
17 stycznia 2004 zmarl w Warszawie Czeslaw Niemen. Mial 65 lat. Byl wielka postacia kultury polskiej w ostatnich czterdziestu latach.
Wielu powaznych ludzi twierdzi, ze "wychowalo sie na Niemenie", ze byl idolem, "glosem pokolenia".
W tym sensie, Czeslaw Niemen nie "towarzyszyl mi" przez moja mlodosc, ale bardzo lubilem jego glos, wspaniale wokalistycznie piosenki, ich slowa i muzyke, uwazalem je za cos glebokiego w morzu estradowej miernoty. Jego wlasne slowa piosenek budzily powazna i gleboka refleksje. Pierwszy zaczal spiewac Norwida (przejmujacy Bema pamieci zalobny rapsod); on i Ewa Demarczyk (ta ostatnia z inspiracji Zygmunta Koniecznego i Piotra Skrzyneckiego) byli bodajze pierwszymi, ktorzy zaczeli spiewac wielka poezje polska.
Pamietajmy Go. Niech odpoczywa w pokoju.
Z artykulow, ktore przeczytalem po Jego smierci, najpelniejszym i najciekawszym wydal mi sie artykul Jacka Cieslaka w dodatku do Rzeczpospolitej Plus-Minus nr 4, z 24 stycznia 2004.
Publikacja tego artykulu w Zwojach nastepuje za uprzejma zgoda Autora oraz Redaktora Naczelnego Rzeczpospolitej, Macieja Lukasiewicza. Bardzo serdecznie Im dziekuje.Andrzej Kobos
CO BYSCIE BEZE MNIE ZROBILI
Rzecz o Czeslawie Niemenie
JACEK CIESLAK
Czeslaw Niemen podczas koncertu w Teatrze Polskim w Warszawie, 2001.
(fot. Bartlomiej Zborowski).
Wszyscy znali "Dziwny jest ten swiat", "Pod Papugami". Nie wszyscy rozumieli muzyczne eksperymenty Niemena, przywiazanie do poezji Norwida. Irytowal sie, ze jego dorobek ograniczany byl do kilku piosenek. Od ponad trzydziestu lat probowal napisac kompozycje "Piekny jest ten swiat".
Wciaz mu nie wychodzilo. Byc moze szkic piosenki poznamy dopiero po jego smierci, tak jak nieznane fragmenty zycia,
bo – paradoksalnie – byl jedna z najmniej znanych i rozumianych postaci polskiego zycia kulturalnego po wojnie.
Najmniej znana karta biografii jest dziecinstwo i mlodosc spedzone w Starych Wasiliszkach niedaleko Lidy. Kiedy mial siedem miesiecy, wybuchla wojna. Wielu sasiadow trafilo za Ural. Kiedy rozpoczela sie okupacja niemiecka, ojciec zostal rusznikarzem AK. Siostra Jadwiga zanosila zolnierzom do lasu kabury szyte przez tate.
– Osade Stare Wasiliszki zalozyl podobno ksiaze Wasillo, ktory jako jeden z pierwszych na Litwie przyjal chrzescijanstwo – mowil Niemen. – Prawie do konca XIX wieku stal we wsi drewniany kosciolek. Dopiero potem, za pozwoleniem cara Mikolaja, pozwolono wybudowac piekny, neogotycki kosciol, ktory przetrwal do dzis. Wojny nie pamietam, poza jednym obrazem, jak siedzimy z siostra w okopach, kiedy uciekali Niemcy. Mimo roznych zawirowan dziecinstwo wspominam z sentymentem. Potrafilem zaszyc sie w lasy grzybne, buszowac po lakach, lowic ryby. To byl raj na ziemi.
Wszystko zmienilo sie po wojnie. Na poczatku lat 50. zmarl ksiadz, zamknieto kosciol, gdzie Niemen spiewal od dziewiatego roku zycia w chorze. W szkole, mimo ze oprocz dzieci nauczycieli wszyscy uczniowie byli Polakami, nie bylo mowy o lekcjach jezyka polskiego.
– Przyjechalem do kraju, kiedy Gomulka domagal sie powrotu Polakow, ktorzy znalezli sie po wojnie za granica – mowil Niemen. – Skonczylem 19 lat, grozilo mi powolanie do sowieckiej armii. Przyjechalismy do Bialogardu, na pomorskie ziemie odzyskane. Ojciec niedlugo potem zmarl, ja poszedlem do szkoly muzycznej w Gdansku.
Dwa lata chodzil do klasy fagotu. Rodzinne strony odwiedzil dopiero w latach 70. – Zobaczyl zdewastowany ogrod, zapuszczony staw, w ktorym kapal sie bedac dzieckiem. Przezyl to bardzo i juz nigdy nie chcial wrocic do Wasiliszek – mowi Pawel Brodowski, dzisiaj redaktor naczelny "Jazz Forum". Sasiedzi z Wasiliszek wspominali, ze sfilmowal dom, okolice, ale w chwile pozniej zniszczyl kasete.
– Nikomu nie opowiadal o dziecinstwie, ale okazalo sie, ze mielismy wspolnego wujka, Wladyslawa Markiewicza – mowi Maryla Rodowicz. – Mieszkal w Chicago i w latach 80. powiedzial mi, ze Czeslaw byl u niego w domu. Jak sie o tym dowiedzialam, zaczelam mowic do Czeslawa per wujku. Moje dzieci, ktore rowniez go lubily, tez go tak nazywaly. Denerwowal sie.
