto Telok Betong. Fale zerwały z boi w zatoce i uniosły uzbrojony parowiec holenderskiej marynarki Berouw i rzuciły 2 400 m w głąb lądu na korony drzew kokosowych w ujścia rzeki Koeripan. Cała, 28-osobowa załoga zginęła wewnątrz statku od uderzeń o ściany i utopienia w błocie, które wdarło się do wnętrza statku. (Zardzewiały, choć nie bardzo uszkodzony parowiec stał w dżungli jeszcze w roku 1939 a jego resztki były tam jeszcze w latach 1980).
Berouw w dżungli pod Telok Betong na Sumatrze,
Wyrzucony przez tsunami, wrak znajdował się tam jeszcze w latach 1980.
(S. Winchester, Krakatoa...)
Trzecie tsunami zatopiło całe miasto Merak, gdzie poprzedniego wieczoru morze zatopiło kamieniołom na wybrzeżu. Tym razem wszyscy, 2700 mieszkańców, poza dwoma, zginęli. Zginęło tam trzynaścioro Europejczyków (wszyscy poza jednym), którzy schronili się w swych murowanych domach, na 35 metrowych wzgórzach. Ściana wody tsunami miała 40 metrów wysokości. Ostatnie tsunami, wygenerowane przez wulkan tuż przed kataklizmowym wybuchem o 10:02, było największe, ale większość ofiar już wtedy prawdopodobnie nie żyła. O 10:30, po ostatecznym wybuchu, to czwarte tsunami ponownie zatopiło Merak. O 11:03 dosięgło znowu Telok Betong. Istnieje relacja pewnego Europejczyka z Telok Betong o panicznej ucieczce ocalałych jeszcze wtedy ludzi, ucieczce w śmierć; on ocalał, dobiegłszy szczytu jakiegoś wzgórza. Anjer przepadło całe, w Tjeringin ocalał jeden dom.* * *
Wielkie i mniejsze "tratwy" pływającego pumeksu – spieczonego bazaltu, gabbro i andesytu powoli dryfowały po morzu z rejonu Krakatoa, gdzie opadły pierwsze jako najcięższe, gorące jeszcze produkty wybuchu. Potem zostały wyrzucone przez ocean na plażach wysp, a po roku czasu na południowo-wschodnim wybrzeżu Afryki, np. w Zanzibarze. W licznych przypadkach, duże kawałki pumeksu zawierały "wtopiony" w nie tragiczny ładunek: nierozponawalne szczątki ludzkie, kości tysięcy Jawajczyków, Sumatrańczyków, Holendrów i Chińczyków, którzy przepadli w tsunami 27 sierpnia 1883. Wyglądało na to, że niektórzy, w momencie śmierci znajdowali się w mniejszych, czy większych grupach. Po drugiej stronie cieśniny, na wyspach Mikronezji na Pacyfiku w r. 1884 wyrzucane były ogromne, grube płyty pumeksu, niektóre z resztkami drzew z Krakatoa. Kawałki pumeksu wklinowywały się w korzenie pływających drzew. W różnych miejscach na oceanie statki przedzierały się przez "akry pól pumeksu", niektóre ze szczątkami ludzi, czasem nawet w resztkach marynarskich kombinezonów. Zachowały się raporty kapitanów statków mówiące o napotkanych na morzu setkach martwych ciał. Krakatoa, w przeciwieństwie do innych wulkanów po wybuchu, już nawet nie dymiła.* * *
Po siedmiu tygodniach po wybuchu, Dr Rogier Verbeek i kilku jego współpracowników zaczęli badać, co się naprawdę wydarzyło. Południowa ćwiartka Krakatoa istniała nadal, odcięta jak nożem od reszty, której już nie było. Od południa, szczyt Rakata wyglądał tak jak wcześniej, ale na północ od niego wszystko zniknęło. Dawne kratery (wierzchołki) Danan i Perboewatan przestały istnieć. Podobnie zniknęła pobliska skalista wysepka nazywana dla swego kształtu Polish Hat. Północna ściana Rakata stała się prawie pionowa, trójkątna w przekroju, poprzecinana pionową i radialną siecią rowów wypełnionych lawą. Wokół zostało morze bez śladu życia. W obszernym