
LOPPIS W LUND – HAPPENING ZA PIEC KORON
BARBARA KOBOS KAMINSKA
W kazda niemal sobote rankiem i przedpoludniem w Lund na Södra Esplanaden, w poludniowej czesci miasta, niedaleko centrum, odbywa sie loppis, kipiacy zyciem pchli targ. To wysmienite miejsce dla handlarzy i kupujacych, miejsce, w korym mozna sprzedac lub kupic prawie wszystko.Esplanada jest szeroka ulica o dwoch jezdniach, z aleja spacerowa pomiedzy nimi, wzdluz ktorej rozkladane sa po obu stronach, naprzeciw siebie, proste stragany. Po obu stronach alei esplanady rosna drzewa, ktore sklepiaja sie na znacznej dlugosci, chroniac przed sloncem i przed deszczem. Nadaja oprawe szczegolnej atmosferze tego miejsca, bedacej w istocie swego rodzaju happeningiem w galerii staroci i uzywanych dobr.
Stragany ze starociami i tysiacami drobiazgow, a niekiedy i z nowymi towarami ciesza sie wielkim powodzeniem. Klebia sie tu niezliczone ilosci ludzi, ogladajacych wystawione towary, targujacych sie i koniec koncow kupujacych. Ktos przeskakuje kaluze, przechodzi na ukos, biegaja rozesmiane dzieci. Od wczesnego rana panuje rozgardiasz, trudno jest wychwycic slowa. W ozywionych scenach dobijania targu, esplanada tetni, wibruje wieloma jezykami swiata.
Loppis w Lund, Szwecja.
(fot. Andrzej Kobos, 2002-2003)
Zadaszona koronami drzew esplanada zyje zyciem ukrytym przedziwnych rzeczy: starych krzesel, dawnej porcelany i ceramiki, porcelanowych kopciuszkow, lalek w srebrnych sukienkach, strojow dam z przeminionych balow, obrazkow, zametu pamiatek w nieksztaltnych ramkach, barwnych skorup, rupieciarni garow sprzed pol wieku, przyborow domowych, starych zabawek, zbieraniny parasoli.
... zyje zyciem lalki w srebrej sukience...
Loppis w Lund.
(fot. Andrzej Kobos, 2002-2003)* * *
Niezaleznie od pogody, a tak naprawde to tylko ulewny deszcz moglby mnie sploszyc, gdyz nie cierpie parasoli, nawet w romatyczne roze, od lat 1980. chodze na loppis rankiem w kazda niemal sobote. (Przed laty loppis w Lund odbywal sie na Clemestorget w poblizu stacji kolejowej.)Poczatkowo traktowalam to jako spacer dla moich przemyslen. Z czasem odkrylam u siebie pewien sentyment, szczegolnie gdy zobaczylam niemal taki sam flakon, jak ow, ktory w moim rodzinnym domu zamarzal byl w kazda zime i o dziwo nigdy nie pekl, choc czekalam na to, wrecz podekscytowana mysla o nieuchronnej eksplozji.
Moje porannosobotnie spacery po loppisie odbywam dla pocieszenia oka, dla uspokojenia duszy, dla zachowania poczucia rownowagi pomiedzy pieknem a rupieciem, otaczajacym nas na codzien. Niekiedy kupuje jakies ciekawe drobiazgi, nie zawsze ku zadowoleniu mojego meza.
Ale przede wszystkim jest to po prostu moj spacer wsrod gwarnego tlumu ludzi. Kazda sobota tam jest inna, nigdy z gory nie wiem co zobacze, co znajde, co wpadnie mi oko, kogo spotkam. Istny happening.
Moje miasto ma czesto dosyc ponure dnie pelne zamglonych ulic. Ceglaste mury domow przedzieraja sie poprzez mgle, a ja wynuzam sie z dziedzinca przed naszym blokiem mieszkalnym, wzdluz ulicy dochodze niedaleko do raczej ruchliwej ulicy, po ktorej przemykaja samochody, badz zatrzymuja sie, by handlarze przeniesli z nich zawartosc w jakies wolne dla handlu miejsce lub na chodnik przy ulicy. Niektore towary to zapewne jakies hurtowe remanenty lub jakis "lewy" import, moze z Balkanow.