Wsrod prostych, krytych strzecha lub gontem, drewnianych chat dom Wydrzyckich wyroznial sie, bardziej przypomnial dworek niz wiejska chate. W rodzinie wszyscy byli muzykalni. Ojciec Czeslawa byl stroicielem fortepianow, zegarmistrzem, siostra grala na wielu instrumentach. Maly Czesio jeszcze ledwie chodzil, a juz wlazil na taboret i bawil sie, uderzajac w klawisze instrumentu.
Niewiele osob wiedzialo, ze mial zone z Wasiliszek, do ktorej wspomnien dotarl nasz trojmiejski korespondent Piotr Adamowicz. Byl od niej starszy o dwa lata. Spiewal w chorze i udzielal sie w roznych kolkach. Ona tez. To byla pierwsza, szkolna milosc. W 1957 r. wzieli slub cywilny. Wielu mlodych korzystajac wtedy z okazji wyrwania sie z ZSRR, zenilo sie pro forma. Ich zwiazek byl inny – Czeslaw wyslal jej z Polski zaproszenie i juz w kraju wzieli slub koscielny. W Gdansku imal sie roznych zajec, mial nawet zostac dokerem w porcie. Dorabial malowaniem szyldow. Zona poszla do pomaturalnej szkoly dla pielegniarek. Mieszkala w bursie na terenie Akademii Medycznej. Mezczyzni mieli wowczas wstep tylko do swietlicy na parterze. Tam sie spotykali. Mimo ze w 1960 roku urodzila im sie corka, ich drogi zaczely sie rozchodzic. On coraz czesciej tworzyl i wystepowal. Ona, majac 20 lat, musiala szybko dorosnac, zaczela pracowac. Nigdy nie zamieszkali razem, nie stworzyli rodzinnego domu. Moze gdyby bylo inaczej, ich zwiazek by przetrwal. Moze ich milosc byla zbyt mlodziencza, zbyt niedojrzala. Formalnie rozeszli sie w drugiej polowie lat 60. Umowili sie, ze nie bedzie o niej mowil, a nawet wymienial jej imienia. Dlatego do dzis pozostaje anonimowa.
- Z gitara i w sombrero
Z bursy szkol muzycznych na ulicy Gnilnej w Gdansku zapamietal Niemena Seweryn Krajewski: – To byla niema, wstrzasajaca scena. Poszedlem umyc sie do lazienki, ktora miescila sie na pietrze. Tam uslyszalem wzmocniony echem, wspanialy, jodlujacy meski glos – przewiercal powietrze, brzmial niesamowicie. Chcialem zobaczyc, kto tak spiewa i zszedlem w poblize pomieszczen gospodarczych, gdzie byl urzadzony pokoj. Zobaczylem mezczyzne o wspanialej figurze podkreslonej obcislym swetrem, z podciagnietymi rekawami, krotko przystrzyzonego, z przerzedzonymi wlosami, w poludniowoamerykanskim typie – z czarnym wasem. Stal z noga oparta na krzesle, na niej trzymal gitare i spiewal. To byl Czeslaw Wydrzycki. Stalem, patrzylem i chlonalem spiew. Bylem smarkaczem, mlodszym o osiem lat, nie bylo o czym gadac. W szkole cwiczylem na pianinie Mozarta i Beethovena. Ale wlasnie wtedy pomyslalem, ze chce spiewac, tak jak on. Zaczalem sie uczyc grac na gitarze.
Pierwszym szefem artystycznym Czeslawa Wydrzyckiego byl Wowo Bielicki, zalozyciel kabaretu To Tu, w ktorym wystepowali m.in. Bogumil Kobiela, Jacek Federowicz, Zbigniew Cybulski. – Pod koniec lat 50. przyprowadzono mi do klubu mlodego czlowieka spiewajacego poludniowoamerykanski repertuar – mowi Bielicki. – W uroczy sposob interpretowal piosenki w stylu "Rosly dwa drzewka". Kiedy zaspiewal wysokim, idealnie czystym glosem, zrobilo sie milo na sercu. Mial absolutny sluch, co jest rzadkoscia, mocne oczy, sympatyczny usmiech. Zachowywal sie bardzo powsciagliwie, ale nie byl zahukanym prowincjuszem. Emanowala od niego sila. Wiadomo bylo, ze bedzie w zyciu kims. Nie podobalo mi sie jego sombrero, koszula z fredzlami i meksykanskie spodnie – wszystko to bylo w nie najlepszym guscie i wstydzilem sie zaprosic go do programu, ale byl na tyle atrakcyjny wokalnie, ze przelamalem sie.
Franciszek Walicki, dziennikarz muzyczny: – Spotkalem Czeslawa w klubie Zak i zaprosilem do wystepow w Niebiesko-Czarnych. Jego piosenka pelnila role przerywnika, bo odstawal od grupy, ktora grala rock and rolla.
Walicki, ktorego zona wymyslila pseudonim artystyczny dla Wydrzyckiego, zabral go na jeden z trudniejszych koncertow – do wiezienia dla kobiet w Grudziadzu. Niemen, jak zwykle, wyskoczyl na scene z gitara, zaczal spiewac poludniowoamerykanski repertuar.
– Nagle uslyszalem wybuch smiechu, dziewczyny nie mogly sie powstrzymac – mowi Walicki. – Bylem zalamany, wyszedlem z sali.