raporcie z r. 1886, Rogier Vrebeek opisał to wszystko szczegółowo i zasugerował, że większość wyspy zniknęła pod wodą, a nie została wyrzucona w atmosferę. Zasugerował również, iż niezwykła siła eksplozji spowodowana została nagłym zmieszaniem się wody morskiej z podmorską magmą, co wytworzyło ogromne ilości przegrzanej pary. Choć Dr Verbeek nie włączył w to plate tectonics – bo jej nie znał – to w swej teorii nagłego wdarcia się wody morskiej do komory magmowej wyprzedził o sto lat jedną z współczesnych teorii siły wybuchu Krakatoa.* * *
W atmosferze Ziemi pozostał długotrwały efekt wybuchu. 25 km3 materiału skalnego, zamienionego w popiół i pył cząstek o mikronowej średnicy, poszło w pośrednie warstwy ziemskiej atmosfery, na wysokość 40-50 km i tam pozostało, rozprzestrzeniając się przez długi czas, głównie na zachód, zgodnie z kierunkiem obrotu Ziemi. W atmosferze skutek był długotrwały i bardziej homogeniczny niż na oceanie. Przez następne kilka miesięcy na obu półkulach, północnej i południowej, zaobserwowano niezwykłe kolorystycznie efekty świecenia nieba przy wschodach i zachodach Słońca, szczególnie przy zachodach. Pasma niesamowitych, często "krwawych" kolorów obserwowano na niebie m.in. w Nowym Jorku, Toronto, na Hawajach, w Anglii, Norwegii, nawet na Syberii. Nasilenie tych efektów nastąpiło w listopadzie i grudniu 1883. Były to efekty optyczne, szczególnie refrakcji, na cząstkach pyłu, którego miliony ton wulkan wyrzucił w atmosferę. Znany raport The Royal Society w Londynie o efektach wybuchu Krakatoa w atmosferze w latach 1883-1886, The Eruption of Krakatoa and Subsequent Phenomena (1888), cytuje ok. 800 miejsc takich niezwykłych obserwacji. Na żywo, kolory te odmalował Frederic Edwin Church nad Jeziorem Ontario w Toronto w Kanadzie. William Ascroft w Anglii namalował w sumie ok. 500 akwarel nieba, serie w krótkich odstępach czasu, często tego samego wieczoru.Prawdopodobnie po dziesięciu latach wrócił do tych efektów na wieczornym niebie norweski malarz Edvard Munch w swoim słynnym obrazie Krzyk. (Bardziej szczegółowy opis tego świecenia zamieszczony został w artykule w Zwojach 38 o Krzyku Edvarda Muncha)
* * *
Wybuch Krakatoa miał poważny efekt klimatyczny. Znaczne ochłodzenie zaobserwowano w Batavii już w rankiem 27 sierpnia, jeszcze w godzinach wybuchów: 65 oF, tj. o 15 oF chłodniej niż normalnie. Gęsta chmura wisiała nad miastem przez wiele dni po wybuchu. Trudno sobie wyobrazić ten efekt 4).Jak wyliczono a posteriori, globalna średnia temperatura roku po wybuchu Krakatoa obniżyła się o około 1 oF. Przypuszcza się, że w roku 1815 potężniejszy wybuch Tambora na wyspie Sumbawa obniżył średnią globalną temperaturą o ok. 1 oC i był przyczyną odnotowanej, rozprzestrzenionej klęski nieurodzaju i głodu. Rok 1815 został nazwany "rokiem bez lata"; z oszacowanej liczby 92,000 ofiar wybuchu Tambora, 82,000 umarło wtedy z głodu. Asymetryczne słoje drzew potwierdzają wolniejszy wzrost drzew i implicite zimniejsze lata 1815 i 1883, tj. po wybuchu Tambora i Krakatoa. Wybuch Tambora (o którym niewiele wiadomo z uwagi na brak świadków i relacji) szacowany jest na Volcanic Explosivity Index VEI = 7.0, zaś wybuch Krakatoa na VEI = 6.0 – 6.5. VEI uwzględnia ilość wulkanicznego materiału wyrzuconego w wybuchu i wysokość, na jaką został wyrzucony w atmosferę.
- Dlaczego Krakatoa ?
