HENRYK... W ZAMIECI WOJEN

Od wrzesniowej w Warszawie – po izraelskie...





HALINA BIRENBAUM



W Warszawie przedwojennej i okupowanej

Henryk Birenbaum urodzil sie w 1924 roku w Warszawie. Mieszkal na Nowym Miescie z rodzicami i starszym o rok bratem, Bolkiem. Do wybuchu wojny zdazyl ukonczyc nauke w katolickiej szkole powszechnej dla chlopcow Nr. 4 im. Kilinskiego przy ulicy Starej, ktora miescila sie w budynku klasztoru Sakramentek. Odznaczala sie ona sroga dyscyplina wychowawcza.




Rodzina Birenbaumow w Warszawie na Nowym Miescie, lata 1930.
Henryk po prawej. Zdjecie odzyskane w Izraelu.

(Bedac juz w Jaffie, odnalazla Henryka siostra jego matki, staruszka mieszkajaca wczesniej ze swa rodzina w Moskwie (oni nie uciekli do Polski podczas rewolucji w Rosji). Henryk dowiedzial sie od niej, ze w Tel-Avivie mieszka jego kuzyn z siostra, ktorzy wyjechali z Warszawy do Palestyny przed wojna. Ciotka z Moskwy zawiadomila go tez o drugiej siostrze jego matki, mieszkajacej z rodzina od lat w Paryzu. Krewni paryscy uratowali sie od zaglady na poludniu Francji. Ciotka z Paryza odwiedzila nas w latach [19]szescdziesiatych. Od niej pochodzi zdjecie Henryka z rodzicami i z Bolkiem przy skwerze na Nowym Miescie.)

Ojciec Henryka pochodzil z Lowicza. Byl inkasentem zwiazku majstrow kominiarskich. Matka pochodzila z Rosji z bardzo licznej rodziny, ktora po wybuchu rewolucji rosyjskiej w wiekszosci uciekla do Polski. Rodzina Henryka ze wzgledu na zajecie ojca miala szerokie stosunki i wielu znajomych Polakow, z ktorymi spotykali sie, goscili w domach jedni drugich.




Nad Wisla w Warszawie, 1936.
Bolek czwarty z lewej.
Zdjecie odzyskane w Izraelu od znajomego, ktory przetrwal wojne w ZSSR.


Po koniec sierpnia 1939 roku ojciec Henryka zostal zmobilizowany na wojne, walczyl pod Kutnem, nastepnie dostal sie do niewoli niemieckiej. Po pewnym czasie Niemcy zwolnili go, wrocil do domu chory, zlamany i zgnebiony.

Juz w pierwszych dniach okupacji Warszawy Henryk zostal kilkakrotnie zlapany przez Niemcow z ulicy do robot przymusowych. Pozniej wywiezli go ciezarowka wraz z innymi zlapanymi do obozu pracy w okolicach Legionowa. Rodzice nie wiedzieli, co sie z nim stalo. Jednakze po krotkim czasie udalo mu sie zbiec wraz z grupa polskich wspolwiezniow.

Przecieli druty kolczaste i zaczeli uciekac przed siebie – na oslep. Henryk sam nie wiedzial, jak dlugo tak biegl, az upadl calkowicie wyczerpany. Przenikliwy chlod poznej jesieni otrzezwil go. Przywarty kurczowo do ziemi, uslyszal nagle turkot nadjezdzajacych furmanek. To chlopi wiezli zywnosc do Warszawy.

Jeden z nich ukryl Henryka pod lawka. Przed mostem Niemcy zatrzymywali furmanki i rewidowali wozy, walac kolbami, gdzie popadlo. Ale na szczescie nie natkneli sie na skulonego pod lawka woznicy Henryka. W domu zastal zrozpaczona jego nieobecnoscia rodzine.

Jakze uszczesliwil rodzicow niespodziewany powrot syna! Ale na krotko. Pozniej zostal znowu zlapany i wywieziony do obozow pracy, w ktorych mimo straszliwych warunkow udalo mu sie przetrwac i doczekac wyzwolenia.


Powrot do zgliszcz

Kiedy w kwietniu 1946 roku Henryk powrocil do Warszawy, nie zastal tu juz nikogo, niczego! Blakal sie sam posrod morza ruin i zgliszcz. Zadnego sladu po bliskich, krewnych, jakichkolwiek znajomych! Po domach, ulicach. Nigdy nie dowiedzial sie w jakich okolicznosciach zginela jego najblizsza rodzina: ojciec, matka, brat...

Wyslannicy rozmaitych ruchow politycznych z Palestyny oczekiwali na stacjach na Zydow powracajacych z obozow nazistowskich i Rosji, namawiali ich, agitowali do wstapienia do kibucow, ktore organizowali w roznych miastach w celu wyjazdu i osiedlenia sie w Erec Israel – owczesnej Palestynie.


Droga do Erec Izrael

Henryk wstapil do kibucu w Lublinie w roku 1946, by z grupa mlodych i osieroconych, jak on, mlodych Zydow przedostac sie nielegalna droga, w niezwykle trudnych warunkach, do Palestyny. Przerzutem zajmowala sie organizacja Bricha, ucieczka (po hebrajsku).

Droga prowadzila przez Slowacje, Austrie, Niemcy i Francje. Olbrzymia wiekszosc uratowanych z Shoah udala sie w ta droge, pragnac rozpoczac nowe zycie z dala od ruin i bezkresnego grobu milionow swych rodakow – od przejawow wciaz obecnego antysemityzmu i powojennych pogromow.

