Das Urteil






FRANZ   KAFKA





Mal./Fot.   Andrzej Ploski, 2003.


Bylo to niedzielne przedpoludnie, o najpiekniejszej porze wiosennej. Mlody kupiec, Georg Bendemann, siedzial w swoim pokoju na pierwszym pietrze jednego z tych niskich, lekko zbudowanych domow, ktore ciagnely sie dlugim rzedem wzdluz rzeki, rozniac sie niemal tylko wysokoscia i kolorem. Ukonczyl wlasnie list do jednego z przyjaciol mlodosci, znajdujacego sie za granica, zlozyl go ruchem zabawnie powolnym, a potem, oparty lokciami na stole, patrzyl przez okno na rzeke, na most i wzgorza na drugim brzegu pokryte slaba zielenia.




... oparty lokciami na stole, patrzyl przez okno na rzeke, na most...
Mal.   Andrzej Ploski, 2003.


Myslal o tym, jak ow przyjaciel, niezadowolony ze swego losu w kraju, juz przed laty doslownie uciekl do Rosji. Teraz prowadzil w Petersburgu przedsiebiorstwo, ktore z poczatku zapowiadalo sie bardzo dobrze, ale od dluzszego juz czasu zdawalo sie utykac, jak skarzyl sie przyjaciel przy okazji swoich coraz rzadszych odwiedzin. Tak wiec zapracowywal sie bezuzytecznie na obczyznie, broda przycieta wedlug obcej mody zle tylko zakrywala znana mu dobrze od dziecinstwa twarz, ktorej zolta cera zdawala sie wskazywac na rozwijajaca sie chorobe. Nie mial, jak mowil, odpowiednich kontaktow z tamtejsza kolonia rodakow, a takze zadnych prawie towarzyskich stosunkow z miejscowymi rodzinami, i tak oto przygotowywal sie do nieodwolalnego starokawalerstwa.




... broda przycieta wedlug obcej mody zle tylko zakrywala znana mu dobrze od dziecinstwa twarz,
ktorej zolta cera zdawala sie wskazywac na rozwijajaca sie chorobe.
Mal.   Andrzej Ploski, 2003.


Coz tu bylo pisac czlowiekowi, ktory wyraznie zamknal sie w sobie, ktorego mozna zalowac, ale nie mozna mu pomoc. Radzic mu moze, aby powrocil do kraju, aby przeniosl tu na nowo swoja egzystencje, nawiazal z powrotem wszystkie stare przyjacielskie stosunki – po czemu nie bylo zadnej przeszkody – a co do reszty zdal sie na pomoc przyjaciol? Nie oznaczalo to jednak nic innego, niz gdyby mu sie rownoczesnie powiedzialo, im ostrozniej, tym bardziej obrazliwie, ze jego dotychczasowe proby sie nie powiodly, ze powinien ich w koncu zaniechac, ze trzeba, aby powrocil na zawsze, niech tam i wydziwiaja wszyscy nad nim szeroko otwarlszy oczy; ze tylko jego przyjaciele byli rozsadni, a on sam jest starym dzieckiem i powinien po prostu sluchac pozostalych w domu przyjaciol, ktorym sie powiodlo. A zeby choc pewne bylo, iz cale to zmartwienie, jakie musialoby sie mu sprawic, bedzie celowe! Moze nie uda sie w ogole sprowadzic go do kraju – sam przeciez mowil, ze nie rozumie juz stosunkow w ojczyznie – wtedy pomimo wszystko zostanie na swej obczyznie, rozgoryczony radami i jeszcze bardziej obcy dla przyjaciol. Jesli jednak naprawde poslucha rady i dozna tutaj – oczywiscie bez niczyjej winy, ale przez zbieg okolicznosci – niepowodzenia, jezeli bedzie czul sie zle tak w gronie przyjaciol, jak i bez nich, jezeli dozna upokorzenia i teraz juz naprawde nie bedzie mial ani ojczyzny, ani przyjaciol – czy nie byloby w takim razie o wiele lepiej dla niego, gdyby zostal na obczyznie, tak jak byl? Czyz mozna bowiem w takich okolicznosciach myslec o tym, ze tu istotnie powiedzie mu sie lepiej?

