
W piecdziesieciolecie smierci Juliana Tuwima (1894-1953)
Julian Tuwim mial wiele poetyckich obliczy. Zamieszczamy wybor kilku wierszy prezentujacych trzy z obliczy Poety: mlodego, antyrosyjskiego polskiego patrioty; wielkiego liryka i czarodzieja polskiego slowa; holdowniczego socrealisty.
Pierwszy wiersz, "Wielka Teodora", posiadam tylko we fragmentach w notatce z Wiadomosci 24/219, Londyn 11 marca 1950.
Notatke te zamieszczam w calosci.Tytul calosci, bedacy wersem jednego z wierszy Juliana Tuwima, pochodzi ode mnie. (AMK)
JULIAN TUWIM
SLOWA – KREW MOICH SZARPAN ...
WIELKA TEODORA
Po wybuchu rewolucji rosyjskiej r. 1917 Julian Tuwim napisal antyrewolucyjny wiersz Wielka Teodora, ktory – odtwarzany w porywajacy sposob ze sceny – stal sie jednym z wiekszych sukcesow warszawskich teatrzykow literackich, a szczegolna popularnosc zyskal w czasie wojny polsko–bolszewickiej.
Hen, na stepie, na ponurym stepie,
Pod brzemieniem szarych chmur jesiennych,
Kedy z wichrem hula zla «taska»,
Kedy plynie mac szeroka Wolga,
A mysl nuda po ziemi sie czolga,
Posrod dni rozpacznie bezpromiennych,
Hen, na wielkim prawoslawnym stepie
Wstalo slonce, jak krwawiace slepie,
I wstal Szatan szkarlatny, zlowrogi.
Z krzykiem «Swaboda!».
I spienila sie wolzanska woda,
Uderzyla w brzegi dzika moca,
Smiechem zawyl wicher nad polnoca,
I podniosly sie z pomrukiem gniewu
W zlej niewoli zdziczale miliony,
Zmiotly trony, zdeptaly korony,
I tryumfem mocy niespetanej
Przy chichocie szatanskiego spiewu
Poszly w tany!
Po brawurowym ustepie w rytmie «kamarinskiego», gdzie nie brak obrazu, jak «lud sukinsynski» tanczy «w pulchnych skibach czarnoziemu i w kaluzach skrzeplej krwi», przychodzi bezlitosna, ostra synteza:
Jak swaboda – to swaboda,
Pal i tlucz i niszcz i rwij,
W lby cerkiewne wali grom,
Plonie dwor i plonie dom.
Tanczy potwor bizantyjski,
Tanczy pjany chlop rosyjski,
Triepakom, pakom, pakom.
Po czym daje Tuwim wizje przyszlosci o akcentach proroczych:
A kiedy wytanczycie «tasku» posrod zgliszczy,
Gdy wszystko wyrownacie, nawet miasta z ziemia,
Gdy plon olbrzymi wiekow krwawa reka zniszczy,
A czarne piesci – usta prorokow oniemia,
Gdy gramotnych nie bedzie – jeno rzady tluszczy
Rozleja sie powodzia po zmurszalym swiecie,
Wstanie ON, wyteskniony, wstanie «cham griaduszczyj».
I do nowego bostwa modlic sie zaczniecie.
Jeszcze sie dawne duchy wciela w dawnych zbirow.
Powstana Wielkie Piotry i Grozne Iwany.
Wstanie na czarnym stepie zwierz z waszych Kumirow.
Gdzie niedawno promienial Lew z Jasnej Polany.
Wizje zamyka pochod chlopow, ktorych «krzyk milionowy" zapowiada:
Och, wierni ci bedziemy, slonko hosudarze!
Trudno bylo przewidziec ze w trzydziesci lat po napisaniu Wielkiej Teodory autor jej bedzie wysylal podle depesze wiernopoddancze do ziemskiego wcielenia «szkarlatnego, zlowrogiego szatana» [1], z ktorym sie w wierszu swoim rozprawil.