Na podstawie dzisiejszego stanu wiedzy Simon Winchester analizuje przyczyny wybuchu Krakatoa. "Dlaczego Krakatoa wydarzyła się?" – pyta.
Zaczyna od uznania za prawdziwy aforyzm Willa Duranta: "Cywilizacja istnieje za zgodą geologii, a to może się zmienić bez zapowiedzi." Nie mniej, autor udowadnia, że pomimo okrutnych kaprysów, nasza planeta znajduje się w wyjątkowo szczęśliwej sytuacji astronomicznej i geologicznej. Chodzi o idealne położenie Ziemi względem Słońca w Układzie Słonecznym (ciepło słoneczne i grawitacja), rozmiar Ziemi (grawitacja), procesy geologiczne, które doprowadziły do jej powstania i, głównie poprzez zapewnianie równowagi termicznej, umożliwiają podtrzymanie życia. Wulkany i plate tectonics (łącząca w sobie chemię i fizykę Ziemi), mają w tym kluczowy udział, nie tylko przez ukształtowanie topografii, ale szczególnie przez procesy "przeróbki" i koegzystencji litosfery i biosfery Ziemi. W subduction zones na krawędziach płyt tektonicznych, skorupa ziemska jest ciągle niszczona i regenerowana przez procesy konwekcyjne. Subduction zones są długie lecz wąskie, o łącznej powierzchni tylko ok. 3 miliony km2. Autor opisuje przebieg subduction zones na Ziemi. 1400 z 1500 historycznie aktywnych wulkanów znajduje się nad subduction zones. Na samej Jawie znajduje się 21 czynnych wulkanów. Mimo zagrożenia, w pobliżu tych wulkanów mieszka ogromna liczba ludzi, choćby tylko dla wyjątkowo urodzajnej wulkanicznej gleby.
* * *
Wulkan Krakatoa wybuchnął ponieważ przesuwająca się na północ Płyta Oceaniczna Indo-Australijska zderza się od sześćdziesięciu milionów lat z częścią Płyty Azjatyckiej, na której leży Sumatra. Cięższa Płyta Oceaniczna, zatapiając się pod lżejszą i cieplejszą Płytę Azjatycką, zabiera z sobą niewielki, klinowaty płat Sumatry, zdarty lub wymyty z krawędzi Płyty Azjatyckiej. Zabiera z sobą również piasek i glinę z wybrzeża Sumatry, i wodę chemicznie w nich związaną. Tworzy się pewien amalgamat zimnego i ciężkiego bazaltu z Płyty Oceanicznej, lżejszych granitowych skał ze skorupy Sumatry oraz piasku, gliny, wapienia, wody i powietrza, który zapada się w dół. I wtedy wszystko zaczyna się zmieniać. Dzięki wodzie obniża się gęstość krawędziowego płatu Sumatry i jej skała staje się słabsza i mniej sztywna. Tworzy się znakomita droga ujścia dla częściowo stopionej skały spod płyt tektonicznych, która topi się dalej dzięki dekompresji. Rozpuszczony dwutlenek węgla i woda zamieniają się w gaz i cały ten pienisty koktajl staje się wybuchowy. Od czasu do czasu przez słaby punkt gwałtownie wylatuje do atmosfery.Taka jest w wielkim przybliżeniu natura wulkanu nad subduction zone, w szczególności Krakatoa u wybrzeży Sumatry. Geografia wyspy przed wybuchem r. 1883 może wskazywać na to, iż niegdyś istniała "super" Krakatoa. Po jej wybuchu, powstały trzy szczyty, Rakata, Danan i Perboewatan. Każdy stał się potencjalnym ujściem dla gigantycznej komory z magmą pod Krakatoa sprzed r. 1883. Obecna teoria niezwykłej mocy wybuchu z 27 sierpnia 1883 twierdzi, że w momencie zapadania się skorupy, tuż przed wybuchem, woda morska zdołała wedrzeć się do tej komory magmowej i to stało się przyczyną tej najgłośniejszej eksplozji i fal tsunami. Eksperymenty laboratoryjne sugerują również nagły wtrysk płynnego bazaltu z głębi do podstawy komory magmowej, powodujący gwałtowny, pienisty prąd konwekcyjny materiału i momentalne pęknięcie stropu komory magmowej.