W Bratyslawie kibuc lubelski polaczyl sie z kibucem grupy mlodziezy warszawskiej. Zjednoczony kibuc przyjal nazwe: La Shihrur – "Do Wolnosci". Odtad, dalsza droge odbywali razem. Tutaj tez rozpoczela sie znajomosc moja i Henryka.




Po drodze...
W jadalni w kibucu La Shihrur w Eschweige bei Kassel,
strefa amerykanska Niemiec, 1946.
Henryk pierwszy z prawej, Halina druga z lewej.




Po drodze...
Henryk Birenbaum w kibucu La Shihrur w Eschweige, 1947.




Po drodze...
Kibucnicy w Eschweige, 1946.
Henryk czwarty od lewej.


Nastapily dwa lata dalszej tulaczki po roznych miastach, po obozach dla ocalalych z Shoah utrzymywanych przez UNRRA. Wielu z nich, tzw. DPs (Displaced Persons), po wyzwoleniu zostalo w tych lagrach na terenie Niemiec – nie mieli juz dokad i do kogo wracac tam, skad ich Niemcy wygnali i zniszczyli wszystko.




Po drodze...
Kibucnicy tymczasowo we wsi Windischelebach w poludniowych Niemczech,
strefa amerykanska Niemiec, 1946.
Henryk trzeci od lewej w pierwszym rzedzie.



O niepodlegly Izrael

W Palestynie panowali wtedy Brytyjczycy i nie wpuszczali tam rozbitkow z Shoah. Angielska marynarka wojenna przechwytywala na morzu statki przepelnione zydowskimi uchodzcami i sila odsylala ich do obozu na Cypr.

29 listopada 1947 Organizacja Narodow Zjednoczonych przyznala wlasne panstwo dla Zydow w podzielonej Palestynie, majac na uwadze przesladownia i mordy narodu zydowskiego na przestrzeni wiekow – i nieporownywalny z niczym w historii ludzkiej – Holocaust. Z poczatku przyznali to de jure, a w roku 1948 – de facto.

W polowie maja 1948 roku Brytyjczycy opuscili Palestyne. Rada Bezpieczenstwa Organizacji Narodow Zjednoczonych uchwalila podzial Palestyny na dwa panstwa, dla narodu arabskiego i zydowskiego.

Arabowie nie pogodzili sie z podzialem Palestyny i utworzeniem zydowskiego panstwa. Masy wojsk z wszystkich sasiednich krajow zaatakowaly zbrojnie dopiero co powstaly Izrael. I wtedy, w roku 1948, gdy wszystkie kraje arabskie nas napadly, Stany Zjednoczone ustanowily embargo na sprzedaz broni do naszego rejonu, do naszego kraju (!). Na szczescie Czechoslowacja uratowala sytuacje Izraela, sprzedajac nam bron.

Palestynczy nieustannie napadali na osiedla zydowskie, kibuce; strzelali z ukrycia z Jaffy na Tel Aviv, obstrzeliwali szosy. Byli to tak zwani Fedajuni... Nocami przedzierali sie do wsi i kibucow by krasc kury, bydlo, sprzet rolniczy – zabijali z zasadzki pracujacych na polach, podkladali miny.

Arabowie atakowali osiedla zydowskie i kibuce w Palestynie juz na dlugo przed powstaniem panstwa Izrael. I tak juz zostalo przez caly czas, w ciagu lat do dzis, miedzy jedna wieksza czy mniejsza wojna a druga – miedzy jednym zawieszeniem broni, Hunda, a nastepnym... Tylko nazwy tych wojen zmieniaja sie.

W kraju nie bylo amunicji, zywnosci, pomieszczen koniecznych dla nowoprzybylych, ani sprzetow pierwszej potrzeby. Imigranci nie mieli dokad pojsc, sypiali w Tel-Avivie, na podworkach, na lawkach w parkach i ogrodach, na trawnikach. Wciaz naplywal ten exodus uratowanych cudem z Shoah i "dipisow" z dawnych lagrow, na starych, zniszczonych, nie do uzytku statkach, mimo wszelkich niebezpieczenstw i niedostakow. Nic nie moglo zatrzymac tej poteznej fali ludzkiej, ktora parla do tej jedynej, pozostalej im po straszliwosciach Holocaustu przystani.

Walki z Arabami wzmagaly sie i rozszerzaly. Niektore miejscowosci wpadly w rece uzbrojonych mas arabskich, a Zydzi, ktorzy nie zdazyli, albo nie zdolali wycofac sie, zostali wyrznieci.

Ochotnicy, Zydzi i nie Zydzi, specjalisci wojskowi, lotnicy – rozni ludzie dobrej woli z rozmaitych krajow przyjezdzali, czujac potrzebe i obowiazek sumienia by pomoc powstajacemu Izraelowi w tych groznych dniach. Byl wsrod nich oficer armii amerykanskiej, slawny bohater przebicia drogi w Burmie (stad nazwa drogi do oblezonej Jerozolimy...) w czasie II wojny swiatowej, pulkownik Markus, pochodzenia zydowskiego. Jego przyjazd szczegolnie napelnil wszystkich otucha i nadzieja, dodal odwagi w tej walce.