Z tych powodow, jezeli w ogole jeszcze chcialo sie utrzymywac z nim kontakt listowny, nie mozna bylo przekazywac mu zadnych istotnych wiadomosci, jak by sie to robilo bez obawy nawet wobec przebywajacego najdalej w swiecie znajomego. Przyjaciel byl juz teraz ponad trzy lata poza ojczyzna i tlumaczyc to usilowal niepewnoscia stosunkow politycznych w Rosji, ktore nie znioslyby jakoby najkrotszej nawet nieobecnosci drobnego kupca, podczas gdy dziesiatki tysiecy Rosjan jezdzilo sobie spokojnie po swiecie. Jednak w czasie tych trzech lat zmienilo sie wiele wlasnie dla Georga. O smierci matki Georga, ktora nastapila przed jakimi dwoma laty i od ktorej Georg zyl we wspolnym goopodarstwie ze swoim starym ojcem, przyjaciel jeszcze sie dowiedzial i listownie wyrazil swe wspolczucie z oschloscia, ktora mogla miec przyczyne tylko w tym, ze na obczyznie w ogole nie mozna sobie wyobrazic zaloby z powodu takiego wydarzenia. Od tego jednak czasu Georg – podobnie jak do wielu innych rzeczy – zabieral sie tez z wieksza stanowczoscia do swego przedsiebiorstwa. Byc moze, za zycia matki ojciec przeszkadzal mu w rozwinieciu naprawde wlasnej inicjatywy uznajac w przedsiebiorstwie tylko swoje zdanie, byc moze, iz od smierci matki ojciec, jakkolwiek zawsze jeszcze pracowal w przedsiebiorstwie, pytal sie bardziej powsciagliwy moze – co nawet bylo bardzo prawdopodobne – duzo jeszcze wazniejsza role odegraly szczesliwe okolicznosci, w kazdym razie w tych dwoch latach przedsiebiorstwo rozwinelo sie calkiem nieoczekiwanie, rnlusialrio, podwoic personel, obrot zwiekszyl sie pieciokrotnie i niewatpliwie przyszlosc miala przyniesc dalszy postep.

Ale przyjaciel nie mial o tej zmianie zadnego pojecia. Dawniej, ostatnio zdaje sie w owym liscie kondolencyjnym, chcial namowic Georga do przeniesienia sie do Rosji i rozwodzil sie nad widokami, ktore istnialy w Petersburgu wlasnie dla branzy Georga. Liczby, jakie podawal, byly znikome w porownaniu ze stanem, jaki przedsiebiorstwo Georga osiagnelo obecnie. Georg nie mial jednak zadnej ochoty pisac przyjacielowi o swoim powodzeniu w interesach, a gdyby zrobil to dopiero teraz, mogloby to naprawde wywolac dziwne wrazenie.

A zatem ograniczal sie Georg do tego, ze pisal przyjacielowi zawsze tylko o wypadkach bez znaczenia, tak jak one bezladnie gromadza sie we wspomnieniu, gdy sie czlowiek zamysli w spokojna niedziele. Pragnal jedynie tego, aby zostawic nietknietym wyobrazenie, ktory przyjaciel w ciagu dlugiego czasu wyrobil sobie o swym miescie rodzinnym i z ktorym sie juz pogodzil. Tak wiec zdarzalo sie Georgowi, ze w dosc od siebie odleglych listach trzy razy donosil przyjacielowi o zareczynach jakiegos obojetnego czlowieka z jakas rownie obojetna dziewczyna, az rzeczywiscie przyjaciel, calkiem wbrew intencji Georga, zaczal sie interesowac ta dziwna sprawa.

Georg jednak o wiele chetniej pisal mu o takich rzeczach, anizeli mialby sie przyznac, ze sam zareczyl sie przed miesiacem z dziewczyna z zamoznej rodziny, niejaka panna Fryda Brandenfeld. Czesto mowil ze swoja narzeczona o tym przyjacielu i o szczegolnym stosunku korespondencyjnym, jaki z nim utrzymywal.

