Dwa krotkie szkice z roku 1974 o Jozefie Czapskim.   (amk)





OKO I CZAS





KONSTANTY A. JELENSKI



Murielle Werner-Gagnebin zatytulowala swa piekna i uczona monografie o Jozefie Czapskim Reka i przestrzen. Trudno mi sie z tym tytulem pogodzic. Czapski to dla mnie "oko i czas". "Reka" kojarzy sie z latwoscia malarskiego gestu, z tym co potocznie nazywamy "talentem". Dary te nie wydaja mi sie dla malarza najwazniejsze. Coz z tego ze malarz moze latwo, nawet blyskotliwie utwierdzic nas w jednym z wizualnych przesadow, czy bedzie nim iluzja rzeczywistosci czy smak epoki? Jedynie wazna jest wizja. Jesli malarz widzi swiat tak jakby ogladal go po raz pierwszy, moze zmusic "reke" do przekazania tej wizji innym.

U zrodel pasji malarskiej Jozefa Czapskiego stoi nie "talent", a wlasnie wizja. Jego wczesne obrazy sa czesto "niezreczne". Qpowiadal mi on, ze Jan Cybis ("Reka" z Bozej laski) powiedzial mu, pol wieku temu i pol zartem: "Wiesz, Joziu, twoje obrazy sa tak brzydkie ze nigdy nie beda obojetne". W innej epoce, kiedy zadano od malarza zdolnosci natychmiastowego przyswojenia sobie takich czy innych malarskich konwencji, ta trudnosc moglaby go byla zniechecic. Na szczescie zaczal swa tworczosc w okresie zburzenia wszelkich konwencji, gdy oryginalnosc wizji zaczeto cenic wyzej niz zgrabnosc pedzla. Czapski mial czas reke swa oswoic, przeksztalcic ja w posluszne narzedzie swej wizji.




Jozef Czapski, Autoportret, 1972.


Malarskie oko Czapskiego, zafascynowane codziennym pozorem, umie pozor ten przebic na wylot. Metoda jego przypomina podejscie fotografa, spacerujacego po swiecie z aparatem przewieszonym przez ramie. Nie czyha on na obraz; przeciwnie – taki czy inny wycinek rzeczywistosci narzuca mu sie nagle przemieniajac bierne spojrzenie w blyskawiczna wizje. Pstryk aparatu zastepuje notatka nagryzmolona w jednym z tych grubych zeszytow oprawnych w zgrzebne plotno, z ktorymi nigdy sie nie rozstaje. Zapis migawki rozwinie on w ciemni pamieci zanim go przekaze na plotno. Sekretem jego malarstwa jest, ze nigdy nie poddda swej wizji prokrustowym zabiegom stylizacji. Styl narzuca mu wizja pierwotna, maluje on swoj obraz na czesc odbicia w zwierciadle szyby, czerwonej plamy sukni, sylwetki zauwazonej w oknie przejezdzajacego metra.

Dlatego tak mi odpowiada twierdzenie Murielle Werner-Gagnebin ze "swiat Czapskiego w swej surowej rzeczywistosci, w swej doslownosci, przeistacza sie w malarstwo metafizyczne". To wlasnie zachwycony szacunek malarza dla surowej, materialnej rzeczywistosci, dla pozornego banalu, stoi u podstaw uprzywilejowanej chwili, ktora godzi widza obrazu Czapskiego ze swiatem "takim jakim jest".

Dlatego tak mi odpowiada twierdzenie Murielle Werner-Gagnebin ze "swiat Czapskiego w swej surowej rzeczywistosci, w swej doslownosci, przeistacza sie w malarstwo metafizyczne". To wlasnie zachwycony szacunek malarza dla surowej, materialnej rzeczywistosci, dla pozornego banalu, stoi u podstaw uprzywilejowanej chwili, ktora godzi widza obrazu Czapskiego ze swiatem "takim jakim jest".

Oderwany od zycia artystycznego swego kraju, za granica bardziej znany jako rzetelny swiadek epoki niz jako malarz, Czapski jest jednym z rzadkich wielkich artystow wspolczesnych dotychczas niedocenionych. Wiedza to malarze. Sposrod moich przyjaciol, artysci tak pozornie od niego rozni jak Leonardo Cremonini czy Leonor Fini stawiaja go bardzo wysoko. Le Sieur, jedyny w swym pokoleniu autentyczny spadkobierca Bonnarda, twierdzi ze w rysunku Czapski doszedl ostatnio do doskonalosci. Patrzac na jego pozornie najprostsze rysunki, paroma czarnymi kreskami odtwarzajace swiat, przychodzi mi na mysl odpowiedz chinskiego artysty na zapytanie cesarza jak dlugo malowal wspanialego zolwia: "Minute i cale zycie".