Na poludniu, Arabowie zdobyli niedawno powstaly kibuc Jad-Mordchaj (od imienia przywodcy powstania w getcie warszawskim, Mordechaja Anielewicza), znajdujacy sie w najbardziej wysunietym miejscu przy granicy egipskiej. W kibucu ani dosc ludzi, ani broni, aby odeprzec setki napierajacych w czolgach Arabow. Kibucnicy walczyli do ostatniej kuli, a potem wycofali sie jedyna, nie odcieta jeszcze droga przez pola i zarosla.

Kibuce na polnocy zostaly tez odciete. Arabowie okrazyli Jerozolime, odcieli Stare Miasto i wszystkie drogi wiodace do miasta. Kosztem ciezkich ofiar Zydzi-palmachowcy wycieli okrezna droge w gorach. Nazwano ja "Droga Burmy"... W pancernych wozach zolnierze dowozili tedy miastu wode i bron, rozdzielali oblezonym mieszkancom skape porcje zywnosci.




Po drodze...
Zydowscy zolnierze w marszu do Jerozolimy dla przerwania oblezenia miasta, 1948.
(fot.   Robert Capa, Magnum)


Sluchano w napieciu komunikatow radiowych, oczekiwano w nich lepszych nowin o zaprzestaniu aktow wrogosci... Starano sie analizowac te hebrajskie komunikaty, prawie nie rozumiejac jezyka w jakim byly podawane. Nowoprzybyli tak bardzo pragneli zrozumiec kazde slowo, dowiedziec sie, co dzieje sie wokol nich. Prosili Izraelczykow, zeby im tlumaczyli, na co tamci nie zawsze mieli czas i ochote...

Jednak latwiej bylo zyc w kibucu niz w miescie. Przynajmniej o zywnosc nie trzeba bylo sie zmagac. W miastach wszystko bylo racjonowane, na przydzial kartkowy, brakowalo wiekszosci produktow i po wszystko wystawalo sie w niekonczacych sie kolejkach. Przepychanie sie, klotnie w rozmaitych jezykach... Byli to wszak Zydzi z roznych krajow, kultur i obyczajow.


O przetrwanie przyznanego panstwa

W tym czasie izraelskie wladze wojskowe zazadaly od kibucow ochotnikow do wojska. Sekretariat kibucu Ejn-Szemer, w ktorym musiala zatrzymac sie grupa Henryka na rok przeszkolenia, tzw. Hachszara, i przystosowania sie do kolektywnego zycia i pracy w Izraelu, zdecydowal, ze od nich musi pojsc dwoch chlopcow do Palmachu. A przeciez znajdowali sie zaledwie kilka miesiecy w Izraelu i nie opanowali jeszcze nawet jezyka. Te zaskakujaca nowine przyniosl madrych – instruktor i opiekun grupy, dlugoletni czlonek kibucu, Ejn Szemer, Zyd niemiecki.




Henryk Birenbaum, Tel-Aviv, 1949.



Palmach (skrot od Palugot Mahac – "sila uderzeniowa") bylo ochotniczym wojskiem, skladajacym sie przewaznie z kibucnikow gotowych do wszelkich poswiecen i heroicznych wyczynow. Byly to ludowe oddzialy bojowe organizowane w tym czasie do obrony powstajacego panstwa. Panowala tu rownosc i kolezenskie stosunki, nie istnialy roznice miedzy oficerami a zwyklymi szeregowcami. Nie trzeba bylo salutowac, zdejmowac czapki przed kims o wyzszej randze. Wszyscy jedli razem w tym samym pomieszczeniu te same posilki.




Cwiczenia Palmachowcow, Jerozolima, 1948.


Najwieksza kara dla zolnierza Palmachu bylo zabronienie uczestniczenia w jakims trudnym zadaniu bojowym. Kiedy powstal oficjalny rzad Izraela, premier Ben Gurion rozwiazal Palmach, mimo burzliwych lecz daremnych sprzeciwow. Wojsko musialo byc jedno, a nie skladac sie z roznych odlamow politycznych czy innych.

Palmachowcy z kibucow czesto wychodzili w boj. Atakowali glownie wsie, z ktorych Arabowie robili wypady i zagrazali zydowskim osiedlom. Nie zawsze wszyscy wracali zywi. Arabowie znecali sie nawet na cialach zabitych.


Odbylo sie zebranie w namiocie. Wszyscy w najwiekszym napieciu usiedli wokol madrycha. Nikt nie smial sie odezwac. Sami mieli postanowic, kto z nich pojdzie na front! Jak tu wziac na siebie odpowiedzialnosc za cudze zycie, zycie cudem ocalone z zaglady?

Madrych okazywal coraz wieksze zniecierpliwienie. Nazajutrz rano wybrani musza wyruszyc w droge... Wiec kto? Atmosfera byla ciezka.

Okazalo sie, ze ludzie maja rozne pomysly na trudne rozwiazania... Ktos zaproponowal: "Niech ida tacy, ktorzy jeszcze nie sa z nikim zwiazani!" Wybuchla burzliwa dyskusja, ktora Henryk natychmiast przerwal. Byl wtedy czlonkiem sekretariatu grupy i zamiast zaproponowac kandydatow, powiedzial po prostu, ze on pojdzie. Po nim wstal takze Michal, zglaszajac sie dobrowolnie. Wszyscy umilkli zaskoczeni, ale jeszcze dlugo potem dyskutowali w namiocie.

Napiecie zelzalo, ustapilo miejsca przygnebiajacej trosce. Kto wie, czy wroca zdrowi i cali? Nazajutrz rano jednak nie zostali odeslani, rozkaz zmienil sie. Zdazono jeszcze urzadzic im wieczor pozegnalny w namiocie.