– Wobec tego on wcale nie przyjedzie na nasze wesele – mowila – a mam przeciez prawo poznac wszystkich twoich przyjaciol. – Nie chce mu zaklocac spokoju – odpowiadal Georg – zrozum mnie dobrze, on by prawdopodobnie przyjechal, przynajmniej tak mysle, ale moglby sie czuc skrepowany i pokrzywdzony, moglby mi moze zazdroscic, i na pewno niezadowolony, a niezdolny do tego, aby stlumic w sobie to niezadowolenie, wracalby znowu samotnie do swego domu. Samotnie – rozumiesz, co to znaczy?

– Dobrze, ale czy on i tak nie moze dowiedziec sie o naszym malzenstwie w inny sposob?

– Temu oczywiscie nie moge zapobiec, ale przy jego trybie zycia jest to malo prawdopodobne.

– Jezeli masz takich przyjaciol, Georg, to w ogole nie powinienes sie byl zareczac.

– Tak, to jest nasza wspolna wina, ale nawet teraz nie chcialbym, aby bylo inaczej.




... A gdy wtedy ona, podniecona jego pocalunkami, rzucila jeszcze:
– A jednak wlasciwie mnie to uraza.
Mal.   Andrzej Ploski, 2003.


A gdy wtedy ona, podniecona jego pocalunkami, rzucila jeszcze: – A jednak wlasciwie mnie to uraza. – Uznal naprawde za rzecz niewinna napisac o wszystkim przyjacjelowi. "Taki jestem i takim musi mnie przyjac – powiedzial do siebie – nie moge wykroic z siebie innego czlowieka, ktory nadawalby sie moze lepiej do tej przyjazni."

I rzeczywiscie w dlugim liscie, napisanym tego niedzielnego przedpoludnia, w nastepujacych slowach doniosl swemu przyjacielowi o odbytych zareczynach:

"Najlepsza nowine zachowalem sobie na koniec. Zareczylem sie z panna Fryda Brandenfeld, dziewczyna z zamoznej rodziny, osiedlonej tutaj dopiero po twoim wyjezdzie i ktorej dlatego nie mozesz znac. Znajdzie sie jeszcze niejedna okazja, zeby napisac ci cos blizszego o mojej narzeczonej, dzisiaj niech ci wystarczy, ze jestem naprawde szczesliwy i ze w naszym wzajemnym stosunku zmienilo sie tylko tyle, ze zamiast calkiem zwyklego przyjaciela, bedziesz mial teraz we mnie przyjaciela szczesliwego. Poza tym w mojej narzeczonej, ktora kaze cie serdecznie pozdrowic i wkrotce sama do ciebie napisze, zyskujesz szczera przyjaciolke, co dla kawalera nie jest calkiem bez znaczenia. Wiem, ze wiele spraw powstrzymuje cie od wizyty u nas, ale moze wlasnie moje wesele byloby dobra sposobnoscia, aby raz odrzucic na bok wszystkie przeszkody? Jakkolwiek by jednak bylo, nie krepuj sie niczym i rob tylko to, co uznasz za stosowne."

Z tym listem w rece Georg dlugo siedzial przy stole, z twarza zwrocona do okna. Znajomemu, ktory przechodzac ulica pozdrowil go, zaledwie odpowiedzial nieobecnym usmiechem.




... Z tym listem w rece Georg dlugo siedzial przy stole, z twarza zwrocona do okna...
Mal.   Andrzej Ploski, 2003.


Wreszcie wlozyl list do kieszeni i przez maly korytarz przeszedl ze swego pokoju do pokoju ojca, w ktorym nie byl juz od miesiecy. Nie bylo tez zreszta zadnej po temu potrzeby, gdyz stale spotykal sie z ojcem w przedsiebiorstwie, obiad spozywali rownoczesnie w restauracji, wieczorem kazdy urzadzal sie wprawdzie wedlug swojej woli, ale przeciez zazwyczaj siadali jeszcze na chwile w salonie, kazdy ze swoja gazeta, chyba ze Georg, jak sie najczesciej zdarzalo, byl z przyjaciolmi albo odwiedzal narzeczona. Georg dziwil sie, jak ciemny byl pokoj ojca nawet w to sloneczne przedpoludnie – tak wielki cien rzucal wysoki mur, ktory wznosil sie z drugiej strony waskiego podworza. Ojciec siedzial przy oknie w kacie ozdobionym roznymi pamiatkami po nieboszczce matce i czytal gazete, ktora trzymal z boku przed a oczami, przez co chcial wyrownac jakas wade wzroku. Na stole staly resztki sniadania, z ktorego, jak sie zdawalo, niewiele zjedzono.