Odbite w oknach przyleglych domow, pozostalosci jakiegos innego swiata, zatrzymane na krotko w czasie, stykaja sie ze swiatem codziennosci.
Widze tlum postaci snujacych sie wsrod straganow. Nawet w sloneczny dzien jest tu pod drzewami dosc ciemno. W lecie geste liscie nie przepuszczaja slonecznego swiatla, w jesieni lub zima domy przy ulicy zaslaniaja niskie slonce. Po chwili przyzwyczajam sie do polmroku (gorzej znosi ten polmrok kamera mojego meza). Rozrozniam rysy ludzkich twarzy, niektore wydaja mi sie znajome. Uderza wiele twarzy wspanialych, oryginalnych, z sumiastymi wasami.
Twarze wspaniale, oryginalne, z sumiastymi wasami...
Loppis w Lund.
(fot. Andrzej Kobos, 2002-2003)
Co jakis czas moj maz poluje swoim Nikonem na wlasnie takie, niekiedy opedzajac sie od chetnych na te maszynerie.Drobna, starsza pani o dlugich srebrnych warkoczach i w jasnym kapeluszu, usmiecha sie do bywalcow loppisu, proponujac przedziwne starocie.
Drobna, starsza pani o dlugich srebrnych warkoczach...
Loppis w Lund.
(fot. Andrzej Kobos, 2002-2003)
Starszy mezczyzna o szczuplej, dlugiej twarzy z brodka sprzedaje stare figurki i lampy.
Starszy mezczyzna o szczuplej, dlugiej twarzy z brodka sprzedaje stare figurki i lampy...
Loppis w Lund.
(fot. Andrzej Kobos, 2002-2003)
Dunczyk w czapce deGaullowce i jego zona specjalizuje sie w starych emaliowanych garnkach i lnianych scierkach i obrusach. Czlowiek w czapce baseballowej, o zarosnietej, "twardej" twarzy, przypominajacej twarz Hemingwaya, oferuje narzedzia, sruby i inny hardware.
Czlowiek o zarosnietej, "twardej" twarzy, przypominajacej twarz Hemingwaya...
Loppis w Lund.
(fot. Andrzej Kobos, 2002-2003)
Mlodzi – zakochana para, dziewczyna siedzaca na kolanach mlodzienca, przytulajaca sie z zimna – proponuja najnowsze ciuszki, sztuczna bizuterie i dawne plyty, a wszystko w idealnym stanie, za niewielkie pieniadze.
Mlodzi – zakochana para...
Loppis w Lund.
(fot. Andrzej Kobos, 2002-2003)
Niektorzy sprzedajacy to zapewne "zawodowi" handlarze, inni widac, ze amatorzy, czesto cale rodziny z dziecmi, dorywczo pozbywajacy sie domowych rupieci. Dzieci w powadze i poczuciu waznosci oferuja swoje dawne zabawki, az dziw, ze potrafia sie zdobyc na pozbycie sie ich.Wsrod ogladajacych i kupujacych najrozmaitsi ludzie, od elity, poprzez arabskich imigrantow, do ludzi wyraznie ubogich. Pelny przekroj zroznicowanej spolecznosci Lundu. Ludzi ktorzy potrzebuja tanio kupic cos uzytecznego, rozmaici kolekcjonerzy, maniacy, handlarze. Niektorzy, widac, ze snobi, polujacy na okazje, by tanio kupic cos o znanej marce. Taniosc jest oczywistym magnesem tego loppisowego "happeningu". Lopis to moze ostatnie miejsce w Lund, gdzie mozna jeszcze kupic cos znaczacego za 5, 10, 20 szwedzkich koron
Kupujacy o skupionych twarzach uwaznie ogladaja wystawione towary, starocie niewiadomego pochodzenia, zapomniane zeliwne zelazka do kolekcji. Latwo dostrzegam ciekawosc wasatego mezczyzny,
...ciekawosc wasatego mezczyzny...
Loppis w Lund.
(fot. Andrzej Kobos, 2002-2003)
zadumanie szperacza przegladajacego stosy ksiazek, pozadanie w oczach czyhajacego na jakas ciekawostke lub okazje w rozlozonych rzedach figurynek, starych narzedzi, zelastwa, uzywanych gadgetow. Szczupla twarz mezczyzny rozjasnia usmiech zadowolenia gdy tanio kupuje nastepny skarb.