Po chwili jednak musial wrocic, bo nie mogl uwierzyc wlasnym uszom: – Dziewczyny plakaly ze wzruszenia krokodylimi lzami, szlochaly, nie mogly sie uspokoic. Objalem Czeska. Poczulem sie jak poszukiwacz zlota, ktory po ciezkiej, bezowocnej pracy, na dnie drucianego wybieraka znalazl ziarnko szczerozlotego kruszcu.
– Z Wybrzeza dochodzily glosy, ze w Non-Stopie pojawil sie wokalista, ktory doprowadza dziewczeta do placzu – mowi Pawel Brodowski, podowczas muzyk Chocholow. – To byl on. Juz wtedy otoczony mitem.
Walicki zasugerowal Niemenowi zmiane muzycznego wizerunku. Pozyczyl mu plyty Chucka Berry'ego, Fatsa Domino. – Odnalazl sie w nowym repertuarze i zaczal sam komponowac – kontynuuje Walicki. – Wprowadzil do zespolu owczesna narzeczona Ade Rusowicz, dla ktorej napisal "Hej, dziewczyno, hej" i "Za daleko mieszkasz mily". Piosenka "Dziwny jest ten swiat" pokazywala, ze Niemen dojrzal do solowej kariery.
Czeslaw Niemen: Skromne muzykowanie, 1973.
(fot. PAP).
- Piekna pani Malgorzata
– Gralem w Chocholach, kiedy postanowil odejsc z Niebiesko-Czarnych i rozwinac skrzydla – wspomina gitarzysta Tomasz Jaskiewicz, muzyk najdluzej grajacy z Niemenem. – Zawsze byl w nim nieograniczony potencjal, tylko od okolicznosci zewnetrznych zalezalo, jak mogl go wykorzystac. Decydujac sie na solowa kariere podejmowal przelomowa decyzje, ale potrafil zachowac do tej sytuacji dystans.
Chocholy przeksztalcily sie w zespol Niemen i Akwarele. Towarzyszyl im zenski chorek Respekt.
– Pamietam, jak z dziewczynami zaczelysmy platac slowa podczas jednego z koncertow – wspomina Krystyna Pronko. – Po koncercie Czeslaw spojrzal na nas i z charakterystycznym wschodnim akcentem zapytal: "Co wyscie dziewczyny dzis spiewaly?". Zachowal sie sympatycznie. Nie krzyczal. Byl bardzo opanowany.
Po nagraniu z Akwarelami znakomitych albumow "Dziwny jest ten swiat", "Sukces", "Czy mnie jeszcze pamietasz?" zalozyl zespol Niemen Enigmatic z udzialem muzykow jazzowych.
– W grupie, ktora nagrala m.in. "Bema pamieci zalobny rapsod" znalazlem sie ja, Zbyszek Namyslowski, w sesjach nagraniowych bral takze udzial Michal Urbaniak – opowiada Czeslaw "Maly" Bartkowski. – To byl niesamowicie plodny okres, fascynujace doswiadczenie, ale tez proba sil – Niemen byl z innego swiata niz my, jazzmani, inaczej podchodzilismy do spraw harmonii. Musielismy szukac zlotego srodka.
– We Wloszech gralismy zbyt nowoczesna, trudna muzyke – mowi Bartkowski. – Pamietam wystep w dyskotece, to bylo bodaj w Rimini. Publicznosc przyszla tanczyc, a my gralismy "Bema pamieci zalobny rapsod". Ludzie nie wiedzieli, jak sie zachowac. A my gralismy swoje.
– W Czeslawie byla wtedy zadurzona wloska gwiazda Farida – mowi Bartkowski. – Nie pamietam, czy ona byla Sycylijka, czy jej maz, ale chwilami wialo groza. Mysle, ze powrot do kraju byl wybawieniem dla nas wszystkich.
– Czeslaw byl dzentelmenem – tlumaczy Tomasz Jaskiewicz. – Kiedy Farida przyjechala do Polski, niczego nie mozna bylo zauwazyc. Osoby postronne nie mialy powodu do domyslow.
– Byl atrakcyjnym mezczyzna, ale z moich obserwacji wynikalo, ze nie wykorzystywal swojej popularnosci – uwaza Krystyna Pronko.
– Zdarzalo mi sie widziec fanki czekajace na schodach, przed drzwiami jego mieszkania – wspomina Andrzej Marzec, wieloletni promotor zagranicznych koncertow Niemena w Pagarcie. – Z niezwyklym urokiem i usmiechem tlumaczyl, ze juz musi isc, ze jest zajety.
Kobieta zycia stala sie pani Malgorzata. Pracowala w zespole modelek Nowe Pokolenia Grazyny Hase i Wowo Bielickiego.
– Sliczna, szesnastoletnia dziewczyne zobaczylismy z Grazyna w bufecie Wytworni Filmow Dokumentalnych na Chelmskiej, gdzie byla goncem – wspomina Wowo Bielicki. – Byla w sandaleczkach i krociutkiej spodniczce – po prostu cudo! Czesiek wypatrzyl ja na jednym z naszych pokazow. Zakochal sie, ich milosc byla jak piorun z jasnego nieba. Nastepny raz zobaczylem go na festiwalu w Sopocie. Machal do mnie reka, na jego kolanach siedziala sliczna Malgosia.