Ponadto, Krakatoa leży na "zawiasie", wokół którego Sumatra i Jawa prawdopodobnie zamykają się, jak książka, na północny-wschód. W dnie Cieśniny Sunda istnieje skomplikowana sieć uskoków geologicznych, która o tym świadczy. Dlatego może ta cieśnina w ogóle istnieje zamiast pojedynczej wyspy z Sumatry i Jawy. Jest aż niezrozumiałe, że była tylko jedna wyspa Krakatoa z kataklizmowym wybuchem. Wszystko to jest przedmiotem najnowszych badań, m.in. z użyciem superdokładnego Global Positioning System.
Zanim w ostatnim rozdziale Winchester przedyskutuje problem "Syna Krakatoa", najpierw przedstawia, jak w wyniku kataklizmowego wybuchu roku 1883, spora część muzułmańskiej ludności Archpelagu "zwróciła się" do ortodoksyjnej Mekki.
- Krakatoa a Islam
Wydaje się, że to właśnie na Jawie, wśród bardzo gorliwych muzułmanów w Banten, rozpoczęły się wojownicze i antyzachodnie (antyeuropejskie) ruchy religijno-polityczne. Powodem była oczywiście nędza, kolonialno-imperialny wyzysk, ucisk i korupcja oraz ogólne wzburzenie. Na Jawie i Sumatrze doszedł jeszcze do tego ogólny niepokój spowodowany wydarzeniem... geologicznym – kataklizmowym wybuchem Krakatoa. Wybuch został przyjęty jako posłanie z niebios, zakorzenione w Islamie i w lokalnym mistycyzmie zrujnowanych ludzi. Stał się katalizatorem potraktowania przez nich Islamu jako religijnego sztandaru zjednoczenia się przeciwko niewiernym i opresyjnym Holendrom.
Niektórzy Holendrzy zdawali byli sobie już wcześniej sprawę z nieprawości ich systemu kolonialnego. W roku 1860, młody kolonialny urzędnik, E.D. Dekker, opublikował pod pseudonimem krótką powieść pt. Max Havelaar, która była gwałtownym oskarżeniem holenderskiego systemu kolonialnego, tyranii na plantacjach, korupcji. I, oczywiście, była wołaniem o reformy. Książka ta wywołała szok w Holandii – od króla i parlamentu, do społeczeństwa. Chociaż odważnego autora społecznie wyklęto i zmuszono do emigracji do Niemiec, to w latach 1860. w holenderskich Indiach Wschodnich – wprowadzono pewne reformy, szczególnie dotyczące plantacji i handlu. Było to jednak typowe w takich sytuacjach – za mało i za późno. Do tego później doszła Krakatoa.
W latach przed wybuchem Krakatoa ortodoksyjni muzułmanie, szczególnie z rejonu Banten, zdecydowali się agitować z oczywistym celem sprawiania Holendrom możliwie największych kłopotów. Mimo, że w ogólności pewne życiowe rygory Islamu zostały na wyspach naturalnie złagodzone wpływami hinduizmu i buddyzmu, lokalnych przesądów i codzienności, to znaleźli szerszy posłuch. Na wyspach Archipelagu żyli muzułmanie nawróceni przed 300-400 laty, i choć niezwykle liczni, szukali przewodnictwa, przynajmniej duchowego u Arabów – muzułmanów od zarania – zawsze chętnych do wręcz imperialnej ekspansji. Pewne schematy tego trwają i powtarzają się w świecie i dzisiaj, na inną już skalę i z o wiele poważniejszymi skutkami.
Liczni pielgrzymi z holenderskich Indii Wschodnich płynęli do Mekki i wracali stamtąd "zarabizowani." Mułłowie w Mekce przyjmowali ich jako potencjalnych szerzycieli fundamentalnego Islamu na dalekich ale ludnych wyspach, także zwróconego przeciwko niewiernym Holendrom. (Notabene, statek Lorda Jima, Patna, przewoził muzułmańskich pielgrzymów z "pewnego wschodniego portu".)