– Ach, Georg – powiedzial ojciec i zaraz wyszedl mu naprzeciw. Ciezki szlafrok rozsuwal sie w chodzie, a jego poly fruwaly wokol idacego.

"Moj ojciec wciaz jeszcze jest olbrzymem" – powiedzial sobie Georg. – Tu jest przeciez nieznosnie ciemno – rzekl potem.

– Tak, ciemno to tu jest – powiedzial ojciec.

– Okno takze zamknales?

– Tak wole.

– Na dworze jest przeciez calkiem cieplo – powiedzial Georg, jakby myslac jeszcze o tym, co rzekl poprzednio, i usiadl.

Ojciec usunal zastawe ze sniadaniem i postawil ja na komodzie.

– Wlasciwie chcialem ci tylko powiedziec – ciagnal Georg, ktory zupelnie nieobecny duchem sledzil ruchy starego czlowieka – ze dalem wreszcie jednak znac do Petersburga o moich zareczynach. – Wysunal nieco list z kieszeni i wsunal go do niej z powrotem.

– Do Petersburga? – zapytal ojciec.

– Memu przyjacielowi, oczywiscie – powiedzial Georg i szukal oczu ojca. "W przedsiebiorstwie jest jednak zupelnie inny – myslal – niz teraz, gdy siedzi tutaj rozparty, ze skrzyzowanymi na piersi ramionami."

– Tak. Twemu przyjacielowi – powiedzial ojciec z naciskiem.

– Wiesz przeciez, ojcze, ze z poczatku chcialem przemilczec przed nim moje zareczyny. Tylko przez wzglad na niego, z zadnego innego powodu. Wiesz sam, to jest trudny czlowiek. Powiedzialem sobie, ze moze sie dowiedziec o moich zareczynach skadinad, choc jest to malo prawdopodobne przy jego samotnym trybie zycia – temu nie moge przeszkodzic – ale ode mnie samego nie powinien sie tego nigdy dowiedziec.

– A teraz rozmysliles sie? – zapytal ojciec i polozyl wielka gazete na parapecie okna, a na gazecie okulary, ktore przykryl reka.

– Tak, teraz rozmyslilem sie. Jesli jest moim dobrym przyjacielem, powiedzialem sobie, to moje szczesliwe zareczyny sa i dla niego szczesciem. I dlatego nie zwlekalem juz z zawiadomieniem go. Zanim jednak wrzuce list, chcialem ci o tym powiedziec.

– Georg – powiedzial ojciec i otwarl szeroko bezzebne usta – posluchaj mnie! Przyszedles do mnie z powodu tej sprawy, aby sie mnie poradzic. Przynosi mi to zaszczyt, bez watpienia. Ale to jest nic, to jest mniej niz nic, jesli nie powiesz mi teraz calej prawdy. Nie chce poruszac spraw, ktore nie maja z tym nic wspolnego. Od smierci naszej drogiej matki zdarzyly sie pewne nieladne sprawy. Byc moze i na nie przyjdzie czas i moze przyjdzie wczesniej, niz myslimy. W przedsiebiorstwie niejedno uchodzi mej uwagi, mozliwe, ze nie ukrywa sie niczego przede mna – nie chce teraz wcale przypuszczac, ze sie ukrywa – nie jestem juz dosc silny, pamiec mnie zawodzi, nie mam juz jasnego spojrzenia na wszystko. To, po pierwsze, jest sprawa wieku, a po drugie, smierc naszej mateczki dotknela mnie o wiele bardziej niz ciebie. Ale poniewaz jestesmy wlasnie przy tej sprawie, przy tym liscie, prosze cie, Georg, nie oszukuj mnie. To jest drobiazg, nawet mowic o tym nie warto, wobec tego nie oszukuj mnie. Czy naprawde masz tego przyjaciela w Petersburgu?