- Mylil wygladem
Osobny rozdzial w biografii Niemena stanowia jego kostiumy. – Sam je projektowal – mowi Andrzej Filipek. – Sam wygrzebal gdzies slynny kozuszek, ktory w koncu oddal w zamian za bumerang goszczacemu w Polsce aborygenskiemu muzykowi!
– Nosil oryginalna rosyjska rubaszke z surowego plotna badz jedwabiu w kolorze ecru. Przekazalem mu ja od znajomych mojej rodziny z Kresow – wspomina Tomasz Jaskiewicz. – Byla pieknie wyhaftowana, kilkakrotnie sie w niej sfotografowal. Lubil ja. To bylo proste stwierdzenie faktu, ze nie zapiera sie swoich korzeni. Innym razem nosil czarny garnitur z haftami ze zlotego szychu. Sam je zaprojektowal, wyhaftowaly – zakonnice. Kwiatowe kostiumy zasugerowala nam Barbara Hoff. Ubrala nas na pierwszy wyjazd polskiej ekipy na MIDEM, gdzie byl z Tomem Jonesem rownorzedna gwiazda. Mial wtedy kostium uszyty z pasiaka lowickiego, gruby, ciezki, mozna bylo sie w nim spocic, ale wygladal efektownie, jak stroj gwardii papieskiej.
– Dzis jest postacia-symbolem, ale kiedy wrocil z Paryza, po koncertach w paryskiej Olimpii w peruce i w kapeluszu, budzil kontrowersje – mowi Jerzy Gruza. – Zyl wbrew obiegowym opiniom, polskiej zasciankowosci i polityce partyjno-rzadowej, niezwykle twardy w swojej postawie, nieulegajacy naciskom. Byl artysta, ktory sie wykreowal. Jego kozuszki, kapelusze byly rodzajem twierdzy, w ktorej tworzyl wlasne srodowisko, nie tylko na scenie, takze w zyciu prywatnym. Nigdy nie mozna bylo go zobaczyc w szarym garniturku. Zawsze byl inny, kolorowy, niecodzienny. Do tego trzeba bylo niezmiernej odwagi. Kiedy przyszedl do Opery Lesnej z zakochana w nim do nieprzytomnosci Farida, mial na glowie sombrero, ktorym wspoltworzyl jakis pozaustrojowy swiat. Przy nim nie czulo sie PRL.
Zdaniem Wowo Bielickiego kapelusz byl odpowiedzia na naturalny u rockmanow kompleks coraz rzadszych wlosow. W tamtych czasach muzyk mlodziezowy nie mogl pokazac sie z taka fryzura.
Gdy profesor Kazimierz Rudzki zapytal Niemena, dlaczego ubiera sie tak dziwnie, odpowiedzial, ze "kostium ukrywa niedoskonalosci ciala, trzeba sie w nim czuc wygodnie".
– Gdy poznalem go blizej, ukulem powiedzonko, ze "Czeslaw myli wygladem" – wspomina Wojciech Mlynarski. – Nieomalze szokowal nim i strojami, ktore nosil nie tylko na scenie, ale i na co dzien. Nie odbieralem jego wizerunku jako pozerstwa. Zastanawiajacy byl kontrast – ekscentryczny wyglad i cichy, skromny, wrazliwy czlowiek. Ktos inny mogl popasc w bufonade, on byl od tego daleki.
Do historii przeszla sila fizyczna Niemena.
– Kiedy nagrywalismy w radiu, w ktorym studio miescilo sie na drugim pietrze, przywieziono Czeslawa organy Hammonda, duzy palisandrowy mebel o wadze 300 kilogramow – mowi Tomasz Jaskiewicz. – Do pokonania byly krete schody, w pewnym momencie organy utknely na zakrecie, zaklinowaly sie. Tragarze i muzycy sapali zlani potem. Wtedy przyszedl Czesiek i rozwiazal problem wlasnorecznie – przysadzil sie do organow i dzwignal sam bez wiekszego problemu. Na koniec powiodl po nas zartobliwie wynioslym spojrzeniem, jakby pytajac: "Co byscie beze mnie zrobili?". Lubil miec uznanie z powodu swej sily.
Uwielbial tez jezdzic samochodem. – Pamietam jeden z sylwestrow, gdy kupionym od Jerzego Skolimowskiego fordem mustangiem objechalismy wszystkie dyskoteki w Warszawie – mowi Andrzej Filipek, kierownik techniczny zespolu Niemena. – Potrafil sie bawic sie bez alkoholu.
Czeslaw Niemen, wczesne lata 1970.
(fot. Marek Karewicz).
- Fotografia z dowodztwem pulku
– Czesiek znalazl mnie w kabarecie Groteska w Krakowie i po powrocie z Wloch zaproponowal poprowadzenie gigantycznej trasy koncertowej po Polsce – zwierza sie Krzysztof Materna. – Na koncertach pojawiala sie rodzina Czeslawa, to bylo dla niego bardzo wazne. Dbal o to, zeby siedzieli na dobrych miejscach. Podczas trasy za jeden z moich pomyslow odebrano mi karnie stawke. Przed drugim wystepem w Operze Lesnej zdazylem noca wytlumaczyc Czeslawowi, ze nie powinnismy go konczyc smutnym utworem. Czesiek podjal wyzwanie i zagral na bis numer The Jackson Five, co tak rozochocilo mlodziez bigbitowa, ze polamala lawki na widowni, rozpoczela sie burda. A tak bardzo bylem dumny z mojego pomyslu! Nie przeszkodzilo to Czeslawowi wykonac wspanialego gestu wobec mnie. Jako uchylajacy sie od sluzby wojskowej zostalem w koncu zeslany do wojska. Niemen, bedac nieslychanie wazna osoba, postanowil dac darmowy wystep w mojej jednostce w Trzebiatowie nad Rega. Sprzet przywiozly wojskowe ciezarowki z Koszalina. Gral trzy godziny, obejrzala go cala jednostka. Po zakonczeniu sfotografowal sie ze sztandarami jednostki i calym dowodztwem pulku – po to, zeby mnie zwolnili na urlop. Od razu pojechalismy do Opola, gdzie poprowadzilem wieczor jego Zlotej Plyty. Ten gest scementowal nasza przyjazn.