PIEC STOLIC
Zebraly sie na targi i przekupy
Zwycieskie wrogi, zbrojne wola silna,
By granicznymi porozdzielac slupy
Warszawe – Poznan – Krakow – Lwow i Wilno!
Radzili dlugo przy zielonym stole,
Jako uczynic slugi swe z Polakow,
Skazali na swa wole i niewole
Warszawe – Poznan – Wilno – Lwow i Krakow.
Jezdzili po nas knutem i batogiem,
Butem i kolba nam tworzyli prawa!
Patrzaly, jak to wrog sie sciga z wrogiem,
Lwow – Krakow – Poznan – Wilno i Warszawa!
Lecz ich dosiegla dlon sprawiedliwosci,
Snac i losowi bylo o nas pilno,
Padaja trony Ich Ciemieskich Mosci!
Trwa Poznan – Krakow – Lwow – Warszawa – Wilno!
W pieciu stolicach jedno serce bije.
Jak bija skrzydla wolnych zlotych ptakow,
Piec stolic jedna swieta mysla zyje:
Warszawa – Poznan – Wilno – Lwow i Krakow!
I jedna wola – wszystkich drogowskazem.
I jedna wolnosc, jedna wszedy sprawa
I – gdy potrzeba – to powstana razem
Lwow – Krakow – Poznan – Wilno i Warszawa!
Z tomiku Satyry polityczne (Warszawa 1919; str. 7-9)
Julian Tuwim, ok. 1913,
BERLIN 1913
O, smetne, sniezne nevermore!
Dni utracone, ukochane!
Widze cie znow w Café du Nord
W mrozny, mglisty poranek.
Strach, slodki strach od stop do glow,
Dygot blekitnych, czulych nerwow,
I sen byl znow, i list byl znow:
Mgla legendarnych perfum.
Lecz nie ma mnie i nie ma mnie,
I nigdy w zyciu mnie nie bedzie.
Zostane w liscie, zostane w snie,
W tkliwej, snieznej legendzie.
Nic o tym nie wiesz. Czekasz, drzac.
Dzien sennie sypie sie i szepce.
Ach, serce moje i mlodosc ma
W srebrnej nosisz torebce.
Wczoraj? A co to bylo? Tak:
Carmen, kareta, wino, walce...
Mignelo w oczach. Nie – to ptak,
Wyszyty na woalce.
Pusto i cieplo w tym Café.
Zima sie w oknie szronem perli.
Nie przyjde. Idz. Nie spotkasz mnie.
...Wielki, wielki jest Berlin.
ODPOWIEDZ
Gdziez mnie do poematow? Ledwo wiersz wykrztusze
Z rozdygotanej krtani, drzac o kazde slowo,
Trwozac sie, czy cos znaczysz, o zawodna mowo,
Dla ktorej dzwiekow tajnych zyc i umrzec musze.
Znakami czarnej meki pstrzac biale arkusze
Modle sie, placze, plone, smierc slysze nad glowa,
Oczy na swiat podnosze – swiat patrzy surowo,
A ja myslalem przeciez, ze niebiosa wzrusze.
Sprobuj, prosze, lancetem na swej wlasnej dloni
Wyryc choc jedno slowo, ktorym serce peka,
A potem prawde powiedz: rozkosz to czy meka?
Tak bym poemat pisal, co mi z ziemi dzwoni,
Tak bym to zasluchanie zarem krwi roztrwonil,
Tak by serce zabila ta piszaca reka.
KAMIENIE RACZEJ RABAC...
Kamienie raczej rabac dla czerstwego chleba
I zuc go, by znow sily zdobyc na rabanie,
Niz tak po ziemi chodzic i tak pragnac nieba,
I tak ze szczescia cierpiec, jak ja cierpie, Panie!