Dlatego mam nadzieje ze monografia wydana w Lozannie oraz zwiazane z nia wystawy w paryskiej Galerie Lambert i londynskiej Grabowski Gallery przyczynia sie do odkrycia znanego malarza. ktory jest nieznanym mistrzem.







REKA I PRZESTRZEN





MURIELLE   WERNER-GAGNEBIN



U Czapskiego, klimat jest napiety: w mocy dwoch przeciwnych sobie sil, swiat malarza wydaje sie jakby rozdarty. Niezwykle wycinki postaci ludzkich wskazuja na przestrzen poza obrazem, ale ich hieratyczne postawy wrosniete sa w obraz: na zew   i n n e j  przestrzeni, odpowiadaja zrezygnowanym oczekiwaniem. Kompozycja Czapskiego, pozornie wymykajaca sie poza obraz, nigdy nie przeradza sie w ruch: stawia jej opor ciezar gatunkowy. Ale to jest tylko pierwsze wrazenie i moze nalezy pojsc dalej.

Ruchowi pozornemu, poddanemu silom magnesu ustawionego poza rama, Czapski przeciwstawia inny ruch, wewnetrzny. Skoro calosc kompozycji jest zagrozona, pozostaje jedno tylko wyjscie: w glab istoty ludzkiej. To jest klucz do jego malarstwa. Zastygli w bezgranicznym oczekiwaniu, obojetni, niemi, ludzie w obrazach Czapskiego zawieraja w sobie tajemnicza sile. Mimo skasowania "Veduty", mimo pociagu do obszarow podziemnych, do teatrow o jaskiniowych wglebieniach, do ciemnosci paryskiego metra i slepych kawiarni, mimo sylwetek umykajacych wzdluz scian, bezlitosnych labiryntow (korytarzy, galerii metra, schodow), stoi tu zawsze otworem jedna droga wyjscia: wewnetrzna.

Oczekiwanie wlasciwe postaciom Czapskiego – owo lekliwe oczekiwanie, ktore naznacza twarze, wiezi gesty, dyktuje urywany rytm kolorow i form – jest tylko cena   p o s z u k i w a n i a.

Czego sie tutaj szuka?

Czlowiek Czapskiego wydaje sie bezustannie pograzony w wytezonej rozmowie, ale rozmowe toczy on   z   s o b a   s a m y m:  odpowiednikiem formalnym jest tu raz to nieruchome oczekiwanie, raz to goraczkowa ucieczka w pozornie zamkniety labirynt.

Czlowiek walczy z soba samym, zadny poznania siebie, a za tym posrednictwem zadny poznania bytu.

Oto jak swiat Czapskiego w swej surowej rzeczowosci, w swej doslownosci, przeistacza sie w malarstwo "metafizyczne".




Jozef Czapski, Stacja metra St. Lazare, 19xx,
olej na plotnie.



Odnajdujemy, wokol "metafizycznego" leku czlowieka w malarstwie Czapskiego ten sam mrok, ktory otacza postacie Dostojewskiego. Podobnie jak u Dostojewskiego, czlowiek Czapskiego widziany jest "w umyku": przeciety w poprzek lub wzdluz, pozbawiony glowy wykracza on poza ramy obrazu. Tak nalezy rozumiec smialy "kadraz" Czapskiego. Za pomoca tych nieoczekiwanych wycinkow, ktore zaklocaja rownowage i stwarzaja napiecie, malarz powoluje do zycia postac czesciowo pozbawiona swej obecnosci fizycznej, jakby niezaspokojona pozorem: postac szukajaca swego bytu prawdziwego. W ten sposob widz staje sie powolany do wypelnienia niewidzialnej luki, do wyobrazni. Czesciowo juz w mocy swiata, ktory proponuje mu Czapski, widz idzie w slady jego postaci i sam zapada w glab samego siebie.

Istnieje brak; istnieje zasadnicze jego poczucie (twarze, nieraz potworne postaci Czapskiego czesto o tym swiadcza). Ale owo dziedzictwo negatywne nie jest ustanowione raz na zawsze. Jakkolwiek bolesna, jakkolwiek trudna, droga prowadzaca w glab samego siebie pozostaje otwarta. Pytanie stawiane jest wciaz na nowo.


Z francuskiego przelozyl Konstanty A. Jelenski.

Wyjatek z monografii Murielle Werner-Gagnebin o Jozefie Czapskim, pod tym samym tytulem, Lozanna 1974.





Teksty Jozefa Czapskiego i Jozefie Czapskim zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2003 Zwoje