Wystep w Opolu, poczatek lat 1960.
(fot. Marek Karewicz).Po zamknieciu wloskiego rozdzialu kariery, Niemen rozpoczal podboj rynku niemieckiego i skandynawskiego. Pomoca w nawiazaniu kontaktow w Niemczech, podobnie jak i we Wloszech, sluzyl Roman Waschko. Jeden z jego przyjaciol byl wysoko postawiona figura w niemieckiej wytworni plytowej CBS.
– Pierwszy niemiecki album "Strange Is The World" nie byl wielkim hitem komercyjnym, ale CBS poznalo sie na artystycznej randze nagran i inwestowalo w artyste – mowi Andrzej Marzec. – Czul satysfakcje. Nagrywal w Monachium w studiu, w ktorym goscili wtedy The Rolling Stones i Queen, pracowal z ich realizatorem.
W 1973 r. Niemen nagral w RFN plyte "Russische Lieder", w Polsce – poza kilkoma piosenkami – dotad nieznana. Byl to powrot do muzyki mlodosci. Jak wspominal, w domu czesto spiewano rosyjskie piesni. Cerkiewnego spiewu jezdzil sluchac do cerkwi w oddalonym o 60 kilometrow Grodnie.
– Mysle, ze nagranie "Russusische Lieder" zaproponowal pracujacy w CBS pan Wünderlich – uwaza Andrzej Marzec. – Podczas wojny walczyl w Rosji i w Polsce, byl oficerem Wehrmachtu, siedzial w polskim wiezieniu, gdzie nauczyl sie naszego jezyka. Zapamietalem go jako czlowieka niezwykle otwartego. Byl bardzo oddany Czeskowi. W przeciwienstwie do popularnego w tamtych latach albumu z rosyjskim repertuarem, ktory Iwan Reprow nagral lekko, latwo, przyjemnie i "pod noge", Czeslaw zaprezentowal wielka sztuke. Realizatorzy nie mogli uwierzyc, ze jeden artysta mogl nagrac wszystkie glosy w partiach choralnych.
To przekonalo wladze CBS do planow wydania plyty Niemena w Wielkiej Brytanii. – W 1974 r. polecielismy do Londynu, gdzie fetowano nasz pobyt w sposob bardzo okazaly – wspomina dalej Andrzej Marzec. – Ogladalismy musicale, koncerty, w tym Pink Floyd w Wembley Arena z programem "The Dark Side Of The Moon"! Show robil takie wrazenie, ze odpadala glowa. Widzielismy m.in. projekcje z sekwencja Brezniewa. Zastanawialismy sie, co mozna zrobic w naszej siermieznej rzeczywistosci za pomoca paru lampek i sprzetu przywiezionego z Wloch.
Firma CBS zaprosila tez Niemena do Stanow Zjednoczonych. Na nagranie plyty wydano 60 tysiecy dolarow. W sesji wzial m.in. Jan Hammer i Michal Urbaniak. Ale oczekiwanego przelomu nie bylo.
Legenda obrosla sprawa zaproszenia naszego muzyka do zespolu Blood Sweet And Tears. Przesluchanie Niemena mialo sie odbyc podczas koncertu w Malmoe. Moment wyjazdu z Warszawy przedluzal sie. Slynny ford mustang mknal 150 km na godzine po kretych polskich drogach, ale muzycy zobaczyli tylko swiatla odplywajacego promu.
– Sprawe przezyl spokojnie – mowi Andrzej Marzec. – Wcale nie bylo przesadzone, co z tego moze wyniknac. Nie roztrzasal problemow. Mial wlasna wizje rozwoju i to dawalo mu wewnetrzny spokoj. Przy jego popularnosci w Polsce, zagraniczne plany nie mialy tak wielkiego znaczenia.
– Mialem niewielka satysfakcje, jesli nie liczyc koncertow u boku znakomitych zespolow, takich jak Blood Sweat And Tears czy Spencer Davies Group – wspominal Niemen. – Niby mialem szanse, kiedy nagrywalem dla CBS International. Probowano mnie wylansowac, ale nie czulem ze strony moich opiekunow determinacji. Zaczalem sie powoli wycofywac.