Z poczatku obaj zostali wyslani do kibucu Negba, gdzie przechodzilo sie kilkutygodniowe cwiczenia wojskowe. Potem znalezli sie w pulku, ktory wlasnie sie organizowal w celu obrony karawan dowozacych produkty do oblezonej Jerozolimy. Brali udzial w walkach o oswobodzenie rozmaitych odcinkow frontu.




Palmachowcy, Mosze Laufer i Henryk Birenbaum na tle spalonego statku "Altalena", 1948.


(Tu kilka slow wyjasnien do powyzszego zdjecia:
Henryk przyjezdzal do kibucu na krotkie urlopy. Przynosil z soba jakas swiezosc, ale i charakterystyczny dla tego okresu niepokoj, poczucie nieustannej aktywnosci wojskowej, nieznanej w szarej kibucowej rzeczywistosci, w ktorej zylo sie w oddaleniu od tych burzliwych zdarzen i walk – on teraz zyl nimi na codzien.

Opowiadal o oblezonej Jerozolimie, o ciezkich tam walkach, o poswieceniu i odwadze zolnierzy i ich dowodcow. Byl jednym z nich, mimo ze na poczatku niemal nie rozumial rozkazow dowodcy urodzonego w Izraelu... Ale nie zalowal swej decyzji pojscia do wojska, nie okazywal strachu. Poznawszy ponizajace podejscie izraelskich kibucnikow do nowoprzybylych uratowanych z Shoah, wiedzial, ze nie zostanie w kibucu a sluzbe wojskowa w kazdym wypadku bedzie musial odbyc.

Pewnego dnia wyszedl w dziesiecioosobowym oddziale w kierunku pozycji arabskiej, uplasowanej na szczycie gory. Skupilo sie tu okolo 200 Arabow, ktorzy ostrzeliwali szose i wzgorza, gdzie znajdowali sie Izraelczycy. Byli zwroceni placami do wsi Diraub, gdyz stamtad nie spodziewali sie zadnego niebezpieczenstwa.

Nad ranem, tych dziesieciu chlopcow z Palmachu przemknelo przez doline wsrod gor. Tymczasem inna jednostka palmachowcow otworzyla ogien od przodu arabskiej pozycji, aby odwrocic uwage Arabow. Z jednym karabinem maszynowym, malym miotaczem min i recznymi karabinami grupa Henryka zaatakowala pozycje od tylu.

Zaskoczeni i przerazeni Arabowie rzucili sie do panicznej ucieczki, zostawiajac za soba rannych i zabitych. Palmachowcy popedzili za nimi i w ten sposob zdobyli rowniez pobliska gore.

W nocy pierwszego zawieszenia broni pulkownik Markus znajdowal sie w poblizu Jerozolimy w sztabie wysokich oficerow jako ich doradca.

W pewnej chwili wyszedl na dwor za potrzeba... Stojacy na warcie zolnierz zauwazyl zblizajaca sie do pozycji postac owinieta w biale przescieradlo. Zawolal: haslo?! Pulkownik odpalil – "Shut up, you...!"

Zolnierz ostro powtorzyl pytanie o haslo a nie otrzymawszy odpowiedzi, wystrzelil. Byl przekonany, ze byl to podkradajacy sie Arab. Za moment okazalo sie to straszna pomylka. Pulkownik Markus lezal martwy. Nikt nie wiedzial, ze byl tam, tak blisko. Wkrotce ta straszna wiesc zmrozila caly kraj, swiat.

Henryk walczyl takze w kibucu Ramat-Rachel, ktory znajdowal sie niemal calkowicie w rekach arabskich. Jedynie budynek jadalni trzymali jeszcze Izraelczycy. Toczyly sie tu rozpaczliwe walki o zdobycie kibucu, byli zabici, ranni. Rannych trzymano w duzej sali na pietrze pod jadalnia. Nagle podkradl sie tam Arab i rzucil granat, zabijajac kilku rannych i sanitariuszke, ktora sie nimi opiekowala. Nad ranem saperom izraelskim udalo sie wysadzic w powietrze siedzibe sztabu arabskiego i dzieki temu oswobodzono Ramat-Rachel.

Henryk nie mial pojecia, dokad zawiedzie go nastepny dzien czy nastepna godzina. Ale byl gotow na wszystko i nie wahal sie. Z gory pogodzil sie z losem i nie staral sie mu ujsc. Jego postawa dawala innym w grupie poczucie bezpieczenstwa i sensu zycia tutaj, w tych nieznosnie ciezkich pod kazdym wzgledem warunkach.

W pulku Harel byl z Henrykiem pewien chlopak, nowoprzybyly z Rumunii, ktory, jak wielu w tym decydujacym o losie Izraela czasie zglosil sie dobrowolnie do Palmachu. Menasze przyszedl do tego pulku z grupy odbywajacej Hachszare w kibucu Ruhama. Byl to wysoki przystojny chlopak, bardzo wysportowany, szczegolnie odznaczal sie w biegu. Ale mial bezwladna prawa reke. Lewa, zdrowa podrzucal zwykle swoj karabin.

Kiedy wybrano chlopcow do ataku na twierdze arabska w Latrun, poblizu Jerozolimy, w bylym gmachu policji brytyjskiej, nie chcieli go wziac z soba, bo spodziewano sie szczegolnie ciezkiego boju. Nie mozna bylo wtedy gorzej dotknac Palmachowca. Menasze przeblagal dowodce.