* * *
Wybuch Krakatoa nastąpił w kilka lat po okresie aktywności jawajskiego mistyka Hajji Abdul Karim, który w korzennym porcie Banten był przywódcą lokalnego ruchu sufijskiego. Wykształcony od dziecka w Mekce w teologii islamskiej i mówiący biegle po arabsku, wrócił do Banten i, ku zaniepokojeniu Holendrów, stał się obiektem pielgrzymek. Nawoływał do pobożności, ortodoksji i ascetyzmu. Przepowiadał, że wkrótce zjawi się Mahdi, postać mesjańska, który zbawi świat od bezbożności w ostatnich dniach istnienia tegoż świata. Przypominał, że nauka Islamu o nadejściu Mahdiego i jego wojnie z niewiernymi mówi o konkretnych oznakach: "Nadejdą choroby bydła. Będą potopy. Będzie deszcz koloru krwi. Wulkany wybuchną. Ludzie poginą." Wszystko to, na kataklizmową skalę, włącznie z pomorem bydła, nastąpiło na zachodnim wybrzeżu Jawy i południowo-wschodnim Sumatry w wybuchu Krakatoa lub po nim. Choć Abdul Karim wrócił już był w 1876 r. do Mekki, jego nauki były nadal rozpowszechniane, jego uczniowie działali, jego przepowiednie z Pisma spełniły się.* * *
Po wybuchu Krakatoa, holenderska administracja kolonialna sprawnie zorganizowała grzebanie ofiar i pomoc dla ocalałych. Dalsza pomoc napłynęła z Holandii. Odbudowano latarnię morską Fourth Point w pobliżu Anjer i po części samo miasto. Naprawiono linie telegraficzne. Potem jednak wszystko wróciło do dawnego i tubylcy zostali praktycznie pozostawieni samym sobie. Wtedy fanatycznie zwrócili się po przewodnictwo do swojej religii Islamu i jej centrum – Mekki To był bardzo istotny, polityczny i religijny wynik eksplozji Krakatoa.2 października 1883, jeszcze w okresie nieźle zorganizowanej pomocy holenderskiej, na targu w miasteczku Serang na Sumatrze, niedaleko Banten, jakiś mężczyzna cały ubrany na biało (męczeński strój w Islamie), zasztyletował holenderskiego żołnierza kupującego tytoń. Napastnik zniknął w tłumie. Żołnierze garnizonu aresztowali kilku znanych malkontentów. W sześć tygodni później historia powtórzyła się. Ubrany na biało napastnik wtargnął do kwatery garnizonu i nożem ciężko zranił wartownika, tubylca. Schwytano go i przesłuchano. Jako motyw ataku ustalono "skrajną gorliwość religijną." Było to coś bezprecendensowego a oficerowie zasugerowali, by władze miały się stale na baczności.
Mieli rację. Policja holenderska w Banten przechwyciła podburzające listy pisane po arabsku przez arabskich fundamentalistów. Był to wczesny zwiastun długiej i gwałtownej rebelii na zachodniej Jawie, która wybuchła dopiero w pięć lat później, w r. 1888. Zaczęła się w wiosce Sanedja, przedmieściu dzisiejszego przemysłowego miasta Cilegon na Sumatrze. Przecięto druty telegraficzne a potem wymordowano nożami dwudziestu czterech Holendrów, włącznie z niemowlętami. Zwłoki włóczono po ulicach. Jakby początek teroryzmu islamskiego Rebelię stłumiono, Holendrzy wprowadzili pewne reformy.
Ta rebelia, znana jako Banteńska Rewolta Chłopska, uchodzi za punkt zwrotny w kolonialnej historii tej części świata, choć dosyć szybko została stłumiona przez Holendrów. Był to również ważny moment dla Islamu, który w tym okresie zaangażował się w wydarzenia polityczne w różnych rejonach Azji i Afryki.
W r. 1892, holenderski nauczyciel R.A. van Schlick, który widział był wybuch Krakatoa z pokładu statku Gouverneur-Generaal London, opublikował książkę Żałość i miłość w Banten, w której napisał o związkach pomiędzy wybuchem Krakatoa, tragedią ofiar, przepowiedniami Abdul Karima i nauczaniem islamskich mułłów.