- Azylem byla poezja
– Mimo ze urodzilem sie w przedwojennej Polsce, na Kresach nigdy nie konczylem zadnej polskiej szkoly – opowiadal Niemen. Moim ulubionym poeta byl Lermontow. To byly moje nastoletnie fascynacje. Dopiero pozniej, przyszlo zainteresowanie filozoficzna sfera poezji Herberta, Lesmiana, Slowackiego. Wzialem sobie do serca, ze jestem jednym z wielu "poznych wnukow" Norwida. Wspolnie z Pawlem Brodowskim wystosowalismy list do Jaroslawa Iwaszkiewicza, kiedy powstawala muzyka do wiersza "Piosenka dla zmarlej", poniewaz Pawel tlumaczyl to na jezyk angielski. Bez wiekszego entuzjazmu zgodzil sie. Kiedy zamierzalem nagrac Herberta, Polskie Nagrania, monopolista fonograficzny, nie chcial sie zgodzic. Przemycilem jedynie niezwykly jego wiersz "Kamyk". Herbert nie bardzo to trawil, nie lubil takich krzykaczy, rockandrollowcow – jak ja. Dopiero po jego smierci dowiedzialem sie od zony poety, ze cenil mnie za "Bema pamieci zalobny rapsod" Norwida. Osobiscie sie nie spotkalismy. Probowalem, ale nie chcialem byc namolny. Napisalem dwa wiersze dedykowane poecie, "Slowo i granit" i "Do Zbigniewa Herberta (w kwestii muzyki pop)".
– Blizej poznalismy sie, gdy stworzyl Akwarele, dla ktorych napisalem kilka tekstow – mowi Wojciech Mlynarski. – Dwukrotnie mielismy ture po Polsce z popularna audycja "Zgaduj-zgadula". Jechalismy w tym samym autobusie. Zauwazylem, ze byl introwertyczny, jednoczesnie o zdecydowanym pogladzie na muzyke. Zgadalismy sie o Norwidzie, akurat mialem jego tomik przy sobie i polzartem powiedzialem, zeby napisal muzyke do "Bema pamieci...". Ogromnie mu sie to spodobalo. Uwazam, ze kompozycja napisana do Norwida to jedno z jego najwiekszych dokonan. Potem stalo sie cos, czego sie nie spodziewalem. Niemen nie poszedl w strone komercji, urzekla go poezja spiewana. Mial intuicje i gust. Bozy dar pozwalal mu znajdowac wlasciwy jezyk wypowiedzi, kiedy interpretowal bardzo trudne, refleksyjne wiersze, ktore mozna zatluc muzyka. Powstaly utwory tak piekne, jak "Jednego serca" czy "Kleczac przed Toba". Wajda mowil, ze tylko Niemen, nikt inny moze zaspiewac partie Chochola w filmowym "Weselu". Mysle, ze Wajda potrzebowal krzyku, rozdarcia.
– Pojawienie sie Czeslawa Niemena w "Weselu" jako glos Chochola jest, nie chwalac sie, moim pomyslem, choc muzyke do tego filmu skomponowal Stanislaw Radwan – mowi Andrzej Wajda. – To on dal szanse, podczas nagrania, rozwiniecia sie w tej zdumiewajacej piesni wszystkim tajemnym brzmieniom glosu Niemena. To dziwne i jedyne w swoim rodzaju, ale film Wesele zrosl sie juz na zawsze z tak zaspiewanym tekstem: "Miales chamie zloty rog...", a glos Niemena "niesie sie po lesie..." i bedzie niosl, jak dlugo film ten bedzie wracal do widzow.
W 1975 r. schronil sie w Teatrze Narodowym u Adama Hanuszkiewicza. – Pamietam go jako zamyslonego swiatka, ale dla mnie byl przede wszystkim piesniarzem sakralnym, idealnym kompozytorem integralnej czesci muzyki moich spektakli – III czesci "Dziadow" i "Ustepu" – wspomina Hanuszkiewicz. – Fenomalnie skomponowal chory anielskie i diabelskie. Napisal fantastyczna muzyke do metafizycznych dramatow Juliusza Slowackiego "Snu srebrnego Salomei" i "Samuela Zborowskiego". Polaczylo nas zauroczenie polska literatura, z ktora obaj zetknelismy sie poza szkola podczas okupacji.
- Partia, co pochlebcow slucha
Czeslaw Niemen wielokrotnie podkreslal, ze czul sie w PRL przesladowany. Jak mowil, przetrwal tylko dzieki fanom. Pierwsza krzywde partyjno-rzadowe media wyrzadzily mu kolportujac nieprawdziwa informacje, ze podczas koncertu pokazal... "cztery litery". Niemen chcial to dementowac, nie udalo sie. Przez wiele lat mial problemy z mieszkaniem. W latach 60., kiedy nie gral koncertow, wynajmowal pokoj w warszawskim hotelu MDM. Potem kupil dwudziestokilkumetrowa kawalerke na Niecalej. Ale wladze miasta nie chcialy go zameldowac. Mieszkal na dziko i ciagle wzywano go w tej sprawie na kolegium. – Wydzialy Komitetu Centralnego mialy wyrazne dyrektywy. To chyba Krasko powiedzial, ze "nie bedziemy lansowac Niemenkow". No i nie lansowali – mowil.
– Wielu bylo kolegow, ktorzy umoczyli sie w kampanii antyniemenowej, bo uwazali, ze dowcipne jest obnazanie wad Niemena – uwaza Wowo Bielicki. – Bylo mnostwo uszczypliwych glosow, cierpkie uwagi i okropny film Marka Piwowskiego. Moim zdaniem byla to plama Piwka, w zamierzeniu srodowiskowy wyglup, ale atmosfera byla ku temu sposobna.