Pulk walczyl przez cala noc. Izraelczykom udalo sie zajac czesc gory strategicznie panujacej nad Latrun i utrzymac te pozycje az do switu. Menasze zostal bardzo ciezko ranny w brzuch w nocy podczas zdobywania tej gory. Slabym glosem wolal imie Henryka. Henryk wzial go na plecy i zaniosl do puntu sanitarnego w szetach met – "martwym terenie" pod gora – w przekonaniu, ze po pierwszej pomocy odwioza Menaszego do szpitala.

Nad ranem przyszedl rozkaz wycofania sie w braku dalszych posilkow broni i ludzi. W drodze powrotnej Henryk uslyszal jeki i zauwazyl, ze Menasze lezy w miejscu, do ktorego przyniosl go przed kilkoma godzinami. Wraz z jakims kolega Henryk polozyl rannego na koc i zniesli go z tej gory az do auta. W drodze do szpitala Menasze umarl.

Niebawem, okazalo sie, ze Amos, dowodca oddzialu Henryka takze jest smiertelnie ranny. Arabski granat rozszarpal mu plecy.

Ciezkie walki pod Latrun toczyly sie nadal z krotkimi przerwami. Henryk zostal ranny w noge, obslugujac karabin maszynowy. Odlamek pocisku uszkodzil mu miesien i na zawsze utkwil w szpiku kostnym. Operowano go natychmiast w polowym szpitalu, lecz nieudolnie. Uszkodzony miesien zostal w czasie tej operacji przekrecony i po uplywie roku Henryk musial ponownie przejsc operacje.




Henryk (z prawej) podczas leczenia rehabilitacyjnego nogi w Netanii, 1949.


Po pierwszej operacji otrzymal kilkutygodniowy urlop. Potem zostal przeniesiony do jednostki sil lotniczych. Pracowal w slusarni. Wtedy juz bardzo rzadko odwiedzal kolegow w kibucu. Byli w tym czasie na dalszej Hachszara w kibucu Szaar Hagolan.


Nasze wspolne poczatki

Kiedy Izraelczycy opanowali Jaffe, Henryk znalazl tam sobie mieszkanie, ktore potem, bedac juz malzenstwem, wymienilismy na miejsce w moszawie (wies kooperatywna) w poblizu maabara Hiriya. Probowalismy tam zalozyc gospodarstwo rolne. Henryk czesto musial odbywac dyzury nocne z karabinem w reku po ciezkim, dlugim dniu pracy w obronie przed napadajacymi na moszaw Fedejunami. – a nazajutrz wstawac wczesnym rankiem do pracy. Pracowal wtedy takze w godzinach nadliczbowych bysmy mogli sie tu utrzymac.




Henryk Birenbaum i Halina Balin (pozniej Birenbaum),   Tel-Aviv, 1948.


Nasz pierwszy syn urodzil sie w Herujcie w 1951 roku. Mieszkalismy w baraku zmontowanym przez Henryka z blachy aluminiowej. A potem byl namiot w obozie przejsciowym dla imigrantow w tzw. maabara.




Henryk i Halina Birenbaum na spacerze z synkiem Yakovem, Herujt, 1951.




Henryk i Halina Birenbaum z Yakovem, Herujt, 1951.
W tle widac mieszkalne baraki z blachy.


W roku 1950 przyjechalo tysiace Zydow z Iraku, uciekajac od groznych wystapien przeciwko nim ze strony wladz irackich, bedacych w wojnie z Izraelem. Z braku pomieszczen lokowano ich (byly to duze, wielodzietne rodziny) w namiotach stawianych w miejsce wycinanych wyschnietych pardesow (gajow pomaranczowych). Jak grzyby po deszczu wszedzie niemal wyrastaly "miasta" palatek. Przywozono tych ludzi samolotami na koszt panstwa Izrael, nie posiadali bowiem niczego – wladze irackie zarekwirowaly Zydom wszelki dobytek.




Oboz namiotow (wraz z "ogrodkami") dla imigrantow do Izraela, 1948-1949.




Oboz namiotow dla imigrantow do Izraela, niedaleko Haify, pazdziernik-listopad 1950.
(fot.   Robert Capa, Magnum)


My do sznura takiego namiotu mielismy uwiazanego psa, Zariza (Zreczny, po hebrajsku), od ktorego przechodzacy Zydzi z Iraku odzegnywali sie roznymi zabobonnymi zakleciami ...




Namioty w obozie w Netanii dla imigrantow do Izraela, 1949.




Blaszane baraki w obozie dla imigrantow do Izraela w Tyberia, wczesne lata 1950.


Nastepnie byl wiec taki "nasz" barak z brezentu i wreszcie, w roku 1953 jednopokojowy domek dwurodzinny (bez elektrycznosci i wody w mieszkaniu...) w nowym osiedlu dla Zydow nowoprzybylych do Izraela z Europy po Holocauscie i z licznych krajow arabskich, jak Irak, Maroko, Jemen...

Potem, w ciagu dlugich lat, przyszla sluzba Henryka, jako rezerwisty w wojsku, po kilka dni lub tygodni, dwa-trzy razy w roku...


Wojna synajska 1956

Wojna synajska 1956 zastala nas juz w nowym, dwupokojowym mieszkaniu w duzej kamienicy w miescie Ramat Gan, ktorego dorobilismy sie po latach tulaczki i wsrod nieopisanych trudnosci materialnych i fizycznych. Nasz drugi syn mial wtedy rok. Dwaj nasi synowie nosza imiona dziadkow, ojcow mojego i Henryka, zgladzonych w Shoah.