Szczupla twarz mezczyzny rozjasnia usmiech zadowolenia gdy tanio kupuje nastepny skarb.
Loppis w Lund.
(fot. Andrzej Kobos, 2002-2003)
Ktos inny ma zadumana mine, widzac byc moze jak wszystko jest przemijajace, jak przedmioty wartosciowe w pewnym czasie i miejscu, kiedys zapewne komus bliskie i drogie, w tym momencie staja zupelnie anonimowe, bezduszne, bez wartosci.
Ktos inny ma zadumana mine, widzac byc moze jak wszystko jest przemijajace...
Loppis w Lund.
(fot. Andrzej Kobos, 2002-2003)
Rozpoznaje znajome twarze, wiele osob znam juz z widzenia. Zwrocone ku mnie twarze mijam ze szczerym usmiechem.W tym sobotnim loppisowym tlumie spotykam podpartego o niski rower starszego pana w berecie. To Pan Gustaw, immigrant z Litwy, specjalista od instrumentow muzycznych, ktory teraz chcialby kupic antyczny juz gramofon z tuba. Jego okragla twarz wyciaga z niezadowolenia, gdy trudno mu wytargowac nizsza cene.
Pan Gustaw, immigrant z Litwy, specjalista od instrumentow muzycznych...
Loppis w Lund.
(fot. Andrzej Kobos, 2002-2003)
Moj dlugoletni przyjaciel Janusz L. tez wedruje po tym theatrum pamiatek, rupieci i szpargalow. Teraz wlasnie zwrocony jest w sympatycznym usmiechu do fotografa, Andrzeja – mojego meza.
Moj dlugoletni przyjaciel Janusz L. tez wedruje po tym theatrum pamiatek, rupieci i szpargalow.
Loppis w Lund.
(fot. Andrzej Kobos, 2002-2003)
Mysle i ja o przemijaniu rzeczy i ludzi, o historii rzeczy, o ich dawnych wlascicielach. Mysle o losie nieznacznych przeciez przedmiotow, bez ktorych ludzie nie potrafia jednak zyc. O tym jak drobiazgi, dla jednych bagatelne, moga u innych obudzic wspomnienia z dziecinstwa, z rodzinnego domu, wzbudzic trudna do okreslenia nostalgie.W tym miescie porannie gwarnym, wieczorem bezludnie szarym, obdartym z kolorow, trwa moj nieprzerwany monolog...
* * *
Na dalsze zdjecia zapraszam do galerii fotografii mojego meza Andrzeja Kobosa z loppisu w Lund:http://www.zwoje.com/loppis/index.html/
Teksty Barbary Kobos Kaminskiej zamieszczone w Zwojach:
- Barbara Kobos Kaminska: Loppis w Lund, Zwoje 4/37, 2003
- Barbara Kobos Kaminska: Poprzez arkusze, Zwoje 4/37, 2003
- Barbara Kobos Kaminska: Drzewa na twoich fotografiach, Zwoje 4/37, 2003
- Barbara Kobos Kaminska: Na Kazimierzu roku 2003 w Krakowie, Zwoje 3/36, 2003
- Barbara Kobos Kaminska: Czas czasu (wybor wierszy), Zwoje 2/35, 2003
- Barbara Kobos Kaminska: Impresje (wybor wierszy), Zwoje 1/34, 2003
- Barbara Kobos Kaminska: Pamieci cieni, Zwoje 5/33, 2002
- Barbara Kobos Kaminska: Fatum mysli i slow, Zwoje 4/32, 2002
- Barbara Kobos Kaminska: Wariacje, Zwoje 3/31, 2002
- Barbara Kobos Kaminska: Mowa drzew, Zwoje 2/30, 2002
- Barbara Kobos Kaminska: Byc w pamieci (wybor wierszy), Zwoje 1/29, 2002
- Barbara Kobos Kaminska: Krople zycia (wybor wierszy), Zwoje 3/28, 2001
- Barbara Ewa Kaminska: Wiersze o Zagladzie - Shoah, Zwoje 2/27, 2001
- Barbara Ewa Kaminska: Wiersze, Zwoje 1/26, 2001
- Barbara Ewa Kaminska: Jesienne wiersze, Zwoje 5/25, 2000
- Barbara Ewa Kaminska: Toba, Zwoje 3/23, 2000
Copyright © 1997-2003 Zwoje