– Kiedys zrobilem zartobliwy portret filmowy Niemena – wyjasnia Piwowski. – Jego fani zarzucili mi, ze oczerniam idola, a krytycy, ze go wybielam. A portret to nie laurka. Samo biale – nic nie widac. Samo czarne – tez trzeba mieszac, zeby zobaczyc czlowieka w calym jego bogactwie. On mial glos tak fenomenalny, ze krytycy z braku argumentow czepiali sie, ze za kolorowo sie ubiera. To byly takie czasy, ze jak ktos dostal talon na zolta lade, wolal zaczekac na szara. Przeprosilem Niemena za film. Dzis bym juz takiego nie zrobil.
– Jego potkniecia, ktorych nie brakowalo w wypowiedziach, byly wyolbrzymiane i to wlasnie pokazuje film Piwowskiego – uwaza Andrzej Marzec. – Wynikaly z pewnego rodzaju naiwnosci, dobrego serca. Tracil na tym, a nie powinien. Dlatego stopniowo zamykal sie, brak zycia towarzyskiego rekompensowal malzenstwem z Malgosia. Znajdowal akceptacje w domu.
– W 1976 r. napisal dla mnie dwie piosenki do tekstow Jonasza Kofty – "Kiedy sie dziwic przestane" i "Piesn ocalenia", ktora chcialam wykonac w Opolu w "Premierach" – mowi Maryla Rodowicz. – Namawialam go wiele tygodni. W koncu udalo sie. Pojechalismy razem, zaspiewalismy i... wycieli nas z transmisji. Smial sie ze mnie. "A widzisz" – mowil. Brak otwartosci bral sie z tego, ze nigdy nie byl rozumiany ani jego stroj, ani sposob spiewania. Spotkalo go z tego powodu wiele przykrosci. Coraz bardziej bal sie podstepu, ze ktos chce go wykorzystac, jak w filmie "Sukces". Bal sie byc smieszny, bal sie niepowodzenia.
W 1979 r. zwyciezyl w sopockim konkursie piosenka "Nim przyjdzie wiosna". Zaczeto plotkowac o jego zwiazkach z wladza.
– Po wydarzeniach w Radomiu wladze staly sie rzekomo bardziej liberalne – tlumaczyl w wywiadzie dla Rzeczpospolitej. – Jednak dwukrotnie moj wystep zdjeto z telewizyjnej anteny. Powiedzialem o tym w jednym z wywiadow. Wtedy Jerzy Gruza zaproponowal mi wystep w Sopocie. Ale zaraz znalezli sie tacy, ktorzy powiedzieli, ze zwyciezylem dzieki partii, do ktorej sie zapisalem. Tego bylo za wiele. Nawet w ruskiej szkole nie bylem ani pionierem, ani komsomolcem. Nie strugajac wariata, mowilem wprost, co mysle. Kiedy pod koniec lat 60. mialem propozycje przyjecia czerwonej legitymacji, zacytowalem fraszke Norwida: "Jezeli szukasz nieprzyjaciol swoich nieprzyjaciol, to jakbys szukal ostrza, zebys w rane zacial/ I nie jestes z milosci ogolnego ducha, lecz z ducha partii, ktory, co pochlebne slucha..." Facet sie zamknal. Nie. Nie bylem w zadnej partii.
Padl ofiara manipulacji na poczatku stanu wojennego. – Z programu swiatecznego, ktory nagralem przed 13 grudnia, wmontowano bez mojej zgody fragment wypowiedzi do "Dziennika TV" – mowil z gorycza. – Czesc opozycji, zwlaszcza za granica, probowala mnie bojkotowac, zanim nie zrozumiala, ze to byla intryga, cwiercinteligentna manipulacja pulkownikow kontrolujacych TVP.
- Tak, ale po co?
– Plyty "Dziwny jest ten swiat", "Sukces", "Czy mnie jeszcze pamietasz?" powstawaly jako muzyka zaplanowana, zaaranzowana – mowi Tomasz Jaskiewicz. – W zamysle to bylo bardzo swieze, spontaniczne, w wykonaniu profesjonalne. "Enigmatic" z "Bema pamieci..." dazyl do poszerzenia percepcji. Pojawily sie improwizacje. Doszlismy do granic eksperymentow atonalnych.
Potem pojawila sie muzyka elektroniczna, najmniej lubiana przez szeroka publicznosc.
– Pamietam go z Sopotu, gdy wystapil z wielka elektroniczna maszyneria – wspomina Jerzy Gruza. – Wczesniej zastanawialismy sie, ile ma zagrac – 5 czy 10 minut. A on gral bez konca. Nie wszystkim to sie podobalo, ludzie zaczeli wychodzic. Nie wszyscy chcieli pamietac, ze niewazne, jaki temat bral na warsztat, czy spiewal o papugach czy o Bogu – zawsze robil cos szlachetnego.
– Mysle, ze zainteresowanie elektronika wzielo sie stad, ze Czeslaw, jak kazdy muzyk, chcial miec pelna kontrole nad tym, co robi – mowi Tomasz Jaskiewicz.