Ogloszono mobilizacje. Jeden z zolnierzy roznoszacy karty mobilizacyjne, zapukal i do naszych drzwi. Henryk znow poszedl na wojne. W tym okresie panowalo wielkie bezrobocie w kraju i Henryk wlasnie borykal sie ze znalezieniem pracy, gdy powolanie go do wojska odsunelo na bok ten problem. Wobec grozy wojny nic sie juz nie liczylo.

Rowniez i ta wojna skonczyla sie – jak poprzednie – bez rozstrzygniecia. Stan "nie wojna ani nie pokoj" trwal ustawicznie. Napady Fedajunow i ostrzeliwanie kibucow w Emek Hajarden (Dolina Jordanu) z gor Golanu przez wojsko i snajperow syryjskich – i znow powolania do wojska na cwiczenia, na wszelkiego rodzaju manewry...




Henryk przy pracy w slusarni w fabryce gumy, Herzliya kolo Tel-Avivu, 1958.



Podoficerowie wszystkich armii laczcie sie

Pewnego dnia w czasie manewrow dywizji w Negewie, na poludniu kraju, zdarzyl sie Henrykowi irytujacy, choc moze zabawny incydent z pewnym starszym sierzantem. Henryk i trzech innych rezerwistow pracowali od poludnia poprzedniego dnia i przez cala noc az do nastepnego dnia przy zakladaniu kilometrami drutow telefonicznych. Bez jedzenia, bez odpoczynku, latem przy pustynnym upale. Okolo 10.00 rano dotarli dopiero do miejsca, gdzie byla kuchnia polowa i tam wydzielono im zupe do wojskowych menazek, ktora zasiedli jesc w poblizu, w cieniu krzakow. Nagle, jak spod ziemi pojawil sie starszy sierzant , czysciutki, wypoczety, w gladko wyprasowanym mundurze, z paleczka w reku. Podchodzil po kolei do kazdego z posilajacych sie po tych ciezkich godzinach harowki rezerwistow i wymachujac im przed nosem ta paleczka, rozkazywal: "wstac i oddalic sie od kuchni!".

Zaskoczeni rezerwisci zaniemowili, nie pojmujac w pierwszej chwili takiego jego zachowania sie, przerwali jedzenie i w oburzeniu wykonali ten dziwny rozkaz-zachcianke. Przyszla kolej na Henryka. Starszy sierzant zawolal, wskazujac nan ta paleczka: "A ty, co? Wstawac!" Henryk odpowiedzial spokojnie, ze wstanie jak skonczy jesc zupe. Starszy sierzant zapienil sie, zaczal tupac nogami, wymachiwac paleczka i wrzeszczec. Henryk odpowiedzial, ze jesli nie przestanie sie na niego wydzierac, zupa wyladuje na nim – i wylal na niego zawartosc swej menazki.

Od razu podbiegli stojacy w poblizu zolnierze i oficer lacznosci Henryka, przed ktorym Henryk wyjasnil sprawe. Starszy sierzant groznym tonem kazal sobie podac dane Henryka, ale oficer znal sytuacje i uspokoil go, ze sprawe zalatwi.

Nazajutrz w porze obiadowej Henryk z trzema rezerwistami znow przyszli do kuchni polowej po wielogodzinnym wykonywaniu nastepnego zadania. Na calym placu wokol kuchni, niemal na kuchni siedzialo pelno zolnierzy-rezerwistow, jedli, odpoczywali. A starszy sierzant rozmawial z kilkoma oficerami, trzymajac rece splecione do tylu z ta paleczka. Henryka ponioslo za wczorajsza awanture i obecne ignorowanie podobnej. Podszedl wprost do tego sierzanta i przerywajac mu w pol slowa, zapytal: "A dlaczego teraz nikomu nie kazesz sie odsunac od kuchni?". Ten zaczal sie jakac i tylko powtarzal: "dlatego, dla ...tego..." Henryk wybuchnal: "bo dlatego, ze jestes taki a taki sk... syn!..." Wieczorem tego samego dnia Henryk zostal przeniesiony do innej dywizji.


Wojna szesciodniowa 1967 – o istnienie...

Po wojnie synajskiej 1956, wybuchla wojna szesciodniowa, w 1967...

Zaczelo sie od trzytygodniowego, szalonego napiecia. Kraj opanowal wielki, dlawiacy jak kleszcze niepokoj. Kazdy rozumial powage sytuacji – wszyscy, nawet dzieci uswiadamiali sobie, jakim niebezpieczenstwem i groza brzemienna byla chmura nad Izraelem. Wolaly o tym naglowki gazet, glos spikera radiowego podajacego wiadomosci o zablokowaniu dla Izraela Ciesniny Tyranskiej, wysylane i nadchodzace ze swiata telegramy oraz najrozmaitsze komentarze. Wiesci z panstw arabskich o szykowanej nam zagladzie; o zmowach i paktach dla zrealizowania tych zabojczych zapowiedzi; o postawieniu wielkich wojsk na granicach, okrazeniu.

Na szosach kraza samochody obladowane workami piachu, naczyniami na zapasy wody; bronia, zolnierzami. I wreszcie mobilizacja. Karty powolania uderzaja w kazdy dom. Takze w nasz. Rozpaczliwe pozegnanie, usciski, zdlawione w krtani lzy rozstania i przylepione usmiechy rzekomej beztroski na zdretwialych wargach: wszystko wkrotce wroci do normy, bedzie dobrze, musi byc... Swiat nie dopusci do ponownej naszej zaglady!