Georg powstal zmieszany.

– Zostawmy moich przyjaciol. Tysiac przyjaciol nie zastapi mi ojca. Wiesz, co sobie mysle? Nie szanujesz sie dostatecznie. A wiek domaga sie swoich praw. Jestes mi w przedsiebiorstwie niezbedny, przeciez sam o tym wiesz dobrze. Ale jezeli przedsiebiorstwo ma zagrazac twemu zdrowiu, to juz jutro zamkne je na zawsze. Tak byc nie moze. Musimy wprowadzic dla ciebie inny tryb zycia. Zupelnie inny. Siedzisz tu w ciemnosci, a w salonie mialbys piekne swiatlo. Dziobiesz tu sniadanie, zamiast solidnie sie posilac. Siedzisz przy zamknietym oknie, a powietrze tak dobrze by ci zrobilo. Nie, moj ojcze! Sprowadze lekarza i bedziemy sluchac jego zalecen. Zamienimy pokoje, ty przeprowadzisz sie do frontowego, a ja tutaj. Nie sprawi ci to zadnej roznicy, wszystko przeniesie sie razem z toba. Ale na to wszystko jest czas, teraz poloz sie jeszcze troche do lozka, bezwarunkowo potrzebujesz spokoju. Chodz, pomoge ci przy rozbieraniu, zobaczysz, ja to potrafie. A moze chcesz od razu przejsc do pokoju frontowego, to polozysz sie na razie do mojego lozka. To zreszta byloby bardzo rozsadne.

Georg stanal tuz przy ojcu, ktory opuscil na piersi glowe z nastroszonymi bialymi wlosami.

– Georg – powiedzial ojciec po cichu, nie ruszajac sie.

Georg natychmiast uklakl obok ojca i zobaczyl w jego zmeczonej twarzy skierowane na siebie zrenice, nienaturalnie wielkie w kacikach oczu.




Georg natychmiast uklakl obok ojca i zobaczyl w jego zmeczonej twarzy skierowane na siebie zrenice ...
Mal.   Andrzej Ploski, 2003.


– Nie masz zadnego przyjaciela w Petersburgu. Byles zawsze skory do zartow i nawet przede mna sie od nich nie powstrzymywales. Dlaczego mialbys wlasnie tam miec przyjaciela! Zupelnie nie moge w to uwierzyc.

– Alez pomysl tylko, ojcze – powiedzial Georg, podniosl ojca z krzesla i sciagnal z niego, tak jak stal przed nim bardzo oslabiony, szlafrok – bedzie teraz wkrotce trzy lata, jak przyjaciel moj byl u nas z wizyta. Przypominam sobie jeszcze, ze niezbyt go lubiles. Co najmniej dwa razy ukrylem to przed toba, a jednak to wlasnie on siedzial u mnie w pokoju. Rozumialem zreszta dobrze twoja niechec do niego, gdyz przyjaciel moj ma swoje dziwactwa. Ale potem rozmawiales z nim przeciez znowu bardzo uprzejmie. Bylem wtedy jeszcze taki dumny z tego, ze sluchales go, kiwales glowa i zadawales mu pytania. Gdy tylko pomyslisz, musisz to sobie przypomniec. Opowiadal wtedy niewiarygodne historie o rosyjskiej rewolucji. Jak na przyklad podczas jakiejs podrozy handlowej widzial w czasie zamieszek w Kijowie, na balkonie, jakiegos ksiedza, ktory wycial sobie na dloni szeroki, krwawy krzyz, podniosl do gory reke i przemawial do tlumu. Sam przeciez opowiadales pozniej tu i owdzie te historie.

Tymczasem udalo sie Georgowi posadzic ojca z powrotem i ostroznie sciagnac mu trykotowe spodnie, ktore nosil na plociennych kalesonach, oraz skarpetki. Spojrzawszy na niezbyt czysta bielizne robil sobie wyrzuty, ze zaniedbywal ojca. Przeciez czuwanie nad zmiana bielizny ojca nalezalo na pewno takze do jego obowiazkow. Nie rozmawial jeszcze dotad z narzeczona blizej o tym, jak urzadzic przyszlosc ojca, gdyz milczaco zgadzali sie, ze ojciec zostanie sam w starym mieszkaniu. Teraz jednak postanowil natychmiast, calkiem stanowczo, ze zabiora ojca ze soba na swoje przyszle gospodarstwo. Spojrzawszy na to blizej, zdawalo sie prawie, ze starania, ktorymi trzeba tam bedzie ojca otoczyc, moga i tak byc spoznione.

