
BARBARA KOBOS KAMIŃSKA
W BEZCZASIE
Filary mądrości
kamienie –
zanurzone w wodzie,
niewielkie malownicze,
o tajemnych barwnych żyłkach,
wygładzane przez morskie fale
łagodnie w pogodzie dnia
zawistnie i gniewnie w sztormie,
zdobne ławicą wodorostów
z muszlami i kamykami,
wypolerowane piaskiem niesionym wiatrem –
oderwane głazy morskie,
wielowymiarowe indywidualności
podrzucone na brzeg
siłą wzburzonego morza,
miniaturowe ogromy tego co zostało ze stuleci –
filary mądrości
głębiny dna morskiego,
symbole trwania zamykające
niepoznawalną treść
bo nikt nie wie skąd
przychodzą
2003
kamienie - zanurzone w wodzie, malownicze, o tajemnych barwnych żyłkach, wygładzane przez morskie fale
(Fot. Andrzej Kobos)
haiku
posępna burza
siecze deszczem brzezinę
brzozy zczerniałe
pędzle na płótnie *
w ekstazie czerwoności
słońce zachodzi
2004
czas idzie... czas biegnie...
czy widzisz cień
zanurzony
w gęstej mgle,
czarną chmurę ptaków
przylatujących z zaświatów?
czas idzie... czas biegnie...
przez wybite okna
hula wiatr
ktoś zapukał do drzwi
ktoś odszedł w nędzy
niepotrzebny
kto mi powie
dokąd powędrował cień
czas idzie... czas biegnie...
w zakamarkach
z przędzy mowy
rozwijam słowa
wymyślam
życie od nowa
czas idzie... czas biegnie...
2003, na Kazimierzu
czas idzie... czas biegnie...
(Rys. Andrzej Płoski)
z czasu... z myśli... z słów
w czasie w myślach w słowach
widzę jak tajemniczy świat
w granicach początku i końca
wchodzi w pejzaże życia
wije się przez ludzkie mroki
w meandrach traci siłę
z czasu w czas
w nieprzewidywalnym nurcie
bezradny mija milczenie
rzadziej pędzi ugościć
radość w samotności
z myśli w myśl
w spojrzeniach rozpamiętuje
wymuszone grymasy
w nagłej myśli odnajduje
zagubioną godność
z słów w słowo
2004
w czasie w myślach w słowach widzę tajemniczy świat...
(Rys. Andrzej Płoski)
w bezczasie
czas omija świat
mąci myślom drogę
trwoni życie
pomiędzy surową ziemią
martwotą błękitu
żywym rytmem morza
w spowitej mgle
nietkniętej skończoności
gdy słowo nie wystarczy
w niknącym błysku światła
opodal zapadającej
ciemności
w widoku brutalności świata
w czerni i bieli
zawieszonej w bezczasie
w cichym sprzeciwie
jak krzyk trwogi
przed zniknięciem
2004
zadziwienia
nie mogę się nadziwić
jak dni osobliwe
dni tajemnicze
rozmywają się
potocznieją
w codziennej niezbędności
jak nocą gwiezdne konstelacje
rysują się w ciemności
a w tęsknocie
myśli powracają
do zaskakującej burzy
2004

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | |||||