Byla sobota, swieto Lag-Baomer a dzieci jak co roku przygotowaly stosy drew i suchych galezi. Pozwolono im rozpalic niewielkie ogniska ale wczesnie je ugasic. Gromady rozbawionych dzieci z pasja ustawialy na szczycie stosow drewniane lalki, majace symbolizowac politykow i wladcow wrogich Izraelowi, ktoych nazwiska byly teraz na ustach wszystkich: Nasser, El-Atasi, Kosygin.

Lalki te mialy byc spalone na stosie, oczywiscie po "ustrzeleniu" ich z lukow na wzor dawnych bohaterskich wojownikow Bar-Kochby, na czesc ktorych odbywa sie co roku ta uroczystosc. Poczem dzieci dojadly upieczone w ogniskach kartofle, zalaly woda wypalone, jeszcze gorace stosy, i ze slowem Shalom rozbiegly sie kazde w swoja strone. Weszlismy do domu. Syn zapalil swiatlo – na podlodze lezala kartka, ktora ktos wsunal pod drzwi podczas naszej nieobecnosci. Wezwanie do wojska: Henryk ma sie stawic o swicie w swej jednostce!

Zapakowal do plecaka kilka niezbednych rzeczy, zagadywal nas, usmiechal sie. Dzieci plakaly. Widocznie teraz dopiero zrozumialy, ze cos strasznego zwala sie na nasz kraj, na nas. Dom osierocial, gdy tylko Henryk zamknal za soba drzwi. Odtad wciaz tylko nasluchiwalo sie wiadomosci, komentowalo je z sasiadami, ktorych drzwi i serca otwarly sie teraz jedne dla drugich.

W radio nie bylo nic pocieszajacego. To samo napiecie, te same agresywne oswiadczenia rzadow arabskich o wyzwoleniu Palestyny, o swietej wojnie przeciw Izraelowi. Nawet przywodcy izraelskiej partii komunistycznej odwazyli sie zlozyc oswiadczenie, wbrew Moskwie, ze blokada Ciesniny Tyranskiej jest agresja przeciwko panstwu Izrael. Ale komunistyczny "Blok Pokoju" informowal wlasnie o pelnym poparciu dla jednej ze stron, nakazujac poddac sie drugiej, czyli izraelskiej!...

5 czerwca 1967 rok. Syrena alarmowa zagluszyla wszystko. Wojna!

W poludnie dzieci wrocily ze szkoly i juz nazajutrz nie poszly do szkol. Bawily sie w schronie, rozprawialy jak dorosli o polityce. Szykowano wode, lekarstwa, bandaze. Wieczorny alarm przyniosl z soba huk dzial. Walki toczyly sie kolo Kalkilji, skad Jordanczycy i Irakijczycy ostrzeliwali cala okolice, az do Tel Avivu. Niebo rozdzieraly reflektory, rakiety, kolorowe pociski.

Nie wiedzielismy nic. Gdzie teraz moze byc Henryk? Co z nim jest? Ludzie uspakajali mnie, ze gdyby stalo sie cos zlego, juz by przyszlo zawiadomienie!...

Detonacje stawaly sie coraz czestsze, blizsze. Salwa za salwa. Nie ustawaly w ciagu calych nocy i dalszych dni. Wiekszosc ludzi pozostawala w schronach. Wszystko doslownie, ludzie i pojazdy bylo zmobilizowane na wojne. Dzieci roznosily poczte – wojskowi i rabini – zawiadomienia o poleglych...

Szostego dnia nad ranem w schronie, jak zwykle rozpaczliwe, w niesamowitym zdenerwowaniu i skupieniu, oczekiwanie dziennika, jak wyroku losu. Arabscy spikerzy oglaszaja wciaz jednakowo swe rzekome zwyciestwa, zapowiadaja bliski koniec Izraela, kaza jego mieszkancom szykowac sobie trumny.

I wtem slowa: "... wszystkie samoloty wroga zostaly unieszkodliwione, zanim zdazyly wystartowac do ataku!..." Potezne westchnienie ulgi – los wojny rozstrzygniety. Izrael nie zostanie wrzucony do morza, jak grozili dniami i nocami przywodcy panstw arabskich. Mozna opuscic schrony, odkleic papier z zaciemnionych okien.

Jerozolima stala sie znow jednym, nieprzedzielonym miastem, a legendarna, o ogromnym znaczeniu religijnym Sciana Placzu po latach dostepna dla Zydow. Na szosty dzien wojny przypadlo zwyciestwo nad wszystkimi przeciwnikami Izraela – i nastepne tylko – zawieszenie broni. Do nastepnej i nastepnej wojny oraz dalszych atakow terroru Hizbola, Hamasu, Fatah, w ktore sie przerodzili Fedajuni...

O Henryku nadal nie bylo wiadomosci. Sluzyl w tym czasie, po przejsciu specjalnych kursow, w jednostce lacznosci, ktora postepowala za czolgami na wschodnim froncie w strone Jordanii. Dotarli az za Nablus, potem przeniesiono ich do Kalkilji. Jego jednostka wojskowa stacjonowala na granicy jordanskiej, potem zas w Kalkilyi, jako wartownicza. Dniami i nocami lezeli w polach, jedli z kuchni polowej; na poczatku wojny przydzielano zolnierzom Manot Kraw (porcje bojowe, po hebrajsku), suchary i konserwy wojskowe.