Na rekach zaniosl ojca do lozka.




Na rekach zaniosl ojca do lozka.
Mal.   Andrzej Ploski, 2003.


Ogarnelo go straszne uczucie, gdy idac tych pare krokow do lozka zauwazyl, ze ojciec bawi sie na jego piersi lancuszkiem od zegarka. Nie mogl go od razu polozyc do lozka, tak mocno trzymal sie ojciec tego lancuszka.




Ogarnelo go straszne uczucie, gdy idac tych pare krokow do lozka zauwazyl,
ze ojciec bawi sie na jego piersi lancuszkiem od zegarka.
Mal.   Andrzej Ploski, 2003.


Zaledwie jednak znalazl sie w lazku, wszystko, zdawalo sie, bylo juz dobrze. Przykryl sie sam, a nawet specjalnie wysoko naciagnal koldre na ramiona. I patrzyl na Georga bynajmniej nie wrogo.

– Prawda, ze juz go sobie przypominasz? – zapytal Georg i zachecajaco skinal glowa.

– Czy jestem teraz dobrze przykryty? – zapytal ojciec, jak gdyby nie mogl zobaczyc, czy nogi byly dostatecznie przysloniete.

– A wiec juz ci sie podoba w lozku – powiedzial Georg i okryl go lepiej koldra.

– Czy jestem dobrze przykryty? – zapytal ojciec raz jeszcze i zdawal sie ze szczegolna uwaga czekac na odpowiedz.




– Czy jestem dobrze przykryty? – zapytal ojciec...
Mal.   Andrzej Ploski, 2003.


– Alez badz spokojny, jestes dobrze przykryty.

– Nie! – krzyknal ojciec, tak ze odpowiedz zderzyla sie z pytaniem, odrzucil koldre z taka sila, iz rozwinela sie cala w locie, i stanal wyprostowany na lozku. Jedna tylko reka dotykal lekko sufitu. – Chcialbys mnie przykryc, wiem o tym, nicponiu, ale jeszcze nie jestem przykryty. I jesli to juz resztki mych sil, starczy ich dla ciebie, za duzo ich nawet dla ciebie. Dobrze znam twojego przyjaciela. To bylby syn, jakiego bym pragnal. Dlatego tez oszukiwales go przez cale lata. Bo dlaczegoz by innego? Czy myslisz, ze nie plakalem z powodu niego? Dlatego przeciez zamykasz sie w swoim biurze, nikomu nie wolno przeszkadzac, szef jest zajety – tylko dlatego, abys mogl pisac do Rosji swoje falszywe lisciki. Ale na szczescie nikt nie musi uczyc ojca, jak przejrzec syna. I teraz, kiedy uwierzyles, zes go zgnebil, tak zgnebil, ze mozesz sobie siasc na nim wlasnym tylkiem, a on sie nie ruszy, teraz zdecydowal sie moj pan syn na malzenstwo!

Georg patrzyl na koszmarna twarz ojca. Przyjaciel z Petersburga, ktorego ojciec nagle znal tak dobrze, wzruszyl go jak nigdy dotad. Patrzyl na niego, zagubionego w dalekiej Rosji. Patrzyl na niego, jak stoi w drzwiach pustego, spladrowanego przedsiebiorstwa. Miedzy szczatkami polek, miedzy rozdartymi towarami, odpadajacymi przewodami gazowymi stal jeszcze wlasnie on. Dlaczego musial wyjechac tak daleko!

– Alez patrz na mnie! – krzyknal ojciec i Georg podbiegl, niemal w roztargnieniu, do lozka, aby zrozumiec wszystko, ale utknal w polowie drogi.