Bez wątpienia, wybuch Krakatoa rozniecił polityczne i wojowniczo-religijne ruchy, które doprowadziły do wypędzenia Holendrów z tej części świata i powstania w r. 1949 niepodległej Indonezji. Do dziś pozostał po tych ruchach fundamentalny i wojujący Islam na Jawie, Sumatrze i innych wyspach Archipelagu Sundajskiego.
- Anak Krakatoa
Po wybuchu wulkanu pozostały tylko fragmenty dawnej Krakatoa i gładkie morze, gdzie zapadła się większa część wyspy, poza tą jej frakcją, która wyleciała w powietrze. Nikt nie miał odwagi tam popłynąć, marynarze handlowych statków omijali to miejsce tak szybko, jak tylko mogli. Upłynęło wiele miesięcy, zanim miejscowi rybacy powrócili na te wody w swych łodziach zwanych prahus.
Przez prawie 44 lata nic się tam nie działo. 29 czerwca 1927, rybacy niespodziewanie dostrzegli wszędzie wokoło ogromne pęcherze gazu, które z hukiem i dudnieniem wydobywały na powierzchnię morza, rozrywając się w chmury siarkowego gazu i popiołu. Morze stało się gorące, para wznosiła się w pobliżu najgwałtowniejszych bąbli. Przerażeni rybacy twierdzili, że stało się to na miejscu dawnego krateru Danan, gdzie od wybuchu sterczało z morza kilka niskich, trzymetrowych, skalnych filarów nazwanych Bo'sun's Rock, jedyna ostrzegająca pozostałość po kalderze wulkanu – zapadniętym kraterze Krakatoa.
Owe gwałtowne bąble były pierwszą oznaką tego, że podmorski wulkan na miejscu Krakatoa odbudowywał się. Dr Rogier Verbeek (zmarły w r. 1926) przewidział to już był w swym raporcie z r. 1886. Jednakże w r. 1919 sondowanie morza w pobliżu Bo'sun's Rock wykazało tam tylko istnienie podwodnego urwiska w kształcie podkowy. W następnych miesiącach r. 1927 podwodna aktywność zwiększyła się: bąble stały się gwałtowniejsze, pojawiła się para i czarna piana. Strugi popiołu i pumeksu rozchodziły się wśród fal. Stożki wody wyrzucane były na wysokość 20 m, a strumienie zawartego w nich magmowego materiału dwukrotnie wyżej. Później na morzu pojawiły się płomienie, niekiedy słupy ognia, jakby płonęła rozlana ropa naftowa.
26 stycznia 1928, pęcherze gazu i strugi stałego materiału przeistoczyły się w popiół i skałę, która „przebiła się” na powierzchnię morza. Rozmiary skały szybko powiększały się i uformowały łukowatą wyspę długości 150 m i wysokości 3 m, w kształcie zakrzywionej szabli. Geolog i geofizyk W.A. Petroeschevsky, który akurat był w pobliżu w momencie narodzin wyspy, nazwał ją w Javanese Anak Krakatoa – "Syn Krakatoa". I choć już w lutym 1928, owa oryginalna wyspa zniknęła pod wodą rozmyta oceanem, nazwa przetrwała i przeszła na jej kolejną następczynię – wyspę istniejącą do dzisiaj.
3 lutego 1928 naliczono 11,791 detonacji. Pojawiła się druga wyspa, która przetrwała do maja 1928. 25 czerwca 1928, naliczono 14,269 detonacji – 10 słabych wybuchów na minutę! Trzecia wyspa przetrwała do początków sierpnia 1930.
11 sierpnia 1930 seria podmorskich wybuchów utworzyła czwartą wyspę w kształcie pączka. Następnego dnia nastąpiła ogromna eksplozja z tzw. cock's tail jets, które wyrzuciły materiał wulkaniczny w obramowaniu pary na wysokość ok. 1500 m. Materiał ten opadł na tę nową wyspę. To utrwaliło tego kolejnego Anak Krakatoa. Odtąd wulkanicznego materiału przybywa szybciej, niż rozmywa go morze. Anak Krakatoa stał się permanentną wyspą, jeśli można tu w ogóle mówić o permanentności. Wyspę tę zaznaczono na mapach morskich i w atlasach. Jest to w istocie nadzwyczaj czynny wulkan, który rośnie gwałtownie i niepowstrzymalnie. W r. 1930 wyspa miała 20 m wysokości, a w r. 1950 – 150 m wysokości i milę długości. W r. 1953 nastąpiła na Anak Krakatoa seria niszczycielskich wybuchów wulkanicznych. Obecnie, Anak Krakatoa ma ponad 450 m wysokości i podwójny krater.
