ANDRZEJ   KOBOS







W PUSTCE



9 lipca 2003 po poludniu, wybrzeze Kullaberg w Skåne w Szwecji, polnocno-zachodni skraj klifu zatoczki Kullalå.

Siedze na krawedzi skaly wysunietej w morze, czerwono-brazowej, popekanej, szorstkiej. Wzburzone morze, kilka metrow pode mna, rozbija sie o te skale. Pogoda sloneczna, niby bezwietrzna. Od czasu do czasu wysoka fala posyla w gore struge rozbryzgujacej sie wody. Wtedy szybko odwracam sie plecami do morza, zaslaniajac aparat fotograficzny. Bryzgi zalewaja mi plecy.




fot.   Andrzej Kobos,   2003


Sklebiona piana i fale o zlewajacych sie odcieniach ciemnej zieleni, sinego karminu i granatu nieomal zapraszaja w glebie do wiecznego spokoju we wzburzonej wodzie, w jej ciaglym, choc periodycznie zmieniajacym ton szumie. W kazdym razie rozbudzaja mysli.

Patrze na lezaca w odleglosci kilkunastu metrow, naprzeciw mnie, zda sie niedostepna zatoczke, bez sladow bytnosci czlowieka. Od strony ladu zamknieta jest wysokimi, urwistymi, ciemnymi skalami klifu.




fot.   Andrzej Kobos,   2003


W ciagu tych niemal czarnych skal, jedna czerwona wyrasta z plazy zaslanej ciemnymi, oblymi kamieniami.




fot.   Andrzej Kobos,   2003


Morze rozbija sie uderzajac o wal kamieni, ktory utworzylo na krawedzi plazy tej zatoczki.




fot.   Andrzej Kobos,   2003


Kilka metrow od plazy, pode mna, wystaje z morza niewielka skala, niemal plaski, graniasty glaz. Lity, czarny z odcieniem zielonego, co chwila mniej lub bardziej zalewany woda. Na jego gladkich, wypolerowanych przez morze mokrych scianach skrzy sie popoludniowe slonce. Swietliste, wylaniajace sie z piany punkty na jego powierzchni, zlewaja sie w nieregularne swietlne smugi. Podobnie na oblewajacym glaz morzu.




fot.   Andrzej Kobos,   2003


Skala-glaz jest wyraznie inna, niz otaczajace ja skaly klifu i kamienista plaza. Inna w swej, na przemian wylaniajacej sie z wody i tonacej w niej – samotnosci.




fot.   Andrzej Kobos,   2003


Poza mna zupelna pustka. Tylko morze, fale, szum, slonce, skaly klifu i ten samotny glaz. Siedze w odleglosci kilku metrow od niego i kilka metrow ponad nim – w pewnym zbiorze punktow czasoprzestrzeni. Zawieszony miedzy conradowskim ladem i morzem, zafascynowany nieomal nieprzerwanie wpatruje sie w glaz, mysle w jakims sensie conradowsko.


* * *



Mysli miedzy ladem a morzem



Mysle o kamieniu i czlowieku.
O martwym kamieniu,
o zywym czlowieku,
jeszcze nie martwym.

Dlaczego ten kamien jest rozny od innych?
Dlaczego jego samotnosc w morzu jest inna?



I


Nieruchomy kamien
w tym miejscu od milionow i w miliony lat.
Zalewany morzem
nieodmiennie, co kilkadziesiat sekund.

Gdyby byl zywy, wiedzialby co go juz spotkalo
i co z nim bedzie sie dzialo,
niezmiennie w przyszlosc Ziemi.
Pozostanie w tym miejscu niewzruszony.

Bez radosci, niespodzianek, rozczarowan,
nieszczesc, okrucienstw, zdrady, niedolestwa.
Akurat tutaj interwencja czlowieka czy kataklizmu
jest niezwykle nieprawdopodobna.

Tylko staje sie bardziej gladki, polerowany woda
z szybkoscia warstwy atomu na stulecie.
Tych warstw wystarczy na miliony lat.
Zmienia sie glony na jego powierzchni.

Jedyne nieznane mu,
niezderterminowane wydarzenie jego losu,
to jak wysoko przez moment zaleje go woda,
jak czesto, i kiedy oswietli go slonce.

Co jest miara, skala czasu tego kamienia?
Minuta miedzy kolejnymi zalaniami morzem?
Czy miliony lat trwania
w tym samym miejscu?

Czy ten kamien to wszystko wie?
Ja wiem, ze nie wie, bo nie zyje, nie mysli.
Mowi mi o tym moj racjonalny umysl.
Nie watpie w to.

A jednak ten kamien zyje.
Jego zycie nie jest nadane mu przez czlowieka.
Nie jest rzezba, czy fragmentem katedry.
Nie jest kamieniem zywym ludzka historia.

Zyje istnieniem Ziemi we Wszechswiecie
Chcialbym, zeby to wiedzial,
znal swoje trwanie,
swoj niezmienny, zdeterminowany los.





fot.   Andrzej Kobos,   2003



II


Czym jest czlowiek wobec kamienia?
W czym inny poza byciem zywym,
mobilnym, swiadomym, myslacym,
uczuciowym, tworczym.

W przeciwienstwie do tego kamienia,
czlowiek trwa krotko.
Jest kruchy, zle znosi zycie,
Nie wytrzymuje naporu zywiolow.

Nie zna swego losu ni na moment wprzod.
Czy jednak czlowiek ma ciekawszy los?
Czy dlatego, ze inny, zmienny, nieprzewidywalny,
ze robi skoki w ciemnosc?

Czy krotkosc trwania i nieswiadomosc losu
sa cena za zycie, postrzeganie swiata, myslenie?
Za dostrzezenie tego odwiecznego kamienia
zalewanego morzem i te mysli o nim?

Co kamien, patrzacy tu z dolu na mnie
pomyslalby o moim losie?
(Gdyby patrzal i myslal.)
Co znaczy czlowiek i kamien w Wszechswiecie?

Czy i kto zdeterminowal los czlowieka i los kamienia,
nieswiadomosc i swiadomosc tych losow,
inna samotnosc jednego i drugiego?
Kiedy? Dlaczego?



* * *


Haiku

Skala z dna morza
Zalewana przez fale
Los okreslony

Andrzej M. Kobos





fot.   Andrzej Kobos,   2003






Teksty o podobnej tematyce zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2004 Zwoje