– Poniewaz podniosla spodnice – zaczal piszczec ojciec – poniewaz podniosla tak spodnice, obrzydliwa ges – i aby to pokazac, podniosl koszule tak wysoko, ze mozna bylo zobaczyc na jego udzie blizne z lat wojennych – poniewaz podniosla spodnice, o tak, tak, tak, zblizyles sie do niej, i abys sie mogl przy niej bez przeszkod zaspokoic, zhanbiles pamiec naszej matki, zdradziles przyjaciela i polozyles do lozka twego ojca, aby nie mogl sie ruszyc. Ale on potrafi sie ruszyc, moze nie?

I stanal zupelnie swobodnie, i wymachiwal nogami. Promienial przenikliwoscia.

Georg stal w kacie, mozliwie daleko od ojca. Juz od dluzszej chwili mocno postanowil obserwowac wszystko zupelnie dokladnie, aby nie dac sie zaskoczyc w jakikolwiek sposob z boku, z tylu, z gory. Teraz przypomnial sobie znowu o zapomnianym od dawna postanowieniu i zapomnial o nim, tak jak przeciaga sie krotka nitke przez ucho igielne.

– Ale przyjaciel nie jest przeciez zdradzony! – krzyknal ojciec, a jego ruszajacy sie w te i w tamta strone palec wskazujacy potwierdzal to. – Bylem tu jego zastepca.

– Komediant! – Georg nie mogl sie powstrzymac od okrzyku, poznal zaraz, ze zrobil glupstwo, wytrzeszczywszy oczy ugryzl sie, niestety za pozno, w jezyk, az zgial sie w bolu.

– Tak, oczywiscie, ze gralem komedie! Komedia! Dobre slowo! Jakaz inna pociecha zostala staremu, owdowialemu ojcu? Powiedz – i na ten moment odpowiedzi badz jeszcze moim zywym synem – coz mi pozostalo w moim tylnym pokoju, mnie, przesladowanemu przez niewierny personel, mnie, ktoremu starosc weszla juz w kosci? A moj syn szedl radosnie przez swiat, robil interesy, ktore ja przygotowalem, wywracal koziolki z rozkoszy i mijal swojego ojca z nieprzenikniona twarza czlowieka honoru! Czy sadzisz, ze nie bylbym cie kochal, ja, od ktorego pochodzisz?

"Teraz sie pochyli – myslal Georg – gdybyz upadl i roztrzaskal sie." To slowo przebieglo z sykiem przez jego glowe.

Ojciec pochylil sie, ale nie upadl. A poniewaz Georg nie zblizyl sie, jak tego oczekiwal, podniosl sie znowu.

– Zostan, gdzie jestes, nie potrzebuje cie! Myslisz sobie, ze masz jeszcze dosc sily, aby tu przyjsc, a tylko trzymasz sie z tylu, bo tak chcesz. Zebys sie tylko nie pomylil! Ja wciaz jeszcze jestem o wiele silniejszy. Sam musialbym sie moze cofnac, ale to matka oddala mi swoje sily, polaczylem sie, jakiez to wspaniale, z twoim przyjacielem, twoja klientele mam tutaj w kieszeni!

"On nawet w koszuli ma kieszenie" – powiedzial sobie Georg i myslal, ze tym spostrzezeniem moglby go uczynic nieznosnym dla calego swiata. Pomyslal o tym tylko na chwile, gdyz ciagle zapominal o wszystkim.

– Uwies sie tylko swojej narzeczonej i wyjdz mi naprzeciw! Odbije ci ja, ani nie bedziesz wiedzial jak! Georg wykrzywil twarz, jakby w to nie wierzyl. Ojciec kiwal tylko glowa w kierunku kata Georga, zaswiadczajac prawde tego, co mowil.

– Jakze mnie dzis bawiles, gdys przyszedl i pytal, czy powinienes napisac przyjacielowi o zareczynach. On wie przeciez wszystko, glupi chlopcze, wie wszystko. Napisalem mu, gdyz zapomniales odebrac mi przybory do pisania. Diatego juz od lat nie przyjezdza, wie przeciez o wszystkim tysiac razy lepiej niz ty sam, twoje listy nie czytane mnie w lewej rece, podczas gdy w prawej trzyma rozlozone do czytania listy ode mnie.