Henryk (pierwszy z lewej) z zolnierzami swojego oddzialu, Kalkiliya, 1967.


Henryk wrocil z tej wojny dopiero po kilku tygodniach. Wreszcie zjawil sie u progu domu, zakurzony, zmeczony, opalony, ze swym plecakiem ekwipunku – i przezyc. Na szczescie, i z tej wojny wyszedl calo. Wrocil do swych codziennych zajec. Pracowal wtedy w fabryce gumy; w slusarni, a potem w ciagu dlugich lat byl instruktorem-opiekunem dzieci mongoloidalnych. Ale po uplywie kilku tygodni zaledwie znow powolano go na cwiczenia w G'iftlik, za Nablus w kierunku Jerycha.




Henryk na cwiczeniach, G'iftlik, 1967.



Wojna Sadnego Dnia 1973 – znowu o istnienie

We wrzesniu 1973 roku Egipt i wszystkie kraje arabskie w srodku najwiekszego dla Zydow swieta Jom Kipur nagle zaskoczyly Izrael poteznym atakiem zbrojnym ze wszystkich stron kraju!

Absolutny post Sadnego Dnia, ludzie w synagogach, nikt nie pracuje w taki dzien, nie ma radia, gazet (telewizja jeszcze nie istniala wtedy w Izraelu), lokomocji, zadnych aut na drogach, – i w jednej chwili – przepasc! Atmosfera, jak w getcie warszawskim przed ostateczna likwidacja – zaglada!...

Jeszcze w nocy tak zadudnilo ciezko na szosach. Nasz mlodszy syn przygotowywal sie wlasnie do matury, gdy zauwazylismy przez okno niezwykly, niespotykany w taki dzien ruch wojskowych aut na pobliskiej szosie.

Henryk byl juz wtedy w dalszej rezerwie, a jednak przyszli po niego. Byl to zlowrogi znak – skoro biora takze i jego rocznik 1924! Nie poszedl tym razem na front, a na stacje policji, gdzie mial ciagle czuwac, sluchac wiadomosci i rozkazow kiedy wlaczyc lub wylaczyc syrene alarmowa, gdy nadchodzi czy mija zagrozenie dla cywilnej ludnosci.

Tragiczne wyniki tej wojny, zwanej wojna Yom Kippur, pod wieloma wzgledami na dlugo, jesli nie na zawsze zaciazyly nad losami i mentalnoscia spoleczenstwa Izraela, ktore w jednej chwili znow stanelo nieprzygotowane przed smiertelnym zagrozeniem ponownej zaglady.


Codziennosc terroru i wojen

A potem byly dalsze wojny: w 1983 z Libanem; 1991 – wojna miedzy Irakiem a Stanami Zjednoczonymi i... rakiety-skudy Sadama Husseina na miasta Izraela. W jednej chwili "zdumchniety" zostal caly rzad domow (i dom, w ktorym mieszkalismy w czasie wojny synajskiej!..) na ulicy Ramat Ganu.

Codziennosc nieustannego nasluchiwania alarmu uprzedzajacego w radiu o nadejsciu lub minieciu ataku skudow: Nachasz cefa ("Jadowity waz!") i bieg do uszczelnionego jak klatki pokoju; ciagle noszenie z soba masek przeciwgazowych na ramieniu – a w czasie atakow skudow – na twarzy.


* * *

Od roku 2000 do dzis, chwili pisania tych slow panuja tu slynne na calym swiecie teraz: Intyfada, terror samobojcow z Hizbola, Dzihadu, Hamas, Fatah, zastepujacych dawnych Fedajunow... Zemsty izraelskie i terror: zemsta – terror – zemsta..., jak w blednym kregu, niezliczone, mnozace sie po obu stronach tragedie ludzkie i wzmagajaca sie od wojny szesciodniowej plaga osadnikow na zajetych w tej wojnie ziemiach. Henryk juz nie bral w tym wiekszego udzialu, a w ostatnich latach wogole nie.


W zaciszu domu

Henryk przeszedl na emeryture majac 73 lata, by wreszcie odpoczac i moc oddac sie caly swoim rozmaitym hobby's, dzieki ktorym mozna nieco nie myslec o burzliwej sytuacji w Izraelu... Pasjonuje sie zbieraniem znaczkow pocztowych (od wielu lat), muzyka klasyczna, czytaniem ksiazek i nie przepuszcza prawie zadnego pokazu w telewizji wszelkich rozgryw sportowych, (sam kiedys bral udzial w meczach pilki noznej i uprawial lekkoatletyke) – i pielegnowaniem ogrodka przy domu oraz naszym psem-staruszkiem, kotkami...




Henryk – pilkarz (piaty w rzedzie),
kibuc w Eschweige, 1946.




Henryk – skoczek w dal,
kibuc w Eschweige, 1946.




Henryk i Halina Birenbaum i ks. Piotr Wrona w Treblince, 1995.




Od lewej: Dr Henryk Swiebocki (historyk z Panstwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau),
Halina i Henryk Birenbaum w Morskim Oku, lipiec 2003.
(fot.   Stanislaw Momot)


Ale koty sa wlasciwie bardziej moim umilowaniem, Henryk tylko pomaga... Pomaga mi we wszystkim i kazdemu komu potrzebna jest w czyms pomoc.

Pazdziernik 2003




Teksty Haliny Birenbaum zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2003 Zwoje