Patrz, jak sie ze mnie rodza te slowa w meczarni,
Slowa – krew moich szarpan, ran rozdartych ogien.
Mojzesz, ktory sepleni, belkoce niezdarnie,
Nie mam swego Arona, co by mowil z Bogiem.
Tak dzwieczne szczescie zycia przeklenstwem sie stalo,
Apostola mi zeslij! niechaj mnie tlumaczy!
Slowo stalo sie cialem, a popiolem – cialo
I w prochu moich modlitw tarzam sie w rozpaczy.
SLOWKO O KSIEZYCU W STAWIE
Ksiezyc do wody sie rzucil,
Fosforycznym swieci topielcem.
Wieczor czarodziej swiatla przewrocil,
Zalsnil olejkiem w kazdej kropelce.
LISTY MILOSNE
Inkunabuly, papirusy, palimpsesty!
Slowa runiczne! Etruskie slowa!
Jak odcyfrowac serca szyfr bolesny,
Hieroglificzne juz dzisiaj gesty?
Jaki smutek! jaka zaloba!
A pamietam, jak slowko po slowku,
jak okrzyk po okrzyku, jak chwilke po chwilce
Wbijalem w marmur karty drgajaca stalowka:
Wiekopomnym moich cierpien rylcem.
ZAWSZE MI SIE W ZYCIU SZCZESCILO I SZCZESCI
Zawsze mi sie w zyciu szczescilo i szczesci,
Los mi nie pozalowal ni darow, ni pieszczot...
...Tylko snieg pod stopami nigdy mi nie chrzesci
Ani jesienne liscie nie szeleszcza.
Julian Tuwim, ok. 1948.
DO NARODU RADZIECKIEGO
Ludzi wielkich – nic nie uchroni
Przed poezja historii: legenda.
Juz za zycia zapowiedz im dzwoni
O tej piesni, co spiewac im beda.
Dzisiaj – cisi, strudzeni i skromni
W prozie dnia pograzeni sa szarej,
Ale tli sie juz plomyk potomny,
Co wybuchnie blekitnym pozarem.
I tak samo jest z wielkim narodem:
Az do klechdy podniosa go dzieje,
Idacego upartym pochodem
W blask zwyciestwa, co w dali widnieje.
Szary trud – zlote basnie oprzeda,
Struny o nim dzwieczace – zakwitna,
Ludy swiata wspominac go beda
Nie zwyczajna pamiecia – blekitna!
I juz tli sie, czekajac, ta luna
Legend przyszlych o Wiosnie, o Wschodzie,
I zakwitniesz, zakwitniesz na strunach,
Tworco ery, radziecki narodzie!
Wieki dadza ci range bajeczna:
Epos – jakas wszechludzka Byline,
Z Rewolucja, krasawica wieczna,
Z wiecznie zywym herosem Stalinem. [2]
1950
- Mowa o indywidualnym, holdowniczym adresie wyslanym przez Juliana Tuwima do Stalina w grudniu 1949 z okazji 70-rocznicy urodzin Generalissimusa. Oto fragment tego adresu:
"Marksizm – to bylo ziarno posiane w glebie historii [...] Stalin – madry, spokojny, nieugiety i zwycieski sprawil rozkwit i owocowanie. I odtad – wciaz nowe ziarna tych owocow beda zapladniac ziemie."(Archiwum Akt Nowych, Oddz. VI, Archiwum Lewicy Polskiej, sygn. 237/VII-343, k. 38-39.)
(powrot)- "Slowo Stalina dawno juz bylo i dzisiaj jest – i zawsze bedzie slowem o uniwersalnym znaczeniu, slowem pelnym zarliwej tresci. Istota tej tresci jest moc zespalajaca, moc laczaca, potega, ktorej nic nie zlamie."
Julian Tuwim po smierci Jozefa Stalina (Trybuna Ludu, 1953, nr 66.)
(powrot)

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||