– W 1967 r. Niemen spiewal na festiwalu w Opolu "Sen o Warszawie" – mowi Pawel Brodowski. – Przed wykonaniem "Dziwny jest ten swiat" realizator zaczal poprawiac parametry dzwieku. Na widowni byly "najwyzsze czynniki", transmisja szla na zywo, a Czeslaw jak gdyby nigdy nic, zrobil przerwe w wystepie i powiedzial do realizatora dzwieku: "Panie inzynierze! Niech pan przestanie, ja sie sam bede miksowal!". To byly slowa typowe dla jego postawy tworczej do konca zycia. Z biegiem lat z zespolu zaczelo ubywac muzykow, zostal sam na sam z ogromna elektroniczna aparatura, a w koncu nawet osobiscie podlaczal pajeczyne kabli swego instrumentarium przed koncertami. Sam sie nagrywal, sam projektowal okladki, sam zaczal miksowac stare nagrania z mysla o wznowieniu.
W polowie lat 90. padl pomysl dwumiesiecznej trasy po Polsce: Animalsi, Niemen, Grechuta, Krajewski, Rodowicz. – Pytal: "Manka, po co ty grasz tyle koncertow" – wspomina Maryla Rodowicz. – Tlumaczylam, ze jestem muzykiem, ze lubie. Odpowiadal: "Manka, przestan, przeciez juz pogralas sobie w zyciu". Mysle, ze przekomarzal sie. Mozliwe, ze drazyl temat, szukal sensu. Faktem jest, ze organizator trasy, o ktorej wspomnialam, malo nie dostal zawalu – juz musial drukowac plakat, a Czeslaw wciaz nie podjal decyzji. W koncu zgodzil sie, aczkolwiek niechetnie. Mial wtedy pasje krecenia kamera wszystkiego, chodzil z nia caly czas. Mowilismy na niego "Fellini". Gdy domagalismy sie, zeby cos zjesc po koncercie, nie chcial z nami chodzic na kolacje. Robil wymowki w stylu "Kto je w nocy?". Byl wegetarianinem, pytal dlaczego jemy mieso. Na znak protestu nie wychodzil z autokaru. Siedzac w restauracji, mielismy odczuwac wyrzuty sumienia.
- Poszukiwania do ostatnich dni
– Mysle, ze bardzo przezyl krytyczne recenzje albumu "Spodchmurykapelusza". Pamietam, jak rok temu dlugo trzeba bylo go przekonywac do przyjecia Zlotego Fryderyka za caloksztalt osiagniec – mowi Hieronim Wrona. – Kiedy juz sie zgodzil – rezygnowal, bo slyszal, ze nagroda jest przyznawana niesprawiedliwie. Gdy udowadnialismy, ze wszystko jest fair, nie przyszedl, bo jak powiedzial, przeszkadzalo mu palenie papierosow na sali. Nigdy nie moglismy mu wreczyc tej statuetki. Stawal sie coraz bardziej zamkniety. Mimo fascynacji Internetem i komputerami nie chcial uzywac poczty elektronicznej. Dlugo decydowal sie na kupno telefonu komorkowego. W domu nie bylo za duzo pieniedzy. Zyl z nie najwiekszych tantiem, a jednak z godnoscia. Byl wspanialym ojcem, glowa rodziny otoczona szacunkiem przez zone i wspaniale wychowane corki, Natalie i Eleonore, ktore szanowaly w nim ojca, czlowieka, nie tylko artyste. Na pewno nie pieniadze byly powodem, ze stawal sie coraz wieksza Zosia samosia. Uwazal, ze jak chce sie zrobic cos dobrze, trzeba to zrobic samemu. Sam wykonal okna do domu i krecone schody. No i nie mial czasu wszystkiego dopilnowac. Sam nie mogl poradzic sobie z choroba. Nie chcial isc do lekarza. Mowil, ze wystarczy mu siemie lniane. No i nie wystarczylo.
Wypowiedzi Czeslawa Niemena pochodza z wywiadu, jakiego udzielil Rzeczpospolitej w 2001 roku.
Pierwodruk: Plus-Minus nr 4/2004, Warszawa 24 stycznia 2004
* * *
Przed uroczystosciami [pogrzebowymi Czeslawa Niemena 30 stycznia 2004] w kosciele sw. Karola Boromeusza w Warszawie niebo bylo pochmurne, ciezkie, szare. Podczas mszy wnetrze swiatyni rozswietlily promienie slonca, rozpogodzilo sie. Kiedy wmurowywano ostatnia cegle w powazkowskich katakumbach, rozszalala sie sniezna burza, rozlegl sie potezny grzmot. Chwile potem nad Warszawa swiecilo slonce.
[...]
Urna z prochami artysty spoczela pod arkadami powazkowskich katakumb, obok Edwarda Hartwiga. Natalia i Nora Niemen [corki Artysty] odspiewaly wspolnie psalm "Zobaczyc chce niebo". Ksiadz Andrzej Bujnowski jeszcze raz podziekowal artyscie za piosenki, tchnienie wolnosci i ducha kontestacji. Prezydent [Warszawy] Lech Kaczynski mowil, ze ksztaltowal on wyobraznie swego pokolenia. Wiceminister kultury Rafal Skapski przyznal, ze nie potrafilismy pokazac artyscie, jak byl nam potrzebny. Mowiac o jego niezaleznosci, posluzyl sie slowami Norwida: nie bawil u osob w slicznie zapietych krawatach. Moze dlatego na pogrzebie zabraklo najwyzszych wladz panstwowych.
Do katakumby ustawily sie tlumy warszawiakow z wiencami, kwiatami, z wyciagnietymi ponad glowami okladkami oryginalnych analogowych wydan plyty "Dziwny jest ten swiat", transparentami "Czemu cieniu odjezdzasz".
Jacek Cieslak, Rzeczpospolita, 31 stycznia, 2004.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||