Z zachwytem wymachiwal reka ponad glowa.

– On wie wszystko tysiac razy lepiej! – krzyczal.

– Dziesiec tysiecy razy – powiedzial Georg, aby wysmiac ojca, ale jeszcze w jego ustach slowo to nabralo dzwieku smiertelnie powaznego.

– Od lat juz czekam, az przyjdziesz z tym pytaniem! Myslisz, ze mam inne zmartwienia? Myslisz, ze czytam gazety? Patrz! – i rzucil Georgowi gazete, ktora w jakis sposob przeniesiona zostala razem z nim na lozko. Byla to stara gazeta, z zupelnie juz nie znanym Georgowi tytulem.

– Jakze dlugo wahales sie, zanim sie stales dojrzaly. Matka musiala umrzec, nie mogla doczekac sie dnia radosci, przyjaciel ginie w tej swojej Rosji, juz przed trzema laty byl tak zolty, ze nadawal sie na smietnik, a ja, widzisz sam, jak jest ze mna. Po to przeciez masz oczy.

– Czyhales wiec na mnie! – krzyknal Georg.

Ojciec powiedzial mimochodem, ze wspolczuciem:

– Prawdopodobnie chciales to powiedziec wczesniej. Teraz nie ma to juz zadnego sensu.

I glosniej:

– Wiec teraz juz wiesz, ze istnieli jeszcze inni poza toba, dotychczas wiedziales tylko o sobie. Byles wlasciwie niewinnym dzieckiem, ale jeszcze wlasciwiej byles diabelskim czlowiekiem!




– Byles wlasciwie niewinnym dzieckiem, ale jeszcze wlasciwiej byles diabelskim czlowiekiem!
Mal.   Andrzej Ploski, 2003.


I dlatego wiedz: Skazuje cie teraz na smierc przez utopienie!




... skazuje cie teraz na smierc przez utopienie!
Mal.   Andrzej Ploski, 2003.


Georg uczul sie wypedzonym z pokoju, a w uszach brzmial mu jeszcze halas, z jakim ojciec z tylu za nim zwalil sie na lozko. Na schodach, po stopniach ktorych pedzil jak po rowni pochylej, przestraszyl poslugaczke, wchodzaca wlasnie, by po nocy posprzatac mieszkanie.




... po stopniach ktorych pedzil jak po rowni pochylej ...
Mal.   Andrzej Ploski, 2003.


– Jezu! – krzyknela i zakryla fartuchem twarz, ale jego juz nie bylo.

Wyskoczyl z bramy, pedzilo go przez jezdnie do wody. Juz trzymal mocno porecz, jak czlowiek glodny – jedzenie. Przerzucil nogi ponad nia jak znakomity gimnastyk, ktorym – ku dumie rodzicow – byl w latach mlodosci.




Przerzucil nogi ponad nia jak znakomity gimnastyk ...
Mal.   Andrzej Ploski, 2003.


Jeszcze trzymal sie mocno slabnacymi dlonmi, wypatrzyl miedzy pretami balustrady jakis omnibus, ktory z latwoscia zagluszylby jego upadek, krzyknal z cicha: – Drodzy rodzice, zawsze was przeciez kochalem – i runal w dol.




– Drodzy rodzice, zawsze was przeciez kochalem – i runal w dol.
Mal.   Andrzej Ploski, 2003.


Na moscie byl w tym momencie ruch wprost nieskonczony.


Z niemieckiego przelozyl   Juliusz Kydrynski





Ilustracje Andrzeja Ploskiego do Wyroku Franza Kafki – opowiadania, u ktorego podstawy leza listy – maja forme "Listow poduszkowych" (poduszeczek w ksztalcie kopert listowych).

Mieszana technika wlasna: plotno, wata, akryl, atrament, fotografia.






Mal./Fot.   Andrzej Ploski, 2003.


Andrzej Ploski (ur. 1949) jest znanym polskim artysta-malarzem, grafikiem i ilustratorem ksiazek. Wyksztalcony w krakowskiej Akademii Sztuk Pieknych, od roku 1975 mieszka w Lund, w Szwecji.




Teksty Franza Kafki i o Kafce zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2004 Zwoje