Szkicowa mapa Krakatoa przed i po wybuchu.
(US Geological Service)* * *
Pozostałość z dawnej Krakatoa – Rakata – była sterylna, wypalona przez wulkan 27 sierpnia 1883. Można było obserwować, jak życie odradzało się i jakie były różnice pomiędzy życiem wracającym na Rakatę i rozpoczynającym się od nowa na Anak Krakatoa. Przed wybuchem, Krakatoa pokryte było tropikalną dżunglą, taką jak na Sumatrze. Sześć tygodni po wybuchu, Dr Rogier Verbeek widział na Krakatoa strugi gorącej lawy i błota oraz warstwy popiołu na plaży – bez śladu życia. Jednak, to nie pełen wiedzy i poświecenia Verbeek, a belgijski biolog Edmond Cotteau, w maju 1884 pierwszy dostrzegł na Rakata żywą istotę – pojedynczego, mikroskopowego, tzw. baloniastego pająka: Nephila maculata. Z biegiem czasu powróciły tam i inne formy życia. Wydaje się nieprawdopodobne, by jakiekolwiek życie przetrwało lawę, ogromną temperaturę i grube warstwy popiołu, choć istnieje teoria, że pewne formy roślinne przetrzymały wybuch na górnych stokach wyspy. Nie sposób tej teorii dowieść ani obalić, gdyż po wybuchu nie zbadano dokładnie pozostałości wyspy. Nowe życie prawdopodobniej wróciło na Krakatoa w mikroformie, przyniesione wiatrem, wyrzucone przez morze, ptaki, itd. W 1886 roku naliczono na Krakatoa 15 kwitnących roślin i krzewów. W roku 1906 był już stale wzrastający tropikalny las. Obecnie jest tam dżungla, nawet na plażach istnieje tropikalna wegetacja. Są owady, ptaki, węże (wytrzymali pływacy!) i duże płazy. Krakatoa zostało wciągnięte w obszar indonezyjskiego Parku Narodowego Ujung Kulon.Wyłoniona z głębiny wyspa Anak Krakatoa zafascynowała nie tylko geologów, lecz również biologów, gdyż w momencie powstania z morza była sterylna, biologicznie martwy, dosłowna tabula rasa, gotowa na przyjęcie nowego życia. Wkrótce po wyrośnięciu czwartej Anak Krakatoa w sierpniu 1930, Syer Bristowe odkrył tam chrząszcza, komara, mrówki i trzy gatunki pająków. W piętnaście miesięcy później północne wybrzeże Anak Krakatoa było "zaśmiecone" pływającymi kikutami drzew, łodygami bambusa, korzeniami, gnijącymi owocami, itp.; piętnaście różnych nasion wypuściło pędy. Nawet dla straszliwego wulkanu życie okazuje się niemożliwe do unicestwienia, odradza się. Przyroda dostarcza zarodków życia, los je roznosi...
Późniejsze serie wybuchów wulkanicznych, najpotężniejsza w r. 1953, niszczyły życie na Anak Krakatoa. W r. 1959 krater wyrzucał czarny dym na wysokość 600 m. Jednakże, obawy wybuchu i niepokoje polityczne w Indonezji powstrzymywały badania naukowe, które rozpoczęły się na dobre dopiero w latach 1980. Badania w tym niezwykłym, naturalnym laboratorium stworzonym przez kataklizm trwają do dnia dzisiejszego.
Od lat 1960. geologiczna struktura Anak Krakatoa zmieniła się znowu. Czarna lawa zaczęła w sposób ciągły spływać z krateru do morza, krzepnąc po drodze i niszcząc wegetację na dużym obszarze. Eksperymentalnie stwierdzono, że na tej skrzepłej lawie pierwsze pojawiają się insekty. Insekty okazują się najwytrzymalsze i najzdolniejsze do adaptacji; zjawisko zresztą znane, np. na miejscach prób z bronią jądrową.
W latach 1970. i 1990., szczególnie w r. 1978, 1979 i 1993, nastąpiły na Anak Krakatoa dalsze silne wybuchy. Wulkan jest aktywny, ciągle dymi w mniejszym lub większym stopniu. Słabsze detonacje mają miejsce niemal każdego dnia.
Anak Krakatoa, 1996
(Photo: Nick Varley)
Anak Krakatoa
(Photo: Robert Decker)
Anak Krakatoa jest ciągłym zagrożeniem. Indonezyjscy i amerykańscy geologowie zainstalowali na wyspie szeregi amerykańskich czujników sejsmicznych, które mają alarmować indonezyjskie służby o nadzwyczajnym zagrożeniu. Na wybrzeżu Jawy, na północ od Carita, uruchomiono zdalne obserwatorium wulkanu Anak Krakatoa z sejsmografami i... stałym dyżurem Indonezyjczyka, który obserwuje samopisy sejsmografu i sam wulkan Anak Krakatoa w oddali zamglonej Cieśniny Sunda.Tymczasem wulkan na Anak Krakatoa rośnie w górę z szybkością 12 cm na tydzień. Pewnego dnia, i pewnie niespodziewanie, wybuchnie z potworną mocą. Jest pewne, że wybuchnie. Pytanie bez odpowiedzi: Kiedy?...
kwiecień 2004
- Przypisy:
- Ku memu zaskoczeniu nie ma w tym spisie literatury dosyć fundamentalnej historii morskiego imperium Holandii:
C.R. Boxer: The Dutch Seaborne Empire 1600–1800, Hutchison of London, 1965.
Istnieje polski przekład tej książki:
C.R. Boxer: Morskie Imperium Holandii 1600–1800. Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1980. (powrót)- W maju 2004, geolog Luan Becker i Robert Poreda i ich grupa z University of California, Santa Barbara, u University of Rochester, NY, opublikowali w Science artykuł podsumowujący kilkuletnie badania podmorskiego krateru Bedout o średnicy 250 km u północno-zachodnich wybrzeży Australii.
W roku 2001, Poreda i Becker znaleźli tam specyficzne izotopy helu i argonu uwięzione wewnątrz warstwy skorup węglowych, zwanych buckyballs, które mogły spaść tylko z przestrzeni kosmicznej. Stopiony "arkusz" geologicznie definiuje i odróżnia ten bardzo duży krater w oceanie.
Znaleźli również większe kawałki najwyraźniej meteorytu, rozrzucone na Antarktydzie. Zawierają one zbity ("shocked") kwartz, który wygląda jak rozgryziony przez potężną siłę, zwany gruzem pouderzeniowym ("impact breccia").
Badania, prowadzone z fundacji NASA, stwierdziły, że krater ów pochodzi od uderzenia w Ziemię przed 251 milionami lat meteorytu o średnicy 10 km. To uderzenie, poprzez klimatyczną katastrofę, spowodowało niemal całkowitą ekstynkcję ówczesnego życia na ziemi: 90 % życia w morzu i 70% życia na lądzie, u zbiegu geologicznych okresów permanskiego i Triasowego rozpad kontynentu Pangea, nastąpił "wkrótce" później i był łącznym efektem uderzenia tego meteorytu i powszechnej (nawet na dzisiejszej Syberii) aktywności wulkanicznej, którą wywołało.
(W ciągu ostatnich 550 milionów lat życie na Ziemi prawie wymarło co najmniej sześciokrotnie skutkiem kataklizmów meteorytowo-wulkanicznych. Wśród nich było uderzenie meteorytu w Chicxulub w Meksyku, 65 milionów lat temu, które spowodowało wymarcie dinozaurów.) (powrót)
- Czas, w zasadzie wyznaczono wówczas lokalnie, według kulminacji Słońca w zenicie. Było to na rok przed wprowadzeniem Międzynarodowych Stref Czasu. (powrót)
- Ja (amk) doświadczyłem tego na małą skalę w sierpniu 2001, w Edmonton, AB, Canada, gdy nad miastem wisiała chmura dymu i pyłu z olbrzymich pożarów lasu w okolicach Lesser Slave Lake, około 150 km na północ od miasta. (powrót)
|
|
|
|
|
|
|